Serwis informacyjny Okęgu Mazowieckiego UPR
KRAJ
|
|
||
|
|
||
| 49/99 | ||
|
|
O
Polsce...
UE wymusza na nas odcięcie się od sąsiadów Adama Michnika nieprawdziwego obrazu Polski ciąg dalszy Rosjanie obawiają się abordażu na swe nieruchomości
w Polsce
|
Wiadomości
z UPR
List Prezesów UPR
|
|
Jeden z mafii związkowej "odstrzelony"
- Zagórny idzie siedzieć więcej...
|
||
|
Euroentuzjastyczna propaganda w Pałacu
im. Józefa Stalina w Warszawie więcej...
|
||
|
Wiemy już co nieco o przyszłorocznych
haraczach na rzecz biurwokracji polskiej więcej...
|
||
| Koalicja AW"S"-UW chce nam ograniczyc możliwość zarobków więcej... | ||
| Balcerowicz przyrośnięty do stołka, nie może sie oderwać od korytka więcej... | ||
| Powstała nowa partia biednych i bezdomnych... więcej... | ||
| Wyniki badań OBOP - pełniejsza wersja o wzroście poparcia dla UPR więcej... | ||
| Lustracja tow. Oleksego trwa... więcej... | ||
| Niedługa może zostać zgłoszony wniosek o referendum w sprawie reprywatyzacji więcej... | ||
| Jeszcze większe, jeszcze potężniejsze podatki koalicji UW-AW"S" więcej... | ||
| Polityka społeczna buraczanych socjalistów z PSL więcej... | ||
|
|
||
|
Aborcja nieśmiertelny
temat każdej kampanii wyborczej więcej...
|
||
| Clinton robi Goreowi koło piórka... więcej... | ||
| Muzułmanie z Zatoki Perskiej też się jednoczą więcej... | ||
| Kanclerz Kohl przyznał się, że jego partia CDU brała łapówki więcej... | ||
| Aleksander Łukaszenka będzie konfiskował majątki swoim ziomkom więcej... | ||
| Francuski socjalista - minister z rządu Jospina oskarżony o fałszowanie dokumentów wiecej... | ||
| Zamieszki spowodowane przez lewaków podczas sesji WTO w Seattle więcej... | ||
| Reperkusje wystąpienia białoruskiego satrapy Łukaszenki podczas sesji OBWE więcej... | ||
28.11.1999 r.
"Żak: jeżeli prasa mówi prawdę, Goryszewski będzie ukarany
Według rzecznika klubu AWS Piotra Żaka, jeżeli potwierdzą są piątkowe
prasowe informacje na temat działalności gospodarczej Henryka Goryszewskiego
(ZChN-AWS), może on utracić funkcję szefa komisji finansów publicznych.
"Oczywiście trzeba przede wszystkim sprawdzić fakty. Jeśli potwierdzą
się rewelacje zawarte w artykule +Życia Warszawy+, to na najbliższym posiedzeniu
władz klubu AWS, w najbliższy wtorek, zapadną radykalne decyzje" - powiedział
w piątek Żak. "Jakie decyzje?" - zapytała PAP. "Wnioski będą daleko idące.
Goryszewski może utracić funkcję szefa komisji finansów publicznych. Nie
wiem, jak będzie wyglądała sprawa jego członkostwa w klubie AWS" - odpowiedział
rzecznik.
Zarząd SKL zobowiązał swojego prezesa, Mirosława Stycznia, do zgłoszenia
wniosku o odwołanie Goryszewskiego z funkcji
przewodniczącego komisji w przypadku potwierdzenia prasowych doniesień.
Piątkowe "ŻW" informuje, że kancelaria Goryszewskiego w maju tego roku
umożliwiła firmie Kredyt Bank otrzymanie od Urzędu Nadzoru nad Funduszami
Emerytalnymi zezwolenia na utworzenie powszechnego towarzystwa emerytalnego.
Według dziennika, Urząd dwukrotnie odmawiał Kredyt Bankowi. Dopiero za
trzecim razem - gdy sprawą zajęła się kancelaria Goryszewskiego - Urząd
wydał opinię pozytywną. Gazeta sugeruje, że stało się tak, ponieważ na
czele Urzędu stoi Cezary Mech - partyjny kolega Goryszewskiego. Według
gazety, za tę transakcję Goryszewski i jego wspólnik mają otrzymywać przez
dwa lata po 8900 dolarów miesięcznie.
Według Żaka, Goryszewski nie złamał prawa, bo jako poseł niezawodowy
mógł prowadzić swoją kancelarię prawną. "Istnieje jednak coś takiego, jak
etyka poselska i jeśli potwierdzą się te informacje prasowe, to budzi to
ogromne wątpliwości" - dodał rzecznik.
Szef sejmowej komisji etyki poselskiej Bogdan Pęk (PSL) poinformował
PAP, że już w przyszłym tygodniu komisja zajmie się sprawą Goryszewskigo.
Według niego, jeżeli potwierdzą się piątkowe informacje "ŻW", to komisja
dołączy tę sprawę do tej, którą już się zajmuje.
Od kilku tygodni komisja bada sprawę doradzania przez kancelarię Goryszewskiego
firmie "Agros". Prasa donosiła, że szef komisji finansów publicznych, jako
doradca prawny firmy "Agros", starał się umożliwić jej niezapłacenie zaległego
podatku VAT. Poseł ZChN miał w ten sposób zapobiec wpływowi do kasy państwa
17 mln zł. Według prasy, ostatecznie "Agros" będzie jednak musiał uregulować
wielomilionową zaległość z tytułu niezapłaconego podatku VAT i opłat celnych.
Informacji "ŻW" nie chciał komentować szef poselskiego zespołu chrześcijańsko-narodowego
Stefan Niesiołowski. "Na podstawie jednej publikacji prasowej nie chcę
wydawać sądów. Nie potrafię powiedzieć, czy te informacje są prawdziwe,
czy nie. Muszę porozmawiać najpierw z Henrykiem" - powiedział Niesiołowski".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Chłopaki z SKL zaczynają pokazywać kły... w poszukiwaniu
szerszego dostępu do koryta!!!!
30.11.1999 r.
Dymisja Henryka Goryszewskiego
"Zgodnie z umową jego kancelaria prócz
zlecenia dotyczącego UNFE otrzymywać ma od PTE Kredyt Banku co miesiąc
przez dwa lata 8900 dolarów za obsługę prawną. Wczoraj Małgorzata Szelewicka,
dyrektor ds. public relations PTE Kredyt Banku, oświadczyła, że oferta
kancelarii Henryka Goryszewskiego była "najtańsza", co zdecydowało o jej
wyborze". - z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita".
"To jest oczywiste - twierdzi Jerzy Wierchowicz, przewodniczący klubu
UW. - Reprezentowanie osób fizycznych i prawnych przed organami władzy
państwowej, przy równoczesnym wykonywaniu mandatu posła, który ma ogromny
wpływ na kształt prawa, jest absolutnie niedopuszczalne. Nawet zwykły poseł
nie powinien wykonywać zawodu radcy prawnego i adwokata.
Wiesław Walendziak, wiceprezes SKL, także uważa, że jeśli informacje
prasowe się potwierdzą, Goryszewski powinien odejść. - Konflikt interesów
jest tu oczywisty. Nie tak dawno premier przedstawił klubowi AWS priorytety
swojej polityki. Jednym z nich było budowanie wysokiego standardu służby
publicznej. W ugruntowanych demokracjach sytuacja, w której znalazł się
Henryk Goryszewski, nie byłaby do zaakceptowania - powiedział ŻYCIU Walendziak.
- Inicjatywa należy jednak do ZChN.
- Trudno automatycznie dyskwalifikować człowieka, który nie łamie prawa
- uważa Jacek Kurski, wiceprezes ZChN. - Jednak polskie prawo zbyt często
sankcjonuje przypadki nieetycznych zachowań. Takie funkcje, jak przewodniczący
komisji, powinny pełnić osoby, wobec których nie stawia się tego rodzaju
zarzutów. W każdym razie sytuacja dojrzała, by zajął się nią zarząd i Rada
Polityczna ZChN". - z artykułu w dzienniku "ŻYCIE".
"Dzisiaj maja rozstrzygnac sie losy Henryka Goryszewskiego, posla AWS
i przewodniczacego sejmowej Komisji Finansow Publicznych. Na posiedzeniu
prezydium klubu parlamentarnego
AWS padnie wniosek o odwolanie go ze stanowiska szefa komisji.
Juz wczesniej zapowiedzial to prezes SKL Miroslaw Styczen. - Moge tylko
powtorzyc: jezeli fakty ujawnione przez "Zycie Warszawy" potwierdza sie,
wobec Goryszewskiego zostana
wyciagniete bardzo powazne konsekwencje - powiedzial nam Piotr Zak,
rzecznik klubu AWS. Ponad polowe czlonkow prezydium klubu stanowia obecnie
przedstawiciele Ruchu Spolecznego
AWS.
Bardzo krytycznie oceniaja oni dwuznaczna role Goryszewskiego w dzialaniach
na rzecz uzyskania przez Kredyt Bank zgody na otwarcie towarzystwa emerytalnego.
Moze to oznaczac, ze
beda glosowac za odwolaniem szefa Komisji Finansow Publicznych. Ostateczna
decyzja nalezec bedzie do calego klubu AWS, ktory zbiera sie kilka godzin
po prezydium". - z artykułu w dzienniku, który ujawnił tę sprawę - "Życie
Warszawy".
Henryk Goryszewski podał się już do dymisji ze
stanowiska przewodniczącego sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Złożył
ją na ręce marszałka Sejmu Płażyńskiego. Jako motywację tej decyzji wymienił
względy zdrowotne i "atmosferę nagonki politycznej" na niego. Czy można
go żałować...? Jak twierdzi reprezentant z "Gazety Polskiej" - w ich posiadaniu
znajduje się autoryzowany wywiad z nim, w którym proponował rząd AW"S"-SLD...
A reprezentanci postkomunistów chwalą go - artykuł z dziennika "Rzeczpospolita".
Na rok i trzy miesiące więzienia skazał w piątek Sąd Rejonowy w Jastrzębiu
Zdroju (Śląskie) Mariana Zagórnego - przywódcę rolniczych protestów z lipca
ubiegłego roku - za wysypanie 12 wagonów zboża w Zebrzydowicach.
Prokurator żądał jednego roku pozbawienia wolności. "Sąd nie ma prawa
oceniać polityki rządu. Zrozumiałbym wysypanie symbolicznej ilości zboża,
ale nie zniszczenie mienia o tak znacznej wartości" - powiedział w uzasadnieniu
sędzia Mirosław Płysa.
Sędzia podkreślił, że nie jest to wyrok w zawieszeniu z powodu zachowania
oskarżonego, który mówił już po wysypaniu zboża, że nie czuje się winny
i zapowiadał, że będzie dalej je wysypywał.
"To wyrok jednostronny, nie brano w ogóle pod uwagę wniosków mojego
obrońcy, opinii biegłych. Mówi się, że sądy w Polsce są niezawisłe, ja
myślę, że ten sąd jest pod wpływem lobby importerów i przemytników. Komuś
zależy na tym, żebym siedział w więzieniu" - uważa Marian Zagórny. Wyrok
nie jest prawomocny. Obrońca Zagórnego zapowiedział apelację.
Prokuratura zarzucała Zagórnemu, że w ubiegłym roku, kierując zorganizowaną
przez siebie akcją protestacyjną rolników zrzeszonych w związku, doprowadził
do wysypania na torowisku w Zebrzydowicach (Śląskie), przez nieustalonych
uczestników protestu, 12 wagonów importowanej pszenicy.
PKP wyceniła wielkość szkody na ponad 211 tys. zł, niezależny biegły
- na 108 tys. zł.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Pierwszego z bossów związkowych - nieszczęścia
Polski - dotknęło to, na co zasłużył. Ponoć warchoł Lepper smutno pochyli
swój zakuty łeb...
W związku z tym, że głosów krytycznych było niewiele (jak zawsze barwny
Janusz Korwin-Mikke i kilku innych mniej znanych
prelegentów zwróciło uwagę, iż rocznie będziemy musieli wpłacać do
kasy Unii prawie dwa mld euro składki członkowskiej), a eksperci w osobach
m.in. Andrzeja Olechowskiego, profesora Jacka Trznadla i Pawła Sameckiego,
szefa UKIE, przekonywali o korzyściach płynących z uczestnictwa w UE (bylibyśmy
dobrze reprezentowani w instytucjach europejskich, moglibyśmy blokować
decyzje UE wymagające zasady jednomyślności), od początku wiadomy był rezultat
przeprowadzanego wśród uczestników referendum - za wstąpieniem do UE opowiedziało
się ponad 90 proc.
- To nie był dialog, a entuzjastyczny monolog o Unii - skomentował
spotkanie jeden z uczestników. F.G.
fragment artykułu z dziennika "Rzeczpospolita"
"(...) Jako jedyny obecny na kongresie "eurosceptyk lub eurorealista"
wystąpił Janusz Korwin-Mikke. "Takiej ilości propagandowych kłamstw jeszcze
nie słyszałem, mimo że ta sala do tego przywykła" - powiedział. Interesowało
go tylko, czy z UE można wystąpić. Usłyszał, że można, ale przedtem trzeba
wstąpić.
Komentując nieobecność na Kongresie - mimo zaproszenia - zdeklarowanych
przeciwników integracji z Unią współprzewodniczący Forum Marek Goliszewski
powiedział: "Prawdopodobnie nie chcą rozmawiać". Wymienił o. Tadeusza Rydzyka,
Jana Łopuszańskiego (Stronnictwo Porozumienie Polskie) i Jarosława Kalinowskiego
(PSL).
Nieobecnych było jednak więcej. Z zaproszenia na Kongres nie skorzystali
np. premier Jerzy Buzek (przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej)
ani żaden z liderów największych partii politycznych, których wystąpienia
zapowiadano wcześniej".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Od nas dodamy, że na wystąpienie Prezesa przydzielono
(!!!) 2 minuty, więc nie miał możliwości pełnego jego zaprezentowania,
a mówi to wiele o kulturze politycznej euroentuzjastów: zaczyna przypomniać
ich duchowych antenatów - narodowych socjalistów... A tekst wystąpienia
Prezesa UPR można znaleźć TUTAJ.
Urzędnik-wicepremier Balcerowicz uradował tłumy
Polaków swą decyzją o podjęciu historycznej odpowiedzialności za pozostanie
przy korycie w MinFinie. Jak sam oznajmił, "wzruszył się wyrazami poparcia,
jakie dostał w setkach listów, faksów, telegramów, mnóstwo rozmów telefonicznych
z wyrazami otuchy i wsparcia i z oczekiwaniami kontynuacji mojej służby
państwowej"! W swym oświadczeniu mówił, że ścierały się w nim dwa poczucia
odpowiedzialności - "Jedno z nich mówiło: trzeba odejść (...). Ale było
też i drugie poczucie odpowiedzialności, które mówiło, że trzeba zostać
(...)". Jednak zwyciężyło zamiłowanie do wprowadzania podwyżek podatków
pośrednich... Zapowiedział wniesienie projektu koalicji odrzuconego przez
prezydenta Kwaśniewskiego w przyszłym roku pod obrady Sejmu - będzie to
ten sam wniosek mniejszości z listopada 1999 r. A w mediach trwa spektakl
pn. "Dobroczynny wpływ pozostania Balcerowicza prz korycie na wolny rynek"
- ciągle straszono, że jak tylko pojawią się pogłoski o jego dymisji, nastąpi
krach walutowy... W środę "Trójka", III program PR, podała, że jak tylko
stało się wiadome, iż będziemy się jeszcze cieszyć z jego przyśrubowanej
obecności do stołka - od razu "staniały dolary, a złoty się umocnił..."!!!
Wygląda na to, że jego smutną twarz komornika
będziemy mieli jeszcze jakis czas możliwość oglądać - np. do batalii o
budżet '2000...
"Polska Partia Robotniczo-Chłopska zamierza poprzez swoich posłów i
senatorów reprezentować interesy najbiedniejszych Polaków" - przedstawiono
idee przyświecające powodom zawiązania nowego ugrupowania.
"Działamy dopiero od roku. Nie zdążymy już zorganizować się na wybory
prezydenckie, ale sądzę, że nasi przedstawiciele lub popierani przez nas
ludzie spoza PPR-Ch wejdą do Sejmu i Senatu, gdyż dotychczas rządzące partie
polityczne nie spełniają oczekiwań społeczeństwa. Dlatego postanowiliśmy
utworzyć nową partię dbającą o dobro wszystkich Polaków, ze szczególnym
uwzględnieniem najuboższych - bezdomnych i bezrobotnych" - powiedział przewodniczący
RN tej partii.
Partia ta oczywiście opowiada się przeciw reprywatyzacji
w wszelkiej formie, gdyż "historii nie można cofać", jak zauważyli jej
członkowie.
Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w połowie listopada, wygrałby
je SLD zdobywając 33 proc. głosów - wynika z sondażu OBOP. Na drugim miejscu
znalazłaby się AWS, dla której poparcie zadeklarowało 23 proc. ankietowanych.
Trzecią pozycję zajęły wspólnie Unia Wolności i PSL: na każdą z tych
partii skłonny jest oddać głos co dziesiąty wyborca (po 11 proc.).
Wśród pozostałych ugrupowań, które nie uzyskałyby jednak mandatów,
największym poparciem cieszy się Unia Pracy, Unia Polityki
Realnej i Krajowa Partia Emerytów i Rencistów (po 4 proc.).
Ponad jedna trzecia ankietowanych (36 proc.) zdecydowanie deklarowała
wzięcie udziału w wyborach parlamentarnych, gdyby odbywały się one w połowie
listopada. Ponad jedna czwarta uprawnionych do głosowania (29 proc.) mówi
z wahaniem, że raczej poszłaby głosować. 10 proc. - deklaruje, że raczej
nie głosowałoby, a 18 proc. jest zdecydowanych nie brać udziału w
wyborach. 7 proc. nie miało zdania.
Badanie przeprowadzono w dniach 13-15 listopada, tuż po obchodach Święta
Niepodległości, w czasie debaty nad ustawami podatkowymi na przyszły rok,
na reprezentatywnej próbie 1022 dorosłych Polaków".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
"Prezes PSL Jarosław Kalinowski uważa, że polska delegacja na konferencji
Światowej Organizacji Handlu (WTO) w Seattle powinna poprzeć Unię Europejską
w sporze z USA o Wspólną Polityką Rolną UE. "Czy się komuś podoba czy nie,
to dążąc do UE mamy w tej chwili wspierać stanowisko Unii Europejskiej,
rolników europejskich w ramach tych negocjacji" - powiedział Kalinowski
podczas czwartkowej konferencji prasowej. (...) Zdaniem prezesa PSL, trzeba
się sprzeciwić "absolutnej komercjalizacji" produkcji rolniczej lansowanej
m.in. przez USA. "Jeżeli komuś się marzy, że będziemy przekształcać nasze
rolnictwo na wzór
rolnictwa Stanów Zjednoczonych czy nowej Zelandii, to my mówimy po
prostu, że tak nie może być" - mówił Kalinowski. USA oraz grupa państw
największych eksporterów żywności, m.in. Kanada, Australia i Argentyna
domaga się od UE zaprzestania dotowania eksportu żywności".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Jednym słowem - według prezesa buraczanych socjalistów
z nomenklatury PSL - polscy rolnicy nie mają prawa wytwarzać żywności powodowani
jedynie "żądzą zysku", ale pewnie mają uprawiać "politykę społeczną" w
swojej zagrodzie... Gratulujemy pomysłu!!!
H. vR - Polska stała się demokracją według zachodniego modelu. W jednym z ostatnich artykułów ostrzegał Pan przed bałkanizacją państw wschodnioeuropejskich, jeśli nie zostaną szybko włączone do UE. Jak poważne jest niebezpieczeństwo ponownej destabilizacji w Polsce?
AM - Rzeczywiście, integracja z UE powinna nastąpić
jak najszybciej. Jeśli bowiem państwa Europy wschodniej do końca stracą
wiarę w UE, pozostaje im tylko jedna możliwość: państwo etniczne. Takie
państwo może przybrać formę, którą ja nazywam demokraturą: dyktatura respektująca
niektóre demokratyczne instytucje. Przykładami demokratury jest Chorwacja
i
Serbia. Istnieją tam wprawdzie partie polityczne
i demokratyczne wybory, lecz państwami tymi rządzą elity.
H. vR - Dlaczego integracja z UE jest tak ważna dla Europy wschodniej?
AM - Ponieważ państwa wschodnioeuropejskie będą
wtedy podlegać logice Zachodu. Trzeba to widzieć tak: Czechosłowacja jest
poza UE i uległa rozpadowi, Belgia zaś jest w UE i się nie rozpada (...)".
Za Przeglądem
Mediów Światowych MSZ
Adam M. straszy czytelników
na Zachodzie, upowszechniając nieprawdziwy wizerunek Polski, jakoby miała
ona tylko jedną możliwoć do wyboru... O alternatywie z NAFTA - ani słowa,
no, ale w końcu od nich nie dostanie pieniędzy...
Król Arabii Saudyjskiej Fahd zaproponował w sobotę stworzenie wspólnej
struktury obronnej oraz jednolitego rynku sześciu państw arabskich należących
do Rady Współpracy Krajów znad Zatoki Perskiej.
W pierwszym dniu szczytu Rady w stolicy Arabii Saudyjskiej Rijadzie
monarchowie i szefowie państw szóstki omawiali także trudne problemy stosunków
z dwoma potężnymi sąsiadami nie należącymi do Rady - Iranem i Irakiem.
"Ponieważ nie byliśmy dotąd w stanie stworzyć jednolitych sił arabskich,
to przynajmniej powinniśmy doprowadzić do tego, by powstały wspólne siły
zbrojne w naszym regionie nad Zatoką Perską, tak by bezpieczeństwo naszych
krajów i narodów nie zależało jedynie od nastrojów i interesów innych krajów"
- stwierdził Fahd w specjalnym oświadczeniu opublikowanym z okazji szczytu
przez Saudyjską Agencję Prasową.
"Świat idzie szybko do przodu w kierunku otwarcia rynków i granic (...)
Nie możemy działać jak równy z równym (z wielkimi uniami gospodarczymi)
bez stworzenia jednolitego ciała gospodarczego skupiającego kraje znad
Zatoki Perskiej" - podkreślił saudyjski monarcha, inaugurując szczyt.
Przywódcy Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Kuwejtu, Omanu, Kataru i Zjednoczonych
Emiratów Arabskich postanowili w pierwszym dniu obrad sfinalizować działania
na rzecz stworzenia jednolitego systemu celnego.
Wspólny system celny był celem Rady Współpracy Krajów Znad Zatoki Perskiej
od czasu jej powołania przed 18 laty".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Państwa muzułmańskie też zaczynają dostrzegać
nadchodzącą wojnę...
Były minister finansów w rządzie Lionela Jospina Dominique Strauss-Kahn
został listownie zawiadomiony o oskarżeniu go o "sporządzanie i używanie
fałszywych dokumentów" - donosi w poniedziałek francuski dziennik "Le Figaro".
Według gazety, Strauss-Kahna wezwali sędziowie prowadzący śledztwo
w sprawie nadużyć finansowych w studenckiej kasie wzajemnej pomocy - MNEF.
Dokładnej daty tego przesłuchania nie ustalono. Prawdopodobnie odbędzie
się ono w najbliższych dniach.
Strauss-Kahn przyjął w latach 1994-97 od MNEF 603 tys. franków (ok.
100 tys. dol.). Było to wynagrodzenie za usługi doradcze, które świadczył
jako prawnik w czasie negocjacji między przedsiębiorstwem Compagnie Generale
des Eaux (dziś Vivendi) a holdingiem MNEF, firmą Raspail Participation
et Developpement, będącej wówczas w złej kondycji finansowej.
W trakcie śledztwa wszczętego w 1998 roku w sprawie nadużyć finansowych
popełnionych przez dyrekcję MNEF okazało się, że dokumenty poświadczające
pracę wykonaną przez Strauss-Kahna sfałszowano - prawdopodobnie zredagowano
je później niż wskazuje umieszczona na nich data. Wykonano je bowiem na
papierze i za pomocą czcionek, które nie istniały jeszcze w czasie wskazanym
przez datę dokumentu.
Po wyjściu na jaw tych nieprawidłowości Strauss-Kahn, jeden z czołowych
członków rządu i najważniejszych współpracowników premiera Lionela Jospina,
2 listopada podał się do dymisji, mimo że - jak twierdził odchodząc - "absolutnie
nie czuje się winny".
Prócz byłego ministra finansów do dymisji podało się dotychczas trzech
innych socjalistów zamieszanych w sprawę MNEF: osobistość numer dwa w Partii
Socjalistycznej - Jean-Christophe Cambadelis, Jean-Marie Le Guen - do niedawna
szef socjalistów w Paryżu i François Bernardini - szef PS w departamencie
Bouches- du-Rhone.
(Magdalena Filipkowska - Paryż)
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Obradom rozpoczynającej się we wtorek w Seattle w amerykańskim stanie
Waszyngton konferencji Światowej Organizacji Handlu (WTO) mają towarzyszyć
demonstracje przeciwników WTO i globalizacji gospodarki.
W toku rozmów przygotowawczych w Genewie w zeszłym tygodniu nie uzgodniono
nawet porządku obrad konferencji, na którą przybywa do Seattle ponad 3
tysiące ministrów i innych wyższych urzędników ze 135 krajów członkowskich
WTO, z Polską włącznie.
Powojenna liberalizacja handlu międzynarodowego spowodowała niebywały
wzrost jego obrotów, które w ubiegłym roku sięgnęły 5,5 biliona dolarów
- o 80 procent więcej niż na początku obecnej dekady.
Przywódcy niemal wszystkich państw, zwłaszcza krajów wysoko rozwiniętych,
popierają wolny handel twierdząc, że pobudza on wzrost gospodarczy, a więc
przynosi powszechne korzyści. Z apelem o dalsze obniżenie barier handlowych
ma wystąpić na konferencji w środę prezydent Clinton.
Do Seattle zjechały jednak także tysiące przeciwników obecnego modelu
handlu światowego z przeszło 500 organizacji. Według nich, pełna liberalizacja
międzynarodowych obrotów towarowych grozi wzrostem bezrobocia i dalszym
niszczeniem środowiska naturalnego, szkodzi interesom konsumentów i ignoruje
kwestię praw człowieka.
Demonstracje przeciw konferencji zaczęły się w Seattle już w czasie
weekendu, aresztowano co najmniej cztery osoby. We wtorek odbędzie się
marsz protestacyjny, zorganizowany przez amerykańską centralę związkową
AFL-CIO oraz ekologów z Sierra Club, Friends of the Earth i The Humane
Society.
Oczekuje się, że demonstranci mogą sparaliżować ruch w centrum miasta.
Planują oni m.in. przykuwanie się łańcuchami do budynków i protestacyjny
happening pod nazwą "Żadnej globalizacji bez reprezentacji" - jego uczestnicy
zamierzają wrzucać do oceanu stal, sprowadzaną z totalitarnych Chin i szpikowaną
hormonami wołowinę amerykańską.
Akcja ma nawiązywać do historycznej "herbatki bostońskiej" z 1773 roku,
kiedy pod hasłem "Żadnych podatków bez reprezentacji" zatopiono opodatkowany
na rzecz Wielkiej Brytanii ładunek herbaty - co okazało się pierwszym epizodem
wojny o niepodległość USA.
(Tomasz Zalewski - Waszyngton)
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Jak się dowiedzieliśmy - policja użyła gazów
łzawiących i gumowych kul, by rozpędzić tłuszczę demonstrantów walących
łańcuchami po dachach samochodów i rzucających kłody pod koła, składających
się głównie z członków zwiazków zawodowych i organizacji ekologicznych.
Niektóre delegacje, w tym i amerykańska nie mogły opuścić swych hoteli,
obleganych przez manifestantów. W jednym miejscu demonstrowała grupa rozebranych
do pasa kobiet... - jak widać: lewactwo w pełnej gali!
Gubernator Gary Locke wezwał 200-osobowy oddział
Gwardii Narodowej do patrolowania ulic i ochrony sklepów i budynków...
Wprowadzono stan wyjątkowy w mieście...
Trochę zdjęć z zamieszek: źródło: SEATTLE
POST-INTELLIGENCER i Los Angeles
Times
Usuwanie protestujących z terenu zajść |
Policjanci dokonują aresztowania |
Policjant strzela gumowymi kulami, by rozproszyć demonstrantów |
Przekrzykiwanie się policji i demonstrantów |
Po podpaleniu śmieci przez demonstrantów policja użyła gazu łzawiącego, by rozproszyć tłum |
Policyjny koń z osłoną |
Konna policja przepycha protestujących |
"Morskie żółwie" w marzszu protestowym |
Milcząca konfrontacja |
Przerwa na odpoczynek |
Policja używa gazu łzawiącego przed budynkiem, w którym odbywa się sesja WTO |
Policja filmuje zajścia |
"USA milczy, gdy Rosja igra z ogniem
Na ostatnim szczycie w Instambule zupełnie niezauważone zostały słowa
prezydenta Aleksandra Łukaszenki przypominające Polsce, że 400 000 Polaków
wciąż żyje na Białorusi.
Prezydent zasygnalizował, iż rosyjski nacjonalizm rozbudzony na tle
wojny w Czeczenii może przenieść się na Białoruś i zainspirować sposoby
w jaki ta potraktuje zamieszkujące tam mniejszości narodowe. Łukaszenka
posunął się do stwierdzenia, że mniejszość polska to zakładnicy. Nie można
tego inaczej nazwać jak jedynie ukrytą groźbą kraju położonego bezpośrednio
pomiędzy Polską a Rosją. Większość przywódców na istambulskim spotkaniu
słyszała te słowa, ale nikt z 54 liderów politycznych świata, na czele
z prezydentem USA, nie zareagował.
Łukaszenka znany jest ze swojej nienawiści do Ameryki. Trzy tygodnie
temu przemawiając do rosyjskiego parlamentu, białoruski prezydent wychwalał
wojsko za wzrost jego potęgi politycznej, stwierdzając że wojna w Czeczenii
pobudziła rosyjski nacjonalizm i że jest to droga powrotu do dawnej potęgi
imperium rosyjskiego.
W sytuacji, gdy Rosja i Białoruś porozumiały się co do stworzenia pewnej
formy zjednoczenia obu tych krajów, słabsze państwa położone wzdłuż rosyjskiej
granicy oczekują od prezydenta Clintona zatrzymania groźby i podjęcia decyzji
szybko i stanowczo.
Milczenie Clintona i innych przywódców europejskich w Istambule w obliczu
wystąpienia Łukaszenki oraz danie wolnej ręki Rosji co do ludobójstwa w
Czeczenii jest jak zimny prysznic dla Wschodniej Europy. Jako nowy członek
NATO Polska jest chroniona przeciwko atakowi wojskowemu, ale nie jest chroniona
przeciwko sposobom, w jakie Łukaszenka chce użyć polskiej mniejszości,
aby zdestabilizować sytuację na naszej wschodniej granicy i nie wprost
rzucić wyzwanie NATO.
(...)
Obecnie wszystkie kraje sąsiadujące z Rosją, również członkowie Sojuszu,
oczekują czegoś więcej z Waszyngtonu niż tylko milczenia. Oczekują konkretnych,
a nie gołosłownych ostrzeżeń dla teamu Rosja-Białoruś, aby przestał
igrać z ogniem.
Jan Nowak, długoletni obrońca interesów Polski w Ameryce, wysłał ostatnio
list do wiceprezydenta Ala Gorea oraz republikańskich kandydatów na prezydenta
Georgea W. Busha i Johna McCaina, podkreślający niebezpieczeństwo omawianej
sytuacji. Nowak skrytykował wystąpienie Busha dotyczące polityki zagranicznej,
w którym Bush milczał odnośnie bezpieczeństwa Europy Wschodniej oraz ekspansji
NATO. Nowak stwierdził, że milczenie Busha może zniechęcić do niego miliony
amerykańskich wyborców pochodzących z Europy Wschodniej.
Byłe państwa obozu socjalistycznego patrzą na wzrastającą polityczną
siłę armii rosyjskiej i wojnę w Czeczenii jako na główne wydarzenie polityczne.
Od rewolucji październikowej rosyjskie wojsko chyba nie miało tak ogromnego
wpływu na politykę, jak to obecnie ma miejsce pod rządami premiera Władimira
Putina. Stara się on pobudzać rosyjski szowinizm w celu osiągnięcia wiodącej
pozycji w wyścigu o fotel prezydenta w następnym roku.
Od Stalina do czasów Gorbaczowa radzieckie wojsko było trzymane z daleka
od polityki. Sytuacja ta zaczęła się zmieniać jednak na długo przed Putinem.
Większość specjalistów służb specjalnych zgadza się ze stwierdzeniem, że
akcja wojska rosyjskiego ostatniej wiosny w Prisztinie, mająca na celu
zajęcie lotniska, była inicjatywą tylko i wyłącznie dowódców wojskowych,
bez wiedzy władz cywilnych nawet Jelcyna. To nigdy nie mogłoby się wydarzyć
za życia Stalina, stwierdził zachodni dyplomata. Przywiodło to Rosję o
milimetry od konfliktu z USA.
Nikt nie wie, jak agresywna może być polityka zagraniczna tandemu Rosja-Białoruś
oparta na nurtach szowinistycznych. Ale kraje nadbałtyckie czy Ukraina
widzą niebezpieczeństwo, jakie może nieść ze sobą zachodnia granica rosyjska,
dosłownie naszpikowana żyjącymi tam mniejszościami narodowymi. Każde takie
terytorium to potencjalna strefa konfliktu.
Clinton kontynuuje drogę delikatnych aluzji na temat Czeczenii, które
tylko zachęcają Rosjan do dalszych działań. Obecnie Waszyngton musi przyjąć
zdecydowaną postawę, ale niestety ze strony prezydenta USA nie ma nawet
śladu, że możemy oczekiwać czegoś takiego".
Artykuł z "Chicago
Sun-Times".
Jego Ekscelencja
Aleksander Kwaśniewski
Prezydent
Rzeczpospolitej Polskiej
Unia Polityki Realnej zawsze uważała, że niskie
i proste podatki to gwarancja dobrobytu obywateli, a tym samym rozwoju
gospodarczego Kraju. Dlatego z dużą uwagą i nadzieją oczekiwaliśmy na reformy
podatkowe opracowane przez rządzącą koalicję AWS - UW.
Niestety uchwalone przez Sejm ustawy z dnia 20.11.99
r. o podatku dochodowym od osób prawnych i fizycznych oraz o podatku od
towarów i usług oraz podatku akcyzowym nie powodują łącznego zmniejszenia
obciążeń podatkowych. De facto łączna kwota płaconych podatków wzrasta
poprzez przerzucanie ciężaru obciążeń na podatki pośrednie.
Naszym zdaniem spowoduje to wzrost kosztów wytworzenia
i sprzedaży towarów co w konsekwencji wpłynie na zwiększenie inflacji (już
widoczne) i dalej bezrobocia a tym samym załamanie gospodarcze.
W tej sytuacji zwracamy się do Pana Prezydenta
z apelem o niepodpisywanie przedłożonej ustawy O podatku od towarów
i usług oraz o podatku akcyzowym, a podpisanie ustaw O podatku dochodowym
od osób prawnych i O podatku od osób fizycznych.
Pozostajemy z poważaniem
Leszek Samborski
Janusz Korwin-Mikke
Wiceprezes
Prezes
Unii Polityki Realnej
Unii Polityki Realnej
Prawo oligarchii
Stanisław Michalkiewicz
Spór dotyczący zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu, choć interesujący, jest bezprzedmiotowy. Autorzy konstytucji przesądzili bowiem, iż ordynacja do Sejmu będzie proporcjonalna. Nie było to, jak sądzę, przypadkowe.
Proporcjonalność oznacza, że okręgi wyborcze nie mogą być jednomandatowe. Jest to niemożliwe ze względów arytmetycznych; nie można obdarzyć kandydata ułamkową częścią mandatu. Ordynacja proporcjonalna wymusza więc tworzenie okręgów wielomandatowych, w których rozdział mandatów między poszczególne listy dokonuje się w proporcji do liczby głosów, które na te listy oddano. Oznacza to również, że wyborca głosujący w okręgu ma do czynienia nie tyle z pojedynczymi kandydatami, ile z listami kandydatów. A kto może wystawiać takie listy? Artykuł 1000 konstytucji stanowi, że kandydatów na posłów i senatorów mogą zgłaszać partie polityczne oraz wyborcy.
Selekcja
Po to, by lista wyborcza uczestniczyła w ogóle w rozdziale mandatów w okręgu, komitet wyborczy, który ją wystawia, musi uzyskać co najmniej 5% głosów w skali kraju. Tak rozstrzygał dotychczasowa ordynacja wyborcza do Sejmu. Oznacza to, że wystawienie np. przez wyborców listy kandydatów tylko w jednym okręgu jest przedsięwzięciem skazanym na niepowodzenie. Choćby kandydaci z takiej listy zagarnęli głosy wszystkich wyborców z okręgu, nic im to nie pomoże i żadnych mandatów nie uzyskają. Zatem wyborcy musieliby jako ten sam komitet wyborczy rejestrować listy kandydatów we wszystkich okręgach w kraju. Żeby jednak mogli to uczynić, musieliby uprzednio zebrać również w skali kraju wymaganą przez ordynację liczbę podpisów wyborców, którzy ich komitet popierają. Z tych właśnie powodów przyznane wyborcom w konstytucji uprawnienie zgłaszania kandydatów do Sejmu jest praktycznie niewykonalne, jeżeli nie zorganizują się oni uprzednio w partię polityczną.
Wyborca nie wybiera
Wystawianie kandydatów do Sejmu przez partie polityczne jest pierwszym
etapem selekcji kandydatów. Dokonuje się ona w zasadzie bez żadnego udziału
wyborców. Doborem kandydatów na listy zajmują się faktycznie władze partii.
Jest to drugi etap selekcji kandydatów na posłów, dokonuje się on również
bez udziału wyborców. Ale samo umieszczenie kandydata na liście nie oznacza
przecież zamknięcia selekcji. Każdy, kto chociaż raz przyglądał się wyborom
od kuchni, wie, jakie zażarte boje toczą się o miejsce na liście kandydatów.
O nim też decydują kierownictwa partii i to jest trzeci etap selekcji
dokonującej się bez udziału wyborców. Te boje byłyby jeszcze bardziej zażarte,
gdyby w nowej ordynacji został wprowadzony pomysł, by wyborca głosował
wyłącznie na listę, a nie jak dotychczas stawiał na wybranej liście
krzyżyk przy nazwisku swojego kandydata.
W dotychczasowej ordynacji było tak, że większą część mandatów obsadzano
w okręgach na podstawie liczby głosów w uzyskanych przez poszczególnych
kandydatów, a pozostałą część obsadzano z tzw. listy krajowej. Trafiali
na nią kandydaci umieszczeni już na listach w okręgach, na wypadek, gdyby
tam akurat ich wycięto. O tym, którzy kandydaci trafią na listę krajową,
decydowały również krajowe władze partii. I to byłby czwarty etap selekcji
dokonującej się nie tylko bez udziału wyborców, ale nawet w założeniu
niejako wbrew nim.
Widzimy zatem wyraźnie, że ordynacja proporcjonalna daje bardzo dużą
władzę kierownictwom partii politycznych. W praktyce ludzie tworzący te
kierownictwa decydują o personalnym składzie Sejmu, zanim jeszcze odbędzie
się jakiekolwiek głosowanie. Wyborcy, owszem, mają wybór mniej więcej taki
jak w kołchozowej stołówce: można jeść albo nie jeść.
Przepoczwarzanie
Jedną z ważnych funkcji Sejmu jest wyłonienie rządu. Z doświadczenia
wiadomo, że rządy oparte na koalicjach zbyt szerokich są mało stabilne.
Jakże jednak umacniać stabilność rządów przy ordynacji proporcjonalnej?
Konieczność stawienia czoła tej potrzebie sprawia, że ordynacja de nomine
proporcjonalna wskutek modyfikacji szczegółów coraz bardziej ewoluuje w
stronę ordynacji większościowej. Rozwiązaniami sprzyjającymi takiej ewolucji
są pięcioprocentowy próg wyborczy oraz przeliczane głosów na mandaty systemem
dHondta.
Pięcioprocentowy próg wyborczy eliminuje z uczestnictwa w rozdziale
mandatów słabsze partie polityczne i całkowicie niweczy wszelkie nadzieje
wyborców, którzy chcieliby zgłosić swoich kandydatów w jednym czy dwóch
okręgach. Gdyby to nie wystarczyło, w sukurs przychodzi system dHondta,
który faworyzuje ugrupowania silniejsze kosztem słabszych.
Dopiero na tym tle możemy w pełni ocenić smakowitość dyskusji między
ugrupowaniami parlamentarnymi na temat rozmiarów przyszłych okręgów wyborczych.
Sojusz Lewicy Demokratycznej i Akcja Wyborcza Solidarność opowiadają
się za okręgami małymi, pięcio-, sześciomandatowymi, podczas gdy UW i PSL
za większymi, kilkunastomandatowymi. Przy małych okręgach wyborczych
i systemie dHondta rozdział mandatów dokonałby się w zasadzie między SLD
i AWS. Przy okręgach dużych również UW i PSL miałyby szanse na jakieś
mandaty.
Jaki są przyczyny, dla których ordynacja proporcjonalna de nomine przepoczwarza
się w ordynację większościową de facto? Powiedzmy, że partiom chodzi o
zapewnienie państwu stabilnych rządów. No dobrze, ale dlaczego w takim
razie nie zrezygnują z ordynacji proporcjonalnej i po prostu nie wprowadzą
ordynacji większościowej? Przyczyną jest, jak sądzę, okoliczność, że ordynacja
większościowa nie daje kierownictwom tak partyjnym wielkiej ukrytej władzy
jak ordynacja proporcjonalna. Jest oczywiste, że każdy kandydat musi przede
wszystkim zabiegać o względy ludzi tworzących sztaby, a o względy wyborców
dopiero potem albo i wcale, bo właściwie po co, skoro w rezerwie jest lista
krajowa dla szczególnie umiłowanych.
Oligarchia
W ten oto sposób proporcjonalność ordynacji musi prowadzić do oligarchizacji
życia politycznego, polegającej na tym, że o personalnej obsadzie Sejmu
(a zatem i o prawdopodobnej obsadzie rządu) decyduje około stu osób w państwie,
i to powiedzmy sobie szczerze nie poddanych w zasadzie kontroli nie
zrzeszonych wyborców. Jeśli dodamy do tego, że ordynacja proporcjonalna
w kształcie takim, jaki ma dotychczas obowiązująca, wymusza na sztabach
partyjnych prowadzenie kampanii od razu w skali całego kraju, z szerokim
wykorzystaniem kosztownych mediów elektronicznych, to nieuchronna oligarchizacja
życia politycznego zostaje uzupełniona nieuchronną korupcją. Jakże inaczej
partie mają bowiem zmobilizować ogromne środki na kampanię? A to, jak uczy
praktyka, jest konieczne, by przyciągnąć pod swoje sztandary masy wyborców
niezdecydowanych, o których przede wszystkim toczy się walka, bo to właśnie
oni jeszcze myślą, że z tą demokracją to prawda.