Serwis informacyjny Okręgu Mazowieckiego UPR
|
|
||
|
|
||
|
|
||
|
|
O
Polsce...
Niepokój biurwokratów UE, by Polska nie stała
się autentyczną konkurencją dla socjalistycznej gospodarki na zachodzie
Europy więcej...
|
Wiadomości
z UPR
Wypowiedzi przedstawicieli UPR na konferencji nt. finansowania partii politycznych w Polsce |
|
Jak to się można pomylić na "uczciwości"
towarzysza z SLD więcej...
|
||
|
Czyżby zmiana dekoracji w scenografii
"prawicowego" rządu AW"S"-UW? więcej...
|
||
| Posadki w Związku Socjalistycznych Republik Europejskich - kuszą następnych "ideowców" więcej... | ||
| Znowu morderstwo - kiedy kara śmierci zostanie przywrócona w Polsce? więcej... | ||
| Fundusze wyborcze SLD - rąbek tajemnicy uchylony... więcej... | ||
| Mechanizm olbrzymich wypłat na odprawy urzędnicze z pieniędzy podatników - był oczywiście opracowany przez socjalistów z SLD i PSL więcej... | ||
| Balcerowicz wciąż gnębi polskich przedsiębiorców - będą kolejne podyżki akcyzy, mimo wzrost cen surówców więcej... | ||
|
|
Środek
na przeczyszczenie sumień
Rabin
żądał 5 milionów
|
|
| Korupcja, korupcja i jeszcze raz korupcja - w Związku Socjalistycznych Republik Europejskich więcej... | ||
| Socjaliści europejscy oburzeni wyborem Austriaków więcej... | ||
| . | ||
|
Uważamy, że przystąpienie
do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych
warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!
|
||
KRAJ
Poseł SLD po interwencji „życia” oddał 2 tys. zł Stowarzyszeniu Poszkodowanych przez III Rzeszę
Posłowi SLD Mirosławowi Podsiadle nie wystarcza pensja parlamentarzysty. W ubiegłym roku wziął zapomogę z kasy organizacji, której jest prezesem – Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę. Błyskawicznie zwrócił pieniądze, gdy sprawą zainteresowało się „życie”.
Stowarzyszenie zrzesza ponad 400 tys. b. więźniów obozów koncentracyjnych
i pracowników przymusowych. Łączy ich średnia wieku powyżej 70 lat i nadzieja
na uzyskanie z Niemiec odszkodowania za niewolniczą pracę. Stowarzyszenie
nie jest przez nikogo dotowane ani nie prowadzi działalności gospodarczej.
Utrzymuje się wyłącznie ze składek członkowskich. Od 9 lat jego prezesem
jest Mirosław Podsiadło. W 1998 r. udało mu się wejść do Sejmu z listy
krajowej SLD. Zastąpił Grzegorza Tuderka, który zrezygnował z mandatu.
Jak twierdzi część działaczy, od tego czasu rzadko bywa w siedzibie stowarzyszenia,
a niepodzielną władzę nad nim sprawuje z parlamentu. Na spotkaniach opowiada
o wizytach u prezydenta i kontaktach w szerokim świecie. Aspirował do odznaczenia
Krzyżem Komandorskim, ale okazało się, że ustawa o orderach i odznaczeniach
nie pozwala wynagradzać posłów takimi honorami. Swym asystentem sejmowym
zrobił szefa komisji rewizyjnej stowarzyszenia. Nie uchroniło go to jednak
przed kontrolą finansów organizacji. Wykazała ona, że w lipcu 1998 r. pobrał
z kasy stowarzyszenia 2 tys. zł zapomogi. Był już wtedy zawodowym posłem
zarabiającym ponad 9 tys. zł miesięcznie. W dokumentach nie ma śladu decyzji
komisji socjalnej o przyznaniu posłowi zapomogi. Jest natomiast pokwitowanie
odbioru gotówki podpisane przez Podsiadłę.
– Wydźwięk moralny tego wydarzenia jest wysoce naganny i kompromitujący
– uważa Tadeusz Gilecki, sekretarz Głównej Komisji Rewizyjnej. – Nie chcę
komentować, w jakim „dobrobycie” żyją członkowie stowarzyszenia, czekając
na ochłap z Niemiec – dodaje oburzony.
Komisja poinformowała Podsiadłę o wyniku kontroli i przez 8 miesięcy
czekała, by zwrócił pieniądze. W końcu Gilecki zdecydował się powiadomić
Sejmową Komisję Etyki Poselskiej. Jego wniosek jeszcze do komisji nie dotarł.
Tymczasem Podsiadło zdecydował się oddać pieniądze. Zrobił to przed kilkoma
dniami, gdy o sprawę zapomogi spytało go życie. Podczas pierwszej rozmowy
tłumaczył, że wziął nie zapomogę lecz nagrodę za działalność w 1997 r.,
gdy nie był jeszcze posłem. Jego zdaniem na pokwitowaniu jest mowa o zapomodze,
ponieważ pomyliła się kasjerka. Nie spostrzegł od razu, co podpisuje.
Parlamentarzysta na następnym spotkaniu z reporterem życia miął pokazać
pokwitowanie o zapłaceniu podatku od nagrody oraz uchwałę władz stowarzyszenia
o jej przyznaniu. Żadnych dokumentów jednak nie przedstawił. Poinformował
natomiast, że właśnie wpłacił 2 tys. zł na fundusz socjalny stowarzyszenia.
– Sprawa została zamknięta – uznał poseł.
– Ta wpłata go nie rozgrzesza – uważa jednak Gilecki. – Jego zachowanie
wymaga potępienia. Dziwne, że tak długo nie oddawał pieniędzy, a zrobił
to dopiero po interwencji prasy.
Według Gileckiego nie było żadnej uchwały o nagrodzie dla Podsiadły.
Na jednym z posiedzeń prezydium Zarządu Głównego Stowarzyszenia zgłosił
on jedynie propozycję przyznania nagród 6 osobom, w tym sobie.
– Fakt zgłoszenia propozycji nagród uległ zagadkowej metamorfozie i
przemienił się w obowiązującą decyzję – mówi Gilecki.
Poseł zwracając pieniądze chce uchronić się przed postępowaniem w Komisji
Etyki Poselskiej.
– Pod presją i po długim okresie oddał pieniądze, ale nie uniknie odpowiedzialności
-uważa członek komisji Bogdan Pęk z PSL.
Przeciw Podsiadle świadczy to, że pobrania 2 tys. zł nie ujawnił w
rejestrze korzyści materialnych. Przyjęcie tej kwoty budzi też wątpliwości
etyczne.
Pęk: – Poseł zawodowy osiąga dochody wystarczające do godnego życia.
Z całą pewnością nie powinien pobrać zapomogi, zwłaszcza że działa w stowarzyszeniu
grupującym biednych ludzi. Jeśli pobrał nagrodę, powinien wpisać ją do
rejestru. Moim zdaniem zachodzi podejrzenie, że złamał prawu. Jerzy Kubrak
Za dziennikiem "Życie" z dn. 22.01.2000 r.
Podczas niedzielnej konferencji prasowej przewodniczący
Rady Naczelnej ZChN Ryszard Czarnecki zaapelował o zmieny w rzadzie tej
koalicji. Według ZChN, fakt, że 74 posłów AWS podpisało się pod wnioskiem
o odwołanie Wąsacza "pokazał słabość rządu i wyraźnie topniejące poparcie
dla gabinetu Jerzego Buzka w jego bezpośrednim zapleczu politycznym - Klubie
Parlamentarnym AWS". "Fakt, że 40 proc. posłów AWS podpisuje się pod wnioskiem
o dymisję swojego ministra świadczy o erozji zaufania dla Rady Ministrów
w tym składzie" - mozna było przeczytać oświadczenie Rady Naczelnej Zjednoczenia.
Nie powiedzieli czy zmiany mają się też odnieść do samego premiera Jerzego
Buzka.
ZChN podpisało w piątek porozumienie o współpracy z Grupą Unia na Rzecz
Europy Narodów w Parlamencie Europejskim. Na zaproszenie Zjednoczenia do
Polski przyjechał prezes Grupy Charles Pasqua.
"Możemy uczestniczyć w spotkaniach tej grupy. Z punktu widzenia integracji
Polski z Unią Europejską ma to istotne znaczenie informacyjne. Ponadto
będziemy mieli możliwość obserwacji tego, co się dzieje w Parlamencie Europejskim"
- powiedział PAP prezes ZChN Marian Piłka.
Uznał zarazem, że jest to "próba konsolidacji sił obliczonych na to,
by UE nie przekształciła się w państwo federalne".
W protokole współpracy zapisano, że obie strony decydują się nawiązać
współpracę m.in. dlatego, że podzielają wspólne wartości wywodzące się
z 2000-letniego dziedzictwa Europejskiego Chrześcijaństwa; w przekonaniu,
że UE może być zbudowana wyłącznie na podstawie suwerennych Państw, których
ustawodawstwo i instytucje opierają się na etycznych i moralnych
zasadach, w poszanowaniu wartości naszej cywilizacji; dołożą wszelkich
starań w tworzeniu niezależnej, demokratycznej oraz pluralistycznej Europy
uwzględniającej potrzeby swoich mieszkańców w zakresie wolności politycznej,
ekonomicznej i religijnej.
Grupa Unia na Rzecz Europy Narodów jest jedną z frakcji działających
w ramach Parlamentu Europejskiego. Zszerza około 50 delegatów.
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP
Ciekawe, czy to oznacza, iż szanowni przedstawiciele
"prawicy" pobożnej nie widzą juz innego kierunku, w którym powinna podążać
Polska i wymieniany przez nich zawsze z dużej litery - Naród - jak tylko
w stronę świetlanego eurosocjalizmu??? Ech, te posadki, posadki, tysiące
ciepłych posadek...
Prokuratura Okręgowa w Krakowie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko
27-letniemu obywatelowi Rosji Władysławowi W., oskarżonemu o zabicie i
oskalpowanie ojca.
"Władysławowi W. zarzucono, iż spowodował śmierć swojego ojca, a następnie
oddzielił głowę od reszty ciała i oskórował ją" - powiedziała PAP w środę
prok. Małgorzata Wilkosz-Śliwa, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej.
Zdaniem prokuratury sprawca działał z niskich pobudek i motywacji zasługującej
na szczególne potępienie, "z premedytacją, z nienawiści i chęci zemsty".
Prokuratura odmawia jednak podania bliższych szczegółów sprawy, ze względu
na dobro rodziny.
Do tragedii doszło 30 maja ubiegłego roku w podkrakowskiej miejscowości
Brzyczyna, w domu przybyłych do Polski obywateli rosyjskich polskiego pochodzenia.
Jak ustalono, 27-letni Władysław W. zwabił ojca pod pozorem dokonania
prac gospodarczych do piwnicy, tam obezwładnił go przy pomocy paralizatora
elektrycznego, a następnie zabił, zadając kilkanaście ciosów śrubokrętem.
Następnie odciął głowę i ściągnął z niej skórę.
Sąsiedzi pracujący w pobliskich ogródkach działkowych widzieli, że
nosił skalp ojca na głowie.
W trakcie śledztwa Władysław W. był badany przez biegłych lekarzy.
"Zdaniem biegłych, stan psychiczny oskarżonego w momencie czynu nie wyklucza
jego odpowiedzialności karnej" - wyjaśniła prok. Wilkosz-Śliwa.
Prokuratura wykluczyła związek tej sprawy z wyłowionymi z Wisły w styczniu
ubiegłego roku szczątkami 23-letniej studentki UJ, z których również zdjęto
skórę.
Rodzina W. pochodzi z Ukrainy, w latach 20. została wywieziona do Kazachstanu.
Do Polski przybyła z północnego Kaukazu. Pierwszy do Polski przyjechał
najmłodszy z rodziny Władysław - w 1991 roku, na studia. Studiował medycynę,
potem psychologię, którą przerwał po czterech latach. Kilka lat później
ściągnęła za nim cała rodzina: rodzice z siostrą i dziadek. Ojciec sprzedał
majątek i kupił dom w Brzyczynie. Po kilkunastu miesiącach pobytu w Polsce
żona i córka wyjechały z Polski.
Zabity był stomatologiem w Nalczyku, kierownikiem polikliniki, jego
ojciec, 81-letni Wiaczesław W., również stomatolog, był wykładowcą w instytucie
stomatologicznym. Mieszkańcy Brzyczyny nazywali go "profesorem" i bardzo
szanowali sąsiadów. Oskarżony nie mieszkał z ojcem i dziadkiem.
Grozi mu kara do 15 lat więzienia, 25 lat lub dożywocie.
za "Dziennikiem Internetowym" PAP
"(...) Można byłoby całą tę operację potraktować jako program badawczy,
gdyby nie udział w przedsięwzięciu spółki Colmet. Dlaczego tak wielki koncern
jak KGHM kupił złoże w Afryce od spółki z Wysp Dziewiczych, której szefem
jest Polak, szwagier byłego dyrektora Impexmetalu kojarzonego z SLD. Budzi
to podejrzenia, że nie chodziło o pozyskanie miedzi w Afryce, a o
sfinansowanie kampanii wyborczej SLD.
To kompletna bzdura.
Czy nie ma tu podobieństw do afery w łódzkim ZUS, który kupił budynek od pośrednika za znacznie wyższą cenę? Colmet był również pośrednikiem i sprzedał złoże za wysoką cenę.
Ponieważ nie interesował nas kontrakt wartości 400 mln dolarów, poprosiliśmy Kongijczyków, aby nam wskazali jakieś mniejsze złoże. Gecamines wskazał nam dwa: Kasombo eksploatowane już przez inną firmę afrykańską i Kimpe, kupione przez Colmet.
To dość niesamowity zbieg okoliczności. Pojechaliście państwo do
Konga w poszukiwaniu nowych złóż i tam Kongijczycy skojarzyli was z panem
Krzysztofem Pochrzęstem, szwagrem
Edwarda Wojtulewicza, który przez wiele lat handlował lubińską miedzią.
Kongijczycy skontaktowali nas z panem Kazadim, mającym obywatelstwo polskie i kongijskie.
A więc ze wspólnikiem pana Pochrzęsta.
Ta sprawa nie ma żadnego związku z panem Wojtulewiczem. To nieporozumienie
(...)".
Częć wywiadu reprterów dziennika "Rzeczpospolita"
z p. Stanisławem Siewierskim, byłym prezesem KGHM Polska Miedź
Odprawa szejka
Mechanizm nagradzania bulwersująco wysokimi odprawami odchodzących menedżerów
spółek skarbu państwa to wynalazek koalicji SLD-PSL. Wszystko wskazuje
na to, że gdy ministrem przekształceń własnościowych był Wiesław Kaczmarek
(SLD), prezesowi Petrochemii Płock zagwarantowano gigantyczną odprawę:
2,3 mln zł. Przeciętny Polak musiałby na nią pracować sto lat.
Chodzi o Konrada Jaskółę, który wówczas był szefem Petrochemii. Z naszych
wyliczeń wynika, że odprawa oraz odszkodowanie za niepodejmowanie konkurencyjnej
pracy wyniosły grubo ponad 2 mln złotych.
Jarosław Tyc, wiceprezes zarządu Polskiego Koncernu Naftowego (firmy
powstałej z fuzji Petrochemii i CPN), potwierdził w rozmowie z nami, że
taki problem istnieje. Był zaskoczony, że udało nam się dotrzeć do tych
informacji. Nie chciał wymienić sumy. Powiedział tylko, że chodzi o ten
rząd wielkości.
- Zwróciliśmy się o opinię prawną, by otrzymać jednoznaczną odpowiedź
na pytanie, czy firma jest zobowiązana do wypłaty byłemu prezesowi z tytułu
wcześniejszego rozwiązania z nim umowy o pracę całej kwoty odpraw w tej
wysokości - dodał Tyc i zakończył rozmowę.
Z naszych informacji wynika, że tak wysoka odprawa to skutek sporządzonej
5 lat temu umowy, niesłychanie korzystnej dla Jaskóły, a słabo chroniącej
interesy firmy. Umowę zawarto bowiem aż na dwie kadencje, czyli na 6 lat.
To niezgodne z kodeksem handlowym, który mówi o jednej 3-letniej kadencji.
Umowa o pracę, którą z Jaskółą zawarł przewodniczący Rady Nadzorczej
Leszek Juchniewicz, przewidywała, że w razie jego odwołania ze stanowiska
albo niepowołania go na następną kadencję, firma będzie musiała mu wypłacić
określone świadczenia - w tym m.in. odprawę, odszkodowanie oraz wynagrodzenie
do końca drugiej kadencji, czyli do połowy 2002 roku.
W kwietniu 1999 r., pod koniec pierwszej kadencji, walne zgromadzenie
odwołało Jaskółę ze stanowiska. Kiedy zsumowano wszystkie świadczenia,
które należy mu wypłacić z tego powodu, okazało się, że suma wynosi ok.
2,3 mln zł.
W momencie podpisania umowy w lipcu 1996 r. wiadomo było, że Petrochemia
Płock przestanie istnieć. Już na początku lat 90. zapowiedziano połączenie
jej w jeden koncern z Centralą Produktów Naftowych. Kolejne programy rządowe
przewidywały to włączenie Petrochemii do CPN, to CPN do Petrochemii, ewentualnie
fuzję obu firm.
Ostatecznie do fuzji doszło w maju 1999 roku. Powstał Polski Koncern
Naftowy, jedna z największych firm w Europie Środkowej i druga pod względem
wielkości z notowanych na warszawskiej giełdzie.
- To oczywiste, że z powodu wcześniejszego rozwiązania umowy o pracę
należy się odprawa, ale skandalem jest, że zawiera się umowę aż na dwie
kadencje, czyli na sześć lat. To luksusowa sytuacja dla osoby, której umowa
dotyczy, przez sześć najbliższych lat ma zagwarantowaną przyszłość - mówią
ŻYCIU prawnicy. - Wątpliwe są jednak korzyści dla firmy, która musi taką
sumę wypłacić - dodają.
Juchniewicz, który w 1996 r. złożył podpis pod umową z Jaskółą, był
dla nas do wczoraj niedostępny. Nie mieliśmy okazji zapytać go, dlaczego
zaakceptował niekorzystne dla firmy zapisy w umowie.
Za dziennikiem "ŻYCIE" z dn. 24.01.2000
"Budżet nie zrezygnuje
Tadeusz Chrościcki podkreśla, że rozpatrując możliwość wzrostu cen paliw,
należy - oprócz podwyżek cen ropy - brać również pod uwagę zapowiedziane
podwyższenie akcyzy w ciągu roku. Dwa razy - z początkiem marca i września
- zwiększy się ona o 60 zł na tonie. W skali roku daje to podwyżkę o 12
groszy na litrze paliwa.
- Nie sądzę, abyśmy mieli powtórkę z roku ubiegłego, ale trzeba pamiętać,
że wzrost cen paliw najbardziej odbija się na cenach usług. W dalszej kolejności
- na cenach żywności i innych dóbr. Cena paliw nie będzie głównym czynnikiem
napędzającym inflację. Notowania ropy doszły już zresztą do takiego poziomu,
że można się teraz spodziewać raczej ich spadku - powiedział Chrościcki.
Przypomniał, że w ubiegłym roku paliwa zdrożały o 50 proc. przy wzroście
cen ropy o ponad 150 procent.
- Zaplanowane wpływy budżetu z podatku akcyzowego to w tym roku 12
mld 614,6 mln zł. Nie sądzimy, aby możliwa była rezygnacja z tych podwyżek
- powiedziała Mirosława Malesa z biura prasowego Ministerstwa Finansów.
Jej zdaniem, jeżeli ustawa budżetowa przewiduje podwyżkę akcyzy, to trudno
przypuszczać, aby pod wpływem sytuacji na rynkach paliw rezygnowano z wpływów
do kasy państwa.
Wiceprezes Narodowego Banku Polskiego Ryszard Kokoszczyński wskazuje
jednak, że w przypadku cen paliw na polskim rynku działają nie dwa (ceny
ropy i akcyza), jak w krajach strefy euro, lecz trzy czynniki. Dochodzi
jeszcze monopolizacja rynku przez dwóch producentów. - Trzeba tylko mieć
nadzieję, że zostanie sprzedana druga transza Polskiego Koncernu Naftowego
i że ta firma zacznie prowadzić inną, bardziej niezależną politykę. Już
teraz widać, że polscy importerzy nie uzależniają się, tak jak to było
kiedyś, od importu ropy z tylko jednego kierunku (...).
Z artykułu w dzinniku "Rzeczpospolita"
23.01.2000 r.
Korupcja wśród niemieckich chadeków
Były kanclerz Kohl zrzekł się honorowego przewodnictwa CDU na skutek
ujawnionych następnych wątków afery korupcyjnej w jego ugrupowaniu. Telewizja
niemiecka i francska przeprowadziły swoje "dochodzenia" dzięki którym pojawiły
się następne "poszlaki" o nowym wymiarze - tym razem międzynarodowym: francusko-niemieckim
tego skandalu: "(...) Z kolei w sobotę wieczorem niemiecka telewizja publiczna
ARD poinformowała o milionach, którymi CDU mieli wesprzeć Francuzi. Zdaniem
telewizji w 1992 roku francuski państwowy koncern naftowy na polecenie
prezydenta Francoisa Mitterranda przekazał do Niemiec 85 milionów marek,
z których część wsparła kampanię wyborczą kanclerza Helmuta Kohla (...)".
- z artykułu w dzienniku "Rzeczpospolita"
Trwający już 114 dni kryzys rządowy w Austrii
może się zakończyć spodziwanym przez nas od dawna zawiązaniem koalicji
między Partią Wolności p. Jerzego Haidera a OVP p. Wolfganga Shussela.
Rządzący do tej pory układ konserwatystów z socjaldemokratami nie zdał
egzaminu w oczach obywateli tego państwa i można mieć nadzieję, że obedcny
sojusz wyprowadzi Austrię z bagna socjalizmu, w którym pogrążona była przez
minione 13 lat. Naciski na establishment austriacki, by nie
dopuścił do takiego rozwiązania siągają nawet... Izraela, choć cały czas
wydawało się nam, że ten kraj nie pozostaje w żadnym związku z uczestnictwem
w ponadnarodowych strukturach Związku Socjalistycznych Republik Europejskich,
ale, jak widać, tkwiliśmy w błędzie. "(...) Wczoraj izraelski minister
sprawiedliwości Josi Bejlin ostrzegł Austrię, że jeśli Haider wejdzie do
rządu, to Izrael odwoła swego ambasadora z Wiednia. W nocie protestacyjnej
skierowanej do austriackiego MSZ Izrael ostrzegł przed konsekwencjami dopuszczenia
do głosu "polityków o poglądach nazistowskich". - z artykułu w dzienniku
"Rzeczpospolita"
Wiadomości z UPR
Podczas trwającej cały dzień konferencji właściwie wszyscy paneliści
oraz dyskutanci (AW„S", UW, PSL, SLD), z wyjątkiem oczywiście UPR, starali
się uzasadnić pogląd, że partie polityczne powinny być finansowane z budżetu
państwa. Poseł L. Dorn przedstawił, opracowany w sejmowej komisji pod jego
przewodnictwem, projekt zmian w ustawie o partiach politycznych i ich finansowaniu.
Przedstawiający stanowisko SLD poseł L. Nikolski praktycznie w całości
poparł proponowane zmiany, które sprowadzają się do tworzenia możliwości
finansowania partii z budżetu oraz drobiazgowego kontrolowania każdej złotówki
przechodzącej przez partyjne konta. Niezależnie od tego czy pochodzi z
darowizn od osób prywatnych, czy z budżetu. Bardzo duży nacisk położono
w ustawie wyznaczanie różnego rodzaju limitów finansowych, których partie
nie mogą przekroczyć, finansując swoje kampanie. Jednocześnie właściwie
wszyscy zauważali, że skontrolowanie czy limity nie zostały przekroczone,
jest w praktyce niemożliwe.
Autorzy ustawy oraz ich poprawni politycznie zwolennicy bardzo ubolewali,
że na razie społeczeństwo jest za mało dojrzałe, aby zgodziło się na całkowite
finansowanie partii z budżetu. W wystąpieniach pojawiała się jednak wiara,
iż przyjdzie czas, gdy naród do tego dojrzeje.
UPR wierzy, że naród rzeczywiście dojrzeje i pogoni tych cwaniaków,
którzy chcą żyć cudzym kosztem.
Wiceprezes UPR Leszek Samborski ustosunkowując się do przedstawionego
projektu ustawy oraz całości konferencji, powiedział:
„Nie znam stanowiska posła Dorna i pozostałych autorów projektu ustawy
do kwestii wejścia Polski do UE. Po zapoznaniu się z projektem ustawy stwierdzam,
że są oni w awangardzie postępu i takie osiągniecie UE jak np. ustalenie
właściwej krzywizny banana jest niczym w porównaniu z tym co pan Dorn i
jego koledzy zawarli w przedstawionej ustawie.
Komentowanie poszczególnych zapisów ustawy jest bez sensu, bo jest
ona nikomu niepotrzebnym kawałem ciężkiej roboty przeprowadzonej zgodnie
z zasadą ustaloną przez założyciela UPR Stefana Kisielewskiego; "Socjalizm
to jest taki ustrój, który tworzy trudności nie znane w żadnym innym systemie
tylko po to, by je potem bohatersko pokonywać".
Ta konferencja oraz omawiany na niej projekt ustawy są, co mnie niezmiernie
cieszy, jawnym dowodem na to, że kierownictwa partii parlamentarnych zorientowały
się, że potencjalni darczyńcy nie dadzą im tyle pieniędzy, co w poprzednich
wyborach, bo po owocach ich już poznali. Stąd teraz te limity".
Poseł SLD, L. Nikolski odpowiedział na to: „Nam jeszcze dają".
No cóż, zobaczymy jak długo?
Na Konwencie Oddziału Stołecznego, który odbył się 16.01.2000 r. jak
zwykle w budynku SD przy ul. Chmielnej - ustępujący zarząd pod kierownictwem
b. prezesa p. Sławomira Kameckiego dostał absolutorium i przeszedł do historii...
B. Prezes Kamecki nie zgłosił swojej kandydatury na następną kadencję...
Konwent prawie jednogłośnie (nie było innej kandydatury) zaaprobował
p. Grzegorza Parzycha (obecny prezes Stowarzyszenia "Koliber" i jego współtwórca)
na stanowisku nowego Prezesa. Serdecznie gratulujemy!!!