7/2000

 
Serwis Informacyjny
Archiwum
7/2000
KRAJ
O Polsce...

Adaś Michnik - najważniejszy dziennikarz Związku Socjalistycznych Republik Europejskich" więcej...

Jak nas widzą w Indiach? więcej...

Jak nas widzą na Litwie? więcej...

Wiadomości z UPR

Oświadczenie Unii Polityki Realnej w sprawie austriackiej Partii Wolności Jerzego Haidera

Konwent Oddziału Stołecznego UPR

Pikieta pod urzędem ZUS w Warszawie w dniu 15.02.2000 r.

Inflacja rośnie! więcej...
Ile trzeba zebrać niechęci - by niechciany rząd wreszcie ustąpił? więcej..
Bałagan w ZUS-ie - cierpią jak zwykle - nie urzędnicy - lecz podatnicy! więcej...
"Nowe" koncesje ZChN w łączności więcej...
Wałesa "nie może patrzeć..." więcej...
Szpital dla wiariatów w SLD w Szczecińskiem więcej...
"Historyczne" pojednanie w Szczecińskiem między SLD a UW więcej...
Pod rządami koalicji AW"S"-UW biurwokracja ma się coraz lepiej! więcej...więcej...
Komunistyczni "biznesmeni" mówią "dość" rządom Balcerowicza więcej...
Nowe podatki Unii Zniewolenia więcej...
ZAGRANICA
Publicystyka

Krokodylom na pożarcie
artykuł Stanisława Michalkiewicza

Bohater bez grobu
artykuł Tadeusza M. Płużańskiego
 

Edyta Cresson wyrzucona z Parlamentu Europejskiego więcej...
Faszyści europejscy zabierają się do dzieła więcej...
A na Węgrzech też nie lubią faszystów z ZSRE więcej...
W Rosji - podwyżka cen wódki? więcej...
Czy można wymagać dobrego wychowania od faszystów? więcej...
Uważamy, że przystąpienie do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!

Serwis informacyjny Okręgu Mazowieckiego UPR

KRAJ

15.02.2000 r. 
Inflacja w Polsce pod rządami koalicji AW"S"-UW

Inflacja w styczniu wyniesie 1,7-2,3 proc., roczna zawrze się w granicach 10-10,6 proc. Wzrost cen raczej nie wpłynie na zwyżkę stóp procentowych NBP.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP z dn 15.02.2000 r.
Jak widać - polityka "liberała" Balcerowicza - przynosi owoce...



15.02.2000 r. 
OBOP: 77 proc. Polaków źle o rządzie

Ponad 3/4 (77 proc.) Polaków badanych przez OBOP uważa, że rząd źle wywiązuje się ze swoich obowiązków. Pozytywnie działalność tę ocenia 16 proc. ankietowanych.
Trochę mniej, bo 64 proc. respondentów ocenia, że premier Jerzy Buzek źle wypełnia swoje obowiązki. Ze sposobu sprawowania władzy przez premiera zadowolona jest jedna czwarta ankietownych (26 proc.).
(...)
Z sondażu OBOP wynika, że zdecydowanie dobrze ocenia działaność rządu 1 proc. ankietownych; raczej dobrze - 15 proc.; raczej źle - 41 proc.; zdecydowanie źle - 36 proc. 7 proc. badanych nie ma zdania.
W porównaniu z grudniem ubiegłego roku o 6 proc. wzrósł odsetek osób źle oceniających działalnośc rządu. O tyle samo zmalał udział osób pozytywnie oceniających rząd.
Według OBOP, im lepsza jest sytuacja materialna ankietowanych, tym wyższe są noty wystawiane rządowi, a im sytuacja ta jest gorsza, tym większy udział niezadowolonych. Zadowolenie z rządu wyrażają najczęściej osoby powyżej 60 roku życia, a oceny negatywne wystawiają mu najczęściej osoby w wieku 30-49 lat. Częściej niż inni oceniają dobrze działalność rządu osoby o prawicowych lub centroprawicowych poglądach politycznych. Najbardziej krytyczni są respondenci deklarujący lewicowe i centrolewicowe poglądy.
Najlepsze oceny wystawiają rządowi emeryci i renciści, a ajgorzej oceniają rząd robotnicy.
3 proc. ankietowanych zdecydowanie uważa, że premier Buzek dobrze wypełnia swoje obowiązki; 23 proc. - że raczej dobrze; 36 proc. jest zdania, że raczej niedobrze; 28 proc. uważa, że zdecydowanie niedobrze. 10 proc. nie ma na ten temat zdania.
W porównaniu z grudniem ubiegłego roku odsetek przekonanych, że premier wypełnia dobrze swoje obowiązki zmiejszył się o 7 proc. Jednocześnie wzrósł o 8 proc. odsetek niezadowolonych ze sposobu sprawowania władzy przez premiera.
(...)
Sondaż OBOP przeprowadzono w dniach 29-31 stycznia na reprezentatywnej próbie 1111 dorosłych Polaków.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP



15.02.2000 r. 
Wyniki zabawy w "Państwo" partyjniaków koalicji AW"S"-UW

Kto powie przepraszam

Płatnicy mają obowiązek złożenia dodatkowej deklaracji rocznej, a jeśli go nie dopełnią, zapłacą 5 tysięcy złotych grzywny - zapowiedziały kilkanaście dni temu władze Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Trudno się dziwić setkom tysięcy osób, właścicieli drobnych firm, często zatrudniających jedną czy dwie osoby, że zapowiedź tę odebrały jako chęć przerzucenia na nie ciężaru niepowodzeń ZUS we wdrażaniu systemu informatycznego.
ZUS tłumaczy, że w dokumentach płatników roi się od błędów, że deklaracja roczna to ostatnia deska ratunku, bez której utworzenie kompletnej bazy danych o płatnikach i ubezpieczonych będzie niemożliwe. Gdyby system informatyczny był sprawny, wypełnianie zbiorczej deklaracji nie byłoby potrzebne - przyznaje jednocześnie rzecznik prasowy Zakładu.
Gdyby. Ale przecież o tym, że system informatyczny sprawny nie jest, kierownictwo ZUS i rząd nie dowiedziały się ani wczoraj, ani miesiąc temu, ani nawet wtedy, gdy prof. Lesław Gajek zastąpił Stanisława Alota na stanowisku prezesa Zakładu. O tym było wiadomo latem 1999 roku, choć ówczesne władze ZUS zapewniały, że uruchomienie systemu potrwa "najdalej trzy  miesiące".
W ramach programu naprawczego wymyślono deklarację rozliczeniową. Być może był to dobry pomysł. Być może jedyny. Ale zawiodło wykonanie. Całą operację należało zacząć nie od groźby nałożenia kary, ale od przeprosin. Należą się one tym wszystkim, którzy cały ubiegły rok składali dokumenty i płacili składki. Groźby należałoby raczej zachować dla tych, którzy składek nie płacili i nie płacą.
Małgorzata Solecka
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"



15.02.2000 r. 
Nowy pomysł socjalistów z ZChN na koncesje

ŁĄCZNOŚĆ

Obniżenie opłat koncesyjnych ma rozkręcić rynek

Nowy pomysł ministerstwa

Minister łączności Maciej Srebro zapowiedział wczoraj, że zmniejszy opłaty koncesyjne prywatnym operatorom telekomunikacyjnym, jeśli będą inwestować na terenach wiejskich. Opłata koncesyjna będzie pomniejszana o kwotę inwestycji poniesionych na wsi. Dotyczy to przyszłych inwestycji.
Z danych resortu łączności wynika, że do dzisiaj wydano 103 koncesje 51 firmom. Pierwsze pozwolenie na budowę niezależnej od Telekomunikacji Polskiej SA sieci telekomunikacyjnej wydano w 1992 r. Mimo to, udział operatorów prywatnych w rynku wynosi dzisiaj zaledwie 3 proc.
Operatorzy lokalni nie ukrywają, że nie są zainteresowani inwestycjami na obszarach wiejskich i słabo zurbanizowanych. - Jest to po prostu nieopłacalne - mówią. Także zarząd TP SA zapowiedział w ubiegłym roku, że będzie odchodził od budowania sieci telekomunikacyjnej na tych obszarach i skoncentruje się na działalności, gwarantującej wysokie zyski.
- Obciążenia koncesyjne w wielu przypadkach stanowią w przeliczeniu na abonenta tyle, ile rzeczywiście poniesione nakłady inwestycyjne - mówił minister łączności. - Wpływa to znacząco na koszty operatora i obniża jego zdolność konkurencyjną i inwestycyjną. Dlatego minister zdecydował obniżyć prywatnym firmom telekomunikacyjnym opłaty z tytułu koncesji o kwoty zainwestowane na terenach słabo zurbanizowanych. Żeby otrzymać umorzenie opłaty, operator będzie musiał udowodnić, że faktycznie poniósł określone nakłady inwestycyjne.
- Wysokie opłaty koncesyjne są rzeczywiście ogromnym obciążeniem dla każdego operatora - mówi członek zarządu Telefonii Lokalnej SA. - Tylko dlaczego przy wszystkich przetargach w ciągu ostatnich dwóch lat o zwycięstwie w przetargu decydowała wysokość opłaty koncesyjnej? Maciej Srebro tłumaczył, że w momencie wprowadzenia pełnej liberalizacji rynku, nowi operatorzy będą w dużo lepszej sytuacji, bo nie będą musieli ponosić wysokich opłat koncesyjnych.
Minister powiedział też, że choć jest zadowolony z zapowiedzi TP SA obniżenia opłat za rozmowy międzymiastowe od 1 kwietnia, to nie zamierza wycofać się z opublikowania rozporządzenia ustalającego maksymalną opłatę za połączenia (podkr. nasze). - TP SA nie popiera obniżenia opłat lokalnych, ale ostatnie jej ruchy obniżające ceny połączeń międzymiastowych świadczą o tym, że może jeszcze zmieni zdanie przed wejściem w życie tego rozporządzenia.
Minister łączności przypomniał, że Polska Telefonia Cyfrowa (Era GSM) może sprzedawać zagraniczne usługi telefoniczne przez Internet tylko do wysokości ustalonego z ministerstwem limitu, który - jak powiedział - wynosi "kilka lub kilkanaście tysięcy". Z kolei przedstawiciele Ery informowali na piątkowej konferencji prasowej, że usługę sprzedadzą wszystkim chętnym niezależnie od ustalonego z ministrem limitu. - Jeżeli to się będzie rozszerzać, cofnę zgodę na eksperyment - zagroził minister. Jednocześnie zapewnił, że także inni operatorzy telekomunikacyjni dostaną zgodę na oferowanie rozmów przez Internet.
Dorota Margas
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
A znieść koncesje w ogóle - to nie łaska? I ktoś jeszcze chce coś powiedzieć na temat "prawicowości" ZChN?



15.02.2000 r. 
Lech Wałęsa - premierem?

Były prezydent, p. Lech Wałęsa powiedział, że "nie mozę patrzeć na grandę rozkradania Polski" i w związku z tym zaproponował spotkanie bossowi "Solidarności" M. Krzaklewskiemu - by się spotkać i porozmawiać na temat uzdrowienia sytuacji w AW"S" Wspomniał, że "nie zależy mu ma na stanowisku premiera"...!!!



14.02.2000 r. 
Jak ta nasza "scena polityczna przypomina szpital dla wiariatów...

ZACHODNIOPOMORSKIE

Koszaliński SLD chce województwa środkowopomorskiego

Akcja komentuje: schizofrenia w Sojuszu

Koszalińscy politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, nie oglądając się na swych szczecińskich kolegów, po raz kolejny zabrali się za tworzenie województwa środkowopomorskiego.
Według opozycji świadczy to o poważnym kryzysie w Sojuszu. - W SLD zapanowała schizofrenia - skomentował sytuację jeden z polityków AWS.
Liderem orędowników utworzenia 17 województwa, w skład którego miałyby wejść dawne Koszalińskie i Słupskie, jest Jerzy Mokrzycki, negatywnie zlustrowany senator SLD, były
przewodniczący sejmiku zachodniopomorskiego. Ze stanowiska ustąpił na początku stycznia tego roku, by - jak twierdzi - poświęcić się walce o środkowopomorskie. W tym samym czasie do dymisji (której powody do dziś są niejasne) podał się też Zbigniew Zychowicz, SLD-owski marszałek województwa, który jako gorący zwolennik Zachodniopomorskiego skrytykował zachowanie Mokrzyckiego.
W Koszalinie powstanie województwa zachodniopomorskiego ze stolicą w Szczecinie wielu koszalinian potraktowało prawie jak zabory, więc integracja Koszalina i Szczecina nie układała się najlepiej, toczono wiele sporów (głównie majątkowych), a koszalinianie próbowali podnieść rangę swojego miasta - np. poprzez umieszczenie w nim siedziby Urzędu Marszałkowskiego (bez skutku).
W maju ubiegłego roku 6 radnych SLD ogłosiło powstanie tzw. lobby koszalińskiego, deklarując współpracę z koszalińską AWS i wspólną walkę o dobro byłego województwa koszalińskiego. Polityków SLD podzieliła sprawa umieszczenia siedziby Regionalnej Izby Obrachunkowej.
Kiedy w sierpniu ubiegłego roku sejmik przegłosował (m.in. AWS i UW) umieszczenie jej w Koszalinie, pomysł poparł tylko koszaliński SLD. W styczniu 2000 r. w czasie kryzysu personalnego powróciła sprawa RIO. Okazało się bowiem, że rząd zadecydował o umieszczeniu jej nie w Koszalinie, jak ustalił sejmik, ale w Szczecinie. AWS winą za to obarczyła SLD. Sojusz zajęty własnymi sporami nie wysłał nikogo do Warszawy, by na specjalnej konferencji potwierdził wolę sejmiku. SLD bronił się: ustawa nakazuje umieszczenie RIO w
miastach, w których urzęduje wojewoda, więc nasz wyjazd do Warszawy i tak by niczego nie zmienił.
- To, co oni robią, to jest schizofrenia. Jedni są za, inni przeciw. Ustępujący przewodniczący sejmiku zachodniopomorskiego ogłasza się jego przeciwnikiem - ironicznie ocenia SLD Sławomir Nitras, koszaliński radny sejmiku z ramienia AWS. - Na najbliższej sesji chcemy poznać oficjalne stanowisko w sprawie województwa środkowopomorskiego całego SLD z województwa zachodniopomorskiego. I dodaje: - W AWS utworzyliśmy zespół koszaliński, ale nie do działań odśrodkowych, lecz by walczyć o pozycję byłego województwa koszalińskiego w nowej strukturze. Nie mam nic przeciwko powstaniu środkowopomorskiego, ale żeby odbyło się to zgodnie z prawem i niech to będzie oddolna inicjatywa.
A na razie kieruje nią kilku posłów, senator i innych rozżalonych facetów z koszalińskiego SLD. I nie spotyka się to z żadnym oddźwiękiem powiatów.
- Władze wojewódzkie są za pełną integracją Zachodniopomorskiego i nie jesteśmy za jego rozwiązaniem. Rozumiemy jednak Koszalin i trudno nam ponosić odpowiedzialność za wypowiedzi jednego polityka (chodzi o Jerzego Mokrzyckiego - dop. red.) - tłumaczy Grzegorz Napieralski, sekretarz Rady Wojewódzkiej SLD, informując, że sprawa będzie przedmiotem najbliższych obrad rady.

Michał Stankiewicz
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"



14.02.2000 r. 
"Żydzi" i "Chamy" - w końcu się polubili (na razie w Szczecińskiem)

SZCZECIN
Zmiany polityczne w województwie

Unia Wolności bliżej SLD

Nad odwołaniem dwóch zachodniopomorskich wicewojewodów z ramienia Unii Wolności: Grzegorza Jankowskiego i Władysława Husejki oraz unijnego kuratora oświaty Pawła
Bartnika zastanawia się zachodniopomorska AWS. - To efekt zmiany politycznej orientacji Unii w województwie - uważa Marek Słomski, jeden z liderów zachodniopomorskiej AWS.
Na sobotnim posiedzeniu Rada Regionalna AWS podjęła decyzję o wystosowaniu do wojewody zachodniopomorskiego Władysława Lisewskiego (AWS) zapytania, jak obecna sytuacja w Szczecinie wpływa na funkcjonowanie władz wojewódzkich. AWS wystosuje też natychmiastowe zaproszenia do Szczecina dla Mariana Krzaklewskiego i Leszka Balcerowicza w celu omówienia dalszych losów koalicji w Zachodniopomorskiem.
Sprawa bezpośrednio związana jest z niedawnym porozumieniem, jakie w samorządzie Szczecina UW zawarła z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Zdaniem polityków Akcji powoduje to sprzeczność z układem politycznym na szczeblu wojewódzkim. Unijny kurator Paweł Bartnik podlega AWS-owskiemu wojewodzie, a z drugiej strony jako radny Szczecina funkcjonuje w porozumieniu z SLD. Podobna sytuacja - według AWS - dotyczy wicewojewodów.
Szczecin nie jest jedynym miastem w województwie, gdzie AWS jest w opozycji wobec UW i SLD. W Świnoujściu z AWS-owskim prezydentem Stanisławem Możejką walczą radni Unii i SLD. Po różnych stronach UW i AWS stoją też w powiecie szczecineckim i w Kamieniu Pomorskim.
UW i SLD współpracują w Gryficach, a być może dojdzie do tego i w Wałczu.
MST
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Gieremek! Gieremek! Bujak! Bujak! Mazowiecki! Mazowiecki! Kto jeszcze?! Kto jeszcze?!



08.02.2000 r. 
Reformy

Ubyło zadań, ale nie maleje zatrudnienie

Rośnie armia urzędników

W Polsce rośnie armia urzędników. Mimo reform i przekazywania zadań "w dół", stare urzędy nie ograniczają swojego zatrudnienia, a w nowych, powstałych w samorządach,
przybywa pracowników.
W trakcie sejmowych prac nad budżetami ubiegłego i tego roku żaden z centralnych urzędów nie zaproponował zmniejszenia liczby swoich pracowników. Tylko dwa urzędy potrafiły określić, ile docelowo osób chcą zatrudniać. Pierwszym z nich była Najwyższa Izba Kontroli, której prezes poinformował, że docelowo chciałby zatrudniać 1700 pracowników (w tej chwili pracuje w NIK 1670 osób). Drugi to Państwowa Inspekcja Pracy, w której docelowo ma być 2274 etaty (na koniec ubiegłego roku było 2227).
Pozostałe urzędy nie tylko nie potrafią określić swoich ostatecznych potrzeb co do wielkości zatrudnienia, ale też wciąż występują o nowe etaty.

Mniej zadań, ale nie pracowników

- To KUP jeszcze istnieje? - spytał nas kilka dni temu ze zdziwieniem szef ciechanowskiej delegatury Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego. Był przekonany, że po przekazaniu samorządom od 1 stycznia 2000 r. wojewódzkich i powiatowych urzędów pracy, Krajowy Urząd Pracy został zlikwidowany.
Tymczasem KUP nie tylko istnieje, ale nawet - mimo reformy - potrzebuje tego samego sztabu ludzi, co dotychczas. Na 2000 r. KUP zaplanował tyle samo etatów, co w 1999 r., czyli 191, w tym 186 - dla pracowników cywilnych.
Mimo przekazania urzędów pracy samorządom, również w urzędach wojewodów (a więc urzędach administracji rządowej, nie samorządowej) nadal zatrudniani są pracownicy do spraw zatrudniania i bezrobocia. Wprawdzie nie jest ich wielu i zmieniły się ich zadania - głównie kontrolują pracę powiatowych urzędów pracy - ale samorządowcy denerwują się, bo chętniej widzieliby te same środki na zatrudnienie pracowników w swoich budżetach. Najwięcej pracowników, zajmujących się urzędami pracy, zatrudnia Mazowiecki Urząd Wojewódzki. Ma pięć delegatur, w każdej pracuje po około pięć osób, których zadaniem jest głównie kontrolowanie powiatowych urzędów pracy.
W sumie bezrobotnymi i walką z bezrobociem zajmują się w tej chwili w Polsce: Krajowy Urząd Pracy (jako centralny urząd administracji rządowej, podległy ministrowi pracy), urzędy wojewódzkie i ich delegatury, wojewódzkie urzędy pracy (podległe marszałkom województw) oraz powiatowe urzędy pracy (podległe starostom).

Mniej dróg, więcej urzędników

Reformy nie spowodowały też zmniejszenia zatrudnienia w innych urzędach centralnych. Do 1 stycznia 1999 r. Ministerstwo Transportu i Gospodarki Morskiej finansowało około 43 tys. kilometrów tzw. dróg krajowych, od ubiegłego roku w gestii resortu pozostaje już tylko 16,9 tys. kilometrów. Nie wpłynęło to w ogóle na stan zatrudnienia; w 1998 r. w resorcie pracowało 294 pracowników, w ubiegłym roku - 312. W tym roku ma być tylu samo zatrudnionych - 312.
Odwrotna tendencja jest natomiast przy przejmowaniu przez resorty nowych zadań. W tym roku przypisano ministrowi transportu nowy dział, turystykę, i w związku z tym do resortu ma przyjść nowych 28 pracowników (zostaną przeniesieni z Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki). Mimo przekazania samorządom zadań związanych z prowadzeniem szkół na wszystkich szczeblach, nie zmienia się stan zatrudnienia w Ministerstwie Edukacji Narodowej. W 1998 r. średniorocznie zatrudnionych było w MEN 287 pracowników, w ubiegłym roku 285, a
tym roku ma być około 290 (nie licząc ministra, jednego sekretarza stanu i czterech podsekretarzy).

Reforma wymaga pracowników

Niemal niezauważalny spadek zatrudnienia urzędników spowodowała też reforma ochrony zdrowia. W 1998 r. pracowało w resorcie zdrowia 321 osób, w ubiegłym roku, kiedy rozpoczęła się reforma, liczba pracowników wzrosła o sześć osób. Wprawdzie w styczniu bieżącego roku - jak informuje biuro prasowe resortu - w ministerstwie zatrudnione były "tylko" 293 osoby, ale liczba planowanych na ten rok etatów wynosi tyle samo co w 1999 r. - 355.
Resort nie zmniejsza liczby etatów, ponieważ - jak przekonywali posłów przedstawiciele resortu w trakcie prac nad budżetem - "dokonane analizy nie pozwalają stwierdzić, iż ilość zadań ministerstwa z chwilą wdrożenia reformy w ochronie zdrowia zmalała". Argumentowali, że określanie i finansowanie świadczeń w zakresie wysokospecjalistycznych procedur medycznych to zadanie porównywalne z działalnością kas chorych. Ponadto weszły w życie trzy nowe ustawy: o ochronie informacji niejawnych, o ochronie danych osobowych i o służbie cywilnej, a to - zdaniem ministerstwa - wymaga nowych etatów.

- Na pewno ani z ustawy o służbie cywilnej, ani z rozporządzeń do niej nie wynika konieczność zwiększania zatrudnienia w urzędach - powiedział "Rzeczpospolitej" Wojciech Zawadzki, rzecznik prasowy Urzędu Służby Cywilnej.

3400 osób w kasach

Równolegle, wraz z reformami, przybywa urzędników w samorządach oraz w nowo powstających instytucjach. W 17 kasach chorych zatrudnionych było w końcu września 1999 r. prawie 3400 osób. Średnio więc na jedną kasę przypadało około 200 pracowników, ale istniały spore różnice zatrudnienia w poszczególnych kasach. Najmniej pracowników zatrudniała Warmińsko-Mazurska Kasa Chorych (83), najwięcej kasa śląska (515). Aktualnie - jak nam powiedziano w biurze pełnomocnika rządu do spraw wprowadzania powszechnego
ubezpieczenia zdrowotnego - nie są już prowadzone statystyki dotyczące stanu zatrudnienia w kasach. Samo biuro pełnomocnika ma być zlikwidowane z końcem pierwszego kwartału tego roku, ale równolegle powstaje nowa instytucja - Krajowy Związek Kas.

W samorządach coraz więcej

Analizą zatrudnienia w administracji samorządowej zajmuje się Ministerstwo Administracji i Spraw Wewnętrznych. Na razie resort przeanalizował zmiany w strukturze zatrudnienia w pierwszym półroczu 1999 r., kiedy to dochodziło do największych ruchów kadrowych. Jak należało się spodziewać, spadło zatrudnienie w urzędach wojewódzkich. 1 stycznia 1999 r. wynosiło 10 232 etaty, 1 lipca - 8761 etatów, zmniejszyło się więc o ponad 14 proc. O ile jednak zmalało zatrudnienie w delegaturach (z 4492 do 2620 etatów), o tyle w samych "centralach" wzrosło (z 5740 do 6141 etatów).
W szesnastu urzędach marszałkowskich zatrudnionych było 1 lipca 1999 r. ponad 2,5 tys. pracowników. W ciągu pierwszego półrocza wzrosło z 2010 do 2519 etatów.
Natomiast w powiatach zatrudnionych było w końcu pierwszego półrocza prawie 45,5 tys. pracowników, w tym w starostach powiatowych - ponad 17 tys., a w urzędach miast na prawach powiatu - około 28 tys. (dane te dotyczą wszystkich powiatów w Polsce, ale zostały przez MSWiA wyprowadzone z ankiet otrzymanych tylko od części samorządów: 282 powiatów i 63 miast na prawach powiatu).
Średnio w jednym starostwie powiatowym było 1 lipca ubiegłego roku 61 etatów, a w urzędzie miasta na prawach powiatu - 433 etaty. Ale i tu występowały olbrzymie różnice między poszczególnymi województwami. O ile w województwie mazowieckiem przypadało na jedno miasto na prawach powiatu średnio 239 etatów, to w sąsiednim województwie łódzkim - aż 999 etaty.
Katarzyna Jędrzejewska

Komentarz

Im mniej zadań, tym więcej ludzi

Mimo decentralizacji i przekazywania zadań w dół, w zastraszającym  tempie rośnie w Polsce armia urzędników. Sprawdzają się tym samym przepowiednie sceptyków, że przeprowadzane reformy, w tym zwłaszcza administracyjna, wcale nie wymuszą spadku zatrudnienia, chociaż reformy przeprowadza się m.in. po to, aby obniżyć koszty. Jak najbardziej uniwersalne okazują się też uwagi poczynione przez Parkinsona, obserwującego rozrost administracji ds. kolonii w miarę upadku brytyjskiego imperium kolonialnego.
Mechanizm powiększania się administracji jest dość prosty. Nowe zadania powodują, iż parlament, rząd, ministrowie powołują najpierw niewielkie zespoły do ich wykonania; zespoły te następnie szybko się rozrastają, a poprzednich struktur nie likwiduje się. Reforma administracyjna, oprócz budowy nowego szczebla powiatowego, stworzyła także nową strukturę samorządowej administracji wojewódzkiej. Dotychczasowa wojewódzka administracja rządowa - wraz z siecią delegatur w starych województwach - została jednak tylko nieznacznie okrojona. O kuriozalnej sytuacji można mówić zwłaszcza w przypadku walki z bezrobociem, którym zajmują się w tej chwili podległy ministrowi pracy Krajowy Urząd Pracy, urzędy
wojewódzkie i ich delegatury, samorządowe wojewódzkie urzędy pracy oraz powiatowe urzędy pracy.
Do wzrostu zatrudnienia pracowników administracyjnych przyczyniły się także reforma zdrowia, emerytalna i oświaty. W ministerstwach z kolei rozbudowują się struktury doradców, powstają nowe centralne urzędy, pełnomocnicy rządu itd. Można kąśliwie zauważyć, że rząd realizuje w ten sposób program walki z bezrobociem.
Doświadczenia wskazują, iż walka z szybko pączkującą administracją jest właściwie beznadziejna. Mając sojuszników i współtwórców w rządzie i w parlamencie jest ona w stanie przeforsować - w majestacie stanowionego prawa - tworzenie nowych administracyjnych czynności, które uzasadnią zatrudnienie każdej liczby urzędników. Pohamować zapędy biurokracji może jedynie silny rząd, który tak ograniczy i podzieli kompetencje urzędnicze, że od razu wiadomo będzie, kto jest niepotrzebny.
Krzysztof Bień
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"



12.02.2000 r. 
Nawet komunistyczni "biznesmeni" mają dość rządów Leszka Balcerowicza...

BCC

Przedsiębiorcy o polityce rządu i ustawach

Rezultaty rozczarowały

Polityka podatkowa jest nieskuteczna, sprzyja marnotrawstwu publicznych pieniędzy, a jej realizacja nie pokrywa się z deklaracjami rządu o reformie tej sfery gospodarki - uważa
ponad 70 proc. przedsiębiorców zrzeszonych w Business Centre Club. Jeszcze gorzej ocenione zostało prawo pracy. Stosunkowo najlepiej - prawie połowa odpowiedzi pozytywnych - wypadła w badaniach BCC ocena polityki integracyjnej z Unią Europejską.
- Przedsiębiorcy doceniają determinację i odwagę rządu we wprowadzaniu czterech reform, jednak stan spraw objętych reformami widzą źle - powiedział prezes BCC Marek Goliszewski, przedstawiając wczoraj wyniki sondażu na temat polityki rządu w wymienionych dziedzinach. Adresatami pytań było 1800 przedsiębiorców skupionych w BCC.
Przedsiębiorcy z uznaniem wypowiadali się o wysiłkach Leszka Balcerowicza zmierzających do reformy podatków, ale rezultat ich rozczarował. Jest to również dowód, że polityka brutalnie wkroczyła do gospodarki - podkreślali.
BCC zapowiada, że organizacje należące do koalicji podatkowej oraz związki przedsiębiorców same zaproponują zmiany w systemie podatkowym i zapytają partie polityczne o ich stosunek do takiej reformy. Będzie to dla przedsiębiorców wskazówka, kogo poprzeć w zbliżających się wyborach (...).
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Zmiana optyki przed wyborami parlamentarnymi?



10.02.2000 r. 
Balcerowicz i spółka - do przedsiębiorczości trumienka

Paliwa

Od 17 lutego wracają koncesje na import

Urzędnicy podnoszą ceny

Mimo sprzeciwu importerów i handlowców, Ministerstwo Gospodarki przywróciło obowiązek posiadania koncesji na import paliw oraz zezwoleń na sprowadzanie konkretnych
transportów. Polska Izba Paliw Płynnych szacuje, że z tego powodu ceny paliw wzrosną o 2 grosze na litrze.
Koncesje i obowiązek uzyskania zezwolenia na import paliwa zlikwidowane zostały od 1 stycznia tego roku. Paliwa bowiem nie znalazły się w opublikowanym przez Ministerstwo Gospodarki wykazie towarów, którymi obrót z zagranicą wymaga koncesji. Gdy sprawa została upubliczniona, po dwóch tygodniach resort wydał komunikat prasowy, w którym informował, że nadal konieczne jest uzyskanie zezwolenia na import oraz przedstawienie koncesji Urzędu Regulacji Energetyki.
- Zakwestionowaliśmy wówczas ten sposób stanowienia przepisów, ale nie zdołaliśmy zapobiec ogłoszeniu uzupełnienia do rozporządzenia, które ukazało się 9 lutego - powiedział Andrzej Szczęśniak, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych. Według PIPP, rozporządzenie wprowadzono dlatego, że nie było podstaw do ograniczania importu na podstawie prawa energetycznego.
Przyznał to też pośrednio Paweł Badzio, rzecznik prasowy Ministerstwa Gospodarki, wyjaśniając, że opublikowane w Dz. U. nr 8 z 9 lutego 2000 r. rozporządzenie przywracające obowiązek posiadania koncesji wydano "z powodu wątpliwości, co do zakresu, jaki reguluje prawo energetyczne". Powiedział też, że zniesienie koncesji od 1 stycznia br. wynikało z chęci uniknięcia podwójnej  kontroli. Od 2000 r. miał ją bowiem sprawować Urząd Regulacji Energetyki.
Rzecznik wyjaśnił, że nie należy spodziewać się utrudnień w imporcie, gdyż resort wydaje zezwolenie nawet po dwóch dniach, chociaż - zgodnie z prawem - ma na to miesiąc. Paweł Badzio przyznał jednocześnie, że opiewające na 15 tys. ton paliwa zezwolenie (najmniejsze dopuszczalne) może sprawić kłopoty drobniejszym importerom.
Zdaniem ministra gospodarki Janusza Steinhoffa, na całym świecie obowiązują koncesje na import paliw. Decyzja o ponownym ich wprowadzeniu była też podyktowana możliwością zdyscyplinowania w ten sposób importerów jako płatników podatku akcyzowego.

Koszty wzrosną

- Obecna ustawa o działalności gospodarczej rozróżnia obrót krajowy i zagraniczny. To zmieni się w 2001 r., gdy wejdzie nowa ustawa o działalności gospodarczej. Do końca roku obowiązuje obecna ustawa i zachodzi konieczność ustalenia dziedzin koncesjonowanych w drodze rozporządzenia - uważa prezes PIPP.
Jego zdaniem, argument MG, że koncesje mają zapewnić kontrolę nad importem produktów do kraju, nie jest podstawowym motywem. - Naprawdę resortowi zależy na wzmocnieniu producentów krajowych - mówi Szczęśniak. Izba starać się będzie o wycofanie opublikowanego we wtorek rozporządzenia.
Zdaniem prezesa Szczęśniaka, przywrócenie biurokratycznych wymogów oznaczać będzie wzrost ceny paliwa. - Wpływ pracy urzędników na koszty paliwa oceniamy na 20 zł na tonie, czyli 2 grosze na litrze - powiedział szef PIPP.
Z analiz PIPP wynika, że w 1999 r. importowana benzyna bezołowiowa 95 była droższa średnio o 97 zł na tonie od oferowanej przez krajowych producentów. W tej kwocie tylko 37 zł stanowiło cło, natomiast dodatkowe 59 zł importerzy musieli dopłacać w związku z istnieniem systemu koncesji i pozwoleń. W ocenie zarządu PIPP, decyzja MG zwiększa też zagrożenie korupcją. Resort ma 30 dni na wydanie decyzji, a jest to termin długi z punktu widzenia importerów. Każde jego przyspieszenie zależy od urzędników, którzy nie muszą, ale mogą, żądać np. dodatkowych dokumentów. - Sytuacja taka jest korupcjogenna - uważa prezes Szczęśniak.

Szkodliwa ochrona

Zdaniem PIPP, zapowiedziane zniesienie w 2001 r. ceł na import paliw nie oznacza końca ochrony polskiego rynku. Według Andrzeja Szczęśniaka, otwarcie rynku nastąpi, gdy zaistnieje wolna konkurencja jako zasada działania, czyli gdy skończy się konieczność posiadania zezwoleń i zgody na import.
Jacek Wróblewski, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego, zrzeszającej m. in. głównych importerów paliw, podkreśla, że problemem nie jest sama koncesja, ale konieczność uzyskiwania każdorazowych zezwoleń na import konkretnej ilości benzyny lub oleju napędowego. Uniemożliwia to podpisywanie długoterminowych kontraktów i ustalania kalendarza dostaw. - Duże firmy, jak Statoil czy Shell, mają zdecydowanie utrudnione działanie. Jednorazowo importer może bowiem otrzymać tylko jedno zezwolenie na jedną dostawę. Ograniczenie to obchodzono zakładając spółki córki, ale to podwyższa koszty i komplikuje działalność - wyjaśnił Wróblewski. Z powodu
niewystarczających mocy produkcyjnych Polska musi importować około 20 proc. zużywanych paliw. W 1999 r. wielkość tego importu szacowano na 2,5 mln ton.
Adam Maciejewski, A. My.

Komentarz

Kto daje i zabiera...

Od 17 lutego znów trzeba będzie zdobyć trzy zezwolenia administracyjne, aby przywieźć do Polski paliwo. Jest to produkt, którego w kraju wytwarzamy za mało w stosunku do
zapotrzebowania, nie ma więc najmniejszego powodu, aby w sztuczny sposób chronić rynek. Ponadto decyzja resortu przyniesie podwyżki cen, czyli negatywne jej skutki odczują wszyscy obywatele.
Powtórne wprowadzenie ograniczeń importowych to nie tylko zwycięstwo urzędników nad wolnym rynkiem. Decyzja ta wpływa na ceny paliw, jest też złym sygnałem dla przedsiębiorców. Mimo szumnych zapowiedzi o odbiurokratyzowaniu gospodarki widać, że rząd niełatwo zrezygnuje z kontroli i władzy, jaką posiada.
Najgorsze w tej historii jest jednak to, że przez sześć tygodni polscy przedsiębiorcy poczuli, jak przyjemnie jest działać na wolnym rynku, gdy tylko od ich sprawności i szybkości działania zależy, ile zarobią. Teraz znów będą wydeptywać korytarze w urzędach i zastanawiać się, czy komuś naprawdę potrzebna jest ich operatywność.
Adam Maciejewski
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Nie ma to jakrządy "łże-liberałów" spod zaku Gwiazdy... Unii Zniewolenia!


O POLSCE...



28.01.2000 r. 
Adam Michnik - "najważniejszy dziennikarz europejski"!!!

MADRYT

"El Pais" (28.01.00) Art. red. pt. "Adam Michnik wzywa media do ochrony własnych wartości przed naciskami" - fragmenty: - "Polski dziennikarz A. Michnik wskazał wczoraj, że media powinny być przygotowane na stawienie czoła sytuacji, kiedy będą poddane naciskom a gdy to już nastąpi, ich zadaniem jest "zachowanie własnych wartości". Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" przedstawił taki pogląd w czasie inauguracji nauki w Szkole Dziennikarskiej UAM / El Pais, która przyjmuje studentów po raz 14. Michnik podkreślił ponadto, że nie można uprawiać dziennikarstwa bez niezależności ekonomicznej. "Jednak
należy wiedzieć jak zarządzać pieniędzmi, ponieważ w przeciwnym razie one rządzą tobą."
Zanim wygłosił to swoje wystąpienie, Michnik został przestawiony przez J. L. Cebriana, członka Rady koncernu prasowego PRISA jako "najważniejszy dziennikarz europejski". Swoją postawą wykazał, że oprócz tego, iż jest profesjonalistą od mediów, pozostaje nadal działaczem politycznym i intelektualistą. "Pragnę podkreślić jego wkład w rozwój demokracji z punktu widzenia pojednania", zaznaczył Cebrian i dodał, że jedną z wartości Michnika jest to, że zdał sobie sprawę, iż proces przechodzenia kraju do demokracji musi funkcjonować na zasadzie porozumienia. Jednocześnie, dodał, dziennikarz ten potrafił pracować na rzecz pojednania w Polsce na łamach swego dziennika Gazeta Wyborcza, który ukazał się w kwietniu 1989 r. i w ciągu 10 lat rozwinął się jako przedsiębiorstwo, które notowane jest na giełdzie w Polsce i w Londynie. Przedsiębiorstwo, w którym on nie posiada ani jednej akcji" - podkreślił Cebrian. Chciał także zaakcentować osobisty pogląd Michnika nt. dziennikarstwa, który oparty jest na niezależności od władzy politycznej, ekonomicznej i od własnych pokus zdobycia władzy. "Przekonanie o tym , że tożsamość moralna mediów skłania je do ustanowienia granic, których nie można przekraczać: granic kodeksu etycznego, deontologicznego i moralności dziennikarskiej" - dodał Cebrian.
Polski dziennikarz, który był założycielem i jednym z przywódców ruchu Solidarność, stwierdził w swoim przemówieniu, że dziennikarze powinni wyważyć ( w sobie ) cechy człowieka interesu - "aby troszczyć się o naszych klientów i rozumieć ich oraz wiedzieć czego chcą" - z cechami proroka z Ewangelii. "To właśnie on w pewnym momencie zatrzymuje się i mówi: NIE - władzy, kościołowi, własnej opinii publicznej. Potrafi pójść pod prąd."
Jego zdaniem bez tego ducha "dziennikarstwo jest cynizmem". Michnik znalazł także słowa pochwały dla okresu, który nazwał "hiszpańskim okresem przejściowym i drogą do demokracji." "Uważam, że jeżeli moja gazeta odniosła sukces, to dlatego, że zawsze potrafiliśmy korzystać z hiszpańskich ideałów demokracji"



31.01.2000 r. 
Jak nas widzą w Indiach...

DELHI

"Asian Age" (31.01.2000) zamieścił fotografie dwóch Polaków, Stanisława Zmysłowskiego i Bolesława Staronia, byłych więźniów obozu nazistowskiego w Auschwitz - Birkenau, którzy przybyli do Oświęcimia, aby wziąć udział w obchodach 55. rocznicy wyzwolenia obozu.



08.02.2000 r. 
Jak nas widzą na Litwie...

Neutralny stosunek do Polaków

Polskę i Polaków większość Litwinów ocenia neutralnie lub pozywtywnie i uważa, że odpowiedzialność za wszelkie nieporozumienia między naszymi krajami ponoszą obie strony. Takie są najnowsze wyniki badań opinii publicznej, opublikowane w litewskim tygodniku "Veidas" ("Twarz"). 38,5% ankietowanych żywi wobec Polski i Polaków uczucia neutralne, a 32,6% ocenia nas pozytywnie. 8,9% badanych ma do Polski nastawienie negatywne, a 5,2% - bardzo negatywne. 56,3% ankietowanych uważa, że winę za polsko-litewskie nieporozumienia ponoszą obie strony, 18,5% obwinia o nie władze Polski, a 7,4% władze Litwy.
PAP (z papierowego wydania dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 08.02.2000 r.)


ZAGRANICA
15.02.2000 r. 
Socjalistka wyrzucona z Parlamentu Europejskiego...

Edyta Cresson w związku z zarzutami o neptyzm i łapownictwo - została usunięta z Parlamantu Europejskiego... Dintojra Lewaków zaczęta?



15.02.2000 r. 
Putin już się wycofuje z podwyżki cen wódki...

Kandydat na prezydenta, premier Putin - powiedział, że "podwyżka cen wódki była tylko propozycją" - tak to u nich wyglądają wybory...



14.02.2000 r. 
Faszyści z międzynarodówki "socjalistycznej" działają!

AUSTRIA

Demonstranci spalili portrety Haidera

Przeciwko rządowi i podwyżkom

Trzynaście tysięcy przeciwników populistycznej Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ) przemaszerowało w sobotę ulicami Wiednia, protestując przeciwko nowemu rządowi koalicyjnemu
utworzonemu przez wolnościowców i konserwatywną Austriacką Partię Ludową. Manifestacja odbyła się pod hasłem "Walka z czarno-błękitną koalicją i rasizmem".
Demonstranci przypięli do kurtek odznaki z hasłem "Opór". Wznosząc antyrządowe okrzyki, przeszli pod gmach Rady Narodowej. Około dwudziestu osób rozpaliło ognisko, do którego wrzucano portrety szefa FPÖ Jörga Haidera. Obyło się bez starć z policją, chociaż przeciwko demonstrantom stanęło 8 tysięcy funkcjonariuszy. Niektórzy protestujący oblewali policjantów keczupem i rzucali w ich stronę jedzenie dla psów. - To dopiero początek. Dopiero dziś zaczynamy na serio - obiecywali.
Po raz pierwszy demonstranci zaprotestowali też przeciwko zapowiadanemu wprowadzeniu pakietu oszczędnościowego, który ma ograniczyć przywileje socjalne. Rząd uzasadnia cięcia i podwyżki katastrofalnym stanem kasy państwowej. - Deficyt budżetowy odziedziczony po socjaldemokratach wynosi 100 mld szylingów - twierdzi minister finansów Karl-Heinz Grasser (z partii Haidera), z czym nie zgadzają się socjaldemokraci. Demonstracje odbyły się również w innych miastach Austrii. W Innsbrucku zgromadziło się 2 tysiące osób, w Linzu - 3 tysiące, a w Feldkirch - tysiąc.
Kanclerz Wolfgang Schüssel ponownie skrytykował sankcje Unii Europejskiej, nałożone na Austrię po wejściu do rządu nacjonalistycznej FPÖ. - Z powodu niedemokratycznego postępowania Unii cierpi cały kraj - powiedział. Dodał, że do wprowadzenia sankcji nigdy by nie doszło, gdyby Austria była "dużym krajem członkowskim i nie wstąpiła do Unii tak późno" (w roku 1995 - przyp. red.).
Przypomnijmy: dziesięć dni temu kraje Unii zapowiedziały m.in., że ograniczą stosunki dwustronne z Wiedniem, nie będą popierać Austriaków ubiegających się o stanowiska w organizacjach
międzynarodowych, a astriaccy ambasadorzy nie będą przyjmowani przez ministrów.
Tymczasem w społeczeństwie austriackim narastają nastroje antyunijne. Dziennik "Die Presse" ujawnił, że 73 proc. ankietowanych Austriaków jest przeciwnych bojkotowi, jaki zastosowało 14 państw Unii.
Andrzej Niewiadowski z Wiednia



14.02.2000 r. 
Na Węgrzech też wspierają Haidera

W Budapeszcie ponad tysiąc manifestantów demonstrowało swoje poparcie dla partii Jerzego Haidera - FPOe... Przemaszerowali pod flagami węgierską i austriacką pod ambasadę austriacką, nazywając "obrońcą demokracji w Austrii" przywódcę Wonościowców - Haidera... ZSRE pod nazwą obecną - Unii Europejskiej też się oberwało - za sztuczne sankcje, wprowadzone na żądanie jej faszystowskich przywódców...



12.02.2000 r. 
Faszyści i chamki prezentują swoje "walory" w "Parlamencie Europejskim"

Minister z partii Haidera chłodno przyjęta w Lizbonie

Bez uścisku ręki

Przedstawicielki Francji i Belgii ostentacyjnie opuściły w piątek unijne spotkanie w Lizbonie, poświęcone problemom społecznym, kiedy głos zabrała Elisabeth Sickl, reprezentująca
w nowym rządzie Austrii wolnościowców Jörga Haidera. Dzień wcześniej szefowa dyplomacji austriackiej Benita Ferrero-Waldner została podobnie potraktowana przez Belgię i
Francję na posiedzeniu Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Ferrero-Waldner należy do partii chadeków.
Pani Sickl nie kryła, że jest jej bardzo przykro z powodu powitania, jakie zgotowano jej w Portugalii. - Nikt, z wyjątkiem gospodarzy, nie uścisnął mi ręki - skarżyła się minister spraw socjalnych. Najbardziej zabolał ją "brak kobiecej solidarności" ze strony koleżanek z Belgii i Francji.
Z powodu pani Sickl do Lizbony przyjechały tłumy dziennikarzy. Aby nie dopuścić do incydentów, Portugalczycy zmobilizowali policję do ochrony Pałacu Wystaw, gdzie odbywały się obrady. Uzbrojeni policjanci zajęli stanowiska na dachu budynku.
Przywódca skrajnej prawicy Jörg Haider skrytykował wczoraj kraje europejskie za to, że "uwzięły się" na Austrię zamiast zająć się łamaniem praw człowieka w Czeczenii czy w Turcji. Jego zdaniem Europa celowo skierowała uwagę opinii publicznej na jego kraj, aby odwrócić ją od własnych wewnętrznych problemów. - To śmieszne, że cały świat przestraszył się małej partii w małym kraju, takim jak Austria - powiedział w wywiadzie dla tureckiej gazety "Hürriyet". Haider zapewnił, że około 150 tysięcy Turków, którzy żyją w Austrii,
nie musi się obawiać jakiejkolwiek dyskryminacji. Dodał jednak, że tureccy imigranci "nie są zdolni do integracji z austriackim społeczeństwem".
Decyzję o ograniczeniu kontaktów na wysokim szczeblu z Austrią podjęły Czechy. Premier Milosz Zeman dał do zrozumienia, że będzie to dotyczyło zwłaszcza ministrów z partii Haidera.
- Austriacki dziennik "Der Standard" ujawnił wczoraj, że stryjeczny dziadek Jörga Haidera, Josef Webhofer, kupił w roku 1941 liczącą 1500 hektarów posiadłość Bärental w Kartynii od Matilde Roifer, wdowy po żydowskim handlarzu drewnem, płacąc za wspomniany majątek ziemski zaledwie 1 procent wartości. Matilde Roifer była zmuszona sprzedać ziemię, ponieważ nakazywały to ówczesne ustawy nazistowskie. Jej córka, 73-letnia Noemi Merhav, która mieszka w Izraelu, skarży Haidera i domaga się zwrotu 15 mln dolarów - tyle bowiem warta jest obecnie posiadłość. Haider twierdzi, że odziedziczył majątek legalnie w połowie lat 80. i że nagłośnienie całej tej sprawy wiąże się z próbą dyskredytacji jego
osoby za granicą. MT-O, A. N., AFP, REUTERS
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Jak widać - za Jerzego Haidera wzięto się w iście "europejski" sposób - domgajagąc się zwrotu "odszkodowania" za "utracone korzyści" ze sprzedaży majątku przez Europejczyków...


Wiadomości z UPR

15.02.2000 r. 
Demonstracja UPR w Warszawie

Pod urzędem ZUS na ul. Senatorskiej w Warszawie  odbyła się pikieta Unii Polityki Realnej, w której udział wzięli Prezesi UPR: pp. Janusz Korwin-Mikke i Leszek Samborski. Rozdawano ulotki z opisem złodziejskiego systemu ZUS, kradnącego w ciągu życia podatnika 4 miliardów złotych... Pikietę sfilmowała telewizja Polsat, nagrało Radio Kolor, a także opis został umieszczony w serwisie PAP.



03.02.2000 r. 
Oświadczenie Unii Polityki Realnej w sprawie Partii Wolności p. Jerzego Haidera

3 lutego 2000 r.

Oświadczenie

Unia Polityki Realnej z zażenowaniem przygląda się skandalowi, który wybuchł w Europie (i nie tylko) po wyborach w Austrii.
Uważamy, że oświadczenia polityków i eurokratów dotyczące wyników wyborów w Austrii są skandaliczną próbą ingerencji w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa. Zaś grożenie Austrii blokadą polityczną i gospodarczą na skutek tego, że wynik demokratycznych (!) wyborów był nie pomyśli eurosocjalistów, można określić tylko w jeden sposób: jest to zwykły terroryzm polityczny.
W świetle tych poczynań musimy uznać, że większością państw UE rządzą ciemni nietolerancyjni, ksenofobiczni biurokraci, którzy nie są w stanie zrozumieć i szanować poglądów innych niż swoje.
Wobec tak ewidentnego nieposzanowania demokracji, którą sami wychwalają – i agresywnej postawy wobec jednego ze swych członków Rząd RP powinien na nowo rozważyć czy wchodzenie do struktur UE ma jakikolwiek sens.
UPR ze zrozumieniem i szacunkiem przygląda poczynaniom FPÖ pana Jerzego Haidera, który interes własnej Ojczyzny potrafi postawić wyżej od niejasnych interesów eurosocjalistów i przełamując skostniałe, biurokratyczno-mafijne struktury odnieść sukces. Mamy nadzieję, że sukces pana Haidera jest wydarzeniem, które zapoczątkuje zdecydowaną zmianę kursu światowej polityki – w prawo.
UPR protestuje jednocześnie przeciwko określaniu w mediach organizacji posthitlerowskich mianem „prawica”. Przypominamy, że hitlerowska partia NSDAP nosiła socjalizm nawet w nazwie, czyli bardziej pasuje do niej określenie skrajna lewica.

Prezes i wiceprezesi Unii Polityki Realnej
Janusz Korwin-Mikke
Leszek Samborski
Mariusz Waszak



16.01.2000 r.
Konwent Oddziału Stołecznego UPR

Na Konwencie Oddziału Stołecznego, który odbył się 16.01.2000 r. jak zwykle w budynku SD przy ul. Chmielnej - ustępujący zarząd pod kierownictwem b. prezesa p. Sławomira Kameckiego dostał absolutorium i przeszedł do historii... B. Prezes Kamecki nie zgłosił swojej kandydatury na następną kadencję...
Konwent prawie jednogłośnie (nie było innej kandydatury) zaaprobował p. Grzegorza Parzycha (obecny prezes Stowarzyszenia "Koliber" i jego współtwórca) na stanowisku nowego Prezesa. Serdecznie gratulujemy!!!



 

powrót do strony głównej