51/99

Serwis informacyjny Okęgu Mazowieckiego UPR


 
Serwis Informacyjny
Archiwum
51/99
KRAJ
O Polsce...

Nowe trendy w spojrzeniu polskiej administracji na bezpieczeństwo europejskie

Obietnica uprzywilejowanego stosunku b. obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, złożona przez premiera Buzka podczas wizyty w Izraelu

Kiepski obraz rządu AW"S"-UW w oczach Czechów

Wiadomości z UPR

Wypowiedzi przedstawicieli UPR na konferencji nt. finansowania partii politycznych w Polsce
 

Kolejny szef ZUS z przerażeniem ucieka z tonącego złomu więcej...
Były premier Jan Olszewski chce znowu "integrować" tzw. prawicę więcej...
Ból. płacz i zgrzytanie zębów prof. Geremka po prztrzaśnięciu mu palców w helsińskich drzwiach do UE więcej...
Forsa z socjalistycznej Brukseli coraz silniej pachnie więcej...
NSZZ "Solidarność" dokonał wyboru - JEDNEGO kandydata do Prezydentury więcej...
Federaści w AW"S" przystepują do upowszechniania swej idei więcej...
Mordercy pozostaną żywi więcej...
Kataster będzie wprowadzany stopniowo - tako rzecze urzednik Balcerowicz więcej...
ZAGRANICA
Publicystyka

Brazylijscy Żydzi przeciw Polsce?
artykuł Tadeusza Płużańskiego

Czesi wykonali pierwszy ruch w sprawie UE - zatwierdzili referendum nad wstąpieniem do niej więcej...
Uwaga! Znana jest już kwota przeznaczona na przekupienie naszych sług w rządzie i samorządzie! więcej...
Ojciec Święty znów apeluje o miłosierdzie dla morderców więcej...
W Chile w niedzielę trwała I runda wyborów prezydenckich więcej...
Rozważania nt. rundy WTO w Seattle więcej...
Związki zawodowe - największym zagrożeniem dla rozszerzenia układu NAFTA na inne kraje!!! więcej...
Socjalista Blair "trzecią nogą" wspomaga swoich emerytów więcej...
Kandydat Bush jr nie jest najlepiej oceniany przez prawicowy elektorat więcej...
Kolejny szpion rosyjski zdemaskwany więcej...
Pierwsza Dama USA, p. Clintonowa walczy o pieniądze pederastów amerykanskich wiecej...
Kontrowersje co do powstania sił europejskich pogłębiają się więcej...
Problemy amerykańskich podatników ze spisem powszechnym więcej...
Uważamy, że przystąpienie do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiazaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!

 

KRAJ

11.12.1999 r.
Następny prezes ZUS złożył dymisję

Prezes ZUS Lesław Gajek złożył dymisję na ręce premiera. W piątek wicedyrektor Centrum Informacyjnego Rządu Andrzej Papierz poinformował, że Jerzy Buzek na razie jej nie przyjął. "Premier rozmawiał już z prezesem Gajkiem i namawiał go do pozostania" - mówił Papierz. Według niego, Gajek motywował swoją prośbę względami zdrowotnymi.
Zdaniem posła AWS Piotra Żaka, prezes ZUS jest poważnie chory i przebywa w szpitalu. "Na pewno będzie niedługo, w ciągu tygodnia, powołany nowy prezes ZUS" - wyjaśniał Żak w sobotę.
Jednak sam premier dał w sobotę do zrozumienia, że dymisja Gajka nie jest ostateczna. "Jestem dobrej myśli, że w ciągu najbliższych dni ta sprawa wyjaśni się. Będę jeszcze na pewno rozmawiał z panem prezesem w tej sprawie" - powiedział premier. Nie jest on pewien, czy "niedyspozycja" Gajka ma charakter trwały czy przejściowy.
Rzeczniczka ZUS Anna Warchoł była zaskoczona informacją o podaniu się do dymisji jej szefa. Twierdzi, że nie wiedziała o kłopotach zdrowotnych prezesa ZUS.
Również Marian Krzaklewki uważa, że prezes ZUS chce odejść bo jest chory i "to nie jest choroba polityczna". Szef "S" apelował do dziennikarzy, by nie upolityczniali decyzji Gajka.
"Jeśli dymisja Gajka zostanie przyjęta, to szef Unii Wolności - wicepremier Leszek Balcerowicz będzie chciał, by prezesem ZUS został wiceminister  finansów Jerzy Miller" - powiedzieli dwaj zastrzegający anonimowość członkowie rządu. Twierdzą, że AWS nie zgodzi się na tę kandydaturę.
Zdaniem doradcy wicepremiera-ministra finansów, Ryszarda Petru, przygotowany przez Gajka plan naprawczy ZUS-u jest bardzo dobry i "gdyby miał podjąć decyzję o dymisji, byłoby źle, bo plan nie mógłby być zrealizowany". Petru nie potwierdził informacji, że jeśli dymisja Gajka zostanie przyjęta, to wicepremier Balcerowicz będzie chciał, by prezesem ZUS został Miller. "Musiałaby to być osoba, która zna się na zarządzaniu tak dużą instytucją i ma dużą wiedzę finansową" - dodał.
Były prezes ZUS Stanisław Alot uważa, że jego następca podał się do dymisji bo resort finansów nie spełnił wszystkich jego postulatów. "Jeżeli decyzja Gajka nie była podyktowana względami osobistymi, to mogło mieć na nią wpływ niespełnienie wszystkich warunków, o jakie występował Gajek przy konstruowaniu budżetu na 2000 rok" - powiedział w sobotę PAP Alot.
Podobnego zdania jest poseł RS AWS Jerzy Gwiżdż.
Prof. Lesław Gajek został prezesem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na początku października tego roku. Zastąpił na tym stanowisku Stanisława Alota, któremu zarzucano błędy we wdrażaniu programu komputerowego w ZUS-ie i brak skutecznych działań poprawiających ściągalność składek (zadłużenie ZUS wynosiło we wrześniu tego roku 2,8 mld zł). Krytykowała go opozycja i Ministerstwo Finansów.
W październiku, na swojej pierwszej konferencji prasowej, Gajek deklarował, że przychodzi do ZUS rozpoznać sytuację i nie podejmie się czegoś, czego nie będzie umiał wykonać - w takim przypadku podałby się do dymisji. Mówił też, że nie przyjmie planu finansowego na przyszły rok, jeśli byłby on nierealny.
18 listopada Gajek zapowiedział, że Zakład zamierza przejściowo powrócić do starej procedury ściągania składek. Powodem był fakt, że komputerowy system ZUS działa prowizorycznie. Ściągalność składek jest niska, bo system nie zapewnia skutecznej kontroli płatników.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Po dwóch latach "wprowadzania komputeryzacji" i "reform" emerytalnych, następny prezes bankruta - ZUS dał sobie spokój i... uciek w chorobę!!! Ten, kto jeszcze wierzy w "spokojną starość" na państwowym, socjalistycznym garnuszku - sam sobie będzie winien... Jak będziemy chodzili z rodzinami nad Wisłę - popatrzymy sobie na niego w mieszkanku pod mostem...



12.12.1999 r.
Integracja "prawicy" wg. Olszewskiego

W sobotę 11 grudnia na zjezdzie mazowieckiego oddziału ROP były premier ujawnił swoje plany integracji tzw. prawicy pod jego sztandarem... W działaniach tych uwzględnia takie siły jak: Akcję Katolicką i "środowiska związane z Radiem Maryja", choć nie wykluczył innych ugrupowań, poza SLD i UP. Dopuścił nawet do siebie myśl, że można by zacząć współpracować z "zaistniałymi nowymi trendami" w "nowym czasie, który idzie, [a który] powinien korygować wewnętrzny układ UW"!!!
Istotnie - prawica pełną gębą...



11.12.1999 r.
Minister Geremek płacze nad odsuniętą datą wejścia Polski do UE

Szef MSZ Bronisław Geremek powtórzył w czwartek, że początek 2003 r.  jest datą możliwego wejścia Polski do Unii Europejskiej.
Występując jako czwartkowy gość Radia "Zet" Geremek został poproszony o ustosunkowanie się do środowej wypowiedzi szefa Komisji Europejskiej Romano Prodiego, który dał w Brukseli do zrozumienia, że poszerzenie UE widzi najwcześniej w 2004 r.
"Nadal sądzę, że początek 2003 r., tak jak rząd Polski to sobie ustalał, to jest moment możliwości wejścia Polski do UE" - oświadczył szef polskiego MSZ. Jako "kapryśne" określił wypowiedzi przedstawicieli UE co do kalendarza jej poszerzania. "Raz mówią, że w 2001 Unia będzie gotowa; raz, że 2002 to już nasze kraje wejdą - to nawet nowy przewodniczący Komisji, teraz się waha, czy zdąży UE do 2004" - powiedział Geremek (...).
Za "Dziennikiem Internetowqym" PAP
Jakże nam przykro i współczujemy zawiedzionych ambicji szanownego Profesora, któremu już nawet koledzy z masonerii francuskiej pokazali należne miejsce w kącie, przy szafliku... Ciekawe, czy nadal Profesor będzie twierdził, że to deszcz pada...



12.12.1999 r.
Marszałkowie chcą decydować o rozdziale funduszy unijnych

Marszałkowie województw chcą mieć wpływ na rozdział funduszy przyznawanych Polsce na rozwój samorządności przez Unię Europejską. Domagają się od rządu określenia jasnych reguł i kompetencji samorządów w tej sprawie.
Szefowie samorządów przyjęli takie stanowisko podczas dwudniowego konwentu marszałków, który zakończył się w niedzielę w Szczecinie. Obecnie o podziale środków pomocowych decyduje rząd z pominięciem samorządu (...).
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Oj, miło już pachnie socjalistyczna forsa następnych chętnym do jej "sprawiedliwego dzielenia"... Będziemy mieli następny odcinek serialu "socjalizm w samorządach"... A później, jak zwykle, my - podatnicy - będziemy zwracali z nawiązką te pożyczki... Dopiero teraz się zacznie walka o najlepszy dostęp do koryta.



12.12.1999 r.
Porażka Wałsęy - jeden kandydat do prezydentury

Podczas swojego zjazdu w Cetniewie delegaci zz "Solidarność" uchwalili postanowienie, że tzw. kandydat "prawicy" musi być "jeden i wspólny". Oznacza to przegraną koncepcji byłego prezydenta Właęsy, który chciał, aby I turę wyborów traktować jak "prawybory" po Prawej stronie. Miał oczywście nadzieję, że uda się mu wymanewrować Pięknego Maniusia i to On byłby TYM JEDYNYM. Oczywiście - tego kandydata wg socjalnych delegatów - powinna wyłonić tylko AW"S", gdyż oprócz jej nie ma w Polsce żadnego innego prawicowego ugrupowania. Oprócz tego domagają się, by w przyszłym roku  podnieć "podatek", czyli składkę na UB-ezpieczenie zdrowotne z obecnych 7,5 do 9%. Socjalizm trzyma się tam nadal mocno...



14.12.1999 r.
Krzaklewski o AWS: następnym krokiem federacja partii

Przekształcenie AWS w federację partii powinno być następnym krokiem na drodze do zjednoczenia polskiej centroprawicy - uznali podczas konferencji w Katowicach liderzy partii tworzących AWS - poinformował Marian Krzaklewski.
Przekazał dziennikarzom tę informację po poniedziałkowej konferencji "Perspektywy polskiej prawicy".
Jednak wbrew zapowiedziom liderzy partii nie wygłosili wspólnego oświadczenia "w sprawie integracji środowisk centroprawicowych". Obrady były zamknięte dla dziennikarzy.
"Podczas konferencji liderzy AWS, wspólnie z socjologami, analizowali, czy dalsza integracja AWS i przekształcenie jej w pierwszym etapie w federację wzmocni ją w opinii elektoratu, czyli da jej poprawę poparcia opinii publicznej" - mówił Krzaklewski podczas konferencji prasowej.
"Najważniejsze jest to, iż stwierdziliśmy wszyscy, że ruch w kierunku większej integracji musi być wykonany, ponieważ wtedy ta poprawa będzie osiągnięta. Na tej podstawie powinny zapaść decyzje polityczne, które będą ukierunkowane na powstanie co najmniej struktury federacyjnej" - mówił lider AWS.
Przyznał, że obecnie nie ma zgody na przekształcenie AWS w jednolitą partię. "W tej chwili, na dziś, nie ma zgody na jednolitą partię. Ale mówiono o horyzoncie czasowym. Nawet ci najbardziej ostrzy przeciwnicy szybkiego przekształcenia w jedną partię jednak mówili o horyzoncie czasowym jej powstania w 2001 roku, przed lub po wyborach parlamentarnych (...). Tutaj
była najbardziej gorąca polemika" - powiedział Krzaklewski (...).
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP

Tzw. prawica nadal usiłuje zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby podnieść choc o punkt swoje wyniki w sondażowniach...



14.12.1999 r.
Mordercy pozostają przy życiu...

 Zabójcy Tomka Jaworskiego - Monika Szymańska i Tomasz Kobus - są prawomocnie skazani na dożywocie. Sprawa trzeciego zabójcy, Marka Szmidta, wraca do I instancji. Nieznacznie obniżono kary trzem pozostałym skazanym.
Taki prawomocny wyrok wydał w poniedziałek Sąd Apelacyjny w Warszawie, rozpatrując odwołania w głośnej sprawie bestialskiego mordu na warszawskim maturzyście.
SA utrzymał orzeczone przed rokiem kary dożywocia dla Szymańskiej i Kobusa, oddalając ich apelacje. Jednocześnie uchylono wyrok 15 lat dla trzeciego mordercy - Szmidta, a jego sprawę zwrócono do sądu I instancji. SA złagodził wyroki pozostałym skazanym w związku z mordem - Robertowi Wojcieskiemu (z 12 do 10 lat), Rafałowi Bogdańskiemu (z 7 na 5
lat) i Maciejowi Kusemu (z 5 do 4 lat).
Od tego wyroku przysługuje wprawdzie skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego, ale nie ma ona znaczenia dla prawomocności.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP



14.12.1999 r.
Kataster najwcześniej za kilka lat

Najwcześniej za kilka lat wejdzie podatek od wartości nieruchomości, zwany potocznie podatkiem katastralnym - zakłada Ministerstwo Finansów. Do tego czasu resort chce wprowadzać stopniowe zmiany w dzisiejszych przepisach, w tym między innymi uzależnić opodatkowanie nieruchomości nie tylko od jej powierzchni, ale - co byłoby nowością - od atrakcyjności
miejsca, w którym nieruchomość się znajduje.
O planach tych poinformował wczoraj Ireneusz Krawczyk, wicedyrektor Departamentu Podatków Lokalnych i Katastru w Ministerstwie Finansów podczas konferencji Podatki 2000
zorganizowanej przez Centrum Prywatyzacji Biznes i Finanse.
Wicedyrektor nie ujawnił szczegółów tłumacząc, że prace nad zmianą opodatkowania nieruchomości nadal nie wyszły poza gmach ministerstwa. Resort zmienił natomiast koncepcję wprowadzania nowego podatku; zamiast od razu przesłać do uzgodnień gotowe projekty ustaw o katastrze fiskalnym, będzie wprowadzać zmiany stopniowo. Zacznie od obecnych przepisów o podatkach: rolnym, leśnym i od nieruchomości (...).
Z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita".


O POLSCE...
06.12.1999 r.
Wykład amb. Szlajfera w Instytucie Polskim w Wiedniu.

"(...) Amb. Szlajfer zaznaczył, iż Polska pragnie wnieść wkład do dyskusji nad ESDP oraz wpływać na jej kształt. Pozycja Polski jest wypadkową czterech elementów, a mianowicie: członkostwa w NATO, statusu członka stowarzyszonego UZE, dążenia do integracji z UE oraz stanu polskich sił zbrojnych. Jeśli chodzi o stosunki UE - NATO, amb. Szlajfer podkreślił potrzebę stworzenia w jak najszybszym czasie mechanizmu konsultacji i współpracy oraz wyraził nadzieję na pozytywne wyniki szczytu w Helsinkach i mającej miejsce kilka dni później Rady Północnoatlantyckiej (NAC).
Amb. Szlajfer zauważył, iż jednym z głównych problemów Polski oraz innych państw pozostających poza Unią, a będących członkami NATO, jest kwestia ich włączenia w ESDP. W operacjach, w których wykorzystane zostaną środki NATO, UE nie będzie mogła ignorować Polski i pozostałych państw. Problem ten nie zostanie jednak rozwiązany w najbliższych dniach w Helsinkach. Będzie on przedmiotem poważnych dyskusji podczas prezydencji portugalskiej i francuskiej. Dla Warszawy przestanie to być problemem za kilka lat, gdy Polska wstąpi do UE, ale tym niemniej istnieje potrzeba opracowania mechanizmu współpracy.
Amb. Szlajfer podkreślił, iż Polska w przyszłości nie będzie tworzyła oddzielnych sił zbrojnych na potrzeby Unii Europejskiej. Polska droga do ESDP wiedzie przez DCI (Defense Capabilities Initiative) i NATO. Jego zdaniem, inne duże państwa europejskie myślą w podobny sposób (...)
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ.



12.12.1999 r.
Uprzywilejowanie b. obywateli polskich pochodzenia żydowskiego

"Jerusalem Post" (8.12.99) artykuł red. pt. "Polski premier zapowiada utworzenie fundacji ds. mienia żydowskiego", opatrzony zdjęciem obu premierów na tle świecznika chanukowego z podpisem: "Premier Barak pokazuje polskiemu premierowi świecznik chanukowy znaleziony w zgliszczach getta warszawskiego."
W artykuleprzytoczono najważniejsze ustalenia z pierwszego dnia - 3 dniowej, oficjalnej wizyty Premiera RP w Izraelu:
- Zapowiedź J. Buzka, iż Polska utworzy fundację do zarządzania mieniem żydowskim skonfiskowanym podczas wojny przez nazistów. Gazeta dodaje, iż "min. M. Melchior ze strony rządu izraelskiego będzie uczestniczyć we wspólnym komitecie, który ma rozwiązać tę emocjonalną sprawę.(...)"
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ
A czy powstanie PAŃSTWOWA agencja do zarządzania mieniem polskim skonfiskowanym podczas wojny przez nazistów - ovczywiście w celu jego późniejszego przekazania w prawowite ręce - a nie jak dotąd - jako państwo-paser sprzedaży nieprawawowitym "nabywcom"????



12.12.1999 r.
Sąsiedzi zza Olzy nienajlepiej oceniają dorobek AW"S" - na podstawie naszych własnych wypowiedzi...

"Lidové Noviny", (7.12.99), art. D. Klimczaka pt.: "Polacy coraz mniej wierzą premierowi Buzkowi i reformom":
"(...) Trzeba przyznać, że reformy posiadają wiele błędów merytorycznych i organizacyjnych. Niekiedy można odnieść wrażenie, że przygotowywali je dyletanci. "Skutkiem ubocznym reform są znaczne konflikty. Rola Buzka jest w tej kwestii pozytywna - jest pośrednikiem przy rozwiązywaniu sporów i patronem reform, ale to trochę mało. Trzeba jeszcze uzyskać szerokie poparcie dla reform, a na to Buzek nie posiada już energii", twierdzi Kolarska-Bobińska (...).
Z "Przeglądu Mediów Światowych" PAP


ZAGRANICA
11.12.1999 r
Czechy/ Izba Poselska przyjęła ustawę o referendum ws. UE

Izba Poselska czeskiego parlamentu przyjęła w czwartek ustawę o referendum w sprawie przystąpienia Czech do Unii Europejskiej.
Ustawa została przyjęta tylko jednym głosem ponad wymaganą większość, która wynosiła 120 głosów. 82 posłów głosowało przeciwko przeprowadzeniu referendum.
Aby wejść w życie ustawa musi być obecnie zaaprobowana przez Senat, izbę wyższą parlamentu i podpisana przez prezydenta Vaclava Havla.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Nasi poludniowi sasiedzi zaczynają poważnie podchodzić do swoich spraw... Pewnie z uwagi na nienajlepsze wyniki gospodarcze w ciągu ostatnich paru lat - zastaną abcugiem zaproszeni do wspólnoty Związku Socjalistycznych Republik Europejskich.



11.12.1999 r.
Europejskie srebrniki

Jak podała PAP - Polska może liczyć na 1/3 wszystkich funduszy z Unii Europejskiej, przeznaczonych na "środki pomocowe" dla sześciu państw aspirujących do stania się republikami europejskimi. Całość wynosi 3 mld euro - więc dla naszych urzędników i ich znajomych oraz znajomych Królika przydzielonych będzie cały 1 mld euro... Ale torcik!!! Ale łyżeczek też dużo...!!!



12.12.1999 r.
Papież Jan Paweł II apeluje o zniesienie kary śmierci

Papież Jan Paweł II w niedzielę w południe - po Modlitwie na Anioł Pański - ponowił apel o zniesienie kary śmierci na całym świecie.
Milenijne obchody - wskazał papież - powinny stać się okazją do podjęcia na świecie działań na rzecz poszanowania życia i godności każdej ludzkiej istoty. Zwracając się do tłumu pielgrzymów, obecnych na placu Św. Piotra, Jan Paweł II powiedział: "Ponawiam mój apel do wszystkich rządzących w sprawie osiągnięcia międzynarodowego konsensu w kwestii zniesienia kary
śmierci" (...).
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Zaprawdę, dni w których Msza św. według rytu trydenckiego będzie odprawiana w większości kościołów katolickich - nadchodzą wielkimi krokami!!!



12.12.1999 r.
Wybory prezydenckie w Chile

Joaquin Lavin w swojej kampani podnosił problemy bezrobotnych i przestępczości

W trzecich od czasu ustąpienia gen. Pinocheta wyborach kandydowało dwóch pretendentów: Z Lewizny startował niedoszły ambasador Chile w Sowietach z czasów dyktatury Allende Ricardo Lagos, a z Prawicy - Joaquin Lavin. Zebrali podobną ilość głosów (po ok. 47%) i tym samym przeszli do II tury...



12.12.1999 r.
Reminiscencje po spotkaniu w Seattle

Richard W. Stevenson, NYT

Prezydent Clinton broni dość mocno swoich negocjatorów z Seattle. Między innymi stwierdził, że położenie nacisku na kwestie regulacji prawnych dotyczących warunków pracy oraz kwestie ochrony środowiska nie było działaniem zamierzonym jako pomoc vice-prezydentowi Al Gorowi w jego kampanii prezydenckiej.
Jednakże krytycy prezydenta wywodzący się przede wszystkim z kół biznesu podnoszą, że zaprzepaścił on szansę na stworzenie podstaw wolnego handlu w wymiarze światowym, w imię jakichś bardzo partykularnych interesów partyjnych. Clinton broni się, uważając, że nierealne było myślenie, iż na takiej konferencji problemy dotyczące np.: pracy dzieci czy zanieczyszczenia środowiska nie zostaną podniesione.
Na konferencji prasowej Clinton podkreślił, że pozostaje dalej zwolennikiem wolnego rynku i jest optymistą, licząc na powrót do tych negocjacji w przyszłym roku. Prezydent powiedział: „Myśle, że przyjęcie postawy, iż wolny handel jest niekorzystny dla Ameryki, jest błędem. Myślę, że świat lepiej prosperuje i Ameryka również – ze względu na kontynuację procesu tworzenia wspólnej ekonomii”. Jednakże prezydent dodał, że obradujący w Seattle muszą wziąć pod uwagę to, co starali im się przekazać demonstrujący na ulicach. A jednocześnie stwierdził, że kraje wysoko rozwinięte nie mogą pozwolić sobie na uchybienia w kodeksie pracy i jest możliwe nałożenie sankcji państwa, które o to nie dbają.
Następnego dnia jednakże prezydent dodał: „Jako że świat staje się coraz bardziej niezależny, nie jest realistyczne wyobrażać sobie, że można zbudować jakąś jedną międzynarodową politykę ekonomiczną. Nie jest też możliwe otrzymać międzynarodowy konsensus w sprawach ochrony środowiska czy zasad kodeksu pracy”. „Nie zamierzamy też zlikwidować handlu z Indiami czy Pakistanem, o ile te nie podniosą zarobków swoich robotników do poziomu amerykańskiego. Nigdy tak nie myślałem i nie zamierzałem”.
Przed prezydentem stoi nadal problem, jak przekonań Kongres, aby zgodził się na wejście Chin do WTO. I to w sytuacji, gdy wszystkie związki zawodowe wypowiedziały się jasno, że zrobią wszystko, aby do tego nie dopuścić. Nikt nie robi tajemnicy z tego, że chodzi tutaj głównie o fakt, iż robotnicy chińscy są nieprawdopodobnie tani, skutkiem czego amerykańscy robotnicy mogą utracić swoje miejsca pracy.
Natomiast za przyzwoleniem Białego Domu grupy amerykańskich biznesmenów mają zamiar przekonywać zarówno Demokratów jak i Republikanów, iż niepodpisanie umowy z Chinami może spowodować, że USA nie będzie mogło bezpośrednio oddziaływać na Chiny dla krzewienia tam demokracji i praw człowieka poprzez związki gospodarcze. Ale nie wiadomo, czy takie tłumaczenie przekona kogokolwiek.
Jak widać, prezydent Clinton nie stroni od sprzeczności w swoich wypowiedziach. Jedno jest pewne – wolność handlu w USA jest z pewnością zdecydowanie większa niż nasza.



12.12.1999 r.
Protest w Seattle może mieć długotrwały wpływ na światowy handel
Steven Greenhouse, NYT

Z zadziwiająco dużego protestu przeciwników WTO w Seattle wytworzyła się koalicja, która utrudnia i tak już dość trudny dla Billa Clintona proces realizowania planów wprowadzenia wolnego handlu. Protestujący z Seattle mają nadzieję, że ich ruch potrwa dłużej niż ruch przeciwników wojny w Wietnamie, gdyż ich cel jest bardziej globalny niż jakaś tam lokalna wojna, którą można było zakończyć podpisaniem traktatu pokojowego. John Sweeney, prezydent AFL-CIO, stwierdził, że koalicja ta była budowana przez kilka dobrych lat, a teraz nastąpiło zjednoczenie, które może tylko przynieść korzyści.
Większość z 30.000 protestujących w Seattle to członkowie związków zawodowych, obrońcy środowiska i studenci, którzy nie przeciwstawiają się globalizacji, ale pragną złagodzić jej najdrastyczniejsze skutki. Protestowali oni w spokoju, w odróżnieniu od ok. 200 osobowej grupy anarchistów, którzy przekształcili miasto w pole bitwy, wybijając szyby i ścierając się z policją.
Wielu ekspertów ds. handlu uważa, że prezydent Clinton miał świadomość powstania nowej koalicji i jej siły oraz politycznych konsekwencji, które wynikłyby dla wiceprezydenta Ala Gore’a, w przypadku uzyskania w Seattle porozumienia. Gdyby zawarto ugodę wbrew woli protestujących, mogłoby to znacznie zredukować poparcie dla Gore’a ze strony związków zawodowych i obrońców środowiska – jego tradycyjnego zaplecza wyborczego.
Według Sweeney’a, którego związki zawodowe poparły Gore’a już w październiku, taki obrót wydarzeń w Seattle może jedynie pomóc wiceprezydentowi w otrzymaniu nominacji na kandydata ze strony Demokratów. Gore nie pojechał do Seattle i wyraźnie pozostawał z boku w stosunku do rozgrywających się tam rozmów.
Zwolennicy wolnego handlu obawiają się, że powstała koalicja, sprzeciwiająca się liberalizacji, może być bardziej skuteczna niż dotychczasowy nurt antywolnorynkowy istniejący wśród związków zawodowych.
W przeszłości nie było trudności dla administracji w zdyskontowaniu wysiłków związków zawodowych przeciwnych wolnemu handlowi, gdyż były one postrzegane jako służące zabezpieczeniu interesów tylko wąskiej grupy zawodowej. Dobrym przykładem nieudanych prób sprzeciwiania się wolnemu rynkowi było powstanie NAFTY.
Ale od tego czasu związki zawodowe dużo się nauczyły. Sformowana koalicja powstała na bazie wielu grup interesów dzięki temu jej znaczenia nie można niedoceniać.
Todd Gitlin, profesor Uniwersytetu Nowojorskiego, uważa, że wydarzenia, które spowodowały protesty w Seattle, mają zupełnie odmienny charakter od tych, które były powodowane przez na przykład – wojnę w Wietnamie. „To nie dotyczy tylko WTO, ale dotyczy przede wszystkim dominacji dużych koncernów i korporacji w trwającym procesie globalizacji”. I taki ruch ma przyszłość. (...) Jego siła i wpływ będą stopniowo wzrastać. Ludzkość wkroczyła w nową erę komunikacji symbolizowaną przez internet, który może być użyty w celu wzmocnienia i skonsolidowania małych ruchów, pozwalając im uzyskać międzynarodowy wpływ. Poza tym totalne jednoczenie się świata przestało interesować tylko fantastów i naukowców. Ten problem znajduje się w głównym nurcie zainteresowań zwykłych ludzi.
Protestujący w Seattle przysięgli zewrzeć wszystkie siły przeciwko dwóm najważniejszym chyba projektom ekonomicznym Billa Clintona w chwili obecnej: nowej umowie handlowej z Chinami oraz rozszerzeniu programu NAFTA na inne kraje. (podkreślenie nasze - SI) (...)
W zeszłym roku jak również i w obecnym udało się ruchom pracowników zablokować ustawę, dzięki której wprowadzonoby ułatwioną procedurę przyjmowania nowych krajów do NAFTY. Administracja miała negocjować, a Kongres wyrażać jedynie aprobatę lub sprzeciw – bez możliwości wnoszenia poprawek.
Obecnie przywódcy związkowi wskazują na to, że powodem ich protestu nie była bynajmniej ochrona protekcjonizmu w gospodarce, ale oczekiwali oni stworzenia specjalnej komisji, której zadaniem byłoby wskazywanie krajów, przeciwko którym należy ustanowić sankcje gospodarcze, gdyż nie przestrzegają one międzynarodowych standardów prawa pracy i na przykład pozwalają na pracę dzieci.
Wielu protestujących poczytuje niepowodzenie spotkania w Seattle jako zwycięstwo. Natomiast oficjalne stanowisko przedstawicielstwa związków zawodowych w Genewie głosi, że rozmowy będą kontynuowane w styczniu, w celu stworzenia specjalnej komórki mającej opracować założenia dla planowanych na kilka lat rozmów mających na celu zniesienie barier w handlu.



12.12.1999 r.
Rząd Tony Blaira „zadbał” o emerytów
David Brindle, The Guardian

Rząd W. Brytanii zwyczajowo zrewaloryzował emerytury otrzymywane z przymusowych ubezpieczeń społecznych. Ponieważ od 1980 roku rewaloryzacja jest związana ze wzrostem cen – wyniesie ona 1,1%. W przełożeniu na jedną osobę otrzyma ona tygodniowo więcej o ok. 75p (w przeliczeniu na polskie ok. 4,5 zł). Małżeństwo otrzyma o około 1.2Ł więcej (co wyniesie ok. 8 zł). Gdyby emerytury były rewaloryzowane względem płac, wzrosłyby o około 4,7% zamiast 1.1%, co i tak niewiele by zmieniło w ich wielkości. Grupa ok. 60 posłów planuje małą rewoltę względem własnego rządu, uważając – i słusznie – że sumy te są śmieszne i nie takie są oczekiwania wyborców względem rządu „wrażliwości społecznej”. Steve Webb, rzecznik prasowy Laburzystów ds. ubezpieczeń społecznych, stwierdził, że ta „podwyżka” pokazuje totalny upadek i „śmierć” systemu przymusowych ubezpieczeń społecznych.
Serdecznie życzymy powodzenia ZUS-owi.



12.12.1999 r.
Komentarze po debatach na temat Busha
Richard I. Berke, NYT

Ciągu ostatniego tygodnia kandydaci ze strony republikańskiej, ubiegający się o nominacje do wyścigu o fotel prezydenta, odbyli aż dwie debaty. Obie jednak przyniosły pewne niezadowolenie i rozczarowanie w szeregach Republikanów. Gubernator Teksasu George Bush – jeden z liderów tego wyścigu najwyraźniej zawiódł oczekiwania swoich zwolenników. Nie okazał się on showmanem. Padły komentarze, że jest on w stanie sprostać konkurencji takich osób jak Al Gore czy Bill Bradley. I chociaż Bushowi nie zdarzyły się jakiś głupie czy poniżające błędy, to większość Republikanów była zdania, że jego wystąpieniom brakło polotu i gładkości. John R. Kasich z Ohio, który wycofał się z wyścigu o nominację latem tego roku i poparł gubernatora Teksasu, ujął to prosto „Bush nie był Michaelem Jordanem podczas tych debat. Nie był sobą i nie był tak przekonujący i entuzjastyczny, jak jest w stanie być. Moja rada dla Busha – to uczyć się, uczyć się i być sobą”. Jak do tej pory Bush unikał jakichś wielkich gaf, ale też potrzebuje trochę „wypolerowania”, gdyż nie można nie doceniać Ala Gore’a”.
Zwolennicy Busha uważali do tej pory, że jego przyjazna i jowialna osobowość doskonale nadaje się do telewizji i na tle Gore’a i Bradley’a – Bush wypadnie jako kandydat „medialny”. Po ostatnim tygodniu stwierdzono, że Bush nie wypadł zbyt dobrze w TV i że prawdopodobnie jest to skutkiem braku doświadczenia w kampaniach na skalę krajową. Senator Arlen Specter z Pensylwanii, który startował bez sukcesu po nominację w roku 1996 z ramienia Republikanów, stwierdził, że był to duży błąd, iż Bush nie zaczął wcześniej kampanii właśnie poprzez debaty telewizyjne. Uważa on, że badania opinii publicznej, w których Bush zdobywał do tej pory tak miażdżącą przewagę, spowodowały, że Bush nie wkładał w kampanię zbyt dużego wysiłku. A obecnie ponosi tego konsekwencje. Porównując Busha do McCaina, Specter stwierdził, że doświadczenie, jakie McCain zdobył w Senacie, bardzo procentuje, gdyż wygłaszanie mów i uczestniczenie w debatach na wszelkie możliwe tematy wyrobiło u niego doskonały zmysł do natychmiastowych, inteligentnych odpowiedzi. A tego właśnie brakuje Bushowi. Gubernator Teksasu powinien starać się być bardziej zrelaksowany i spokojny przed kamerami. „Nic tu nie pomoże głowa nabita faktami i statystykami, jeżeli człowiek o nich mówiący nie będzie zrelaksowany i pewny siebie” dodał Specter.
W środę kandydat na kandydata na prezydenta przebywał w Goffstown, gdzie zadano mu pytanie, czy wie dostatecznie dużo, aby zostać prezydentem. Ale w czasie spotkania szefa strategii Busha – Karl Rove’a, ten ostatni stwierdził, że nie jest tak źle, gdyż aby zostać gubernatorem, trzeba mieć dość oleju w głowie i umieć się wysławiać. A sam Bush stwierdził, że woli być niedoceniany niż przeceniany.
Aż do ostatniego tygodnia George Bush brał udział tylko w dwóch debatach w 1994 roku, kiedy startował do wyborów na gubernatora i w 1998, gdy ubiegał się o reelekcję. Czy złe wystąpienie może spowodować spadek poparcia i odrzucenie kandydatury Busha jako kandydata na prezydenta? Zobaczymy. Jak na razie poza dyskusją w mediach nie dzieje się nic złego.



12.12.1999 r.
Rosyjski dyplomata wydalony z USA pod zarzutem szpiegostwa
David Johnston, James Risen „NYT”

W czwartek Departament Stanu podał do publicznej wiadomości informację o wydaleniu z USA pracownika rosyjskiej ambasady Stanislawa Borisowicza Gruszewa pod zarzutem szpiegostwa. Został on zatrzymany w pobliżu Departamentu Stanu z wysokiej klasy elektronicznym sprzętem do podglądu i podsłuchu umożliwiającym odbiór wiadomości z urządzeń zamontowanych w pokoju konferencyjnym Departamentu Stanu używanym przez wysokiej rangi dyplomatów amerykańskich. Aresztowanie Gruszewa poprzedzone było długim i drobiazgowym śledztwem po tym, jak na ostatnim piętrze budynku Departamentu Stanu odkryto malutki i bardzo zaawansowany technologicznie przekaźnik. Śledztwo to wykazało również, że Rosjanie prowadzili dość agresywną akcję zdobywania informacji wewnątrz Departamentu Stanu. Amerykanie nie wiedzą, jak długo akcja trwała, dopóki nie zostali naprowadzeni na jej ślad przez odkrycie szpiegowskiej aparatury. Jest to pierwszy znany przypadek, kiedy obcemu wywiadowi udało się przeniknąć do głównej siedziby Departamentu Stanu i założyć urządzenia podsłuchowe. Według danych amerykańskich, Gruszew jest specjalistą ds. technicznych prawdopodobnie na usługach rosyjskiego wywiadu. Nie był on oskarżony o żadną zbrodnię, a Rosjanie mają 10 dni na odesłanie go do domu.
Gruszew wpadł przez przypadek. Kontrwywiad amerykański pracujący nad zupełnie inną sprawą zauważył jego częstą obecność w pobliżu Departamentu Stanu i rozpoznał jako pracownika ambasady rosyjskiej. Od tego czasu był obserwowany. Agenci dokładnie notowali częstotliwość jego wizyt w pobliżu Departamentu i trochę „dziwne” zachowanie. Po tym wywnioskowano, że wewnątrz Departamentu Rosjanie musieli umieścić „pluskwę”.
Jest to nauczka dla wszystkich, którym wydaje się że obecnie nie ma powodu do ukrywania czegokolwiek a wywiad i kontrwywiad odeszły do lamusa i są jedynie wspomnieniami z czasów „zimnej wojny”. Nadal jest mnóstwo informacji, które nie należą do kategorii „jawne”, a obce wywiady wciąż pragną te informacje przechwycić.



14.12.1999 r.
Hillary negatywnie ocenia dotychczasową politykę wojska względem homoseksualistów
Adam Nagourney, „NYT”

Hillary podczas spotkania ze swoimi potencjalnymi wyborcami – homoseksualistami stwierdziła, że dotychczasowa polityka prowadzona w wojsku względem tej grupy osób, a zainicjowana przez jej męża – nie sprawdziła się. Polityka została ujęta w jedno krótkie hasło: „nie pytaj, nie mów”. Pani Clinton stwierdziła, iż pomimo że było to jedno z pierwszych posunięć Billa Clintona jako prezydenta, jeżeli ona zostanie wybrana do Senatu USA, będzie wnioskowała o zmianę tej ustawy.
Hillary stwierdziła, że zarówno homoseksualiści jak i lesbijki powinni mieć prawo do służenia w wojsku otwarcie, bez ukrywania się i nie powinni cierpień z tego powodu żadnej dyskryminacji. Według niej, Pentagon powinien przedsięwziąć wszystkie możliwe kroki, aby zmniejszyć liczbę homoseksualistów zwalnianych z wojska.
Wypowiedź pani prezydentowej miała miejsce podczas prywatnego spotkania z przedstawicielami organizacji homoseksualistów, którzy to wzbogacili jej fundusz wyborczy o około 100 000 $.
Zabawny jest fakt, iż najprawdopodobniejszy kontrkandydat pani Clinton z ramienia Republikanów – R. W. Giuliani – również krytykuje politykę „nie pytaj, nie mów” i uważa, że homoseksualiści powinni służyć w wojsku otwarcie.
Jest to kolejny punkt styczny obojga kandydatów (przypomnijmy, że poprzednio oboje wyrazili bardzo zbliżone poglądy na temat aborcji) i jeżeli tak dalej pójdzie, to wyborcy z Nowego Jorku mogą mieć wielkie problemy – na podstawie jakich kryteriów wybrać swojego kandydata.



14.12.1999 r.
Liderzy europejscy nie chcą iść razem
Ian Black, Stephen Bates, „The Guardian”

W poprzenim tygodniu odbył się szczyt państw Unii Europejskiej w Helsinkach. Między innymi był dyskutowany postulat utworzenia niezależnych od NATO militarnych sił zachodnioeuropejskich. Miały one liczyć 60 000 żołnierzy i być używane do operacji pokojowych i zażegnywania kryzysów wojskowych na terenie Europy. Bardzo entuzjastycznie do tego projektu był nastawiony lider W. Brytanii Tony Blair. Jednakże nie znalazł on oczekiwanego poparcia w przywódcach innych państw. Między innymi Niemcy, Dania, Irlandia i tradycyjnie neutralna Szwecja pozostawały bardzo sceptyczne w stosunku do pomysłu. Nie pomogło Blairowi na pewno oświadczenie Margaret Thatcher ogłoszone w Nowym Jorku, gdzie była premier przebywała z wizytą, ostrzegające, że takie niezależne europejskie siły wojskowe są prekursorem do stworzenia federalnego superpaństwa.
Niejasne pozostaje również, jak takie nowopowstałe siły zostałyby skoordynowane z wojskiem amerykańskim, norweskim i tureckim – gdyż państwa te są w NATO, ale nie są w Unii Europejskiej.
Na szczycie w Helsinkach mówiono również o włączeniu do UE nowych państw takich jak Rumunia czy Bułgaria, gdyż ich postawa i działania w czasie kryzysu kosowskiego pokazały potrzebę rozszerzenia Unii na te państwa. Mówiono również o Malcie, Słowacji, Litwie i Łotwie W. Brytania również podkreślała konieczność przyjęcia Turcji, która jest już bardzo długo kandydatem do UE, ale ze względu na zawirowania polityczne i nieprzestrzeganie praw człowieka jest stale odrzucana.
Podniesiono również potrzebę reform w instytucjach UE w postaci zmniejszenia ilości komisji na rzecz bezpośredniego głosowania, w którym przyjmuje się to, co zadecyduje większość.
Poruszono również problematykę dopingu w sporcie i problemów ochrony środowiska.
Generalnie wniosek jest taki, że to jednak Unii zależy na nowych członkach bardziej, gdyż bez nich prawdopodobnie rynek unijny wpadnie w recesję.



14.12.1999 r.
Sensowność spisu powszechnego
Steven Holmes, „NYT”

Na 1 kwietnia 2000 roku już od dawna zaplanowano rozpoczęcie spisu powszechnego w USA. Ale General Accounting Office (ichni GUS – przyp. IS) ostrzega, że wyniki i potrzeba spisu mogą być jeszcze mniej zadowalające niż w 1990 roku, kiedy to ostatnio przeprowadzano takie działania.
Koszt przeprowadzenia spisu w roku 2000 szacuje się na 6,2 miliardy $ i stanowi to prawie podwojenie kwoty z roku 1990, kiedy to suma wydatków związanych ze spisem wyniosła 3,2 miliardy $ – a był to najkosztowniejszy spis w historii Ameryki. Jak widać, obecnie ma być pobity rekord. Spis w roku 1990 nie był rzetelny, gdyż jak się okazało, nie dotarto do około 8 milionów ludzi, a 4 miliony policzono dwukrotnie.
Obecnie wyliczono, że aby spis był w miarę rzetelny, potrzebny jest udział około 61% uprawnionych. Ale jak do tej pory na pierwsze rozesłane ankiety wiele osób nie odpowiedziało. Problematyczne staje się czy rozesłać ankiety jeszcze raz i narazić się na to, że znowu niektórzy będą liczeni dwukrotnie, czy pozostać przy tym, co zebrano do tej pory. Ale każdy punkt poniżej 61% sprawia, że wyniki nie są obiektywne. Z drugiej jednak strony wyliczono, że każdy procent mniej poniżej 61 oznacza wydanie kolejnych 25 milionów $.
Czyli same problemy. Należałoby się może zastanowić nad sensownością przeprowadzania spisów powszechnych. Zjawisko bardzo kosztowne, a potrzebne jedynie rzeszy urzędników, którzy mają na jakiś czas zajęcie polegające na „obrabianiu” danych. Czyli totalnie bezproduktywna masa ludzi, opłacana z naszych podatków.
Jeszcze jednym problemem, z którym boryka się GAO, jest potrzeba ogromnej ilości osób do wykonania tej pracy. Szacuje się, że w następnym roku potrzeba około 860 000 osób. Ze względu jednak na fakt, że praca ta nie oferuje ani ubezpieczenia, ani zasiłków rodzinnych, wiele osób szybko odchodzi. Stąd wyliczono, że potrzeba mieć w zapasie około 3,5 miliona osób. Jest to populacja wielkości Południowej Karoliny. Ze względu na to GAO i Kongres planują między innymi znieść zakaz wykonywania pracy ankietera przez osoby nie mające obywatelstwa amerykańskiego, znieść zakaz wykonywania tej pracy przez osoby zatrudnione jako pracownicy federalni. Organizatorzy spisu liczą, że w ten sposób będzie można zatrudnić na pół etatu nawet żołnierzy. Planuje się też ustawę, która zapewniałaby ciągłość świadczeń socjalnych takich jak: zasiłek dla bezrobotnych, zasiłek dla weteranów, ubezpieczenie medyczne itp. pomimo przyjęcia pracy jako ankieter.
Generalnie rzecz ujmując – w USA jest tak dobrze, że nie warto podejmować jakiejkolwiek pracy, gdyż lepiej być na zasiłku. Gratulujemy.


Wiadomości z UPR
09.12.1999 r.
7 września br. w hotelu „VICTORIA" w Warszawie odbyła się konferencja nt. „Finansowanie partii politycznych w Polsce; ocena dotychczasowych doświadczeń, wnioski na przyszłość" zorganizowana przez Instytut Spraw Publicznych. W pierwszym panelu – „Problemy finansowania partii politycznych w Polsce" jako panelista wystąpił wiceprezes UPR Leszek Samborski. W swoim wystąpieniu powiedział m.in.:
„UPR zawsze uważała, że partie polityczne powinny być finansowane ze składek członkowskich oraz dobrowolnych darowizn sympatyków. Jakakolwiek próba utrzymywania partii politycznych z budżetu państwa, czyli z kieszeni podatnika, jest po prostu niemoralna. Jest niedopuszczalne, aby sympatycy np. Unii Pracy poprzez podatki płacili na utrzymanie Unii Polityki Realnej bądź odwrotnie.
A takie rozwiązania są tutaj dzisiaj (i nie tylko dzisiaj) proponowane przez moich szanownych polemistów (Z. Janas – UW, A. Miedlicka – RS AW„S", A. Bentkowski – PSL).
Wg obecnie obowiązującej ustawy partie, które otrzymały w wyborach co najmniej 3% głosów, uzyskują z budżetu częściową refundację środków wydatkowanych na kampanię. Wynikają z tego dwie implikacje;
1 – wyborcy nie biorący udziału w wyborach (ok. 50% uprawnionych), a więc jak można się domyślać (wskazują na to różne badania) nie widzący żadnego sensu w partyjnych zmaganiach o stanowiska są zmuszani, jako podatnicy do opłacania tych igrzysk,
2 – wyborcy ugrupowań, które otrzymały mniej niż 3% głosów, płacą jako podatnicy na partie, przeciwko którym głosowali.
Taka sytuacja jest niemoralna i nie wolno jej utrzymywać.
Skoro jednak wśród parlamentarnych ugrupowań jest takie olbrzymie ciśnienie na finansowanie partii za pośrednictwem budżetu, to proponujemy wprowadzenie odpłatności za akt głosowania. Kwotę można ustalić na 5-10 zł.
Osiągniemy w ten sposób kilka pożytecznych rzeczy:
1 – w wyborach wezmą udział ludzie świadomi tego, co robią. Jak człowiek za coś płaci, to zastanawia się, czy warto wydawać pieniądze,
2 – osoby nie zainteresowane wyborami nie będą musiały za nie płacić,
3 – z uzyskanych środków pokryte zostaną koszty przeprowadzenia wyborów,
4 – środki pozostałe po opłaceniu kosztów można będzie przekazać partiom biorącym udział w wyborach proporcjonalnie do ilości uzyskanych głosów".

Podczas trwającej cały dzień konferencji właściwie wszyscy paneliści oraz dyskutanci (AW„S", UW, PSL, SLD), z wyjątkiem oczywiście UPR, starali się uzasadnić pogląd, że partie polityczne powinny być finansowane z budżetu państwa. Poseł L. Dorn przedstawił, opracowany w sejmowej komisji pod jego przewodnictwem, projekt zmian w ustawie o partiach politycznych i ich finansowaniu. Przedstawiający stanowisko SLD poseł L. Nikolski praktycznie w całości poparł proponowane zmiany, które sprowadzają się do tworzenia możliwości finansowania partii z budżetu oraz drobiazgowego kontrolowania każdej złotówki przechodzącej przez partyjne konta. Niezależnie od tego czy pochodzi z darowizn od osób prywatnych, czy z budżetu. Bardzo duży nacisk położono w ustawie wyznaczanie różnego rodzaju limitów finansowych, których partie nie mogą przekroczyć, finansując swoje kampanie. Jednocześnie właściwie wszyscy zauważali, że skontrolowanie czy limity nie zostały przekroczone, jest w praktyce niemożliwe.
Autorzy ustawy oraz ich poprawni politycznie zwolennicy bardzo ubolewali, że na razie społeczeństwo jest za mało dojrzałe, aby zgodziło się na całkowite finansowanie partii z budżetu. W wystąpieniach pojawiała się jednak wiara, iż przyjdzie czas, gdy naród do tego dojrzeje.
UPR wierzy, że naród rzeczywiście dojrzeje i pogoni tych cwaniaków, którzy chcą żyć cudzym kosztem.
Wiceprezes UPR Leszek Samborski ustosunkowując się do przedstawionego projektu ustawy oraz całości konferencji, powiedział:
„Nie znam stanowiska posła Dorna i pozostałych autorów projektu ustawy do kwestii wejścia Polski do UE. Po zapoznaniu się z projektem ustawy stwierdzam, że są oni w awangardzie postępu i takie osiągniecie UE jak np. ustalenie właściwej krzywizny banana jest niczym w porównaniu z tym co pan Dorn i jego koledzy zawarli w przedstawionej ustawie.
Komentowanie poszczególnych zapisów ustawy jest bez sensu, bo jest ona nikomu niepotrzebnym kawałem ciężkiej roboty przeprowadzonej zgodnie z zasadą ustaloną przez założyciela UPR Stefana Kisielewskiego; ťSocjalizm to jest taki ustrój, który tworzy trudności nie znane w żadnym innym systemie tylko po to, by je potem bohatersko pokonywaćŤ".
Ta konferencja oraz omawiany na niej projekt ustawy są, co mnie niezmiernie cieszy, jawnym dowodem na to, że kierownictwa partii parlamentarnych zorientowały się, że potencjalni darczyńcy nie dadzą im tyle pieniędzy, co w poprzednich wyborach, bo po owocach ich już poznali. Stąd teraz te limity".
Poseł SLD, L. Nikolski odpowiedział na to: „Nam jeszcze dają".
No cóż, zobaczymy jak długo?



 

powrót do strony głównej