|
|
![]() |
Paweł Sztąberek
„Wyborcza” piana na ustach
„Gazeta Wyborcza”, która dotychczas zazwyczaj nie zajmowała się tzw. polityczną egzotyką, tym razem złamała tę zasadę. Od razu wyjaśnię, że pojęcie „polityczna egzotyka”, mające służyć ośmieszaniu tych, o których w danej chwili pisze „Wyborcza”, nie jest wymyślone przeze mnie. Jego genezy dopatrywać by się należało raczej m.in. w kręgach zbliżonych do Adama Michnika i jemu podobnych okazów o lewackiej proweniencji. A o jakiej to „egzotyce” tym razem rozpisywać się zaczęła „GW”?
Aż trudno uwierzyć – o Unii Polityki
Realnej! Niesamowite! A w jakim kontekście? W kontekście zbliżających się wyborów
oczywiście. Chodzi bowiem o to, że w nowym Sejmie może zabraknąć m.in. ubóstwianego
przez organ Michnika, lidera zdychającej UW, Bronisława Geremka, natomiast znaleźć
się w nim może taki Stanisław Michalkiewicz z UPR, partii, która podpisała dopiero
co umowę o współpracy, z mającą dobre notowania w sondażach, Platformą Obywatelską.
Ten Michalkiewicz, nie dość, że jakiś taki „egzotyczny”, to jeszcze na dodatek...
antysemita! To znaczy - antysemita w takim znaczeniu, jakie słowu temu nadaje
w danej chwili „Wyborcza”. To, że usiłuje ona uczynić z jednego z liderów UPR
żydożercę, wcale mnie nie dziwi. Zdziwiłbym się dopiero wówczas, gdyby tego
nie robiła.
A co się „Wyborczej” w Michalkiewiczu nie podoba? Ot, to chociażby, że określa
on ją mianem gazety, stanowiącej trybunę żydowskiego lobby w Polsce. Oczywiście
w żadnym razie nie powinniśmy się obrażać na Żydów za to, że mają swoje lobby
oraz że poprzez nie usiłują artykułować różne swoje żądania, a „Wyborcza” im
w tym pomaga. Jest to rzecz całkiem naturalna. Polacy, poprzez swoją diasporę
za Oceanem, też domagają się od czasu do czasu załatwienia różnych spraw. I
odwrotnie. Cóż w tym dziwnego? Jednak okazuje się, że dla „Wyborczej” nie jest
to takie proste. Wystarczy bowiem napisać prawdę, by z marszu stać się kandydatem
na antysemitę, w rozumieniu „Wyborczej” oczywiście! A nie jest przecież tajemnicą,
że rzucenie takiej klątwy przez organ Adama Michnika każdemu może jeśli nie
złamać karierę, to na pewno mocno skomplikować życie.
Dlatego też „Wyborcza”, tak intensywnie ostatnio interesująca się dotychczasową
działalnością jednego z najlepszych polskich publicystów, Stanisława Michalkiewicza
i zamieszczająca na swoich łamach wyrwane z kontekstu fragmenty jego niektórych
artykułów, sądzi zapewne, że tym sposobem zablokuje mu drogę do Parlamentu...
Trudno oczywiście przewidzieć czy ten znany działacz UPR zostanie posłem, choć
daj mu Boże jak najlepiej. Jedno natomiast jest pewne: jego publicystyka trafi,
dzięki „GW”, do szerszego grona czytelników. I już samo to uznać należy za sukces
tych, przeciwko którym organ Michnika występuje. Choć jest to efekt przez „Wyborczą”
zapewne nie zamierzony.
„Gazeta Wyborcza”, a dokładniej - jej „rada starszych” musi być bardzo zakompleksiona.
Trudno precyzyjnie ocenić dlaczego uwzięła się na Stanisława Michalkiewicza,
choć, chcąc nie chcąc, pewna odpowiedź sama mi się narzuca. Czy nie chodzi aby
o zwykłą zazdrość? O to mianowicie, że Michalkiewicz ma świetne pióro, a jego
teksty czyta się jednym tchem (wątpiącym polecam jego stały felieton w tygodniku
„Najwyższy CZAS!”), zaś pretorianie naczelnego „GW” w dziedzinie publicystyki
do pięt mu nie dorastają? Zresztą, jaka by nie była ta przyczyna, jedno jest
pewne: wypływa ona z niskich pobudek. I tego „Wyborcza” powinna się raczej wstydzić,
a nie chełpić się tym. Z tego typu słabościami trzeba bowiem walczyć. Jeśli
się tego nie robi, niechybnie popadnie się w pychę i samouwielbienie.
Na początku poprzedniej dekady, Stanisław Michalkiewicz opowiedział mi o pewnych
swoich doświadczeniach z okresu działalności w podziemiu w latach 70., kiedy
to wydawał nielegalne pismo dla rolników. Doświadczenia te dotyczą kontaktów
z aktywistami KOR-u. Sam Michalkiewicz działał wówczas w Ruchu Obrony Praw Człowieka
i Obywatela (ROPCiO). Zapamiętał on wówczas członków KOR-u jako naznaczonych
pewną skazą: jeśli nie mogli czymś kierować, to próbowali to zwalczać, jeśli
zaś nie mogli zwalczyć, to przemilczali. „Pamiętam” - mówił wówczas Michalkiewicz
- „że w czasach redagowania "Gospodarza", gdy KOR prowadził ostrą
polemikę z ROPCiO, my zachowywaliśmy linię bardzo pojednawczą. Wydawało mi się,
że chociażby z tego względu powinni akceptować to pismo. Tymczasem jednak nie,
bo to nie było ich i oni nie mogli sobie tego podporządkować ani zlikwidować.
Ignorowali więc "Gospodarza". To były doświadczenia, które zniechęcały
mnie do tych kręgów: ich buta, zarozumiałość, przeświadczenie, że tylko oni
mają rację” (więcej na ten temat znajdziecie Państwo na: www.kapitalizm.republika.pl,
w artykule „>>Kurs<< Michalkiewicza i Miszalskiego”). Dzisiejsza
„Gazeta Wyborcza” to w dużej mierze dawni KOR-owcy. Czytając zacytowany fragment
i porównując go ze stanem dzisiejszym, można by zapytać: czy ludzie ci choć
trochę się zmienili?
Dlatego Drodzy Czytelnicy - nie przejmujcie się tym, co wypisuje o Stanisławie
Michalkiewiczu i o całym UPR „Gazeta Wyborcza”. Ona po prostu już tak ma. Ważne,
by pod jej wpływem nie zatracić zdrowego rozsądku. Ten zaś, w dniu zbliżających
się wyborów, znajdziecie na ostatnich miejscach list kandydatów do Sejmu z ramienia
Platformy Obywatelskiej! Postarajmy się, by i w tym przypadku „ostatni byli
pierwszymi”.
Paweł Sztąberek