9/2000

Serwis informacyjny Okręgu Mazowieckiego UPR


 
Serwis Informacyjny
Archiwum
9/2000
KRAJ
O Polsce...

Czy w Londynie już wiedzą, że my nie mamy wielkiej ochoty na zsocjalizowanie sie w ZSRE? więcej...
Wywiad "bezalternatywny" naszego reprezentanta w "negocjacjach" z ZSRE więcej...
Nasze urzędasy palą dobre papierosy i jeżdżą nowoczesnymi windami do Europy więcej...
Adaś Michnik/Szechter - znów w pierwszym szergu Europejczyków! więcej...
Adasia Michnika/Szechtera sposób na opisanie Polaków więcej...

Wiadomości z UPR

Oświadczenie Unii Polityki Realnej w sprawie austriackiej Partii Wolności Jerzego Haidera

Konwent Oddziału Stołecznego UPR

Pikieta pod urzędem ZUS w Warszawie w dniu 15.02.2000 r.

Doceniają obecność UPR w internecie...

Sondaż OBOP - znowu idziemy w górę!

Podwyżki, podwyżki... Wielki Komornik spełnia swoje obietnice... więcej...
Znowu ludzie w Polsce domagają się przywrócenia kary śmierci więcej...
Tadusz Mazowiecki - najlepszym kandydatem UW na prezydenta RP więcej...
Więcej wolności w szkolnictwie wyższym! wiecej...
Kampania antagonizująca UW - przynosi efekty! więcej...
"Intelektualiści" europejscy z Krakowa piszą listy błagalne o poparcie dla europejczyka Olechowskiego więcej...
Spada zainteresowanie inwestorów Polską - można za to podziękować spółce autorskiej UW-AW"S" więcej...
ZAGRANICA
Publicystyka

Credo sztokholmskie
artykuł Stanisława Michalkiewicza

Dla kogo uprawnienia?
artykuł Tadeusza M. Płużańskiego
 

Jak to się robi w Związku Socjalistycznych Republik Europejskich - czyli rzecz o oszustwach i złodziejstwie w "cywilizowanej demokracji" więcej...
Porównanie socjalizmów: "europejskiego" i polskiego więcej...
McCain vs Bush junior 4:3 więcej...
Uważamy, że przystąpienie do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!

 

KRAJ

28.02.2000 r. 
"Obniżki" poprzez podwyżki Wielkiego Komornika - zmory Unii Zniewolenia...

W związku z podwyżką akcyzy (realizacja "liberalnej" polityki kierownictwa MinFinu....) - od 01.03 drożeje benzyna z PKN... na razie o 8 groszy...



28.02.2000 r. 
Mieszkańcy wystąpią o przywrócenie kary śmierci

Mieszkańcy Piotrkowa Trybunalskiego wstrzaśnięci są bestialskim zamordowaniem w ubiegłą środę 19-letniego ucznia. Bandyta sterroryzował na ulicy swoją ofiarę, a potem znęcał się nad nią przez kilka godzin. Sadyście w zbrodni i ukryciu na wysypisku mieci zwłok ofiary pomagali dwaj koledzy. Policja zatrzymała sprawców zabójstwa 26 lutego.
W sobotę 26 lutego policjanci zatrzymaali dziewiętnastolatków Tomasza B. i Łukasza K. oraz o rok młodszego Konrada S. Cała trójka nie uczy się i nie pracuje. Wczoraj Tomasz B. przyznał się do zbrodni. Tłumaczy się, że był pijany, a Adrian K., który przypadkowo znalazł się w tej dzielnic miasta, "wyglądał jak frajer".
Oburzeni mieszkańcy Piotrkowa Trybunalskiego zapowiadają, że wystąpią z petycją do Sejmu o nowelizację kodeksu karnego i przywrócenie kary śmierci.
Gustaw Romanowski
artykuł z papierowego wydania dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 28.02.2000 r.



28.02.2000 r. 
"Siła spokoju" - najlepszym lekarstwem od "liberalnych" lekarzy Unii Zniewolenia...

"(...) Przewodniczący regionów Unii Wolności uważają, że wspólnym kandydatem obozu posierpniowego w zbliżających się wyborach prezydenckich powinien być Tadeusz Mazowiecki.
Przedstawiciele regionalnych organizacji UW naradzali się w Łodzi 26 lutego. Według nich sytuacja polityczna w kraju, w roku wyborów prezydenckich jest trudna i wymaga konsolidacji środowisk postsolidarnościowych dla stworzenia klimatu "poparcia kandydatury człowieka godnego wprowadzić Polskę w XXI wiek".
fragment artykułu z dziennika "Rzeczpospolita"
"Liberałowie inaczej" chcą do tej radosnej wiosennej nowalijki przekonać dzielnych chłopców z AW"S". Ciekawe, czy im sie uda?



24.02.2000 r. 
Wreszcie urzędnicy ujrzeli rękę w... nocniku!

RAPORT NIK

Uczelnie niepaństwowe poza nadzorem MEN

Samowola i bezkarność

Rozwój niepaństwowego szkolnictwa wyższego wymknął się spod kontroli - uważają zgodnie minister edukacji oraz kontrolerzy NIK. Nie było do tej pory ani jednego przypadku
skutecznego zawieszenia działalności lub likwidacji uczelni niepaństwowej, mimo uporczywego łamania przez niektóre z nich przepisów. Dlaczego? Minister edukacji Mirosław Handke
tłumaczy, iż zgodnie z obecnie obowiązującym prawem nie ma możliwości, by zawiesić czy zlikwidować niepaństwową uczelnię.
NIK stawia niepaństwowym uczelniom wiele zarzutów. Najważniejsze z nich to: preferowanie studiów zaocznych, niewypełnianie wymagań kadrowych i programowych, prowadzenie
nielegalnych filii i punktów zamiejscowych. W ubiegłym roku akademickim studenci studiów dziennych stanowili tylko 20 proc. ogółu studentów tego typu uczelni. Jest to niezgodne z zapisami statutów tych uczelni oraz ustawą o szkolnictwie wyższym, która stanowi, że podstawowym systemem są studia dzienne (...).
Fragmenty artykułu z dziennika "Rzeczpospolita"
Jakiż jazgot po stwierdzeniu oczywistego faktu! Jak widać, biurwokratom - jak wszyscy wiemy - nie w smak jest, kiedy nie mogą czego kontrolować, a szczególnie - wpływać na "socjalizowanie" młodych umysłów... Oby tak dalej...



22.02.2000 r. 
Na polityce "dziel i rządź" Unii Zniewolenia można się jednak dorobić!

Jak wynika z "telefonicznej ankiety" pracowni PBS - nieskuteczna kampania Pawełka Piskorskiego polegająca na antagonizowaniu warszawiaków z resztą mieszkańców naszego kraju co do podziału łupów z pieniędzy podatników - może jednak przynieść "pozytywne" efekty - w postaci zwiększenia "popularności" nowej primabaleriny Unii Zniewolenia - po odchodzącym w niesławną przeszłość L. Balcerowiczu - nowym towarze eksportowym na nasz rynek...
Na zadane pytanie: ""czy chciałby by pan (i), aby [29 lutego] prezydentem pozostał Paweł Piskorski". Za tym rozwiązaniem opowiedziało się aż 74 procent mieszkańców miasta. "Nie" odpowiedziało 12 procent, a "trudno powiedzieć" - 14 procent (...)". - fragment artykułu z dziennika "Rzeczpospolita".



01.03.2000 r. 
Olechowski - kandydat niechciany?

25 osób, nazwanych od razu przez polskie środki masowego rażenia "intelektualistami", wystosowało list do Mariana Krzaklewskiego, Lecha Wałęsy i Leszka Balcerowicza, w którym zwrócili się do nich o poparcie kandydatury Andrzeja Olechowskiego na najwyższy stolec w naszym państwie. Tenże jest ostatnio (od czasu pobytu w Polsce tzw. Komisji Trójstronnej - nie-polskiej... na jesieni zeszłego roku) intensywnie "lansowany" w mass mediach. Najnowszy naukowy "sondaż" - Demoskopu wskazuje na jego "ogromną" popularność: w drugiej turze wyborów prezydenckich oddałoby 21% respondentów. Tym niemniej Marian Krzaklewski odrzucił możliwość poparcia Olechowskiego przez AW"S", gdyż "nie wywodzi się z obozu solidarnościowego, podczas obrad "okrągłego stołu" był po stronie rządowej, współpracował z wywiadem gospodarczym PRL". Przewodniczący UW L. Balcerowicz oświadczył, że zarząd jego ugrupowania "będzie rozpatrywał tę propozycję, biorąc pod uwagę innych adresatów tego listu otwartego".
Pod listem otwartym podpisali się m.in.: Józefa Hennelowa, publicystka "Tygodnika Powszechnego", Czesław Miłosz, Jan Józef Szczepański, pisarz, Jan Winiecki, ekonomista, Bogdan Zdrojewski, prezydent Wrocławia, Maciej Jankowski, poseł Akcji Wyborczej Solidarność, Krzysztof Kozłowski, senator UW, profesor Zbigniew Religa, kardiochirurg, były szef Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform, oraz Andrzej Zoll, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.
Aż 19 tych "intelektualistów" pochodzi z galicyjskiego miasteczka - naszej byłej stolicy. Ech, ten Krakowek wolnomyślący...



01.03.2000 r. 
Polsce kończy się "miodowy miesiąc"

Dzięki Wielkiemu Komornikowi i spółce pod wezwaniem AW"S" - spada wiarygodność w świecie i chęć zagranicznych inwestorów do umieszczania swoich pieniędzy na coraz bardziej zsocjalizowanym tzw. wolnym rynku...
"Polska coraz mniej nęci

Zagraniczni przedsiębiorcy zainwestowali w ubiegłym roku w Polsce około 8,3 mld dolarów, wobec ponad 10 mld dolarów rok wcześniej. To zdecydowanie zły wynik, którego źródła warto byłoby poszukać nie tylko w kryzysie rosyjskim oraz w wolniejszym ubiegłorocznym tempie wzrostu gospodarczego, jak to uczyniła wczoraj Państwowa Agencja Inwestycji Zagranicznych.
Prawie jedna trzecia kapitału, jaki napłynął w ubiegłym roku do Polski, zainwestowana została w zakup udziałów i akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw. To zdecydowanie więcej niż rok wcześniej. Sprzedaje się jednak tylko raz, i gdyby pominąć wielkie prywatyzacje, okazałoby się, że zainteresowanie kapitału zagranicznego naszym krajem gwałtownie spada.
Jedną z zasadniczych tego przyczyn może być zachwianie zaufania do Polski jako kraju, który stopniowo, ale systematycznie stabilizuje swoją sytuację makroekonomiczną. Od lata ubiegłego roku wzrasta inflacja, drożeje też kredyt, sytuacja w ZUS negatywnie wpłynęła na równowagę finansów publicznych, wzrasta deficyt obrotów bieżących, gwałtownym zawirowaniom ulegał kurs złotego. Okoliczności te zwiększają ryzyko inwestowania, gdyż utrudniają ocenę opłacalności jego efektów.
Na gotowość inwestowania wpływają nie tylko czynniki czysto ekonomiczne. Decyduje o tym także stabilność polityczna, przejrzystość prawa i sprawność w jego egzekwowaniu, brak
otwierającej pole do korupcji ingerencji urzędników państwowych w zachowanie przedsiębiorców. We wszystkich tych dziedzinach Polska postrzegana jest jako kraj nie spełniający wysokich standardów, do jakich aspiruje. Dowodem odległe nasze notowania w mówiących o tym rankingach.
Wszystko to oznacza, że polska gospodarka coraz wyraźniej natrafia na silną barierę dalszego rozwoju, jaką jest brak kapitału niezbędnego dla jego sfinansowania. Niska skłonność do oszczędzania powoduje, że własne kapitały także się nie kumulują. Rząd i politycy powinni potraktować opublikowane wczoraj przez PAIZ wyniki jako poważne ostrzeżenie, że prowadzona polityka, nie tylko gospodarcza, jest źle odbierana przez świat".
Krzysztof Bień
Komentarz z dziennika "Rzeczpospolita"


O POLSCE...
21.02.2000 r. 
LONDYN

Inf. własna Amb. RP w Londynie: - Odpowiedzi Ministra Stanu w FCO K. Vaza na pytania podczas spotkania na forum "Poland Comes Home" 21.02.00.: - Zapytany, jaka może być największa przeszkoda na drodze Polski do członkostwa w UE, Vaz stwierdził, że jego zdaniem, mogą to być oczekiwania opinii publicznej w Polsce. Powiedział, że na wszystkich stronach tego procesu spoczywa odpowiedzialność za szerokie, właściwe informowanie opinii publicznej o procesie akcesyjnym i rozszerzenia UE. Polska opinia publiczna powinna zostać przygotowana na to, że w rozpoczynającym się, trudnym etapie negocjacji będą one toczyć się wolniej. Informowanie opinii publicznej ma też zasadnicze znaczenie w debacie
europejskiej w ZK.
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ



21.02.2000 r. 
Niby alternatywy - nie ma...

"Lietuvos Aidas" (21.02.2000) Wywiad z Janem Kułakowskim, pełnomocnikiem rządu RP ds. negocjacji z UE pt. "Wstępując do UE, Litwa powinna być nieustępliwa, otwarta i
elastyczna". Fragment: p. - Polska została zaproszona do negocjacji z UE przed dwoma laty. Co Polacy osiągnęli w ciągu tego okresu?
o. - Przede wszystkim nasze ustawy, normy prawne były uzgadniane z UE. Ale już w listopadzie 1998 r. rozpoczęliśmy zasadnicze negocjacje. Dotychczas, tymczasowo zakończono uzgadnianie dziewięciu rozdziałów. Czternaście rozdziałów na razie nie jest zakończonych; otrzymaliśmy odpowiedź UE i prowadzimy rozmowy.
Pozostało jeszcze sześć punktów, które należy uzgodnić, dopóki w UE przewodniczy Portugalia. Najtrudniejsze negocjacje rozpoczną się, kiedy przyjdzie negocjować o tzw. kompromisy. Wważam, iż nastąpi to w drugiej połowie br., kiedy przewodniczyć będzie Francja. Oczekują nas b. trudne dyskusje dot. rolnictwa Polski, ochrony środowiska oraz ochrony wschodnich granic. W tej dziedzinie wymagania Brukseli są bardzo wysokie.

p. - Czy dotyczy to również granicy z Litwą?
o. - Nie, Litwa jest już na progu do UE, tak więc pogląd na nią jest inny. UE chodzi przede wszystkim o granicę z Białorusią, Ukrainą i z Obwodem Kaliningradzkim. Przewidujemy także, iż stosunkowo trudne będą negocjacje także o wolne strefy handlowe w naszym kraju. Trudności wystąpią także podczas negocjacji w dziedzinie sprzedaży ziemi dla obcokrajowców.

p. - W jakich dziedzinach Polska zamierza żądać okresu przejściowego?
o. - Co do przystosowania naszego rolnictwa do norm UE, nie chcemy okresu przejściowego, ponieważ dążymy, aby wobec wszystkich krajów UE była stosowana wspólna polityka ulgowa - dotacje, różnego rodzaju bezpośrednie płatności itd. Natomiast w dziedzinie ochrony środowiska prosimy o 14 aż okresów przejściowych. W naszym kraju nie da się łatwo rozstrzygnąć kwestii sprzedaży ziemi obcokrajowcom, dlatego w tej dziedzinie będziemy żądali najdłuższych okresów przejściowych, a np. w kwestii sprzedaży ziemi uprawnej lub lasów - aż 18 lat. Chcielibyśmy 15-letniego okresu przejściowego w kwestii sprzedaży ziemi obcokrajowcom na działalność przemysłową i handlową.

p. - Jak wygląda sprawa wolnych stref ekonomicznych? Wydaje się, że UE niezbyt je popiera, natomiast w Polsce jest ich sporo?
o. - Według Brukseli, mogą one istnieć, jedynie pomoc państwa dla nich powinna nosić nieco inny charakter. Z tego powodu również w tej dziedzinie prosimy o przejściowy okres, jednak staramy się, aby tych okresów było jak najmniej.

p. - Do 1 stycznia 2003 r. - kiedy Polska spodziewa się zostać członkiem UE - należy jeszcze przyjąć ponad 160 ustaw. Chyba najbardziej rządowi i Sejmowi zarzuca się nienadążanie. Czy jest możliwe przyjęcie tylu ustaw w tak krótkim czasie?
o. - Tak, możliwe, ponieważ niektóre ustawy nie są skomplikowane. Oprócz tego, przewidujemy pierwszeństwo dla tych ustaw, które dotyczą członkostwa w UE. Powinniśmy to zrobić i zrobimy!

p. - Według najnowszych danych, w Polsce 56 % mieszkańców popiera integrację z UE, a 24% - nie popiera. Przed rokiem członkostwo popierało 60% respondentów. Dlaczego popularność UE zmniejszyła się?
o. - Tak, przed rokiem członkostwo w UE popierało 60% mieszkańców, po jakimś czasie - zaledwie 47%. Obecnie liczba zwolenników integracji wzrosła. Jest to normalne wahanie się stanowiska społeczeństwa. Sceptycy zawsze byli i będą. Nie można oczekiwać, aby wszyscy byli entuzjastami. Nie jesteśmy sowieckim społeczeństwem, gdzie politykę władz zawsze popierała absolutna większość - ponad 99% mieszkańców.

p. - O korzyściach z członkostwa mówią nie tylko politycy, ale także zwykli obywatele - studenci, uczniowie, mieszkańcy małych miasteczek. Jednak prasa zarzuca, że rząd zbyt mało pracuje w tej dziedzinie. Czy tylko rząd powinien to robić?
o. - Nasze media bardzo lubią krytykować rząd, władze. Włączyć się zaś do propagowania powinny także: samorządy, władze lokalne i regionalne, a także wyższe uczelnie, gimnazja, przedsiębiorcy, organizacje pozarządowe. Niestety, moim zdaniem, większość z nich działa zbyt pasywnie.

p. - Pan dużo jeździ po miastach, województwach Polski, spotyka się Pan z przedstawicielami społeczeństwa, Kościoła, porusza Pan te tematy...
o. - Jest to jeden z podstawowych sposobów propagowania. Odwiedzam diecezje, ponieważ Kościół pełni u nas bardzo ważną rolę. Byłem zaproszony także na konferencję Episkopatu w Częstochowie. Episkopat Polski popiera stanowisko Papieża Jana Pawła II wypowiedziane w Sejmie RP. Ojciec Święty podkreślił m.in., iż Watykan popiera proces integracji Europy. Alternatywy nie ma. Jest to najlepsza droga dla Polski (podkreślenie nasze - SI) i, myślę, także dla Litwy.

p. - Co mówicie mieszkańcom wsi, którzy nie popierają członkostwa w UE?
o. - Nie wszyscy nie popierają. Nawet członkowie opozycyjnej PSL mówili w Sejmie stosunkowo przychylnie. Obawy wsi są zrozumiale. Ale powinniśmy zrozumieć, że jeżeli uda nam się wynegocjować przychylne warunki dla naszego rolnictwa - w tej dziedzinie jesteśmy zdecydowani nie ustępować! - wówczas dla rolników członkostwo w UE będzie korzystne.

p. - Większą część swego życia - ok. 50 lat - spędził Pan na Zachodzie, dlatego pracując przez dwa lata na stanowisku głównego negocjatora swego kraju, najlepiej rozumie Pan, co daje członkostwo w UE. Jak propaguje Pan korzyści z członkostwa w UE, co mówi Pan ludziom?
o. - Jest to szeroki temat. Ważne jest to, że współczesny świat jest połączony pod względem ekonomicznym. Bez względu na to czy jesteśmy, czy też nie członkami UE, zależymy od jej decyzji, od działań różnych koncernów międzynarodowych, banków. Tak więc, nasza niezależność ekonomiczna jest względna. Wstępując do UE, znajdziemy się wśród tych, którzy decydują będziemy jednymi z nich. Znaczy to, że będziemy mogli wywierać wpływ na podejmowanie decyzji, które to, tak czy owak, już obecnie (te decyzje) wywierają wpływ na nasz kraj. Jednym słowem, otrzymujemy prawo do wyrażania swego stanowiska.

p. - Polska, jak i każdy inny kandydat potrzebuje wiele środków na przygotowanie się do członkostwa w UE. Czy dużą pomoc finansową otrzymała Polska i ile jeszcze spodziewa się otrzymać?
o. - Dużo, czy mało - trudno powiedzieć, zawsze jednak wygląda, że jest za mało. Do końca 2002 r. na potrzeby dostosowania rolnictwa do wymogów UE powinni byśmy otrzymać 168 mln euro. Z Fundacji ISPA na potrzeby ochrony środowiska i transportu - ok. 300 mln euro. Oprócz tego, jeszcze przed negocjacjami PHARE udzieliło nam sporego wsparcia. Po wstąpieniu do UE spodziewamy się otrzymać spore środki z tzw. funduszy strukturalnych (...).
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ
I taki, pożal się Boże, "negocjator" nas reprezentuje? Od razu się ustawia w roli błagającego o "jedyne słuszne rozwiązanie"?



16.02.2000 r. 
Mrugająca winda do Europy - czyli jacy to "myśmy jesteśmy" nowocześni w urzędach...

KOPENHAGA

"Berlingske Tidende" (16.02.00) artykuł Michaela Kuttnera pt. "Polska winda do UE", oparty na rozmowach z Jackiem Saryuszem-Wolskim i Jerzym Osiatyńskim.:

- Winda, którą autor jechał na spotkanie z J. Saryuszem-Wolskim jest supernowoczesna i przypomina statek kosmiczny: cała ze stali i ze szkła, a kiedy się wciśnie guzik, zaczyna gadać. Sam budynek, w którym kursuje, pamięta dawne czasy: to tu na parterze Jerzy Urban, rzecznik gen. Jaruzelskiego, rzucał ekskomuniki na zachodni świat. Ale wtedy nie było tu żadnej windy. Dzisiaj, dziesięć lat później, urzęduje tu szef doradców polskiego premiera ds. wejścia do UE, a po korytarzach biegają młodzi urzędnicy, mówiący wieloma językami, zniecierpliwieni czekaniem na członkostwo we Wspólnocie.
J. Saryusz-Wolski, siedzący w pięknym gabinecie i palący Davidoffy Lighty, zastanawia się, jak najlepiej wyminąć zasieki postawione przez UE. W Polsce, największym po Turcji kandydacie do UE, uważa się, że już niedługo będzie ona gotowa do członkostwa. Termin: to 31 grudnia 2002 r., a jeśli się nie uda, to wina Unii, a nie Polski.
Saryusz-Wolski, który mówi po angielsku lepiej niż Tony Blair i nosi garnitur od Saville Row, jest uprzejmy, ale daje się też skusić na moment na odejście od formuł dyplomatycznych: - "Chce się powiedzieć," - zwierza się gościowi - "że to nie Polska, lecz UE jest największą przeszkodą w szybkim przystąpieniu." W konkluzji chce się też powiedzieć, że - po rozmowach z dużą liczbą polskich urzędników i polityków - nowy, prawicowy rząd w Austrii nie koniecznie jest postrzegany jako pomoc w negocjacjach o rozszerzeniu, ale trudności, widziane z Warszawy, zaczęły się na długo wcześniej, zanim J. Haider wygrał wybory.
Frustracje biorą się częściowo ze zmienionego planu rozszerzenia, w którym, na rzecz równoległych negocjacji, porzucono model dwóch grup, a częściowo - z problemów wynikających z zeszłorocznej dymisji Komisji UE. Z powodu korupcji w Komisji, reformy samej Unii nabrały aktualności, a to oznacza, że ludzie, którzy mieli zająć się pracą wokół rozszerzenia, przydzieleni zostali do wewnętrznego czyszczenia UE.
- "Jeśli chce się negocjować z 12 krajami na raz, trzeba mieć po temu odpowiednie środki. Obawiamy się, że niestety tak nie jest. Życzylibyśmy sobie większej dynamiki." - mówi Saryusz-Wolski. Wg niego, a także innych rozmówców długi pobyt w poczekalni UE doprowadził również do zmęczenia Polaków, które widać, czytając wyniki badań opinii publicznej. Kiedy jeszcze kilka lat temu poparcie dla wstąpienia do UE było na poziomie 80 proc., obecnie wynosi między 46 a 59 proc., w zależności od badania.
W Polsce przyznaje się, że to nie tylko wina Unii. - "Duże poparcie dla UE i NATO, koło roku 1990 zależało od czynników, które nie miały w rzeczywistości wiele z nimi wspólnego." - mówi dyrektor Rafał Hykawy, z Komitetu Integracji Europejskiej. - "Im bardziej Rosjanie np. sprzeciwiali się polskiemu członkostwu w NATO, tym bardziej rosło dla niego poparcie." Daje do zrozumienia, że wsparcie dla integracji z UE i NATO było w równym stopniu wyborem natury kulturowej i uczuciowej, przeorientowania się ze Wschodu na Zachód.

Hykawy wskazuje na trzy dodatkowe powody dla spadającego poparcia dla przystąpienia:
1. po pierwsze, tendencja spadkowa pojawiła się po odejściu Komisji: - "Kiedy ludzie słyszą w telewizji o korupcji, myślą sobie: 'Nie powinniśmy się tam pchać' "; 2. po drugie, Polacy obawiają się wykupu ziemi i przedsiębiorstw przez zachodnich kapitalistów; 3. po trzecie, szereg niepopularnych reform, m.in. służby zdrowia i edukacji, wiązanych jest z UE.
- "Reformy mają bardzo nikły związek z Unią, ale społeczeństwo widzi to inaczej." - objaśnia Hykawy. Największy opór stawia polskie rolnictwo, w którym pracuje jedna czwarta część społeczeństwa. Zarówno polscy , jak i zagraniczni eksperci uważają, że to zdecydowanie za dużo i koniecznie trzeba tę liczbę zmniejszyć. Rolnicy, którzy dotychczas otrzymywali dobre ceny za swoje produkty, obawiają się bezrobocia oraz importu konkurencyjnych, zachodnich produktów.
- "Mój własny dziadek jest przeciw Unii, gdyż wg niego członkostwo doprowadzi do upadku polskiego rolnictwa." - mówi dyrektor. Chłopom jest również trudno zrozumieć, że Unia prawi kazania o wolnym rynku, podczas gdy jej własna polityka rolna jest jednym z ostatnich na świecie przykładów gospodarki planowej. Nieprzejrzysty system finansowania, ograniczenia plonów oraz góry masła nie przystają do nauki płynącej z Brukseli. Szef doradców, Saryusz-Wolski, patrzy na sprawę bardziej skrótowo: - "Bierzemy Wspólną Politykę Rolna taką, jaka jest. Unia ma dobre oraz mniej dobre strony."
Profesor Jerzy Osiatyński, liberalny poseł na Sejm oraz członek Komisji ds. UE, obserwował powolny spadek zachwytu rozszerzeniem w Brukseli, "szczególnie po ostatnich wakacjach" i skandalu w Komisji. - "Większe zainteresowanie wzbudzają reformy wewnętrzne niż Europa Środkowo-Wschodnia." - mówi. Osiatyński przyznaje jednak, że sama Polska też ma problem: - "Niepokoję się, że rządowi nie udało się przekonująco powiedzieć, jaki mamy interes we wstąpieniu do UE. Nie mówi się np. jak wielkie korzyści miały z tego powodu Hiszpania, Portugalia i Grecja."
Osiatyński nazywa fascynującym fakt, że "ta grupa społeczeństwa, która najwięcej skorzysta na członkostwie - chłopi - najbardziej się przystąpieniu sprzeciwia. Jednym z powodów jest na pewno złe informowanie. Polska telewizja mówi o Unii niemal wyłącznie w złym kontekście. Biuro rządowe, które ma się zajmować informowaniem o UE, jest kierowane przez partię chrześcijańsko-narodową, która wobec UE jest sceptyczna. Taka sytuacja jest niemożliwa." Wg Jerzego Osiatyńskiego istnieje wiele możliwości przekonania Polaków do UE: wystarczy mówić o korzyściach.
Ale nie wszyscy uważają, że Polska powinna się do Unii spieszyć. - "Im bardziej się spieszymy, tym gorsze dostaniemy warunki" - mówi ekonomista Ryszard Bugaj, były przewodniczący Unii Pracy oraz jeden z czołowych krytyków systemu w czasach komunizmu. Swój stosunek do UE określa on jako "sceptyczny entuzjazm". Wg niego okoliczności polskiego przystępowania do UE są trudniejsze niż były one w latach 1980. dla Hiszpanii, Portugalii i Grecji. - "Standardy się zmieniły. UE stała się mniej solidarna, a bardziej liberalna. Nasze zasługi związane z upadkiem komunizmu nie dają dodatkowych punktów." - mówi Bugaj.
Wg niego rok 2003 jako rok przystąpienia jest datą całkowicie nierealną. - "Pytanie polega też na tym, do jakiej Unii wstąpimy? Czy będzie to Europa Ojczyzn, jak wyobrażał ją sobie de Gaulle, czy struktura federalna? UE zmieniła się po traktacie z Maastricht. Zmieniła się też po traktacie z Amsterdamu. Byłoby miło wiedzieć, do jakiego właściwie związku wchodzimy. Mimo to, mówi Bugaj, "UE jest najlepszym wyborem dla Polski w czasach globalizacji."
Mimo tych wszystkich wątpliwości Polakom idzie dobrze. Duński ambasador w Warszawie, Laurids Mikaelsen, przewiduje, że Polska wstąpi do UE w ciągu kilku lat, może w latach 2004-2006. - "Polska trzyma się nieźle, ale to waga ciężka" - mówi. - "Historycznie patrząc, przystąpienie w 2006r. można uznać za szybkie. I mówię Polakom, że lepiej dopiero wtedy zostać członkiem, kiedy wiadomo, jak korzystać z kasy. Trzeba znać korzyści, aby z nich korzystać."
Mrugająca winda u szefa doradców jeździ bez przerw codziennie w górę i w dół i gada do swoich pasażerów. Kiedy mówię Saryusz-Wolskiemu, jak mi się ona podoba, odpowiada: - "Jak pan widzi, jesteśmy bardzo nowoczesnym krajem."
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ



15.02.2000 r. 
Znowu Adaś Szechter wysuwa się przed orkiestrę...

WIEDEŃ

"Die Presse" (15.02) korespondencja K. Bachmanna z Warszawy pt. "Niepewność wśród kandydatów": - Zdaniem korespondenta, "Europa Wschodnia mniej obawia się podważenia przez nowy rząd w Wiedniu wartości europejskich, niż opóźnienia rozszerzenia Unii Europejskiej. Podczas gdy media o sympatiach lewicowych wskazują palcem na Austrię (artykuł w "Polityce"- Hail Haider? i "Trybuna"), prawica ostrzega przed UE: "Kto obcuje z UE, może zapomnieć o wolnych wyborach i suwerenności."
Autor przedstawia też stanowisko polskiego rządu w związku z udziałem FPÖ w austriackim rządzie.: "Polska podziela zaniepokojenie Unii zaistniałą w Austrii sytuacją, nie przyłączyła się do sankcji UE tak samo jak Praga i Budapeszt. Głównie dlatego, jak pisze K. Bachmann, że kraje kandydujące mają z Austrią wciąż nie uregulowane rachunki - "Czy to się Polsce i Czechom podoba czy nie, Wiedeń od czasu do czasu podnosi kwestię odszkodowań dla wypędzonych, przede wszystkim dla Niemców Sudeckich."
"Dodatkowo, trzy ww. kraje EŚW podtrzymują, wg korespondenta, austriackie obawy przed nadmiernym napływem siły roboczej do Austrii po rozszerzeniu UE, głównie poprzez domaganie się wieloletnich okresów przejściowych."
Jak pisze K. Bachmann, "w krajach Europy Wschodniej pojawia się zaduma i brak zrozumienia, dlaczego zachodni Europejczycy, którzy akceptują post- lub ex-komunistów jako partnerów we współrządzeniu, tak reagują na prawicowego populistę, jakim jest Haider. Niemal w każdym artykule prasowym podnoszony jest zarzut, iż Unia jest ślepa na lewe oko. "
Na zakończenie, K. Bachmann w swojej korespondencji podaje, iż "już tylko "Trybuna" i redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", Adam Michnik, są zdania, iż Polska powinna poprzeć sankcje UE wobec Austrii."
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ



10.02.2000 r. 
Jak Adaś Szechter "urabia" nam Gombrowiczowska "pupę"...

MADRYT

"El Pais" (10.02.00) korespondencja EFE z Warszawy pt. "Antysemityzm odżywa w Polsce z powodu nienawiści między dwoma grupami kibiców". In extenso: - "Polska 40 lat później. Wojna pomiędzy kibicami futbolowymi łódzkich klubów Widzewa i ŁKS spowodowała odrodzenie antysemityzmu w mieście, którego ulice są pokryte napisami antyżydowskimi.
Władze miejskie przyznają, iż sytuacja budzi wstyd i obiecały zwalczać wszelkimi środkami to odradzanie się najbardziej mrocznej historii kraju. Na razie umieszczono ochronę przed synagogami, aby ich murów nie zabrudzono znowu napisami typu: "Żydzi do komór gazowych", "Hitler, wspominamy cię z nostalgią".
Ulica, która nosi nazwę Kilińskiego, szewca patrioty powstania Warszawy w 1830 przeciwko carom, dzieli Łódź na dwie strefy: żydowską, gdzie ma swoją siedzibę Widzew i pozostałą, gdzie są obiekty ŁKS. Kibicom i piłkarzom Widzewa ich przeciwnicy nadali przydomek "Pejsy", jako aluzję do bokobrodów noszonych przez ortodoksyjnych Żydów.
Dziennik "Gazeta Wyborcza" ujawnił, iż w Łodzi nastąpiło odrodzenie antysemityzmu na marginesie wojny między kibicami, chuliganami futbolowymi. Jednak to oni są głównymi bohaterami. Bogdan, jeden z kibiców wymienionych przez dziennik twierdzi, iż gwiazda Dawida stała się bronią, którą oznacza się wszystko, co należy do "wroga".
Sąsiedzi z Łodzi dodają, że rozpoczęli wojnę z kibicami ŁKS, którzy wymyślili piosenkę "Widzew to żydowska wieś", na co kibice Widzewa odpowiedzieli: "ŁKS równa się SS". Na stadionach obu klubów kibice sprzedają swoje gazetki ze zdjęciami przeciwnika i artykułami, w których mówi się np. "Jeżeli Widzew ma kibiców w całej Polsce, to dlatego, że w całej Polsce są Żydzi, którzy niestety nie zostali zgładzeni przez hitlerowców". W odpowiedzi kibic Widzewa wskazuje: "Wytrzymaliśmy cierpliwie 3 lata zanim postanowiliśmy stosować te same metody, co kibice ŁKS i również zaczęliśmy malować hasła antysemickie związane z tym klubem. Będziemy to robić dopóty, dopóki oni nie przestaną, ponieważ nie zamierzamy przegrać wojny w malowaniu haseł."
Przyłączają się politycy. Do wojny chuliganów zaczęli się przyłączać politycy i organizacje młodzieżowe skrajnej prawicy jak Odrodzenie Narodowe Polski, które są obecne na meczach z flagami Niemiec hitlerowskich i innymi symbolami nazistowskimi i oni również dodają do napisów swoje godła.
Zjawisko jest tak niepokojące , że liczni obywatele żydowscy jak Abraham Zelig zaapelowali do mieszkańców Łodzi, prosząc ich, aby nie dali się porwać tej fali antysemityzmu. Piotr Goldstein, przewodniczący Związku Studentów Żydowskich w Łodzi jest dumny z tego, że jego organizacji udało się odnieść sukces w trudnym zadaniu przekonania Żydów z Izraela i diaspory, iż antysemityzm w Polsce jest o wiele mniejszy niż można było sądzić.
Dziś Goldstein i jego koledzy czują się bardzo przygnębieni. "Kiedy przybywa ktoś z zagranicy, młodzi Żydzi nie wiedzą jak go przeprowadzić przez ulice miasta do siedziby naszej gminy żydowskiej tak, aby nie poczuł się - z powodu napisów - w kraju szalejącego i totalitarnego antysemityzmu" mówi Goldstein. Symcha Keller, sekretarz gminy żydowskiej w Łodzi twierdzi, że nie odczuwa strachu przed kibicami, ponieważ są to ludzie, którzy nie czują tak, jak mówią i można dojść z nimi do porozumienia. "Boję się natomiast skinheadów, neofaszystów z Narodowego Odrodzenia Polski, którzy grozili wiele razy, iż dadzą nam nauczkę" mówi Keller.
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ


ZAGRANICA
28.02.2000 r. 
Są od nas lepsi! W oszustwach i złodziejstwie...

Jak oszukują w Unii Europejskiej

"Wspólny rynek" przestępstw gospodarczych może sięgać 77 miliardów dolarów

Obfitość krajowych informacji na temat rodzimego przemytu, prania pieniędzy, "przekrętów" podatkowych i podobnych przestępstw w niemałej grupie obywateli ukształtowała pogląd, że Polska - i kraje tej części Europy - są światowym centrum tego typu nadużyć, a gospodarka - przeżarta korupcją. Więc choćby dla higieny psychicznej zaprezentować należy wyniki specjalnego raportu, jaki niedawno przedstawiła Komisji Europejskiej jedna z największych firm konsultingowych Deloitte Touche Tohmatsu na temat przestępstw gospodarczych w krajach Unii Europejskiej.
Dokument przygotowany został bardzo profesjonalnie i robi silne wrażenie. Fakty i uogólnienia mają za podstawę odpowiedzi uzyskane od wysokich urzędników z ponad 168
europejskich organizacji, zajmujących się kontrolą, ściganiem, legislacją, gospodarką i finansami.
Na codzienny użytek zapamiętać warto podstawowe stwierdzenie zawarte w raporcie: unijny Europejczyk potrafi oszukiwać - władze podatkowe, partnerów w interesach,
konsumentów - i czyni to na wielką skalę. Według ekspertów, roczna wartość międzynarodowych, jako że rynek mają wspólny, przestępstw gospodarczych może sięgać 77 miliardów
dolarów, co odpowiada około połowie polskiego PKB.
"Przekręty" dokonywane na gospodarczym gruncie dają w niektórych krajach kwotę odpowiadającą wpływom z handlu narkotykami, co w sposób oczywisty ogranicza regulacyjną
skuteczność mechanizmów rynkowych i ożywcze działanie konkurencji (...).
część artykułu z gazety "Dziennik Polski" z dn. 28.02.2000 r.



28.02.2000 r. 
Bezrobocie w ZSRE

Wynosi obecnie ok. 10%, co stanowi ponad 15 mln ludzi zdolnych do pracy... U nas wynosi 13,6 proc. ( 2,5 mln osób). Pytanie: gdzie jest wiekszy socjalizm?



24.02.2000 r. 
Demokraci głosowali na... McCaina

Proporcje zwycięstw "kandydataów na kandydatów" Republikanów wyglądają teraz jak 4:3. W Michigan głosowało na Jana McCaina 50% uczestników prawyborów, a na Busha 44. W Arizonie, z której McCain wszedł do Senatu USA, opowiedziało się za nim 67%, a za Bushem 25 proc. Mimo to Jerzy Bush młodszy jest nadal uważany za faworyta w wyścigu do prezydenckiego stolca. W stanach tych ordynacje umożliwiły oddawanie głosów na kandydatów Republikanów także ich przeciwnikom - Demokratom, a także wyborcom nie związanym z tymi głównymi ugrupowaniami sceny politycznej USA.


Wiadomości z UPR
28.02.2000 r. 
Zauważona silna obecność UPR w polskim internecie politycznym...

"(...) Dużą aktywność w sieci przejawia natomiast Unia Polityki Realnej - strona kandydata na prezydenta Janusza Korwin-Mikkego istnieje już od zeszłego roku (...).
Fragment artykułu nt. politycznej części polskiej Sieci z dziennika "Rzeczpospolita"



28.02.2000 r. 
W sondażu OBOP znowu przyznano Unii Polityki Realnej 4% za pierwszą połowę stycznia 2000 r.


15.02.2000 r. 
Demonstracja UPR w Warszawie

Pod urzędem ZUS na ul. Senatorskiej w Warszawie  odbyła się pikieta Unii Polityki Realnej, w której udział wzięli Prezesi UPR: pp. Janusz Korwin-Mikke i Leszek Samborski. Rozdawano ulotki z opisem złodziejskiego systemu ZUS, kradnącego w ciągu życia podatnika 4 miliardów złotych... Pikietę sfilmowała telewizja Polsat, nagrało Radio Kolor, a także opis został umieszczony w serwisie PAP.



03.02.2000 r. 
Oświadczenie Unii Polityki Realnej w sprawie Partii Wolności p. Jerzego Haidera

3 lutego 2000 r.

Oświadczenie

Unia Polityki Realnej z zażenowaniem przygląda się skandalowi, który wybuchł w Europie (i nie tylko) po wyborach w Austrii.
Uważamy, że oświadczenia polityków i eurokratów dotyczące wyników wyborów w Austrii są skandaliczną próbą ingerencji w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa. Zaś grożenie Austrii blokadą polityczną i gospodarczą na skutek tego, że wynik demokratycznych (!) wyborów był nie pomyśli eurosocjalistów, można określić tylko w jeden sposób: jest to zwykły terroryzm polityczny.
W świetle tych poczynań musimy uznać, że większością państw UE rządzą ciemni nietolerancyjni, ksenofobiczni biurokraci, którzy nie są w stanie zrozumieć i szanować poglądów innych niż swoje.
Wobec tak ewidentnego nieposzanowania demokracji, którą sami wychwalają – i agresywnej postawy wobec jednego ze swych członków Rząd RP powinien na nowo rozważyć czy wchodzenie do struktur UE ma jakikolwiek sens.
UPR ze zrozumieniem i szacunkiem przygląda poczynaniom FPÖ pana Jerzego Haidera, który interes własnej Ojczyzny potrafi postawić wyżej od niejasnych interesów eurosocjalistów i przełamując skostniałe, biurokratyczno-mafijne struktury odnieść sukces. Mamy nadzieję, że sukces pana Haidera jest wydarzeniem, które zapoczątkuje zdecydowaną zmianę kursu światowej polityki – w prawo.
UPR protestuje jednocześnie przeciwko określaniu w mediach organizacji posthitlerowskich mianem „prawica”. Przypominamy, że hitlerowska partia NSDAP nosiła socjalizm nawet w nazwie, czyli bardziej pasuje do niej określenie skrajna lewica.

Prezes i wiceprezesi Unii Polityki Realnej
Janusz Korwin-Mikke
Leszek Samborski
Mariusz Waszak



16.01.2000 r.
Konwent Oddziału Stołecznego UPR

Na Konwencie Oddziału Stołecznego, który odbył się 16.01.2000 r. jak zwykle w budynku SD przy ul. Chmielnej - ustępujący zarząd pod kierownictwem b. prezesa p. Sławomira Kameckiego dostał absolutorium i przeszedł do historii... B. Prezes Kamecki nie zgłosił swojej kandydatury na następną kadencję...
Konwent prawie jednogłośnie (nie było innej kandydatury) zaaprobował p. Grzegorza Parzycha (obecny prezes Stowarzyszenia "Koliber" i jego współtwórca) na stanowisku nowego Prezesa. Serdecznie gratulujemy!!!



 

powrót do strony głównej