lutego 21, 2006 - marca 4, 2006

W szeregach tzw. ekspertów PiS są frustraci wyrządzający krzywdę jego wizerunkowi - Łukasz Perzyna o przyczynach zaskakującego stanowiska nowego RPO, DOKTORA Janusza Kochanowskiego w sprawie wypowiedzi swojego byłego doradcy Krzysztofa Orszagha Wysłane sobota, 4, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |






W szeregach tzw. ekspertów PiS są frustraci wyrządzający krzywdę jego wizerunkowi - Łukasz Perzyna o przyczynach zaskakującego stanowiska nowego RPO, DOKTORA Janusza Kochanowskiego w sprawie wypowiedzi swojego byłego doradcy Krzysztofa Orszagha Wysłane sobota, 4, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Bracia Kaczyńscy w swojej długiej drodze do władzy wielokrotnie posługiwali się formułą Frontu Obrony Przestępców, opisującej działania ich ideowych przeciwników. Przypisywali temu nurtowi, który dominował w polskiej nauce prawnej, w polskiej kryminologii, tendencje do usprawiedliwiania przestępcy, do czynienia takich osobników »ofiarą społeczeństwa«, ich usprawiedliwiania, szukania za wszelką cenę środków do resocjalizacji bandytów, która to resocjalizacja stawała się pojęciem magicznym, ważniejszym niż kara, niż zadośćuczynienie ofierze przestępstwa. Dojście do władzy Braci Kaczyńskich miało zmienić tę sytuację, dominację tego nurtu w polskim prawie trwale zakończyć. Tymczasem w ostatnich dniach mamy do czynienia z pewnego rodzaju niespodzianką. Zachowanie nowego Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego wobec Krzysztofa Orszagha stanowi właśnie dobitny wyraz, że to myślenie o przestępcach jako potrzebujących pomocy, ochrony, przywracania miejsca w społeczeństwie - trafiło także do obozu zwycięskiego w jesiennych wyborach, kompletnie wbrew oczekiwaniom obywateli, którzy głosowali na PiS, zupełnie swoją nadzieję i decyzję wywodząc z innych przesłanek" - Łukasz Perzyna, publicysta "Tygodnika Solidarność" i naszej witryny ASME, komentuje znaczące zeszłotygodniowe wydarzenie z rządzącego obozu ugrupowania PiS, stanowiące istotną przesłankę do poważnego zastanowienia się nad podtrzymywaniem dla niego zaufania.

Co takiego zrobił Krzysztof Orszagh, doradca RPO, że jego szef zwrócił się przeciw niemu? Została zamordowana w zeszłym roku dziewczyna, wcześniej zgwałcona przez zbrodniarza. Matka dziewczyny przy okazji procesu mordercy, w którym zapadł wyrok skazujący, w ostrych słowach potępiła sprawcę, określając tego osobnika jako "zwierzę, które trzeba zabić". Zwyrodnialec wystąpił z wysokim, wybujałym, obliczonym na kilkadziesiąt tysięcy złotych oskarżeniem o "naruszenie jego praw obywatelskich". Reakcja doradcy RPO była adekwatna do sytuacji, określił przestępcę jako "ludzkie szambo", była to wszak reakcja doradcy RZECZNIKA PRAW OBYWATELSKICH, nie zaś - Rzecznika Praw Przestępców...

Niby jak miał nazwać gwałciciela i mordercę doradca RPO? Jednak DOKTOR Janusz Kochanowski zareagował ostro, stwierdził, że Krzysztof Orszagh przestaje być jego doradcą. Wydaje się, że znowu - podobnie jak było to w przypadku sędzi Barbary Piwnik - trochę pochopnie zainwestowali w p. Kochanowskiego Lech Kaczyński i Jego brat Jarosław. Łukasz Perzyna upatruje przyczyn takiego stanu rzeczy w niespełnionych nadziejach pewnych DOKTORÓW, żądnych pozycji profesorskich, chcących dołączyć do saloników "yntelygenckich" warszawko-krakówkowskich...

Przy okazji kolejnego TV-felietonu naszego współpracownika Łukasza Perzyny informujemy odbiorców TVP, że w Programie I tej stacji w dniu 8 marca, o godz. 21.55 odbędzie się emisja Jego i Sławomira Koehlera reportażu o odeszłym w mroki historii PRL-bis 10-letnim "Preziu" na stolcu w Pałacu Namiestnikowskim Olku "Disko" Kwaśniewskim pt. "Aleksander Kwaśniewski. MIĘDZY LECHEM A LECHEM". Zapraszamy do zapoznania się z tym materiałem.

Nagranie trwa ponad 9 minut i jest dostępne w Sieci do 21 III 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Komentarz (0)

Szwecja/USA: Afery, aferki z obu stron sceny politycznej Wysłane sobota, 4, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak

Kraj naszych północnych, zabałtyckich sąsiadów jest od początków minionego wieku kojarzony wyłącznie z państwem opiekuńczym, wyrosłym w duchu lewicowej ideologii wszechwładnego państwa, nieustająco czuwającego nad swym poddanym od kołyski po grób na kiedyś luterańskim cmentarzu, dzisiaj - w spalarni zwłok, zwanej krematorium. Jest to terytorium zarządzane- co powoduje niezmienny ból zębów u tzw. monarchistów - formą rządów niby-królewskich, w rzeczywistości wszechwładna demokracja stosowana totalnie.
I w niej co jakiś czas okazuje się, że ludzkie instynkty pierwotne, związane z nieprzepartą chęcią posiadania, biorą górę nad nieubłaganym dla wyznawców "zmiatającego przeszłość parowozu dziejów" dialektyki historycznej, postępem komunistycznym. Z racji małej obecności w życiu politycznym Szwecji prawicowych ruchów - muszą w swej przeważającej sile występować wśród przedstawicieli zarówno Zewnętrznej jak i Wewnętrznej Partii, co unaocznił czytelnikom swego dzieła "Rok 1984" w postaci bohatera Winstona Smith, George Orwell aka Eryk Artur Blair.

Gazeta "Rzeczpospolita" przyniosła w swym wydaniu z 28 lutego 2006 r. relację swej korespondentki ze Sztokholmu, ukazującą typowe traktowanie lewicowo zorientowanych osobników "wspólnego, społecznego majątku", w tym konkretnym przypadku działacze ze szwedzkiej Federacji Związków Zawodowych i z partii socjaldemokratycznej przyznawali sobie przed 2004 r. atrakcyjne mieszkania i domki letniskowe, przeznaczone przez fundacji Anny Johansson-Visborg dla kobiet z niskimi dochodami.
Zamysł fundatorki polegał na udostępnieniu mieszkań z rabatem na czynsz robotnicom, które niewiele zarabiają. 30 proc. lokali miało być przeznaczone dla pracownic przemysłu spożywczego. Czynsz w pozostałych mieszkaniach miał być ustalany na warunkach rynkowych, a zysk z wynajmu przeznaczany na działalność fundacji - stypendia na edukację i zasiłki dla kobiet. Jak widać, jest to realizacja chrześcijańskiej dobroczynności, a więc ogólnie szczytny cel, godzien poparcia w każdych warunkach. Wszystko działoby się zapewne dobrze, gdyby nie.. pośrednictwo w przedsięwzięciu właśnie związków zawodowych i prominentów socjaldemokracji - ugrupowania werbalnie dbającego o nieustanną poprawę materialnych warunków życia swych wyborców. Była przewodnicząca rady nadzorczej fundacji załatwiła co najmniej cztery mieszkania dla siebie i swoich dzieci. Jej dzieci dostały także kredyty dla personelu i stypendia, a nawet zatrudnienie w fundacji. Można by raczej spodziewać się, że powinna być to typowa dla raczej prawicowo zorientowanych ideowo dbałość o przyszłość progenitury. Lewak, lewicowiec powinien w zasadzie oddać swe potomstwo na wychowanie państwowym instytucjom, tak jak radziła to towarzyszka Kołłątaj i inni zwolennicy "wolnej miłości". Szwedzka fundacja dysponuje też wypoczynkowymi domkami letnimi dla podobnych celów, nimi też zainteresowali się towarzysze socjaldemokraci i związkowcy. Najbardziej atrakcyjny domek z własną plażą i molo zagarnął sekretarz fundacji i rzecznik Federacji Związków Zawodowych. Przez ponad dziesięć lat za roczny wynajem płacił 7500 koron (ok. 2900 zł), przy rocznych dochodach wynoszących ok. 253 tys. zł. Niektóre domki przerobiono na obiekty konferencyjne i sale, w których urządzano przyjęcia dla kierownictwa Federacji Związków Zawodowych. Wyszło także na jaw, że kierownictwo fundacji Anny Johansson-Visborg i związanej z federacją związków spółki Annebergs Utbildnings AB ma w planach sprzedaż działek należących do fundacji. Miały tam powstać ekskluzywne mieszkania własnościowe. Analogiczną sytuację można było zobaczyć w naszej stolicy lat 80. ub. wieku, kiedy powstawało osiedle zwane uprzejmie przez warszawską ulicę "Zatoką Czerwonych Świń" - przy drodze do Wilanowa, dzisiaj południowe tereny, najbardziej ekskluzywne i najdroższe grunty na granicy miasta i suburbalnych miasteczek, są wykupione przez establiszmęt komunistyczny i post(?)komunistyczny byłych wielkorządców PRL-owskiego folwarku. Wygląda na to, że najszybsza droga do zdobycia indywidualnego bogactwa i zabezpieczenia materialnego rodziny wiedzie wciąż przez aparat partyjny spadkobierców tow. MELS-a, zwyczajowo - z pogwałceniem wszelkich kodeksów prawa. Czyli - bolszewizm w czystej postaci.

Trochę inaczej, bo jak spadać - to z wysokiego konia, wedle popularnego porzekadła - dzieje się w USA, gdzie kongresmen z Partii Republikańskiej 64-letni Randy "Duke" Cunnigham, zmuszony w zeszłym roku do oddania mandatu poselskiego, otrzymał mimo zaawansowanego wieku, kłopotów ze zdrowiem i okazania skruchy - maksymalny wymiar kary, czyli spędzi na koszt podatników 10 lat pod kuratelą służby więziennej. To najwyższy zasądzony wymiar kary od 40 lat, na który "zasłużył" parlamentarzysta północnoamerykański. Były kongresmen zgromadził przez wiele lat swego posłowania domy, jachty, luksusowe samochody i antyki o łącznej wartości 2,4 mln dol., co stanowiło "wynagrodzenie" za ciężką rolę "lobbysty" firm sektora obronnego, pilnującego zamówień rządowych i umiejętne kierowanie ich we właściwym kierunku oraz inne zakazane prawem Stanów Zjednoczonych usługi i świadczenia. W "polskim regionie UE" jak na razie właściwie tylko jeden "lobbysta", związany z poprzednim obozem rządzącym, post(?)komunistów pod wodzą kamrata Leszka Muellera (pisownia europejska nazwiska), Marek Dochnal spędza przymusowe wakacje na koszt regionalnych podatników, lecz jego los jest póki co mało znany...
Partia Republikańska nie ma dobrej passy w ostatnich latach - trwa śledztwo w sprawie lobbysty Jacka Abramoffa, w którą uwikłanych jest kilku posłów, a w Teksasie toczy się proces Toma DeLaya, byłego przywódcy większości republikańskiej w Kongresie, któremu zarzuca się pranie brudnych pieniędzy.
Dla "wyrównania" amerykańskich proporcji w zawodach siłowych z nienasyconym nigdy i nigdzie urzędem podatkowym, trwającym od momentu utworzenia urzędu celno-podatkowego, warto przypomnieć, że w 2002 roku za przyjmowanie łapówek skazany został pochodzący z Ohio James Traficant, który wcześniej przeszedł z Partii Republikańskiej do Demokratycznej, a w 1988 roku karę ośmiu lat więzienia otrzymał Mario Biaggi, Demokrata z Nowego Jorku za wymuszenie prawie 2 mln dol od firm sektora obronnego.

Wspominając szczytne zapewnienia prominentów "prawicawego" ugrupowania PiS z czasów zeszłorocznej kampanii wyborczej o szczególnym nadzorze własnych szeregów w nadziei ustrzeżenia ich czystości względem zasad etycznych i bezwzględnej walce z przejawami łamania Prawa na terenie całego podległego jego rządowi terytorium, na szczęście coraz szybciej ujawnianymi przez "w miarę niezależne" merdia - dobrze mieć w pamięci te i inne przykłady z obu stron barykad politycznych szerokiego świata.
Bo o innych polskich ugrupowaniach parlamentarnych, ich nieustających sojuszach "ezelde" (nasz maleńki rejestr "korzyści" postkomuszych) - PO (powracający "układ warszawski" z Pawełkiem Piskorskim na czele) - (nasz maleńki rejestr "korzyści" PZPR-owców trzecioligowych) Samoobrona i coraz bardziej niezrównoważonej politycznie LPR - to już hadko pisać...


Komentarz (0)

Marksizm kulturowy, czyli poprawność polityczna w dziele nieustającej rewolucji socjalistycznej na sztandarach "wolności słowa" - Stanisław Michalkiewicz o szeroko ostatnio podkreślanej "wolności »merdiów«" podczas spotkania "Kulisy walki o wolność słowa" Wysłane piątek, 3, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |






Marksizm kulturowy, czyli poprawność polityczna w dziele nieustającej rewolucji socjalistycznej na sztandarach "wolności słowa" - Stanisław Michalkiewicz o szeroko ostatnio podkreślanej "wolności »merdiów«" podczas spotkania "Kulisy walki o wolność słowa" Wysłane piątek, 3, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak

"...Ryzyko było w latach 70., w ich drugiej połowie, kiedy przystąpiłem do konspiracji, w ramach Ruchu Obrony Praw Czlowieka, formacji naszpikowanej agentami, jak przypomniał tutaj pan doktor Cenckiewicz, i jak już wiem teraz,kiedy otrzymałem dokumentu z IPN, ale byli w niej także ludzie przyzwoici, chciałbym ich tutaj przypomnieć, mianowicie Bogumiła Studzińskiego i Wojciecha Ziembińskiego, zwłaszcza tego drugiego, którego uporowi zawdzięczamy przywrócenie obchodów Dnia Niepodległości 11 Listopada. Otóż Wojciech Ziembiński chodził wtedy pod Grób Nieznanego Żołnierza sam jeden - to jest przy okazji dobry przykład na słuszność idei liberalnych, jak to jeden człowiek może wiele zrobić, jak się sam uprze! - a potem zaczęło mu towarzyszyć więcej osób. Co prawda tamtych nie zamykali, ale zawsze Wojciecha Ziembińskiego zamykali zawsze, więc można powiedzieć, że on te święto właściwie »wysiedział«. Wtedy zaczęliśmy z kolegą Miszalskim wydawać takie pismo dla chłopów »Gospodarz«, początkowo drukarnia była w moim domu. Służba Bezpieczeństwa nie spodziewała się takiej zuchwałości, dlatego nic strasznego się nie zdarzyło..." - tak rozpoczął swój wykład w siedzibie UPR Stanisław Michalkiewicz w ramach cyklu spotkań przygotowywanych przez oddział warszawski jedynej polskiej partii konserwatywno-liberalnej. Dzielimy się z Państwem rzadkim przypadkiem prawie godzinnej rejestracji soczystego i pełnego humoru wystąpienia jednego z najlepszych publicystów pism prawicowych, naszego wieloletniego współpracownika, a od niedawna także wysoko cenionego komentatora Radia Maryja oraz Telewizji TRWAM.

Kiedy wyszedł z internowania, z przyjacielem z Łodzi założyli podziemne wydawnictwo "Kurs", w którym opublikowali 25 tytułów, niektóre w nakładzie kilku tysięcy, co było niezwykłym osiągnięciem jak na druki "bezdebitowe". Przypomina te fakty dlatego, że w dalszej części swojego wykładu często Stanisław Michalkewicz pokpiwa z niektórych działań w "obronie wolności słowa", co jest spowodowane sporą dawką hipokryzji i komizmu w nich zawartych. W ostatnich tygodniach pojawiło się bowiem wielu szermierzy "wolności słowa", którzy najchętniej nadstawiają cudzą pierś w jej obronie, kiedy nie mają odwagi wypiąć własnej. Można tak było zauważyć przy okazji niedawnej sprawy publikacji rysunków satyrycznych Mahometa, najpierw w Europie zachodniej, później w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem dziennika "Rzeczpospolita"...
Działanie te - publikacja satyr Mahometa - miała dwojaki cel. Jeden to spowodowanie zmiany nastawienia tzw. opinii publicznej Europy zachodniej co do możliwości ataku zbrojnego na Iran, co szalenie niepokoiło tych, którzy są bardzo zainteresowani "uderzeniem prewencyjnym" na ten muzułmański kraj. Drugi cel, to - nie obrażając tutaj redaktora Majcherka, a raczej go chwaląc za rzadką wśród dziennikarzy szczerość - który napisał w tejże "Rzeczpospolitej", że publikacja tych rysunków i związana z tym wydarzeniem histeria medialna jest bardzo poważnym argumentem, by "tematyka religijna w ogóle zniknęła z terenu publicznego". Oczywiście nie chodzi w tym przypadku o w walkę z religią i wyrugowanie chrześcijaństwa z terenu publicznego, Broń Boże, tylko o "wolność słowa" i w imię "pokoju społecznego"...
Niniejsza rejestracja jest doskonałą analizą Stanisława Michalkiewicza "fołksfrontu" agenturalnego, który ma wciąż dominującą rolę nie tylko w mediach, a który pierwszy raz swoją siłę pokazał przy okazji realizacji zgłoszonej przez byłych posłów UPR ustawy lustracyjnej w pierwszej połowie lat 90., w obecnych dniach nad wyraz widocznie mobilizującego się do - miejmy nadzieję - "ostatniego boju" w obronie zawłaszczonych struktur państwowych.

Nagranie trwa ponad 48 minut i jest dostępne w Sieci do 17 III 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Co ma być ważniejsze: dwa małe medale, bezcennie opłacone przez podatników, "wolne media" będące "zdobyczą narodową" czy wprowadzenie zryczałtowanego podatku od dochodów mikroprzedsiębiorców - Wojciech Popiela, prezes UPR, o skali ważności tematów minionego karnawału medialnego Wysłane piątek, 3, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |






Co ma być ważniejsze: dwa małe medale, bezcennie opłacone przez podatników, "wolne media" będące "zdobyczą narodową" czy wprowadzenie zryczałtowanego podatku od dochodów mikroprzedsiębiorców - Wojciech Popiela, prezes UPR, o skali ważności tematów minionego karnawału medialnego Wysłane piątek, 3, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Rozpoczął się Wielki Post, ale trudno nie powspominać Ostatków, bowiem działo się wiele. Skończyły się Igrzyska Zimowe, wszystkie psy wywieszono na tzw. działaczach sportowych, choć rzutem na taśmę udało się zdobyć AŻ DWA medale. Warto jednak zapytać, ile nas, podatników, to kosztuje? W czacie internetowym z jednym szefów organizacji olimpijskiej zobaczyłem, że nie umie On na takie pytanie odpowiedzieć. Nasze sukcesy są więc bezcenne, nie licząc zapisów w budżecie" - Wojciech Popiela, prezes UPR, komentuje wydarzenia z mijającego okresu.

Głównym tematem fajerwerków medialnych są... same media, które niby mają być wolne albo nie - zależnie od wypowiadającego się. Podczas dyskusji w Wyższej Szkole Zarządzanie Personelem Wojciech Popiela dowiedział się od przedstawiciela PPS, że "wolny rynek powoduje, że media nie są wolne, bo on krępuje dziennikarzy". A także, że "najbardziej nadającym się do bycia wolnym medium ma być telewizja państwowa". W ostatnim numerze tygodnika "Najwyższy CZAS!" poseł Jacek Kurski twierdzi, że "telewizja publiczna jest największym dobrem Polaków", a jak wszyscy UPR-owcy pamiętają - w trakcie debaty przedwyborczej w zeszłym roku TVP nawet nie zauważyła Platformy JKM, z której starowali działacze UPR, choć uwzględniała mniejsze ugrupowania - np. tzw. "demokratów.pl"... Za to inaczej było w tzw. prywatnych stacjach telewizyjnych. To widzowie będą sobie wybierać bardziej dla siebie wiarygodne media - gdyby sprywatyzować wszystkie...
Premier Marcinkiewicz niejako odciął się od wypowiedzi prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, stwierdzając, że istnieją media "bardziej wolne": być może pan Marcinkiewicz będzie tym dobrym policjantem w kolejnym tandemie przedwyborczym rządzącego PiS...
Oprócz tych spraw warto zauważyć nowy projekt rozważany przez Ministerstwo Finansów: otóż mali przedsiębiorcy mają w przyszłości płacić zryczałtowany podatek kwotowy, co było zamysłem UPR, co prawda dotyczącym osób fizycznych - czyli pogłówne... Czy coś się zmienia wbrew zasadom "sprawiedliwości społecznej"?

Nagranie trwa prawie 11 minut i jest dostępne w Sieci do 17 III 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Komentarz (0)

Biesłań: spektakl na eksport - Krystyna Kurczab-Redlichowa o kulisach akcji terrorystycznych w Biesłaniu i wcześniejszym ataku terrorystycznym w Teatrze na Dubrowce podczas spektaklu "Nord-Ost" Wysłane środa, 1, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |






Biesłań: spektakl na eksport - Krystyna Kurczab-Redlichowa o kulisach akcji terrorystycznych w Biesłaniu i wcześniejszym ataku terrorystycznym w Teatrze na Dubrowce podczas spektaklu "Nord-Ost" Wysłane środa, 1, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Co było celem spektaklu w Biesłaniu? Efektem jego była zdecydowana wygrana prezydenta Putina w trzech płaszczyznach: udowodnił »bandytyzm« Czeczenów przed światem, pokazał, jak bardzo zdecydowanym jest i jakim odpowiednim wodzem państwa, nad którym doskonale panuje, i po trzecie: udało się mu wprowadzić mnóstwo antydemokratycznych zapisów w ustawodawstwie rosyjskim, dekretów wprowadzonych w następnych dniach, które zniwelowały »ustępstwa demokratyczne« z poprzedniego okresu, przede wszystkim - zlikwidował wybory samorządowe w Rosji, czyli przywrócił dawny zwyczaj przywożenia jedynie słusznego z pozycji Kremla »kandydata« do miejscowych władz. To były podstawowe wyniki akcji terrorystycznej w Biesłanie, która jak wiele innych tragedii na terenie imperium rosyjskiego - wpisuje się w działania jego służb specjalnych" - o podobieństwach w wydarzeniach w Moskwie: akcji w Teatrze na Dubrowce podczas przedstawienia sztuki "Nord-Ost" i akcji terrorystycznej w Biesłaniu opowiada znakomita, wieloletnia reporterka polskich stacji telewizyjnych w Rosji Krystyna Kurczab-Redlichowa, którą gości Antoni Zambrowski, współpracownik TV ASME.

Nikt bez specjalnych zezwoleń nie mógł przedostać się przez wielokrotne kontrole w Czeczenii i Północnej Osetii - a jednak oddział terrorystyczny zdołał spokojnie się przeprawić do Biesłania. Kto to umożliwił?
I podczas akcji w Teatrze na Dubrowce, i w czasie akcji w Biesłaniu władze państwowe zapewniały terrorystów, że "ma przyjechać ktoś ważny", w wyniku czego nastąpiło uspokojenie terrorystów, co umożliwiło wymordowanie sprawców-świadków aktów terrorystycznych tak, by nie było później możliwości skonfrontowania oficjalnych komunikatów strony rządowej z
Wersja z Biesłania była taka, że terrorysta w szkole został NAJPIERW zastrzelony przez snajpera rosyjskiego, a później nastąpił atak za pomocą granatników "Trzmiel", powodując straszliwy pożar w opanowanym przez terrorystów budynku szkolnym. Dopiero wtedy następuje szturm oddziałów FSB...
Zginęło 32 terrorystów, wszyscy świadkowie mówią, że oddział liczył ponad 50 osób. Zniknęli wszyscy członkowie doskonale posługujący się słowiańskim językiem, także kobieta, która wcale się nie zachowywała jak szahidka. Wśród terrorystów był człowiek, na którego zakładnikom nie pozwalano patrzeć, jego ciała nie było wśród znalezionych, zastrzelonych napastników. Pierwsze zeznania oficerów Specnazu dowodzą, że wśród pojmanych TRZECH napastników był Władymir Chodow. Ten człowiek zniknął. Ów wysłannik służb specjalnych Rosji do oddziałów Basajewa według oświadczeń władz państwowych Rosji - zginął. Inaczej twierdzi sam Basajew, który zapewnia, że Władymir Chodow jest nadal wśród jego ludzi i może być świadkiem w każdym śledztwie - także niezależnego, które ewentualnie może się rozegrać na forum międzynarodowym...

Wstrząsający i wyczerpujący opis wieloletniej, najnowszej walki Czeczenów o niepodległość - walki toczonej od wielu pokoleń, w okresie już ponad stu lat, w którą byli zaangażowani także przedstawiciele polskiego społeczeństwa od czasów zaboru rosyjskiego, dostarcza wywiad TV ASME przeprowadzony z panią Krystyną Kurczab-Redlichową.

Nagranie trwa ponad 51 minut (plik waży 183 MB) i jest dostępne w Sieci do 15 III 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Komentarz (0)

Krajowa Konferencja JOW "Ordynacja wyborcza do Sejmu warunkiem naprawy Państwa" - Zagłębie Miedziowe, 18 marca 2006 r., Lubin Wysłane poniedziałek, 27, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

Robert Raczyński
Prezydent Miasta Lubina
Edward Wóltański
Koordynator Ruchu JOW w Zagłębiu Miedziowym

oraz
prof. Jerzy Przystawa
Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Konferencji
Samorządowej "Jednomandatowych Okręgów Wyborczych"



zapraszają na
krajową konferencję JOW
pn. " Ordynacja wyborcza do Sejmu warunkiem naprawy Państwa"


18 marca 2006 r. o godz. 9.30
sala obrad Centrum Kultury "MUZA"
w Lubinie ul. Armii Krajowej


Konferencja samorządowa
"Ordynacja wyborcza do Sejmu warunkiem naprawy Państwa"
Centrum Kultury "MUZA" - Lubin, 18 marca 2006



9.30 - 10.00 Rejestracja uczestników
10.00 - 10.15 Otwarcie, słowo wstępne:
Robert Raczyński, Prezydent Miasta Lubina

Sesja I
Ordynacja partyjna wadą ustrojową

Przewodniczy:
Prof. Mirosław Dakowski,
Akademia Podlaska, Koordynator Krajowy Ruchu na rzecz JOW


10.15 - 10.45 Ordynacje wyborcze w III RP, prof. Jerzy Przystawa (Uniwersytet Wrocławski)
10.45 - 11.15 Ordynacja wyborcza u progu Niepodległości, dr Zdzisław Ilski (Politechnika Wrocławska)
11.15 - 11.30 Optymalizacja systemu wyborczego, mgr Igor Brudnowski (Uniwersytet Szczeciński)

11.30 - 12.00 dyskusja ogólna
Moderator:
Prof. Kazimierz Helebrandt (ASP, Wrocław)

12.00 - 12.15 konferencja prasowa
12.00 - 12.30 przerwa na kawę

Sesja II
Państwo i polityka w innym systemie wyborczym
Przewodniczy:
Prof. Andrzej Czachor, Instytut Energii Atomowej, Świerk
Wiceprezes Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego JOW


12.30 - 13.15 Jak funkcjonuje demokracja amerykańska, prof. Delaine Swenson (KUL)
13.15 - 13.45 Dlaczego JOW?, mgr inż. Janusz Sanocki (Prezes Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "JOW")
13.45 - 14.00 dyskusja
14.00 - 15.00 obiad

Sesja III
Szerszy wymiar ordynacji wyborczej: gospodarka a polityka

Przewodniczą:
Prezydent Lubina i prof. Jerzy Przystawa


15.00 - 15.30 Gospodarka a system wyborczy, dr Marek Goliszewski (Prezes BCC, Warszawa)
15.30 - 16.00 Nierzeczywisty wymiar polityki polskiej, dr Marek Zagajewski (Uniwersytet Szczeciński)
16.00 - 16.20 Propozycja ordynacji JOW, prof. Andrzej Czachor (IEA, Świerk)
16.20 - 17.00 Dyskusja, Podsumowanie, Stanowisko

Organizatorzy zapraszają wszystkich zainteresowanych tematyką Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW

Komentarz (0)

Otwarte spotkanie ze Stanisławem Michalkiewiczem - Warszawa, 1 marca 2006 Wysłane poniedziałek, 27, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

Oddział Stołeczny Unii Polityki Realnej zaprasza na spotkanie ze znanym publicystą prawicowym, współpracownikiem tygodników "Najwyższy CZAS!", "Nasza Polska", Radia Maryja, TV TRWAM, witryny ASME - Antysocjalistycznego Mazowsza - Stanisławem Michalkiewiczem w dniu 1 marca 2006 r. (środa) o godz. 18.00 w lokalu Centrali UPR przy Nowym Świecie 41 (lewa oficyna).

Tytuł spotkania: "Kulisy walki o wolność słowa".

Organizatorzy zapraszają wszystkich chętnych.


Komentarz (0)

Geszeft dla wolności? - Stanisław Michalkiewicz Wysłane poniedziałek, 27, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

Z inicjatywy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zorganizowany został w Lublinie festiwal "Prawa człowieka w filmie". Organizatorzy zaplanowali pokazanie różnych agitek filmowych, a to o kurdyjskich partyzantkach, a to o sądach w Kamerunie i Ameryce, a to o straszliwej krzywdzie, jaka spotkała żydowskiego miliardera Michała Chodorkowskiego, którego Putin wpakował do kryminału, o pomarańczowej rewolucji na Ukrainie, oczywiście - o Holokauście, no i różne reportaże. Najwyraźniej program festiwalu ułożony został według recepty, że liść trzeba ukryć w lesie, a jak lasu nie ma, to go w tym celu zasadzić. Wygląda na to, że festiwal jest pretekstem do pokazania rzewnego obrazu o Chodorkowskim.
Ale nie tylko program na to wskazuje. Jeszcze bardziej - lista sponsorów Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Dostaje ona pieniądze od Instytutu Społeczeństwa Otwartego w Budapeszcie (600 tys. dolarów rocznie), z Fundacji Forda (ok. 200 tys. dolarów rocznie) i z Fundacji Batorego (ok. 400 tys. zł. rocznie), nie licząc dotacji celowych, np. na organizowanie ruchów na rzecz praw człowieka w państwach WNP (750 tys. dolarów) oraz darczyńców drobniejszego płazu. Widać wyraźnie, że głównym sponsorem (Budapeszt i Batory) naszych obrońców ludzkich praw jest "filantrop", czyli Jerzy Sörös, słynny, jak to mówiono przed wojną, "grandziarz" giełdowy, którego w Rosji Putin wysadził w powietrze (jednym z powierników Sörösa był właśnie Chodorkowski), więc teraz nasi helsiniacy organizują mu klangor. Pikanterii dodaje okoliczność, że w Radzie Fundacji zasiadają m.in. pani Halina Bortnowska (teolog i w ogóle matka Kościoła krakowskiego) oraz pan senator Piotr Łukasz Andrzejewski.
A dodaje dlatego, że w ramach lubelskiego festiwalu Fundacja dla Wolności postanowiła zarobić parę złotych na tandecie. Fundacja dla Wolności, której sponsorem jest z kolei fundacja Bolla w Berlina, finansująca edukowanie polskich Irokezów w obywatelskich cnotach i Fundacja Schumana, tresująca nas do Eurosojuza, od pewnego czasu handluje tandetą, tj. czarnymi koszulkami, opatrzonymi w "prowokujące" napisy, wskazujące, że nosiciel koszulki np. ma AIDS, albo, że "jest gejem", albo że się "masturbuje", albo że - strach pomyśleć! - jest "Żydem", a jeśli koszulkę wkłada panienka - że "usunęła ciążę". Sporo młodocianych gojów płci obojga te "szmates" kupuje i nosi, bo myślą, że jak włożą koszulkę, albo, dla odmiany, ściągną majtki, to jednym susem znajdą się w pierwszym szeregu szermierzy wolności. Warto dodać, że partnerem Fundacji dla Wolności jest "Gazeta Wyborcza", odwiecznym zwyczajem handełesów patronująca wszelkiej tandecie.
Tym razem prowokacja polegała nie tylko na treści napisów koszulkowych, ale przede wszystkim na tym, że ten handełe zorganizowano pod nosem JE abpa Józefa Źycińskiego. W obliczu takiego figla ze strony przyjaciół lubelski Arcypasterz nie miał innego wyjścia, jak poczuć się sprowokowanym ("czuj się sprowokowany") i szalenie pryncypialnie handełesów skrytykował. Prasa obszernie o tym "konflikcie" się rozpisała, słowem - reklama i dla koszulek i dla festiwalu znakomita! W ogóle "ludzie Kościoła" coraz częściej angażują się do reklamowania jak nie żydowskiego przemysłu rozrywkowego, to przemysłu Holokaustu. Znakomitą ilustrację tej nowej aktywności w kompradorskiej gospodarce rynkowej mieliśmy podczas tegorocznego Dnia Judaizmu.
Sprzedawcy "koszulek dla wolności" wystąpili nawet w telewizyjnym programie redaktora Pospieszalskiego "Warto rozmawiać", gdzie twierdzili, że napisy zwracają uwagę na konieczność chronienia "praw mniejszości". Ponieważ od pewnego czasu program "Warto rozmawiać", przy pozorach ostentacyjnej szczerości, starannie omija strefy zakazane przez Salon, nikt z uczestników nie ośmielił się naprawdę przetestować młodych szabesgojów na determinację w obronie wolności. Jeśli naprawdę uważają, że prawa "mniejszości" muszą być bezwzględnie chronione, to tak się akurat składa, że w Polsce i w ogóle - w Europie, tacy, dajmy na to, hitlerowcy są w absolutnej mniejszości. Są w jeszcze większej mniejszości niż świstaki, które, jak wiadomo, ze względu na swój mniejszościowy charakter podlegają ścisłej ochronie. Jeśli zatem młodym ludziom rzeczywiście zależałoby na obronie wolności, to nie powinni mieć oporów przez umieszczeniem na swoich koszulkach napisu: "Jestem hitlerowcem". Taki napis też byłby prowokujący, może nawet jeszcze bardziej niż inskrypcja o AIDS, papieżu, czy usuniętej ciąży. Niestety, nikt nie ośmielił się zaproponować takiego testu, ani pan poseł Paweł Śpiewak, ani pan senator Ryszard Legutko, ani wreszcie pan red. Jan Pospieszalski, chociaż z punktu widzenia metodologicznego niczego tej propozycji zarzucić przecież nie można. Więc jakże będzie z tą wolnością dla mniejszości i prawem do prowokacji? Czy młodzi ludzie naprawdę gotowi są walczyć o wolność, czy tylko wykrzykując hasełka - chcą podłączyć się do "filantropowego" kurka z forsą?

Stanisław Michalkiewicz

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Komentarz (0)

UPRzejmy punkt widzenia (7) - Wojciech Popiela Wysłane poniedziałek, 27, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

Stwierdzenie, że mamy wysokie podatki jest błędne i trzeba obalić ten mit. Biorąc pod uwagę podatki i parapodatki, mamy jedne z najniższych podatków w Europie, a ich udział w PKB porównywalny jest z podatkami w USA. Dziennikarze są ubezwłasnowolnieni poprzez wolny rynek. Zaniechanie demokracji powoduje podział sceny politycznej. Media publiczne w przeciwieństwie do prywatnych muszą być niezależne politycznie i najlepiej służyć temu może Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wybierana spośród "ludzi kultury i mediów". Nie surowość, a nieuchronność kar, zwłaszcza w obliczu pomyłek, jest receptą na coraz bardziej zuchwałych przestępców.

Wszystkie te rewelacje padły publicznie ostatniej soboty. Wypowiedź o podatkach była radiowym komentarzem pana prof. Andrzeja Kazimierczaka z SGH do wywiadu, jakiego prezes NBP, pan Balcerowicz udzielił "Rzeczpospolitej". Gdyby spojrzeć ewangelicznie, to radość powinna być wielka. Oto, jak przypomniał jeden z prelegentów w czasie środowych spotkań w centrali UPR przy Nowym Świecie 41, człowiek którego jeszcze w PRL spotkać było można w instytutach marksizmu-leninizmu, po latach głosi pochwałę kapitalizmu i wolnego rynku, niskich podatków i zrównoważonego budżetu. Szkoda, że za nieboszczki UD czy UW jakoś mniej energicznie za tym obstawał. Co więcej: jego działania z początku lat 90. uznawane są przez wielu za dokonany na Polsce i Polakach kant siedemnastolecia, za który zagraniczni gracze walutowi winni stawiać mu złote pomniki. Tym niemniej gdy mówi o konieczności powstrzymania wzrostu wydatków publicznych i obniżenia obciążeń podatkowych, trudno się z nim nie zgadzać.

Dla dobra Polski, dobrze będzie jednak ustalić fakty. W przeciwnym razie jak podejmować decyzje? Czy w Polsce, jak twierdzi prof. Kazimierczak, mamy jedne z najniższych obciążeń podatkami i parapodatkami, porównywalne z USA? Czy może, jak stwierdza Centrum im. Adama Smitha, Dzień Wolności Podatkowej wypada mniej więcej w połowie roku, podczas gdy w USA w okolicach kwietnia? Czy pracownik najemny w Polsce z każdych płaconych mu przez pracodawcę w miesiącu pieniędzy oddaje państwu w podatkach i parapodatkach około 70-85% swoich pieniędzy, czy też nie? Czy ludzie z tytułami, zajmujący się ekonomią zawodowo zechcą przynajmniej ustalić fakty i odwoływać się do porównywalnych wskaźników, tak, by politycy mogli wyciągać z naukowych porównań słuszne wnioski? Skoro bowiem obciążenia podatkowe mamy jak w USA, dlaczego bezrobocie mamy pięć razy większe? Czy i jakie podatki mają wpływ na bezrobocie? Dlaczego pracownik najemny w USA (gdzie jeszcze do niedawna bili Murzynów i było to jakieś wytłumaczenie) ma się zgoła odmiennie od pracownika najemnego w Polsce?

Pozostałe rewelacje o ubezwłasnowolnianiu dziennikarzy przez wolny rynek, o niezależnych politycznie mediach publicznych nadzorowanych przez KRRiTV wybieraną przez polityków, o nieśmiertelnej wyższości nieuchronności nad wysokością kar usłyszeć mogliśmy na debacie politycznej zorganizowanej przez Wyższą Szkołę Zarządzania Personelem w Warszawie. Na powołujących się co chwilę na UE, przedstawicieli Polskiej Partii Socjalistycznej, Socjaldemokracji Polskiej, PD czy PSL (chyba nie PSL-Piast, gdyż tą euroPSLowcy łączący się z PiS dopiero tworzą) zawsze można liczyć. Lenin jest w wielu umysłach wiecznie żywy, a wyznawcom tych idei mało przeszkadza fakt, że socjalizm to po prostu kradzież.

Widać wyraźnie, że przed skupionymi w różnych stowarzyszeniach, fundacjach, wydawnictwach, rozproszonymi w innych partiach i działającymi w Unii Polityki Realnej zwolennikami wolności stoi ciągle zadanie obrony zdrowego rozsądku i zajęcia pozycji politycznej dającej wpływ na podejmowane decyzje. Jeśli marzy się nam Polska wolna i silna gospodarczo i politycznie, do której ludzie chcą przyjeżdżać by tu żyć i pracować, a nie uciekać stąd "za chlebem", powinniśmy wspólnie podjąć to wyzwanie w kolejnych wyborach parlamentarnych i rozpocząć przygotowania do nich już dziś tworząc wyborcze listy, gromadząc pieniądze i organizując solidne, konieczne do kampanii struktury. Rada Główna UPR ma nadzieję, że tak właśnie się stanie.

Wojciech Popiela


Komentarz (0)

Ile razy jeszcze podkreśli swoją odrębność Roman Giertych? - Łukasz Perzyna o ujawniającej się coraz większej słabości LPR Wysłane poniedziałek, 27, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |







Ile razy jeszcze podkreśli swoją odrębność Roman Giertych? - Łukasz Perzyna o ujawniającej się coraz większej słabości LPR Wysłane poniedziałek, 27, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Spory sygnatariuszów Paktu Stabilizacyjnego przypominają bójki na lodowisku podczas meczu hokejowego; wszyscy mają kaski i ochraniacze, i nikomu nie może się stać nic złego. Jeśli chodzi o polityków, którzy stworzyli siłę głosów dla koalicji zdominowanej przez PiS, to wiadomo, że intencje takich utarczek są oczywiste: PiS musi w nie wchodzić, bo musi grać główną rolę w triumwiracie, a czas ma przyznany na zaledwie na rok. Jeśli chodzi o Samoobronę i LPR - muszą rozpaczliwie akcentować swoim wyborcom, że nie są li tylko marionetkami, że mają swoje autonomiczne, własne zdanie w różnych kwestiach" - Łukasz Perzyna, publicysta "Tygodnika Solidarność" i naszej witryny ASME, analizuje wyniki zeszłotygodniowej potyczki sejmowej pomiędzy PiS a LPR.

Celem wszystkich tych gier są tegoroczne wybory samorządowe i wybory uciekającego LPR i S-bronie "elektoratu", który może postawić krzyżyk - przy najsilniejszym graczu. Jeśli PZPR-owski szef Samoobrony zasklepia się w działaniach do tej pory rezerwowanych dla PSL - tj. próbuje walczyć o sprawy interesujące aktywnych rolników, np. o dopłaty do paliwa rolniczego, to Roman Giertych ma większe ambicje. Swoim ugrupowaniem rządzi w sposób dyktatorski, eliminując z niego niedawnych, znanych opinii publicznej sprzymierzeńców. PIS, Sama-brona i LPR pogryzły się medialnie przy okazji obsady urzędu Rzecznika Praw Dziecka, do niedawno zasiedziałego przez Pawła Jarosa, jeszcze z rozdania AW"S"-owskiego. Kandydatki z PO i PiS nie uzyskały poparcia, a wiec na razie stanęło na programie Giertycha: będą ponowne wybory "rzecznika". Przy okazji została ujawniona "kuchnia" sejmowych układów międzypartyjnych. Panowie Marek Jurek i Giertych zaczęli wzajem się oskarżać. Jednak to Liga Polskich Rodzin straci więcej w wyniku tej parlamentarnej pyskówki...

Nagranie trwa prawie 11 minut i jest dostępne w Sieci do 12 III 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Komentarz (0)

Kto będzie wychowywał dzieci: rodzice czy urzędnik - Wojciech Popiela, prezes UPR, o potrzebie istnienia urzędu Rzecznika Praw Dziecka i medialnej aferce z udziałem prawicawych narodowych katolików oraz sanatorów popularystcznych Wysłane sobota, 25, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |







Kto będzie wychowywał dzieci: rodzice czy urzędnik - Wojciech Popiela, prezes UPR, o potrzebie istnienia urzędu Rzecznika Praw Dziecka i medialnej aferce z udziałem prawicawych narodowych katolików oraz sanatorów popularystcznych Wysłane sobota, 25, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Dzisiaj dzięki spostrzegawczości pana Donalda Tuska dowiedzieliśmy się, że marszałek marek Jurek dopuścił się »korupcji politycznej«. Marszałek uznał, że został tym stwierdzeniem obrażony i odpowiednie kroki zostały poczynione w kierunki Komisji Etyki poselskiej. Krótki interwał nudy w Sejmie został skończony i na pewno będzie znowu ciekawie. Oto przed kilkunastoma dniami poseł Giertych przysięgał na wszelkie świętości prezydentowi Kaczyńskiemu, że »może na niego liczyć przez rok, a nawet dłużej". Przed kilkoma dniami wystąpił w »publicznej« TV i oświadczył, że zrozumiał, ze należy służyć elaktoratowi«. Będzie to jednak robił za nasze, podatników pieniądze - Wojciech Popiela, prezes UPR, komentuje doniosłe wydarzenia ze sceny politycznej.

Rozbrajające oświadczenie posła Giertycha nie byłoby tak znamienne, gdyby nie fakt, że doszedł On do tej konstatacji po pięciu latach "służby elektoratowi", ale natychmiast trzeba pochylić się nad wymianą ciosów z końca tygodnia pomiędzy LPR a PiS, która była wywołana sporem wokół obsady stanowiska Rzecznika Praw Dziecka, rzekomo przyrzeczonego przez PiS partii narodowych katolików.
Jednak sami Szanowni Posłowie, ze wszystkich obecnych opcji reprezentowanych w parlamencie "polskiego regionu UE" - zdaje się wyrośli, a niektórzy nawet - wydorośleli BEZ istnienia urzędu Rzecznika Praw Dziecka. Niektórzy z nich uważają się (niektórzy słusznie) za Szanownych i Poważanych Obywateli. Jednak mało który zastanawia się nad podkreślaną przez media "korupcją polityczną" - która istniała i istnieć będzie zawsze, bo tak wygląda "kuchnia" sceny politycznej.

Przepraszamy za pewne niedogodności techniczne, wynikłe z usterki sprzętu.

Nagranie trwa prawie 7 minut i jest dostępne w Sieci do 12 III 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Komentarz (0)

Per aspera ad astra, czyli PiS in the space! Plan dla "prawicy" odzyskania należnej Rzeczypospolitej rangi nie tylko w międzynarodowym aspekcie Wysłane środa, 22, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

Rywalizacja militarna, co już przed kilkudziesięcioma laty trafnie przewidział Mistrz Lem Stanisław (taki lewak futurystyczny - dopisek dla dzisiejszych młotych troglodytów), przenosi się w przestrzeń kosmiczną i w żadnej mierze nie powinno w szrankach tych zabraknąć polskiej myśli astronautycznej. Mniej zorientowanym należy się przypomnienie, że Polacy osiągnęli już w czasie okupacji sowieckiej i komunistycznej próg kosmosu, czyli arbitralnie ustaloną wysokość 100 kilometrów wzwyż - za pomocą rakiet "meteorologicznych" "Meteor", takich mini-V2 "made in Poland". Efektem był szybki zakaz kontynuacji tej technologii, wydany na Kremlu, ale fakt pozostaje faktem, choć mało znanym do dziś.
Święcą tryumfy polscy uczeni w międzynarodowej rywalizacji o jak największą i jak najszybciej odkrytą liczbę planet. Oczywiście wszyscy mają jeden cel: odkryć planetę podobną do Ziemi, choć niekoniecznie zamieszkałą przez osobniki posługujące się podobną do ziemskiej myślą polityczną.
Z całą pewnością nie da się tego osiągnąć bez szczególnie potężnych środków finansowych, ofiarności społeczeństwa i dysponowania odpowiednio wykwalifikowaną kadrą - przede wszystkim "markietingiarską": by umiejętnie sprzedać pomysł i wzbudzić szeroki entuzjazm wśród mas dla Idei. Pierwsze kroki zostały już wykonane do Polskiej Organizacji Turystycznej (A jak! To przecież niedługo turystyka kosmiczna będzie główną siłą napędzającą przemysł kosmiczny!) mianowany został młody i szczery entuzjasta "markietingu" po kilkumiesięcznym kursie przysposobiającym w firmie kumpla, któremu tylko wredne pismacze zawistniki - z "Gazetą Wyborczą" na czele - wypominają wylanie z partii konserwatywno-liberalnej za "brak umiejętności". PiS zyskało jednak zaangażowanego fachowca, tak potrzebnego na przyszłościowym odcinku walki o "peace in the space".
Kolejne kroki kadrowe są już wykonywane, o czym każdego dnia można przeczytać, usłyszeć, zobaczyć w merdiach niekoniecznie sprzyjających obecnym Budowniczym Wielkiej Polski.
Na pożegnanie zrobimy przyjemnie żurnalistom ze "stajni Michnika", raz – i ostatecznie - odwołując się do odchodzącej wzorem zeszłej na uwiąd starczy Mumii od Wolności gazetki brukowej koncernu Agora SA, która dzisiaj wygarnęła, co miała przygotowanego "na PiS", a co przywołał dla swoich odbiorców krewniaczy "GW" i zbankrutowanej "Noje Tager" serwis Onet:
"Nadgorliwy minister gospodarki
»Nowy Dzień«: Kto próbuje wkraść się w łaski premiera, faworyzując na stanowiska w Kompanii Węglowej niemających pojęcia o węglu ludzi z Gorzowa? Kto spowodował, że premier się wściekł i zagroził wyciągnięciem konsekwencji wobec tej osoby?
Tą osobą jest wiceminister gospodarki Tomasz Wilczak - pisze "Nowy Dzień".
W sobotę »ND« napisał, że w radzie nadzorczej Kompanii Węglowej znaleźli się Maria Andrzejewska-Sroczyńska, Marek Rusakiewicz i Lech Marek Gorywoda. Wiceprezesem zarządu został Jan Dwojewski - wszyscy są z Gorzowa Wielkopolskiego, rodzinnego miasta premiera. (...)
Jak jednak dowiedział się »ND« z wiarygodnych źródeł, o nominacjach zdecydował wiceminister gospodarki Tomasz Wilczak. Dlaczego chciał, by we władzach największej spółki wydobywczej w Europie zasiadły właśnie te osoby? Jakimi kryteriami się kierował?
- Ministerstwo Gospodarki stara się, aby podlegające mu spółki skarbu państwa były kierowane przez osoby, które nie są uwikłane w żadne partykularne interesy, a posiadają umiejętności menedżerskie. (...)
Pani Andrzejewska-Sroczyńska, lekarz, nigdy nie miała do czynienia z biznesem. Była działaczka gorzowskiego ZChN (podobnie jak premier) została pełnomocnikiem ds. osób niepełnosprawnych w rządzie Hanny Suchockiej, gdy wiceministrem oświaty był Kazimierz Marcinkiewicz. Obecnie jest prezesem Fundacji Ochrony Zdrowia Inwalidów. (...)
Agencja Rozwoju Regionalnego w Gorzowie, której prezesował Marek Rusakiewicz (Gorywoda zasiadał w jej radzie nadzorczej), była spółką, w której udziały na początku lat 90. miały samorządy i Skarb Państwa. Przez wiele lat przynosiła straty i ostatecznie stała się prywatną firmą deweloperską.
Kariery menedżerskie Lecha M. Gorywody i Jan Dwojewskiego zaczęły się w 1992 r. Pierwszy został wtedy prezydentem, a drugi wiceprezydentem Gorzowa. Gorywoda w 1994 r. zostawił miasto z pustą kasą, niezapłaconym podatkiem VAT i niewyjaśnioną do końca aferą nietrafionej inwestycji w budowę kompostowni miejskiej. (...) Za te "osiągnięcia" z okresu prezydentury gorzowscy radni odwołali go Gorywodę z funkcji wiceprzewodniczącego rady miejskiej - pisze "ND".
Jan Dwojewski wyjechał z Gorzowa do Zielonej Góry, gdzie został dyrektorem miejscowego PKS. Odszedł z firmy w 2003 r. Pozostawił przedsiębiorstwo z długami i zakupionymi za jego kierownictwa starymi i bardzo drogimi w eksploatacji autobusami, z którymi nie wiadomo, co teraz zrobić".

Kadry decydują o wszystkim - ta głęboka myśl znana jest także i propagatorom sanacji Rzeczypospolitej spod prawicawego znaku Populizmu i Socjalizmu (tak wyczekiwanego niestety przez większą część polskiego społeczeństwa po kilkudziesięciu latach indoktrynacji komunistycznej, a wcześniej hodowanemu na "żeromszczyźnie" i siłaczych doktorach Judymach). Z tego powodu zapewne doszło do "minimalnych różnic" pomiędzy ministrami w rządzie premiera Marcinkiewicza, Wassermannem i Sikorskim o to, co zrobić z "kadrami" "wiejskich specjalistów". Nie chodzi oczywiście o trwającą już od kilku tygodni kampanię rozczłonkowywania struktur partii "chłopów z Grzybowskiej", lecz o sztandarowy postulat kampanii przedwyborczej Braci Kaczyńskich i ich zaplecza: likwidację ostańców "władzy ludowej", czyli instytucjonalnych spadkobierców Informacji Wojskowej - WSI. Wyjaśnił to sam Szef rozgrymaszonych urzędników, Brat Jarosław, dzieląc się z narodem opisem sytuacji, co zacytował znowu serwis Onet:
"(...) Według doniesień mediów, rządowe prace nad pakietem ustaw utrudniał spór między koordynatorem ds. służb specjalnych Zbigniewem Wassermannem a ministrem obrony narodowej Radosławem Sikorskim. Jak informowano, szef resortu obrony chciał, by nowe służby były jednostką wojskową, a koordynator, by były organami centralnymi, podległymi MON. Różnica zdań miała dotyczyć też tego, kto miałby powoływać szefów tych służb - minister obrony czy premier na jego wniosek.
Jarosław Kaczyński zapewnił, że »minister Sikorski niczego nie blokował, miał inne zdanie niż minister Wassermann, to jest najnormalniejsza sytuacja w rządzie, nic w tym nadzwyczajnego nie ma«. Szef PiS pytany, czy w reformie WSI przeszkadzają np. nasi sojusznicy, odparł: »proszę mnie o to nie pytać«.
W ocenie Kaczyńskiego, przejęcie inicjatywy ustawodawczej w sprawie likwidacji WSI przez prezydenta nie oznacza »żadnego przenoszenia ośrodka władzy«. Według niego, »prezydent na pewno będzie bardziej śmiały niż poprzednik - to znaczy nie będzie tak bardzo liczył się z sondażami i będzie, kiedy trzeba, interweniował« (...)".

Przywrócenie nie tylko przemysłu zbrojeniowego polskiemu ośrodkowi decyzyjnemu jest jednym z najważniejszych rzeczywiście zadań stojących przed sanatorami z PiS. Jak przemysł zbrojeniowy, to i oczywiście – kosmiczny, oba są nierozerwalnie związane od początków zeszłowiecznego, a nawet XIX-wiecznego zainteresowania człowieka podbojem Wszechświata. A skoro było o WSI - to przecież są to też fachowcy niejako związani z przemysłem kosmicznym, rakietowym - swego czasu umiejętnie sprzedali na Bliski Wschód stare, bo stare - ale wciąż jare silniki rakietowe do pocisków ziemia-powietrze. Jako złom, bo mieli takie poczucie humoru. Widać, że jednak mają kontakty w przemyśle astronautycznym, więc znaczący problem "zagospodarowania" strych sił specjalnych tak, by najmniej szkodziły IV RP - będzie rozwiązany. Ale o tym jeszcze dalej.
Wróćmy do sukcesów astronomicznych Polaków za granicą oraz w kraju. Na niepoślednią gwiazdę o znaczącej wielkości wyrasta nasz ulubiony mister (a więc - sługa społeczna) od rolnictwa, które jak wszystkim uczciwym partyjniakom wiadomo - nigdy by sobie nie poradziło, i inne działy gospodarki również, bez pomocy państwa i kilkudziesięciu tysięcy użytkowników zarękawków, biurek, komputerów, faksów, lapto-ków, czarnych w połysku bmw i lanć (tyko tow. "Waldek" "Panie Waldku, pan się nie boi, cały kraj za Panem stoi!" Pawlak... niestety, miał odwagę lansować wytwory polskiej myśli auto-mobilizacyjnej w rodzaju polonezów szosowo-terenowo-gruntowych, ale to jest pół-chłop, pół-informatyk, taka hybryda, nieznana wcześniej w polskim zaścianku). Minister Jurgiel, znany z wyjątkowego uwielbienia dla Ojca Prowadzącego z toruńskiej radiostacji, by dotrzymać kroku swym znamienitym poprzednikom, jako jedne z pierwszych zarządzeń wydał edykt o przyspieszonej realizacji planu czteroletniego w dziedzinie odznaczeń resortowych, skracając go najwyraźniej do roku jednego. Pisze o tym dzisiejsze wydanie może nie "najpiękniejszej gazety" (bo ten laur zabiera ze sobą do... "Rzeczpospolita", którą brytyjscy męscy esteci wycenili najwyżej wraz z centro-lewicowym "The Guardian"), ale z sentymentu i lokalnego patriotyzmu - dobrze poczytnego "Życia Warszawy"
Za zasługi na polu
Szef resortu rolnictwa rozdaje medale i odznaki

Ministerstwo Rolnictwa zleciło wykonanie trzech tysięcy medali. To jeden z pierwszych przetargów ogłoszonych w tym resorcie pod kierownictwem Krzysztofa Jurgiela.
Polityk PiS był znany z zamiłowania do wręczania odznaczeń jeszcze zanim został ministrem w rządzie Marcinkiewicza. W czasie, gdy zasiadał w parlamencie, w rodzinnym Białymstoku przyznawał Medale św. Izydora Oracza – patrona pracy na roli. (...)
Jako szef resortu, Jurgiel uzyskał prawo nadawania odznaczeń państwowych. Na początku lutego jego ministerstwo ogłosiło przetarg na wykonanie trzech tysięcy sztuk odznak honorowych Zasłużony dla Rolnictwa oraz takiej samej liczby legitymacji i ozdobnych pudełek. Mimo że odznaczenia zostaną wykonane z tombaku, to zamówienie będzie kosztowało resort w sumie ponad 100 tys. zł.
(...). Oficjalny wzór odznaczenia istnieje od 2001 r. Od tego czasu resort prowadzi ewidencję uhonorowanych osób. (...)
- Jestem przeciwny masowemu wręczaniu odznaczeń, jak to robił były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Jednak rolnikom jakieś wyróżnienie za ich ciężką pracę się należy. Na przykład z okazji dożynek - mówi Wojciech Mojzesowicz, poseł PiS i szef Sejmowej Komisji Rolnictwa. (...)"

Ponieważ od dawna wśród obserwatorów życia politycznego wiadomo było, że ugrupowanie miejskie, jakim jest PiS, musi dokonać zajazdu polskiego zaścianka wraz z ich politycznymi przedstawicielstwami, by osiągnąć wymarzoną homogenizację "polskiej prawicy", spekulacje odnosiły się tylko do sposobu, w jaki zostanie to uczynione. Teraz już wiadomo: chłopi będą mieli okazję poczuć chwilę szczęścia i patriotyzmu, przygniecieni stosem medali z tombaku.
Gwiazda, choć z roli, a nie z soli i bólu egzystencjalnego - ale jednak już jest. Chłop polski - to silny producent substratów potrzebnych do produkcji jednego z najważniejszych składników paliwa rakietowego, wracamy więc w okolice kosmosu, gdzie będą zatrudnieni "fachowcy" - też "wiejscy". Wszystko pasuje do siebie wręcz idealnie!
Pozostaje tylko w ramach odrodzenia przedwrześniowego, sanacyjnego programu budowy mocarstwowości Rzeczypospolitej, przenieść akcenty z pól aktywności morskiego i lotniczego - na bardziej dalekosiężny i po prostu uwspółcześniony, a więc: powołać PAŃSTWOWĄ (oczywiście) Agencję Kosmiczną i korzystając z tej PAK-i, rozpocząć przygotowania do "eksportu" wszystkich Czerwonych na Ma..., no nie..., szkoda ślicznej wyspy... - na MARSA, który jest przecież idealnym wręcz i z dawien dawna anegdotycznym celem składowania wszystkich entuzjastów "eksportu czerwonej rewolucji".
Wiejskich fachowców, po wykorzystaniu ich niezwykłych kontaktów operacyjnych (teraz wreszcie stało się jasne, dlaczego PiS tak bardzo angażowało się w tzw. pomarańczową rewolucję na Ukrainie: zakłady rakietowe Rezuny mają gotowe i od niedawna mało intensywnie wykorzystywane!), pośle się w przedostatnim pocisku - ostatni powinien lecieć z materiałami wybuchowymi: wzory z Smiersza dla "wsi"znowu idealnie pasują! No i nie trzeba będzie sprzątać po serii zwyczajowych wypadków drogowych...
A kolejną pieczenią do konsumpcji przy tej okazji będzie potwierdzenie rangi mocarstwowej Polski - już w całym Układzie, tym razem Słonecznym.
No i - te wymarzone kolonie! Wreszcie!
Zaraz jednak pot mi spłynął zimną strużką: ale kto zostanie prezesem Ligi Planetarnej i Kolonialnej? Ministrowie Meller, Geremek i Dorn - to chyba już nie, bo co na to powiedzieliby koalicjanci posilający się myślą Dmowskiego, też Romana? Może inny znany Tadeusz - ale Syryjczyk?

Krzysztof Pawlak


Komentarz (0)

CYMES MEDIALNY, czyli koniec "dziennika robionego przez ćwierćinteligentów dla szesnastkowcowych inteligentów" - "NOWY DZIEŃ" Koncer(t)nu Różowego AGORA SA zakończył swoją internacjonalną misję dla Polaków Wysłane wtorek, 21, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

Najwyraźniej zachęceni powodzeniem akcji bojkotu medialnego (lecz na razie niezbyt rzeczywistego) wymierzonego wobec próby odrodzenia permisywistycznego pisma "Machina" młodzi katoliccy czytelnicy pism krajowych zainicjowali akcję kolejnego "medialnego nieposłuszeństwa", opartą na najnowszym środku komunikacji społecznej, jakim jest internet, gdzie umieścili witrynę wzywającą do bojkotu koncernu Agora SA:

Bojkotujemy firmę AMS, Gazetę Wyborczą i całą Agorę
Firma AMS to jedynie wierzchołek góry lodowej i narzędzie reklamowe spółki AGORA, tj. środowiska Michnika, które niszczy wszystko co polskie i katolickie, w zamian za to propagując sekularną wizję świata opartą na »etyce« bez Boga.
»Gazeta Wyborcza« - główny filar Agory, uderza zarówno w nauczanie Kościoła jak i Jego pasterzy. Obserwujemy wyjątkowo agresywny i pełny nienawiści atak na osoby duchowne, stanowiące klarowną przeciwwagę dla michnikowej wizji świata.
»Gazeta Wyborcza« podszywając się pod środowisko katolickie, albo udostępniając swoje łamy księżom, którzy mają problemy z własną Wiarą, podważa dogmaty oraz nauczanie moralne Kościoła - propaguje ateizm, eutanazję, aborcję, antykoncepcję, homoseksualizm i pornografię - to co Jan Paweł II wielokrotnie określał mianem »cywilizacji śmierci« (to papieskie określenie obśmiewa właśnie Wyborcza !).
W obraźliwą kampanię antykościelną prowadzoną przez Agorę wpisuje się również promocja na billboardach i innych nośnikach reklamy zewnętrznej AMS, filmu »Imię Róży«, przedstawiającego zakonników jako osoby psychopatyczne. Jest to nawoływanie do nienawiści na tle religijnym. Choć "GW" neguje nauczanie papieskie, nie przeszkadza to jej, aby wykorzystywać autorytet Jana Pawła II jako rekwizyty reklamowe, publikując fotografie z Jego pogrzebu, czy »kroniki«, a to jedynie granie na sentymencie Polaków przez środowisko zaprzeczające nauczaniu Kościoła.
To »Gazeta Wyborcza« odpowiedzialna jest za stan duchowy polskiej młodzieży deprawowanej i ogłupianej przez ideologię »róbta co chceta« propagowaną w ramach fałszywie przedstawianej wolności. To »GW« odpowiedzialna jest za niszczenie wszelkich autorytetów, w tym autorytetu nauczycieli, wychowawców i katechetów, którzy chcą wychować wartościowych ludzi zdolnych sprzeciwić się lansowanej przez GW cywilizacji śmierci.
To dodatek do »GW« - »Wysokie obcasy« prowadzi szczególnie rażącą deprawację, propagując rozwiązłość i homoseksualizm a brukowy dziennik »Metro", wydawany przez AGORĘ, pełen jest tekstów promujących zepsucie obyczajów.
Mamy dość michnikowych mediów narzucających się wszędzie, a ostatnio zwłaszcza na billboardach należących do spółki Agory".

Są jednak pewne rozbieżności w tzw środowisku. Jak napisał anonimowy internałta na jednej z list dyskusyjnych:

"Świetna akcja! Tak chciałbym się przyłączyć do bojkotu. Ale niestety - nie czytam: Gazety Wyborczej, Nowego Dnia, Metra, CKM`u, Playboya, Poradnika Domowego, Avanti, Czterech Kątów, Loga, Wysokich Obrotów, Bukietów, Dziecka, Lubię gotować, Ogrodów, Ładnego domu, Kuchni, Kwietnika, Świata Motocykli.
Nie kupiłem agorowskiej książki "Imię Róży", Encyklopedii Gazety Wyborczej. Nie słucham też Radio Pogoda, TOK FM, Roxy FM ani nie odwiedzam portali gazetypeel i aaabypeel.
Jestem w 100% michnikoodporny, a poprotestować bym chciał. Mam ostry dysonans...".

Czy jednak - mimo wszelkich widocznych nietrafności w "targecie" katolickim, akcja taka przynosi efekt? A jakże! Oto co dzisiaj wpłynęło z wiadomości agencyjnych:
"»Nowy Dzień« przestaje się ukazywać
Ostatni numer dziennika »Nowy Dzień« ukaże się w czwartek 23 lutego. Zarząd Agory SA podjął decyzję o zaprzestaniu wydawania dziennika - poinformowało biuro prasowe spółki Agora. W komunikacie podano, że nie udało się osiągnąć zakładanych celów dotyczących sprzedaży. »Czytelników, którzy polubili >Nowy Dzień< serdecznie przepraszamy. Mamy świadomość, że decyzja o zamknięciu dziennika jest bolesnym rozczarowaniem dla zespołu, który włożył w ten projekt ogrom energii, pracy i serca« - napisała Agora".

Cymes, proszę Państwa! Sam cymes MEDIALNY - i gefilte fish w szafranie z Cebulką oraz Czosnkiem! Alleluja - i do przodu!

Krzysztof Pawlak


Komentarz (0)

"Może niektórzy z księży i palili, ale na pewno się nie zaciągali"! - oświadcza JE biskup Pieronek - Stanisław Michalkiewicz o długiej tradycji "tradytorów" i "donatystów" w Kościele powszechnym Wysłane wtorek, 21, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |