za Swoją powieść "Człowiek w cieniu".
Relacja z dzisiejszej uroczystości przyznania Nagrody im. Józefa Mackiewicza - w najbliższych godzinach!
Komentarz (0)
| JEDEN DZIEŃ - DWIE ROCZNICE - Antoni Zambrowski Wysłane czwartek, 10, listopada 2005 przez Krzysztof Pawlak |

Przez ponad 70 lat w Rosji sowieckiej obchodzono 7 listopada rocznicę bolszewickiego zamachu stanu w Piotrogrodzie zwanego oficjalnie Wielką Rewolucją Socjalistyczną. Było to dla Rosjan autentyczne święto, obchodzone hucznie przez ogół obywateli. Świąt w Związku Rad było mało, władze ateistyczne skasowały tradycyjne święta kościelne jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, toteż ludność traktowała jako radosną okazję każde święto ofiarowane ludziom pracy przez władze. W gospodarce niedoborów, zrodzonych przez system planowo-rozdzielczy, w przeddzień święta państwowego władze "rzucały" do sklepów nadwyżki towarów i to też było powodem do ogólnej radości, (której nie zmniejszała konieczność wystawania po nie w kolejkach).
Poza tym ludność rosyjska traktowała rewolucję bolszewicką jako swoją własną, w odróżnieniu od Polaków czy Węgrów, którym socjalizm narzuciły obce - sowieckie bagnety, a raczej czołgi.
Po upadku Związku Rad prezydent Borys Jelcyn, choć sam postkomunista, musiał stawić czoła silnej opozycji komunistycznej. Jej przywódca Giennadij Zjuganow był dla niego najgroźniejszym rywalem podczas wyborów prezydenta Federacji Rosyjskiej. W tych warunkach następca Borysa Jelcyna, prezydent Władimir Putin postanowił zabrać komunistycznej opozycji sposobność do obchodzenia rocznicy rewolucji bolszewickiej i znaleźć jakąś inną datę do świętowania. Wybrano w tym celu dzień 4 listopada - rocznicę uwolnienia Moskwy od najeźdźców polsko-litewskich w roku 1612. Przeważyły doraźne względy geopolityczne: zdradziecka Polska odeszła do NATO, a następnie do Unii Europejskiej, porzucając bratnią rodzinę narodów obozu moskiewskiego, zorganizowanego uprzednio w Układzie Warszawskim oraz w RWPG. Również Litwini mieli złe notowania w elitach rosyjskich, gdyż przyczynili się do rozpadu Związku Rad, domagając się niepodległości i stawiając czoła sowieckim czołgom w obronie gmachu swego parlamentu w Wilnie. Rosyjskie elity słabo znają historię krajów ościennych i nie orientują się, że Wielkie Księstwo Litewskie w Rzeczpospolitej Obojga Narodów - to tak bliska sercu każdego Rosjanina Białoruś (Na Litwę etniczną w owych czasach mówiono Żmudź). Patriotyczna młodzież białoruska usiłowała nawet obchodzić rocznicę walnego zwycięstwa wojska litewskiego pod dowództwem księcia Konstantego Ostrogskiego nad Moskalami pod Orszą 8 września 1514 roku, co skutecznie uniemożliwili ZOMO-wcy prezydenta Aleksandra Łukaszenki.
Nie ma dwóch zdań, że uroczyste świętowanie rocznicy uwolnienia Moskwy od polskich najeźdźców służy antypolskiej propagandzie i utrwalaniu wśród rosyjskiego społeczeństwa antypolskich stereotypów. Propaganda rosyjska nie zadaje sobie trudu, by pokazać prawdziwy obraz ówczesnych stosunków polsko-rosyjskich, w wyniku którego ludność Moskwy dobrowolnie otworzyła bramy miasta dowodzonemu przez hetmana Żółkiewskiego wojsku. Obecność Polaków na Kremlu opisywana jest w barwach bardziej przydatnych dla opisu obecności tam wojsk napoleońskich lub pobitych pod Moskwą wojsk hitlerowskich.
Ludność rosyjska nie zdaje też sobie sprawy, że dla Polaków tenże dzień 4 listopada jest znacznie boleśniejszą rocznicą krwawej rzezi Pragi z rąk żołdactwa feldmarszałka Aleksandra Suworowa - rosyjskiego bohatera narodowego. Tego dnia w czasie Powstania Kościuszkowskiego 1794 roku wojsko feldmarszałka Suworowa wzięło szturmem położone na prawym brzegu Wisły miasto Praga i wymordowało jego ludność cywilną. Takiej rzezi Polska nie widziała od czasów najazdu tatarskiego w XIII wieku. Wrzask gwałconych i mordowanych kobiet słychać było po drugiej stronie Wisły. Sam Aleksander Suworow - znany ze skłonności do błazenady, biegał po ulicy z dwoma indykami pod pachami i wołał: "Niech przynajmniej te niebożęta ujdą cało".
Generalissimus Suworow jest rosyjskim bohaterem narodowym, w ZSRR były ordery Suworowa dla najwybitniejszych dowódców wojskowych, zaś w dzisiejszej Rosji zachowały się po czasach stalinowskich szkoły kadetów zwane szkołami suworowskimi. W Polsce straszono nim dzieci. Zabronione za rządów komunistycznych obchody rocznicy rzezi Pragi są celebrowane tego dnia przez kurię diecezji warszawsko-praskiej. Sądzę, że należałoby nadać im rangę obchodów ogólnowarszawskich, gdyż Praga nie jest już odrębnym miastem i stała się integralną częścią stolicy Rzeczypospolitej.
Antoni ZambrowskiJest to pełna wersja artykułu, który pierwotnie został opublikowany (ze skrótami) w tygodniku "Gazeta Polska".Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME
Komentarz (1)
| Konspiracja jest w krwi Sakiewiczów - redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz opisuje charakterystyczny, wielopokoleniowy rodowód "elementu antysocjalistycznego" oraz członka opozycji antykomunistycznej Wysłane czwartek, 10, listopada 2005 przez Krzysztof Pawlak |
| Pobierz |
Konspiracja jest w krwi Sakiewiczów - redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz opisuje charakterystyczny, wielopokoleniowy rodowód "elementu antysocjalistycznego" oraz członka opozycji antykomunistycznej Wysłane czwartek, 10, listopada 2005 przez Krzysztof Pawlak |

"Mam przyjemność przedstawić Państwu Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego tygodnika "Gazeta Polska", przedstawiciela najmłodszego pokolenia opozycji antykomunistycznej" - zapowiedział Gościa TV ASME red. Antoni Zambrowski.
"Moje korzenie są wyryte w kamieniu - jeżeli ktoś z Państwa będzie miał okazję odwiedzić kościół pw. św. Stanisława Kostki na Żoliborzu - tam obok grobu księdza Jerzego są tabliczki z nazwiskami mojej rodziny. To był Walerian Raba, brat mojego dziadka, który zginął śmiercią męczeńską na Ukrainie. Ksiądz Raba, potomek senatorów Rzeczyspospolitej, uwierzył w Polskę, w jej powstawanie i działając w "Skałacie", w Tarnopolskiem, zginał za nią, zamordowany przez ukraińskich nacjonalistów.
Z kolei Szymon Budny był człowiekiem, który pierwszy przetłumaczył Biblię na język polski. Wielu moich przodków można spotkać, przeglądając herbarze polskie.
Dziadek Sakiewicz bił się w 1920 pod Lwowem, dostał się we Wrześniu 1939 r. do niewoli sowieckiej, ale nie podzielił losu innych oficerów w Katyniu, Miednoje czy Charkowie, później konspirował w Terespolu, po wpadce z 1941 r. zginął w Oświęcimiu. Ale wtedy już konspirował jego syn, a mój Ojciec. Bił się w Powstaniu Warszawskim, gdzie został ciężko ranny. Spotkał się w czasie okupacji z księdzem Wyszyńskim, który kazał jemu i innym młodzieńcom - przeżyć...
Moja własna działalność opozycyjna zaczęła się właściwie z dniem wprowadzenia stanu wojennego, kiedy nagle nie było w telewizji "Teleranka"... Wtedy razem z moimi kolegami zastanawialiśmy się czy "zrobią to" "nasi" czy "Ruscy". Okazało się, że wystarczyli "nasi". Oczywiście wydawaliśmy jakieś ulotki i pisemka... Chodziłem do specyficznego liceum w Warszawie, na Bielanach, do "Dewulotu", gdzie co drugi syn to było dziecko albo wojskowego, albo milicjanta, a mimo to - a może właśnie dlatego - mieliśmy strasznie dużo "członków wspierających" nasze dziecięce działania opozycyjne.
Na bazie parafialnym i znajomości licealnych spróbowaliśmy później stworzyć coś poważniejszego: przybrało to nazwę Ruch Katolickiej Młodzieży Niepodległościowej, wydalaliśmy gazetkę "Słowo Niepodległe" i byliśmy z siebie bardzo zadowoleni, bo pisaliśmy z dużo większym polotem niż starsi koledzy. Bezpieka nas jednak nie ruszała, choć obserwowała. Na wydziale psychologii UW, gdzie zdałem, nie mogliśmy znaleźć tego Pierwszego NZS-u, być może się tak zakonspirowali albo wszyscy już pokończyli studia. Więc wpadliśmy na pomysł zawiązania II NZS-u, ale nie chcieliśmy utajniać niczego, zawiesiliśmy nawet na tablicy ogłoszeń pełen jego skład na wydziale wraz z numerami telefonów... Po strajkach z lat 80. zdecydowaliśmy podłączyć się pod grupę "Głosu" Macierewicza i poszukać polityków "profesjonalnych"...
Do ZChN wstąpiłem w 1988 i byłem najmłodszym w tym towarzystwie, ale odtąd można mówić o końcu działalności opozycyjnej, a rozpoczęciu politycznej. Jednak trwała ona bardzo krótko, gdyż wypisałem się z ZChN po dwóch latach i zająłem się dziennikarstwem, gdyż doszedłem do wniosku, że jest to właściwsza forma budowania nowej Rzeczypospolitej...
Nagranie trwa 32 minuty i jest dostępne w Sieci do 24 XI 2005 r. W Klubie
TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.
Komentarz (1)
Poczytaj Mamie o SLD: My z "ezelde", my z "ezelde", reakcji (prawnej) nie boim siem! ...bo jak nawet taki tow. Gierek zrobił siem "zły", to i tak siem łonemu nic nie stało! Wysłane środa, 9, listopada 2005 przez Krzysztof Pawlak |
| Cytat podstawowy: "Obiektywnie socjaldemokracja jest umiarkowanym skrzydłem faszyzmu" Józef Stalin (Np. Onet.pl) |
|
Poranek już dawno miniony, ale znamienny dla wielu wypróbowanych kamratów z byłej PZPR-erii, którzy obecnie wspominają z łezką w oku podczas emeryckich spotkań przy lampce koniaku i dymku z marlboro, które zastąpiło niegdysiejsze sporty - nadszedł 14 października 2005 r., kiedy to podkurkowych wydaniach serwisu pojawiła się wiadomość o tytule "SE": Sensacyjne dokumenty o willach Gierków (tym razem za serwisem Onet-u). Bulwarówka "Super Express: opublikowała kilka faktów z tzw. archiwum Moczara, byłego UB-ola, współpracownika GRU, zwanego "krwawym Mietkiem" od czasów jego zarządu w łódzkim UB. Dla byłych władców PRL i obecnych PRL-bis te znalezisko nie było oczywiście niczym sensacyjnym - już od dawna towarzysze z PZPR-erii byli przyzwyczajeni do traktowania zarządzanego przez siebie "regionu polskiego Związku Sowieckiego" jak własnego folwarku, w którym najczęściej wcześniej, w II Rzeczypospolitej pracowali. W trakcie stanu wojennego tu i ówdzie były półgębkiem kolportowane plotki o "poważnych nieprawidłowościach", jakich ponoć miał się dopuścić były Pierwszy sekretarzyk PZPR wraz z rodziną - ale oficjalne dane nie były oczywiście publikowane. Teraz można było m.in. przeczytać: "Super Express": W lutym 1982 roku odbył się tajny proces Edwarda Gierka. Sąd odebrał I sekretarzowi KC PZPR i jego żonie dwie wille w Katowicach jako majątek pochodzący z przestępstwa.
Gazeta odnalazła sensacyjne dokumenty o pięciu willach Gierków, wybudowanych za państwowe pieniądze. (...)"
Ale oddajmy już głos najbardziej zasłużonym, czyli "Super Expressowi":"Pięć willi pierwszego sekretarza
»Super Express«odnalazł tajne archiwum Mieczysława Moczara
W lutym 1982 roku odbył się tajny proces Edwarda Gierka - ustalił »Super Express«. Sąd odebrał I sekretarzowi KC PZPR i jego żonie dwie wille w Katowicach jako majątek pochodzący z przestępstwa. W archiwum NIK znaleźliśmy sensacyjne dokumenty o pięciu willach Gierków, wybudowanych za państwowe pieniądze.
Archiwum Mieczysława Moczara (prezesa Najwyższej Izby Kontroli w latach 1971-1983) jeszcze kilka lat temu ukryte było w kancelarii tajnej NIK, później przeniesiono je do piwnicy. Choć na dokumentach nie ma klauzul »tajne« czy »poufne«, do pożółkłych papierów nikt nie miał wglądu od 25 lat. Byliśmy pierwsi! Teczki partyjnych towarzyszy, gromadzone przez Moczara, który na wszystkich chciał mieć haki, to rewelacja nie tylko dla historyków.
W zestawieniu z dokumentami NIK pryska mit propagowany przez biografa Gierka Janusza Rolickiego, o uczciwym I sekretarzu KC PZPR, który otworzył Polskę na świat i nic z tego nie miał.
Inspektorzy NIK policzyliW latach 70. Gierkowie dorobili się sporego majątku, przywłaszczając sobie pieniądze z państwowych przedsiębiorstw. Część tego majątku (1/3 willi w Ustroniu) należy dziś do eurodeputowanego Adama Gierka, syna Edwarda.
Inspektorzy NIK wszystkie przekręty finansowe wyliczyli co do złotówki. Np. »łączne straty jednostek gospodarki uspołecznionej« przy budowie domu Gierków w Ustroniu-Zawodziu wyniosły 1 milion 793 tys. 634 zł. Budowę zlecił w październiku 1971 r. Adam Gierek. Droższym interesem dla państwowych firm była budowa dwóch bliźniaczych willi w Katowicach - NIK wylicza »szkody w wysokości co najmniej 21 milionów 363 tys. 574 zł«.
Zrzutka na willę w UstroniuLuksusową willę Gierków w Ustroniu budowało na początku lat 70. Katowickie Przedsiębiostwo Budownictwa Przemysłowego (KPBP). Nowoczesny dom projektowali najlepsi katowiccy architekci - Henryk Buszko i Aleksander Franta. Na willę była zrzutka - najpierw pół miliona złotych »dotacji« wpłacił Komitet Budowy Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku. Później 200 tys. zł gotówki przyniósł w walizce dyr. Julian Koba, który miał budować park kultury, ale przy okazji z państwowych pieniędzy sponsorował budowę willi Gierków.
- W styczniu 1973 r. generał Ziętek (członek Rady Państwa, wojewoda katowicki - przyp. L.K.) przeprowadził ze mną rozmowę telefoniczną - zeznał w katowickiej delegaturze NIK Zdzisław Tabaszewski, były dyrektor KPBP. - Uprzedził, że przyjdzie do mnie dyr. Koba w specjalnej misji.
»Specjalna misja« polegała na sfałszowaniu faktur, tak aby Gierek miał kwity potwierdzające, że za wszystko zapłacił. Tabaszewski napisał na jednej z nich, że na konto przedsiębiorstwa wpłynęło 700 tys. zł. Owszem wpłynęło, ale nie od I sekretarza, tylko od państwowych firm. 400-metrowy dom w Ustroniu nadal należy do rodziny Gierków.
Szklarnia z drugiej strefyO bliźniaczych willach Gierków w Katowicach krążyły legendy. Miał się rzekomo pod nimi znajdować przeciwatomowy bunkier. Bunkra nie było, tylko solidna piwnica. W jednej willi mieszkał Edward Gierek z żoną Stanisławą, w drugiej ich syn - Jerzy. Właścicielami budynków i dużej działki Gierkowie stali się w maju 1976 r. W akcie notarialnym znajdujemy zapis, że prezydent Katowic Lucjan Gajda, reprezentujący Skarb Państwa, sprzedał »dwusegmentowy budynek« Gierkom. A co z pieniędzmi? »Wartość przedmiotowej nieruchomości została wpłacona w gotówce do kasy Urzędu Rady Ministrów«. Ale to nieprawda. Inspektorzy NIK ustalili, że nie wpłynęła ani złotówka. Gierkowie obie wille dostali za darmo. I jeszcze dorzucono im supernowoczesną szklarnię, nazywaną warzywnikiem, za którą 1,5 mln zł zapłaciła fabryka domów »Sigma« w Mysłowicach. »Podlewanie roślin i otwieranie tafli szklanych, regulacja temperatury, nawiewu powietrza, jego ogrzewanie w czasie nawiewu, wilgotności powietrza - samoczynne, automatyczne, programowane« - stwierdzili inspektorzy NIK, odnotowując pieczołowicie, że urządzenia są z »drugiej strefy dewizowej«.
Towarzysze, ja nic nie wiem!9 czerwca 1981 r. Najwyższa Izba Kontroli zawiadomiła prokuratora generalnego PRL o »poważnych nieprawidłowościach i nadużyciach« przy budowie willi Gierków w Katowicach i Ustroniu.
W 1981 r., zeznając przed tzw. komisją Grabskiego, były I sekretarz zapewniał, że jest niewinny, bo o jego życiu decydowało... Biuro Ochrony Rządu. Prace komisji utajniono.
- Ja naprawdę nie mogę, towarzysze, przyznawać się do czegoś, w czym nie brałem udziału - mówił Gierek. - Mnie przeniesiono tam z uwagi na bezpieczeństwo. Niczego w tym mieszkaniu, towarzysze, nie mam. Ja nigdy nie uważałem się za właściciela tego domu. Nigdy! »Warzywnik« zbudowany został nie wiem przez kogo i nie wiem dla kogo. Ja z tego »warzywnika« nigdy nie korzystałem. Po cholerę jest mi on potrzebny!
Różowe marmury tow. GrudniaTo nie był koniec wyliczanki. Inspektorzy ustalili, że Jerzy Gierek, młodszy syn Edwarda, ma jeszcze willę w Stańcówce k. Zwardonia - wybudowaną za pieniądze... Kombinatu Rolno-Spożywczego w Szczekocinach. Willa kosztowała ponad 1,6 mln zł, a Jerzy Gierek wpłacił zaledwie 201 tys. zł. »Jerzy Gierek nie posiadał pozwolenia na budowę ze strony Urzędu Gminy w Rajczy; pod budowę zabrano właścicielowi grunty rolne; odcięto źródło wody niezbędne dla miejscowych gospodarstw do pojenia bydła" - czytamy w dokumentach z »szafy Moczara«.
Starszy syn Edwarda, Adam, dostał przydział na 225-metrowy dom przy ul. Drozdów w Katowicach i meble wartości 360 tys. zł. Sąsiadem Adama był wtedy Zdzisław Grudzień, członek Biura Politycznego KC PZPR. W bliźniaczym domu Grudnia inspektorzy NIK znaleźli »różowe marmury, boazerię z drewna modrzewiowego, kryształowe lustra i kominek«.
- Później za te meble zapłaciłem - tłumaczy Adam Gierek. - To nie był mój dom. Później prawdopodobnie wykupiła go moja była żona. A za dom w Stańcówce mój brat przepłacił. Potem nawet oddano mu pieniądze.
Przed komisją Grabskiego Edward Gierek opowiadał dyrdymały, że jego syn Adam wprowadził się do willi przy ul. Drozdów, bo »zaczęto grozić jego córce, że ją uprowadzą i zgwałcą«.
Gierek tylko lokatorem17 lutego 1982 r. Sąd Wojewódzki w Katowicach spełnił żądanie prokuratora i w największej tajemnicy odebrał katowickie wille Gierkom. Unieważniono akt notarialny z 1976 r. Były I sekretarz stracił status właściciela, stał się lokatorem. Po 12 latach historia zatoczyła jednak koło i... Gierek odzyskał dom. W październiku 1994 r. wykupił go od gminy Katowice i natychmiast sprzedał ze sporym zyskiem biznesmenowi Michałowi Goli. Co ciekawe i tu wytropiliśmy przekręt. Gmina sprzedała Gierkowi willę tak jakby to było zwykłe mieszkanie w kamienicy (zastosowano »uchwałę Rady Miejskiej w sprawie sprzedaży lokali mieszkalnych w domach wielomieszkaniowych«). Drugi dom - ten, w którym mieszkał kiedyś Jerzy Gierek - kupił od gminy Wojciech Czech, pierwszy solidarnościowy wojewoda katowicki.
- Rodzice wyprowadzili się do Ustronia właśnie z powodu Czecha - opowiada Adam Gierek. - Nie było to miłe sąsiedztwo.
(...) O Mieczysławie Moczarze mówi krótko i dosadnie: - Żaden wielki partyzant, zwykły bandyta. (...)".
...i jeszcze "słowo nadzorcze" od redaktora kontrolnego "SE":Gierek jakiego nie znaliśmyInformacja o korupcji klanu Gierków sprawi przykrość niektórym Czytelnikom. Edward Gierek do dziś ma fanów, a bardzo wielu Polaków czuje sentyment do "czasów gierkowskich". Na początku lat 70. ubiegłego wieku rosła stopa życiowa zwykłych obywateli, modernizowano kraj.
Potem, od 1976 roku, było już co prawda gorzej: opustoszały półki w sklepach, a pały milicyjne spadały na niezadowolonych. Ale na koniec Gierek bezkrwawo ugodził się z Solidarnością. To też jego ogromny plus.
Niestety, w tych pięknych latach 70. cała rodzina Gierków tuczyła się też na potęgę na społecznym majątku. Ustalił to nasz reporter, red. Leszek Kraskowski. Psujemy więc wizerunek "dobrego, uczciwego wujka Gierka" z jeżykiem na głowie. I odbieramy wielu z Was, Drodzy Czytelnicy, trochę miłych złudzeń. Dlaczego? Bo prawda jest ważniejsza od mitów.
Edward Gierek nie był pierwszym - i na pewno nie ostatnim! - polskim politykiem, który nadużył władzy, by materialnie "urządzić" siebie i bliskich. Czy to jednak usprawiedliwia jego i jego synów, z których jeden reprezentuje dziś Polskę w Brukseli? Osobiście wątpię.
Mariusz ZiomeckiNa potrzeby wyniesionych z pijackich odmętów "dołów partyjnych" do poziomu "rządzącej klasy robotniczej" ten tekst może i jest wystarczający - ale z całą pewnością nie dla większości Polaków, którzy już w połowie lat 70. minionego wieku zaczęli odczuwać "dobrobyt" systemu PRL-owskiego pod rządami tow. Edwarda Gierka - wtedy właśnie wprowadzono pierwsze kartki: na cukier....
Komentarz (0)
| ROZMOWA PUTINA Z WIERNYM LUDEM - Antoni Zambrowski Wysłane wtorek, 8, listopada 2005 przez Krzysztof Pawlak |

Jak stało się ostatnio zwyczajem w putinowskiej Rosji, prezydent Władimir Putin odbył kolejną doroczną rozmowę radiowo-telewizyjną ze swoimi wyborcami w Rosji i okolicy. Obywatele wysłali do prezydenta niezliczoną liczbę pytań, a ponadto w trakcie prawie trzygodzinnej audycji zadawali mu na bieżąco pytania w interesującej ich sprawach. Dziennikarze telewizyjni pierwszego oraz drugiego kanału telewizji moskiewskiej łączyli się z różnymi miejscowościami "nieobjętej dla ludzkiego oka" Federacji Rosyjskiej, zaś miejscowi reporterzy telewizyjni podsuwali mikrofon poszczególnym obywatelom płci obojga. Miało to mieć pozór swobodnego i spontanicznego dialogu prezydenta z jego wyborcami, ale w rzeczywistości wszystko odbywało się w myśl zasad regulowanej demokracji. W dialogu z prezydentem brali udział odpowiednio wyselekcjonowani przedstawiciele stronnictwa władzy, zaś zwykłych obywateli milicja trzymała na bezpieczną odległość od kamer i mikrofonów (Gdy w jednym miejscu grupa obrońców praw człowieka usiłowała przedostać się w pobliże mikrofonów bez uzgodnienia, została brutalnie pobita i zatrzymana przez milicję). Ludzie gadają, że i pytania zadawane przez obywateli były uprzednio uzgodnione z administracją prezydencką, zaś zadawanie parokrotnie przećwiczone dla większej pewności dla uniknięcia wpadki przy kamerach. Odpowiednio przygotował się i sam pan (dla wojskowych wciąż: towarzysz) prezydent. Najbardziej mnie zadziwił, gdy zapytany przez jednego z młodzieńców z kurortu czarnomorskiego Gelendżyk o wrażenia z ich miasta, wygłosił całe
exposé o perspektywach rozwojowych tej miejscowości. Gdyby nie wiedział, że będzie o to pytany, nie przygotowałby się do odpowiedzi. Wszak takich miejscowości w Rosji są tysiące.
Pytano prezydenta najczęściej o sprawy najbardziej ludzi obchodzące, które w świecie cywilizowanym nie wchodzą w jego kompetencje. Od tego jest samorząd lokalny. Ale w Federacji Rosyjskiej prezydent Putin jest wciąż kimś na kształt monarchy o władzy absolutnej niczym cesarz Wszechrosji lub sekretarz generalny KPZR. Dlatego zagadnięty przez babinę z jakiejś wsi w Kraju Stawropolskim na Północnym Kaukazie o brak wodociągu, zdenerwował się i zapowiedział, że kończący swą kadencję gubernator nie otrzyma nominacji na dalsze urzędowanie dopóty, dopóki tej wody do owej wsi nie doprowadzi (Dodajmy z uznaniem, że słowa swego dotrzymał. W czasie urzędowej rozmowy z gubernatorem ubiegającym się o poparcie prezydenta dla nominacji na następną kadencję, zapytał go o ową nieszczęsną wioskę i jej wodociąg. Dawniej gubernatora wybierano w wyborach powszechnych, ale dziś jego nominacja zależy od prezydenta. To w ramach demokracji regulowanej odgórnie).
W tym roku prezydent był bardziej otwarty na krytykę oddolną i nawet przyznał publicznie, że w Czeczenii nie wszystkie sprawy toczą się pod odgórną kontrolą. Ludzie są porywani i znikają bez śladu nie tylko za sprawą "bandytów", ale i federalnych organów ścigania. Winą za to obciążył wszelako znane wydarzenia z niedawnej przeszłości. Koncentrował się jednak na sprawach gospodarczych zrujnowanej wojną republiki. Podobnie było w rozmowach kilku innych republik autonomicznych. Prezydent rozmawiał z ich mieszkańcami, pomijając istniejące tam konflikty etniczne pomiędzy ludnością tubylczą a Rosjanami. Widać z tego, że podobnie jak Michaił Gorbaczow lekceważył konflikty etniczne, które rozsadziły Związek Rad, również i Władimir Putin ma na nie jedyną receptę - imperialną. Co nie wróży dobrze spoistości wielonarodowej Federacji Rosyjskiej.
Ignorując własne konflikty etniczne i lekceważąc potrzeby swych mniejszości narodowych, nawet będących tytularnymi gospodarzami swych republik autonomicznych, prezydent Putin pozwala sobie na ingerencję w cudze sprawy wewnętrzne w obronie napływowej ludności rosyjskiej. Przez długą chwilę rozmawiał bowiem z mówiącymi po rosyjsku mieszkańcami łotewskiej stolicy Rygi. Ponieważ miejscowe władze nie udzieliły im pozwolenia na taki akt ingerencji w sprawy suwerennej od 15 lat Łotwy, łotewscy Rosjanie zebrali się na płaskim dachu rosyjskiego przedstawicielstwa i tam domagali się przywilejów dla rosyjskiej oświaty na Łotwie. Cała Rosja pełna jest oburzenia na należącą do NATO i Unii Europejskiej Łotwę za takie łamanie praw mniejszości rosyjskiej, żądnej oświaty w swej mowie ojczystej. Umyka jej uwadze istotna w tej sprawie okoliczność, że swoim autochtonicznym mniejszościom narodowym Federacja Rosyjska nie daje nawet tak kusych (jej zdaniem) uprawnień w zakresie oświaty narodowej, co Łotwa - napływowym Rosjanom. Ostatnio kraje ugrofińskie, jak Estonia i Finlandia, nagłaśniały skandaliczną politykę rusyfikacji oświaty w ugrofińskiej co do języka republice autonomicznej Marij El.
Poza tym pragmatyczna dyplomacja rosyjska swoim zwyczajem wsadza ogon tam, gdzie głowa nie włazi. Prezydent Putin kokietuje środkowo-azjatyckich dyktatorów, którzy ewidentnie uciskają ludność rosyjską, zmuszając ją do emigracji do Rosji, i nie śmie im wytknąć dyskryminacji swych rodaków. Wyżywa się natomiast na demokratycznej Łotwie, gdzie Rosjanom żyje się lepiej niż w samej Rosji. Wymaga od Łotyszy tego, czego nie chce zapewnić swoim mniejszościom. Prezydent Putin ewidentnie uprawia filozofię Kalego, choć nie czytał zapewne "W pustyni i w puszczy".
Antoni Zambrowski Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME
Komentarz (0)