Serwis informacyjny Okęgu Mazowieckiego UPR
KRAJ
Interpretacje za pieniądze
Ministerstwo prelekcji
Wysocy rangą urzędnicy państwowi pobierają prywatnie honoraria za objaśnianie
i interpretację przepisów prawa, które sami tworzą. Jako prelegenci uświetniają
komercyjne konferencje i seminaria. Im wyższy rangą urzędnik, tym większe
powodzenie konferencji i pewniejszy sukces finansowy.
Więcej w "Rzeczpospolitej"
06-07.11.1999 r.
Koalicyjne projekty ustaw podatkowych nie przewidują opodatkowania dochodów
kapitałowych - wynika z tekstu projektów ustaw podatkowych przekazanych
w piątek do marszałka Sejmu.
We wcześniejszych projektach, rząd proponował opodatkowanie od 2003
roku dochodów ze sprzedaży akcji według skali podatkowej, czyli na mniej
korzystnych zasadach, niż dochody z lokat bankowych, papierów skarbowych
i obligacji samorządowych.
Zyski z akcji, według wcześniejszego projektu rządowego, miały być
opodatkowane według skali, która od 2003 roku wyniosłaby 18 i 28 proc.,
a zyski z lokat bankowych, papierów skarbowych i obligacji samorządowych
- zryczałtowanym podatkiem 5 proc.
Przeciw opodatkowaniu dochodów kapitałowych w 2003 roku i zróżnicowaniu
podatku dla zysków z giełdy i z lokat bankowych opowiedziały się we wrześniu
Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oraz Giełda Papierów Wartościowych.
Za Dziennikiem Internetowym PAP
Władze warszawskiego Mokotowa popełniły szereg nieprawidłowości w gospodarowaniu
nieruchomościami - wykryli kontrolerzy NIK. W efekcie gmina straciła ok.
14 mln zł. Kontrola sprzedaży budynków i gruntów w Gminie Warszawa Centrum
Dzielnica Mokotów została przeprowadzona pod wpływem wielu skarg kierowanych
w tej sprawie do NIK. Zakończono ją jesienią ubiegłego roku.
"Zbadaliśmy zarządzanie 11 nieruchomościami. Tylko w dwóch przypadkach
nie stwierdziliśmy nieprawidłowości" - powiedział dziennikarzom w piątek
wiceprezes NIK Zbigniew Wesołowski. Dodał, że w pozostałych przypadkach
kontrolerzy "byli zdziwieni" podziałem gruntów, ich niską ceną i "łagodnym
traktowaniem" przez władze dzielnicy niektórych podmiotów
gospodarczych.
Kontrolerzy wykryli m.in., że zarząd dzielnicy niezgodnie z prawem
podzielił na nierówne części działkę budowlaną przy ul. Kieleckiej. Większą
część gruntów zakupiła po zaniżonej cenie, w trybie bezprzetargowym spółdzielnia
mieszkaniowa "Przyszłość". Część mniejsza, o powierzchni 122 m kw. nie
może samodzielnie stanowić działki budowlanej.
Dzielnica nie zdecydowała o losie 76 pawilonów handlowych przy ul.
Bartyckiej. W większości przypadków terminy użytkowania tych pawilonów
straciły swą ważność. Niektórzy właściciele wykorzystali sytuację i nie
płacili podatku od nieruchomości.
NIK zarzuca także dyrektorowi zarządu dzielnicy brak właściwego nadzoru
nad nieruchomościami. Na przykład nie skontrolował, czy spółka "Echo Investment",
która buduje kompleks mieszkalny przy ul. Różanej i Grażyny, ma na budowę
pozwolenie. Nikt nie dopatrzył się również, że "Echo Investment" przekazała
dzielnicy nieprawdziwe dane o ilości budowanych
lokali. Dzielnica była przekonana, że chodzi o 49 lokali, a rzeczywiście
było ich o pięć więcej.
Inna spółka - "Aneks" w wyniku decyzji kierownika wydziału geodezji
i gospodarki gruntami dzielnicy, otrzymała za darmo budynek z lokatorami
przy ul. Stępińskiej. Spółka miała za darmo przeprowadzić remont i przebudowę
budynku. Do dziś tego nie zrobiła.
Jak oszacowała NIK, w wyniku błędnych decyzji dzielnica straciła ok.
14 mln zł. Większość pieniędzy jest nie do odzyskania - twierdzą przedstawiciele
NIK. Przypominają też, że Izba nie ma prawa kontrolować samych spółek.
Za Dziennikiem Internetowym PAP
Najemcy mieszkań komunalnych i osoby, które mają lokatorskie spółdzielcze
prawo do lokalu, staną się ich właścicielami - zakłada zaaprobowany w piątek
przez sejmowe komisje projekt ustawy uwłaszczeniowej.
Wbrew stanowisku rządu i uwagom biura legislacyjnego komisje Finansów
Publicznych oraz Skarbu Państwa, Uwłaszczenia i Prywatyzacji, głównie głosami
AWS, przyjęły projekt ustawy o powszechnym uwłaszczeniu, autorstwa posłów
Akcji. Projekt zakłada dwie formy uwłaszczenia: bezpośrednią i pośrednią.
Uwłaszczeniem bezpośrednim objęci mieliby być użytkownicy mieszkań
spółdzielczych lokatorskich, najemcy mieszkań komunalnych, a także mieszkań
stanowiących własność Skarbu Państwa i mieszkań zakładowych.
Ich ograniczone prawo rzeczowe miałoby zostać przekształcone w pełne
prawo własności.
Uwłaszczenie pośrednie miałoby być realizowane za pośrednictwem bonów
uwłaszczeniowych, które będą papierami wartościowymi.
W opinii o projekcie rząd uznał za przedwczesne podejmowanie decyzji
w sprawie uwłaszczenia pośredniego, przed przeprowadzeniem innych programów
rządu, m.in. reprywatyzacji i reformy emerytalnej. Rząd uznał natomiast
za możliwe procesy uwłaszczenia bezpośredniego.
Podczas posiedzenia komisji Jan Wyrowiński (UW) zgłosił wnioski mniejszości,
aby ograniczyć uwłaszczenie do własności Skarbu Państwa i usunąć z projektu
uwłaszczenie pośrednie.
Projekt przewiduje, że uwłaszczone mają być też osoby, które nie spłaciły
kredytu mieszkaniowego z tzw. starego portfela, czyli zaciągniętego do
maja 1992. Ich zobowiązania miałyby być umorzone do wysokości 50 proc.
Zgodnie z projektem ustawy banki zamiast niespłaconych kredytów dostałyby
akcje spółek skarbu państwa.
Ustawa przewiduje także powołanie rejestru uczestników uwłaszczenia,
czyli osób, które nieodpłatnie otrzymały akcje prywatyzowanych spółek skarbu
państwa oraz tych, które zdecydują się uczestniczyć w uwłaszczeniu bezpośrednim.
Rejestr ma pokazać, kto jest upoważniony do skorzystania z uwłaszczenia
pośredniego. Bony uwłaszczeniowe mają dać ich właścicielom prawo do uczestnictwa
w Narodowym Funduszu Uwłaszczeniowym. Bony te mogłyby być zbywane tylko
w tym funduszu.
Kapitał uwłaszczenia mają stanowić akcje lub udziały Skarbu Państwa
w spółkach prawa handlowego wniesione do funduszu oraz inne składniki
mienia, które mogą być wniesione przez ministra Skarbu Państwa.
Za Dziennikiem Internetowym PAP
Jak widać, zapadły już decyzję o uwzględnianiu UPR i jej Prezesa w maglu
sondaży przedwyborczych - nie dziwi również wstawienie A. Olechowskiego
do rankingu... Już dawno wiedzielimy, że masoneria wytypowała Go jako prawdopodobnego
kontrkandydata do prezydentury w Polsce...
Tak stwierdził wczoraj w Łodzi Witold Chodakiewicz (AW"S"), wiceminister
transportu w Łodzi. Zastrzegł, że nie jest to pomysł rządowy, ale poselski
(sam jest jego zwolennikiem, podpisało go kilkudziesięciu posłów). Według
min. Chodakiewicza podatek płacony byłby od każdego kupionego auta. Za
każdy nowy samochód płaciłoby się 1 tys. zł, a za stare - 100 zł. - Dzięki
temu do kasy państwa wpłynęłoby 600 mln zł, a to pozwala wybudować około
150 km autostrad - mówił Chodakiewicz. (...) JAW,JKŚ
Za "Gazeta Wyborcza" 09.11.1999 r. Tytuł - nasz.
Na upadku Polisy stracą inwalidzi
Polisa ostatniego frajera
Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych do dziś posiada 600 tysięcy akcji plajtującej spółki ubezpieczeniowej Polisa. Od 1995 roku kolejnych czterech prezesów PFRON nie zrobiło nic, aby akcje sprzedać i zmniejszyć straty. Za skandal z Polisą nikt nie poniósł odpowiedzialności.
W akcje Polisy Fundusz zainwestował cztery lata temu 4,8 mln złotych.
Giełdowa cena akcji, które kupiono po 8 złotych, wynosiła wczoraj 36 groszy.
PFRON dwukrotnie otrzymał dywidendę: ok. 93 tysiące zł w 1996 roku i 210
tysięcy zł w 1997 roku, stracił jednak niemal cały zaangażowany kapitał.
- Powtórzono numer z Agrobankiem, tylko na mniejszą skalę - mówi długoletni
pracownik PFRON. - W Agrobanku utopiliśmy 24 miliony złotych i pieniądze
te wypłynęły do osób prywatnych w postaci nietrafionych kredytów.
Tu schemat był podobny. Polisa cały zysk przeznaczała na dywidendę zamiast
inwestować.
W 1995 roku wybuchł skandal, gdy okazało się, że akcje Polisy po preferencyjnej
cenie kupili byli prominentni działacze PZPR oraz Jolanta Kwaśniewska i
Maria Oleksy. Prezydent Aleksander Kwaśniewski zapowiadał wówczas, że państwo
wycofa swoje kapitały z Polisy. Tymczasem akcje Polisy sprzedała jedynie
Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa. Pozostałe państwowe agendy: Agencja
Rozwoju Gospodarczego (kupiła akcje po 7,20 zł) i PFRON nie mogły się z
nimi rozstać, choć już w 1996 roku Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła,
że inwestowanie państwowych pieniędzy w Polisę było niegospodarne, niecelowe
i bardzo ryzykowne. Analitycy giełdowi zwracali uwagę, że przy pozyskiwaniu
kapitału Polisa stosuje metodę
przypominającą łańcuszek świętego Antoniego, zwaną również strategią
"ostatniego frajera". Polegała ona na ciągłym emitowaniu nowych serii akcji
- nowi akcjonariusze utrzymywali starych. W gronie "frajerów" znalazł się
m.in. PFRON.
Czy na inwestycji w papiery Polisy PFRON mógł kiedykolwiek zarobić?
Nie, gdyż akcje kupiono za drogo. Można je było jednak korzystnie sprzedać
na wiosnę 1997 roku, gdy Polisa miała na giełdzie swoje pięć minut. 5 maja
1997 roku, po miesiącu nieustannego wzrostu, kurs wynosił 9 złotych 40
groszy. Później zaczął gwałtownie spadać.
W ciągu rekordowego tygodnia przeszło z rąk do rąk zaledwie 357 tysięcy
akcji Polisy (niewiele wobec 600 tysięcy pozostających w dyspozycji Funduszu).
Aby nie doprowadzić do załamania kursu, PFRON mógł sprzedawać akcje małymi
transzami. Mógł, ale nie chciał.
- Zamówiłem w firmie zewnętrznej ekspertyzę dotyczącą ewentualnej sprzedaży
akcji Polisy - mówi poseł SLD Roman Sroczyński, prezes PFRON w latach 1996-1997.
- Opinia była taka, żeby poczekać na wybory, które spowodują ożywienie
na giełdzie. Potraktowałem tę sugestię poważnie. Obawiałem się, że jeśli
ceny pójdą w górę, pojawią się zarzuty, że sprzedałem akcje za tanio.
W 1997 roku Roman Sroczyński zasiadał w radzie nadzorczej Polisy i
za udział w posiedzeniach otrzymywał wynagrodzenie. Złożył rezygnację,
gdy został posłem. Jego poprzednik, Karol Świątkowski (który zadecydował
o kupnie akcji) wyjaśniał, że PFRON chciał mieć prawo głosu w radzie nadzorczej
jakiejś firmy ubezpieczeniowej, a oferta Polisy była najlepsza. Polisa
miała ubezpieczać pożyczki udzielane zakładom pracy chronionej oraz kredyty
dla inwalidów na zakup samochodów.
"Są głosy, że Fundusz powinien bieżące nadwyżki biernie trzymać na
rachunku NBP. Stanowczo sprzeciwiam się temu. To właśnie byłaby niegospodarność.
Nieobracanie tymi pieniędzmi oznaczałoby utratę korzyści. Wolnymi środkami
publicznymi trzeba zarządzać aktywnie, ale nie narażając ich na ryzyko
nieudanej inwestycji" - napisał Roman Sroczyński w oświadczeniu opublikowanym
w listopadzie 1996 roku na łamach "Gazety Wyborczej". Dziś jest jednak
zdania, że PFRON nie powinien prowadzić działalności gospodarczej.
Ciszej nad tą trumną
Włodzimierz Dobrowolski, który w grudniu 1997 objął stanowisko prezesa
PFRON, nie miał szans na sprzedanie akcji Polisy po cenie zbliżonej do
ceny zakupu. Mógł jednak odzyskać połowę kapitału. W 1998 roku było już
wiadomo, że Polisa ma poważne kłopoty.
- Liczyłem na to, że Kredyt Bank wejdzie do Polisy jako inwestor strategiczny
i akcje pójdą w górę - tłumaczy Włodzimierz Dobrowolski. - Gdybym je sprzedał
po 4 złote, zostałbym oskarżony o niegospodarność. Udało mi się sprzedać
udziały w dziesięciu spółkach, które uzyskaliśmy w drodze konwersji zadłużenia.
Waldemar Flźgel, który zastąpił Dobrowolskiego w lipcu 1999 roku, mógł
sprzedać akcje Polisy po 3 złote, ale również nie podjął takiej próby.
Obecnie PFRON traktuje temat Polisy jako tabu w myśl zasady "ciszej nad
tą trumną". Rzecznik prasowy Krzysztof Perkowski, odsyła po informacje
do Elżbiety Supy, dyrektor Wydziału Finansowego
PFRON, która konsekwentnie odmawia rozmowy z "Rzeczpospolitą". Pytania,
które wysłaliśmy faksem 27 października, do dziś pozostały bez odpowiedzi.
Nie dowiedzieliśmy się, co PFRON ma zamiar zrobić z akcjami Polisy i czy
istnieją jakiekolwiek porozumienia dotyczące ubezpieczania osób niepełnosprawnych,
wiążące Fundusz z tą firmą.
W 1995 roku PFRON podpisał z Polisą porozumienie o współpracy. Planowano
utworzenie grupy kapitałowej ubezpieczającej m.in. zakłady pracy chronionej.
PFRON zlecił spółce Biuro Informacji Bankowej (BIB) przygotowanie, kosztem
ponad 100 tysięcy złotych, wniosku o licencję dla towarzystwa ubezpieczeniowego.
- Opracowaliśmy wniosek o utworzenie towarzystwa ubezpieczeniowego
z przewagą kapitału PFRON, ale bez udziału Polisy - zapewnia Ryszard Maluta,
wiceprezes Biura Informacji Bankowej.
Czy decydował Świątkowski
W 1995 roku wartość rynkową swoich akcji, nie notowanych wówczas na
giełdzie, Polisa szacowała na 20,67 zł za sztukę. Ówczesny prezes PFRON,
Karol Świątkowski, utrzymywał, że kupowanie akcji po 8 złotych to znakomity
interes. PFRON nie przeprowadził własnej kalkulacji wartości akcji i przyjął
za dobrą monetę znacznie zawyżone prognozy zysku.
Do dziś nie wiadomo, kto faktycznie podjął decyzję o zakupie. Na dokumentach
widnieje podpis Karola Świątkowskiego, jednak wśród pracowników PFRON panuje
przekonanie, że wykonywał on tylko dyspozycje "góry". Na zakup akcji Polisy
zgodziła się rada nadzorcza Funduszu, której przewodniczył wiceminister
pracy w rządzie Józefa Oleksego, Adam Gwara (PSL). Ministrem pracy był
wówczas Leszek Miller.
- W 1995 roku wydawało się nam, że jest to transakcja opłacalna i tak
z pewnością było - mówi Adam Gwara. - Tak przynajmniej wynikało z dokumentów,
które przedstawił nam zarząd. Nie mieliśmy powodów nie ufać zarządowi.
Fundusz dysponował wówczas bardzo dużą nadwyżką, którą trzeba było jakoś
zagospodarować.
Nadwyżkę bilansową - 136 mln złotych - wykreowano sztucznie. PFRON
znacznie ograniczył pomoc dla zakładów pracy chronionej, argumentując,
że nie ma na to pieniędzy. Iwona Czekałowska, w 1995 roku dyrektor Wydziału
Prezydialnego PFRON, w liście do ministra sprawiedliwości Jerzego Jaskierni
(gabinet Józefa Oleksego) wyjaśniała, że wybierając Polisę, Fundusz kierował
się jej bardzo dobrymi wynikami finansowymi oraz ekspertyzami "wybitnych
znawców rynku ubezpieczeniowego". Do dziś owi wybitni eksperci pozostają
anonimowi, ich analiz nie udostępniono nawet kontrolerom NIK.
W sierpniu 1996 roku Iwona Czekałowska została prezesem Normiko Holding, spółki założonej przez PFRON. Po kontroli w Normiko, w marcu 1998 r., NIK skierowała do prokuratury doniesienie, w którym jest mowa o 11 przestępstwach i stratach spółki przewyższających 2,5 mln zł.
Potrzebna nowelizacja
PFRON posiada udziały i akcje w co najmniej stu podmiotach gospodarczych. Najczęściej są to udziały niewielkiej wartości, ale zdarzają się również większe pakiety, np. 21 111 akcji Polifarbu Cieszyn SA warte jest ponad 118 tysięcy złotych. Rząd chce zakazać Funduszowi prowadzenia działalności gospodarczej. Gdyby Sejm zaakceptował rządowy projekt nowelizacji ustawy, PFRON musiałby zbyć akcje i udziały we wszystkich spółkach do końca 2004 roku.
Leszek Kraskowski, Mariusz Przybylski
Za "Rzeczpospolita"
10-11.11.1999 r.
ZAGRANICA
Po ostatnich dwóch strzelaninach w ciągu dwóch dni w Stanach Zjednoczonych
(w Honolulu na Hawajach i w Seattle), w których zginęło dziewięć osób,
a dziesięć zostało rannych, p. Janet Reno zaapelowała w czwartek do Kongresu,
by zaostrzył ustawodawstwo regulujące dostęp do broni palnej. "Ci ludzie
zabili z broni palnej, gdyż ten kraj od zbyt dawna nie zajął
rozsądnego stanowiska wobec kwestii dostępu do tej broni" - oświadczyła
Reno na konferencji prasowej. "To nie jest problem
Republikanów czy też Demokratów. To jest problem, który dotyczy wszystkich
Amerykanów" - oznajmiła. Stałym orędownikiem odebrania prawa do posiadania
broni przez obywateli USA jest JE Wiluś Clinton. Chce, by sprawdzać, czy
osoby kupujące broń na targach nie mają przeszłości kryminalnej albo nie
są chore psychicznie. Także, by podobną kontrolę stosować też wobec nabywców
materiałów wybuchowych. O np. zawodowych przestępcach pani prokurator nic
nie wspomniała - przecież na całym świecie wiadomo, że nie stosują się
oni do przepisów prawa, z racji swojej profesji. A nie słyszeliśmy jeszcze
o protestach Związków Zawodowych Przestępców...