kwietnia 11, 2006 - kwietnia 24, 2006

Manifest wolności słowa - Stanisław Michalkiewicz Wysłane poniedziałek, 24, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

Nieprawdopodobne, jak skuteczna okazała się tresura w politycznej poprawności. W potępieńczym chórze wyjącym przeciwko mnie wystąpiła nie tylko cała "czerwona orkiestra", ta sama, która w 1992 roku potępiła premiera Olszewskiego i ministra Macierewicza za "nienawiść", bo wykonali oni lustracyjną uchwałę podjętą przez Sejm z inicjatywy posła Janusza Korwin-Mikkego i ujawnili konfidentów SB w strukturach państwa. Orkiestra oczywiście wystąpiła w pełnym składzie, który jednak w ciągu minionych 14 lat znacznie się rozszerzył. W 1992 roku było raczej trudne do pomyślenia, by do orkiestry dołączyli np. wysocy rangą duchowni. Dzisiaj dokonuje się to już w takiej skali, że można by z tych ormowców politycznej poprawności reaktywować ruch "księży patriotów".

Oto w "Gazecie Wyborczej", tej samej, która zaledwie kilka dni wcześniej z triumfem doniosła, że "Judasz nie był zdrajcą, Jezus go wyznaczył", wymyśla mi od "oficerów politycznych PRL" sam JE abp Józef Życiński, Wielki Kanclerz KUL, którego rektor w drugi dzień Świąt Wielkanocnych w liście odczytywanym w kościołach całej Polski pisze o szacunku dla prawdy. Oczywiście ma rację - prawda przede wszystkim. Szkoda tylko, że Władze tej Uczelni nie zawsze postępują według tej wskazówki. Wydział Humanistyczny KUL in corpore obrzucił mnie epitetami, bo wcześniej ujawniłem, iż pan prof. Jerzy Kłoczowski był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. W tym przypadku nie wykazano nie tylko żadnego szacunku dla prawdy, ale nawet żadnego zainteresowania nią. Przeciwnie - prawda miała zostać stłumiona obelgami pod moim adresem i przytłoczona liczbą podpisów. Czyżby Władze Wydziału Humanistycznego KUL też uważały, że im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja? Nie jest to wykluczone; ryba psuje się od głowy i nie bez przyczyny mówi się, że "jaki pan - taki kram".
Podobnie reverendissimus Witold Bock, rzecznik JE abpa Tadeusza Gocłowskiego, który niedawno uzyskał zgodę Stolicy Apostolskiej na sprzedaż 80 hektarów ziemi z przeznaczeniem na spłaty dla wierzycieli diecezjalnego wydawnictwa
"Stella Maris", przeprowadzającego w swoim czasie wielomilionowe malwersacje z udziałem gangsterów i osobistości z SLD. Ksiądz Bock w TVN 24 powiedział, że swoim felietonem na antenie Radia Maryja "pozbawiłem się prawa uczestniczenia w dyskursie publicznym". Proszę! Oto jak daleko zaszliśmy. Złodziejskie afery nikogo już nie dyffamują, ani nie pozbawiają "prawa uczestniczenia w dyskursie publicznym". Prawa tego pozbawia publiczne powiedzenie kilku słów prawdy, niewygodnej dla organizacji żydowskich i ich polskich popleczników.
Czy w tej sytuacji możemy się dziwić, że Polska Rada Chrześcijan i Żydów, pewnie taka sama, jak Rada Etyki Mediów, kazała zmienić tekst wielkopiątkowej modlitwy, a ks. Michał Czajkowski wystąpił o zakaz śpiewania pieśni "Ludu mój ludu", jako "antysemickiej"? A przecież wszystko jeszcze przed nami, bo trudno wyobrazić sobie bardziej "antysemicki" - według obecnych kryteriów - fragment Ewangelii niż ten, czytany w Wielki Poniedziałek, kiedy to św. Mateusz opowiada, jak to arcykapłani "dali żołnierzom sporo pieniędzy", by rozpowiadali, iż żadnego zmartwychwstania nie było, tylko zwyczajne wykradzenie i że tak się rozniosła ta wieść między Żydami "aż do dnia dzisiejszego". Do dnia dzisiejszego! Czy sławetny "dialog" ma tę kwestię wyjaśnić, czy też jego efektem będzie ocenzurowanie Ewangelii św. Mateusza? A przecież i w "Dziejach Apostolskich" też są nieprzyjemne fragmenty. Oto św. Piotr zwraca się do zebranych per "Mężowie Judejczycy". Toż właśnie za "Judejczyków" ks. Bock pozbawił mnie prawa uczestniczenia w dyskursie publicznym! Czyż więc nie czas oczyścić całe chrześcijaństwo z tych sprośnych błędów Niebu obrzydłych? No, może nie tyle Niebu, co "starszym braciom", przed którymi "księża patrioci" na zapas biją pokłony, niczym przed Złotym Cielcem.
Podczas 5 minut nienawiści nienawiści, zorganizowanych w TV-5 przez pana red. Tomasza Wołka, pan red. Daniel Passent wyraził oczywiste w swoim mniemaniu przekonanie, że "niektóre poglądy nie powinny być dopuszczalne". Pan red. Passent zawsze tak uważał, więc jest w swoich przekonaniach stały. Zmieniały się tylko poglądy "niedopuszczalne" z tego powodu, że są "niektóre". W czasach młodości pana redaktora za "niektóre" uchodziły poglądu "antysocjalistyczne", w chwilach napięcia zwane także "kontrrewolucyjnymi". Teraz oczywiście jest inaczej; w końcu dokonana została transformacja ustrojowa i "Lechu skakał przez płot", więc dziś "niektóre" są poglądy np. "antysemickie" i jako takie - oczywiście "niedopuszczalne". Ale jeśli się na to zgodzimy, to znaczy, że godzimy się na panowanie Policji Myśli.
Za pierwszej komuny panował terror. Terror to nic przyjemnego, ale ma on swoją dobrą stronę. Człowiek terroryzowany wie, że jest terroryzowany, więc myśli po swojemu i czeka na ustanie lub przynajmniej zelżenie terroru. Policja Myśli jest groźniejsza, bo człowiek nawet nie wie, że już został zoperowany. Sądzi, że myśli autentycznie, podczas gdy tylko odtwarza to, na co został zaprogramowany. Na nic nie czeka, niczego nie pragnie, zwłaszcza wolności, bo myśli, że jest wolny. Dlatego tak ochoczo akceptuje pomysł, by "niektóre poglądy były niedopuszczalne". Gdyby były dopuszczone, mogłyby zasiać mu w duszy ziarno wątpliwości, podczas gdy Policja Myśli uchroni go przed wątpliwościami, sprawiając, że będzie zadowolony i ze swej wolności, i ze swego rozumu.

Stanisław Michalkiewicz

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Prawda już nie jest ciekawa - Krzysztof Mazur Wysłane poniedziałek, 24, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

Jak zauważył Tadeusz Kotarbiński "anormalność przewlekła staje się normą", co znajduje doskonałe potwierdzenie w naszej siermiężnej rzeczywistości. Pomimo, że komunizm podobno "skończył się w Polsce już prawie 17 lat temu", tak niestety socjalizm ma się całkiem dobrze i niewiele wskazuje, aby stan ten ma się wkrótce zakończyć. Jestem od pewnego czasu pytany, dlaczego w swojej publicystyce "atakuję" PiS, Kaczyńskich, rząd i w ogóle wiele osób i instytucji mających służyć budowaniu IV RP. Najczęściej w takich sytuacjach przychodzi mi do głowy anegdota o malarzu Janie Styce, któremu objawił się Pan Jezus, przypominając religijnemu twórcy, aby nie malował na klęczkach - ale malował dobrze.

Anegdota ta szczególnie przypomniała mi się podczas lektury wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim, który dla najnowszego "dziecka" wydawnictwa Axel Springer przeprowadził Cezary Michalski. Warto przytoczyć fragment wywiadu, w którym prezes PiS-u zarysował credo polityki gospodarczej popieranego rządu, nie dlatego, aby pokazać wzorcową współpracę dziennikarza z politykiem - ale głównie po to, aby zrozumieć, dlaczego popieranie pomysłów obecnie rządzących jest oparte na naiwności vulgo ignorancji. Lider partii rządzącej stwierdził mianowicie, że "...premier Zycie Gilowskiej udało się przesunąć kilka miliardów złotych w stronę gorzej sytuowanych grup społecznych. Wkrótce będzie to kilkanaście miliardów złotych. A to przenosi się na efekt popytowy i to dla produkcji miejscowej ze względu na charakter potrzeb grup społecznych, grup raczej słabszych". I nieco dalej "...my uważamy, że rozwój Polski, zbyt wolny w ostatnim pięcioleciu, musi się opierać nie tylko na pożytecznym impulsie eksportowym, ale na wewnętrznym impulsie popytowym, który wszedł w tej chwili na pierwsze miejsce i to bez wzrostu inflacji. A także na impulsie inwestycyjnym, który wszedł na drugie miejsce ex aequo z impulsem eksportowym. To są parametry zrównoważonej gospodarki". W związku z tym, że urodziłem się w okresie późnego Gomółki, moją - a sądzę także wielu rówieśników - traumą są nieokreślone w czasie przesunięcia dobranocki w związku z przemówieniami I sekretarza partii, a to z okazji barbórki, a to z okazji plenum itp. Nikt wtedy nie podawał, ile wyniesie opóźnienie, dlatego aby nie przegapić swojej 10-minutowej porcji w TV, należało czuwać przy włączonym odbiorniku - stąd alergia na fachowy bełkot, którego próbkę zacytowano powyżej.
Socjolog Jakub Karpiński miał podobno sparafrazować zasadę znaną jako "brzytwa Ockhama", stwierdzając, że pojęć ponad potrzebę nie należy redukować. Tymczasem nasi najlepsi politycy wywodzący się solidarnościowej opozycji zafundowali nam słynną już dychotomię Polski liberalnej i solidarnej, i nadal robią, co można, aby każdy przejaw niezależności w myśleniu, działaniu, pisaniu, a nawet krytyce przyporządkować jednemu z tak wyodrębnionych bytów. Nie ma już prawa do krytyki PiS-u - jest tylko "realizowanie interesów liberałów z PO", tak jak z drugiej strony nie ma stronniczych elit, agentów i układu - są tylko fobie ufundowane na wykluczeniu społecznym i frustracji ekonomicznej. W takiej Polsce przewodniczący Episkopatu, abp Józef Michalik krytykujący zarówno tych, którzy nie potrafili przegrać, jak i tych, którzy nie potrafią wygrać, ma szanse zostać zacytowany jedynie przez media lewicowe opatrzone komentarzem J. Turnaua, naczelnego teologa "Wyborczej", w którym to co biskup powiedział o "Tygodniku Powszechnym", jest totalną bzdurą, zaś to co stwierdził na temat RM - to święta prawda. Media prawicowe wypowiedź abp. Michalika na wszelki wypadek przemilczały.
Dotychczas mówiło się i pisało o tzw. poprawności politycznej jedynie w kontekście pewnych lewicowych zachowań każących pewne rzeczy nazywać tak, aby nie oddać istoty sprawy. Tymczasem na naszych oczach narodziła się prawicowa poprawność polityczna, opisanie której warte jest obszerniejszej formy i która szermując hasłami walki z szeroko rozumianą lewicą, tak naprawdę odbiera prawicy jej naturalny oręż służący zwalczaniu lewackich utopii. Tym orężem jest odwołanie się do wolności, tak - wolności słowa (przecież PiS nie zniósł koncesjonowania stacji, nie zmiótł KRRiTV), jak i wolności działania, i gospodarowania w powiązaniu z odpowiedzialnością człowieka za swoje słowa, czyny i życiowe wybory.
Tymczasem raz po raz można zauważyć wyraźny sentyment, szczególnie ośrodka prezydenckiego do ideowej spuścizny Klubu Krzywego Koła, co niestety przekłada się na uporczywe próby realizacji poglądów, które swoim nowatorstwem mogły zaskakiwać w okresie postalinowskiej odwilży, ale obecnie są daleko za doktryną Komunistycznej Partii Chin, bo o praktyce nie ma nawet co wspominać.
W tym kontekście, jeżeli Jarosław Kaczyński zapowiada, że "...Andrzej Lepper okaże się bardziej stabilnym partnerem niż przypuszczają jego i nasi [czyli PiS-u - przyp. KM] krytycy", to należy mu wierzyć, nie należy tylko zamykać oczu na fakt, że powyższa prognoza kładzie nacisk na fakt lojalności Andrzeja Leppera. Chodzi chyba o coś więcej, chyba że niedawne oświadczenie prezesa Kaczyńskiego traktujące o spełnieniu się wielomiesięcznych oczekiwań narodu nie było lapsusem, ale przejawem utrzymującego się "zmącenia myśli". Głoszenie niepopularnych, ale rzetelnych sądów także dzisiaj nie jest rzeczą łatwą, tak jak niegdyś istniała opozycja koncesjonowana, tak i dzisiaj mamy koncesjonowane poglądy. Ceną za mówienie prawdy jest obecnie krytyka postępowej lewicy i oziębła nieprzychylność solidarnej "prawicy". Prawdy nie zmieniają wyniki demokratycznych głosowań ani rządowe koalicje i dobrze byłoby, aby 38-milionowym narodem przestały wreszcie kierować szkodliwe utopie "gęgaczy", a o tym kto ma te utopie realizować - nie decydowali "cisi".

Krzysztof Mazur

Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


PZPR/Samoobrona już dyktuje Jarosławowi Kaczyńskiemu, jakich ma mieć partnerów politycznych - Łukasz Perzyna o konsekwencjach błędu braku ogłoszenia ponownych wyborów z 13 lutego br. Wysłane poniedziałek, 24, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |









PZPR/Samoobrona już dyktuje Jarosławowi Kaczyńskiemu, jakich ma mieć partnerów politycznych - Łukasz Perzyna o konsekwencjach błędu braku ogłoszenia ponownych wyborów z 13 lutego br.
Wysłane poniedziałek, 24, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Sejmowa większość z udziałem Prawa i Sprawiedliwości, która wydawała się do tej pory mirażem - dziś jest na wyciągnięcie ręki. Samoobrona to najbardziej chętny udziałowiec do tego przedsięwzięcia, choć najbardziej kompromitujący, PSL po tygodniach kluczenia postawił po męsku sprawę, chce wziąć »odpowiedzialność za gospodarkę i budownictwo«. Najciekawsza wydaje w tym wszystkim gra LPR, która swój program miała wcale nieodległy od PiS. LPR ma jednak jeden zasadniczy problem - polityka stojącego na jej czele" - Łukasz Perzyna, publicysta "Tygodnika Solidarność" i naszej witryny ASME, analizuje wydarzenia z parlamentarnych i rządowych okolic minionego tygodnia.

LPR po okresie "triumwiratu": Wrzodak, Kotlinowski i Giertych, stała się partią wodzowską. Powstała grupa niezadowolonych, która wypowiedziała posłuszeństwo klanu Giertychów, siłą niemal przyprowadzając jej przewodniczącego Romana do stołu rokowań z PiS. Przewodniczący Samoobrony, choć brzmi to nadal dość śmiesznie: "premier Lepper", do tej pory znany był powszechnie z łamania prawa, nie chce czekać na osiągnięcie pozycji politycznej i środowiskowej, o której marzył od lat, utrzymując się w trzeciej lidze byłych działaczy PZPR. A Jarosław Kaczyński po prostu wstydzi pokazywać się przy okazji negocjacji koalicyjnych z Lepperem, czemu nie ma się co dziwić, dlatego do rozmów deleguje posła Gosiewskiego. Trwa nie przebierająca w środkach rywalizacja pomiędzy PSL a Samoobroną o elektorat wiejski. Roman Giertych musi zaoferować swoim ostatnim pretorianom z Młodzieży Wszechpolskiej jakieś stanowiska, które zaspokoją ich młodzieńcze apetyty i pozwolą mu mieć nadzieję na - coraz bardziej wątpliwy - wybór w kolejnych wyborach parlamentarnych... Taki obraz dostrzega analityk procesów politycznych i politykierskich "polskiego regionu UE".

Nagranie trwa ponad 10 minut i jest dostępne w Sieci do 9 V 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Stanisław Michalkiewicz na Pomorzu, Świętokrzyskiem i w Małopolsce Południowej Wysłane piątek, 21, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

- 22.04.2006 r. - Gdańsk, "PATIO", ul. Kupiecka, godz. 14.00;

- 26, 27.04.2006 r. - Końskie, Kielce, bliższe informacjae w dniach następnych.

Oddział Nowosądecki UPR serdecznie zaprasza na spotkania
z panem Stanisławem Michalkiewiczem.
Temat: Narodziny czy poronienie IV Rzeczypospolitej?

Terminarz:
- 28.04.2006 r. - Gorlice, Miejska Biblioteka Publiczna,
ul. Jagiełły 1 (I p.), godz. 18.00;
- 29.04.2006 r. - Nowy Targ, Spółdzielczy Dom Kultury,
Aleje Kopernika 12, godz. 13.00;
- 29.04.2006 r. - Nowy Sącz, CIVITAS CHRISTIANA,
ul. Ks. kard. Wyszyńskiego 3, godz. 18.30.

Impreza towarzysząca: Kiermasz Książki Prawicowej.

Andrzej Paciej
Prezes O. Nowosądeckiego UPR


Zaprzeczać Zmartwychwstaniu można, ale kwestionować Holokaustu nie wolno! - czyli o powstaniu nowo-starego ruchu księży-patriotów - Stanisław Michalkiewicz o dynamicznym rozwoju Kościoła Otwartego na ziemiach polskich Wysłane czwartek, 20, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |








Zaprzeczać Zmartwychwstaniu można, ale kwestionować Holokaustu nie wolno! - czyli o powstaniu nowo-starego ruchu księży-patriotów - Stanisław Michalkiewicz o dynamicznym rozwoju Kościoła Otwartego na ziemiach polskich
Wysłane czwartek, 20, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Szanowni Państwo, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: przed Świętami miałem zaszczyt sugerować Państwu, że sytuacja dojrzała, by reaktywować ruch księży-patriotów. Oczywiście będzie się nazywał jakoś inaczej, może »ruch księży Kościoła Otwartego«, na pewno nie będzie nawiązywał do tradycji stalinowskiej, ale te same funkcje pełnić będzie. Można nawet wskazać już wybitnych jego przedstawicieli, którzy dbają o rozwój chrześcijaństwa" - Stanisław Michalkiewicz komentuje "czas polityczny" minionych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego.

Podczas Wielkiego Poniedziałku są czytane teksty z Nowego Testamentu, fragmenty ewangelii św. Mateusza i listy św. Piotra. Tekst ewangelii św. Matusza jest wielce kontrowersyjny z punktu widzenia poprawności politycznej, ponieważ mówi prawdę o pewnym wydarzeniu, podobnie jak Stanisław Michalkiewcz w Swoich publikacjach i wystąpieniach medialnych - targa się na pewne sanctissima. Oto żołnierze przyszli do Starszych pewnego Ludu ("Ludu, mój Ludu"...) i jego Kapłanów z wieścią o zmartwychwstaniu Jezusa, a ci dali żołnierzom pieniądze, by głosili, że nie było żadnego Zmartwychwstania. Tak zaczął się "dialog z judaizmem", trwający ponad już 2000 lat. Zwykli księża nie mogą do dziś sobie dać rady z tym dialogiem, ale księża-patrioci poradzą sobie z tym problemem na pewno. Niedawno "znaleziono" tzw. ewangelię "św. Judasza", akurat jak raz na czas Święta Wielkiej Nocy... Jesteśmy więc świadkami powstawania Kościoła Otwartego, który pewnie będzie czcił jakieś "święto Pustego Grobu", bo w końcu - według Kościoła Otwartego - co to za znaczenie, czy Grób był opuszczony przez Zmartwychwstałego, czy też uczniowie wykradli Ciało, jak to poczęli natychmiast głosić Starsi i Kapłani - ważne, że Grób był po prostu pusty i można będzie TAKIE wydarzenie świętować...
Drugi tekst - św. Piotra - też lansuje "kontrowersyjną tezę", że odbyło się Zmartwychwstanie, ale najgorsze jest to, że rozpoczyna się słowami inwokacji "Mężowie Judejczycy!", przywołanie którego to pojęcia ksiądz-rzecznik Bock z kościoła gdańskiego od JE biskupa Gocłowskiego uznał, że Stanisław Michalkiewicz "pozbawił się prawa uczestnictwa w dyskursie publicznym" za tak haniebny postępek. Może i św. Piotrowi Jego żydowskie pochodzenie może okazać się niewystarczające, bo oto też były redaktor z kieleckiego dodatku "Gazety Wyborczej" Bogdan Białek, obecnie prezes ze stowarzyszenia im. Jan Karskiego, wniósł oskarżenie do prokuratury o "zaprzeczanie Holokaustowi" przez naszego publicystę...

Nagranie trwa ponad 8 minut i jest dostępne w Sieci do 4 V 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Wielki Tydzień - Stanisław Michalkiewicz Wysłane wtorek, 18, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Urągaliśmy pospołu z tępym tłumem cichej cnocie. Hołd składaliśmy Głupocie oraz jej byczemu czołu" - napisał Baudelaire w "Rachunku sumienia o północy". Właśnie minęła Wielkanoc, poprzedzona jak zwykle przez Wielki Tydzień, w którym wielu ludzi dokonuje rachunku sumienia. Ten rachunek rozmaicie wygląda, również dlatego, że człowiek jest jednością duszy i ciała. Jeśli zatem, dajmy na to, politykuje, to jego sumienie politykuje także i nie sprawiają mu żadnego dyskomfortu hołdy składane Głupocie albo i uczestnictwo w stadnym urąganiu. Żeby bowiem sumienie cokolwiek wyrzucało, to - po pierwsze - trzeba w ogóle je mieć. Tymczasem wielu ludzi, a zwłaszcza kolegów-dziennikarzy, sumienia swoje wypuściło w arendę za 30 lub więcej srebrników, toteż jedynym źródłem orientacji moralnej jest dla nich zachowanie stada. Stado w prawo - i oni w prawo. Stado w lewo - i oni w lewo. W tej sytuacji wzrasta rola Przewodnika Stada. Nic zatem dziwnego, że jest on bardziej zazdrosny o swoje przywództwo niż dominujący pawian o swoje samice i przeciwko każdemu, kogo podejrzewa o naruszenie swego monopolu, od razu nadstawia bycze czoło.
W tygodniu poprzedzającym Wielki Tydzień i w samym Wielkim Tygodniu doświadczyłem tego na własnej skórze, gdy przy pomocy kilku słów prawdy targnąłem się na sanctissimum. Tym bardziej czuję się zobowiązany do podziękowania tym kolegom-dziennikarzom, którzy wypowiadając się na mój temat w telewizyjnych dyskusjach zachowali chwalebny obiektywizm. Jest ich niestety tak niewielu, że mogę wyliczyć ich na palcach jednej ręki: Rafał A. Ziemkiewicz, Bronisław Wildstein i Krzysztof Skowroński. Chciałbym jeszcze oddać sprawiedliwość i wyrazić uznanie dla Ryana Lucasa, warszawskiego korespondenta agencji Associated Press. Spośród trzech dziennikarzy, którzy w ogóle zadali sobie trud, by wysłuchać, co mam do powiedzenia, on jeden zachował się profesjonalnie. Ponieważ nie słyszał mego felietonu, zapytał mnie, czy rzeczywiście powiedziałem to, tamto i owo, następnie poprosił o komentarz, a na koniec, z amerykańską bezpośredniością zapytał "czy jest pan antysemitą?" Odpowiedziałem na to, że według tradycyjnej definicji - to nie, ale pod definicję, według której "antysemityzmem" jest każda krytyka Żydów, to już podpadam. Obawiałem się, że pan Lucas, choćby z powodu nieporozumień językowych coś poprzekręca, ale nie - w jego depeszy wszystkie moje odpowiedzi zostały słowo w słowo wiernie przytoczone. Na tym tle postępowanie dziennikarzy Polsatu czy TVN 24, którzy przyjechali do mnie "po komentarz", a następnie z mego krótkiego komentarza nadali wyrwane z kontekstu pojedyncze zdanie, wygląda szalenie nieprofesjonalnie. O innych szkoda nawet mówić. O tym, że w ogóle nie słyszeli mego felietonu, świadczy choćby to, że za Radą Etyki Mediów powtarzali fałszywą informację, iż został on nadany 27 marca, podczas kiedy nadałem go dopiero 29 marca, na cztery godziny przed emisją na antenie Radia Maryja o godz. 20.50. Nie przeszkadzało im to oczywiście piętnować mnie, jeden przez drugiego, za "haniebny" postępek, bacznie rozglądając się, czy aby Wielki Brat obserwuje. Najwyraźniej orientowali się na urągające stado, a stado z kolei - na Największego Barana. Byłoby więc nad czym się zastanawiać w Wielkim Tygodniu, gdyby nie to, że sumienia, jak już wcześniej wspomniałem, zostały powypuszczane w arendę, więc nie ma nawet czego rachować, poza oczywiście uciułanymi srebrnikami, również w postaci "Fryderyków", "Totusów", "św. Jerzych" i tym podobnych kadzideł, przy pomocy których "towarzystwo" utrzymuje się w stanie permanentnego oszołomienia. Ale to dobre samopoczucie być może wkrótce się skończy, bo w Wielkim Tygodniu dotarł do mnie z wyrazami poparcia również milionowy głos Milczącej Większości nie tylko przez telefon, ale przede wszystkim - przez internet. Był to głos protestu przeciwko poniżaniu narodowej godności, przeciwko służalczości, płaszczeniu się i nadskakiwaniu. Ten protest będzie narastał. Caveant consules!
Tymczasem "consules" też mieli swój Wielki Tydzień, który pewnie trochę się przeciągnie. Mam oczywiście na myśli przesilenie polityczne po upadku wniosku o samorozwiązanie Sejmu. W Wielkim Tygodniu ważyły się losy państwa - czy zostanie zawrócone na drogę "kontynuacji", czy wkroczy na drogę reformy. W pierwszym przypadku chodzi o pokusę budowania IV Rzeczypospolitej - ale z razwiedką na czele. W drugim - o podjęcie ryzyka przebudowy, dysponując opornymi i niesprawnymi narzędziami. Niezależnie od obiektywnych uwarunkowań tego ryzyka, w ostatnich dniach ujawniła się jeszcze jedna, niekorzystna okoliczność. Ambicjom przebudowy państwa powinna towarzyszyć trochę większa odwaga, podczas gdy zobaczyliśmy raczej jej przeciwieństwo. Tymczasem nawet pan Zagłoba, kiedy został obrany regimentarzem, powiedział do rycerstwa, że tak jak on ma prawo wymagać od nich wiary i karności, tak oni mają prawo od niego oczekiwać męstwa. Niestety, zamiast męstwa otrzymaliśmy pokaz "babstwa". Daleko z tym nie zajedziemy!

Stanisław Michalkiewicz

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


UPRzejmy punkt widzenia (12) - Wojciech Popiela Wysłane wtorek, 18, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

Gdyby goszczący od kilkunastu dni na półkach księgarń "Najgorszy" pana Waldemara Łysiaka czytany był w odcinkach na antenie Radia Maryja, szanse na najszczersze oburzenie starego i nowego salonu byłyby większe.
Tymczasem - póki co - czytany nie jest, a wcześniejsze doświadczenia i błąd nadania rozgłosu popełniony z panem Michalkiewiczem wskazują, że salon pozostanie przy tradycyjnej metodzie "zamilczenia na śmierć".
A w "Najgorszym" sama "mowa nienawiści", "prymitywny antysemityzm", a i feministki niejedno by dla siebie znalazły. Czegóż ci rozmówcy nie wygadują! Że w sprawie pana Jurczyka i innych "polskie trybunały wciąż są w dużej części fałszywe, pracują tam marionetki, które muszą grzecznie słuchać werdyktów ciemnawych mocy spoza kulis", które to posłuszeństwo utrzymywane jest kwitami. Że bohater książek historycznych dla dziatwy szkolnej, były prezydent III RP i TW "Bolek" nr ewid. GD 12535 "zwerbowany 29 grudnia 1970 r. przez starszego inspektora Wydziału II KWMO w Olsztynie" - to ta sama osoba. Że "rok temu opublikowano fragment rozmowy werbunkowej z Michnikiem jako werbowanym, i "Adaś" robi się coraz bardziej nerwowy", choć "kiedyś był dużo bardziej bezczelny niż dzisiaj, bo umożliwiono mu zniszczenie własnej teczki w archiwum SB, gdzie wpuścił go bezprawnie jego kumpel, również kapusta, minister Kozłowski". Że "tak zwany "pogrom kielecki" organizowało NKWD. Jest on dla Żydów koronnym dowodem antysemityzmu katolików polskich" itd., itp.

Z uwagi na poczytność autora i co najmniej kilkudziesięciotysięczny nakład rozchodzący się jak ciepłe bułeczki, salon będzie miał problem. I zdaje się, wybierze wypróbowaną metodę. O tym, że metoda "totschweigen" jest sprawdzona, świadczy fakt, że portal interia.pl musiał zdecydować się zdjąć z głównych stron dotychczasowe felietony "Realnym okiem", o nowych nie wspominając, zaś redaktor mówionej "Wyborczej" - TOK FM, J. Gugała wyrażał oburzenie pojawianiem się "niejakiego Stanisława Michalkiewicza" w publicznej telewizji. Wiadomo, że państwowa telewizja powinna być miejscem dla pupilów salonu, a i wyroki najlepiej wydawać wówczas, gdy oskarżony nie ma prawa do obrony. Prawda nie psuje wówczas dobrego samopoczucia. Oburzenie jest więc uzasadnione i pozostaje nadzieja, że panowie redaktorzy Skowroński i Pospieszalski zostaną wydaleni z wilczymi biletami. Nie wiadomo, co zrobić z panią Pochanke, ale to już prywatna telewizja, a w niej rządzi właściciel i wkrótce Rady Pracowników, szczęśliwie uchwalone przez Sejm na życzenie Brukseli, której polski parlament i rząd słuchają czasem, jak PZPR Moskwy (przedstawicielka Ministerstwa Finansów w telewizji: "gdybyśmy nie podnieśli akcyzy na paliwo, to Bruksela okazałaby swoje niezadowolenie, a poza tym musimy dochodzić do minimów unijnych").

Skoro już o Sejmie, to z parlamentarnych piewców i obrońców wolności nie odezwał się w sprawie czy to nagonki na pana Michalkiewicza, czy to meritum - bezpodstawnych, wielomiliardowych roszczeń, nikt. Najodważniejsi przedstawiciele narodu zdobyli się na połajanki i gniewne pomruki połączone z szyderstwami. Reszta, także byli członkowie UPR zasilający partie parlamentarne, wymownie milczy. Być może listy, które wkrótce przekażemy dla każdego z parlamentarzystów, sprawią, że pośród 560 osób choć jedna opłacana z naszych podatków odważy się zgodnie ze złożonym ślubowaniem "strzec suwerenności Ojczyzny i dobra obywateli" i podejmie temat na forum publicznym, nie pozwalając panu premierowi prosić o kolejne pytanie, jak uczynił to w sprawie "polskości" niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, którą to próbę naszej wytrzymałości na obelgi podjął po raz kolejny ŚKŻ.
A w gospodarce po staremu, nie licząc zapowiedzi fiskalnej penetracji ogłoszonej przez wzorujący się ponoć jak dotąd (pan wicepremier Lepper, "nowy przywódca lewicy" może zgłosić votum separatum) na pani Thatcher i panu Reaganie - pierwszy rząd Czwartej RP. W ramach programu "krok do przodu, krok do tyłu" czeka nas uporządkowanie finansów i włączenie olbrzymiej części pieniędzy do budżetu, a nawet podobno likwidacja różnych tworów w rodzaju firmy turystycznej przy gabinecie premiera. Równocześnie kwitnie radosna twórczość biurokratycznych pomysłów na "równanie szans na rynku". Objawia się ona w haśle: niech wszystkim w Polsce będzie tak samo źle! Stąd pomysł na likwidację "karty podatkowej", "ryczałtu" itd. Rozumiemy, że "gra się tak, jak przeciwnik pozwala", ale czy rzeczywiście pozwala tylko na dalsze duszenie przedsiębiorczości, przepędzanie młodych absolwentów poza granice Polski, zadłużanie w tempie kilka miliardów złotych miesięcznie, podnoszenie akcyzy, kokietowanie związków zawodowych Radami Pracowników i symulowanie uniesienia poprzez "Yes! Yes! Yes!"?
"Gdzie tutaj jakakolwiek motywacja do pracy? Chcę, żebyście zdali sobie sprawę, że jest to gorsza demoralizacja niż za komunizmu. (...) Wasi rodzice nieświadomie przekazali wam taki zniewolony sposób myślenia. Ja sam siebie często łapię na takim myśleniu; oczekuję, że władza tak, jak robiła to przez czterdzieści pięć lat, kolejnym nakazem, zakazem, rozwiązaniem, coś uregulowała. Istnieje pewnego rodzaju przyzwolenie społeczne takiego postępowania. Ta chęć przekazywania władzy urzędnikom (...) Zburzono fundamentalną ideę rynku: wynagrodzenie w postaci sukcesu rynkowego nie następuje w wyniku ciężkiej pracy, lecz za przyjazną decyzję urzędnika (...) System rynkowy ma tę fantastyczną rzecz, że "za dobre wynagradza, a za złe karze". (...) System rynkowy w Polsce został zamieniony systemem "urzędniczym". Można więc niewiele robić i mieć wielki sukces w biznesie. W efekcie następuje demoralizacja społeczeństwa. Władza natomiast nauczyła się z tego korzystać: »Dam ci dobrą interpretację, tylko wiesz, ja też muszę żyć«. I w ten sposób mamy świat dążący do korupcji. (...) Ogromna ilość inwencji przedsiębiorców zostaje likwidowana dzisiaj przez biurokrację. (...) Weszliśmy w »pęta« biurokracji, która dławi już nie tylko przedsiębiorców. Spróbujcie sobie, jako obywatele, wybudować dom, zobaczycie, ile wysiłku będzie was kosztowało zdobycie wszystkich pozwoleń. (...) Gdy rozmawiam ze starymi gospodarzami we wsi, w której mieszkam, to słyszę, jak narzekają, że dzisiaj jest - ja tylko zacytuję - »jak za Hitlera«. A jeszcze inni mówią: »Jest gorzej jak za Hitlera«. Przykład: za okupacji nie wolno było mieć nie ewidencjonowanych zwierząt. Dzisiaj hoduję owce i za moje pieniądze miałem już dwie kontrole z Unii Europejskiej - przyjechała cała ekipa z Brukseli i liczyła moje owce, sprawdzali czy wszystkie mają kolczyki i tatuaże. Drobiazgowo przeglądali całą dokumentację. (...) Starzy gospodarze, którzy pamiętają jeszcze z przekazów rodzinnych wolność, jaka była za czasów zaboru austriackiego, marzą o tamtej wolności, o tamtych czasach. W tej chwili zniewolenie, zwłaszcza producentów wiejskich, jest bardzo porównywalne z czasami okupacyjnymi, z tą różnicą, że zamiast kary śmierci jest więzienie (...)". Tak w czasie wykładu w Wyższym Seminarium Duchownym mówił niedawno pan Roman Kluska.
Wygląda na to, że wiele więcej spodziewać się na razie nie powinniśmy by nie było rozczarowań. Dobrze widocznie już było, a zwolennikom wolności zostaje coraz mniej czasu do przygotowania solidnej reprezentacji na kolejne wybory parlamentarne, tak aby Polacy mieli większy wybór niż między spadkobiercami PZPR, AW"S" w formie "Polski solidarnej" czy beneficjantami "okrągłego stołu" w formie "Polski politycznie poprawnie łże-liberalnej" - jak z opisu pana Kluski. Niektóre sądy uważają za słuszne wykorzystanie do ostateczności prawa do obrony koniecznej przed złodziejem czy bandytą. Czy wobec kradnących nam naszą przyszłość pozostaniemy bierni? Czy zwolenników wolności stać będzie choćby na postawienie im czoła w walce wyborczej rozstrzygającej o kształcie Polski?

Józef Mackiewicz ("Jedynie prawda jest ciekawa"), którego imienia nagrodę wręcza corocznie kapituła z udziałem sekretarza, pana Stanisława Michalkiewicza, napisał kiedyś: "Hitleryzm, jak wiadomo wzorowany na komunizmie, i nacjonał-komunizm, wzorowany dziś na hitleryzmie, wszystko to wzięło swój początek od »Wielkiego Października«, i pogrążyło świat w nieszczęściu kolektywnego kłamstwa. Tylko kontrrewolucja przeciw tym ciemnym siłom socjalistycznych totalizmów może przywrócić ludzkiej myśli wolność, którą miała przed rewolucją bolszewicką. Przykro mi, iż są to tylko zbożne z mojej strony marzenia. Gdyby jednak dane mi było rozwinąć kiedykolwiek akcję polityczną, to pod sztandarem »Bij komunistów, ratuj wolną myśl!«".

Wojciech Popiela

Publicystyka i nagrania TV ASME Wojciecha Popieli na ASME.



UPR: Oddział Nowosądecki UPR oferuje materiały promocyjne związane z Konstytucją 3 Maja
Wysłane sobota, 15, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

Oddział Nowosądecki UPR oferuje oddziałom, kołom i sympatykom UPR, w celu promocji nazwy, symboli i idei przewodnich Unii Polityki Realnej, okolicznościowy plakat z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja.

Termin zgłaszania zamówień (format A2-60 gr. za szt.) do 20 kwietnia.

Z kolei dla potrzeb pracy formacyjnej i samokształceniowej oferujemy następujące zeszyty (A5) Wszechnicy Myśli Prawicowej UPR w Nowym Sączu:

- Stanisław Michalkiewicz: "Konstytucja RP" (projekt z komentarzem /& Tożsamość Prawicy) (2 zł/szt.);

- "Konstytucja 3 Maja" (2 zł/szt.).

Obie publikacje poprzedzają aktualne (luty i kwiecień br.) wstępy napisane przez niestrudzonego pana Stanisława Michalkiewicza, za które niniejszym jeszcze raz dziękuję.

Andrzej Paciej
prezes O. Nowosądeckiego UPR







Kontakt: Andrzej Paciej, Piątkowa 331, 33-300 Nowy Sącz

Tel. (018) 441 95 60, e-mail: uprnowysacz@op.pl
(do ceny doliczamy koszty przesyłki)

Stanowisko Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW - 8 kwietnia 2006 r. Wysłane piątek, 14, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

Stanowisko Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW
przyjęte na Ogólnopolskiej Konferencji
pt. "50/50 czy 3x1? - jaka ordynacja w IV RP?"
w Sali Kolumnowej Sejmu RP w Warszawie, 8 kwietnia 2006 r.



1. Przyczyną kolejnego kryzysu politycznego w Polsce jest wadliwa ordynacja wyborcza do Sejmu RP - tzw. ordynacja proporcjonalna. Jak wykazała historia ostatnich miesięcy, permanentnie generuje ona chwiejne koalicje i jałowy konflikt klubów poselskich w Sejmie.

2. Obecna ordynacja wyborcza do Sejmu narusza ponadto bierne prawo wyborcze obywateli, uzależniając rzeczywiste możliwości skutecznego kandydowania od decyzji władz partii politycznych. Stanowi to naruszenie konstytucyjnej zasady równości, za czym idzie obniżenie jakości Sejmu i oderwanie posłów od społeczeństwa.

3. Uważamy, że wspominana ostatnio w publicznych wypowiedziach polityków tzw. ordynacja mieszana reprodukowałaby partiokratyczne wady ustrojowe obecnej ordynacji.

4. Dla uzdrowienia sytuacji teraz i na przyszłość konieczne jest uchwalenie ordynacji opartej o większościowe wybory 460 posłów w 460 jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW). System taki sprzyja powstawaniu stabilnej większości sejmowej i zapewnia bliską więź posła z elektoratem.

5. Wzywamy Posłów RP, by w imię dobra publicznego odłożyli wzgląd na partyjny lub prywatny interes i uchwalili ordynację wyborczą do Sejmu, a także do samorządów, opartą o JOW, zgodnie z interesem Polski i oczekiwaniem większości obywateli.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW

Miloszević nie był bohaterem narodu serbskiego - Antoni Zambrowski o dramatycznych konsekwencjach wieloletnich rządów dyktatorskich towarzysza Slobodna Miloszevicia Wysłane czwartek, 13, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |








Miloszević nie był bohaterem narodu serbskiego - Antoni Zambrowski o dramatycznych konsekwencjach wieloletnich rządów dyktatorskich towarzysza Slobodna Miloszevicia
Wysłane czwartek, 13, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Środki przekazu doniosły, że były prezydent Jugosławii i Serbii, siedzący na ławie oskarżonych w Trybunale haskim - umarł śmiercią naturalną, a więc wszystkie podejrzenia, że »mu pomogli« - też umierają śmiercią naturalną. Za to ostatnio w tygodniku »Najwyższy CZAS!« jego wydawca Janusz Korwin-Mikke, znakomity nasz kolega, wystąpił w obronie Miloszevicia. To jest znana cecha dziennikarska JKM-a, że lubi występować z kontrowersyjnymi tezami, ale tu znowu mija się z prawdą" - Antoni Zambrowski, publicysta prawicowy, polemizuje z obroną Slobodana Miloszevicia przeprowadzoną przez JKM-a.

Janusz Korwin-Mike upraszcza w ten sposób analizę, pomagając sobie w uprawdopodobnieniu tezy, że Slobodan Miloszevic jest wielkim bohaterem narodu serbskiego, godnym szacunku, podczas gdy był on takim samym bohaterem narodowym, jakim był dla Niemców Adolf Hitler. Miloszević doprowadził do wielkiej, narodowej klęski Sebów swoją obłędną polityką. Trzeba przypomnieć fakty historyczne: państwo Słowian południowych to był związek kilku narodów, utworzony po I wojnie światowej, wpierw jak państwo SHS, a razem z częścią Macedonii - przemianowany na znaną do niedawna Jugosławię. Serbowie jednak rządzili tym związkiem unitarnie, co doprowadziło w czasie II wojny światowej do krwawych rzezi. Wyjście wskazał syn dwóch narodów i katolickich rodzin, rodem z Chorwacji, jednocześnie komunista - marszałek Josip Broz "Tito" - który głosząc jedność narodów słowiańskich w walce z niemieckim okupantem, zaproponował rozwiązanie federacyjne. I dopóki Jugosławii rządził nie Serb, ale urodzony w mieszanej rodzinie chorwacko-słoweńskiej Josip Broz, to Jugosławia istniała. Po śmierci Tita przyszedł do władzy Miloszevic i choć zaczął działać w sprawie naprawdę słusznej - sprawie statusu Serbów w kolebce ich państwowości, Kosowie, doprowadził do upadku to państwo. Serbowie przegrali wyścig demograficzny z Albańczykami w Kosowie...
W trakcie rozpadu Jugosławii Miloszević porwał się z motyką na kilka słońc, usiłując doprowadzić do realizacji mit o Wielkiej Serbii, tracąc władzę dla Serbów w Kosowie, a potem dyktatorskimi metodami zwalczał demokrację w samej Serbii, która w tym czasie doświadczała bombardowań NATO-wskich.
Inną i bolesną sprawą jest traktowanie Serbów przez Związek Socjalistycznych Republik Europejskich, Stany Zjednoczone i narody świata, brak respektowania ich praw w Kosowie i próby dokonania zmian granic w Europie w tym rejonie na korzyść Albańczyków.

Nagranie trwa ponad 14 minut i jest dostępne w Sieci do 27 IV 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Komentarz (1)

UPR inicjuje akcję protestu wobec nieuprawnionych żądań niektórych organizacji żydowskich - relacja z konferencji UNII POLITYKI REALNEJ w sprawie żądań "przemysłu Holokaustu" w stosunku do Polski Wysłane środa, 12, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |








UPR inicjuje akcję protestu wobec nieuprawnionych żądań niektórych organizacji żydowskich - relacja z konferencji UNII POLITYKI REALNEJ w sprawie żądań "przemysłu Holokaustu" w stosunku do Polski
Wysłane środa, 12, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

"W zapowiedzi na tę konferencji zacytowaliśmy redaktora Ziemkiewicza z dziennika »Rzeczpospolita«: »Roszczenia, jakie zgłasza Światowy Kongres Żydów wobec Polski, są i bezpodstawne i krzywdzące, natomiast sposób ich dochodzenia - oburzający...« i co nas niepokoi, to postawa władz polskich wobec tych żądań, zwłaszcza wobec nasilającej się akcji propagandowej, której świadkami byliśmy, A ponieważ temat, podobnie jak niegdyś »polskie obozy koncentracyjne«, wydaje się być tabu, postanowiliśmy więc tą konferencją zainteresować polską opinię publiczną i wprowadzić go na forum dyskusji publicznej, aby nie było tak, że o sprawi się szepcze, natomiast właściwie nikt tak naprawdę nie podejmuje go odważnie i to na forum państwowym, choć sprawa dotyczy całej Polski" - Wojciech Popiela, prezes UPR, rozpoczął tymi słowami konferencję UNII POLITYKI REALNEJ poświęconą sprawie nasilającej się akcji "przemysłu Holokaustu" wobec polskich podatników.

Sprawa dotyczy sumy około 200 miliardów złotych, około 60-65 miliardów dolarów, są to roszczenia zgłaszane przez niektóre organizacje wobec majątku obywateli Rzeczpospolitej pochodzenia żydowskiego, pozostałego po nich w Polsce po II wojnie światowej. Są to niestety nadal nie załatwione sprawy, wynikające z działań władz niemieckich III Rzeszy na terenie podbitej Rzeczpospolitej i oficjalnej polityki państwa niemieckiego, która doprowadziła do zagłady znacznej części Żydów europejskich, tych, którzy pozostawali w zasięgu władz niemieckich - zaczął przedstawianie tematu konferencji Stanisław Michalkiewicz.
Chcemy zaapelować do Polaków o akcję protestu. UPR wystosowała list otwarty do posłów i senatorów RP, w którym m.in. piszemy, że wyrażamy zdecydowany sprzeciw i prosimy o jego poparcie przez parlamentarzystów wobec nieuprawnionych żądań, zwłaszcza w świetle zobowiązań, które podjął premier Marcinkiewicz wobec pana Dawida Harrisa, że "roszczenia mają być rozwiązane do końca tego roku" - podsumował na koniec konferencji prezes Popiela.

Nagranie trwa ponad 30 minut i jest dostępne w Sieci do 26 IV 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Komentarz (0)

Relacja z konferencji prasowej UPR - 11.04.2006 Wysłane wtorek, 11, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

We wtorkowe południe w centrali UPR odbyła się konferencja prasowa na temat bezpodstawnych żądań kierowanych pod adresem Polski przez niektóre organizacje żydowskie.

Prezes UPR, Wojciech Popiela, zwrócił uwagę, że informacja podana w felietonie pana Michalkiewicza nie znalazła jak dotąd miejsca w debacie publicznej, a rzecz dotyczy kwoty równoważnej polskiemu budżetowi. W sytuacji gdy zadłużenie Skarbu Państwa sięga 150 mld dolarów, realizacja roszczeń rzędu 60 mld dolarów oznaczać będzie dla Polski i Polaków bardzo poważne konsekwencje. Tymczasem 16 marca pan Premier Marcinkiewicz złożyć miał obietnicę załatwienia sprawy jeszcze w tym roku.

Omawiając szeroko brak podstaw prawnych zgłaszanych roszczeń i oburzający sposób ich dochodzenia poprzez m.in. upowszechnianie sformułowań o polskości obozów koncentracyjnych, pan Stanisław Michalkiewicz zwrócił uwagę, że w sytuacji gdy istnieją prawowici spadkobiercy majątków pożydowskich, nie są potrzebne żadne nowe ustawy i można skutecznie dochodzić swych praw w sądach, i co za tym idzie dysponować odzyskanym mieniem, czego przykładem jest dom żydowskiej rodziny Balamuthów w Wadowicach, kupiony przez Fundację pana Krauzego. Tymczasem roszczenia m.in. Światowego Kongresu Żydów nie mając podstaw prawnych, opierają się na naciskach wywieranych na przedstawicielach Polski. Znamienne są też zarzuty stawiane przez komentatorów w sprawie formy i miejsca przekazania tej informacji na antenie Radia Maryja. Nikt jednak nie zajął się istotą sprawy - bezprawnymi roszczeniami dotyczącymi kwoty około 200 mld złotych. Nikt też nie podważył podawanych informacji.

Pan Stanisław Michalkiewicz zwrócił się też za pośrednictwem obecnych na konferencji mediów z apelem do Polaków, aby dbając o własne dobro, rozpoczęli akcję pisania listów do swoich parlamentarzystów z żądaniem przeciwstawienia się roszczeniom niektórych organizacji żydowskich. Chodzi o inicjatywę ponadpartyjną, obywatelską, gdyż to podatnicy pokrywać będą z własnych kieszeni ewentualną realizację tych roszczeń.

Na zakończenie konferencji Prezes UPR, Wojciech Popiela zaprezentował List otwarty do Posłów i Senatorów Rzeczypospolitej Polskiej, w którym UPR apeluje o zdecydowany sprzeciw polskich parlamentarzystów wobec pozbawionych podstaw prawnych roszczeń. Listy zostaną przekazane parlamentarzystom po Świętach Wielkanocnych.

(a.s.)




Warszawa, 11 kwietnia 2006 r.


List otwarty do Posłów i Senatorów Rzeczypospolitej Polskiej


Szanowni Państwo

"Ślubuję uroczyście (…) rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej" - te słowa wypowiedzieliście Państwo kilka miesięcy temu. Wielu z Państwa dodawało przy tym ślubowaniu słowa: "Tak mi dopomóż Bóg".

Prócz ustanowienia gwarancji wolności, zadaniem Przedstawicieli Narodu jest zabezpieczenie praw własności będącej gwarantem autonomii jednostki, dobrobytu społecznego i stabilności państwa - suwerenności Ojczyzny i dobra obywateli. Z tego względu już w pierwszej kadencji Sejmu wystąpiliśmy z inicjatywą ustawodawczą w postaci projektu ustawy o reprywatyzacji i rekompensatach oraz ustawy o uregulowaniu roszczeń wynikających z przejęcia gruntów na obszarze m. st. Warszawy. Uważamy bowiem, że jeśli historia mogłaby nas czegokolwiek nauczyć, to niewątpliwie tego, że żaden naród nie stworzył wyższej cywilizacji bez poszanowania prawa do posiadania własności prywatnej.

Mając to na uwadze, zwracamy się do Państwa, polskich Parlamentarzystów, z apelem o zdecydowany sprzeciw wobec pozbawionych podstaw prawnych roszczeń związanych z mieniem pożydowskim. Roszczeń opiewających na kwoty równoważne budżetowi państwa polskiego! Niestety wspierane są one kampanią oszczerstw objawiających się m.in. w upowszechnianiu kłamliwych stwierdzeń o "polskich obozach zagłady".

Niepokojące są też informacje, jakoby podlegający Państwu rząd miał złożyć w połowie marca br. obietnice załatwienia sprawy jeszcze w tym roku. Z uwagi na stan polskich finansów publicznych - zadłużenie Skarbu Państwa, uległość wobec tych bezprawnych żądań napawa jeszcze większym niepokojem.

Jesteśmy pewni, że Polacy z uwagą śledzić będą prace Parlamentu w tej sprawie. Ostateczna decyzja będzie bowiem należała do Państwa. Mamy nadzieję, że zgodnie ze złożonym ślubowaniem będą Państwo strzec suwerenności Ojczyzny i dobra obywateli. W przeciwnym razie nie liczcie Państwo na głosy swoich wyborców.

Z wyrazami szacunku

Wojciech Popiela
Prezes UPR





Pełna relacja TV ASME z ww. konferencji UPR - w dniu jutrzejszym.

Komentarz (0)

Dalszy ciąg "upokarzania Polski na arenie międzynarodowej" trwa, a "Gazeta Wyborcza" wyjaśnia wreszcie, co właściwie kryje się pod pojęciem "kościół otwarty", czyli na Święta Wielkiej Nocy - rehabilitacja Judasza i redakcji "GW" - Stanisław Michalkiewicz o atakach na Jego osobę i Radio Maryja Wysłane wtorek, 11, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |








Dalszy ciąg "upokarzania Polski na arenie międzynarodowej" trwa, a "Gazeta Wyborcza" wyjaśnia wreszcie, co właściwie kryje się pod pojęciem "kościół otwarty", czyli na Święta Wielkiej Nocy - rehabilitacja Judasza i redakcji "GW" - Stanisław Michalkiewicz o atakach na Jego osobę i Radio Maryja
Wysłane wtorek, 11, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Długo się do Państwa nie odzywałem prawie półtora tygodnia, ale to dlatego, że - jak się Państwo domyślacie, zostałem zaatakowany z najgrubszych armaty, mianowicie z "»armaty antysemickiej« i zostałem zaklasyfikowany jako czołowy antysemita III albo i może IV Rzeczypospolitej - po wygłoszonym na falach Radia Maryja 29 marca przeze mnie felietonie. Poświęciłem go roszczeniom żydowskim wniesionym po raz kolejny przez pana Dawida Harrisa, który tym razem uzyskał 16 marca od pana premiera Marcinkiewicza zapewnienie, że ta sprawa »zostanie załatwiona jeszcze w tym roku«" - Stanisław Michalkiewicz dzieli się z naszymi odbiorcami opisem najgłośniejszego medialnie w minionym tygodniu, zaprzątającego aż wysłannika Tronu Piotrowego, wydarzenia w kościele na ziemiach Rzeczypospolitej.

"Natychmiast rozpoczął się klangor, zarzucono mi oczywiście antysemityzm, zaczęło się od tzw. rady Etyki Mediów, później nieoceniona »Gazeta Wyborcza«, jedna z redakcyj wypowiedziała mi umową, zalegając zresztą mi z zapłatą za pół roku, ale - mnie jako antysemicie już można nie płacić, co jest oczywiste... Zacząłem »być załatwiany« na polu moralnym, jak i »ekonomicznym«.
Żaden z moich oskarżycieli nie zarzucił mi mówienia choć jednego słowa nieprawdy, wiedzą, że mam rację, dlatego wywołało to taką furię. Najpierw chodziło o ukaranie Radia Maryja przez KRRiTV na podobnej zasadzie jak stację Polsat za wystąpienie feministki Kazi Szczukówny, ale później jacyś bardziej wprawni dżentelmeni wzięli sprawy w swoje ręce i uznali, że szkoda tyle świętego żaru na tak nędzne pieczenie, że można rozdmuchać ten żar dla większego zwierza. Odezwał się sam pan doktor Edelman, a później doszło aż do JE abpa Kowalczyka, nuncjusza papieskiego.
Otrzymałem bardzo dużo wyrazów wdzięczności, wyrazów poparcia, nawet od ludzi, od których tego bym się wcale nie spodziewał, za co - serdecznie dziękuję, gdyż to zawsze miła pociecha w czasie trudniejszym niż zwykle, choć i do tego jestem już przyzwyczajony...
Warto zwrócić uwagę na to, że większość dziennikarzy, którzy w telewizji wypowiadali się na mój temat, wykazało się rażącym brakiem umiejętności zawodowych, Najlepszą tego ilustracją było to, że krytykując mnie »na pamięć«, powtarzali za oświadczeniem REM, w którym występował charakterystyczny błąd: otóż wszyscy - z brukowcem "GW" na czele - ogłaszali, że felieton ten był wyemitowany 27 MARCA, podczas gdy 27 marca ja jeszcze nie wiedziałem, że pan Harris był u pana premiera, a felieton został nagrany przeze mnie na CZTERY godziny przed emisją i wyemitowany 29 marca o godzinie 20.50. WSZYSTKIE media krytykujące mnie powtórzyły ten błąd, oznacza to, że ci dziennikarze nawet nie zajrzeli na witrynę Radia Maryja i przepisywali notatkę Rady Etyki Mediów" - wyjaśnia Stanisław Michalkiewicz.
Tak naprawdę chodziło o znalezienie pretekstu do zaatakowania Radia Maryja, pan Marcin Przeciszewski już zapobiegliwie zabiega, by "może nie zamykać RM, a tylko dokonać zmian personalnych...".

Nagranie trwa ponad 12 minut i jest dostępne w Sieci do 25 IV 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Komentarz (0)

Łukaszenka był bezpośrednim funkcjonariuszem sowieckiego KGB i choć zahamował procesy narodowotwórcze, to na Białorusi nie ma terenów w pełni zsowietyzowanych, jakie są widoczne na wschodniej Ukrainie - wywiad z Pawłem Kazaneckim, szefem Wschodnioeuropejskiego Centrum Demokratycznego Wysłane wtorek, 11, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |







Łukaszenka był bezpośrednim funkcjonariuszem sowieckiego KGB i choć zahamował procesy narodowotwórcze, to na Białorusi nie ma terenów w pełni zsowietyzowanych, jakie są widoczne na wschodniej Ukrainie - wywiad z Pawłem Kazaneckim, szefem Wschodnioeuropejskiego Centrum Demokratycznego
Wysłane wtorek, 11, kwietnia 2006 przez Krzysztof Pawlak

Gościa TV ASME miała okazję poznać cała Polska po tym jak w serwisach sieciowych, a potem w prasie papierowej oraz serwisach informacyjnych telewizji starego typu został rozpowszechniony przekaz białoruskiej państwowej TV z przechwyconą rozmową telefoniczną pomiędzy Wiktarem Karnijenką a Naszym Gościem, co zostało oczywiście odpowiednio skomentowane przez organy bezpieczeństwa naszego sąsiada jako instruktaż ośrodków wywiadowczych i dowód na bezpośrednią ingerencję polskich służb specjalnych w "niebieską rewolucję demokratyczną" na Białorusi. Za WP z dn. 23.03.2006 r.:
"Dziennik »Sowietskaja Biełorussija« napisał, że protesty w Mińsku są »dyrygowane z Warszawy«. O finansowanie ich oskarżył organizacje pozarządowe, rozdzielające pieniądze z USA i »niektórych państw Unii Europejskiej«.
Dowodem na to ma być zapis dwóch rozmów telefonicznych, nadanych w środę w białoruskim dzienniku telewizyjnym. »Sowietskaja Biełorussija« w całości przytacza słowa rozmówców, twierdząc, że są to Wiktar Karnijenka, wiceszef kampanii wyborczej kandydata sił demokratycznych Aleksandra Milinkiewicza oraz Paweł Kazanecki, szef Wschodnioeuropejskiego Centrum Demokratycznego.
W rozmowach tych Kazanecki miał doradzać wątpiącemu Karnijence, żeby nie kończyć protestu na Placu Październikowym, lecz zwiększać liczbę stojących tam namiotów i domagać się powtórzenia wyborów prezydenckich (...)".

Jak więc wygląda, czym się zajmuje i jakie są Jego zapatrywania na sytuację na polskich (byłych...) Kresach Wschodnich - opowiada "przedstawiciel polskich służb specjalnych" wg propagandy białoruskiej, szef Wschodnioeuropejskiego Centrum demokratycznego, organizacji "wspierającej organizacje pozarządowe i prasę niezależną na Białorusi", były NZS-owiec, związany z PPS, oczywiście - żoliborzanin, Gość TV ASME Paweł Kazanecki.

Nagranie trwa prawie 38 minut i jest dostępne w Sieci do 25 IV 2006 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




Komentarz (0)