|
|
![]() |
"Anastazja, Pietrowna Anastazja, kto ty jesteś - Europa,
czy Azja? Eti biełyje ruki, eti cziornyje głaza, takije cziornyje, czto łutsze
nie lzia" - śpiewał przed laty Jan Pietrzak, po czym dodawał: "Na
twarz Anastazji Pietrowny padały płatki śniegu wielkości złotych pięciorublówek,
a tymczasem na Newie cumował już krążownik "Aurora". A potem krążownik
"Aurora" wystrzelił - i od tego czasu śpiewamy inne piosenki".
"Mieczów ci u nas dostatek" - ten fragment przemówienia króla Władysława
Jagiełły przed bitwą pod Grunwaldem, wygłaszany przez innego artystę kabaretowego
charakterystycznym tonem Władysława Gomułki też wzbudzał powszechną wesołość.
Władysław Gomułka, chcąc pokazać "zachodnioniemieckim rewizjonistom i odwetowcom",
że się ich nie boi, a także dla przypomnienia polsko-radzieckiego braterstwa
broni, urządził był wielkie rocznicowe uroczystości grunwaldzkie. Kilka lat
później, poirytowany listem biskupów polskich do biskupów niemieckich w sprawie
przebaczenia, pienił się strasznie i odgrażał, co zainspirowało Janusza Szpotańskiego
do napisania opery, w której Władysław Gomułka jako "Gnom", deklarował
m.in: "Ja nie, ja nie, ja nie przebaczę. Pałami zaraz ich uraczę!"
Prasa reżimowa rozpisywała się o "knowaniach", jakie przeciwko nam
prowadzi "osławiony" burmistrz Berlina Zachodniego Willy Brandt i
tak dalej.
Tymczasem "przekręciła się z hukiem scena obrotowa" i oto okazało
się, że już nie żaden Grunwald, gdzieżby tam, tylko... Legnica. Pod Legnicą
bowiem książę Henryk Pobożny, stojąc na czele rycerstwa polskiego, ale i niemieckiego,
stoczył bitwę z Tatarami. Bitwa nie przyniosła wyraźnego rozstrzygnięcia; Henryk
Pobożny nawet poległ, ale i Tatarzy już nie posunęli się dalej w kierunku zachodnim.
Mimo zatem pewnych wątpliwości, bitwę pod Legnicą można uznać za sukces i to
nie tylko w wymiarze lokalnym, ale wręcz europejskim. Ten europejski wymiar
był zresztą podczas okolicznościowych uroczystości specjalnie podkreślany, bo
akurat rokowania na temat warunków przystąpienia Polski do Unii Europejskiej
jakoś utknęły na mieliźnie. Sięgnęliśmy zatem do historii, by przypomnieć, ileśmy
to już dla Europy uczynili. "Lasem polskich dzid narody zasłaniane od podboju
wynuciły pieśń swobody, pieśń miłości, pieśń pokoju" - napisał inny poeta.
Dopiero na tym tle widać, jakie korzyści płyną z posiadania długiej historii.
Historia Polski liczy sobie już ponad tysiąc lat, a w tym czasie wydarzyły się
rozmaite rzeczy, więc możemy sobie sięgać albo po jedne, albo po drugie, w zależności
od tego, co np. dyktują nam aktualne sojusze. Kiedy byliśmy nierozerwalnym ogniwem
Układu Warszawskiego, najlepiej nadawał się do eksploatacji Grunwald, no i oczywiście
"harmonista na stopniach Reichstagu". Dzisiaj jednak wspominanie tamtego
"harmonisty" byłoby nietaktowne, a wobec tego Legnica i Henryk Pobożny
pasują jak znalazł.
Całe szczęście, że bitwa pod Legnicą wydarzyła się naprawdę. Co jednak zrobić,
kiedy pojawia się potrzeba jakiegoś wydarzenia, już nie w skali europejskiej,
tylko nawet lokalnej, a wydarzenia, jak na złość, nie ma? Kiedy UPR zawarła
porozumienie z Platformą Obywatelską i pojawiła się możliwość, że będę kandydował
na posła z listy PO w Warszawie, zaraz pojawił się tzw. odpór. Najpierw pani
red. Monika Olejnik usiłowała przekonać pana marszałka Tuska, że nie jestem
godzien takiego zaszczytu, a kiedy to nie pomogło, sięgnięto do historii. Dwaj
dziennikarze z radia RMF-FM wyszperali, że w sierpniu 1996 r. "Rzeczpospolita"
w reportażu z "Ciemnogrodu" w Osieku przypisała mi słowa: "podatki
muszą iść w dół i portki w dół, bo jak portki idą w dół, to od razu wiadomo,
kto jest kim". 27 sierpnia 1996 r. przedrukowała to "Gazeta Wyborcza".
28 sierpnia 1996 r. "Rzeczpospolita" wydrukowała moje sprostowanie,
a pan red. Marcin Dominik Zdort przeprosił mnie za pomyłkę. "Gazeta Wyborcza",
swoim zwyczajem, już mego sprostowania nie zamieściła. Więc dziennikarze z radia
RMF-FM w radiowo-telewizyjnym programie "Krakowskie Przedmieście 27",
nadanym w dniu 31 maja br. powtórzyli to kłamstwo w rozmowie z panem marszałkiem
Tuskiem. Następnego dnia przyznali mi się, że "mają kaca", bo że to
było kłamstwo, sprawdzili "dopiero po programie". Jednak 1 czerwca
br. "Gazeta Wyborcza" przedrukowała ponownie to oszczerstwo, jako
"zasłyszane", zaś w niedzielę 3 czerwca, w audycji "Ale plama"
w TVN, panowie Rewiński i Piasecki poużywali sobie na mnie, co się zowie.
Sprawa oczywiście znajdzie finał w sądzie i mam nadzieję, że oszczercy zostaną
ukarani. Niezależnie jednak od tego, jest to znakomity przykład, jak na tzw.
społeczne zamówienie tworzone są nowe fakty historyczne, świadomie zmyślone,
jeśli nie ma akurat pod ręką faktów prawdziwych. O ile sobie przypominam, to
chyba właśnie znany historyk, pan prof. Bronisław Geremek wzbogacił nasze słownictwo
określeniem "fakt prasowy". W telegraficznym skrócie przedstawiłem
tu mechanizm produkowania takich "faktów", co wydaje się być specialite
de la maison właśnie "Gazety Wyborczej". Skoro taki mechanizm
uruchamiany jest nawet w sprawach lokalnych, to cóż dopiero, gdy w grę wchodzi
skala europejska, albo światowa?
Stanisław Michalkiewicz
(teksty Stanisława Michalkiewicza, publikowane na witrynie Okręgu Mazowieckiego Unii Polityki Realnej, można znaleźć na witrynie autora...)
powrót do Serwisu Informacyjnego Okręgu Mazowieckiego Unii Polityki Realnej
UPR Unia Polityki Realnej Mazowsze prawica felieton konserwatyzm liberalizm gospodarczy gospodarka Polska Rzeczpospolita państwo Europejska Związek Socjalistycznych Republik Europejskich agenda rząd akcesja negocjacje