10/2000

Serwis informacyjny Okręgu Mazowieckiego UPR


 
Serwis Informacyjny
Archiwum
10/2000
KRAJ
O Polsce...

Czy w Londynie już wiedzą, że my nie mamy wielkiej ochoty na zsocjalizowanie sie w ZSRE? więcej...
Wywiad "bezalternatywny" naszego reprezentanta w "negocjacjach" z ZSRE więcej...
Nasze urzędasy palą dobre papierosy i jeżdżą nowoczesnymi windami do Europy więcej...
Adaś Michnik/Szechter - znów w pierwszym szergu Europejczyków! więcej...
 

Wiadomości z UPR

Oświadczenie Unii Polityki Realnej w sprawie austriackiej Partii Wolności Jerzego Haidera

Pikieta pod urzędem ZUS w Warszawie w dniu 15.02.2000 r.

Doceniają obecność UPR w internecie...

Sondaż OBOP - znowu idziemy w górę!

Stały dział: Podwyżki, podwyzki... Wielki Komornik spełnia swoje obietnice... więcej...
Pornografia w głowach posłów wiecej...
Na polskich drogach wyrosną... blokady więcej...
"Liberałowie inaczej" odnoszą sukcesy! więcej...
Reprywatyzacja po polsku więcej...
Czy potrzebne są związki zawodowe w służbach mundurowych? Trybunał Konstytucyjny - mówi "nie!" więcej...
ZAGRANICA
Publicystyka

Kary mutylacyjne
artykuł Stanisława Michalkiewicza

Dla kogo uprawnienia?
artykuł Tadeusza M. Płużańskiego
 

Liberalizm w reklamach w USA nie popłaca więcej...
Generał Pinochet uwolniony! więcej...
Nie chcą nas w Związku Socjalistycznych Republik Europejskich więcej...
Socjalizm administracji Clintona więcej...
Do ostatecznej walki staną: Albercik Gore i Jerzy Bush młodszy więcej...
W Kalifornii przestali lubić pederastów więcej...
Uważamy, że przystąpienie do Unii Europejskiej może się odbyć na naszych warunkach, ale jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby przystąpienie do NAFTA!!!

 

KRAJ

01.03.2000 r. 
"Obniżki" poprzez podwyżki Wielkiego Komornika - zmory Unii Zniewolenia...

W związku z podwyżką akcyzy (realizacja "liberalnej" polityki kierownictwa MinFinu....) - od 01.03 zdrożały polskie wódki:
"Ceny trunków produkowanych przez Polmosy wzrosną o co najmniej 3 proc. - uważa Józef Kapela, prezes bielskiego Polmosu SA. Skok cen ma związek z 2-procentową podwyżką stawki podatku akcyzowego od 1 marca".
Za "Dziennikiem Internetowym" PAP



04.03.2000 r. 
Lubieżność ma nie popłacać - według posłów

"SEJM

Dwa lata za miękką, pięć lat za twardą

Pornografia zakazana

Sejm zaaprobował w piątek senacką propozycję całkowitego zakazu rozpowszechniania treści pornograficznych. Złagodzono
- również na wniosek Senatu - kary za rozpowszechnianie tzw. twardej pornografii oraz za gwałt zbiorowy.
Czterech głosów zabrakło przeciwnikom całkowitego zakazu pornografii do odrzucenia poprawki Senatu. Większość bezwzględna wynosiła 214 osób, a za odrzuceniem poprawki Senatu przywracającej do kodeksu karnego przepis z 1969 roku
opowiedziało się 210 posłów - z SLD, UW i częściowo z PSL. Za całkowitym zakazem rozpowszechniania wszelkich treści
pornograficznych opowiedziało się 197 osób - posłowie AWS, część posłów PSL i posłowie z prawicowych kół (15 osób wstrzymało się od głosu).
Rozpowszechnianie tzw. miękkiej pornografii będzie zagrożone karą do dwóch lat więzienia.
Zgodnie z propozycją Senatu złagodzona została odpowiedzialność karna za rozpowszechnianie tzw. twardej pornografii (z udziałem małoletniego, z użyciem przemocy lub z posługiwaniem się zwierzęciem). Sejm pierwotnie uchwalił, że za takie przestępstwo będzie groziła kara do dziesięciu lat więzienia, podczas gdy Senat zaproponował maksymalnie pięć lat więzienia i posłowie ostatecznie poparli tę propozycję.
Sejm na wniosek Senatu zaaprobował też złagodzenie kary za gwałt zbiorowy. Pierwotnie posłowie uchwalili, że gwałt zbiorowy będzie traktowany tak samo jak gwałt ze szczególnym okrucieństwem - za oba przestępstwa miała grozić kara od trzech do piętnastu lat więzienia. Senat uznał, że liczba gwałcicieli nie przesądza o większej społecznej szkodliwości czynu, i dlatego należy gwałt zbiorowy zakwalifikować jako występek, zagrożony karą od dwóch do dwunastu lat więzienia (wykonania wyroku opiewającego na trzy lata więzienia lub więcej nie można zawiesić, podczas gdy wyrok poniżej trzech lat więzienia może być zawieszony). Posłowie zaaprobowali argumenty Senatu (...).
Za dziennikiem "Rzeczpospolita"
Absurd i następne tematy zastępcze i tak już nie uratują spadających notowań koalicji... W dobie błyskawicznie pobieranych z niezliczonych źródeł informacji tego typu inicjatywy świadczą tylko o głębokim oderwaniu się członków parlamentu od otaczającej ich rzeczywistości. I to niech wystarczy za podsumowanie...



04.03.2000 r. 
Lepperiady zaczynają się wiosną

Znany warchoł polskiej sceny politycznej Andzrej Lepper zapowiedział następne akcje "protestacyjne" w Polsce. Szef MSWiA Marek Biernacki zapowiedział "użycie siły" wobec blokujących drogi warchołów-związkowców z "Samoobrony"...
Pożyjemy, zobaczymy...



02.03.2000 r. 
Wielki sukces Leszka Balcerowicza!

"(...) Bilans celów i osiągnięć

Zespół do spraw Odbiurokratyzowania Gospodarki powstał w grudniu 1997 r. Wczoraj odbyło się jego kolejne posiedzenie. Od ostatniego, sprzed pół roku, zlikwidowane zostały rachunki uproszczone VAT, wprowadzone tanie ryczałtowe zabezpieczenia cła i podatku przy przerobie uszlachetniającym towarów oraz znowelizowana została ustawa o gospodarce nieruchomościami. Wszystkie te zmiany wicepremier Balcerowicz uważa za sukces zespołu. I zapowiada kolejne (...)".
Od sukcesu można już dostać zawrotu głowy...



04.03.2000 r. 
Jak się w III RP troszczą o własność prywatną...

"Leśne - nie, gminne tak

Które nieruchomości oddać, czyli posłowie o prywatyzacji

Dawni właściciele lasów, którzy mieli nadzieję na odzyskanie ich w ramach reprywatyzacji, mogą się z nią pożegnać. Wczoraj posłowie nadzwyczajnej komisji zdecydowali bowiem, że nie należy ich zwracać.
- Jednoznaczne zapisanie w ustawie, że lasy nie będą zwracane w naturze, pozwoli na uniknięcie procesów sądowych, w których byli właściciele mogliby dochodzić swoich roszczeń względem lasów - tłumaczył wczoraj jeden z posłów komisji Tadeusz Maćkała (AW"S"). Przypomnijmy, że w wersji zaproponowanej przez rząd sprawa nie była całkowicie jasna. Posłowie zapragnęli jednak, by sprawa nie budziła wątpliwości.
Sporo kontrowersji wywoływała również sprawa zwracania dawnym właścicielom nieruchomości, które obecnie znajdują się we władaniu gmin. Zagorzałym wrogiem tego rozwiązania był poseł SLD Kazimierz Działocha. - Przepis ten jest wyraźnie sprzeczny z konstytucją - mówił. - I będzie taki, jeżeli nie zapisze się w nim wyraźnie, że własność nieruchomości będzie za zgodą samorządów. Inaczej będzie to wywłaszczenie samorządów.
Argumentyacja ta nie była jednak najwidoczniej wystarczająco przekonywująca, bo posłowie zadecydowali, że wywłaszczeni będą mogli domagać się zwrotu tego, czym władają dziś samorządy.
AGI"
Za papierowym wydaniem dziennika "Życie"



07.03.2000 r. 
Zawodowe związki - na Powązki!

Trybunał przeciw związkom zawodowym w wojsku

W wojsku polskim nie będzie związków zawodowych. We wtorek 7 marca Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodny z konstytucją przepis zakazujący tworzenia związków zawodowych przez polskich żołnierzy. Wyrok jest ostateczny. Sędziowie Trybunału jednoznacznie stwierdzili, że charakter służby wojskowej i dyspozycyjność żołnierzy wymagają specjalnego podejścia, a członkowie sił zbrojnych nie są kategorią osób, na które automatycznie rozciąga się wolność związkowa. Tworzenia związków zawodowych przez żołnierzy zakazuje ustawa z 1970 r. o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych. Jednak rzecznik praw obywatelskich uznał, że łamie ona konstytucję RP i jest niezgodna z normami europejskimi, gdyż pozbawia wojaków jednego z fundamentalnych praw obywatelskich, jakim są wolności związkowe. Argumentował przy tym, iż wojskowe związki zawodowe działają w RFN, Belgii, Danii, Holandii. Ponadto istnieje Europejska Organizacja Związków Żołnierzy, a rezolucja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (Polska jest jej członkiem) wzywa państwa do przyznawania siłom zbrojnym prawa do tworzenia stowarzyszeń powołanych do ochrony ich interesów. Na szczęście sędziowie Trybunału nie podzielili tej opinii. Tym samym przynajmniej w jednej z formacji mundurowych nie będą panoszyli się związkowcy. W armiach USA, Wielkiej Brytanii, Francji czy Hiszpanii nie istnieją związki zawodowe i dzięki temu żołnierze z tych krajów są najlepiej wyszkoleni wśród armii NATO, mimo że są one w pełni zawodowe, a nie poborowe, jak w Polsce.
Czym mogło by się skończyć wprowadzenie związków zawodowych do armii, może świadczyć przykład polskiej policji, gdzie działają one już ponad 10 lat. Kilka tygodni temu związkowcy policyjni jawnie wymówili posłuszeństwo komendantowi wojewódzkiemu policji w Bydgoszczy. Podpadł im za to, że na konferencji prasowej nazwał swoich ludzi niedorajdami i nieudacznikami. Skończyło się to odwołaniem komendanta ze stanowiska szefa policji w województwie kujawsko-pomorskim. Z kolei 7 marca policyjni związkowcy ze Słupska złożyli donos do prokuratury na swojego szefa – komendanta miejskiego policji w Słupsku. Ich zdaniem, komendant miał ukryć fałszerstwo jednego ze swoich podwładnych. Natomiast w 1997 roku związkowcy ze Śląska doprowadzili do odwołania ówczesnego komendanta wojewódzkiego policji w Katowicach.
Gdyby związki zawodowe działały w wojsku, można sobie wyobrazić, jak jakiś major lub pułkownik, szef związkowych żołnierzy domaga się odwołania generała – szefa sztabu WP lub dowódcy któregoś z Okręgów Wojskowych. Albo jeszcze gorzej. Związkowcy będą protestować przeciwko wysyłaniu żołnierzy na front, bo przecież mogą tam stracić życie. Ba! Zagroziliby nawet strajkiem. Na szczęście mamy jeszcze mądrych sędziów i mądre prawo!
Andrzej Kerad



O POLSCE...
21.02.2000 r. 
LONDYN

Inf. własna Amb. RP w Londynie: - Odpowiedzi Ministra Stanu w FCO K. Vaza na pytania podczas spotkania na forum "Poland Comes Home" 21.02.00.: - Zapytany, jaka może być największa przeszkoda na drodze Polski do członkostwa w UE, Vaz stwierdził, że jego zdaniem, mogą to być oczekiwania opinii publicznej w Polsce. Powiedział, że na wszystkich stronach tego procesu spoczywa odpowiedzialność za szerokie, właściwe informowanie opinii publicznej o procesie akcesyjnym i rozszerzenia UE. Polska opinia publiczna powinna zostać przygotowana na to, że w rozpoczynającym się, trudnym etapie negocjacji będą one toczyć się wolniej. Informowanie opinii publicznej ma też zasadnicze znaczenie w debacie
europejskiej w ZK.
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ



21.02.2000 r. 
Niby alternatywy - nie ma...

"Lietuvos Aidas" (21.02.2000) Wywiad z Janem Kułakowskim, pełnomocnikiem rządu RP ds. negocjacji z UE pt. "Wstępując do UE, Litwa powinna być nieustępliwa, otwarta i
elastyczna". Fragment: p. - Polska została zaproszona do negocjacji z UE przed dwoma laty. Co Polacy osiągnęli w ciągu tego okresu?
o. - Przede wszystkim nasze ustawy, normy prawne były uzgadniane z UE. Ale już w listopadzie 1998 r. rozpoczęliśmy zasadnicze negocjacje. Dotychczas, tymczasowo zakończono uzgadnianie dziewięciu rozdziałów. Czternaście rozdziałów na razie nie jest zakończonych; otrzymaliśmy odpowiedź UE i prowadzimy rozmowy.
Pozostało jeszcze sześć punktów, które należy uzgodnić, dopóki w UE przewodniczy Portugalia. Najtrudniejsze negocjacje rozpoczną się, kiedy przyjdzie negocjować o tzw. kompromisy. Wważam, iż nastąpi to w drugiej połowie br., kiedy przewodniczyć będzie Francja. Oczekują nas b. trudne dyskusje dot. rolnictwa Polski, ochrony środowiska oraz ochrony wschodnich granic. W tej dziedzinie wymagania Brukseli są bardzo wysokie.

p. - Czy dotyczy to również granicy z Litwą?
o. - Nie, Litwa jest już na progu do UE, tak więc pogląd na nią jest inny. UE chodzi przede wszystkim o granicę z Białorusią, Ukrainą i z Obwodem Kaliningradzkim. Przewidujemy także, iż stosunkowo trudne będą negocjacje także o wolne strefy handlowe w naszym kraju. Trudności wystąpią także podczas negocjacji w dziedzinie sprzedaży ziemi dla obcokrajowców.

p. - W jakich dziedzinach Polska zamierza żądać okresu przejściowego?
o. - Co do przystosowania naszego rolnictwa do norm UE, nie chcemy okresu przejściowego, ponieważ dążymy, aby wobec wszystkich krajów UE była stosowana wspólna polityka ulgowa - dotacje, różnego rodzaju bezpośrednie płatności itd. Natomiast w dziedzinie ochrony środowiska prosimy o 14 aż okresów przejściowych. W naszym kraju nie da się łatwo rozstrzygnąć kwestii sprzedaży ziemi obcokrajowcom, dlatego w tej dziedzinie będziemy żądali najdłuższych okresów przejściowych, a np. w kwestii sprzedaży ziemi uprawnej lub lasów - aż 18 lat. Chcielibyśmy 15-letniego okresu przejściowego w kwestii sprzedaży ziemi obcokrajowcom na działalność przemysłową i handlową.

p. - Jak wygląda sprawa wolnych stref ekonomicznych? Wydaje się, że UE niezbyt je popiera, natomiast w Polsce jest ich sporo?
o. - Według Brukseli, mogą one istnieć, jedynie pomoc państwa dla nich powinna nosić nieco inny charakter. Z tego powodu również w tej dziedzinie prosimy o przejściowy okres, jednak staramy się, aby tych okresów było jak najmniej.

p. - Do 1 stycznia 2003 r. - kiedy Polska spodziewa się zostać członkiem UE - należy jeszcze przyjąć ponad 160 ustaw. Chyba najbardziej rządowi i Sejmowi zarzuca się nienadążanie. Czy jest możliwe przyjęcie tylu ustaw w tak krótkim czasie?
o. - Tak, możliwe, ponieważ niektóre ustawy nie są skomplikowane. Oprócz tego, przewidujemy pierwszeństwo dla tych ustaw, które dotyczą członkostwa w UE. Powinniśmy to zrobić i zrobimy!

p. - Według najnowszych danych, w Polsce 56 % mieszkańców popiera integrację z UE, a 24% - nie popiera. Przed rokiem członkostwo popierało 60% respondentów. Dlaczego popularność UE zmniejszyła się?
o. - Tak, przed rokiem członkostwo w UE popierało 60% mieszkańców, po jakimś czasie - zaledwie 47%. Obecnie liczba zwolenników integracji wzrosła. Jest to normalne wahanie się stanowiska społeczeństwa. Sceptycy zawsze byli i będą. Nie można oczekiwać, aby wszyscy byli entuzjastami. Nie jesteśmy sowieckim społeczeństwem, gdzie politykę władz zawsze popierała absolutna większość - ponad 99% mieszkańców.

p. - O korzyściach z członkostwa mówią nie tylko politycy, ale także zwykli obywatele - studenci, uczniowie, mieszkańcy małych miasteczek. Jednak prasa zarzuca, że rząd zbyt mało pracuje w tej dziedzinie. Czy tylko rząd powinien to robić?
o. - Nasze media bardzo lubią krytykować rząd, władze. Włączyć się zaś do propagowania powinny także: samorządy, władze lokalne i regionalne, a także wyższe uczelnie, gimnazja, przedsiębiorcy, organizacje pozarządowe. Niestety, moim zdaniem, większość z nich działa zbyt pasywnie.

p. - Pan dużo jeździ po miastach, województwach Polski, spotyka się Pan z przedstawicielami społeczeństwa, Kościoła, porusza Pan te tematy...
o. - Jest to jeden z podstawowych sposobów propagowania. Odwiedzam diecezje, ponieważ Kościół pełni u nas bardzo ważną rolę. Byłem zaproszony także na konferencję Episkopatu w Częstochowie. Episkopat Polski popiera stanowisko Papieża Jana Pawła II wypowiedziane w Sejmie RP. Ojciec Święty podkreślił m.in., iż Watykan popiera proces integracji Europy. Alternatywy nie ma. Jest to najlepsza droga dla Polski (podkreślenie nasze - SI) i, myślę, także dla Litwy.

p. - Co mówicie mieszkańcom wsi, którzy nie popierają członkostwa w UE?
o. - Nie wszyscy nie popierają. Nawet członkowie opozycyjnej PSL mówili w Sejmie stosunkowo przychylnie. Obawy wsi są zrozumiale. Ale powinniśmy zrozumieć, że jeżeli uda nam się wynegocjować przychylne warunki dla naszego rolnictwa - w tej dziedzinie jesteśmy zdecydowani nie ustępować! - wówczas dla rolników członkostwo w UE będzie korzystne.

p. - Większą część swego życia - ok. 50 lat - spędził Pan na Zachodzie, dlatego pracując przez dwa lata na stanowisku głównego negocjatora swego kraju, najlepiej rozumie Pan, co daje członkostwo w UE. Jak propaguje Pan korzyści z członkostwa w UE, co mówi Pan ludziom?
o. - Jest to szeroki temat. Ważne jest to, że współczesny świat jest połączony pod względem ekonomicznym. Bez względu na to czy jesteśmy, czy też nie członkami UE, zależymy od jej decyzji, od działań różnych koncernów międzynarodowych, banków. Tak więc, nasza niezależność ekonomiczna jest względna. Wstępując do UE, znajdziemy się wśród tych, którzy decydują będziemy jednymi z nich. Znaczy to, że będziemy mogli wywierać wpływ na podejmowanie decyzji, które to, tak czy owak, już obecnie (te decyzje) wywierają wpływ na nasz kraj. Jednym słowem, otrzymujemy prawo do wyrażania swego stanowiska.

p. - Polska, jak i każdy inny kandydat potrzebuje wiele środków na przygotowanie się do członkostwa w UE. Czy dużą pomoc finansową otrzymała Polska i ile jeszcze spodziewa się otrzymać?
o. - Dużo, czy mało - trudno powiedzieć, zawsze jednak wygląda, że jest za mało. Do końca 2002 r. na potrzeby dostosowania rolnictwa do wymogów UE powinni byśmy otrzymać 168 mln euro. Z Fundacji ISPA na potrzeby ochrony środowiska i transportu - ok. 300 mln euro. Oprócz tego, jeszcze przed negocjacjami PHARE udzieliło nam sporego wsparcia. Po wstąpieniu do UE spodziewamy się otrzymać spore środki z tzw. funduszy strukturalnych (...).
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ
I taki, pożal się Boże, "negocjator" nas reprezentuje? Od razu się ustawia w roli błagającego o "jedyne słuszne rozwiązanie"?



16.02.2000 r. 
Mrugająca winda do Europy - czyli jacy to "myśmy jesteśmy" nowocześni w urzędach...

KOPENHAGA

"Berlingske Tidende" (16.02.00) artykuł Michaela Kuttnera pt. "Polska winda do UE", oparty na rozmowach z Jackiem Saryuszem-Wolskim i Jerzym Osiatyńskim.:

- Winda, którą autor jechał na spotkanie z J. Saryuszem-Wolskim jest supernowoczesna i przypomina statek kosmiczny: cała ze stali i ze szkła, a kiedy się wciśnie guzik, zaczyna gadać. Sam budynek, w którym kursuje, pamięta dawne czasy: to tu na parterze Jerzy Urban, rzecznik gen. Jaruzelskiego, rzucał ekskomuniki na zachodni świat. Ale wtedy nie było tu żadnej windy. Dzisiaj, dziesięć lat później, urzęduje tu szef doradców polskiego premiera ds. wejścia do UE, a po korytarzach biegają młodzi urzędnicy, mówiący wieloma językami, zniecierpliwieni czekaniem na członkostwo we Wspólnocie.
J. Saryusz-Wolski, siedzący w pięknym gabinecie i palący Davidoffy Lighty, zastanawia się, jak najlepiej wyminąć zasieki postawione przez UE. W Polsce, największym po Turcji kandydacie do UE, uważa się, że już niedługo będzie ona gotowa do członkostwa. Termin: to 31 grudnia 2002 r., a jeśli się nie uda, to wina Unii, a nie Polski.
Saryusz-Wolski, który mówi po angielsku lepiej niż Tony Blair i nosi garnitur od Saville Row, jest uprzejmy, ale daje się też skusić na moment na odejście od formuł dyplomatycznych: - "Chce się powiedzieć," - zwierza się gościowi - "że to nie Polska, lecz UE jest największą przeszkodą w szybkim przystąpieniu." W konkluzji chce się też powiedzieć, że - po rozmowach z dużą liczbą polskich urzędników i polityków - nowy, prawicowy rząd w Austrii nie koniecznie jest postrzegany jako pomoc w negocjacjach o rozszerzeniu, ale trudności, widziane z Warszawy, zaczęły się na długo wcześniej, zanim J. Haider wygrał wybory.
Frustracje biorą się częściowo ze zmienionego planu rozszerzenia, w którym, na rzecz równoległych negocjacji, porzucono model dwóch grup, a częściowo - z problemów wynikających z zeszłorocznej dymisji Komisji UE. Z powodu korupcji w Komisji, reformy samej Unii nabrały aktualności, a to oznacza, że ludzie, którzy mieli zająć się pracą wokół rozszerzenia, przydzieleni zostali do wewnętrznego czyszczenia UE.
- "Jeśli chce się negocjować z 12 krajami na raz, trzeba mieć po temu odpowiednie środki. Obawiamy się, że niestety tak nie jest. Życzylibyśmy sobie większej dynamiki." - mówi Saryusz-Wolski. Wg niego, a także innych rozmówców długi pobyt w poczekalni UE doprowadził również do zmęczenia Polaków, które widać, czytając wyniki badań opinii publicznej. Kiedy jeszcze kilka lat temu poparcie dla wstąpienia do UE było na poziomie 80 proc., obecnie wynosi między 46 a 59 proc., w zależności od badania.
W Polsce przyznaje się, że to nie tylko wina Unii. - "Duże poparcie dla UE i NATO, koło roku 1990 zależało od czynników, które nie miały w rzeczywistości wiele z nimi wspólnego." - mówi dyrektor Rafał Hykawy, z Komitetu Integracji Europejskiej. - "Im bardziej Rosjanie np. sprzeciwiali się polskiemu członkostwu w NATO, tym bardziej rosło dla niego poparcie." Daje do zrozumienia, że wsparcie dla integracji z UE i NATO było w równym stopniu wyborem natury kulturowej i uczuciowej, przeorientowania się ze Wschodu na Zachód.

Hykawy wskazuje na trzy dodatkowe powody dla spadającego poparcia dla przystąpienia:
1. po pierwsze, tendencja spadkowa pojawiła się po odejściu Komisji: - "Kiedy ludzie słyszą w telewizji o korupcji, myślą sobie: 'Nie powinniśmy się tam pchać' "; 2. po drugie, Polacy obawiają się wykupu ziemi i przedsiębiorstw przez zachodnich kapitalistów; 3. po trzecie, szereg niepopularnych reform, m.in. służby zdrowia i edukacji, wiązanych jest z UE.
- "Reformy mają bardzo nikły związek z Unią, ale społeczeństwo widzi to inaczej." - objaśnia Hykawy. Największy opór stawia polskie rolnictwo, w którym pracuje jedna czwarta część społeczeństwa. Zarówno polscy , jak i zagraniczni eksperci uważają, że to zdecydowanie za dużo i koniecznie trzeba tę liczbę zmniejszyć. Rolnicy, którzy dotychczas otrzymywali dobre ceny za swoje produkty, obawiają się bezrobocia oraz importu konkurencyjnych, zachodnich produktów.
- "Mój własny dziadek jest przeciw Unii, gdyż wg niego członkostwo doprowadzi do upadku polskiego rolnictwa." - mówi dyrektor. Chłopom jest również trudno zrozumieć, że Unia prawi kazania o wolnym rynku, podczas gdy jej własna polityka rolna jest jednym z ostatnich na świecie przykładów gospodarki planowej. Nieprzejrzysty system finansowania, ograniczenia plonów oraz góry masła nie przystają do nauki płynącej z Brukseli. Szef doradców, Saryusz-Wolski, patrzy na sprawę bardziej skrótowo: - "Bierzemy Wspólną Politykę Rolna taką, jaka jest. Unia ma dobre oraz mniej dobre strony."
Profesor Jerzy Osiatyński, liberalny poseł na Sejm oraz członek Komisji ds. UE, obserwował powolny spadek zachwytu rozszerzeniem w Brukseli, "szczególnie po ostatnich wakacjach" i skandalu w Komisji. - "Większe zainteresowanie wzbudzają reformy wewnętrzne niż Europa Środkowo-Wschodnia." - mówi. Osiatyński przyznaje jednak, że sama Polska też ma problem: - "Niepokoję się, że rządowi nie udało się przekonująco powiedzieć, jaki mamy interes we wstąpieniu do UE. Nie mówi się np. jak wielkie korzyści miały z tego powodu Hiszpania, Portugalia i Grecja."
Osiatyński nazywa fascynującym fakt, że "ta grupa społeczeństwa, która najwięcej skorzysta na członkostwie - chłopi - najbardziej się przystąpieniu sprzeciwia. Jednym z powodów jest na pewno złe informowanie. Polska telewizja mówi o Unii niemal wyłącznie w złym kontekście. Biuro rządowe, które ma się zajmować informowaniem o UE, jest kierowane przez partię chrześcijańsko-narodową, która wobec UE jest sceptyczna. Taka sytuacja jest niemożliwa." Wg Jerzego Osiatyńskiego istnieje wiele możliwości przekonania Polaków do UE: wystarczy mówić o korzyściach.
Ale nie wszyscy uważają, że Polska powinna się do Unii spieszyć. - "Im bardziej się spieszymy, tym gorsze dostaniemy warunki" - mówi ekonomista Ryszard Bugaj, były przewodniczący Unii Pracy oraz jeden z czołowych krytyków systemu w czasach komunizmu. Swój stosunek do UE określa on jako "sceptyczny entuzjazm". Wg niego okoliczności polskiego przystępowania do UE są trudniejsze niż były one w latach 1980. dla Hiszpanii, Portugalii i Grecji. - "Standardy się zmieniły. UE stała się mniej solidarna, a bardziej liberalna. Nasze zasługi związane z upadkiem komunizmu nie dają dodatkowych punktów." - mówi Bugaj.
Wg niego rok 2003 jako rok przystąpienia jest datą całkowicie nierealną. - "Pytanie polega też na tym, do jakiej Unii wstąpimy? Czy będzie to Europa Ojczyzn, jak wyobrażał ją sobie de Gaulle, czy struktura federalna? UE zmieniła się po traktacie z Maastricht. Zmieniła się też po traktacie z Amsterdamu. Byłoby miło wiedzieć, do jakiego właściwie związku wchodzimy. Mimo to, mówi Bugaj, "UE jest najlepszym wyborem dla Polski w czasach globalizacji."
Mimo tych wszystkich wątpliwości Polakom idzie dobrze. Duński ambasador w Warszawie, Laurids Mikaelsen, przewiduje, że Polska wstąpi do UE w ciągu kilku lat, może w latach 2004-2006. - "Polska trzyma się nieźle, ale to waga ciężka" - mówi. - "Historycznie patrząc, przystąpienie w 2006r. można uznać za szybkie. I mówię Polakom, że lepiej dopiero wtedy zostać członkiem, kiedy wiadomo, jak korzystać z kasy. Trzeba znać korzyści, aby z nich korzystać."
Mrugająca winda u szefa doradców jeździ bez przerw codziennie w górę i w dół i gada do swoich pasażerów. Kiedy mówię Saryusz-Wolskiemu, jak mi się ona podoba, odpowiada: - "Jak pan widzi, jesteśmy bardzo nowoczesnym krajem."
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ



15.02.2000 r. 
Znowu Adaś Szechter wysuwa się przed orkiestrę...

WIEDEŃ

"Die Presse" (15.02) korespondencja K. Bachmanna z Warszawy pt. "Niepewność wśród kandydatów": - Zdaniem korespondenta, "Europa Wschodnia mniej obawia się podważenia przez nowy rząd w Wiedniu wartości europejskich, niż opóźnienia rozszerzenia Unii Europejskiej. Podczas gdy media o sympatiach lewicowych wskazują palcem na Austrię (artykuł w "Polityce"- Hail Haider? i "Trybuna"), prawica ostrzega przed UE: "Kto obcuje z UE, może zapomnieć o wolnych wyborach i suwerenności."
Autor przedstawia też stanowisko polskiego rządu w związku z udziałem FPÖ w austriackim rządzie.: "Polska podziela zaniepokojenie Unii zaistniałą w Austrii sytuacją, nie przyłączyła się do sankcji UE tak samo jak Praga i Budapeszt. Głównie dlatego, jak pisze K. Bachmann, że kraje kandydujące mają z Austrią wciąż nie uregulowane rachunki - "Czy to się Polsce i Czechom podoba czy nie, Wiedeń od czasu do czasu podnosi kwestię odszkodowań dla wypędzonych, przede wszystkim dla Niemców Sudeckich."
"Dodatkowo, trzy ww. kraje EŚW podtrzymują, wg korespondenta, austriackie obawy przed nadmiernym napływem siły roboczej do Austrii po rozszerzeniu UE, głównie poprzez domaganie się wieloletnich okresów przejściowych."
Jak pisze K. Bachmann, "w krajach Europy Wschodniej pojawia się zaduma i brak zrozumienia, dlaczego zachodni Europejczycy, którzy akceptują post- lub ex-komunistów jako partnerów we współrządzeniu, tak reagują na prawicowego populistę, jakim jest Haider. Niemal w każdym artykule prasowym podnoszony jest zarzut, iż Unia jest ślepa na lewe oko. "
Na zakończenie, K. Bachmann w swojej korespondencji podaje, iż "już tylko "Trybuna" i redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", Adam Michnik, są zdania, iż Polska powinna poprzeć sankcje UE wobec Austrii."
Za "Przeglądem Mediów Światowych" MSZ


ZAGRANICA
05.03.2000 r. 
Liberalizm moralny w USA

Pewna firma odzieżowa zrobiła akcję reklamową, używając skazanych na karę śmierci morderców do promowania swoich szmatek...
Dwa tygodnie temu jedna z największych sieci handlowych Sears, która nimi handlowala, usunęła wszystkie te towary i odeslala do producenta... Wystarczyło parę artykułów dziennikarzy, którzy maję inne podejście niż ta firma do odpowiedzialności za reklamę, aby nastąpiła reakcja świadomych swych przekonań konsumentów...
Natomiast w Polsce agencje reklamowe pozwalają sobie na sztuczki, na które nigdy nie pozwoliliby sobie w Ameryce...



03.03.2000 r. 
Pinochet znowu wolny - lewica szaleje...

Cudowny powiew leczniczego chilijskiego powietrza spowodował ozdrowienie generała Pinocheta - kiedy ten wysiadał z samolotu na lotnisku w Santiago - nie musiał juz używać inwalidzkiego wózka, w którym go pożegnali "gościnni inaczej" Brytyjczycy spod znaku Lewizny Tońcia Blaira. Honory oddali mu przedstawiciele wiernej armii, na płycie lądowiska nie widać było nikogo z władz rządowych.



05.03.2000 r. 
Nie chcą nas w ZSRE!

Szef Komisji Europejskiej zapowiedział ostatnio, że nie mamy co liczyć na szybkie przyjęcie nas do UE. Po prostu nas tam nie chcą. A właściwie to rządy piętnastki po prostu się nas, czyli państw z Europy Centralnej kandydujących do Unii, boją. Boją się szczególnie zalewu taniej siły roboczej i wydawania na nas zbyt dużo pieniędzy z programów pomocowych. Romano Prodi, szef Komisji Europejskiej, powiedział to ostatnio dobitnie w wywiadzie dla „Financial Times”. Przyznał się, że we wszystkich krajach UE występuje ksenofobia i nietolerancja, jeśli chodzi o napływ cudzoziemców po wejściu m.in. Polski do Unii. Dlatego:
– Trzeba uśmierzyć lęki opinii publicznej w państwach UE i w krajach kandydackich – powiedział szef Europejskiej Romano Prodi w wywiadzie udzielonym w piątek 3 marca br. dziennikowi „Financial Times”.
– Jestem gotów rozczarować kraje kandydackie i nas samych – zaznaczył stanowczo. – Musimy przyhamować wejście nowych członków do Unii Europejskiej. Komisja Europejska musi być szczególnie twarda w negocjacjach z kandydatami – dodał jasno. Prodi przyznał, że Piętnastka boi się dojścia do władzy w krajach UE partii podobnych do austriackich Wolnościowców. Dlatego chce przeciągnąć negocjacje jak najdłużej, by: „nie powtórzyła się sytuacja austriacka”, jak to nazwał Prodi. Dlatego według niego nie mamy co liczyć na przyjęcie nas do UE przed wynikami wyborów parlamentarnych we Francji i Niemczech, co nastąpi w 2002 roku. Potem, zdaniem szefa Komisji Europejskiej, nastąpią szczegółowe i drobiazgowe negocjacje, szczególnie w sprawach rolnictwa i wspólnego rynku pracy.
– Nie będzie w tych kwestiach żadnych taryf ulgowych – uprzedza w wywiadzie Romano Prodi.
Według niego przyjęcia nas do Unii Europejskiej może nastąpić nie wcześniej niż w 2005, o ile nie w 2006 roku.
Pełny tekst wywiadu pt.: „Commission President takes tough stance over UE expansion” można znaleźć na stronie: http://www.ft.com
Jeśli więc Unia Europejska nas nie chce, to po co na siłę się tam pchamy? Czy nie lepiej iść tam, gdzie nas chcą lub nie będą stawiać wielkich problemów, np. do NAFTY? Poza tym trudno odmówić byłemu szefowi austriackich Wolnościowców, Haiderowi racji, jeśli mówi: „Niech państwa z Europy Centralnej same się bogacą i przystąpią do Unii już na tym bogate, wtedy nie będziemy im stawiać żadnych problemów”. Powinniśmy sami się rozwijać, realizując liberalny program gospodarczy, a gdy się szybko wzbogacimy, państwa UE same będą prosić Polskę, by przystapiła do Unii.
Andrzej Kerad



05.03.2000 r. 
Socjalizm w Ameryce jednak postępuje

Administracja rządowa Billa Clintona pozazdrościła swoim europejskim kolegom i chce wiedzieć, ile zarabiają Amerykanie. Do tej pory każdy Amerykanin chronił swoją prywatność, a rząd nie interesował się, ile kto zarabia – oprócz stanowych urzędów podatkowych. Teraz i federalny rząd chce to wiedzieć. Tamtejsze ministerstwo pracy postanowiło w końcu dowiedzieć się, ile zarabiają obywatele USA z różnych stanów. Dlatego zaczęło wysyłać ankiety do pracowników najemnych, by ci podali, ile dostają co roku od swego pracodawcy. Na szczęście ankieta nie była obowiązkowa i nie wszyscy ją wypełnili. Na dodatek nie musieli ją wypełniać pracownicy tzw. wolnych zawodów (sędziowie, prawnicy, dziennikarze, maklerzy itp.) i przedsiębiorcy.
Jednak nie tylko o wiedzę chodziło ministerstwu pracy. Zebrane w ten sposób dane posłużą także do ścigania pracodawców. Zgodnie z prawem, muszą oni zatrudnianym cudzoziemcom płacić przynajmniej średnią pensje obywateli USA pracujących na tym samym stanowisku w tym samym stanie. Do tej pory karanie „wyzyskiwaczy” było trudne, bo... ministerstwo nie wiedziało, ile wynosi taka średnia pensja Amerykanina, np. dozorcy domu ze stanu Teksas. Teraz to się zmieniło. Dodatkowo urzędnicy ministerstwa dostrzegli jawne „niesprawiedliwości”. I tak np.: pedikiurzysta z Chicago rocznie zarabia 70 tys. doalrów, a jej koleżanka z Detroit – ponad 98 tys. dolarów. Z kolei średnie wynagrodzenie dozorcy w Kokomo w Indiana (roczna średnia pensja 29 tys. dolarów) jest ponad dwa razy większe od dozorca z Wichita Falls w Teksasie.
Średnie krajowe zarobki w Stanach Zjednoczonych dla danego zawodu można sprawdzić pod adresem:
http://www.bls.gov/oes/national/oes_nat.htm
zarobki w poszczególnych stanach:
http://www.bls.gov/oes/state/oessrch2.htm,

Czy teraz rząd USA pójdzie jeszcze dalej i zacznie wyrównywać zarobki w poszczególnych stanach tak, aby fryzjerka z Alabamy zarabiała tyle samo co z Kalifornii? Urzędnicy przecież zawsze muszą stale wykazywać swoją przydatność. Cała nadzieja w McCainie i Bushu juniorze, że któryś z nich wygra batalię o fotel prezydenta USA i powstrzyma urzędasów z tamtejszego ministerstwa pracy.
Andrzej Kerad



08.03.2000 r. 
USA

We wtorkowych "superwyborach" wewnętrznych zwyciężyli: ze strony tzw. Demokratów, czyli socjalistów amerykańskich - Albercik Gore, zaś ze strony Republikanów - Jerzy Bush młodszy, który stosunkiem 8:5 pokonał Jana McCaina w wewnętrznych wyborach partyjnych. McCain zapowiedział nierezygnowanie jeszcze z walki.



08.03.2000 r. 
Dość pobłażania dla zboczeńców w Kalifornii!

Kalifornia bez homosiowych małżeństw

W Kalifornii nie będzie ślubów pederastów. Tak zdecydowali we wtorek 7 marca mieszkańcy tego największego stanu w USA. Przy okazji prezydenckich prawyborów, władze stanu Kalifornia zdecydowały się na przeprowadzenie powszechnego plebiscytu. Mieszkańcy Kalifornii mieli się wypowiedzieć czy chcą, by w ich stanie pederaści męscy i żeńscy nie mogli legalnie brać ślubów i zawierać małżeństw. Zdecydowana większość mieszkańców opowiedziała się za tzw. Propozycją 22 stanowej legislatury i tym samym w „tylko małżeństwo zawarte między kobietą a mężczyzną jest ważne i uznawane w Kalifornii”. W ten sposób ten największy stan w USA stał się 31. stanem, w którym uchwalono prawo nie uznające małżeństw homoseksualistów i lesbijek. Dziesięć następnych stanów Ameryki Północnej przygotowuje podobne ustawodastwo.
Andrzej Kerad


Wiadomości z UPR
28.02.2000 r. 
Zauważona silna obecność UPR w polskim internecie politycznym...

"(...) Dużą aktywność w sieci przejawia natomiast Unia Polityki Realnej - strona kandydata na prezydenta Janusza Korwin-Mikkego istnieje już od zeszłego roku (...).
Fragment artykułu nt. politycznej części polskiej Sieci z dziennika "Rzeczpospolita"



28.02.2000 r. 
W sondażu OBOP znowu przyznano Unii Polityki Realnej 4% za pierwszą połowę stycznia 2000 r.


15.02.2000 r. 
Demonstracja UPR w Warszawie

Pod urzędem ZUS na ul. Senatorskiej w Warszawie  odbyła się pikieta Unii Polityki Realnej, w której udział wzięli Prezesi UPR: pp. Janusz Korwin-Mikke i Leszek Samborski. Rozdawano ulotki z opisem złodziejskiego systemu ZUS, kradnącego w ciągu życia podatnika 4 miliardów złotych... Pikietę sfilmowała telewizja Polsat, nagrało Radio Kolor, a także opis został umieszczony w serwisie PAP.



03.02.2000 r. 
Oświadczenie Unii Polityki Realnej w sprawie Partii Wolności p. Jerzego Haidera

3 lutego 2000 r.

Oświadczenie

Unia Polityki Realnej z zażenowaniem przygląda się skandalowi, który wybuchł w Europie (i nie tylko) po wyborach w Austrii.
Uważamy, że oświadczenia polityków i eurokratów dotyczące wyników wyborów w Austrii są skandaliczną próbą ingerencji w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa. Zaś grożenie Austrii blokadą polityczną i gospodarczą na skutek tego, że wynik demokratycznych (!) wyborów był nie pomyśli eurosocjalistów, można określić tylko w jeden sposób: jest to zwykły terroryzm polityczny.
W świetle tych poczynań musimy uznać, że większością państw UE rządzą ciemni nietolerancyjni, ksenofobiczni biurokraci, którzy nie są w stanie zrozumieć i szanować poglądów innych niż swoje.
Wobec tak ewidentnego nieposzanowania demokracji, którą sami wychwalają – i agresywnej postawy wobec jednego ze swych członków Rząd RP powinien na nowo rozważyć czy wchodzenie do struktur UE ma jakikolwiek sens.
UPR ze zrozumieniem i szacunkiem przygląda poczynaniom FPÖ pana Jerzego Haidera, który interes własnej Ojczyzny potrafi postawić wyżej od niejasnych interesów eurosocjalistów i przełamując skostniałe, biurokratyczno-mafijne struktury odnieść sukces. Mamy nadzieję, że sukces pana Haidera jest wydarzeniem, które zapoczątkuje zdecydowaną zmianę kursu światowej polityki – w prawo.
UPR protestuje jednocześnie przeciwko określaniu w mediach organizacji posthitlerowskich mianem „prawica”. Przypominamy, że hitlerowska partia NSDAP nosiła socjalizm nawet w nazwie, czyli bardziej pasuje do niej określenie skrajna lewica.

Prezes i wiceprezesi Unii Polityki Realnej
Janusz Korwin-Mikke
Leszek Samborski
Mariusz Waszak



 

powrót do strony głównej