Michał Wojciechowski

 
 

PAŃSTWO

Nadrzędność zasad moralnych nad prawem stanowionym jest tamą dla ideologii totalitarnych

Brzytwa leży na ulicy
 

Sprawcą ludobójstw w XX wieku były państwa, które podporządkowały sobie całość życia społecznego. Nadal mają takie aspiracje, są więc potencjalnie niebezpieczne.
W dyskusji nad przyczynami ludobójstwa hitlerowskiego uwaga skupia się zwykle na charakterze i pochodzeniu ideologii
nazistowskiej. W wielu jednak systemach społecznych występują zbrodnicze idee, jednostki, organizacje - i czasem dochodzą do władzy. Sytuacji w Niemczech w 1933 roku była szczególna, gdyż naziści dostali w ręce najsprawniejsze narzędzie, jakie wytworzyła cywilizacja: skuteczny i sięgający wszędzie organizm państwowy.

Kiedy rodzi się zbrodnia

Zagrożenie ze strony zbyt skutecznego państwa nie ujawnia się na co dzień, natomiast wybucha, gdy u steru rządów znajdą się zbrodniarze. Zapobieżenie potwornościom takim jak szoah i inne ludobójstwa wymaga więc ograniczenia kompetencji państwa oraz zwalczania przestępczych organizacji i ideologii. O tym pierwszym czynniku się zapomina, a drugi bywa pojmowany powierzchownie.
Wprawdzie republika weimarska była słabym i skorumpowanym państwem demokratycznym, ale Niemcy odziedziczyły wytworzony przez państwo pruskie zdyscyplinowany i zmilitaryzowany mechanizm, w którym jednostka była zredukowana do roli trybiku, władza zaś cieszyła się nieomal religijnym autorytetem. Co gorsza, dzięki postępom wiedzy system ten dysponował większymi możliwościami technicznymi niż podobne biurokracje militarne w przeszłości. Okazał się wystarczająco sprawny, by kierujący nim mogli robić, co chcieli, zniewalając obywateli przez przymus prawny, fizyczny i propagandowy. Jednostkowy opór był w tym systemie bez znaczenia, choć oczywiście wystąpił - pierwsze hitlerowskie obozy koncentracyjne powstały przecież dla obywateli Niemiec. Pojedynczy człowiek rzadko jednak bywa zdolny do myślenia całkiem niezależnego od społecznie obowiązującego, a tym bardziej do samobójczego heroizmu. Nic dziwnego, że Niemcy podporządkowali się Hitlerowi.
Podobny charakter miały inne totalitaryzmy XX wieku. Bolszewicy przechwycili w Rosji państwo absolutystyczne i policyjne, które wprawdzie przed pierwszą wojną światową znacznie się zliberalizowało, ale nie wytworzyło mechanizmów obronnych
przeciwko nadużyciom władzy. Gdy u steru rządów terroryści zastąpili ogładzonych arystokratów, nie było dla nich żadnej bariery. Dobitnym przykładem jest też wymordowanie Ormian w Turcji w latach 1915 - 1916: młodoturcy na miejsce nominalnie absolutnej, ale ograniczonej zwyczajem i religią monarchii wprowadzili państwo na wzór zachodni i bezwzględnie się nim posłużyli.

Moralność ponad ustawą

Wykluczeniu takich nadużyć ze strony państw służyć ma koncepcja nadrzędnych praw człowieka. Sposób ten, choć potrzebny, nie jest dość skuteczny. Jak wiadomo, obwieszczając dobrą nowinę o prawach człowieka, rewolucja francuska dopuściła się ludobójstwa, masowo mordując ludzi z powodu ich pochodzenia (arystokraci) czy poglądów (katolicy) albo dla sterroryzowania opornych (wieśniacy w Wandei). Było to możliwe, gdyż rewolucjoniści działali w ramach państwa o silnych tradycjach etatystycznych, a w dodatku znieśli prawa i zwyczaje lokalne, które hamowały absolutyzm królewski. W tej sytuacji deklaracje przestały mieć znaczenie.
Stałym źródłem słabości prawnych metod obrony jest to, że we współczesnych państwach prawa człowieka gwarantowane są przez samą władzę. Skoro wszystkie prawa nadaje parlament, może je również cofnąć. Co więcej, wszystkie organizmy społeczne czerpią swoją legalność z nadania państwa, które dozwala im działać, kontroluje je, rejestruje. Z definicji nie istnieje wobec tego organ względem państwa niezależny czy kontrolny. Może nim być tylko inne państwo - a to oznacza wojnę. Jak z tego wynika, współczesne państwa są z natury potencjalnie totalitarne. Dopóki rządzą nimi ludzie uczciwi albo po prostu słabi, dopóty zagrożenia nie widać. Brzytwa leży jednak na ulicy i kiedyś może ją podnieść bandyta.

Powinny więc istnieć sfery życia, które naprawdę niezmienna konstytucja wyjęłaby spod kompetencji władz. Ograniczenie zasięgu działania państwa usunie długofalowe ryzyko nowego, zorganizowanego, totalitarnego ludobójstwa i zniewolenia. Chodzi tu zwłaszcza o zasadę nadrzędności zasad moralnych nad prawem stanowionym przez państwa - mimo różnic zdań co do treści moralności zasada ta stanowi tamę dla ideologii totalitarnych. Można ją ująć bardziej prawnie jako zasadę nienaruszalności ludzkiego życia, wolności i własności, bo to je właśnie totalitaryzmy atakują.

Wyjęte spod władzy

Następnie potrzebne są instytucje zdolne do obrony tych zasad wbrew państwu. Tradycyjnie taką funkcję spełniają religie - i
rzeczywiście, Kościoły nadal są w państwach współczesnych jedynymi instytucjami faktycznie niezależnymi, choć tylko w wypadku katolicyzmu uznanie tego stanu przybrało charakter międzynarodowy. Nie przypadkiem rządzący o zapędach etatystycznych, a tym bardziej totalitarnych, chętnie oskarżają Kościół o ingerencje bądź chcą go podporządkować państwu. Odpowiedzią powinna być tu zasada amerykańska, że państwo w ogóle nie ma nic do powiedzenia odnośnie do wyznań, natomiast samo szanuje porządek religijno-moralny.
Kościoły wobec potęgi totalitarnego państwa okazują się jednak bezradne, choć wpływają na wiele jednostek. Niemniej jednak ważne jest wyjęcie spod władzy państwa innych czynników życia społecznego, na przykład systemu informacji - władza w ogóle nie powinna być dysponentem ani właścicielem mediów. Do systemu informacji należy, o czym się często zapomina, całe szkolnictwo; jego organizacyjne i programowe uzależnienie od władz państwowych umożliwia etatystyczne i totalitarne wychowanie obywateli. Tymczasem o wolności i pluralizmie szkoły dzisiejsza Europa prawie zapomniała. Ponadto państwo powinno utracić możliwość uzależniania obywateli przez pozbawianie ich majątku - czy to drogą konfiskat, czy opodatkowania. Części kraju (stany, landy) powinny mieć dużą samodzielność. Takimi właśnie drogami poszła pierwotna
konstytucja USA i dlatego państwo to stosunkowo dalekie jest od zagrożenia totalitarnego, a co więcej - odegrało kluczową rolę w obaleniu totalitaryzmów XX wieku.
Krótko mówiąc: państwo minimum z szerokim zakresem wolności w znacznie mniejszym stopniu niż państwa obecne nadaje się na narzędzie zbrodniczych ideologii. I do stworzenia takiego typu państwa należy dążyć.

Potępienie nie wystarczy

Linię obrony stanowi też zwalczanie zbrodniczych ideologii. Co jest ich tworzywem? Hitleryzm cechował się nacjonalizmem (postawa kultowa wobec narodu), socjalizmem (kolektywizm i wiara w państwo, które zabezpieczy los obywatela) - te dwa elementy złożyły się na oficjalną nazwę "narodowego socjalizmu"; następnie rasizmem (ksenofobia i wulgarny darwinizm) oraz laicyzmem (wykluczenie wpływu religii na państwo i pogarda dla niej). Dość podobne były składniki komunizmu sowieckiego, miejsce rasizmu zajęła w nim nienawiść do "klas posiadających", nacjonalizm był niejawny, a laicyzm podkreślono. Nietrudno dostrzec, że wszystkie te elementy są jaskrawo sprzeczne z zasadami chrześcijaństwa - jeśli chodzi o katolicyzm, odrzucił on je oficjalnie. Ponieważ podobne składniki znajdziemy w ideologii "nowoczesnych" młodoturków, możliwe jest uogólnienie, że ideologie totalitarne zaprzeczają zasadom moralnym usankcjonowanym religijnie. Ich obrona jest jednocześnie obroną przed totalitaryzmami.
Podkreśliłem tu raczej korzenie niż konkretne realizacje systemu ludobójstwa. Trudno ich nie widzieć - ale jeśli dostrzec w hitleryzmie przede wszystkim antysemityzm, a w komunizmie łagry, to - potępiając je - daleko jeszcze jesteśmy do wskazania środków zaradczych. Samo zwalczanie antysemityzmu może być leczeniem objawowym i powierzchownym. Nie wystarczy też potępianie ludobójstwa w ogóle oraz podawanych przez zbrodniarzy uzasadnień. Trzeba wykryć i usunąć to, co faktycznie umożliwia im działanie - a więc uzależnienie praw jednostki od woli rozpanoszonego państwa, a także religii, edukacji oraz informacji.

Autor jest teologiem świeckim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i Uniwersytetu
Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie; członkiem Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.
Artykuł z dziennika "Rzeczpospolita"

powrót do strony Michała Wojciechowskiego na serwerze Ok. Mazowieckiego UPR