|
|
![]() |
Michał Wojciechowski
Między Scyllą odpowiedzialności zbiorowej a Charybdą obojętności
Żal
bez winy
Dyskusji, o Jedwabnem patronuje niestety z ukrycia, zasada odpowiedzialności zbiorowej. Oczywiście nikt się nie przyzna do jej głoszenia, zamiast tego mowa o odpowiedzialności społeczeństwa, odpowiedzialności narodowej, winie Polaków czy nawet Kościoła albo o zbiorowym rachunku sumienia. Są to określenia mętne, ale niewątpliwie sugerują, że podmiotami winy i odpowiedzialności są grupy ludzi, a nie jednostki, i że ponosimy pewnego rodzaju automatyczną odpowiedzialność za przestępstwa poprzednich pokoleń.
Jest
to całkowicie sprzeczne z chrześcijaństwem i cywilizowanym prawem, a zresztą
i ze zdrowym rozsądkiem, gdyż grzeszyć może człowiek, a nie powiat, parafia
czy inne zbiorowości; nie ma też winy polskiej, katolickiej ani żydowskiej,
choć może być wina Polaka, katolika, Żyda itd.
Niektórzy
myślą, że społeczne pojmowanie odpowiedzialności, winy i kary właściwe
jest judaizmowi, ale chociaż Stary Testament w starszych warstwach zawiera
teksty prowadzące w tym kierunku, w ostatecznej swej postaci, a mianowicie
w Księdze Ezechiela, kategorycznie stwierdza, że karę za grzech poniesie
tylko winny. W dodatku zasada odpowiedzialności zbiorowej leży u podstaw
antysemickich stereotypów, tak że doprawdy Żydzi są ostatnimi ludźmi, którzy
mają interes w jej upowszechnianiu.
Nie ma "winy społeczeństwa"
Myślenie
kategoriami odpowiedzialności zbiorowej, a więc - choćby bezwiednie - na
sposób nazistów i komunistów, cechuje jednak nie tylko zwolenników tez
Grossa wywodzących się z lewicowej i kolektywistycznej formacji myślowej.
Zupełnie podobnie zdają się bowiem rozumować ci wszyscy, którzy zarzutami
wobec grupy Polaków z Jedwabnego czują się urażeni osobiście. W rewanżu
wypominają więc Żydom ludobójstwo sowiecko-żydowskich partyzantów w Koniuchach,
a przede wszystkim kolaborację licznych Żydów polskich z Sowietami, a po
wojnie ich udział w aparacie terroru stalinowskiego.
Nie
chodzi tu tylko o to, że jest to bardzo niesprawiedliwe uogólnienie, gdyż
było wiele sytuacji przeciwnych (mojego dziadka uratowali od obławy sowieckiej
właśnie Żydzi). Raczej o to, że przecież za zbrodnię w Jedwabnem odpowiadają
konkretni zbrodniarze, a nie pojmowani zbiorowo Polacy względnie Niemcy.
Tak samo Żydów nie można obciążać zbiorowo odpowiedzialnością za zbrodnie
komunistów żydowskiego pochodzenia. Tego rodzaju wymiana zarzutów plami
obie strony. Dlatego na pomniku w Jedwabnem nie powinno być mowy o odpowiedzialności
Polaków, lecz właśnie narodowego socjalizmu, jako że na pomnikach ofiar
zbrodni sowieckich nie piszemy o udziale Żydów, Rosjan czy Polaków, lecz
wymieniamy nazwę ideologii: sowieckiej bądź komunistycznej.
Ten
rodzaj zarzutów przypomina też winienie Żydów w ogóle za śmierć Jezusa,
gdy w kategoriach prawnych i moralnych obciąża ona faktycznych sprawców:
oskarżyciela Kajfasza z jego poplecznikami oraz sędziego Piłata (a w kategoriach
teologicznych wszystkich ludzi indywidualnie, gdyż wszyscy czynią zło).
Odpowiedzialność pośrednia
Nie
oznacza to, że nie istnieje jakaś forma winy za zbrodnie innych. W katechizmach
katolickich można znaleźć wyliczenie tzw. grzechów cudzych, czyli popełnionych
przez innych z naszą zachętą, przyzwoleniem, usprawiedliwieniem itd. Jednakże
i w tym przypadku wina ma charakter jednostkowy i zakłada pośrednie uczestnictwo.
Może mieć ono większy zasięg, gdy zbrodnia cieszy się masowym poparciem.
Stąd bierze się poczucie winy u Niemców, gdyż faktycznie w większości poparli
Hitlera.
Nie
jest jednak słuszne mówienie ogólnie o odpowiedzialności narodowej czy
za naród, gdyż zwykle nie wybieramy przynależności do narodu i nie mamy
większego wpływu na zachowanie innych jego członków. Mówienie o winie narodowej
jawi się jako swoisty nacjonalizm na odwrót.
Inaczej
trochę rzecz się ma przy społecznościach zorganizowanych, w których ludzie
świadomie współdziałają, a więc i wspólnie mogą odpowiadać. Państwo powinno
tłumaczyć się z postępków swoich funkcjonariuszy. Podobnie partia polityczna,
zrzeszenie zorganizowane i dobrowolne, powinna ponosić odpowiedzialność
za swoje działania. Oczywiście w obu przypadkach nie można się wykręcać
zmianą szyldu, odnowieniem tej samej instytucji pod inną nazwą. W przypadku
Jedwabnego państwo polskie było jednak całkowicie bezsilne, tak samo jak
Kościół.
Prezydent państwa czy sumień
Jak
z tego wynika, nie ma żadnej racji, by oficjalny przedstawiciel państwa
polskiego przepraszał za Jedwabne, gdyż w ten sposób sprawia wrażenie,
że Polska jest współwinna (mógłby to ewentualnie uczynić przedstawiciel
Niemiec, faktycznej władzy!). Co więcej, sprawa moralnej odpowiedzialności
zupełnie nie leży w kompetencji władz państwowych, choć tak się im wydaje.
Prezydent został wybrany na głowę państwa i także przez przeciwników politycznych
powinien być w tej funkcji respektowany. Natomiast nie został wybrany na
moralnego mentora obywateli i próba dyktowania odczuć moralnych, przeprosin
itp. z jego strony byłaby bezzasadnym roszczeniem.
Próba
objęcia takiej roli bierze się zapewne stąd, że dzisiejsze państwo w ogóle
ma zapędy etatystyczne, a nawet totalitarne, tzn. chce objąć całość życia.
Bierze się też z kolektywizmu, który akty osobowe i indywidualne chce podporządkować
zbiorowości. W tym wypadku władza próbuje zawłaszczyć sfery etyki i religii.
Warto tu więc przypomnieć słowa króla Zygmunta Augusta, który, choć w innym
kontekście, powiedział, że nie jest królem sumień.
Obowiązki wobec przeszłości
Nie
należy jednak wnioskować, że postawa wobec dawniejszych wydarzeń nie ma
wymiaru etycznego. Ma go już samo ustalenie prawdy, faktów i ich moralnej
wymowy - jeśli zafałszujemy przeszłość, jest to przecież wina obecna. Nie
do przyjęcia jest w tym wypadku ani manipulacja socjologa Grossa, przerzucająca
ciężar odpowiedzialności z Niemców na Polaków, ani pogląd, że udział Polaków
był wyłącznie podrzędny i wymuszony. Ani oszczerstwa, ani wykręty! Przy
okazji do podręczników powinna trafić wiadomość, że rozmaita kolaboracja
z Niemcami i donosicielstwo były dość pospolite, zwłaszcza w pierwszej
połowie okupacji, póki podziemne państwo polskie nie zaczęło zdrajców karać;
w szczególności ofiary "szmalcowników" tropiących Żydów liczy się na wiele
tysięcy. Tak samo jednak pamięć historyczna nie powinna pomijać występków
osób pochodzenia żydowskiego.
Oprócz
stwierdzenia faktów potrzebna jest aktywna reakcja. Współczucie, pamięć
o ofiarach i ich uczczenie jest czymś oczywistym. Zbrodnia w Jedwabnem,
jak cała zagłada Żydów, powinna być też ciągłym ostrzeżeniem przed nienawiścią
narodową, rasową, a zwłaszcza antysemityzmem. Dodać jeszcze trzeba, że
majątek ofiar należy się spadkobiercom (oczywiście prawdziwym spadkobiercom,
a nie kombinatorom, którzy pod szyldem jakiejś fundacji chcą sobie przywłaszczyć
majątek ofiar zagłady). Tak samo rzecz jasna jak wszelki majątek zrabowany
po wojnie czy to Polakom, czy Żydom przez władze komunistyczne. Potrzebne
jest więc w sferze moralnej i materialnej usuwanie skutków dawnego zła.
Poza samą sprawiedliwość
Są to wszystko wymogi sprawiedliwości. Etyka jednak, a zwłaszcza chrześcijańska, chce wyjść dalej. Dlatego, choć nie musimy wstydzić się i przepraszać za grzechy ludzi dalekich, jednak martwimy się nimi, jak grzechami naszych najbliższych, przepraszamy, żałujemy, modlimy się do Boga za ofiary i za winnych, pojmując to jako akt miłości i solidarności z bliźnimi. Możemy brać je na siebie, wzorem Chrystusa, dobrowolnie. Tego rodzaju motywacja stoi za licznymi przeprosinami papieskimi, przez ludzi złej woli przyjmowanymi jako przyznanie się Kościoła do winy. Tego rodzaju jest też uzasadnienie modlitwy przebłagalnej Episkopatu Polski w związku z Jedwabnem. Na gruncie świeckim akty takie nie byłyby konieczne, jeśli jednak wierzy się, że zmarli żyją w Bogu, a Kościół jest społecznością ponadczasową i zbawczą, to ma sens przepraszanie Boga za przeszłe zło popełnione przez chrześcijan.
Autor jest teologiem świeckim, profesorem UKSW i UWM.
Artykuł z dziennika „Rzeczpospolita” z dn. 09.07.2001 r
Autor był w latach 1999-2000
prezesem Okręgu Mazowieckiego Unii Polityki Realnej, w
roku 2001 kandyduje do Senatu RP w okręgu nr 1 (woj. mazowieckie, Warszawa)