50/99

Serwis informacyjny Okęgu Mazowieckiego UPR


 
Serwis informacyjny
Archiwum
50/99
KRAJ
O Polsce...

John Haskins pisze w "World Magasine" o naszych przemianach

O ślubie następcy tronu belgijskiego z potomkinią polskiego rodu 

Wiadomości z UPR

Wypowiedzi przedstawicieli UPR na konferencji nt. finansowania partii politycznych w Polsce
 

Następne morderstwo w Polsce więcej...
Jeszcze lepsze rozwiązania "podatkowe" dla... biurwokracji  więcej...
"Nie" dla podniesienia kosztów pracy w Polsce więcej...
UE domaga się od nas podniesienia wysokości akcyzy na papierosy więcej...
Nowy podatek MinFinu i primadonny Unii Wolności więcej...
Smutne zabawy fundacji im. Batorego więcej...
Czy chcesz utrzymywać swojego ulubionego polityka (i zastępy jego kolegów i koleżanek)? więcej...
Balcerowicz musi odejć! - tym razem tak pokrzykują posłowie KPN-O więcej...
ZAGRANICA
Publicystyka

Humer i inni
artykuł Tadeusza Płużańskiego

Czy UE będzie miała własną armię? więcej...
Runda WTO w Seattle - nie zakończona więcej...
Niebezpieczeństwo wyjścia Amerykanów z Europy więcej...
Związki zawodowe są przeciwne rozwojowi NAFTA więcej...
Błędne obliczenia emerytalne administracji waszyngtońskiej, a co dopiero u nas! więcej...
Proeuropejska lewizna Blaira krytykowana przez Torysów więcej...
Uważamy, że przystąpienie do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiazaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!

 

KRAJ

05.12.1999 r.
Następne morderstwo w Polsce!!!

Karę śmierci wymierzana jest dziś na ulicach - przez bandytów... Politycy powodowani modą i chęcią przypodobania się mocodowcom w Brukseli, uniemożliwili jej stosowanie do takich przypadków, jak ten dzisiejszy: egzekucja dokonana przed hotelem "Kasprowy" na znanym z kręgów półświatka przestępczego "domniemanym szefi gangu pruszkowskiego" - niejakim Andrzeju K. Egzekucja - a więc czyn zaplanowany i przemyślany... Jego sprawcy  z całą pewnością SĄ zbrodniarzami - a więc po złapaniu i udowodnieniu popełnienia tego czynu - powinni zawsinąć na szubienicy, lecz dostaną zwyczajowe "dożywocie" - i nikt nie uchroni innych więźniów przed sytuacją pozbawienia ich życia z rąk tych zwierząt czy strażników przed aktami agresji z ich strony... Nie mówiąc o możliwości porwania np. jakiegoś miłosiernego polityka, by wymienić go na pozbawionego rozrywki mordercę...
A możne tego wszystkiego uniknąć - wystarczy przywrócić karę śmierci do polskeigo kodeksu karnego...



06.12.1999 r.
Lewa kasa biurwokracji...

Artykuł z dzisiejszego wydania dziennika "Rzeczpospolita" wskazuje na coraz bardziej pogłębiajacą się fiskalizację życia w naszym kraju - zainteresowane tym urzędy i hordy zatrudnionych w nich niby naszych sług - urzędników wytwarzają mechanizmy biurwokratyczne doprowadzające do rozrostu nie tyle nawet legalnie stanowionych podatków i haraczy na rzecz tej hydry, ale wręcz posuwają się do takiego przygotowywania prawa gospodarczego, by doprowadzić do sytuacji, w której pieniądze przelewające się z naszych portfeli do ich zachłannych łapsk nie były nawet objęte jakąkolwiek kontrolą społeczną - służyc do tego mają tzw. środki specjalne różnych instytucyj...



05.12.1999 r.
Nie będzie na razie spełnienia żądań Unii Europejskiej

Nie udało się w piątek w Sejmie uchwalić żadnej z wersji ustaw skracających czas pracy i wymuszających na pracodawcach zwiększenie kosztów siły najemnej w Polsce. O dziwo - "przeciw" głosowała supereuroentuzjastyczna Unia Wolności - ciekawe, co nas czeka w przyszłości, za te pozwolenie Brukseli dla swej pupilki na odstąpienie od wytycznych...??



05.12.1999 r.
Spełnione za to będą postulaty UE w sprawie akcyzy na papierosy...

"Unia Europejska nie zgodzi się na utrzymanie niskiej akcyzy na papierosy po przystąpieniu Polski do Jednolitego Rynku - twierdzą unijni dyplomaci.  Polska chce, by akcyza była niższa niż obowiązujące w Unii minimum - 57  proc".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP



03.12.1999 r.
Nowy podatek

Smutny urzędnik o komorniczej twarzy, realizując swoje zapowiedzi o obniżeniu podatków (jak mówi, że podwyższa - to podwyższa, jak mówi, że obniża - to mówi...), wprowadził NOWY PODATEK - objął akcyzą część wymykającego się mu do tej pory, nabierającego ważności sektora paliwowego - paliwo gazowe... Wiadomo, że posiadacze samochodów, uchodząc z dobroczynnych łap tego komornika, dokręcającego śrubę fiskalną na paliwa pochodzące z ropy naftowej, na gwałt instalowali urządzenia przystosowujące swoje pojazdy do zasilania gazem - do tej pory nie objętym przez primadonnę Unii Wolności podatkiem akcyzowym... Ponieważ jako znany liberał gospodarczy, doszedł do wniosku, że nie godzi się na taką interpretację jego liberalnych poczynań przez podatników - wprowadził UJEDNOLICENIE przymusu podatkowego (nikt nie może być według tych idei traktowany niesprawiedliwie...) i objął nim wszystkich użytkowników pojazdów. Gratulujemy dobrego samopoczucia "liberałom" z Unii Wolności!!!

"Benzyna, olej, gaz

W uzasadnieniu do projektu Ministerstwo Finansów podaje, że w 2000 r. wpływy do budżetu z tytułu akcyzy paliwowej wyniosą 1 mld 960 mln zł. W projekcie ustawy budżetowej na 2000 r. założono, że wzrost podatku akcyzowego wyniesie ok. 16 proc. Z wyliczeń "Rz", dokonanych na podstawie projektu rozporządzenia w sprawie akcyzy, wynika, że będzie to ok. 11,5-16 proc. Największy wzrost podatku akcyzowego nastąpi w przypadku oleju napędowego produkowanego z oleju przepracowanego - jego stawki wzrosną w 2000 r. w porównaniu z końcem 1999 r. o 40-42 proc.
Z wyliczeń resortu finansów wynika, że w przyszłym roku tylko z  tytułu podatku akcyzowego za litr benzyny bezołowiowej zapłacimy o 13 groszy na litrze więcej niż obecnie, a w przypadku oleju napędowego (zwykłego, a nie z pochodzącego z przerobu) - o 12 groszy.
Z nowych przepisów dotyczących akcyzy na pewno nie ucieszą się kierowcy samochodów zasilanych gazem. Od 1 stycznia 2000 r. paliwo to zostanie objęte podatkiem akcyzowym w wysokości 110 zł/1000 litrów, od marca 120 zł/1000 l, a od września 130 zł/1000 l. Oznacza to, że od września 2000 r. 13 groszy w cenie litra gazu płynnego stanowić będzie akcyza. (podkr. nasze - SI)
Wzrost podatku akcyzowego praktycznie automatycznie przekładany jest przez producentów i importerów na ceny paliwa. Należy się więc spodziewać, że w podanych przez nas terminach paliwa w Polsce będą drożały właśnie o wysokość wzrostu tego podatku".
Z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita"



07.12.1999 r.
"Autorytety moralne" dyskutują nad sposobem naszego wejścia do Unii Europejskiej

Pod auspicjami znanej fundacji im. Stefana Batorego odbyła się pogadanka propagandowa nt. wykorzystania nowego oręża na rzecz akcesu Polski do Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej. Prym w zagajaniu wiedli znani euroentuzjaści: Bronisław Geremek, Aleksander Smolar, Maria Karasińska-Fendler, Janusz Reiter (szef Centrum Stosunków Międzynarodowych), Piotr Nowina-Konopka, Bogdan Klich (funadcja "Pro Publico Bono" - ciekawe, znowu z Krakówka!)... Oręż został ujawniony: będą nim "organizacje pozarządowe". Jak za smutkiem stwierdzono, aż "360 organizacji ma wśród swoich celów integrację z UE. Należy do nich jednak tylko 1600 osób." (cyt za Dziennikiem Internetowym PAP) Martiono się również nikłym poparciem entuzjazmu Polaków dla tej idei: "Spadek poparcia dla integracji z UE Karasińska-Fendler tłumaczyła "nieoddzielaniem przez ludzi integracji od koniecznych zmian ustroju",  niedostateczną informacją o integracji ("media epatują tylko skandalami") oraz "brakiem przekonywającej wizji Unii jej obecnym kształcie". Jej zdaniem, zjednoczona Europa wydaje się biurokratycznym tworem, a taki obraz nie przyciąga społeczeństwa".
Nie trzeba wiele dodawać - jak widać rozsądek u normalnych jeszcze jest na jednym z czołowych miejsc w ocenie sposobów działania socjalistycznych systemów...



07.12.1999 r.
Czy chcesz utrzymywać swojego ulubionego polityka (i zastępy jego kolegów i koleżanek)?

Znowu odżywa dyskusja nad zmianą finasowania partii politycznych w Polsce. Jak zwykle są proponowane "jedynie słuszne" rozwiązania, a właściwie tylko jedno - obciążenie podatników kosztami fanaberii partyjniackich. Tym razem wysoko podnoszony jest argument o panującej korupcji i nieczystych rozwiązaniach lobbistycznych wśród osobistości życia politycznego... Przykłady znamy choćby z ostatnich dni - choć i te poprzednie odnoszą się głównie do "polityków" z AW"S", UW i SLD. Ponieważ tzw. czwarta władza służy dziś właściwie do usuwania niewygodnych kolegów lub znienawidzonych przeciwników politycznych, a nie zajmuje się sprawami błędów systemowych, na tych działaniach z pogranicza afer "cierpią" też "niewinni" socjalistyczni koledzy i koleżanki, na których spada odium za ujawnione gafy - znowu proponuje się nam "reowlucyjne" rozwiązanie: przymusowe dofinansowanie nienasyconych etatystów i ich popleczników z rozrośniętych biurokratycznych aparatów partyjnych... Przed dwoma laty akcja UPR zahamowała te same, ówczesne zapędy, trzeba widać się znowu zabrać do roboty...



10.12.1999 r.
KPN-O chce odwołania Leszka Balcerowicza

O odwołanie wicepremiera i ministra finansów Leszka Balcerowicza zabiegać będą politycy Konfederacji Polski Niepodległej-Ojczyzna.
Liczą na poparcie "Naszego Koła", ROP-U, PSL-u, SLD, a także części AWS. Zdaniem śląskiego posła KPN-O Tomasza Karwowskiego, lepszym kandydatem na stanowisko ministra finansów mógłby być Jerzy Kropiwnicki.
"Sadząc z prognoz, które od dwóch lat przedstawiają dwa ośrodki - Rządowe Centrum Studiów Strategicznych i minister finansów - to zawsze rację miał  minister Kropiwnicki. Na pewno Kropiwnicki byłby lepszym ministrem finansów" - powiedział Karwowski w czwartek dziennikarzom w Katowicach.
"Poparcie państw zachodnich mało nas interesuje. Minister finansów ma prowadzić politykę, która służy temu społeczeństwu, a nie społeczeństwom zachodnim" - dodał.
Karwowski powiedział, że szanuje Leszka Balcerowicza za wiarę w swoją misję i konsekwencję, ale jego pozostawanie na stanowisku ministra finansów jest szkodliwe dla Polski, ponieważ nie dba on o krajowe interesy, ale "prowadzi politykę pod dyktando organizacji międzynarodowych (...) i wykorzystuje je do rozgrywek politycznych w kraju".
Politycy KPN-O stawiają Balcerowiczowi 15 zarzutów. Obciążają wicepremiera m.in. odpowiedzialnością za 18 miliardów strat, które - jak mówią - zanotowało w 1998 roku osiem tysięcy krajowych przedsiębiorstw; za ujemny bilans handlowy, błędne prognozy gospodarcze, "zaniżanie deficytu budżetowego", spadek PKB i zadłużenie służby zdrowia.
Posłowie KPN-O chcą na przełomie lutego i marca - bo wtedy upłynie konstytucyjny termin, po którym taki wniosek będzie można złożyć - doprowadzić w Sejmie do głosowania nad dymisją ministra finansów. Wcześniej będą zbierać podpisy wśród posłów "Naszego Koła", ROP-u i PSL-u. W głosowaniu liczą również na poparcie części AWS i SLD.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP


O POLSCE...
06.12.1999 r.
Dziesięć lat po pokonaniu systemu komunistycznego Polska jest wolnym krajem ze stale wzrastającą gospodarką, ale nie zbyt przyjemnym miejscem do życia

John Haskins

10 lat po porażce systemu komunistycznego Polska jest wolnym i rozwijającym się krajem, ale nie jest to miłe miejsce do życia. Na zewnątrz sklepów na Marszałkowskiej młoda cygańska kobieta prosi o datki. Cała pokrzywiona, porusza się bardziej jak zwierzę, zamiast nóg, używając krótkich kul. Tysiące Cyganów przybywa do Polski z biedniejszych krajów Wschodniej Europy. Rozwijająca się ekonomia sprawia, że żebranina może być bardzo intratnym zajęciem. Cygańska dziewczyna z niewzruszonym spokojem wyjmuje monety z kapelusza, nie pozwalając, aby było w nim za dużo.
10 lat temu takich scen nie można było zobaczyć. W systemie komunistycznym żebranie było zakazane. W morzu zmian które przeszły ponad Polską, której niewzruszone dążenie do demokracji wstrząsnęło światem, wystający na ulicach Cyganie to tylko jedna więcej transformacja.
Demokratyczna rewolucja, której 10. rocznicę obchodzono we Wschodniej Europie w ostatnim tygodniu, miała swój początek w Polsce w roku 1980. Wszystko zaczęło się od tego, że młody elektryk o imieniu Lech Wałęsa przeskoczył przez płot Stoczni Gdańskiej, co doprowadziło do jednego z najbardziej znaczących wypadków w tym stuleciu. Komunizm upadł bez użycia wojska, a 400 milionów ludzi żyjących pod jego jarzmem odzyskało wolność.
Warszawa jest przykładem przeobrażeń. Błyszczące wieżowce, drogie hotele, pasaże handlowe, kina, nowe apartamenty, i luksusowe domy – dawniej niewyobrażalne – obecnie stają się zwyczajnością. Odnowione i nowe budynki są wszędzie. Toyoty i peugeoty tłoczą się na ulicach, gdzie dawniej przestarzałe samochody polskiej, rosyjskiej i wschodnioniemieckiej produkcji zanieczyszczały środowisko. Nastolatki przechwalają się telefonami komórkowymi. Sklepy przypominają ich odpowiedniki w Ameryce – pełne mięsa, owoców i importowanych dóbr.
Pomimo zatrzymania się reform ekonomicznych, Polska w 1998 roku była jedynym państwem z bloku wschodniego które, przekroczyło poziom produkcji z czasów przed wprowadzeniem reform. Produkt Narodowy Brutto w ostatnim roku wyniósł 123% poziomu sprzed czasów demokratycznych reform. I chociaż jego wzrost jest wolniejszy z powodu finansowego kryzysu w Rosji, sygnały postępu i dobrobytu są niezaprzeczalne.
Wolność i wzrost gospodarczy nie wywołują jednak wszędzie radości. We Wrocławiu oddalonym od Warszawy o ok. 350 km, 68-letni Henryk Holubek narzeka: „Teraz nie ma nic dla nas. Kiedyś mieliśmy pracę, jedzenie, wszystko co potrzebowaliśmy. Tyle lat pracy, a wszystko na nic". W jego sąsiedztwie nie ma błyszczących szklanych biurowców, tylko beznadziejne bloki z ery socjalistycznej wielkiej płyty i walące się przedwojenne kamienice. Dla jego żony Gieni, pochodzącej z małorolnej litewskiej rodziny, która pamięta nazistów zabijających setki żydów, komunizm był lepszy od tego co było przed nim i nastało po nim.
„Mieliśmy jedzenie, pracę, pokój i spokój" – powiedziała. „Mogłeś iść wszędzie nocą. Teraz nikt się nie ośmieli ze względu na napady i zabójstwa".
Rozczarowanie wraz z ubóstwem, zbrodnią i korupcją jest typowe dla pokolenia państwa Holubków. Holubek jest emerytowanym kierowcą autobusu. Wraz z żoną oboje mają problemy z sercem. Mieszkają w małym mieszkaniu. Na życie miesięcznie mają ok. 800 złotych. Są oni częścią straconego pokolenia, niechcianego przez nowo powstały prywatny sektor, którego losem nie interesuje się  biurokracja i właściciele państwowych firm.
Demokracja miała każdego wzbogacić. Ponad 25% mieszkańców Wschodniej Europy zanotowało znaczny wzrost dochodów od czasu upadku komunizmu, ale ok. 20% ludzi zaczęło otrzymywać znacznie mniejsze uposażenie. Kiedyś równe przychody – narzucone z góry – nie wzbudzały goryczy i zazdrości, jak to ma miejsce obecnie.
10 lat po tym jak kapitalizm teoretycznie pokonał socjalizm, wiele przedsiębiorstw nie zostało sprywatyzowanych. Banki, firmy ubezpieczeniowe, monopol w telekomunikacji i inne duże przedsiębiorstwa wciąż stanowią pozostałości gospodarki socjalistycznej.
Były premier Tadeusz Mazowiecki powiedział światu, że w czasach komunizmu kradzież z państwowego zakładu nie była postrzegana jako coś złego. Każdy „kombinował", jak mógł. Ale obecnie korupcja jest kontynuowana jako część tego, co Polacy nazywają słynną „polską rzeczywistością" – dodał.
Mazowiecki był pierwszym powojennym niekomunistycznym premierem w latach 1989-90. Był on doradcą „Solidarności", ale zerwał współpracę z Wałęsą, zakładając w 1994 r. Unię Demokratyczną. Obecnie 72-letni polityk jest ważną postacią w polskim parlamencie, jego opinie traktowane są bardzo poważnie.
„Zwalczenie korupcji w tym środowisku można przyrównać do próby osuszenia morza", twierdzi Mazowiecki. Studenci przyzwyczajani są do potrzeby dawania „prezentów" profesorom i masowo ściągają na egzaminach. Lekarze w szpitalach państwowych mogą wstrzymywać odpowiednią kurację do czasu, aż otrzymają pieniężną łapówkę, nawet jeżeli życie pacjenta jest zagrożone. Policja bierze pieniądze od kierowców, współpracuje z przestępcami przy „sprzedaży" kradzionych samochodów ich pierwotnym właścicielom. Łapówki brane przez polityków są tematem do głębszej refleksji – według Mazowieckiego
Ogromny wpływ, jaki ma Kościół katolicki w Polsce, powinien był przeciwdziałać kryzysowi etyki. Jednakże – według Zygmunt Karela, rektora Biblijnego Teologicznego Seminarium we Wrocławiu – „łatwo jest politykom demonstrować przywiązanie do katolickich symboli i tradycji, ale to nie przekłada się na ich uczciwość i przywiązanie do wyznawanych przez nich ideałów. Te sprawy należą do sumienia każdego człowieka".
Pomimo wiodącej roli w antykomunistycznej opozycji Kościół katolicki nie znalazł takiego miejsca w polskim społeczeństwie, jakiego się spodziewał. „Zwycięstwo Kościoła nad komunizmem i próba wprowadzenia Kościoła w centrum społeczeństwa wytworzyła dziwną sytuację" – uważa Karel – „z jednej strony Kościół jest obecny w wielu aspektach życia, ale z drugiej strony, jego głos jest słuchany z mniejszym respektem i uwagą".
W konsekwencji wartości moralne są słabe, nawet w porównaniu do USA. „(...) Trudne jest stworzenie solidarności sąsiadów, która na Zachodzie pomaga zapobiegać włamaniom do samochodów. Trudne jest krzewienie uczciwości między obywatelami. Nie zgadzam się absolutnie ze stwierdzeniem, że Zachód jest bardziej niemoralny niż Polska. Patrząc na postawy, przyzwyczajenia, mentalność należy stwierdzić, że jesteśmy w daleko gorszej sytuacji."
W kontekście biblijnych korzeni demokracji północnej Ameryki Karel stwierdził: „W Polsce nie ma tradycji przestrzegania prawa, tradycji honorowania czy zdolności do odwoływania się do podstawowych dokumentów takich jak – Biblia czy Konstytucja. W Polsce istnieje jedynie tradycja odnoszenia się do autorytetu instytucji i rządzących osób, hierarchii kościelnej albo partii". „Jednocześnie Polacy zamiast patrzyć w stronę Zachodu w celu przejęcia dobrych wzorców, obawiają się inwazji kultury amerykańskiej" – mówi Mazowiecki.
Męczennicy komunizmu – jak katolicki ksiądz Jerzy Popiełuszko, który został zamordowany przez komunistycznych oprawców, mają lepszą reputację niż ci, którzy przejęli władzę.
Wałęsa, na zawsze już wsławiony jako przewodniczący „Solidarności" i laureat Pokojowej Nagrody Nobla, w opinii publicznej przepadł jako symbol wolności, a jest postrzegany jako człowiek o złych manierach, który nie umie odejść z honorem. Pięć lat jego prezydentury przekonało ludzi o nieumiejętności rządzenia i Wałęsa przegrał walkę o reelekcję w 1995 r. z byłym komunistą Aleksandrem Kwaśniewskim. Jak na razie Wałęsa ogłosił, że zamierza kandydować w wyborach roku 2000, ale jego postawa spotkała się z totalną krytyką.
Artykuł z "World Magasine"



02.12.1999 r.
O ślubie następcy tronu belgijskiego z potomkinią polskiego rodu

"La Libre Belgique", (2.12.99) Jean Orval: - "Anna Komorowska, matka przyszłej księżnej Belgii, wywodzi się z jednej z najznakomitszych rodzin arystokratycznych Polski, których członkowie odegrali historyczną rolę w Polsce jak i na Litwie. Pochodzi ona z rodziny książąt Sapiehów, której historia od 15 wieku związana jest z historią obu krajów. Ród Sapiehów otrzymał fortunę i honory od Władysława Jagiełły, króla Polski i (wielkiego księcia) Litwy. W 200 lat później Lew Sapieha (1557-1633) - sekretarz króla Polski, Wojewoda Wileński i Wielki Marszałek nazywany był nawet "litewskim królewiątkiem".
W 1700 roku w wyniku zbrojnego konfliktu Sapiehowie tracą majątki, stanowiska na Litwie i uciekają do Polski. Ich udział w powstaniu listopadowym w 1830 przeciwko carskiej Rosji pozbawia ich na nowo majątków, dzieł sztuki i archiwów. Emigrują do Francji, Galicji - wówczas pod zaborem austriackim. Jeden z bezpośrednich przodków Matyldy kupuje wspaniały zamek w Krasiczynie, gdzie mieści się aktualnie (oddział) Muzeum Narodowego.
Podczas drugiej wojny światowej, Adam Stefan Sapieha kardynał i arcybiskup Krakowa staje się dla Polaków wysokim autorytetem moralnym. Sapiehowie walczą z nazizmem niemieckim. Trzech z nich ginie w Polsce, dwóch we Francji. Inni emigrują z Polski w związku z nastaniem stalinizmu w tym kraju.
Dziadek Matyldy, hrabia Leon Komorowski wywodzi się również z uszlachconej rodziny. Jakub Komorowski, hrabia na Komorowie pod Krakowem był ojcem pięknej Gertrudy, która poślubiła w sekrecie Stanisława Potockiego - wielkiego arystokratę (XVIII wiek). Adam Ignacy Komorowski był arcybiskupem za panowania Augusta III Sasa i w 1748 został prymasem Polski. Ostatni komendant AK, szef polskiego ruchu oporu w czasie drugiej wojny światowej, nazywał się Władysław Komorowski, z przydomkiem Bor.
Wejście Matyldy d'Udekem d'Akoz do belgijskiej rodziny królewskiej należy w pewnym sensie również do historii Polski."
Za "Przeglądem Mediów Światowych" polskiego MSZ


ZAGRANICA
06.12.1999 r.
Będą europejskie siły zbrojne? Kiedy i przeciw komu zostaną użyte?
Artykuł z "NYT"

USA contra reszta NATO odnośnie potrzeb obronnych sojuszu
Craig R. Whitney

10 lat po zakończeniu zimnej wojny, USA – mocarstwo, które właściwie nie miało możliwości sprawdzić się w bezpośrednim starciu z przeciwnikiem, spotyka się z niezrozumieniem koalicjantów z NATO. Europejscy partnerzy celują w patrzeniu na świat z własnej perspektywy i ustalaniu potrzeb obronnych sojuszu według własnych – a nie waszygtońskich – ocen.
W czwartek w głównej kwaterze sił NATO w Brukseli sekretarz obrony Wiliam S. Cohen starał się przekonać sceptycznych Europejczyków, że nie tylko Stany Zjednoczone, ale również Europa powinna czuć się zagrożona przez potencjalną możliwość rozwoju w Korei Północnej, Iranie czy innych państwach międzykontynentalnych rakiet nuklearnych.
„Myślę, że jest niezwykle istotne dla wszystkich członków sojuszu zrozumienie faktu, iż groźba ta nie tylko jest bardzo prawdopodobna, ale będzie się z czasem powiększać" powiedział Cohen.
Stany Zjednoczone mogą potrzebować pomocy, nawet jeżeli zdecydują się na stworzenie własnego skutecznego systemu obrony przeciwrakietowej. (...) „Ale jest to sprawa, w której potrzebujemy konsensusu pomiędzy Sprzymierzonymi, i będzie ona roztrząsana i dyskutowana w ciągu nadchodzącego roku".
Podziały odnośnie potrzeb obronnych uwidoczniają się tym mocniej, że w Europie dojrzała myśl o stworzeniu własnych, niezależnych od Sojuszu sił militarnych, co zostało zakomunikowane Cohenowi w formie zapewnienia, iż nic to nie zmienia w zobowiązaniach poszczególnych krajów europejskich względem NATO. Europa chce mieć własne – na razie liczące 50.000 żołnierzy siły, które byłyby zdolne do szybkiego działania nawet w najdalszym zakątku kontynentu, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Sekretarz generalny NATO, generał Lord Robertson, który sprzyja tworzeniu niezależnych sił europejskich, stwierdził: „W Europie jest obecnie około 2 milionów żołnierzy pod bronią, a ciężko trzeba było walczyć, aby znalazło się 40.000 do służby w Kosowie".
Reorganizacja i większe współdziałanie sił europejskich może dać korzyści obu stronom zarówno Unii Europejskiej jak i NATO, a będzie to jedynie wypełnienie tego, czego Ameryka domaga się od kilkudziesięciu lat. Cohen uważa, że dopóki nowe europejskie struktury militarne nie powielają NATO, to stanowią one pozytywne działanie, gdyż „silniejsza Europa oznacza silniejszy Sojusz".
Stany Zjednoczone domagały się zwiększenia nakładów na uzbrojenie sił europejskich od czasów J. F. Kennedy’ego. Natomiast w Europie po upadku komunizmu można było zaobserwować trend odwrotny. Przywódcy państw – myśląc, że zyskali z dawna oczekiwany pokój – obcięli wydatki na zbrojenia nawet o połowę. Ale dwie wojny na Bałkanach, gdzie europejscy żołnierze nie wypadli przekonywująco, uświadomiły Europie, że dalej może polegać tylko na USA w razie kłopotów na własnym podwórku.
Najbardziej widać to w W. Brytanii i Francji, które w największym stopniu odpowiadają za nieudane akcje zmierzające do pokojowego rozwiązania konfliktu w Bośni. Dopiero przejęcie dowodzenia przez NATO doprowadziło do zakończenia walk w 1995 r.
I właśnie Francja i Anglia, pomimo głębokiego porozumienia, jakie panuje między Billem Clintonem a Tonym Blairem, z największą niecierpliwością oczekują na szczyt państw Unii Europejskiej w Helsinkach w następnym tygodniu, gdzie ma być rozważana kwestia stworzenia europejskich sił obronnych.
Amerykańscy politycy mają problem z wyobrażeniem sobie europejskiego konfliktu bez udziału Stanów Zjednoczonych, ale w Europie takie stanowisko powoli znajduje swoje miejsce. Administracja amerykańska czyniła ogromne wysiłki nie tylko w Kongresie, ale również w publicznych dysputach, wyjaśniając narodowi, dlaczego właśnie Amerykanie muszą włączyć się do walki w Kosowie, która nie tylko że kosztowała miliardy dolarów, ale narażała życie amerykańskich żołnierzy. „A przecież żywotne interesy USA nie były tam nigdy, nawet w najmniejszym stopniu zagrożone" – stwierdził Rudolf Scharping, niemiecki minister obrony.
Największym jednak problem stanowią pieniądze. Lord Robertson twierdzi, że nie można zbudować bezpieczeństwa tanim kosztem.
USA wydały 3,2% produktu narodowego brutto na zbrojenia w tym roku. Dla kontrastu Niemcy, które mają jedną z największych armii europejskich – wydały tylko 1,5%. Trochę lepiej jest we Francji i Wielkiej Brytanii (odpowiednio 2,8% i 2,6%), ale i tym krajom daleko jeszcze do Stanów Zjednoczonych.
Czy więc powstanie nowoczesna, europejska, niezależna armia? Odpowiedź na to pytanie poznamy niedługo.



05.12.1999 r.
Runda WTO w Seattle nie zakończyła się dobrymi rezultatami - nawet nie ustalono terminu następnej sesji... Państwa Unii Europejskiej oskarżają USA o to, że dążąc do maksymalnego obniżeniea ceł i innych barier finansowych między nimi, chcą doprowadzić do upadku wielu sektorów gospodarczych Starego Komtynentu. Argumentami w tej walce są: genetycznie zmieniona żywność i wołowina z hormonami wzrostu - ale i tak wszyscy wiedzą, że to typowa zasłona dymna... Chodzi o niewydolny system socjalistycznych gospodarek państw UE. Najgorzej, że UE chcą doprowadzić do powstania własnego wojska (artykuł obok) - w celu podniesienia argumentacji "na wyższy poziom".


03.12.1999 r.
Niebezpieczeństwo wyjścia Amerykanów z Europy narasta...

Na szczycie UE w Helsinka już na poważnie będzie rozpatrywany pomysł powstania niezależnych od NATO sił wojskowych UZE, które mają stanowic przeciwwagę Amerykanów i ich techniki wojennej w tym pakcie wojskowym. Oś Berlin-Paryż zaczyna dawać oznaki chęci zmiany postzimnowojenengo układu na naszym kontynencie. Niedobrze to wróży jak zwykle wystawionej do pierwszego szeregu na linii natarcia przeciwników Polski...
Wczoraj Amerykanie wyrazili jednak opinię, że to sami Europejczycy przyczyniają się do osłabienia paktu. W przyszłym tygodniu podczas szczytu Unii Europejskiej w Helsinkach zostanie ogłoszona inicjatywa powołania w ciągu trzech lat europejskich sił szybkiego reagowania. Amerykanie ten projekt traktują bardzo nieufnie, obawiając się, że
Unia próbuje zbudować niezależny od NATO system obronny. Waszyngton domaga się, aby siły europejskie zostały użyte tylko wówczas, gdy sojusz odmówi udziału w operacji wojennej, na której Europie zależy. Francuski minister Alain Richard odrzucił ideę wyższości NATO nad Unią. "Unia to Unia, a NATO to NATO.
Kraje piętnastki mają prawo samodzielnie podejmować decyzje" - powiedział.
Z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita"



08.12.1999 r.
Protest w Seattle może mieć długotrwały wpływ na światowy handel
Steven Greenhouse, NYT

Z zadziwiająco dużego protestu przeciwników WTO w Seattle wytworzyła się koalicja, która utrudnia i tak już dość trudny dla Billa Clintona proces realizowania planów wprowadzenia wolnego handlu. Protestujący z Seattle mają nadzieję, że ich ruch potrwa dłużej niż ruch przeciwników wojny w Wietnamie, gdyż ich cel jest bardziej globalny niż jakaś tam lokalna wojna, którą można było zakończyć podpisaniem traktatu pokojowego. John Sweeney, prezydent AFL-CIO, stwierdził, że koalicja ta była budowana przez kilka dobrych lat, a teraz nastąpiło zjednoczenie, które może tylko przynieść korzyści.
Większość z 30.000 protestujących w Seattle to członkowie związków zawodowych, obrońcy środowiska i studenci, którzy nie przeciwstawiają się globalizacji, ale pragną złagodzić jej najdrastyczniejsze skutki. Protestowali oni w spokoju, w odróżnieniu od ok. 200 osobowej grupy anarchistów, którzy przekształcili miasto w pole bitwy wybijając szyby i ścierając się z policją.
Wielu ekspertów ds. handlu uważa, że prezydent Clinton miał świadomość powstania nowej koalicji i jej siły oraz politycznych konsekwencji, które wynikłyby dla wiceprezydenta Ala Gore’a, w przypadku uzyskania w Seattle porozumienia. Gdyby zawarto ugodę wbrew woli protestujących, mogłoby to znacznie zredukować poparcie dla Gore’a ze strony związków zawodowych i obrońców środowiska – jego tradycyjnego zaplecza wyborczego.
Według Sweeney’a, którego związki zawodowe poparły Gore’a już w październiku, taki obrót wydarzeń w Seattle może jedynie pomóc wiceprezydentowi w otrzymaniu nominacji na kandydata ze strony Demokratów. Gore nie pojechał do Seattle i wyraźnie pozostawał z boku w stosunku do rozgrywających się tam rozmów.
Zwolennicy wolnego handlu obawiają się, że powstała koalicja, sprzeciwiająca się liberalizacji, może być bardziej skuteczna niż dotychczasowy nurt antywolnorynkowy istniejący wśród związków zawodowych.
W przeszłości nie było trudności dla administracji w zdyskontowaniu wysiłków związków zawodowych przeciwnych wolnemu handlowi, gdyż były one postrzegane jako służące zabezpieczeniu interesów tylko wąskiej grupy zawodowej. Dobrym przykładem nieudanych prób sprzeciwiania się wolnemu rynkowi było powstanie NAFTY.
Ale od tego czasu związki zawodowe dużo się nauczyły. Sformowana koalicja powstała na bazie wielu grup interesów dzięki temu jej znaczenia nie można niedoceniać.
Todd Gitlin, profesor Uniwersytetu Nowojorskiego, uważa, że wydarzenia, które spowodowały protesty w Seattle, mają zupełnie odmienny charakter od tych, które były powodowane przez na przykład – wojnę w Wietnamie. „To nie dotyczy tylko WTO, ale dotyczy przede wszystkim dominacji dużych koncernów i korporacji w trwającym procesie globalizacji”. I taki ruch ma przyszłość. (...) Jego siła i wpływ będą stopniowo wzrastać. Ludzkość wkroczyła w nową erę komunikacji symbolizowaną przez Internet, który może być użyty w celu wzmocnienia i skonsolidowania małych ruchów, pozwalając im uzyskać międzynarodowy wpływ. Poza tym totalne jednoczenie się świata przestało interesować tylko fantastów i naukowców. Ten problem znajduje się w głównym nurcie zainteresowań zwykłych ludzi.
Protestujący w Seattle przysięgli zewrzeć wszystkie siły przeciwko dwóm najważniejszym chyba projektom ekonomicznym Billa Clintona w chwili obecnej: nowej umowie handlowej z Chinami oraz rozszerzeniu programu NAFTA na inne kraje. (...)
W zeszłym roku jak również i w obecnym udało się ruchom pracowników zablokować ustawę dzięki której wprowadzono by ułatwioną procedurę przyjmowania nowych krajów do NAFTY. Administracja miała negocjować, a Kongres wyrażać jedynie aprobatę lub sprzeciw – bez możliwości wnoszenia poprawek.
Obecnie przywódcy związkowi wskazują na to, że powodem ich protestu nie była bynajmniej ochrona protekcjonizmu w gospodarce, ale oczekiwali oni stworzenia specjalnej komisji, której zadaniem byłoby wskazywanie krajów przeciwko którym należy ustanowić sankcje gospodarcze, gdyż nie przestrzegają one międzynarodowych standardów prawa pracy i na przykład pozwalają na pracę dzieci.
Wielu protestujących poczytuje niepowodzenie spotkania w Seattle jako zwycięstwo. Natomiast oficjalne stanowisko przedstawicielstwa związków zawodowych w Genewie głosi, że rozmowy będą kontynuowane w styczniu, w celu stworzenia specjalnej komórki mającej opracować założenia dla planowanych na kilka lat rozmów mających na celu zniesienie barier w handlu.



08.12.1999 r.
Dyskusja na temat ubezpieczeń socjalnych w USA
Robert Pear, NYT

W Waszyngtonie odbyła się dyskusja na temat tego, na ile wystarczy pieniędzy i kiedy załamie się system ubezpieczeń społecznych. Amerykańska administracja – wg uczestników dyskusji – nie docenia, jak bardzo wydłuży się życie przeciętnego Amerykanina w następnym stuleciu. Jednocześnie nie docenia się znaczenia finansowego tych danych. Wszystkie czynniki wskazują na to, że długość życia wzroście tak samo, jak stało się to w dwudziestym wieku. Członkowie dyskusji zwrócili uwagę na prosty fakt, że dłuższe życie oznacza więcej lat korzystania z programu ubezpieczeń społecznych. W dyskusji skonfrontowano dane z wielu różnych instytucji zajmujących się problemami ekonomicznymi, demograficznymi, zdrowotnymi itp.
Raport z dyskusji został z uwagą przyjęty w specjalnej komisji powołanej przez Kongres, składającej się z członków obu partii. Być może wejdzie on nawet do całorocznego raportu komisji odnośnie działania programu ubezpieczeń socjalnych. Nie mniej jednak zarówno wiek emerytalny, podatki zabierane na ubezpieczenie, jak i wysokość wypłat z tego funduszu mogą być zmienione jedynie na szczeblu federalnym.
Średnia długość życia wzrosła z 63,9 lat w 1940 roku do 76,7 lat w 1998 roku. Odpowiedzialni za politykę ubezpieczeń społecznych urzędnicy przyjęli, że dane te wzrosną odpowiednio do 79,3 w 2030 roku i 81,5 w 2070. Ale podczas waszyngtońskiej dyskusji padły wyższe liczby – 81 w 2030 i 85,2 w 2070 roku. (...)
Prowadzący dyskusję Eugene Steuerle, ekonomista z the Urban Institute, uważa również, że zarobki i produktywność będą rosły trochę szybciej niż zakładają to wyliczenia rządowe. Biorąc pod uwagę wszystkie te fakty, stwierdzono, że problemy finansowe programu ubezpieczeń społecznych będą o 25% większe niż przewiduje to administracja rządowa. Aby pokryć niedobory przez podniesienie podatków, rocznie przychody te powinny wzrosnąć o ok. 2,6%, a nie 2,07% jak zakłada rząd. Dla przykładu dla robotnika zarabiającego rocznie 30 tys. dolarów oznacza to stratę ok. 780 dolarów ze względu na podatki, a nie – jak zakładano w projekcie rządowym – 621 dolarów.
Natomiast urząd ubezpieczeń społecznych uważa, że życie Amerykanów będzie o wiele krótsze i na przykład dopiero w 2033 roku amerykańskie kobiety osiągną tą długość życia, którą już dzisiaj mają Francuzki.
Ale oczywiście problem pozostaje. Ludzie będą żyli zbyt długo, a pieniędzy na ich emerytury kiedyś zabraknie. I co wtedy?



08.12.1999 r.
Torysi ostrzegają przed superpaństwem
Michael White, The Guardian

We wtorek partia konserwatywna wystosowała apel do premiera Tony Blaira, aby przeforsował w UE opublikowanie „milenijnej deklaracji”, w myśl której stworzono by w ramach UE wolny rynek już od następnego roku. Inaczej – twierdzą torysi – w milczeniu zostaniemy sprzedani do jednego superpaństwa.
W latach 70. i 80. laburzyści byli błędnie przekonani o konieczności rozwijania nacjonalizmu i protestowali przeciwko jakimkolwiek bliskim związkom z Europą. Natomiast – według torysów – błędem, który popełniają w latach 90., jest przekonanie o konieczności interwencjonizmu państwowego i integracji europejskiej.
Na cztery dni przed szczytem państw UE w Helsinkach torysi ostrzegają przed Europą nadmiernych regulacji prawnych, Europą pozbawioną konkurencji i polityką protekcjonizmu.
Pomimo stosowanej przez Blaira retoryki prokonkurencyjnej, laburzyści zawsze pragnęli iść razem z Europą – ostrzegają konserwatyści. I dodają, że obecny rząd będzie grał na czas, aby sprolongować zapowiedzianą na następny rok konferencję dotyczącą reformy UE, do czasu aż odbędą się następne wybory.
Konserwatyści uważają, że UE ma z pewnością wiele osiągnięć na swoim koncie, ale niemożliwe jest stworzenie jednego rynku w obliczu ukrytych i jawnych subwencji we Francji, Włoszech czy Niemczech.
Europa zbyt często zasłania się wymówkami w rozmowach odnośnie zniesienia barier w handlu ze światem zewnętrznym.


Wiadomości z UPR
09.12.1999 r.
7 września br. w hotelu „VICTORIA" w Warszawie odbyła się konferencja nt. „Finansowanie partii politycznych w Polsce; ocena dotychczasowych doświadczeń, wnioski na przyszłość" zorganizowana przez Instytut Spraw Publicznych. W pierwszym panelu – „Problemy finansowania partii politycznych w Polsce" jako panelista wystąpił wiceprezes UPR Leszek Samborski. W swoim wystąpieniu powiedział m.in.:
„UPR zawsze uważała, że partie polityczne powinny być finansowane ze składek członkowskich oraz dobrowolnych darowizn sympatyków. Jakakolwiek próba utrzymywania partii politycznych z budżetu państwa, czyli z kieszeni podatnika, jest po prostu niemoralna. Jest niedopuszczalne, aby sympatycy np. Unii Pracy poprzez podatki płacili na utrzymanie Unii Polityki Realnej bądź odwrotnie.
A takie rozwiązania są tutaj dzisiaj (i nie tylko dzisiaj) proponowane przez moich szanownych polemistów (Z. Janas – UW, A. Miedlicka – RS AW„S", A. Bentkowski – PSL).
Wg obecnie obowiązującej ustawy partie, które otrzymały w wyborach co najmniej 3% głosów, uzyskują z budżetu częściową refundację środków wydatkowanych na kampanię. Wynikają z tego dwie implikacje;
1 – wyborcy nie biorący udziału w wyborach (ok. 50% uprawnionych), a więc jak można się domyślać (wskazują na to różne badania) nie widzący żadnego sensu w partyjnych zmaganiach o stanowiska są zmuszani, jako podatnicy do opłacania tych igrzysk,
2 – wyborcy ugrupowań, które otrzymały mniej niż 3% głosów, płacą jako podatnicy na partie, przeciwko którym głosowali.
Taka sytuacja jest niemoralna i nie wolno jej utrzymywać.
Skoro jednak wśród parlamentarnych ugrupowań jest takie olbrzymie ciśnienie na finansowanie partii za pośrednictwem budżetu, to proponujemy wprowadzenie odpłatności za akt głosowania. Kwotę można ustalić na 5-10 zł.
Osiągniemy w ten sposób kilka pożytecznych rzeczy:
1 – w wyborach wezmą udział ludzie świadomi tego, co robią. Jak człowiek za coś płaci, to zastanawia się, czy warto wydawać pieniądze,
2 – osoby nie zainteresowane wyborami nie będą musiały za nie płacić,
3 – z uzyskanych środków pokryte zostaną koszty przeprowadzenia wyborów,
4 – środki pozostałe po opłaceniu kosztów można będzie przekazać partiom biorącym udział w wyborach proporcjonalnie do ilości uzyskanych głosów".

Podczas trwającej cały dzień konferencji właściwie wszyscy paneliści oraz dyskutanci (AW„S", UW, PSL, SLD), z wyjątkiem oczywiście UPR, starali się uzasadnić pogląd, że partie polityczne powinny być finansowane z budżetu państwa. Poseł L. Dorn przedstawił, opracowany w sejmowej komisji pod jego przewodnictwem, projekt zmian w ustawie o partiach politycznych i ich finansowaniu. Przedstawiający stanowisko SLD poseł L. Nikolski praktycznie w całości poparł proponowane zmiany, które sprowadzają się do tworzenia możliwości finansowania partii z budżetu oraz drobiazgowego kontrolowania każdej złotówki przechodzącej przez partyjne konta. Niezależnie od tego czy pochodzi z darowizn od osób prywatnych, czy z budżetu. Bardzo duży nacisk położono w ustawie wyznaczanie różnego rodzaju limitów finansowych, których partie nie mogą przekroczyć, finansując swoje kampanie. Jednocześnie właściwie wszyscy zauważali, że skontrolowanie czy limity nie zostały przekroczone, jest w praktyce niemożliwe.
Autorzy ustawy oraz ich poprawni politycznie zwolennicy bardzo ubolewali, że na razie społeczeństwo jest za mało dojrzałe, aby zgodziło się na całkowite finansowanie partii z budżetu. W wystąpieniach pojawiała się jednak wiara, iż przyjdzie czas, gdy naród do tego dojrzeje.
UPR wierzy, że naród rzeczywiście dojrzeje i pogoni tych cwaniaków, którzy chcą żyć cudzym kosztem.
Wiceprezes UPR Leszek Samborski ustosunkowując się do przedstawionego projektu ustawy oraz całości konferencji, powiedział:
„Nie znam stanowiska posła Dorna i pozostałych autorów projektu ustawy do kwestii wejścia Polski do UE. Po zapoznaniu się z projektem ustawy stwierdzam, że są oni w awangardzie postępu i takie osiągniecie UE jak np. ustalenie właściwej krzywizny banana jest niczym w porównaniu z tym co pan Dorn i jego koledzy zawarli w przedstawionej ustawie.
Komentowanie poszczególnych zapisów ustawy jest bez sensu, bo jest ona nikomu niepotrzebnym kawałem ciężkiej roboty przeprowadzonej zgodnie z zasadą ustaloną przez założyciela UPR Stefana Kisielewskiego; ťSocjalizm to jest taki ustrój, który tworzy trudności nie znane w żadnym innym systemie tylko po to, by je potem bohatersko pokonywaćŤ".
Ta konferencja oraz omawiany na niej projekt ustawy są, co mnie niezmiernie cieszy, jawnym dowodem na to, że kierownictwa partii parlamentarnych zorientowały się, że potencjalni darczyńcy nie dadzą im tyle pieniędzy, co w poprzednich wyborach, bo po owocach ich już poznali. Stąd teraz te limity".
Poseł SLD, L. Nikolski odpowiedział na to: „Nam jeszcze dają".
No cóż, zobaczymy jak długo?



 
 

powrót do strony głównej