Serwis informacyjny Okęgu Mazowieckiego UPR
|
|
||
|
|
||
| 51/99 | ||
|
|
O
Polsce...
Nowe trendy w spojrzeniu polskiej administracji na bezpieczeństwo europejskie |
Wiadomości
z UPR
Wypowiedzi przedstawicieli UPR
na konferencji nt. finansowania partii politycznych w Polsce
|
|
Kolejny szef ZUS z przerażeniem ucieka
z tonącego złomu więcej...
|
||
|
Były premier Jan Olszewski chce znowu
"integrować" tzw. prawicę więcej...
|
||
|
Ból. płacz i zgrzytanie zębów prof. Geremka
po prztrzaśnięciu mu palców w helsińskich drzwiach do UE więcej...
|
||
|
Forsa z socjalistycznej Brukseli coraz
silniej pachnie więcej...
|
||
| NSZZ "Solidarność" dokonał wyboru - JEDNEGO kandydata do Prezydentury więcej... | ||
| Federaści w AW"S" przystepują do upowszechniania swej idei więcej... | ||
| Mordercy pozostaną żywi więcej... | ||
| Kataster będzie wprowadzany stopniowo - tako rzecze urzednik Balcerowicz więcej... | ||
|
|
Brazylijscy
Żydzi przeciw Polsce?
|
|
| Czesi wykonali pierwszy ruch w sprawie UE - zatwierdzili referendum nad wstąpieniem do niej więcej... | ||
|
Uwaga! Znana jest już kwota przeznaczona
na przekupienie naszych sług w rządzie i samorządzie! więcej...
|
||
| Ojciec Święty znów apeluje o miłosierdzie dla morderców więcej... | ||
| W Chile w niedzielę trwała I runda wyborów prezydenckich więcej... | ||
| Rozważania nt. rundy WTO w Seattle więcej... | ||
| Związki zawodowe - największym zagrożeniem dla rozszerzenia układu NAFTA na inne kraje!!! więcej... | ||
| Socjalista Blair "trzecią nogą" wspomaga swoich emerytów więcej... | ||
| Kandydat Bush jr nie jest najlepiej oceniany przez prawicowy elektorat więcej... | ||
| Kolejny szpion rosyjski zdemaskwany więcej... | ||
| Pierwsza Dama USA, p. Clintonowa walczy o pieniądze pederastów amerykanskich wiecej... | ||
| Kontrowersje co do powstania sił europejskich pogłębiają się więcej... | ||
| Problemy amerykańskich podatników ze spisem powszechnym więcej... | ||
|
Uważamy, że przystąpienie
do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych
warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiazaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!
|
||
KRAJ
Prezes ZUS Lesław Gajek złożył dymisję na ręce premiera. W piątek wicedyrektor
Centrum Informacyjnego Rządu Andrzej Papierz poinformował, że Jerzy Buzek
na razie jej nie przyjął. "Premier rozmawiał już z prezesem Gajkiem i namawiał
go do pozostania" - mówił Papierz. Według niego, Gajek motywował swoją
prośbę względami zdrowotnymi.
Zdaniem posła AWS Piotra Żaka, prezes ZUS jest poważnie chory i przebywa
w szpitalu. "Na pewno będzie niedługo, w ciągu tygodnia, powołany nowy
prezes ZUS" - wyjaśniał Żak w sobotę.
Jednak sam premier dał w sobotę do zrozumienia, że dymisja Gajka nie
jest ostateczna. "Jestem dobrej myśli, że w ciągu najbliższych dni ta sprawa
wyjaśni się. Będę jeszcze na pewno rozmawiał z panem prezesem w tej sprawie"
- powiedział premier. Nie jest on pewien, czy "niedyspozycja" Gajka ma
charakter trwały czy przejściowy.
Rzeczniczka ZUS Anna Warchoł była zaskoczona informacją o podaniu się
do dymisji jej szefa. Twierdzi, że nie wiedziała o kłopotach zdrowotnych
prezesa ZUS.
Również Marian Krzaklewki uważa, że prezes ZUS chce odejść bo jest
chory i "to nie jest choroba polityczna". Szef "S" apelował do dziennikarzy,
by nie upolityczniali decyzji Gajka.
"Jeśli dymisja Gajka zostanie przyjęta, to szef Unii Wolności - wicepremier
Leszek Balcerowicz będzie chciał, by prezesem ZUS został wiceminister
finansów Jerzy Miller" - powiedzieli dwaj zastrzegający anonimowość członkowie
rządu. Twierdzą, że AWS nie zgodzi się na tę kandydaturę.
Zdaniem doradcy wicepremiera-ministra finansów, Ryszarda Petru, przygotowany
przez Gajka plan naprawczy ZUS-u jest bardzo dobry i "gdyby miał podjąć
decyzję o dymisji, byłoby źle, bo plan nie mógłby być zrealizowany". Petru
nie potwierdził informacji, że jeśli dymisja Gajka zostanie przyjęta, to
wicepremier Balcerowicz będzie chciał, by prezesem ZUS został Miller. "Musiałaby
to być osoba, która zna się na zarządzaniu tak dużą instytucją i ma dużą
wiedzę finansową" - dodał.
Były prezes ZUS Stanisław Alot uważa, że jego następca podał się do
dymisji bo resort finansów nie spełnił wszystkich jego postulatów. "Jeżeli
decyzja Gajka nie była podyktowana względami osobistymi, to mogło mieć
na nią wpływ niespełnienie wszystkich warunków, o jakie występował Gajek
przy konstruowaniu budżetu na 2000 rok" - powiedział w sobotę PAP Alot.
Podobnego zdania jest poseł RS AWS Jerzy Gwiżdż.
Prof. Lesław Gajek został prezesem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
na początku października tego roku. Zastąpił na tym stanowisku Stanisława
Alota, któremu zarzucano błędy we wdrażaniu programu komputerowego w ZUS-ie
i brak skutecznych działań poprawiających ściągalność składek (zadłużenie
ZUS wynosiło we wrześniu tego roku 2,8 mld zł). Krytykowała go opozycja
i Ministerstwo Finansów.
W październiku, na swojej pierwszej konferencji prasowej, Gajek deklarował,
że przychodzi do ZUS rozpoznać sytuację i nie podejmie się czegoś, czego
nie będzie umiał wykonać - w takim przypadku podałby się do dymisji. Mówił
też, że nie przyjmie planu finansowego na przyszły rok, jeśli byłby on
nierealny.
18 listopada Gajek zapowiedział, że Zakład zamierza przejściowo powrócić
do starej procedury ściągania składek. Powodem był fakt, że komputerowy
system ZUS działa prowizorycznie. Ściągalność składek jest niska, bo system
nie zapewnia skutecznej kontroli płatników.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Po dwóch latach "wprowadzania komputeryzacji"
i "reform" emerytalnych, następny prezes bankruta - ZUS dał sobie spokój
i... uciek w chorobę!!! Ten, kto jeszcze wierzy w "spokojną starość" na
państwowym, socjalistycznym garnuszku - sam sobie będzie winien... Jak
będziemy chodzili z rodzinami nad Wisłę - popatrzymy sobie na niego w mieszkanku
pod mostem...
W sobotę 11 grudnia na zjezdzie mazowieckiego
oddziału ROP były premier ujawnił swoje plany integracji tzw. prawicy pod
jego sztandarem... W działaniach tych uwzględnia takie siły jak: Akcję
Katolicką i "środowiska związane z Radiem Maryja", choć nie wykluczył innych
ugrupowań, poza SLD i UP. Dopuścił nawet do siebie myśl, że można by zacząć
współpracować z "zaistniałymi nowymi trendami" w "nowym czasie, który idzie,
[a który] powinien korygować wewnętrzny układ UW"!!!
Istotnie - prawica pełną gębą...
Szef MSZ Bronisław Geremek powtórzył w czwartek, że początek 2003 r.
jest datą możliwego wejścia Polski do Unii Europejskiej.
Występując jako czwartkowy gość Radia "Zet" Geremek został poproszony
o ustosunkowanie się do środowej wypowiedzi szefa Komisji Europejskiej
Romano Prodiego, który dał w Brukseli do zrozumienia, że poszerzenie UE
widzi najwcześniej w 2004 r.
"Nadal sądzę, że początek 2003 r., tak jak rząd Polski to sobie ustalał,
to jest moment możliwości wejścia Polski do UE" - oświadczył szef polskiego
MSZ. Jako "kapryśne" określił wypowiedzi przedstawicieli UE co do kalendarza
jej poszerzania. "Raz mówią, że w 2001 Unia będzie gotowa; raz, że 2002
to już nasze kraje wejdą - to nawet nowy przewodniczący Komisji, teraz
się waha, czy zdąży UE do 2004" - powiedział Geremek (...).
Za "Dziennikiem Internetowqym" PAP
Jakże nam przykro i współczujemy zawiedzionych
ambicji szanownego Profesora, któremu już nawet koledzy z masonerii francuskiej
pokazali należne miejsce w kącie, przy szafliku... Ciekawe, czy nadal Profesor
będzie twierdził, że to deszcz pada...
Marszałkowie województw chcą mieć wpływ na rozdział funduszy przyznawanych
Polsce na rozwój samorządności przez Unię Europejską. Domagają się od rządu
określenia jasnych reguł i kompetencji samorządów w tej sprawie.
Szefowie samorządów przyjęli takie stanowisko podczas dwudniowego konwentu
marszałków, który zakończył się w niedzielę w Szczecinie. Obecnie o podziale
środków pomocowych decyduje rząd z pominięciem samorządu (...).
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Oj, miło już pachnie socjalistyczna forsa następnych
chętnym do jej "sprawiedliwego dzielenia"... Będziemy mieli następny odcinek
serialu "socjalizm w samorządach"... A później, jak zwykle, my - podatnicy
- będziemy zwracali z nawiązką te pożyczki... Dopiero teraz się zacznie
walka o najlepszy dostęp do koryta.
Podczas swojego zjazdu w Cetniewie delegaci zz
"Solidarność" uchwalili postanowienie, że tzw. kandydat "prawicy" musi
być "jeden i wspólny". Oznacza to przegraną koncepcji byłego prezydenta
Właęsy, który chciał, aby I turę wyborów traktować jak "prawybory" po Prawej
stronie. Miał oczywście nadzieję, że uda się mu wymanewrować Pięknego Maniusia
i to On byłby TYM JEDYNYM. Oczywiście - tego kandydata wg socjalnych delegatów
- powinna wyłonić tylko AW"S", gdyż oprócz jej nie ma w Polsce żadnego
innego prawicowego ugrupowania. Oprócz tego domagają się, by w przyszłym
roku podnieć "podatek", czyli składkę na UB-ezpieczenie zdrowotne
z obecnych 7,5 do 9%. Socjalizm trzyma się tam nadal mocno...
Przekształcenie AWS w federację partii powinno być następnym krokiem
na drodze do zjednoczenia polskiej centroprawicy - uznali podczas konferencji
w Katowicach liderzy partii tworzących AWS - poinformował Marian Krzaklewski.
Przekazał dziennikarzom tę informację po poniedziałkowej konferencji
"Perspektywy polskiej prawicy".
Jednak wbrew zapowiedziom liderzy partii nie wygłosili wspólnego oświadczenia
"w sprawie integracji środowisk centroprawicowych". Obrady były zamknięte
dla dziennikarzy.
"Podczas konferencji liderzy AWS, wspólnie z socjologami, analizowali,
czy dalsza integracja AWS i przekształcenie jej w pierwszym etapie w federację
wzmocni ją w opinii elektoratu, czyli da jej poprawę poparcia opinii publicznej"
- mówił Krzaklewski podczas konferencji prasowej.
"Najważniejsze jest to, iż stwierdziliśmy wszyscy, że ruch w kierunku
większej integracji musi być wykonany, ponieważ wtedy ta poprawa będzie
osiągnięta. Na tej podstawie powinny zapaść decyzje polityczne, które będą
ukierunkowane na powstanie co najmniej struktury federacyjnej" - mówił
lider AWS.
Przyznał, że obecnie nie ma zgody na przekształcenie AWS w jednolitą
partię. "W tej chwili, na dziś, nie ma zgody na jednolitą partię. Ale mówiono
o horyzoncie czasowym. Nawet ci najbardziej ostrzy przeciwnicy szybkiego
przekształcenia w jedną partię jednak mówili o horyzoncie czasowym jej
powstania w 2001 roku, przed lub po wyborach parlamentarnych (...). Tutaj
była najbardziej gorąca polemika" - powiedział Krzaklewski (...).
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Tzw. prawica nadal usiłuje zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby podnieść
choc o punkt swoje wyniki w sondażowniach...
Zabójcy Tomka Jaworskiego - Monika Szymańska i Tomasz Kobus -
są prawomocnie skazani na dożywocie. Sprawa trzeciego zabójcy, Marka Szmidta,
wraca do I instancji. Nieznacznie obniżono kary trzem pozostałym skazanym.
Taki prawomocny wyrok wydał w poniedziałek Sąd Apelacyjny w Warszawie,
rozpatrując odwołania w głośnej sprawie bestialskiego mordu na warszawskim
maturzyście.
SA utrzymał orzeczone przed rokiem kary dożywocia dla Szymańskiej i
Kobusa, oddalając ich apelacje. Jednocześnie uchylono wyrok 15 lat dla
trzeciego mordercy - Szmidta, a jego sprawę zwrócono do sądu I instancji.
SA złagodził wyroki pozostałym skazanym w związku z mordem - Robertowi
Wojcieskiemu (z 12 do 10 lat), Rafałowi Bogdańskiemu (z 7 na 5
lat) i Maciejowi Kusemu (z 5 do 4 lat).
Od tego wyroku przysługuje wprawdzie skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego,
ale nie ma ona znaczenia dla prawomocności.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Najwcześniej za kilka lat wejdzie podatek od wartości nieruchomości,
zwany potocznie podatkiem katastralnym - zakłada Ministerstwo Finansów.
Do tego czasu resort chce wprowadzać stopniowe zmiany w dzisiejszych przepisach,
w tym między innymi uzależnić opodatkowanie nieruchomości nie tylko od
jej powierzchni, ale - co byłoby nowością - od atrakcyjności
miejsca, w którym nieruchomość się znajduje.
O planach tych poinformował wczoraj Ireneusz Krawczyk, wicedyrektor
Departamentu Podatków Lokalnych i Katastru w Ministerstwie Finansów podczas
konferencji Podatki 2000
zorganizowanej przez Centrum Prywatyzacji Biznes i Finanse.
Wicedyrektor nie ujawnił szczegółów tłumacząc, że prace nad zmianą
opodatkowania nieruchomości nadal nie wyszły poza gmach ministerstwa. Resort
zmienił natomiast koncepcję wprowadzania nowego podatku; zamiast od razu
przesłać do uzgodnień gotowe projekty ustaw o katastrze fiskalnym, będzie
wprowadzać zmiany stopniowo. Zacznie od obecnych przepisów o podatkach:
rolnym, leśnym i od nieruchomości (...).
Z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita".
"(...) Amb. Szlajfer zaznaczył, iż Polska pragnie wnieść wkład do dyskusji
nad ESDP oraz wpływać na jej kształt. Pozycja Polski jest wypadkową czterech
elementów, a mianowicie: członkostwa w NATO, statusu członka stowarzyszonego
UZE, dążenia do integracji z UE oraz stanu polskich sił zbrojnych. Jeśli
chodzi o stosunki UE - NATO, amb. Szlajfer podkreślił potrzebę stworzenia
w jak najszybszym czasie mechanizmu konsultacji i współpracy oraz wyraził
nadzieję na pozytywne wyniki szczytu w Helsinkach i mającej miejsce kilka
dni później Rady Północnoatlantyckiej (NAC).
Amb. Szlajfer zauważył, iż jednym z głównych problemów Polski oraz
innych państw pozostających poza Unią, a będących członkami NATO, jest
kwestia ich włączenia w ESDP. W operacjach, w których wykorzystane zostaną
środki NATO, UE nie będzie mogła ignorować Polski i pozostałych państw.
Problem ten nie zostanie jednak rozwiązany w najbliższych dniach w Helsinkach.
Będzie on przedmiotem poważnych dyskusji podczas prezydencji portugalskiej
i francuskiej. Dla Warszawy przestanie to być problemem za kilka lat, gdy
Polska wstąpi do UE, ale tym niemniej istnieje potrzeba opracowania mechanizmu
współpracy.
Amb. Szlajfer podkreślił, iż Polska w przyszłości nie będzie tworzyła
oddzielnych sił zbrojnych na potrzeby Unii Europejskiej. Polska droga do
ESDP wiedzie przez DCI (Defense Capabilities Initiative) i NATO. Jego zdaniem,
inne duże państwa europejskie myślą w podobny sposób (...)
Za "Przeglądem
Mediów Światowych" MSZ.
"Jerusalem Post" (8.12.99) artykuł red. pt. "Polski premier zapowiada
utworzenie fundacji ds. mienia żydowskiego", opatrzony zdjęciem obu premierów
na tle świecznika chanukowego z podpisem: "Premier Barak pokazuje polskiemu
premierowi świecznik chanukowy znaleziony w zgliszczach getta warszawskiego."
W artykuleprzytoczono najważniejsze ustalenia z pierwszego dnia - 3
dniowej, oficjalnej wizyty Premiera RP w Izraelu:
- Zapowiedź J. Buzka, iż Polska utworzy fundację do zarządzania mieniem
żydowskim skonfiskowanym podczas wojny przez nazistów. Gazeta dodaje, iż
"min. M. Melchior ze strony rządu izraelskiego będzie uczestniczyć we wspólnym
komitecie, który ma rozwiązać tę emocjonalną sprawę.(...)"
Za "Przeglądem
Mediów Światowych" MSZ
A czy powstanie PAŃSTWOWA agencja do zarządzania
mieniem polskim skonfiskowanym podczas wojny przez nazistów - ovczywiście
w celu jego późniejszego przekazania w prawowite ręce - a nie jak dotąd
- jako państwo-paser sprzedaży nieprawawowitym "nabywcom"????
"Lidové Noviny", (7.12.99), art. D. Klimczaka pt.: "Polacy coraz
mniej wierzą premierowi Buzkowi i reformom":
"(...) Trzeba przyznać, że reformy posiadają wiele błędów merytorycznych
i organizacyjnych. Niekiedy można odnieść wrażenie, że przygotowywali je
dyletanci. "Skutkiem ubocznym reform są znaczne konflikty. Rola Buzka jest
w tej kwestii pozytywna - jest pośrednikiem przy rozwiązywaniu sporów i
patronem reform, ale to trochę mało. Trzeba jeszcze uzyskać szerokie poparcie
dla reform, a na to Buzek nie posiada już energii", twierdzi Kolarska-Bobińska
(...).
Z "Przeglądu
Mediów Światowych" PAP
Izba Poselska czeskiego parlamentu przyjęła w czwartek ustawę o referendum
w sprawie przystąpienia Czech do Unii Europejskiej.
Ustawa została przyjęta tylko jednym głosem ponad wymaganą większość,
która wynosiła 120 głosów. 82 posłów głosowało przeciwko przeprowadzeniu
referendum.
Aby wejść w życie ustawa musi być obecnie zaaprobowana przez Senat,
izbę wyższą parlamentu i podpisana przez prezydenta Vaclava Havla.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Nasi poludniowi sasiedzi zaczynają poważnie podchodzić
do swoich spraw... Pewnie z uwagi na nienajlepsze wyniki gospodarcze w
ciągu ostatnich paru lat - zastaną abcugiem zaproszeni do wspólnoty Związku
Socjalistycznych Republik Europejskich.
Jak podała PAP - Polska może liczyć na 1/3 wszystkich funduszy z Unii
Europejskiej, przeznaczonych na "środki pomocowe" dla sześciu państw aspirujących
do stania się republikami europejskimi. Całość wynosi 3 mld euro - więc
dla naszych urzędników i ich znajomych oraz znajomych Królika przydzielonych
będzie cały 1 mld euro... Ale torcik!!! Ale łyżeczek też dużo...!!!
Papież Jan Paweł II w niedzielę w południe - po Modlitwie na Anioł Pański
- ponowił apel o zniesienie kary śmierci na całym świecie.
Milenijne obchody - wskazał papież - powinny stać się okazją do podjęcia
na świecie działań na rzecz poszanowania życia i godności każdej ludzkiej
istoty. Zwracając się do tłumu pielgrzymów, obecnych na placu Św. Piotra,
Jan Paweł II powiedział: "Ponawiam mój apel do wszystkich rządzących w
sprawie osiągnięcia międzynarodowego konsensu w kwestii zniesienia kary
śmierci" (...).
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Zaprawdę, dni w których Msza św. według rytu
trydenckiego będzie odprawiana w większości kościołów katolickich - nadchodzą
wielkimi krokami!!!
W trzecich od czasu ustąpienia gen. Pinocheta wyborach kandydowało dwóch
pretendentów: Z Lewizny startował niedoszły ambasador Chile w Sowietach
z czasów dyktatury Allende Ricardo Lagos, a z Prawicy - Joaquin Lavin.
Zebrali podobną ilość głosów (po ok. 47%) i tym samym przeszli do II tury...
Richard W. Stevenson, NYT
Prezydent Clinton broni dość mocno swoich negocjatorów z Seattle. Między
innymi stwierdził, że położenie nacisku na kwestie regulacji prawnych dotyczących
warunków pracy oraz kwestie ochrony środowiska nie było działaniem zamierzonym
jako pomoc vice-prezydentowi Al Gorowi w jego kampanii prezydenckiej.
Jednakże krytycy prezydenta wywodzący się przede wszystkim z kół biznesu
podnoszą, że zaprzepaścił on szansę na stworzenie podstaw wolnego handlu
w wymiarze światowym, w imię jakichś bardzo partykularnych interesów partyjnych.
Clinton broni się, uważając, że nierealne było myślenie, iż na takiej konferencji
problemy dotyczące np.: pracy dzieci czy zanieczyszczenia środowiska nie
zostaną podniesione.
Na konferencji prasowej Clinton podkreślił, że pozostaje dalej zwolennikiem
wolnego rynku i jest optymistą, licząc na powrót do tych negocjacji w przyszłym
roku. Prezydent powiedział: Myśle, że przyjęcie postawy, iż wolny handel
jest niekorzystny dla Ameryki, jest błędem. Myślę, że świat lepiej prosperuje
i Ameryka również ze względu na kontynuację procesu tworzenia wspólnej
ekonomii. Jednakże prezydent dodał, że obradujący w Seattle muszą wziąć
pod uwagę to, co starali im się przekazać demonstrujący na ulicach. A jednocześnie
stwierdził, że kraje wysoko rozwinięte nie mogą pozwolić sobie na uchybienia
w kodeksie pracy i jest możliwe nałożenie sankcji państwa, które o to nie
dbają.
Następnego dnia jednakże prezydent dodał: Jako że świat staje się
coraz bardziej niezależny, nie jest realistyczne wyobrażać sobie, że można
zbudować jakąś jedną międzynarodową politykę ekonomiczną. Nie jest też
możliwe otrzymać międzynarodowy konsensus w sprawach ochrony środowiska
czy zasad kodeksu pracy. Nie zamierzamy też zlikwidować handlu z Indiami
czy Pakistanem, o ile te nie podniosą zarobków swoich robotników do poziomu
amerykańskiego. Nigdy tak nie myślałem i nie zamierzałem.
Przed prezydentem stoi nadal problem, jak przekonań Kongres, aby zgodził
się na wejście Chin do WTO. I to w sytuacji, gdy wszystkie związki zawodowe
wypowiedziały się jasno, że zrobią wszystko, aby do tego nie dopuścić.
Nikt nie robi tajemnicy z tego, że chodzi tutaj głównie o fakt, iż robotnicy
chińscy są nieprawdopodobnie tani, skutkiem czego amerykańscy robotnicy
mogą utracić swoje miejsca pracy.
Natomiast za przyzwoleniem Białego Domu grupy amerykańskich biznesmenów
mają zamiar przekonywać zarówno Demokratów jak i Republikanów, iż niepodpisanie
umowy z Chinami może spowodować, że USA nie będzie mogło bezpośrednio oddziaływać
na Chiny dla krzewienia tam demokracji i praw człowieka poprzez związki
gospodarcze. Ale nie wiadomo, czy takie tłumaczenie przekona kogokolwiek.
Jak widać, prezydent Clinton nie stroni od sprzeczności
w swoich wypowiedziach. Jedno jest pewne wolność handlu w USA jest z
pewnością zdecydowanie większa niż nasza.
Z zadziwiająco dużego protestu przeciwników WTO w Seattle wytworzyła
się koalicja, która utrudnia i tak już dość trudny dla Billa Clintona proces
realizowania planów wprowadzenia wolnego handlu. Protestujący z Seattle
mają nadzieję, że ich ruch potrwa dłużej niż ruch przeciwników wojny w
Wietnamie, gdyż ich cel jest bardziej globalny niż jakaś tam lokalna wojna,
którą można było zakończyć podpisaniem traktatu pokojowego. John Sweeney,
prezydent AFL-CIO, stwierdził, że koalicja ta była budowana przez kilka
dobrych lat, a teraz nastąpiło zjednoczenie, które może tylko przynieść
korzyści.
Większość z 30.000 protestujących w Seattle to członkowie związków
zawodowych, obrońcy środowiska i studenci, którzy nie przeciwstawiają się
globalizacji, ale pragną złagodzić jej najdrastyczniejsze skutki. Protestowali
oni w spokoju, w odróżnieniu od ok. 200 osobowej grupy anarchistów, którzy
przekształcili miasto w pole bitwy, wybijając szyby i ścierając się z policją.
Wielu ekspertów ds. handlu uważa, że prezydent Clinton miał świadomość
powstania nowej koalicji i jej siły oraz politycznych konsekwencji, które
wynikłyby dla wiceprezydenta Ala Gorea, w przypadku uzyskania w Seattle
porozumienia. Gdyby zawarto ugodę wbrew woli protestujących, mogłoby to
znacznie zredukować poparcie dla Gorea ze strony związków zawodowych i
obrońców środowiska jego tradycyjnego zaplecza wyborczego.
Według Sweeneya, którego związki zawodowe poparły Gorea już w październiku,
taki obrót wydarzeń w Seattle może jedynie pomóc wiceprezydentowi w otrzymaniu
nominacji na kandydata ze strony Demokratów. Gore nie pojechał do Seattle
i wyraźnie pozostawał z boku w stosunku do rozgrywających się tam rozmów.
Zwolennicy wolnego handlu obawiają się, że powstała koalicja, sprzeciwiająca
się liberalizacji, może być bardziej skuteczna niż dotychczasowy nurt antywolnorynkowy
istniejący wśród związków zawodowych.
W przeszłości nie było trudności dla administracji w zdyskontowaniu
wysiłków związków zawodowych przeciwnych wolnemu handlowi, gdyż były one
postrzegane jako służące zabezpieczeniu interesów tylko wąskiej grupy zawodowej.
Dobrym przykładem nieudanych prób sprzeciwiania się wolnemu rynkowi było
powstanie NAFTY.
Ale od tego czasu związki zawodowe dużo się nauczyły. Sformowana koalicja
powstała na bazie wielu grup interesów dzięki temu jej znaczenia nie można
niedoceniać.
Todd Gitlin, profesor Uniwersytetu Nowojorskiego, uważa, że wydarzenia,
które spowodowały protesty w Seattle, mają zupełnie odmienny charakter
od tych, które były powodowane przez na przykład wojnę w Wietnamie. To
nie dotyczy tylko WTO, ale dotyczy przede wszystkim dominacji dużych koncernów
i korporacji w trwającym procesie globalizacji. I taki ruch ma przyszłość.
(...) Jego siła i wpływ będą stopniowo wzrastać. Ludzkość wkroczyła w nową
erę komunikacji symbolizowaną przez internet, który może być użyty w celu
wzmocnienia i skonsolidowania małych ruchów, pozwalając im uzyskać międzynarodowy
wpływ. Poza tym totalne jednoczenie się świata przestało interesować tylko
fantastów i naukowców. Ten problem znajduje się w głównym nurcie zainteresowań
zwykłych ludzi.
Protestujący w Seattle przysięgli zewrzeć wszystkie siły przeciwko
dwóm najważniejszym chyba projektom ekonomicznym Billa Clintona w chwili
obecnej: nowej umowie handlowej z Chinami oraz rozszerzeniu programu
NAFTA na inne kraje. (podkreślenie nasze - SI) (...)
W zeszłym roku jak również i w obecnym udało się ruchom pracowników
zablokować ustawę, dzięki której wprowadzonoby ułatwioną procedurę przyjmowania
nowych krajów do NAFTY. Administracja miała negocjować, a Kongres wyrażać
jedynie aprobatę lub sprzeciw bez możliwości wnoszenia poprawek.
Obecnie przywódcy związkowi wskazują na to, że powodem ich protestu
nie była bynajmniej ochrona protekcjonizmu w gospodarce, ale oczekiwali
oni stworzenia specjalnej komisji, której zadaniem byłoby wskazywanie krajów,
przeciwko którym należy ustanowić sankcje gospodarcze, gdyż nie przestrzegają
one międzynarodowych standardów prawa pracy i na przykład pozwalają na
pracę dzieci.
Wielu protestujących poczytuje niepowodzenie spotkania w Seattle jako
zwycięstwo. Natomiast oficjalne stanowisko przedstawicielstwa związków
zawodowych w Genewie głosi, że rozmowy będą kontynuowane w styczniu, w
celu stworzenia specjalnej komórki mającej opracować założenia dla planowanych
na kilka lat rozmów mających na celu zniesienie barier w handlu.
Rząd W. Brytanii zwyczajowo zrewaloryzował emerytury otrzymywane z przymusowych
ubezpieczeń społecznych. Ponieważ od 1980 roku rewaloryzacja jest związana
ze wzrostem cen wyniesie ona 1,1%. W przełożeniu na jedną osobę otrzyma
ona tygodniowo więcej o ok. 75p (w przeliczeniu na polskie ok. 4,5 zł).
Małżeństwo otrzyma o około 1.2Ł więcej (co wyniesie ok. 8 zł). Gdyby emerytury
były rewaloryzowane względem płac, wzrosłyby o około 4,7% zamiast 1.1%,
co i tak niewiele by zmieniło w ich wielkości. Grupa ok. 60 posłów planuje
małą rewoltę względem własnego rządu, uważając i słusznie że sumy te
są śmieszne i nie takie są oczekiwania wyborców względem rządu wrażliwości
społecznej. Steve Webb, rzecznik prasowy Laburzystów ds. ubezpieczeń społecznych,
stwierdził, że ta podwyżka pokazuje totalny upadek i śmierć systemu
przymusowych ubezpieczeń społecznych.
Serdecznie życzymy powodzenia ZUS-owi.
Ciągu ostatniego tygodnia kandydaci ze strony republikańskiej, ubiegający
się o nominacje do wyścigu o fotel prezydenta, odbyli aż dwie debaty. Obie
jednak przyniosły pewne niezadowolenie i rozczarowanie w szeregach Republikanów.
Gubernator Teksasu George Bush jeden z liderów tego wyścigu najwyraźniej
zawiódł oczekiwania swoich zwolenników. Nie okazał się on showmanem. Padły
komentarze, że jest on w stanie sprostać konkurencji takich osób jak Al
Gore czy Bill Bradley. I chociaż Bushowi nie zdarzyły się jakiś głupie
czy poniżające błędy, to większość Republikanów była zdania, że jego wystąpieniom
brakło polotu i gładkości. John R. Kasich z Ohio, który wycofał się z wyścigu
o nominację latem tego roku i poparł gubernatora Teksasu, ujął to prosto
Bush nie był Michaelem Jordanem podczas tych debat. Nie był sobą i nie
był tak przekonujący i entuzjastyczny, jak jest w stanie być. Moja rada
dla Busha to uczyć się, uczyć się i być sobą. Jak do tej pory Bush unikał
jakichś wielkich gaf, ale też potrzebuje trochę wypolerowania, gdyż nie
można nie doceniać Ala Gorea.
Zwolennicy Busha uważali do tej pory, że jego przyjazna i jowialna
osobowość doskonale nadaje się do telewizji i na tle Gorea i Bradleya
Bush wypadnie jako kandydat medialny. Po ostatnim tygodniu stwierdzono,
że Bush nie wypadł zbyt dobrze w TV i że prawdopodobnie jest to skutkiem
braku doświadczenia w kampaniach na skalę krajową. Senator Arlen Specter
z Pensylwanii, który startował bez sukcesu po nominację w roku 1996 z ramienia
Republikanów, stwierdził, że był to duży błąd, iż Bush nie zaczął wcześniej
kampanii właśnie poprzez debaty telewizyjne. Uważa on, że badania opinii
publicznej, w których Bush zdobywał do tej pory tak miażdżącą przewagę,
spowodowały, że Bush nie wkładał w kampanię zbyt dużego wysiłku. A obecnie
ponosi tego konsekwencje. Porównując Busha do McCaina, Specter stwierdził,
że doświadczenie, jakie McCain zdobył w Senacie, bardzo procentuje, gdyż
wygłaszanie mów i uczestniczenie w debatach na wszelkie możliwe tematy
wyrobiło u niego doskonały zmysł do natychmiastowych, inteligentnych odpowiedzi.
A tego właśnie brakuje Bushowi. Gubernator Teksasu powinien starać się
być bardziej zrelaksowany i spokojny przed kamerami. Nic tu nie pomoże
głowa nabita faktami i statystykami, jeżeli człowiek o nich mówiący nie
będzie zrelaksowany i pewny siebie dodał Specter.
W środę kandydat na kandydata na prezydenta przebywał w Goffstown,
gdzie zadano mu pytanie, czy wie dostatecznie dużo, aby zostać prezydentem.
Ale w czasie spotkania szefa strategii Busha Karl Rovea, ten ostatni
stwierdził, że nie jest tak źle, gdyż aby zostać gubernatorem, trzeba mieć
dość oleju w głowie i umieć się wysławiać. A sam Bush stwierdził, że woli
być niedoceniany niż przeceniany.
Aż do ostatniego tygodnia George Bush brał udział tylko w dwóch debatach
w 1994 roku, kiedy startował do wyborów na gubernatora i w 1998, gdy ubiegał
się o reelekcję. Czy złe wystąpienie może spowodować spadek poparcia i
odrzucenie kandydatury Busha jako kandydata na prezydenta? Zobaczymy. Jak
na razie poza dyskusją w mediach nie dzieje się nic złego.
W czwartek Departament Stanu podał do publicznej wiadomości informację
o wydaleniu z USA pracownika rosyjskiej ambasady Stanislawa Borisowicza
Gruszewa pod zarzutem szpiegostwa. Został on zatrzymany w pobliżu Departamentu
Stanu z wysokiej klasy elektronicznym sprzętem do podglądu i podsłuchu
umożliwiającym odbiór wiadomości z urządzeń zamontowanych w pokoju konferencyjnym
Departamentu Stanu używanym przez wysokiej rangi dyplomatów amerykańskich.
Aresztowanie Gruszewa poprzedzone było długim i drobiazgowym śledztwem
po tym, jak na ostatnim piętrze budynku Departamentu Stanu odkryto malutki
i bardzo zaawansowany technologicznie przekaźnik. Śledztwo to wykazało
również, że Rosjanie prowadzili dość agresywną akcję zdobywania informacji
wewnątrz Departamentu Stanu. Amerykanie nie wiedzą, jak długo akcja trwała,
dopóki nie zostali naprowadzeni na jej ślad przez odkrycie szpiegowskiej
aparatury. Jest to pierwszy znany przypadek, kiedy obcemu wywiadowi udało
się przeniknąć do głównej siedziby Departamentu Stanu i założyć urządzenia
podsłuchowe. Według danych amerykańskich, Gruszew jest specjalistą ds.
technicznych prawdopodobnie na usługach rosyjskiego wywiadu. Nie był on
oskarżony o żadną zbrodnię, a Rosjanie mają 10 dni na odesłanie go do domu.
Gruszew wpadł przez przypadek. Kontrwywiad amerykański pracujący nad
zupełnie inną sprawą zauważył jego częstą obecność w pobliżu Departamentu
Stanu i rozpoznał jako pracownika ambasady rosyjskiej. Od tego czasu był
obserwowany. Agenci dokładnie notowali częstotliwość jego wizyt w pobliżu
Departamentu i trochę dziwne zachowanie. Po tym wywnioskowano, że wewnątrz
Departamentu Rosjanie musieli umieścić pluskwę.
Jest to nauczka dla wszystkich, którym wydaje się że obecnie nie ma
powodu do ukrywania czegokolwiek a wywiad i kontrwywiad odeszły do lamusa
i są jedynie wspomnieniami z czasów zimnej wojny. Nadal jest mnóstwo
informacji, które nie należą do kategorii jawne, a obce wywiady wciąż
pragną te informacje przechwycić.
Hillary podczas spotkania ze swoimi potencjalnymi wyborcami homoseksualistami
stwierdziła, że dotychczasowa polityka prowadzona w wojsku względem tej
grupy osób, a zainicjowana przez jej męża nie sprawdziła się. Polityka
została ujęta w jedno krótkie hasło: nie pytaj, nie mów. Pani Clinton
stwierdziła, iż pomimo że było to jedno z pierwszych posunięć Billa Clintona
jako prezydenta, jeżeli ona zostanie wybrana do Senatu USA, będzie wnioskowała
o zmianę tej ustawy.
Hillary stwierdziła, że zarówno homoseksualiści jak i lesbijki powinni
mieć prawo do służenia w wojsku otwarcie, bez ukrywania się i nie powinni
cierpień z tego powodu żadnej dyskryminacji. Według niej, Pentagon powinien
przedsięwziąć wszystkie możliwe kroki, aby zmniejszyć liczbę homoseksualistów
zwalnianych z wojska.
Wypowiedź pani prezydentowej miała miejsce podczas prywatnego spotkania
z przedstawicielami organizacji homoseksualistów, którzy to wzbogacili
jej fundusz wyborczy o około 100 000 $.
Zabawny jest fakt, iż najprawdopodobniejszy kontrkandydat pani Clinton
z ramienia Republikanów R. W. Giuliani również krytykuje politykę nie
pytaj, nie mów i uważa, że homoseksualiści powinni służyć w wojsku otwarcie.
Jest to kolejny punkt styczny obojga kandydatów (przypomnijmy, że poprzednio
oboje wyrazili bardzo zbliżone poglądy na temat aborcji) i jeżeli tak dalej
pójdzie, to wyborcy z Nowego Jorku mogą mieć wielkie problemy na podstawie
jakich kryteriów wybrać swojego kandydata.
W poprzenim tygodniu odbył się szczyt państw Unii Europejskiej w Helsinkach.
Między innymi był dyskutowany postulat utworzenia niezależnych od NATO
militarnych sił zachodnioeuropejskich. Miały one liczyć 60 000 żołnierzy
i być używane do operacji pokojowych i zażegnywania kryzysów wojskowych
na terenie Europy. Bardzo entuzjastycznie do tego projektu był nastawiony
lider W. Brytanii Tony Blair. Jednakże nie znalazł on oczekiwanego poparcia
w przywódcach innych państw. Między innymi Niemcy, Dania, Irlandia i tradycyjnie
neutralna Szwecja pozostawały bardzo sceptyczne w stosunku do pomysłu.
Nie pomogło Blairowi na pewno oświadczenie Margaret Thatcher ogłoszone
w Nowym Jorku, gdzie była premier przebywała z wizytą, ostrzegające, że
takie niezależne europejskie siły wojskowe są prekursorem do stworzenia
federalnego superpaństwa.
Niejasne pozostaje również, jak takie nowopowstałe siły zostałyby skoordynowane
z wojskiem amerykańskim, norweskim i tureckim gdyż państwa te są w NATO,
ale nie są w Unii Europejskiej.
Na szczycie w Helsinkach mówiono również o włączeniu do UE nowych państw
takich jak Rumunia czy Bułgaria, gdyż ich postawa i działania w czasie
kryzysu kosowskiego pokazały potrzebę rozszerzenia Unii na te państwa.
Mówiono również o Malcie, Słowacji, Litwie i Łotwie W. Brytania również
podkreślała konieczność przyjęcia Turcji, która jest już bardzo długo kandydatem
do UE, ale ze względu na zawirowania polityczne i nieprzestrzeganie praw
człowieka jest stale odrzucana.
Podniesiono również potrzebę reform w instytucjach UE w postaci zmniejszenia
ilości komisji na rzecz bezpośredniego głosowania, w którym przyjmuje się
to, co zadecyduje większość.
Poruszono również problematykę dopingu w sporcie i problemów ochrony
środowiska.
Generalnie wniosek jest taki, że to jednak Unii zależy na nowych członkach
bardziej, gdyż bez nich prawdopodobnie rynek unijny wpadnie w recesję.
Na 1 kwietnia 2000 roku już od dawna zaplanowano rozpoczęcie spisu powszechnego
w USA. Ale General Accounting Office (ichni GUS przyp. IS) ostrzega,
że wyniki i potrzeba spisu mogą być jeszcze mniej zadowalające niż w 1990
roku, kiedy to ostatnio przeprowadzano takie działania.
Koszt przeprowadzenia spisu w roku 2000 szacuje się na 6,2 miliardy
$ i stanowi to prawie podwojenie kwoty z roku 1990, kiedy to suma wydatków
związanych ze spisem wyniosła 3,2 miliardy $ a był to najkosztowniejszy
spis w historii Ameryki. Jak widać, obecnie ma być pobity rekord. Spis
w roku 1990 nie był rzetelny, gdyż jak się okazało, nie dotarto do około
8 milionów ludzi, a 4 miliony policzono dwukrotnie.
Obecnie wyliczono, że aby spis był w miarę rzetelny, potrzebny jest
udział około 61% uprawnionych. Ale jak do tej pory na pierwsze rozesłane
ankiety wiele osób nie odpowiedziało. Problematyczne staje się czy rozesłać
ankiety jeszcze raz i narazić się na to, że znowu niektórzy będą liczeni
dwukrotnie, czy pozostać przy tym, co zebrano do tej pory. Ale każdy punkt
poniżej 61% sprawia, że wyniki nie są obiektywne. Z drugiej jednak strony
wyliczono, że każdy procent mniej poniżej 61 oznacza wydanie kolejnych
25 milionów $.
Czyli same problemy. Należałoby się może zastanowić nad sensownością
przeprowadzania spisów powszechnych. Zjawisko bardzo kosztowne, a potrzebne
jedynie rzeszy urzędników, którzy mają na jakiś czas zajęcie polegające
na obrabianiu danych. Czyli totalnie bezproduktywna masa ludzi, opłacana
z naszych podatków.
Jeszcze jednym problemem, z którym boryka się GAO, jest potrzeba ogromnej
ilości osób do wykonania tej pracy. Szacuje się, że w następnym roku potrzeba
około 860 000 osób. Ze względu jednak na fakt, że praca ta nie oferuje
ani ubezpieczenia, ani zasiłków rodzinnych, wiele osób szybko odchodzi.
Stąd wyliczono, że potrzeba mieć w zapasie około 3,5 miliona osób. Jest
to populacja wielkości Południowej Karoliny. Ze względu na to GAO i Kongres
planują między innymi znieść zakaz wykonywania pracy ankietera przez osoby
nie mające obywatelstwa amerykańskiego, znieść zakaz wykonywania tej pracy
przez osoby zatrudnione jako pracownicy federalni. Organizatorzy spisu
liczą, że w ten sposób będzie można zatrudnić na pół etatu nawet żołnierzy.
Planuje się też ustawę, która zapewniałaby ciągłość świadczeń socjalnych
takich jak: zasiłek dla bezrobotnych, zasiłek dla weteranów, ubezpieczenie
medyczne itp. pomimo przyjęcia pracy jako ankieter.
Generalnie rzecz ujmując w USA jest tak dobrze,
że nie warto podejmować jakiejkolwiek pracy, gdyż lepiej być na zasiłku.
Gratulujemy.
Podczas trwającej cały dzień konferencji właściwie wszyscy paneliści
oraz dyskutanci (AWS", UW, PSL, SLD), z wyjątkiem oczywiście UPR, starali
się uzasadnić pogląd, że partie polityczne powinny być finansowane z budżetu
państwa. Poseł L. Dorn przedstawił, opracowany w sejmowej komisji pod jego
przewodnictwem, projekt zmian w ustawie o partiach politycznych i ich finansowaniu.
Przedstawiający stanowisko SLD poseł L. Nikolski praktycznie w całości
poparł proponowane zmiany, które sprowadzają się do tworzenia możliwości
finansowania partii z budżetu oraz drobiazgowego kontrolowania każdej złotówki
przechodzącej przez partyjne konta. Niezależnie od tego czy pochodzi z
darowizn od osób prywatnych, czy z budżetu. Bardzo duży nacisk położono
w ustawie wyznaczanie różnego rodzaju limitów finansowych, których partie
nie mogą przekroczyć, finansując swoje kampanie. Jednocześnie właściwie
wszyscy zauważali, że skontrolowanie czy limity nie zostały przekroczone,
jest w praktyce niemożliwe.
Autorzy ustawy oraz ich poprawni politycznie zwolennicy bardzo ubolewali,
że na razie społeczeństwo jest za mało dojrzałe, aby zgodziło się na całkowite
finansowanie partii z budżetu. W wystąpieniach pojawiała się jednak wiara,
iż przyjdzie czas, gdy naród do tego dojrzeje.
UPR wierzy, że naród rzeczywiście dojrzeje i pogoni tych cwaniaków,
którzy chcą żyć cudzym kosztem.
Wiceprezes UPR Leszek Samborski ustosunkowując się do przedstawionego
projektu ustawy oraz całości konferencji, powiedział:
Nie znam stanowiska posła Dorna i pozostałych autorów projektu ustawy
do kwestii wejścia Polski do UE. Po zapoznaniu się z projektem ustawy stwierdzam,
że są oni w awangardzie postępu i takie osiągniecie UE jak np. ustalenie
właściwej krzywizny banana jest niczym w porównaniu z tym co pan Dorn i
jego koledzy zawarli w przedstawionej ustawie.
Komentowanie poszczególnych zapisów ustawy jest bez sensu, bo jest
ona nikomu niepotrzebnym kawałem ciężkiej roboty przeprowadzonej zgodnie
z zasadą ustaloną przez założyciela UPR Stefana Kisielewskiego; ťSocjalizm
to jest taki ustrój, który tworzy trudności nie znane w żadnym innym systemie
tylko po to, by je potem bohatersko pokonywaćŤ".
Ta konferencja oraz omawiany na niej projekt ustawy są, co mnie niezmiernie
cieszy, jawnym dowodem na to, że kierownictwa partii parlamentarnych zorientowały
się, że potencjalni darczyńcy nie dadzą im tyle pieniędzy, co w poprzednich
wyborach, bo po owocach ich już poznali. Stąd teraz te limity".
Poseł SLD, L. Nikolski odpowiedział na to: Nam jeszcze dają".
No cóż, zobaczymy jak długo?