![]() |
![]() |
PAŃSTWO
Nadrzędność zasad moralnych nad prawem stanowionym jest tamą dla ideologii totalitarnych
Brzytwa leży na ulicy
Sprawcą ludobójstw w XX wieku były państwa, które podporządkowały sobie
całość życia społecznego. Nadal mają takie aspiracje, są więc potencjalnie
niebezpieczne.
W dyskusji nad przyczynami ludobójstwa hitlerowskiego uwaga skupia
się zwykle na charakterze i pochodzeniu ideologii
nazistowskiej. W wielu jednak systemach społecznych występują zbrodnicze
idee, jednostki, organizacje - i czasem dochodzą do władzy. Sytuacji w
Niemczech w 1933 roku była szczególna, gdyż naziści dostali w ręce najsprawniejsze
narzędzie, jakie wytworzyła cywilizacja: skuteczny i sięgający wszędzie
organizm państwowy.
Kiedy rodzi się zbrodnia
Zagrożenie ze strony zbyt skutecznego państwa nie ujawnia się na co
dzień, natomiast wybucha, gdy u steru rządów znajdą się zbrodniarze. Zapobieżenie
potwornościom takim jak szoah i inne ludobójstwa wymaga więc ograniczenia
kompetencji państwa oraz zwalczania przestępczych organizacji i ideologii.
O tym pierwszym czynniku się zapomina, a drugi bywa pojmowany powierzchownie.
Wprawdzie republika weimarska była słabym i skorumpowanym państwem
demokratycznym, ale Niemcy odziedziczyły wytworzony przez państwo pruskie
zdyscyplinowany i zmilitaryzowany mechanizm, w którym jednostka była zredukowana
do roli trybiku, władza zaś cieszyła się nieomal religijnym autorytetem.
Co gorsza, dzięki postępom wiedzy system ten dysponował większymi możliwościami
technicznymi niż podobne biurokracje militarne w przeszłości. Okazał się
wystarczająco sprawny, by kierujący nim mogli robić, co chcieli, zniewalając
obywateli przez przymus prawny, fizyczny i propagandowy. Jednostkowy opór
był w tym systemie bez znaczenia, choć oczywiście wystąpił - pierwsze hitlerowskie
obozy koncentracyjne powstały przecież dla obywateli Niemiec. Pojedynczy
człowiek rzadko jednak bywa zdolny do myślenia całkiem niezależnego od
społecznie obowiązującego, a tym bardziej do samobójczego heroizmu. Nic
dziwnego, że Niemcy podporządkowali się Hitlerowi.
Podobny charakter miały inne totalitaryzmy XX wieku. Bolszewicy przechwycili
w Rosji państwo absolutystyczne i policyjne, które wprawdzie przed pierwszą
wojną światową znacznie się zliberalizowało, ale nie wytworzyło mechanizmów
obronnych
przeciwko nadużyciom władzy. Gdy u steru rządów terroryści zastąpili
ogładzonych arystokratów, nie było dla nich żadnej bariery. Dobitnym przykładem
jest też wymordowanie Ormian w Turcji w latach 1915 - 1916: młodoturcy
na miejsce nominalnie absolutnej, ale ograniczonej zwyczajem i religią
monarchii wprowadzili państwo na wzór zachodni i bezwzględnie się nim posłużyli.
Moralność ponad ustawą
Wykluczeniu takich nadużyć ze strony państw służyć ma koncepcja nadrzędnych
praw człowieka. Sposób ten, choć potrzebny, nie jest dość skuteczny. Jak
wiadomo, obwieszczając dobrą nowinę o prawach człowieka, rewolucja francuska
dopuściła się ludobójstwa, masowo mordując ludzi z powodu ich pochodzenia
(arystokraci) czy poglądów (katolicy) albo dla sterroryzowania opornych
(wieśniacy w Wandei). Było to możliwe, gdyż rewolucjoniści działali w ramach
państwa o silnych tradycjach etatystycznych, a w dodatku znieśli prawa
i zwyczaje lokalne, które hamowały absolutyzm królewski. W tej sytuacji
deklaracje przestały mieć znaczenie.
Stałym źródłem słabości prawnych metod obrony jest to, że we współczesnych
państwach prawa człowieka gwarantowane są przez samą władzę. Skoro wszystkie
prawa nadaje parlament, może je również cofnąć. Co więcej, wszystkie organizmy
społeczne czerpią swoją legalność z nadania państwa, które dozwala im działać,
kontroluje je, rejestruje. Z definicji nie istnieje wobec tego organ względem
państwa niezależny czy kontrolny. Może nim być tylko inne państwo - a to
oznacza wojnę. Jak z tego wynika, współczesne państwa są z natury potencjalnie
totalitarne. Dopóki rządzą nimi ludzie uczciwi albo po prostu słabi, dopóty
zagrożenia nie widać. Brzytwa leży jednak na ulicy i kiedyś może ją podnieść
bandyta.
Powinny więc istnieć sfery życia, które naprawdę niezmienna konstytucja wyjęłaby spod kompetencji władz. Ograniczenie zasięgu działania państwa usunie długofalowe ryzyko nowego, zorganizowanego, totalitarnego ludobójstwa i zniewolenia. Chodzi tu zwłaszcza o zasadę nadrzędności zasad moralnych nad prawem stanowionym przez państwa - mimo różnic zdań co do treści moralności zasada ta stanowi tamę dla ideologii totalitarnych. Można ją ująć bardziej prawnie jako zasadę nienaruszalności ludzkiego życia, wolności i własności, bo to je właśnie totalitaryzmy atakują.
Wyjęte spod władzy
Następnie potrzebne są instytucje zdolne do obrony tych zasad wbrew
państwu. Tradycyjnie taką funkcję spełniają religie - i
rzeczywiście, Kościoły nadal są w państwach współczesnych jedynymi
instytucjami faktycznie niezależnymi, choć tylko w wypadku katolicyzmu
uznanie tego stanu przybrało charakter międzynarodowy. Nie przypadkiem
rządzący o zapędach etatystycznych, a tym bardziej totalitarnych, chętnie
oskarżają Kościół o ingerencje bądź chcą go podporządkować państwu. Odpowiedzią
powinna być tu zasada amerykańska, że państwo w ogóle nie ma nic do powiedzenia
odnośnie do wyznań, natomiast samo szanuje porządek religijno-moralny.
Kościoły wobec potęgi totalitarnego państwa okazują się jednak bezradne,
choć wpływają na wiele jednostek. Niemniej jednak ważne jest wyjęcie spod
władzy państwa innych czynników życia społecznego, na przykład systemu
informacji - władza w ogóle nie powinna być dysponentem ani właścicielem
mediów. Do systemu informacji należy, o czym się często zapomina, całe
szkolnictwo; jego organizacyjne i programowe uzależnienie od władz państwowych
umożliwia etatystyczne i totalitarne wychowanie obywateli. Tymczasem o
wolności i pluralizmie szkoły dzisiejsza Europa prawie zapomniała. Ponadto
państwo powinno utracić możliwość uzależniania obywateli przez pozbawianie
ich majątku - czy to drogą konfiskat, czy opodatkowania. Części kraju (stany,
landy) powinny mieć dużą samodzielność. Takimi właśnie drogami poszła pierwotna
konstytucja USA i dlatego państwo to stosunkowo dalekie jest od zagrożenia
totalitarnego, a co więcej - odegrało kluczową rolę w obaleniu totalitaryzmów
XX wieku.
Krótko mówiąc: państwo minimum z szerokim zakresem wolności w znacznie
mniejszym stopniu niż państwa obecne nadaje się na narzędzie zbrodniczych
ideologii. I do stworzenia takiego typu państwa należy dążyć.
Potępienie nie wystarczy
Linię obrony stanowi też zwalczanie zbrodniczych ideologii. Co jest
ich tworzywem? Hitleryzm cechował się nacjonalizmem (postawa kultowa wobec
narodu), socjalizmem (kolektywizm i wiara w państwo, które zabezpieczy
los obywatela) - te dwa elementy złożyły się na oficjalną nazwę "narodowego
socjalizmu"; następnie rasizmem (ksenofobia i wulgarny darwinizm) oraz
laicyzmem (wykluczenie wpływu religii na państwo i pogarda dla niej). Dość
podobne były składniki komunizmu sowieckiego, miejsce rasizmu zajęła w
nim nienawiść do "klas posiadających", nacjonalizm był niejawny, a laicyzm
podkreślono. Nietrudno dostrzec, że wszystkie te elementy są jaskrawo sprzeczne
z zasadami chrześcijaństwa - jeśli chodzi o katolicyzm, odrzucił on je
oficjalnie. Ponieważ podobne składniki znajdziemy w ideologii "nowoczesnych"
młodoturków, możliwe jest uogólnienie, że ideologie totalitarne zaprzeczają
zasadom moralnym usankcjonowanym religijnie. Ich obrona jest jednocześnie
obroną przed totalitaryzmami.
Podkreśliłem tu raczej korzenie niż konkretne realizacje systemu ludobójstwa.
Trudno ich nie widzieć - ale jeśli dostrzec w hitleryzmie przede wszystkim
antysemityzm, a w komunizmie łagry, to - potępiając je - daleko jeszcze
jesteśmy do wskazania środków zaradczych. Samo zwalczanie antysemityzmu
może być leczeniem objawowym i powierzchownym. Nie wystarczy też potępianie
ludobójstwa w ogóle oraz podawanych przez zbrodniarzy uzasadnień. Trzeba
wykryć i usunąć to, co faktycznie umożliwia im działanie - a więc uzależnienie
praw jednostki od woli rozpanoszonego państwa, a także religii, edukacji
oraz informacji.
Autor jest teologiem świeckim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana
Wyszyńskiego w Warszawie i Uniwersytetu
Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie; członkiem Polskiej Rady Chrześcijan
i Żydów.
Artykuł z dziennika "Rzeczpospolita"
powrót do strony Michała Wojciechowskiego na serwerze Ok. Mazowieckiego UPR