Serwis informacyjny Okręgu Mazowieckiego UPR
|
|
||
|
|
||
|
|
||
|
|
O
Polsce...
Niepokój biurwokratów UE, by Polska nie stała
się autentyczną konkurencją dla socjalistycznej gospodarki na zachodzie
Europy więcej...
|
Wiadomości
z UPR
Wypowiedzi przedstawicieli UPR na konferencji nt. finansowania partii politycznych w Polsce |
|
Plagiaty "naukowe", plagiaty... Tym razem
- popisują się (p)osłowie SLD... więcej...
|
||
|
Pierwszy pręgierz i dyby w Polsce - w
Zambrowie więcej...
|
||
| Komornik Balcerowicz dostał po pazurach od medrców
z OECD więcej...
I płacze nad swoim wspaniałym programem rozwoju obciążeń podatkowych więcej... |
||
| Były prezes KGHM - kacykiem afrykańskim więcej... | ||
| Prosty przepis, jak można ukrócić rozpanoszenie się biurwokracji z partyjnych nadań więcej... | ||
| Dlaczego w Polsce są coraz młodsi przestępcy? więcej... | ||
| Serialu urządzania się postkomunistów w Polsce ciąg dalszy - przy okazji próby przejęcia jednagoz banków polskich przez Niemców więcej... | ||
| W jaki sposób Wielki Komornik Balcerowicz "obniża" podatki więcej... | ||
|
|
Krokodylom
na pożarcie
Gdzie
jest Instytut?
|
|
| "Zajęty wyborami" lewicowy premier Izraela - przeoczył "lewe" wpłaty na konto swojej partii więcej... | ||
| Postępowcy w Wielkiej Brytanii próbują wychować rodziców więcej... | ||
| Lewizna rzymska dofinasowuje (bez wstydu, oczywiście z pieniędzy podatników) zboczeńców więcej... | ||
| Czy w Hiszpanii znowu zwycięży Prawica? więcej... | ||
| W Niemczech oczywiście socjaliści też nigdy nie mieli czystych sumień więcej... | ||
| Socjaliści ze Starego Kontynentu łaczą się! więcej... | ||
|
Uważamy, że przystąpienie
do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych
warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!
|
||
KRAJ
Decyzję podejmie komisja
Rada Wydziału Gospodarki Narodowej wrocławskiej Akademii Ekonomicznej
powołała w czwartek komsję, która podejmie dalsze decyzje w sprawie doktoratu
posła Jerzego Jankowskiego (SLD), którego na początku października ub.
r. prof. Zofia Chyra-Rolicz oskarżyła o popełnienie plagiatu.
Jak już informowaliśmy w "Rzeczpospolitej", po rozpatrzeniu zarzutów
prof. Chyry-Rolicz Rada Wydziału zwróciła się do Centralnej Komisji ds.
Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych o wznowienie przewodu doktorskiego
posła Jankowskiego. W grudniu Centralna Komisja zaakceptowała ten wniosek.
W czwartek Rad Wydziału na wniosek dziekana, prof. Marka Łyszczaka
powołała piętnastoosobową komisję, w której składzie znaleźli się wszyscy
kierownicy katedr działających na wydziale. Komisja ta może przedstawić
radzie dwa rozwiązania. Gdy uzna, że mimo niedozwolonych zapożyczeń z innych
prac doktorat posła Jankowskiego spełnia kryteria samodzielnej pracy naukowej,
może zaproponować powołanie nowych recenzentów i dalsze kroki związane
z przeprowadzeniem przewodu doktorskiego. Może też wystąpić z wnioskiem
o odenranie doktoratu, jeśli zdecyduje, że praca nie spełnia kryteriów
samodzielnej pracy naukowej. Ostateczne decyzje podejmie Rada Wydziału.
R. B.
Z wydania papierowego dziennika "Rzeczpospolita"
Ciekawe, że media tym razem nie podnoszą takiego
larum, jakie mieliśmy możliwość wysłuchać i obejrzeć w przypadku posła
Anusza... Czy znowu trzeba się zastanawiać nad "rzetelnością" dziennikarską...
"niezależnych" żurnalistów? Czy moze od razu udzielić odpowiedzi?
Pręgierz
JANUSZ WOJCIECHOWSKI
Przed supersamem w Zambrowie właściciel ustawił klatkę i dyby. Urządzenia
te przewidziane są dla złodziei ujętych w sklepie na gorącym uczynku. Złodziej
spokojny będzie oczekiwał na policję w klatce, z możliwością spoczęcia
na krzesełku i nawet poczytania gazety. Złodziej nerwowy zostanie natomiast
zakuty w dyby. Stosowne napisy nad klatką służyć mają poinformowaniu publiczności
o przyczynie umieszczenia w niej danego delikwenta, żeby się nie tylko
bał, ale i wstydził.
Zambrowski eksperyment, będący ponoć efektem peregrynacji właściciela
sklepu do Tajlandii, doczeka się zapewne wielu komentarzy. Na fali popierania
wszelkich inicjatyw walki z przestępczością znajdą się pochwały rzeczonej
inicjatywy i być może jej naśladowcy. Policja jest jednak wobec pomysłu
sceptyczna i ostrzega, że użycie klatki może się zakończyć sprawą
o bezprawne pozbawienie wolności. Zastanów my się, jakie mogą wyniknąć
konsekwencje z ewentualnego użycia sprzętu wystawionego przed sklepem w
Zambrowie.
Każdy ma prawo zatrzymać przestępcę, w tym złodzieja, na gorącym uczynku
i oddać go policji. To wynika z przepisów kodeksu postępowania karnego.
Zatrzymać i oddać policji – to również znaczy, że zanim wezwana policja
dotrze na miejsce incydentu (a życie uczy, że nie zawsze następuje to ekspresowo)
ujęty przestępca musi czas jakiś pozostać w cudzych rękach. Ten, kto złodzieja
zatrzymał, ma prawo przedsięwziąć takie środki, jakie są konieczne dla
udaremnienia jego ucieczki. W zależności od potrzeb może to być trzymanie
za kołnierz, zamknięcie w pokoju albo w piwnicy, związanie, w ostateczności
chyba może to być również zamknięcie w klatce. Zwłaszcza wyposażonej w
stół, krzesło i gazety. Trudniej nieco uznać słuszność zakucia w średniowieczne
dyby. Ale skoro wolno kogoś w oczekiwaniu na policję przykuć do kaloryfera,
to czemu nie w dyby? Nie w tym więc rzecz, że kogoś złapanego na gorącym
uczynku pozbawiono wolności (to jest konieczność), lecz raczej w tym, że
ktoś taki został wystawiony na publiczne poniżenie. Tu już wchodzi rachubę
kodeks karny z jego odpowiedzialnością za znieważenie, żadnego bowiem człowieka
nie wolno poniżać i znieważać, złodzieja również. Ale z kolei prawo usprawiedliwia
taką zniewagę, która została sprowokowana. Kradzież można uznać za taką
prowokację, która stanowi usprawiedliwiony powód zniewagi. Wygląda więc
na to, że właściciel sklepu przytrzymujący złodzieja przez niezbędny czas
w klatce nie musiałby koniecznie razem z tym złodziejem trafić na ławę
oskarżonych. Zresztą ostatnio usprawiedliwia się przecież strzelanie do
złodziei (czego nowym przykładem jest uwolnienie od kary emeryta, który
zastrzelił złodzieja radia samochodowego, a przykładem dawniejszym – uniewinnienie
kobiety, która zastrzeliła złodzieja na transformatorze). Skoro można zastrzelić
złodzieja, to tym bardziej wolno zamknąć go w klatce na piętnaście minut.
Taka wydaje się w każdym razie współczesna logika sprawiedliwości. Sedno
sprawy tkwi moim zdaniem nie w odpowiedzialności, lecz w ryzyku, Jeśli
zatrzymany faktycznie okaże się złodziejem, to właściciel sklepu powinien
być wolny od przykrości. Gorzej, jeśli domniemany złodziej okaże się niewinny.
Wtedy sprawca jego poniżenia może się liczyć z poważnymi konsekwencjami
użycia klatki. Poszkodowany może mu wytoczyć pozew o grube odszkodowanie
za naruszenie dóbr osobistych. Nie jest przecież wykluczone, że ktoś się
znajdzie w klatce w wyniku pochopnych albo zgoła bezzasadnych podejrzeń
i potem nie daruje poniżenia. Nie wiadomo też, czy pomysłowy zambrowianin
zamierza więzić w klatce dzieci; w takim wypadku jego działania nie znalazłyby
żadnego usprawiedliwienia i zasługiwały na surowe potępienie. A podejrzewam,
że może to być klatka dla dzieci, bo to one najczęściej bywają przyłapane
na drobnych kradzieżach w sklepie.
Najbardziej jednak właściciel ryzykuje pomyślność swego ostro chronionego
interesu. Noga moja nigdy nie stanie w takim sklepie, przed którego wejściem
jestem obrażany. A siedź sobie, człowieku, na swojej kupie towarów i jej
pilnuj! Ludzie szanujący swoją godność ominą taki interes szerokim łukiem
i pójdą do konkurencji, gdzie klientów się szanuje i nie obraża. Wielce
prawdopodobne, że klatka i dyby znikną spod marketu w Zambrowie wraz z
bankructwem jego właściciela.
Z papierowego wydania dziennika "Rzeczpospolita" z dnia 28.01.2000
r.
Trzeba jeszcze dodać pewne fakty: otóż ten sklep
był już okradany 14 razy!! A w wypowiedziach sąsiadów tego sklepu zwyciężyło
bezdyskusyjne poparcie dla takiego pomysłu...
Jednak liczba zwolenników postulowanych przez
nas rozwiązań piętnujących naganne zachowania społeczne - rośnie!!!
Polska może wejść na ścieżkę stałego wzrostu
OECD o polskiej gospodarce
(...) Podatki są za wysokie
Obciążenia podatkowe w Polsce są wyższe niż w większości krajów OECD
- podkreślają - a przecież wysokość podatków ma ogromny wpływ na tempo
wzrostu gospodarczego. Naturalnie, jest zrozumiałe, że wpływy podatkowe
są ważnym i stałym dochodem dla budżetu, w ten sposób rząd może finansować
swoje wydatki, redukować deficyt i nie zadłuża się zbytnio. Ale podatki
w takiej wysokości, jak to jest obecnie, mogą niekorzystnie wpływać na
tempo wzrostu, są zresztą krytykowane w Polsce i za granicą. Chodzi zwłaszcza
o bardzo
wysokie obciążenie dochodów osobistych, które zniechęca do wydajnej
pracy, zbyt dużo ulg podatkowych, które obniżają wpływy z podatków, korzystają
zaś z nich przede wszystkim ludzie o najwyższych dochodach.
Opodatkowanie przedsiębiorstw należy do najwyższych spośród krajów
przechodzących gospodarczą transformację. Tak więc reforma systemu podatkowego
jest nieunikniona i to nie tylko ze względu na przygotowania do członkostwa
w Unii Europejskiej, ale również dla poprawy klimatu gospodarczego.
Planowana reforma podatkowa zbliża obciążenie podatkami pośrednimi
do porównywalnego z Unią Europejską. Bardzo korzystnie jest oceniona reforma
przygotowana przez Ministerstwo Finansów, która przewiduje zmniejszenie
obciążeń dochodów przedsiębiorstw do 22 proc. w 2004 roku.
Przedstawiciele OECD mają jednak nadzieję, że rząd przedstawi parlamentowi
propozycję reformy podatkowej, która uwzględni obniżenie opodatkowania
pracy, wyjątkowo wysokie w Polsce. W połączeniu zaś z mało mobilną siłą
roboczą doprowadzi w efekcie do wysokiej stopy bezrobocia i wysokiego udziału
szarej strefy w gospodarce.
OECD przestrzega również przez wprowadzeniem VAT w całym rolnictwie.
Powodów jest kilka. Jeden z nich to wysokie koszty działalności dla gospodarstw,
odwrócenie uwagi administracji podatkowej od problemów, które są znacznie
ważniejsze, a przede wszystkim dlatego, że przy całym wysiłku wpływy do
budżetu będą minimalne(...).
Część artykułu z dziennika "Rzeczpospolita"
Czyżby światowi mędrcy już nie lubili guru
polskich komorników podatkowych - Leszka Balcerowicza?
29.01.2000 r.
Płacz Komornika nad komornikami...
A oto odpowiedź guru "liberałów inaczej":
"- Mamy duże podatki, bo mamy wielkie wydatki" - skomentował wcepremier
Leszek Balcerowicz wczorajszy raprt OECD, odnoszący się m.in. do wysokości
obciązeń podatkowych w Polsce. (...) Trzeba zmniejszać opodatkowanie dochodów
z pracy, również z pracy przedsiębiorców, a kompensować to opodatkowaniem
koansumpcji. Taka zmiana w strukturze podatków będzie prorozwojowa (podkreślenie
nasze) - stwierdził Leszek Balcerowicz.
Za wydaniem papierowym dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 29.01.2000
r.
"Liberalizm" pełną gębą!!!
Siewierski chce kupić złoże Kimpe
Były prezes KGHM Polska Miedź Stanisław Siewierski zaproponował władzom
spółki, że odkupi od KGHM złoże kobaltu i miedzi w Kongu. Prawo do eksploatacji
złoża Kimpe Polska Miedź kupiła w 1997 roku za 45 mln dolarów; później
kontrakt renegocjonowano, ograniczając obszar złoża i zmniejszając cenę
do 25 mln dolarów. Śledztwo w sprawie nadużyć w KGHM Polska Miedź, związanych
z interesami spółki w Kongu, prowadzi Prokuratura Okręgowa w Legnicy. Sprawę
bada również UOP. Recznik prasowy KGHM Jerzy Pietraszek potwierdził, że
Siewierski wyraził chęć zakupu afrykańskiego złoża na raty, nie złożył
jednak propozycji dotyczącej ceny. "Rz" napisała, że do końca sierpnia
były prezes KGHM będzie otrzymywał ponad 170 tys. złotych - zgodnie z kontraktem
przysługuje mu roczne wypowiedzenie i roczne odszkodowanie za zerwanie
kontraktu menedżerskiego.
L. K.
Za papierowym wydaniem dziennika "Rzeczpospolita" z dn. 28.01.2000
r.
Nikłe szanse prezesów na odszkodowania
Prawo księcia
Politycy ostrzegają przed koniecznością wypłaty odszkodowań prezesom
spółek skarbu państwa, których płace byłyby obniżone przez ustawę ograniczającą
ich wynagrodzenia.
Renomowani prawnicy twierdzą, że szanse na takie odszkodowania są znikome.
Przypomnijmy: ustawa przewiduje, że postanowienia umów o pracę oraz
innych podobnych aktów, ustalające wynagrodzenia wyższe niż maksymalne
dopuszczone przez nową ustawą, stają się nieważne z mocy prawa z upływem
trzech miesięcy od dnia wejście w życie ustawy; zamiast nich stosuje się
odpowiednie jej przepisy.
- Nie ma żadnych szans na odszkodowania - uważa mec. Maciej Bednarkiewicz.
Ta ustawa jest dopuszczalnym odstępstwem od zasady gwarantującej swobodę
umów. Wprowadza coś w rodzaju ceny maksymalnej, którą przewiduje kodeks
cywilny.
Inny znany adwokat (współautor komentarza do kodeksu cywilnego) potwierdza
brak szans na odszkodowania. Nie może bowiem ponosić odpowiedzialności
partner umowy z powodu niemożliwości jej wykonania na skutek aktu władzy
zwierzchniej (tzw. prawo księcia), jakim jest właśnie ta ustawa. Stwarza
ona zresztą mechanizm dostosowawczy umów do jej wymogów.
Pozwala też przez trzy miesiące pobierać dotychczasowe wynagrodzenia,
co wyczerpuje wszelkie ewentualne roszczenia prezesów.
Mec. Andrzej Rościszewski wskazuje na wyraźną kolizją interesów: publicznego,
który najwyraźniej legł u podstaw ustawy, oraz osób, które tracą wynagrodzenia.
Nie ma jednak wątpliwości, że sąd nie będzie mógł orzec odszkodowania wbrew
wyraźnemu zakazowi ustawy.
Podobnie uważa sędzia Sądu Najwyższego: Mamy tu konflikt wartości:
z jednej strony zasadę, że umów należy dotrzymywać, z drugiej - interes
publiczny. Sąd jest związany ustawą, nie może zasądzić odebranego przez
nią wynagrodzenia. Nie ma też podstaw do odszkodowania, nie można wykazać
niedozwolonego zachowania pracodawcy ani nienależytego wykonania umowy
(nawet jeśli skarb państwa zawarł umowę, to nie można go utożsamiać z ustawodawcą,
czyli owym księciem).
Sędzia Hanna Bajer także potwierdza, że ustawa poważnie ingeruje w
swobodę umów. Nie zmienia to jednak faktu, że nakłada na sędziów
obowiązek oddalenia ewentualnych pozwów o odszkodowania.
Sędzia Wojciech Jakubowski też nie ma wątpliwości, że prezesi spółek
nie mają szans. - Żeby czegoś żądać, trzeba mieć prawną podstawę. Tymczasem
ustawa unieważnia postanowienia przyznające wysokie wynagrodzenia. Prawo
zna przykłady ustawowej ingerencji w istniejące stosunki umowne, np. prawo
lokalowe.
Mec. Stanisław Mazur przewiduje, że ustawa wywoła pozwy, ponieważ chodzi
o pieniądze, niekiedy bardzo duże. Sądy cywilne, z SN włącznie, będą musiały
wszystkie je oddalić.
Mec. Anna Pszczołowska dodaje, że niezależnie od wszelkich zastrzeżeń,
pozwy prezesów "nie przebiją się przez sąd". Sędziowie obok ustawowego
zakazu będą mogli przywołać zasady współżycia społecznego, którym umowy
nie mogą się sprzeciwiać.
Mec. Jerzy Naumann potwierdza, że prezesi nie mają szans na odszkodowania
za utracone zarobki po wejściu w życie ustawy, uprawnienia do nich wygasają
bowiem z mocy ustawy. Dziwi się nawet, że nikt dotychczas nie próbował
odzyskać niektórych wypłaconych bulwersujących apanaży. Zasadnie można
bowiem podejrzewać, że niekiedy prezesi działali na szkodę firm, co jest
przestępstwem. Gdyby to wykazać, otwarta byłaby droga do odzyskania owych
nadpłaconych wynagrodzeń.
Marek Domagalski
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
A więc jednak można skutecznie ukrócić rozpasanie
rozwydrzonych biurwokratów z partyjnych nadań!!! Wystarczy tylko chcieć!!!
Jakiego zdania w sprawie rózgi jest polskie ustawodawstwo?
Wydany przed siedmiu laty komentarz do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego,
pióra pięciu sędziów Sądu Najwyższego, w licznych miejscach troszczy się
o dobro dziecka i o to, by "dziecinne lata upływały w warunkach rodzinnego
szczęścia". Stwierdza on, że ustawa nie rozstrzyga wyraźnie, czy rodzice
mogą uciec się do karania fizycznego, dodaje jednak, że gdy zawiedzie perswazja
i łagodne środki wychowawcze, "nie jest wykluczone stosowanie kar ostrzejszych,
nie wyłączając cielesnych". Autorzy piszą jednak dalej: "Obecnie zyskuje
zdecydowanie przewagę stanowisko, że rodzice nie powinni w ogóle stosować
kar cielesnych". Najnowszy komentarz do kodeksu rodzinnego z 1999 r. unika
jak ognia słów "chłosta" czy "kara fizyczna". Tak oto poucza on rodziców
i odstrasza zarazem od stosowania podobnych pomysłów: "W wychowaniu dziecka
rodzice powinni przede wszystkim uciekać się do perswazji. Mając prawo
karania dziecka, powinni stosować je wyjątkowo. Karanie dziecka nie może
spowodować jednak uszczerbku na jego zdrowiu (zarówno psychicznym, jak
i fizycznym). Nadmierne karanie dziecka może spowodować ograniczenie, a
nawet pozbawienie władzy rodzicielskiej takich rodziców".
W kraju, w którym bije się dzieci i w szkołach, i w domach, a w pierwszym
półroczu ubiegłego roku ponad 1200 osób skazano za znęcanie się nad najbliższymi
małoletnimi, jest to pouczenie może zbyt powściągliwe, ale wyraźne. Zmiany
przygotowywane w Wielkiej Brytanii, która dość uparcie trzyma się kar cielesnych,
ilustrują dobitnie, że rózga jest w odwrocie i że społeczność międzynarodowa
w osobie sędziów strasburskich patronuje tej rejteradzie.
Stanisław Podemski
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Surowe oczy urzędników z Brukseli przypatrująs
się również krajom kandydackim do Związlu Socjalistycznych Republik Europejskich!!!
Bank Inicjatyw Gospodarczych BIG - tak dawniej nazywał się BIG Bank
Gdański - sięga swoimi korzeniami czasów Okrągłego Stołu. Jeszcze w czasie
jego obrad powstał Komitet Powołania BIG, który miał zająć się organizacją
banku. 7 czerwca 1989 roku, już trzy dni po przegranych przez PZPR wyborach,
podpisano akt notarialny zakładający bank. Otrzymał on drugą licencję bankową
w naszym kraju. Na początku kapitał prywatny stanowił 2 procent, resztę,
czyli 98 proc. stanowiły środki państwowych firm.
Początkowo BIG miał poważne problemy z uzyskaniem licencji. Ówczesny
prezes NBP Władysław Baka nie chciał jej udzielić, ponieważ uznał, że właścicielami
banku nie mogą być osoby prywatne, które jednocześnie są szefami państwowych
firm - głównych udziałowców banku.
Założyciele
Założycielami BIG byli: podsekretarz stanu w URM i doradca premiera
Aleksander Borowicz, prezes PZU Anatol Adamski, dyrektor generalny Poczty
Polskiej Telegraf i Telefon Andrzej Cichy, prezes Warty Janusz Staniszewski,
dyrektor Universalu Dariusz Przywieczerski, dyrektor w NBP Andrzej Olechowski,
prezes spółki Interster Stanisław Tołwiński i Wiktor Pitus prezes firmy
Transakcja.
98 proc. udziałów w BIG wykupiły państwowe firmy, których szefowie
byli równocześnie udziałowcami banku: PZU, PPTiT, Universal, Warta, Expolco
Holding. Wśród założycieli BIG znalazły się również Fundacja Rozwoju Żeglarstwa,
Fundacja Wspierania Inicjatyw Gospodarczych oraz spółki Interster i Transakcja.
Fundację Rozwoju Żeglarstwa założyli w kwietniu 1989 m. in. Mieczysław
Rakowski, Bogusław Kott i Aleksander Kwaśniewski. Kwaśniewski został wybrany
na prezesa fundacji. Fundacja miała promować rozwój żeglarstwa w Polsce.
Nie wiadomo, dlaczego fundacja korzystająca m. in. z państwowych funduszy
inwestowała w akcje nowo powstającego banku.
Fundacja Rozwoju Żeglarstwa była również jednym z założycieli Intersteru.
Interster był wtedy spółką, która korzystała z preferencyjnych, wielomiliardowych
kredytów przydzielanych przez Urząd Kultury Fizycznej i Sportu. Interster
słynął ze związków z wieloma politykami lewicy. Prezesem drugiej z fundacji
zakładających BIG został Mieczysław Wilczek. Jednym z
pierwszych nabywców akcji BIG był Jerzy Urban.
Ponad 10 procent akcji w powstającym banku objęła spółka Transakcja.
Jej prezes Wiktor Pitus był nie tylko udziałowcem banku, ale i członkiem
Rady BIG. Transakcję założyły: KC PZPR, ZSMP, Akademia Nauk Społecznych
i RSW Prasa, Książka, Ruch. Po KC PZPR udziały w Transakcji przejęła SdRP.
W radzie nadzorczej Transakcji zasiadał m. in.: dzisiejszy minister w kancelarii
prezydenta Marek Siwiec i Leszek Miller. Po przekształceniu Transakcji
w spółkę akcyjną do rady dołączyli: Jerzy Szmajdziński, Wiesław
Huszcza, Piotr Szynalski. Transakcja była współudziałowcem wielu firm
i przedsięwzięć prowadzonych przez SdRP. Kiedy pojawiło się zagrożenie,
że majątek po byłej PZPR przejmie skarb państwa Transakcja sprzedała akcje
BIG Universalowi za ówczesnych 1,7 mld zł.
Państwowy czy prywatny
Państwowe firmy w założenie BIG zaangażowały kilka bilionów starych
złotych. Kapitał założycielski banku wynosił 1 miliard starych złotych.
Państwowe firmy angażowały się w BIG, pomimo że same często były w trudnej
sytuacji. Kiedy w 1990 roku PZU inwestowało w akcje banku miało bilion
złotych strat. PZU powierzyło BIG 65 mld złotych jako lokatę, z której
odsetki miały być dostępne dopiero po 10 latach. W tym samym roku bank
przyjął również inną lokatę. 20 lutego 1990 roku 160 mld zł powierzył bankowi
Fundusz Obsługi
Zadłużenia Zagranicznego. Osiem dni później BIG 100 mld zł z tej sumy
przeniósł do Pekao SA. Sprawą ulokowania przez FOZZ pieniędzy w BIG interesował
się Nadzór Bankowy, prokuratura i NIK. Raport NIK stwierdza "zdjęcie przez
BIG z konta FOZZ owych 100 mld zł było bezpodstawne. Nie wynikało ono z
jakiejkolwiek umowy między stronami (FOZZ - BIG). Lokata 100 mld zł na
rachunku w PKO SA nastąpiła na podstawie polecenia przelewu BIG SA i zapewniła
bankowi BIG SA nieuzasadnione korzyści".
Zdaniem NIK, BIG zarobił na tej operacji co najmniej 1,8 mld złotych
i sumę tę powinien wraz z odsetkami zwrócić FOZZ. Członkiem pierwszej rady
banku był mecenas Krzysztof Czeszejko-Sochacki. Mecenas Czeszejko był w
radzie BIG przez 2 lata do 1991 roku. Dziś jest obrońcą Grzegorza Żemka,
szefa FOZZ w toczącym się procesie.
Oskarżony o zagarnięcie blisko 1,5 mln dolarów na szkodę FOZZ Dariusz
P. prezes Universalu był zaangażowany w założenie BIG od samego początku.
W 1992 roku "Gazeta Wyborcza" pisała, że "można czasem od bankowców
usłyszeć opinię, że BIG, to bank od ciemnych interesów". Niewątpliwie na
taką ocenę banku wpłynęły związki z FOZZ i zamieszanym w aferę prezesem
Universalu Dariuszem Tytusem P.
Dziś BIG BG nie jest już postrzegany jako powiązany wyłącznie z jedną
opcją polityczną. W ubiegłym roku był sponsorem obchodów dwudziestolecia
Ruchu Młodej Polski. Na liście organizatorów tej imprezy prezes Kott występował
obok weteranów gdańskiej antykomunistycznej opozycji. Z rady nadzorczej
zniknęły osoby związane bezpośrednio z kręgami władzy sprzed 1989 roku.
Dwie fuzje
Kiedy PZU i FOZZ zrobiły intratne lokaty w BIG zajmował on zaledwie
kilka pokoi w budynku Universalu. Współpracował z firmami uchodzącymi za
sztandarowe spółki nomenklaturowe. Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji
Polisa SA wydało na akcje BIG do 1994 roku blisko 100 miliardów złotych.
Kiedy Polisa na początku 1995 roku przeżywała poważne kłopoty finansowe
uratował ją właśnie BIG.
Dostęp do indywidualnego klienta uzyskał dzięki przejęciu upadającego
Łódzkiego Banku Rozwoju. Nikt inny nie odważył się na podjęcie restrukturyzacji
tego bankruta. Przejmowany bank miał olbrzymie straty, które nie zostały
pokryte do dziś. Jednak BIG potrafił umiejętnie wykorzystać środki pomocowe
otrzymane z NBP oraz fakt zwolnienia z rezerwy
obowiązkowej. Dziś właśnie w ramach ŁBR (dziś nazywającego się BIG
Bank) powstaje jedna z najnowocześniejszych sieci obsługi klienta detalicznego
- Millennium.
Wielkim sukcesem BIG było przejęcie za koalicji SLD-PSL większego od
siebie prywatyzowanego Banku Gdańskiego. Dzięki temu przejęciu bank stał
się jednym z największych w kraju. BIG trzykrotnie obronił się przed przejęciem
przez kapitał niemiecki, co w środowisku bankowym uważano za wielki sukces
prezesa Bogusława Kotta. Z drugiej strony, przed kilku laty próbował przejąć
kontrolę nad Kredyt Bankiem. Składał też oferty wzięcia udziału w prywatyzacji
BPH i Banku Zachodniego.
Sylwetka Bogusława Kotta
Bogusław Kott, prezes BIG. Wybrany przez Związek Banków Polskich w 1995
roku bankierem roku. Pełnił funkcję prezesa doradcy byłego premiera Cimoszewicza
ds. bankowości, jest członkiem rady Giełdy Papierów Wartościowych. Od 1989
r., tj od początku istnienia BIG był jego prezesem oraz główną w nim postacią.
Kott jest absolwentem handlu zagranicznego SGPiS. Przed założeniem
banku przez 14 lat był związany z Departamentem Handlu Zagranicznego Ministerstwa
Finansów PRL (do 1988 roku). W jego kompetencjach leżały tak istotne sprawy,
jak nadzór nad spółkami polonijnymi, rublem transferowym i eksportem wewnętrznym.
Kott był współzałożycielem firmy ATS, która zajmowała się handlem bronią.
Twierdzi, że wycofał się z niej jeszcze zanim rozpoczęła tę działalność.
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Następne źródełko wysycha...
"(...) Ponieważ opodatkowanie wartości szczególnie mieszkań i domów
jest bardzo niepopularne i wywołuje wiele zresztą uzasadnionych obaw -
dr Jan Władysław Brzeski,
doradca wicepremiera Leszka Balcerowicza do spraw rynku nieruchomości
jest zdania, że należałoby najpierw zmienić opodatkowanie nieruchomości
komercyjnych. - Nie potrzeba do tego nowej ustawy. Wystarczy wprowadzić
do istniejących stawek opodatkowania powierzchni współczynniki lokalizacyjne
- uważa Brzeski (...).
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Ktoś ma jeszcze złudzenia co do "wolnorynkowych"
przekonań Wielkiego Komornika na finansowym urzędzie ministerialnym?
Partia premiera oskarżona o oszustwa
Prokurator generalny Izraela rozpoczął w czwartek śledztwo w sprawie
nieprawidłowości finansowych, których podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej
miała dopuścić się koalicja
"Jeden Izrael" obecnego premiera Ehuda Baraka. "Jeden Izrael" jest
oskarżany o utworzenie fundacji, zbierających pieniądze na kampanię Baraka.
Fundacje, pod przykrywką działalności charytatywnej na rzecz bezdomnych
dzieci, niewidomych, starców i kalek, miały zbierać pieniądze na poparcie
Ehuda Baraka. Za pośrednictwem obecnego sekretarza rządu, Icchaka Herzoga,
"Jeden Izrael" miał zebrać w USA miliony dolarów, które zostały przekazane
do kasy partyjnej. Wykorzystano fundacje, które w tym celu powstały i znikły
nazajutrz po wygranych wyborach.
Jeszcze w czwartek rano członkowie Knesetu z sojuszu "Jeden Izrael",
Dalia Icyk i Sziri Weizman, wyrażali optymizm. Zwracali uwagę, że Eliezer
Goldberg, który pełni funkcję Kontrolera Państwa (odpowiednik polskiej
Najwyższej Izby Kontroli) nałożył wprawdzie na sojusz dotkliwą karę 13,5
milionów szekli (13,5 mln zł), ale nie zarządził postępowania karnego.
Nikt się nie spodziewał, że składając raport posłance Noemi Hazan,
zastępującej przewodniczącego Knesetu Abrahama Burga, Kontroler Państwa,
nie przebierając w słowach, wygłosi komentarz, zawierający ciężkie zarzuty
przeciwko głównym partiom politycznym Izraela. Goldberg zwrócił się do
radcy prawnego rządu o wszczęcie postępowania karnego wobec sojuszu "Jeden
Izrael", partii Likud, Centrum, Nasz Dom Izrael i Szas.
Godzinę później radca prawny rządu Izraela, Eliakim Rubinstein zadecydował
o wszczęciu śledztwa przeciwko działaczom partyjnym oskarżonym o dokonywanie
świadomych oszustw, bezprawne zagarnianie majątków i łamanie przepisów
dotyczących finansowania partii politycznych startujących w wyborach. Partie
mogą korzystać z dotacji państwowej w wysokości 1 miliona 350 tysięcy szekli,
a od osób prywatnych mogą otrzymywać jednorazową pomoc nie przekraczającą
1700 szekli.
Głównym podejrzanym jest sojusz "Jeden Izrael" finansowany przez ponad
20 fundacji, których działalność, według Goldberga, "ordynarnie mija się
z prawem". Premier Ehud Barak wyraził głębokie zaniepokojenie raportem.
- Zajęty wyborami nie wiedziałem o prowadzeniu zakazanej działalności przez
fundacje społeczne popierające "Jeden Izrael" - oświadczył w radiu Kol
Israel.
Adam Adler z Tel Awiwu
Z dziennika "Rzeczpospolita"
Wydający "moralny" wyrok na wyborców w Austrii
rząd Izraela niedomaga na wzroku, kiedy chodzi o swoje, "europejskie" zachowanie...
W Wielkiej Brytanii opublikowano projekt ustawy ograniczającej prawo
rodziców do wymierzania kar fizycznych dzieciom. Jest to kolejny ważny
krok po zniesieniu w minionym roku takich kar w szkołach. Nie ulega wątpliwości,
że tę zmianę wywołał wyrok Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który
zakwestionował w 1998 r. uwolnienie ojca od zarzutu praktykowania wobec
syna "powtarzających się i silnych razów" (paskiem). Sądy angielskie orzekły,
że bijący stosował "rozsądne kary", dopuszczalne na podstawie ustawy z
1860 r. Trybunał strasburski uznał jednak, że postępowanie takie narusza
prawa człowieka. W 1993 r. rząd brytyjski miał więcej szczęścia. Trybunał
rozgrzeszył wówczas brytyjskiego
nauczyciela, pisząc w wyroku: "Kara dyscyplinarna, zastosowana wobec
siedmioletniego ucznia, polegająca na trzech uderzeniach przez nauczyciela
kapciem przez spodnie, nie była tak dolegliwa, aby mogła mieścić się w
granicach art. 3 konwencji" (zakaz nieludzkiego lub poniżającego traktowania)(...).
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Na razie jest to tylko projekt... Ale surowe
oczy urzędników z Brukseli bacznie się przyglądają postępom postępu w Zjednoczonym
Królestwie...
RZYM
Władze nie spełnią prośby kardynała Sodano
Zlot gejów w czasie pielgrzymki
Światowy zjazd homoseksualistów obojga płci, nazywany Dniem Godności
Gejów, niezbyt fortunnie zbiegnie się w lipcu w Rzymie z wielką pielgrzymką
Polaków. Spotkanie rodaków z Ojcem Świętym nie zostało wprawdzie ujęte
w oficjalnym programie Jubileuszu Roku 2000, który nie przewiduje dni narodowych,
niemniej spodziewane jest przybycie licznych grup
pielgrzymów z Polski.
Watykański sekretarz stanu, kardynał Angelo Sodano, uważa, że trudno
będzie pogodzić zjazd gejów i jubileusz chrześcijaństwa. - Nie sądzę, aby
manifestacja gejów w Rzymie naruszała normy konkordatu - oświadczył z kolei
włoski minister spraw zagranicznych Lamberto Dini, wyjaśniając pośrednio
wątpliwości kardynała, który wezwał do wyznaczenia innego terminu spotkania
homoseksualistów.
Angelo Sodano przypomniał zobowiązanie państwa włoskiego do zachowania
szczególnego charakteru Wiecznego Miasta. - Musimy być otwarci i tolerancyjni
wobec wszystkich obywateli niezależnie od ich wiary i sposobu zachowania
- podkreślił Dini. Przyznał jednak, że "w tak szczególnym roku jak obecny
podobna manifestacja spowoduje pewien ambaras". - Powinniśmy to rozważyć,
ale nie sądzę, abyśmy mogli jej zapobiec - stwierdził.
Sytuację komplikuje fakt, że światowy Dzień Godności Gejów będzie częściowo
finansowany przez władze Rzymu. Subwencja wyniesie 350 mln lirów (ok. 175
tys. dolarów). Wywodzący się z ruchu Zielonych i wybrany głosami lewicy
burmistrz Wiecznego Miasta Francesco Rutelli jest nadzwyczajnym komisarzem
rządu włoskiego do spraw Jubileuszu Roku 2000. Dotychczas jego współpraca
z kościelnym komitetem obchodów układała się w sposób wręcz modelowy. Oskarżano
go nawet o zbytnią uległość wobec Watykanu. Teraz jednak szef grupy parlamentarnej
prawicowego Sojuszu Narodowego w Izbie Deputowanych, Gustavo Selva, zażądał
odebrania Rutellemu mandatu rządowego komisarza,
oskarżając go, że nie zrozumiał sensu wielkiego jubileuszu. Z tą opinią
nie zgodził się inny deputowany Sojuszu Narodowego Enzo Palmesano: - Kościół
powinien się czuć znieważony tym, że bezdomni umierają w tych dniach z
zimna na ulicach Rzymu, a nie spotkaniem gejów - oświadczył.
Jacek Moskwa z Rzymu
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Czyżby Lewiznie włoskiej znowu zabrakło prywatnych,
dobrowolnych pieniędzy na sfinansowanie swoich zboczeń? I ktoś ma jeszcze
złudzenia, że lewicowość jest niedłącznie związana z dewiacjami seksualnymi?
Sześć tygodni przed wyborami parlamentarnymi w Hiszpanii centroprawicowa
Partia Ludowa (PP) premiera Jose Marii Aznara utrzymuje 5,5-procentową
przewagę nad socjalistami (PSOE) - wynika z opublikowanego w niedzielę
sondażu. Na PP zamierza głosować 42,5% elektoratu, na socjalistów 37%.
Skupiona wokół byłych komunistów koalicja Zjednoczona Lewica (IU) może
liczyć na 7,5% głosów. IU odrzuciła pakt wyborczy, zaproponowany jej przez
socjalistów w celu odsunięcia partii Aznara od władzy. Sekretarz generalny
PSOE Joaquin Almunia wezwał IU do wycofania jej kandydatów w prowincjach,
w których postkomunici nigdy nie odnieśli zwycięstwa. Miałoby to utorować
socjalistom drogę do zwycięstwa w wyborach, które odbędą się 12 marca.
AFP
Za czyje pieniądze latał Rau
Obecny prezydent Niemiec, Johannes Rau, korzystał w pierwszej połowie
lat 90. z fundowanych przez bank państwowy lotów czarterowych w celach
prywatnych - pisała podczas
weekendu niemiecka prasa. Część liderów opozycji domaga się dymisji
szefa państwa. Zarzuty pod adresem Raua są związane z zataczającą coraz
szersze kręgi "aferą lotniczą" w Nadrenii Północnej-Westfalii. Z jej powodu
stracił już stanowisko minister finansów tego landu, socjaldemokrata Heinz
Schleusser.
Członkowie rządu Nadrenii Północnej-Westfalii, na którego czele przez
20 lat stał lider SPD Johannes Rau, ponad sto razy latali na koszt landowego
banku WestLB. Prasa zastanawia się, czy wszystkie podróże miały charakter
służbowy. Granica między lotami w celu prywatnym a tymi o charakterze służbowym
bywa czasami cienka.
Prezydent Rau poleciał w przeddzień Wigilii w 1993 roku wraz z rodziną
z Dźsseldorfu na przyjęcie urodzinowe byłego kanclerza Helmuta Schmidta
w Lydd w południowo-wschodniej Anglii. W drodze powrotnej postanowił, że
nie wyląduje w Dźsseldorfie, stolicy landu, którego był premierem, lecz
poleci dalej, do Monachium, skąd udał się na urlop do Górnej Bawarii. Drugi
kontrowersyjny lot odbył się w październiku 1994 roku z Dźsseldorfu do
Hamburga i z powrotem. Zdaniem gazety "Bild am Sonntag" Rau poleciał na
przyjęcie urodzinowe przyjaciela.
Adwokat prezydenta, Gernot Lehr, zapewnia, że wszystkie 45 lotów Raua
na koszt banku miało służbowy charakter. W grudniu 1993 roku Rau nie miał
szansy skorzystać z rejsowego samolotu na trasie Dźsseldorf - Monachium,
był więc zmuszony przedłużyć lot czarterem, a rok później poleciał do Hamburga
nie tylko na urodziny, ale także na rozmowy służbowe.
Wiceprzewodniczący CDU Christian Wulff w rozmowie z tygodnikiem "Focus"
wezwał Raua do podania się do dymisji. Za jego ustąpieniem opowiedziało
się w mniej jednoznaczny sposób kilku lokalnych przywódców CDU.
Do dymisji ministra Schleussera doszło w minioną środę. Przez kilka
tygodni zapewniał on, że latał wyłącznie służbowo. Ostatecznie przyznał
jednak, że dwukrotnie nie zapłacił za lot przyjaciółki, towarzyszącej mu
w podróży na chorwackie wybrzeże.
Przed porównywaniem afery lotniczej z aferami finansowymi chadeków
przestrzegają czołowi politycy SPD. - To zupełnie inna skala i inny kaliber
zarzutów - mówią. Sekretarz generalny socjaldemokratów Franz Mźntefering
uważa, że chadecy chcą dzięki sprawie Schleussera i Raua odwrócić uwagę
od niejasnych spraw finansowych swojej partii.
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Trzeba przyznać, że i chadecy i socjaliści są
siebie warci... Ale Lewizna oczywiście krzyczy, że "to zupełnie inna piosenka"!!!
Rządy czternastu państw Unii Europejskiej nie będą utrzymywały żadnych
oficjalnych kontaktów z rządem austriackim, jeśli wejdzie do niego Wolnościowa
Partia Austrii (FPÖ) - ogłoszono wczoraj w Lizbonie. W tym półroczu Portugalia
sprawuje przewodnictwo w Unii. Wcześniej minister spraw zagranicznych Portugalii
Jaime Gama przestrzegał, że jeśli partia Joerga Haidera będzie współtworzyć
gabinet, zaciąży to na stosunkach między Austrią a UE. Minister spraw zagranicznych
Francji Hubert Vedrine zaproponował, by na Austrię wywrzeć nacisk przez
ewentualne odwołanie na konsultacje ambasadorów krajów UE w Wiedniu.
AP
Wreszcie Lewizna z ZSRE ma wspólnego wroga -
wolnych wyborców w Austrii! Co za Postęp!!!
Podczas trwającej cały dzień konferencji właściwie wszyscy paneliści
oraz dyskutanci (AW„S", UW, PSL, SLD), z wyjątkiem oczywiście UPR, starali
się uzasadnić pogląd, że partie polityczne powinny być finansowane z budżetu
państwa. Poseł L. Dorn przedstawił, opracowany w sejmowej komisji pod jego
przewodnictwem, projekt zmian w ustawie o partiach politycznych i ich finansowaniu.
Przedstawiający stanowisko SLD poseł L. Nikolski praktycznie w całości
poparł proponowane zmiany, które sprowadzają się do tworzenia możliwości
finansowania partii z budżetu oraz drobiazgowego kontrolowania każdej złotówki
przechodzącej przez partyjne konta. Niezależnie od tego czy pochodzi z
darowizn od osób prywatnych, czy z budżetu. Bardzo duży nacisk położono
w ustawie wyznaczanie różnego rodzaju limitów finansowych, których partie
nie mogą przekroczyć, finansując swoje kampanie. Jednocześnie właściwie
wszyscy zauważali, że skontrolowanie czy limity nie zostały przekroczone,
jest w praktyce niemożliwe.
Autorzy ustawy oraz ich poprawni politycznie zwolennicy bardzo ubolewali,
że na razie społeczeństwo jest za mało dojrzałe, aby zgodziło się na całkowite
finansowanie partii z budżetu. W wystąpieniach pojawiała się jednak wiara,
iż przyjdzie czas, gdy naród do tego dojrzeje.
UPR wierzy, że naród rzeczywiście dojrzeje i pogoni tych cwaniaków,
którzy chcą żyć cudzym kosztem.
Wiceprezes UPR Leszek Samborski ustosunkowując się do przedstawionego
projektu ustawy oraz całości konferencji, powiedział:
„Nie znam stanowiska posła Dorna i pozostałych autorów projektu ustawy
do kwestii wejścia Polski do UE. Po zapoznaniu się z projektem ustawy stwierdzam,
że są oni w awangardzie postępu i takie osiągniecie UE jak np. ustalenie
właściwej krzywizny banana jest niczym w porównaniu z tym co pan Dorn i
jego koledzy zawarli w przedstawionej ustawie.
Komentowanie poszczególnych zapisów ustawy jest bez sensu, bo jest
ona nikomu niepotrzebnym kawałem ciężkiej roboty przeprowadzonej zgodnie
z zasadą ustaloną przez założyciela UPR Stefana Kisielewskiego; "Socjalizm
to jest taki ustrój, który tworzy trudności nie znane w żadnym innym systemie
tylko po to, by je potem bohatersko pokonywać".
Ta konferencja oraz omawiany na niej projekt ustawy są, co mnie niezmiernie
cieszy, jawnym dowodem na to, że kierownictwa partii parlamentarnych zorientowały
się, że potencjalni darczyńcy nie dadzą im tyle pieniędzy, co w poprzednich
wyborach, bo po owocach ich już poznali. Stąd teraz te limity".
Poseł SLD, L. Nikolski odpowiedział na to: „Nam jeszcze dają".
No cóż, zobaczymy jak długo?
Na Konwencie Oddziału Stołecznego, który odbył się 16.01.2000 r. jak
zwykle w budynku SD przy ul. Chmielnej - ustępujący zarząd pod kierownictwem
b. prezesa p. Sławomira Kameckiego dostał absolutorium i przeszedł do historii...
B. Prezes Kamecki nie zgłosił swojej kandydatury na następną kadencję...
Konwent prawie jednogłośnie (nie było innej kandydatury) zaaprobował
p. Grzegorza Parzycha (obecny prezes Stowarzyszenia "Koliber" i jego współtwórca)
na stanowisku nowego Prezesa. Serdecznie gratulujemy!!!