września 12, 2007 - października 4, 2007

Kiedy politycy mówią prawdę? - gdy "biorą się" za nich satyrycy
Kaczyński & Kwaśniewski - podsumowanie debaty; nagranie z witryny Youtube
Wysłane czwartek, 4, października 2007 przez Krzysztof Pawlak

Na witrynie Youtube został zamieszczony przez użytkownika LibertyUPR parodystyczny filmik zmontowany na podstawie części nagrania z poniedziałkowej debaty dwóch socjalistów - towarzysza "Disko"-Ola Kwaśniewskiego z byłej (?) PZPP-erii, byłego "prezydenta wszystkich UB-eków" oraz pana Jarosława Kaczyńskiego, lidera PiS, obecnie zatrudnionego na etacie premiera "prawicowego" rządu Rzeczypospolitej. Choć w filmie padają niecenzuralne słowa, które z całą pewnością w publicznej debacie nie zostałyby użyte przez powyższe osobistości - warto zapoznać się z wyliczanymi "osiągnięciami" politycznych person "z górnej półki", jak z całą powagą przekonują nas o ich wielkości merdia "mainstreamowe".

W poniższym nagraniu z przyczyn oczywistych - brak zaproszenia do debaty Donalda Tuska, lidera ugrupowania Platforma ratunkowa dla zacnych Obywateli - nie zostały przypomniane "osiągnięcia" wielu jej prominentnych przedstawicieli, z których o ostatnim poinformowało polskich wyborców Centralne Biuro Śledcze przy okazji zatrzymania kandydatki do senatu, p. Beaty Doroty S. I postawieniu jej zarzutów udziału w korupcji przy ustawianiu przetargu na atrakcyjne nadmorskie tereny na Helu. Inna reprezentantka tef formacji - do niedawna żona osławionego niedoszłego "premiera z Krakowa" - Nelly Rokita została doradcą (? - tak pisze wszystkie tzw. media, a przecież język polski ma wspaniałe formy fleksyjne - doradczyni) Prezydenta RP ds. Kobiet i jest w tej chwili w obozie PO, co samo w sobie dowodnie pokazuje, że obie formacje nie różnią się między sobą, a została włąśnie spuentowana przez znaną pisarkę Hannę Bakułę, że "co prawda przez wiele lat udawało się Jej ukrywać swój prawdziwy stan umysłowy i przedstawiać wizerunek jako osoby inteligentnej, ale już się wszystko pokazało i można powiedzieć, że jest to normalna kobieta, więc jest wszystko w porządku", które to słowa cytujemy za również satyryczną audycją w państwowym Programie III PR.
Ponieważ w dniu dzisiejszym p. Kaczyński, premier, oświadczył, że "podejmuje rękawicę namolnie rzucaną Mu przez Donalda Tuska" i być może w niedługim czasie sztaby konkurencyjnych gangów politycznych PiS i PO uzgodnią, jakie "oczywiście fałszywe" różnice będą miały swoje pierwszoplanowe pokazy w trakcie umiejętnie zaaranżowanej debaty Kaczyński vs Tusk - będziemy więc mieli możliwość zapoznania się z kolejną wersją "prawdziwej" debaty Polityków z Górnej Półki, dostarczoną przez użytkownika witryny Youtube - LibertyUPR...

Tymczasem - zapraszamy do "części pierwszej":




Spotkanie patronów honorowych Ruchu JOW, Łochów 21-23 IX 2007 - konferencja z udziałem przedstawiciela Rzecznika Praw Obywatelskich Wysłane czwartek, 4, października 2007 przez Krzysztof Pawlak

W dniach 21-23 września 2007, na zaproszenie p. Mariana Dzięcioła, burmistrza Łochowa, odbyło się spotkanie wójtów, burmistrzów i prezydentów miast - Patronów Honorowych Ruchu JOW. Zaproszony został Rzecznik Praw Obywatelskich, do którego uczestnicy konferencji wystąpili z wnioskiem o podjęcie działań w sprawie zmiany systemu wyborczego do Sejmu. RPO odpowiedział na zaproszenie burmistrza listem, który przywiózł i odczytał jego przedstawiciel, p. Waldemar Rataj. Poza zaproszonymi Patronami i innymi działaczami samorządowymi w spotkaniu wzięła też udział grupa woJOWników z Wrocławia, Szczecina, Warszawy i Poznania.

W czasie dwudniowych obrad, które odbywały się w auli Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Sadzewiczowej w Łochowie, referaty wygłosili: prof. Witold Kieżun (Wyższa Szkoła Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Leona Koźmińskiego, Warszawa) - "Patologie transformacji ustrojowej"; dr Wojciech Błasiak (Wyższa Szkoła Zarządzania w Bielsku Białej) - "Partyjna ordynacja wyborcza barierą rozwoju cywilizacyjnego Rzeczypospolitej"; prof. Tomasz Kaźmierski (Uniwersytet w Soutphamton) - "Jak to robią Brytyjczycy?". Mec. Paweł Kawarski (Warszawa) zreferował obszernie przygotowany Wniosek do RPO.

Na spotkanie została zaproszona ekipa TV ASME z jej twórcą Krzysztofem Pawlakiem, redaktorem naczelnym ASME - Antysocjalistycznego Mazowsza, uczestnikiem Grupy Warszawskiej JOW - od lat dokumentująca działania Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW, której relacja z Konferencji Patronów Honorowych zostanie zamieszczona w najbliższych dniach na naszej witrynie.

Poniżej przedstawiamy Wniosek Konferencji Patronów Honorowych Ruchu JOW do rzecznika Praw Obywatelskich:

Łochów, 22 września 2007 r.

Dr Janusz Kochanowski
Rzecznik Praw Obywatelskich
Al. Solidarności 77
00-090 Warszawa


Wnosimy na podstawie art. 9 w zw. z art. 10 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich o podjęcie działań mających na celu wyeliminowanie z porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej następujących przepisów ustawy z dnia 12 kwietnia 2001 r. - Ordynacja wyborcza do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej (dalej, "Ordynacja wyborcza"), które naruszają prawa obywatelskie wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej oraz są niezgodne z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej (dalej, "Konstytucja"), a w szczególności czynne i bierne prawo wyborcze do Sejmu RP:

1) art. 160 ust. 1 oraz art. 133 ust. 1 Ordynacji wyborczej, które naruszają czynne prawo wyborcze określone w art. 62 ust. 1 Konstytucji (oraz są niezgodne z art. 96 ust. 2 Konstytucji),

2) art. 139 ust. 2 oraz art. 133 ust. 1 Ordynacji wyborczej, które naruszają bierne prawo wyborcze określone w art. 99 ust. 1 Konstytucji, a przez to są z nim niezgodne (oraz są niezgodne z art. 96 ust. 2 Konstytucji),

poprzez wystąpienie w trybie art. 16 ust. 2 pkt 1) ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich do właściwych organów państwa z wnioskiem o podjęcie inicjatywy ustawodawczej w sprawie uchylenia przepisów powołanych powyżej i innych naruszających prawa obywatelskie, jak również całej Ordynacji wyborczej, oraz zastąpienie jej ordynacją wyborczą do Sejmu RP ustanawiającą wybory większościowe z jednomandatowymi okręgami wyborczymi w liczbie 460 w jednej turze głosowania, gwarantujące równość obywateli w całym procesie wyborczym, a także poprzez podjęcie innych działań stosownie do własnego uznania zmierzających do wnioskowanej niniejszym zmiany prawa wyborczego.

Uzasadnienie

I. Ordynacja wyborcza, zwana "proporcjonalną", od dłuższego już czasu spotyka się z szeroką krytyką społeczną oraz wśród osób zaangażowanych w działalność polityczną i służbę publiczną.

Sprawy dotyczące ordynacji wyborczej wymagają szczególnej uwagi w dniach rozpoczynającej się kampanii wyborczej, która niezwykle dobitnie ilustruje mankamenty systemu wyborczego.

II. Tytułem uzasadnienia zarzutów co do powołanych na wstępie przepisów Ordynacji wyborczej, należy podnieść następujące argumenty.

Ad 1) Art. 160 ust. 1 stanowi, że wyborca głosuje tylko na jedną listę okręgową, oddając głos na jednego z kandydatów z tej listy, przez co wskazuje jego "pierwszeństwo do uzyskania mandatu". Przepis ten (w związku z przepisami art. 164 ust. 1, art. 165 ust. 1 oraz art. 167 ust. 1) w sposób oczywisty łamie czynne prawo wyborcze, a także zasadę bezpośredniości wyborów, z dwóch powodów. Po pierwsze, poprzez uwzględnianie w podziale mandatów w pierwszej kolejności sumy głosów oddanych "na listę", a dopiero w drugiej - na poszczególnych kandydatów, po drugie, poprzez głosowanie na jednego tylko kandydata w sytuacji, gdy w danym okręgu do zdobycia jest kilka mandatów. Przepisy te prowadzą do sytuacji, w której wybory są w praktyce "pośrednie": najpierw głosy oddane na danego kandydata służą do obliczenia łącznej liczby głosów oddanych na listę, a następnie - do stwierdzenia, czy kandydat otrzymał liczbę głosów wystarczającą do uzyskania mandatu. W konsekwencji, w większości przypadków, głosy oddane na danego kandydata służą innym kandydatom ("przechodzą") z tej samej listy w zdobyciu mandatu, którzy indywidualnie zdobyli wystarczająco dużą liczbę głosów.

Kwestionowany przepis prowadzi do sytuacji, w której wyborca będąc reprezentowany w Sejmie przez kilku lub kilkunastu posłów zdobywających mandat w okręgu, w którym mieszka wyborca (okręgi wielomandatowe) ma wpływ na wybór tylko jednego z nich, a i to pośredni. Wobec tego, zarówno czynne prawo wyborcze, jak i zasada bezpośredniości wyborów, jest dwukrotnie istotnie naruszone.

Należy również zauważyć, że inny przepis Ordynacji wyborczej, tj., art. 201 ust. 1, w odniesieniu do wyborów do Senatu stanowi, że wyborca głosuje na określonych kandydatów, oddając głos na najwyżej tylu kandydatów, ilu senatorów jest wybieranych w okręgu wyborczym. W konsekwencji, wyborca ma bezpośredni wpływ na wybór wszystkich kandydatów w danym okręgu, co jest tym bardziej znamienne zważywszy na to, że wybory do Senatu są również opatrzone przymiotnikiem "bezpośrednie" (art. 97 ust. 2 Konstytucji i art. 187 Ordynacji wyborczej)1.

Powyższe zarzuty dowodzą, że przepis art. 160 ust. 1 Ordynacji wyborczej, narusza czynne prawo wyborcze, określone w art. 62 ust. 1 Konstytucji, a także jest niezgodny z zasadą bezpośredniości określoną w art. 96 ust. 2 Konstytucji.

Art. 133 ust. 1 Ordynacji wyborczej, stanowi, że "w podziale mandatów w okręgach wyborczych uwzględnia się wyłącznie okręgowe listy kandydatów na posłów tych komitetów wyborczych, których listy otrzymały co najmniej 5% ważnie oddanych głosów w skali kraju". Przepis ten prowadzi do tego, że w wyniku wyeliminowania list, które nie spełniły powyższego wymogu, głos oddany na taką listę nie jest "równy" głosowi oddanemu na listę uczestniczącą w podziale mandatów (ten drugi umożliwia pośrednio zdobycie większej liczby mandatów niż wynikałoby to jedynie z liczby głosów oddanych na listy uczestniczące w podziale mandatów)2. Przepis ten narusza czynne prawo wyborcze i jest sprzeczny z zasadą równości określoną w art. 96 ust. 2 Konstytucji3.

Ad 2) Art. 139 ust. 2 Ordynacji wyborczej stanowi, że kandydować można tylko w jednym okręgu wyborczym i tylko z jednej listy okręgowej. Przepis ten w zakresie ustanawiającym wymóg kandydowania wyłącznie z listy wyborczej w sposób oczywisty narusza bierne prawo wyborcze, gwarantowane w art. 99 ust. 1 Konstytucji ("Wybrany do Sejmu może być obywatel polski mający prawo wybierania, który najpóźniej w dniu wyborów kończy 21 lat."), który nie stawia żadnych ograniczeń ani wymogów w przedmiocie kandydowania, w szczególności, takich, które zezwalałyby na kandydowanie jedynie w ramach listy wyborczej. W ten sposób przepis ten ustanawia "kolegialne bierne prawo wyborcze", nieprzewidziane w Konstytucji, przez to, że umożliwia realizację tego prawa jedynie łącznie ("kolegialnie") z innymi osobami kandydującymi jedynie z tej samej listy.

W ten sposób art. 139 ust. 2 Ordynacji wyborczej uniemożliwia kandydowanie osobom, które nie znalazły się (z własnej woli lub z woli danego komitetu wyborczego) na którejkolwiek liście wyborczej. W praktyce oznacza to, że kandydat nie należący do partii politycznej (lub kandydat nawet należący do partii politycznej, lecz nie umieszczony na liście przez władze tej partii) jest pozbawiony praw wyborczych, którymi cieszy się kandydat umieszczony przez partię na liście okręgowej. Nie znajduje usprawiedliwienia i uzasadnienia uprzywilejowanie aparatów partii politycznych kosztem fundamentalnych uprawnień indywidualnych obywateli.

Z uwagi na powyższe, nie budzi większych wątpliwości twierdzenie, że przepis art. 139 ust. 2 Ordynacji wyborczej, narusza bierne prawo wyborcze, określone w art. 99 ust. 1 Konstytucji, oraz jest niezgodny z zasadą równości określoną w art. 96 ust. 2 Konstytucji.

Powołane wyżej przepisy art. 133 ust. 1 i 2 Ordynacji wyborczej również naruszają bierne prawo wyborcze, gdyż uniemożliwiają kandydowanie indywidualne oraz w ramach komitetu wyborczego lokalnego, nie związanego z partią polityczną działającą na terenie całego kraju, który jednakże - w przekonaniu lokalnych wyborców - mógłby lepiej reprezentować interesy i przekonania polityczne wyborców zamieszkałych w danym okręgu. "Stosowanie klauzuli zaporowej w wyborach sejmowych praktycznie uniemożliwia lokalnym komitetom wyborców, nie powiązanych z partiami ogólnopolskimi, wystawienie własnych list kandydatów (wyjątkiem są tu listy mniejszości). Trudno oczekiwać, aby padło na nie w skali regionalnej tyle głosów, że przekroczą one 5% próg."4

W ten sposób, naruszona jest również zasada równości wyborów, gdyż pewne prawa mają kandydaci partii politycznych, a nie mają ich kandydaci nie związani z ogólnopolskimi partiami politycznymi (ponadto, nie korzystający z finansowania ze środków publicznych).

Przytoczone wyżej zarzuty co do zgodności Ordynacji wyborczej z Konstytucją są w pełni uzasadnione, jakkolwiek należy podkreślić, że nie wyczerpują one wszystkich zarzutów, jakie można podnieść w stosunku do niej, lecz istota niniejszego wystąpienia uniemożliwia ich szersze przedstawienie.

III. Powyższe mankamenty Ordynacji wyborczej są skutkiem przyjęcia w Konstytucji bliżej niesprecyzowanej zasady proporcjonalności wyborów. Nadal istnieje nierozstrzygnięty spór nawet co do tego jak należy ją rozumieć; w tej kwestii prezentowane są dwa stanowiska. Pierwsze z nich uznaje, że zasada proporcjonalności oznacza dążenie do uzyskania określonego efektu końcowego ("proporcjonalna" reprezentacja różnorodnych opinii społecznych; "reprezentatywność") w związku z preferencjami wyrażonymi w głosowaniu5. Drugie stanowisko przez zasadę proporcjonalności wyborów rozumie "specyficzny mechanizm wyborów i ustalania ich wyników, charakterystyczny dla tej zasady, w odróżnieniu od zasady większościowej. Wiadomo bowiem, że podobny rezultat końcowy można uzyskać w każdym z tych systemów."6

Praktyka wykazuje, że "wybory proporcjonalne" w żadnym stopniu, istotnym z punktu widzenia rozkładu faktycznych opinii w naszym społeczeństwie, nie zapewniają reprezentatywności. Wywołane jest to przede wszystkim nikłą, malejącą z wyborów na wybory frekwencją wyborczą (w wyborach w 2005 r. wzięło udział 40,57%7 ogółu uprawnionych do głosowania, przy czym głosów ważnych oddano 39,05% [!]) oraz niezwykle częstymi roszadami personalnymi posłów po uzyskaniu mandatów, stawiającymi znak zapytania co do poglądów jakie "reprezentują". Nie budzi również większych wątpliwości twierdzenie, że wybory do Sejmu nie skutkują uzyskaniem proporcjonalnego wyniku wyborczego, z uwagi na progi wyborcze, wielkość okręgów oraz uprzywilejowanie mniejszości narodowych8. Czy wobec tych sprzeczności należałoby przyjąć, że "wybory proporcjonalne" oznaczają - w praktyce niewzruszalną - zasadę głosowania na listy partyjne? Jeśli tak, to jak wynika z przedstawionej powyżej argumentacji, z pewnością nie służą one realizacji podstawowych praw obywatelskich.

Jednakże, niezależnie od tego, które z tych dwóch stanowisk przyjąć za trafnie wyjaśniające zasadę "proporcjonalności wyborów", paradoksalnie należałoby zmodyfikować pozostałe zasady określone w art. 96 ust. 2 Konstytucji oraz redefiniować czynne i bierne prawo wyborcze, aby uniknąć aksjologicznych sprzeczności pomiędzy omawianymi przepisami. Sprzeczności te obecnie rozstrzygane są w praktyce życia publicznego w Polsce na korzyść "proporcjonalności wyborów", a ze szkodą dla realizacji podstawowych praw obywatelskich.

W tym miejscu należy również podnieść, że od pewnego czasu, w polskiej doktrynie prawa konstytucyjnego toruje sobie drogę jeszcze inny pogląd na rozumienie powyższej zasady. Otóż, Rzecznik Praw Obywatelskich działając poprzez Zespół Prawa Konstytucyjnego i Międzynarodowego w piśmie z dnia 28 października 2004 r., znak: RPO-480800-I/04/HG, wyraził pogląd, że stosowanie progów wyborczych "[n]ie narusza zasady proporcjonalności, gdyż liczba posłów wybieranych w okręgu jest proporcjonalna do liczby mieszkańców". Podobne rozumienie przedmiotowej zasady wyraził również J. Flis: "Są w Polsce obszary, które są de facto wyłączone z rywalizacji parlamentarnej, które nie są w stanie wprowadzić swego reprezentanta do Sejmu. Obszar pomiędzy Szczecinem, Gorzowem, Piłą, Słupskiem, Bydgoszczą i Gdańskiem oraz dawne województwa radomskie, zielonogórskie i gorzowskie to świat, w którym żaden poseł nie został wybrany z innego miasta niż miasto senatorskie."9 Pogląd ten potwierdza wyżej sformułowane twierdzenie, że mieszkańcy tych terenów w ramach obowiązującej Ordynacji wyborczej są pozbawieni szczególnie biernego prawa wyborczego.

Niestety, doktryna prawa konstytucyjnego nie dostrzega zagrożeń wynikających z Ordynacji wyborczej. W licznych podręcznikach i komentarzach artykułowane są jedynie szczątkowe opinie, m.in., tu cytowane, kwestionujące przedmiotowe postanowienia, brak jest szczegółowej krytyki z punktu widzenia obywateli. Wytworzyła się sytuacja, w której przedstawiciele doktryny są swego rodzaju depozytariuszami "wiedzy tajemnej" jak należy interpretować Ordynację wyborczą, wykluczając wszelką publiczną, w tym parlamentarną, dyskusję na ten temat.

IV. Nawet skuteczne podważenie Ordynacji wyborczej nie jest tożsame z odpowiedzią na pytanie, jaka ordynacja wyborcza najlepiej realizuje prawa wyborcze obywateli RP.

Sygnatariusze niniejszego wniosku popierają ordynację, która wprowadzi wybory większościowe w formule jednomandatowych okręgów wyborczych. Propozycja ta oznacza, że (i) Polska podzielona jest na 460 jednomandatowych okręgów wyborczych, a każdy okręg liczy ok. 65.000 wyborców10, (ii) z każdego okręgu wybrać można tylko jednego posła, (iii) wybory w jednej turze: wygrywa ten, kto uzyskał największą liczbę głosów, (iv) kandydować może każdy obywatel, który uzyskał niewielką liczbę głosów poparcia, np., 15 podpisów wyborców z tego okręgu11, (v) kandydat wpłaca kaucję, np. 2.000 zł, która jest zwracana, jeśli w wyborach zdobędzie więcej niż 5% głosów wyborców.

Z perspektywy ochrony czynnego i biernego prawa wyborczego, będącego przedmiotem niniejszego wystąpienia, za wprowadzeniem ordynacji większościowej przemawiają następujące względy:
(a) gwarantuje realizację czynnego i biernego prawa wyborczego (również przez obniżenie kosztów kampanii wyborczej, która może być prowadzona w jednym okręgu),
(b) wypełnia konstytucyjne zasady powszechności, równości i bezpośredniości wyborów, nie naruszając zasady proporcjonalności (rozumianej jako proporcjonalność liczby posłów wybieranych w okręgu do liczby jego mieszkańców; a także jako proporcjonalna reprezentacja opinii w rozumieniu pierwszej z powołanych powyżej interpretacji tego pojęcia),
(c) nie wymaga zmiany Konstytucji co do liczby posłów.

Jeśli chodzi o długofalowe skutki ordynacji większościowej, są one pozytywne, co wynika z doświadczeń krajów ją stosujących (Stany Zjednoczone, Kanada, Wielka Brytania i inne), wymienić należy co najmniej:
- jest jasna, czytelna i zrozumiała dla wyborców, daje im poczucie, że ich głosy naprawdę się liczą, że mają wpływ na rządy i życie publiczne,
- wiąże posłów z wyborcami z okręgów, wymusza ich odpowiedzialność,
- zmienia strukturę partii politycznych, które przestają być scentralizowanymi, biurokratycznymi aparatami, lecz stają się organizacjami obywatelskimi,
- tworzy dwubiegunową scenę polityczną zgodnie z tzw. prawem Duvergera, bynajmniej nie przeszkadzając istnieniu i zdobywaniu mandatów przez partie małe, a nawet przez kandydatów bezpartyjnych,
- scena polityczna jest stabilna, a rząd - wyłaniany niemalże następnego dnia po wyborach - ma poparcie większości parlamentarnej.

Waga poruszonych problemów i skala opisanych naruszeń podstawowych praw obywatelskich uzasadniają skierowanie wniosku o podjęcie stosownej inicjatywy ustawodawczej zmierzającej do niezwłocznego uchwalenia ordynacji większościowej w formule 460 jednomandatowych okręgów wyborczych.

Poza argumentami prawniczymi czy politologicznymi, należy tu powołać wolę wielokrotnie wyrażaną przez obywateli naszego Państwa. Jednym z wyrazów tej woli jest fakt złożenia pod koniec 2004 r. przez ponad 750.000 obywateli pod wnioskiem o zarządzenie referendum12, m.in., w sprawie wprowadzenia większościowej ordynacji wyborczej w jednomandatowych okręgach wyborczych. Wola ta jest również potwierdzona przez rozliczne badania opinii publicznej, w których stale ponad 70% respondentów opowiada się za wyborami większościowymi.

Obywatele naszego Kraju posiadają niezwykle cenne doświadczenia związane z wyborami większościowymi: dwukrotnie już w ostatnich latach dokonywano bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Wybory te, na poziomie samorządu lokalnego jednoznacznie potwierdzają pozytywne cechy ordynacji jednomandatowej.

My, niżej podpisani, jesteśmy głęboko przekonani, że Pan jako osoba nie ulegająca bieżącym politycznym naciskom i zachowująca niezależność opinii, z uwagą i troską przyjmie niniejsze wystąpienie i zajmie miejsce po stronie obywateli pozbawionych fundamentalnego czynnego i biernego prawa wyborczego poprzez podjęcie działań na rzecz zmiany prawa wyborczego. W ten sposób zostanie przełamany monopol establishmentu partyjnego na wyłączność kierowania losami Polski w oderwaniu od głosu społeczeństwa.

Do reprezentowania Wnioskodawców w toku postępowania inicjowanego niniejszym wnioskiem upoważniamy p. Mariana Dzięcioła, Burmistrza Łochowa, Urząd Miasta Łochowa, Al. Pokoju 75, 07-130 Łochów.

Z poważaniem,

Marian Dzięcioł, Burmistrz Łochowa
Tadeusz Dobosz, Łochów
Andrzej Suchenek, Łochów
Zbigniew Grzesiak, Burmistrz Mińska Mazowieckiego
Krzysztof Fedorczyk, Starosta Węgrowski
Antoni Cymbalak, Wójt Gminy Andrzejewo
Tadeusz Mikulski, Burmistrz Garwolina
Wojciech Witczak, Wójt Gminy Stanisławów
Stanisław Piotrowski, Wójt Gminy Jakubów
Dariusz Skarżyński, Ożarów Mazowiecki
Krzysztof Karoń, Sobków
Jerzy Knapek, z-ca Wójta Gminy Lipowa
Adrianna Zielińska, Nowy Tomyśl
Tadeusz Tkaczyk, Wójt Gminy Strawczyn
Janusz Rutkowski, Gmina Miechna
Włodzimierz Graff, Gmina Kościerzyna
Eugeniusz Lewiński, Gmina Kościerzyna
Tomasz Nadolny, Gmina Kościerzyna
Wojciech Gąsiewski, Wójt Gminy Płoniawy Bramura
Henryk Kozłowski, Wójt Gminy Czerwonka
Grażyna Kapaon, Strachówka
Józef Kapaon, Strachówka
Tomasz Kaźmierski, Southampton
Wojciech Błasiak, Dąbrowa Górnicza
Włodzimierz Urbańczak, Poznań
Marek Zagajewski, Szczecin
Jerzy Przystawa, Wrocław
Agnieszka Przystawa, Wrocław
Jerzy Gieysztor, Wrocław
Antonina Komorowska, Warszawa
Witold Kieżun, Warszawa
Andrzej Czachor, Warszawa
Krzysztof Pawlak, Warszawa
Paweł Kawarski, Warszawa




1) Innym przejawem naruszenia zasady bezpośredniości w wyborach do Sejmu jest zbieranie podpisów na poparcie listy okręgowej (art. 142 ust. 1), gdy w wyborach do Senatu podpisy zbierane są na poparcie kandydata na senatora (art. 196 ust. 1).
2) Tak również A. Kulig [w:] "Prawo konstytucyjne Rzeczypospolitej Polskiej" pod red. P. Sarneckiego, Warszawa 1999, s. 139: "Wpływ niekorzystny na zasadę równości materialnej wyborów do Sejmu ma fakt istnienia klauzul zaporowych. W efekcie ich działania, ugrupowania wyborcze, które uzyskały poparcie mniejsze niż określone w progu, nie otrzymały jakichkolwiek mandatów, mimo uzyskanych głosów."; oraz B. Banaszak "Prawo konstytucyjne", Warszawa 2001, s. 337: "Z punktu widzenia zasady równości prawa wyborczego problematyczne wydaje się, prowadzące do dyferencjacji siły głosów, istnienie w niektórych krajach (np. RFN, Szwecja, Norwegia, Austria, Hiszpania, Węgry) klauzul zaporowych (progowych)".
3) Powyższy zarzut należy zastosować analogicznie do art. 133 ust. 2 Ordynacji wyborczej określającego zasadę podziału mandatów koalicyjnych komitetów wyborczych.
4) B. Banaszak, op. cit., s. 340.
5) Nie można w tym miejscu nie powołać faktu, że na takie rozumienie zasady proporcjonalności powoływała się grupa 57 posłów, reprezentowanych przez posła Ludwika Dorna, we wniosku z dnia 12 kwietnia 2001 r. skierowanego do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie za niezgodne z art. 96 ust 2 Konstytucji, m.in., art. 4 ustawy z dnia 28 maja 1993 r. - Ordynacja wyborcza do Sejmu RP, tj., "o uznanie niezgodności tego przepisu z konstytucyjną zasadą równości i konstytucyjną zasadą proporcjonalności wyborów do Sejmu"; por.: "Biuletyn Informacyjny Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych", Nr 8, czerwiec 2001 r.
6) Z. Jarosz [w:] "Podstawowe problemy stosowania Konstytucji RP" pod red. A. Preisnera i T. Zalasińskiego, Wrocław 2005, s. 139-140.
7) Obwieszczenie Państwowej Komisji Wyborczej z dnia 27 września 2005 r.
8) Por. uzasadnienie wniosku powołanego w przypisie 4: "Oznacza to, że zastosowanie ordynacji wyborczej do Sejmu RP z 1993 r. doprowadziło do dysproporcjonalności większej niż dysproporcjonalność występująca w państwach z ordynacjami większościowymi, a w 1997 r. - do dysproporcjonalności bardzo do nich zbliżonej. Oznacza to, że ordynacja wyborcza do Sejmu RP z 1993 r. nie jest de facto ordynacją proporcjonalną."; twierdzenie to zachowuje aktualność również w odniesieniu do Ordynacji wyborczej [z 2001 r.].
9) Cyt. za: M. Spławski "Ordynacja wyborcza a Konstytucja RP" [w:] "Znaki Nowych Czasów" listopad/luty 2003/2004.
10) Precyzyjnie rzecz biorąc, iloraz liczby osób uprawnionych do głosowania i liczby mandatów wynosi: 30.229.031 / 460 = 65.715 (wg danych z Obwieszczenia Państwowej Komisji Wyborczej z dnia 27 września 2005 r.).
11) Znamienna jest krytyka liczby podpisów na poparcie rejestracji listy wyborczej, wyrażona na tle art. 142 ust. 1 oraz art. 196 ust. 1 Ordynacji wyborczej: "Wymóg zebrania 5000 podpisów popierających zgłoszenie listy w wyborach sejmowych i 3000 podpisów w wyborach senackich jest wysoki i ogranicza nieco zasadę swobody zgłaszania kandydatów, zwłaszcza w okręgach o mniejszej liczbie mieszkańców. Nie odpowiada on standardom występującym w innych państwach demokratycznych, gdzie liczba koniecznych podpisów waha się od 100 do 1000, a niezwykle rzadko przekracza 1000. Zastosowane w Polsce rozwiązanie nie jest uzasadnione względami celowościowymi (...).", tak: B. Banaszak, op. cit., s. 349.
12) Zgodnie z art. 63 ust. 1 ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o referendum ogólnokrajowym (Dz.U. Nr 57, poz. 507 z późn. zm.), Sejm może postanowić o poddaniu określonej sprawy pod referendum z inicjatywy obywateli, którzy dla swojego wniosku uzyskają poparcie co najmniej 500.000 osób mających prawo udziału w referendum.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW

Miodowicz - Wałęsa bis - prof. Jerzy Przystawa Wysłane czwartek, 4, października 2007 przez Krzysztof Pawlak

Debata telewizyjna Kwaśniewski - Kaczyński, jaką zaserwowały nam wszystkie media w poniedziałek 1 października 2007 r., kojarzy mi się nieodparcie z inną podobną "debatą", jaką 19 lat temu, 30 listopada 1988 r., odbyli przed kamerami telewizyjnymi komunistyczny szef OPZZ Alfred Miodowicz i Lech Wałęsa. Wbrew wysiłkowi wszystkich żurnalistów, którzy usiłowali rozpropagować jedną i drugą jako "pojedynek gigantów", przy którym z zapartym tchem mieliśmy się emocjonować leninowskim "kto - kogo?", oba spotkania miały charakter czysto symboliczny, a ich "punktowy" wynik jest całkowicie bez znaczenia. Dzisiaj znaczenie ma tylko fakt, że oto główny dekomunizator, deubekizator i lustrator wybrał sobie za głównego partnera człowieka, który symbolizuje wszystko to, z czym - według rozlicznych publicznych deklaracji - Jarosław Kaczyński nieustępliwie i nieugięcie walczy. Po dwóch latach niepodzielnego rządzenia Polską antykomunistyczny premier zasiadł z czołowym przedstawicielem (byłej!) komunistycznej nomenklatury do publicznego roztrząsania, komu z nich Rzeczpospolita więcej zawdzięcza? Sukces, jak wiadomo, ma zawsze wielu ojców, a dwóch co najmniej i jedyną sprawą, jaka nie do końca została w tej debacie rozstrzygnięta, to pytanie czy "najszczęśliwszy okres w historii Polski" (tak obaj czcigodni rozmówcy zgodnie utrzymują) - to bardziej zasługa dwóch lat rządów Kaczyńskiego czy 10 lat prezydentury Kwaśniewskiego?

W ten sposób, po 19 latach, mieliśmy pełną egzemplifikację status quo ante, czyli jak "okrągły stół", zapowiadany w "debacie" Wałęsa - Miodowicz, w nienaruszonej (symbolicznie, rzecz jasna) postaci trwa nieprzerwanie w polityce polskiej. Okazuje się, że pomimo wszystkich historycznych przemian, pomimo tego, że już sześciokrotnie Polacy szli do "demokratycznych wyborów", to co skonstruowali dla nas w rozmowach w Magdalence Kaczyński z Kwaśniewskim & Co., trzyma się mocno i nie chce odejść. "Debata" Dwóch Panów K. miała służyć, między innymi, zapewnieniu, że i nasze głosowanie za nie całe trzy tygodnie, nie będzie w stanie tego wspaniałego układu naruszyć. Po ostatnich wyborach roku 2005, kiedy SLD uzyskał zaledwie 12% mandatów w Sejmie, wielu naiwnych miało nadzieję, że przyszedł kres na publiczne istnienie tej postkomunistycznej formacji, że lustracja, deubekizacja itd. dokonają reszty i że w kolejnym Sejmie już starej, komunistycznej nomenklatury nie zobaczymy. Wystarczyły nie całe dwa lata rządów Braci Kaczyńskich, żeby Kwaśniewski i jego zaplecze, triumfalnie powrócili na scenę polityczną. Spełnia się, jeszcze raz, wszystko to, co Jerzy Urban proponował w swoim słynnym liście do Stanisława Kani z 3 stycznia 1981 r.
Debata Kaczyński - Kwaśniewski, podobnie zresztą jak i cała dotychczasowa kampania wyborcza, ukazała w całej krasie cynizm i pogardę miłościwie nam panujących wobec fundamentalnych zasad i reguł demokratycznych wyborów. Fundamentem demokracji jest równość obywateli, a w art. 96.2 Konstytucji RP zapisano dodatkowo, że wybory do Sejmu mają być "równe". Według Kaczyńskich i Kwaśniewskich - jest to ta sama i taka sama "równość", jaką zapewniała nam, w art. 80., Konstytucja PRL, sprowadzająca się do tego, że każdy wyborca ma tylko jeden głos. O żadnej innej równości, równości w całej procedurze wyborczej, nie ma mowy. Nie ma mowy w sensie dosłownym: tematu nie poruszają ani uczeni politolodzy, ani jeszcze bardziej uczeni konstytucjonaliści, ani mężowie stanu, ani spolegliwi żurnaliści i błyskotliwi, "mainstreamowi" publicyści wszystkich denominacji. Wszystko świetnie: idziesz do urny, nikt cię po drodze nie bije i nie zaczepia, oddajesz głos! Demokracja zachowania i uratowana! Nie potrzeba żadnych "obserwatorów", ależ skąd?!
Nie ma żadnego znaczenia, że odebrano nam nasze bierne prawo wyborcze; nie ma znaczenia, że istnieje uprzywilejowana klasa szamanów, którzy jedyni mają prawo ustalania, kto będzie kandydował, z jakiej listy i na którym miejscu; nie ma znaczenia, że jedni dostają pieniądze z budżetu państwa, a inni muszą wszystko pokrywać z własnej kieszeni; nie ma znaczenia, że jedni otrzymują nieograniczoną ilość czasu w mediach publicznych, a inni figę z makiem - wszystko to furda, w demokracji po kaczyńskiemu i kwaśniewskiemu to wszystko nazywa się "wolne i równe wybory", a cały "demokratyczny świat" z zapałem bije brawo! W tym samym czasie, gdy w TVP odbywała się debata K-K, w innej telewizji wygłaszał wykład wielki patron epokowych przemian - prof. Zbigniew Brzeziński, który akurat przypadkiem znalazł się w Gdańsku, pod gościnną opieką Platformy i Kościoła. Wiadomo, że "stoły", z reguły, wymagają przynajmniej trzech nóg, a w Warszawie, w studio TVP, siedziały tylko dwie. W tej sytuacji nie dziwi, że prof. Brzeziński uważał za stosowne, dyskretnie oczywiście, wesprzeć trzecią. Ot tak, na wszelki wypadek, żeby nie było wywrotki. Profesor Brzeziński wychwalał tam bardzo Chiny, z czego wolno wyciągnąć wniosek, że PAX Americana tyle dba o demokrację, co o zeszłoroczny śnieg. Czego w nadmiarze dowodzi amerykańskie budowanie demokracji w Iraku i innych krajach. Równość wyborcza? Demokratyczne wybory? Kogo to może obchodzić?
W "debacie" Jarosław Kaczyński, kilkakrotnie, wychwalał dobroczynne skutki działań Aleksandra Kwaśniewskiego na Ukrainie. To zrozumiałe, bo tam "biez wodki nie razbieriosz", a w tej konkurencji, niestety, Kaczyńskiemu nie mierzyć się z Kwaśniewskim i Premier uczciwie to przyznaje. Na Ukrainie odbyły się właśnie kolejne demokratyczne wybory do parlamentu. Może nawet bardziej "demokratyczne" i bardziej "proporcjonalne" niż w Polsce, bo tam wyborcy nie potrzebują nawet wiedzieć, kim są kandydaci na posłów. Nikomu to jednak nie przeszkadza i ponad 3,5 tysiąca demokratycznych obserwatorów zagranicznych, w tym kilkuset z Polski, nie wniosło żadnych zastrzeżeń.
Ale, niestety, wybory na Ukrainie, nawet jeszcze bardziej przedterminowe niż w Polsce, nie przyniosły spodziewanego rozstrzygnięcia i polityczny pat przedwyborczy stał się od razu patem powyborczym. Wydaje się, z prawdopodobieństwem bliskim jeden, że to samo czeka sprytnych inżynierów wyborczych w Polsce: nie będzie PiS-owskiej większości parlamentarnej w przyszłym Sejmie, podobnie jak nie będzie większości Platformy, o "lewicy" nie wspominając. Nie będzie też dwubiegunowej sceny politycznej, o jakiej wydaje się marzyć Jarosław Kaczyński. Będzie kolejny pat, podobny do tego, jakim zakończyła się skrócona kadencja Sejmu. Pieniądze wyrzucone na bilbordy i debaty, plakaty i ulotki, komisje małe i duże, to pieniądze wyrzucone w błoto. Powiększą tylko rozmiary społecznego kaca, jaki co raz dotkliwiej odczuwa co raz więcej Polaków.

Z tego pata można wyjść tylko na jeden sposób: przeprowadzając uczciwe wybory, wybory równe i bezpośrednie, wybory z zagwarantowaniem prawa obywateli polskich do kandydowania na równych zasadach, wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych.

Jerzy Przystawa

  • Prof. Jerzy Przystawa był w kadencji 1990 - 1998 radnym rady miejskiej Wrocławia, startował w wyborach do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej przeprowadzonych w dniu 21 września 1997 r.
    Od kilkunastu lat jest jednym z liderów Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW.

    Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.


    Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


    "Mediabus" Komitetu Wyborczego Ligi Polskich Rodzin - Ligi Prawicy Rzeczypospolitej - ruszył w drogę!
    Wysłane środa, 3, października 2007 przez Krzysztof Pawlak

    Przedstawiamy Państwu nagranie TV ASME z prezentacji przed Sejmem RP "mediabusu" Komitetu Wyborczego Ligi Polskich Rodzin - Ligi Prawicy Rzeczypospolitej, porozumienia wyborczego UNII POLITYKI REALNEJ, Ligi Polskich Rodzin i Prawicy Rzeczypospolitej.

    Trasa "mediabusu" w najbliższych dniach:

    01.10
    12.00 Warszawa
    14:00 Wołomin
    17:00 Mińsk Mazowiecki
    20:00 Siedlce

    02.10
    10:00 Biała Podlaska
    13:00 Radzyń Podlaski
    17:30 Chełm

    03.10
    10:00 Zamość
    13:00 Tomaszów Lubelski
    17:00 Przemyśl

    04.10
    10:00 Sanok
    13:00 Krosno
    16:30 Tarnów
    19:30 Bochnia

    05.10
    10:00 Olkusz
    12:30 Dąbrowa Górnicza
    15:30 Chorzów
    19:30 Opole

    06.10
    12:00 Kalisz
    16 :00 Września

    07.10
    8.:00 Września
    19:00 Gniezno

    Nagranie trwa prawie 9 minut, jest dostępne w Sieci do 17 X 2007 r.







    Niesławna debata dwóch socjalistów, tow. Kwaśniewskiego i pana Kaczyńskiego Wysłane wtorek, 2, października 2007 przez Krzysztof Pawlak

    Minęła nas jakaś debata. Za szybą oglądana i ominięta z daleka przez większość Polaków, znudzonych brakiem autentyzmu i wigoru medialnej papki "mainstreamów". Zapowiadana jako spotkanie dwóch ciężkozbrojnych i klasy ciężkiej specjalistów od życia polityczno-społecznego Polaków. Rzeczywiście - była ciężka. Do wytrzymania. Dla oczekujących jakichkolwiek wizji Polski dla nadchodzących lat - była po prostu zawodem, połączonym z udręczeniem. Zmęczenie i niechęć odbiorców, także i tych, wynajętych przez sztaby wyborcze w "mainstreamowych mediach", wystąpiły szybko, po kilku minutach, kiedy na wizji i fonii padły wyświechtanie slogany oraz "markietingiarskie" argumenty o rzekomych przewagach jednego interlokutora nad drugim.

    Wystrzał ze zleżałego szampana "solidurnej" oraz "socjaaaliiizdycznej" (żargon etatowych aparatczyków PZPR-erii) mikstury trzymanej w kieliszkach obu "ełropejskich" dyskutantów okazał się li tylko cichym pyknięciem zwietrzałych demagogii dwudziestowiecznych "-izmów". Oczywiście - nikt, kto zawodowo zajmuje się tzw. sceną aktorską polityki "regionu polskiego UE" - nie mógł oczekiwać niczego dramatycznego. Spłycenie tego medialnego pojedynku do poziomu nijakiej pogaduszki o pozornych problemach, dotyczących najczęściej przytyków osobistych konkurentów oraz minimalnych różnic dzielących reprezentantów przepoczwarzonych post(?)komunistów, tym razem występujących pod znakiem Lewicy i Demokratów - czyli "histerycznego sojuszu »Chamów« i »Żydów«", jak to doskonale ujął wieloletni współpracownik naszej witryny ASME Antoni Zambrowski - oraz warszawsko-żoliborsko-socjalistyczno piętnujących się spadkobierców środowisk sanacji z czasów II Rzeczypospolitej, jest wyrazistym dowodem na zapowiadaną od lat 60. ubiegłego wieku konwergencję środowisk politycznych, zaakceptowanych w ramach dopuszczonych do medialnego życia ugrupowań politycznych w Unii Europejskiej.
    Bowiem to UE - jak niegdyś UW, czyli Układ Warszawski ze stolicą rzeczywistą w Moskwie - teraz w Brukseli - wyznacza ramy tzw. dialogu polityczno-społecznego, który ma wypełniać ramy jedynie słusznego światopoglądu propagowanego dla mieszkańców Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, jak członkowie Unii Polityki Realnej od lat nazywają UE.
    Debata medialna, tak intensywnie nagłaśniana od wielu dni przez wiele stacji radiowych oraz telewizyjnych oraz redakcji prasowych, odbyta przez byłego post(?)komunistycznego prezydenta tzw. PRL-bis, czyli inaczej opisując: III RP a Jarosławem Kaczyńskim, premierem rządu ugrupowania przezwanego przez warszawską ulicę Populizmem i Socjalizmem, propagatora idei tzw. IV Rzeczypospolitej - nie przyniosła rozstrzygnięcia - bo i przynieść go z powodów zasadniczych nie mogła.
    Powodem zasadniczym jest adekwatność i żywa po dziś dzień zażyłość poglądów obu obozów politycznych i ich czołowych reprezentantów, co było wielokrotnie podkreślane przez naszych komentatorów na ASME - wygodne sparringpartnerstwo, czyli wybieranie sobie wygodnego ideowo politycznie przeciwnika, z którym można toczyć "ucywilizowaną debatę".
    Tak i były aparatczyk PZPR-owski "Olo »Disko-Prezio«" Kwaśniewski, jak i Jarosław Kaczyński - wywodzący swe korzenie z zsocjalizowanej do cna części tzw. przedwrześniowej inteligencji żoliborskiej dzielnicy mieszkaniowej stolicy Polski Warszawy - w swych wizjach stanowienia porządku państwowego i publicznego nie mają między sobą różnic.
    Jakakolwiek "debata" pomiędzy socjalistą "patriotycznym" oraz "internacjonalistycznym" jest po prostu zwykłą stratą czasu - co z całą powagą potwierdziły niemal wszystkie środki masowego rażenia w postaci komentatorów medialnych, którzy w swych pierwszych "na żywo" ocenach nie mogli się zdecydować, który z ich ulubieńców (od wielu dziesiątków lat komunikatory są opanowane przez "ciotki i wujków rewolucji"!) wyszedł z tego partnerskiego poszturchiwania się – zwycięski... (nie można było brać pod uwagę wypowiedzi szturmanów sztabów wyborczych, których zapraszano do wypowiedzi na wizji i antenach!)

    Jest to oczywisty dowód na zrównanie się tzw. werbalnego antykomunizmu oraz "europejskiej wersji socjalizmu" w postaciach Jarosława Kaczyńskiego oraz towarzysza "Disko-Ola" Kwaśniewskiego, byłego funkcjonariusza okupacyjnej formy kolaboracji instytucjonalnej spadkobierców Komunistycznej Partii Polski - Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

    Obie formacje - LiD (b. PZPR) i PiS - występują przeciw ordynacji wyborczej w Polsce opartej o system większościowych, jednomandatowych okręgów wyborczych. Ordynacji, która od setek lat prowadzi w krajach anglosaskich, dominujących w polityce światowej, do kreacji prawdziwych elit politycznych - wiernych dla swych narodów w idei ich racji stanu.

    Czego więcej trzeba?

    Krzysztof Pawlak
    redaktor naczelny ASME

    Kandydat UNII POLITYKI REALNEJ na liście LPR w okręgu nr 18 - SIEDLCE, pozycja 2


    Czy prezesem telewizji publicznej zostanie, po przegranej PiS, dziennikarz, którego tabloidowym skandalem media zastępują nędzę kampanii wyborczej? - Łukasz Perzyna o grze pozorów na scenie teatru politycznego Wysłane czwartek, 27, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    | Pobierz |







    Czy prezesem telewizji publicznej zostanie, po przegranej PiS, dziennikarz, którego tabloidowym skandalem media zastępują nędzę kampanii wyborczej? - Łukasz Perzyna o grze pozorów na scenie teatru politycznego
    Wysłane czwartek, 27, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    "Okazało się, że mamy pierwszą ofiarę »moralnej rewolucji« - Tomasza Lisa. Nad dziennikarzem niegdysiejszych »Wiadomości«, potem TVN-owskich "Faktów", ostatnio Polsatu - Jego programu autorskiego »Co z tą Polską?« dzisiaj roztkliwiają się prawie wszystkie media od bardzo popularnego, przezywanego nawet »śmieciowym« szpringerowskiego »Faktu« po coraz bardziej naiwnie prorządową i »mocherową« »Rzeczpospolitą«. Co tak naprawdę się wydarzyło, że w dobie kampanii wyborczej bohaterem głównych przekazów nie jest polityk, czy ktoś, kogo podstawowy opis jest związany z polityką? Wydawać się by mogło, że wydarzeń politycznych nie brakuje: roszady międzypartyjne - marszałek Płażyński skacze z partii na partię, decyzja Jarosława Kaczyńskiego, który »za pięć dwunasta« wyrejestrował posła Markowskiego za finansowe »działania na skróty«. Wszystko to ustąpiło w przekazach medialnych awanturze personalnej w jednej z redakcji" - Łukasz Perzyna, komentator "Tygodnika Solidarność" i naszej witryny ASME, analizuje zastanawiające działania na medialnych i politycznych scenach.

    Inne znaczące wydarzenia z trwającej na dobre kampanii: "wyrejestrowanie się" z PO Jana Marii Rokity i zarejestrowanie swojej żony na posadzie doradcy rządowego i na liście wyborczej - "u konkurencji", czyli w PiS. Były minister MON Radosław Sikorski i Jego decyzja zmiany barwy partyjnej... Dziwaczny sojusz mediów, od "Rzeczypospolitej" po "Fakt" - w obronę dziennikarza przed jego szefami i WŁAŚCICIELAMI zaangażowały się media przezywane przez inne media "liberalnymi" - nie licząc się z prawem właściciela do zmiany współpracowników.
    Ucieleśnienie mitu o karierze pucybuta do gwiazdy medialnej (choć marnej jakości to kariera) i fryzjerskiej autokreacji, żurnalista Tomasz Lis, "człowiek-awantura", przyjaźniący się z weteranami SB PRL czy z tuzami PRL-owskiej telewizji i weryfikatorami z czasu stanu wojennego w rodzaju Andrzeja Turskiego, którzy tak naprawdę "wystartowali go" w czasie pracy w państwowej TVP. Kiedy powstały i zaczęły krzepnąć "prywatne" stacje TV - przenosi się razem z wiatrem ekonomii. Jednak "naciski polityczne" dosięgają go już w "stajni Waltera". Doskonale się odnajduje w "telewizji łatwej, lekkiej i przyjemnej", czyli wyrosłej na szlagierach "disko-polo" stacji osobistości wielu imion i nazwisk Zygmunta Solorza, Polsacie, która ma trwałą i podobną do "mocherów" (lecz o odwrotnym znaku!) widownię...
    "Skandal" z dziennikarzem, któremu nie udało się w czasie swojej dotychczasowej kariery wyprodukować znaczącego programu publicystycznego - ma zastąpić pustkę doniesień z "frontu kampanijnego", na którym poziom debaty o stanie państwa, programach jego naprawy oraz wizjach przyszłości sięga marzeń i horyzontu małomiasteczkowych dziewczyn pląsających w łatwych, lekkich i przyjemnych rytmach disko-polo...

    Nagranie trwa ponad 15 minut, jest dostępne w Sieci do 11 X 2007 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




    Waga superciężka czy kogucia - Krzysztof Mazur Wysłane środa, 26, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    Cała Polska wstrzymała oddech na wieść, że Gołota "Disco" Kwaśniewski wyzwał na pojedynek Tysona "Bestię" Kaczyńskiego, a ten z rewerencją właściwą wobec tak wielkiego przeciwnika - podjął rzuconą rękawicę. Trwa obecnie bój, czy ów pojedynek stulecia będzie transmitował pierwszy kanał telewizji publicznej, wszystkie stacje telewizyjne, czy np. TVP Kultura.

    Trzeba przyznać, że boks zawodowy pod wieloma względami przypomina ring polityczny, nawet parlamentarnych partii jest mniej więcej tyle co najważniejszych organizacji boksu zawodowego, z których każda organizuje sobie mistrzowskie walki. Można domniemywać, że PiS to takie WBO, a LiD to WBA, zaś PO została zdegradowana z WBC do poziomu EBU, czyli Europejskiej Unii Boksu - oczywiście boksu politycznego. Takim rzucającym się w oczy podobieństwem jest również np. ustawianie pojedynków. Jarosław Kaczyński wraz ze swoimi "spin-doktorami" tak zaprojektował obecne pole bitwy politycznej, że chcąc, nie chcąc - wszyscy konkurenci są zmuszani do przyjmowania warunków, które narzuca PiS. Nawet ewidentne potknięcia polityków PiS-u i związana z nimi krytyka jest od razu wykorzystywana przez PiS-owskich "pijarowców" do ogłaszania komunikatów w stylu "przecież widzicie, jak w nas walą, jak w bęben".
    Już chwilę temu w "NCz!" przewidywałem, że strategia PiS-u będzie polegała na wykreowaniu takiego przeciwnika, który będzie "leżał" Kaczyńskiemu, a przecież trudno wyobrazić sobie bardziej wdzięcznego oponenta niż Kwaśniewskiego i LiD, który - raz, że nie ma poparcia zagrażającego realnie pozycji sondażowego lidera, dwa - że odbiera głosy PO, a trzy, że reprezentuje sobą wszystkie ciemne strony III RP, a na tym tle PiS rzeczywiście wygląda jak rycerz na białym koniu, tyle że walczący nie o sprawiedliwe królestwo - ale o sprawiedliwą republikę. W teorii tej było chyba coś na rzeczy, gdyż wkrótce toczka w toczkę powtórzył ją na łamach "Rz" reprezentant nowego salonu - "redaktor" Janke. Po ponownym ujawnieniu się u byłego prezydenta starej dolegliwości goleniowej, Kwaśniewskiego wypadało już tylko dobić, ale gdzież tam niszczyć takie srebra rodowe, zwłaszcza że mogą się jeszcze przez jakieś trzy tygodnie przydać? Stąd też nazajutrz po kolejnej wpadce Kwaśniewskiego, sam Jarosław Kaczyński awansował "prezia" do najważniejszej "postaci" minionego nastolecia, "szefa", "giganta" etc. "Spin-doktorzy" już rozgłaszają hasła o pojedynku "gigantów", co biorąc pod uwagę, że jest wielce prawdopodobne, iż Kwaśniewski znów będzie na "gigancie" - ma nawet jakieś semantyczne uzasadnienie.
    Kto już pozbył się złudzeń, że III RP powstała spontanicznie, ten może mieć prawie pewność, że słynna debata pomiędzy Wałęsą a Miodowiczem była z góry ustawionym spektaklem, a jego reżyserem był ówczesny Don King naszego ringu, czyli tow. Czesław Kiszczak. Oczywiście kolejną przełomową debatę Kwaśniewski - Wałęsa wyreżyserowali już oficerowie frontu ideologicznego przy wsparciu wchodzących dopiero do polskiej rzeczywistości firm public relations. Osobiście bardzo jestem ciekaw, który z duetu Kaczyński - Kwaśniewski w mającej nastąpić debacie, będzie grał rolę Wałęsy, a który dostanie kwestię Miodowicza, bo wbrew pozorom nie jest to takie oczywiste. No, chyba że Kaczyński ma coś na Kwaśniewskiego i ten zgodzi się położyć wspomnianą debatą podwaliny pod IV RP. Bo widocznie w Polsce każda nowa RP musi być zwiastowana jakąś debatą telewizyjną.

    Krzysztof Mazur

    Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


    Obszerne fragmenty Konwencji Ligi Prawicy Rzeczypospolitej w obiektywie TV ASME Wysłane sobota, 22, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    | Pobierz |








    Obszerne fragmenty Konwencji Ligi Prawicy Rzeczypospolitej w obiektywie TV ASME
    Wysłane sobota, 22, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    Prezentujemy Państwu nagranie TV ASME z Konwencji Ligi Prawicy Rzeczypospolitej, która odyła się 15 września 2007 roku w Warszawie.

    Wystąpienia:
    - Janusza Korwin-Mikkego, założyciela i I Prezesa Unii Polityki Realnej
    - Wojciecha Popieli, obecnego prezesa Unii Polityki Realnej
    - Romana Giertycha, przewodniczącego Ligi Polskich Rodzin
    - Marka Jurka, przewodniczącego Prawicy Rzeczypospolitej

    Nagranie trwa ponad 41 minut, jest dostępne w Sieci do 5 X 2007 r. W Klubie TV ASME - pełna wersja o dobrej jakości.




    Politycy wymieniają inwektywy, mówią hasłami sprzed dwóch lat, nie mają wizji na czas po wyborach - Łukasz Perzyna o początku kampanii wyborczej Wysłane piątek, 21, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    | Pobierz |








    Politycy wymieniają inwektywy, mówią hasłami sprzed dwóch lat, nie mają wizji na czas po wyborach - Łukasz Perzyna o początku kampanii wyborczej
    Wysłane piątek, 21, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    "Jarosław Kaczyński porównał Bogdana Borusewicza do kapiszona, a konkretnie - przejście Borusewicza z senackiej załogi PiS-u do załogi Platformy Obywatelskiej. Problem w tym, że to chyba nie takie wielki przejście. Borusewicz gdy popierał kandydaturę Lecha Kaczyńskiego przeciwko kandydaturze Donalda Tuska, był święcie przekonany - bo też obiecywał mu to Kaczyński, i obiecywał mu to też Tusk - że po wyborach Polską będzie rządzić koalicja PO-PiS. To, że taka koalicja nie została zawarta i że w dwa lata po tamtych wydarzeniach mamy przedterminowe wybory - nie było winą Bogdana Borusewicza. Niewiele się przeciw zmieni, że taki człowiek będzie reprezentował w »izbie refleksji« drugiego kandydata" - Łukasz Perzyna, komentator polityczny "Tygodnika Solidarność" i naszej witryny ASME, analizuje wydarzenia ze scen teatru politycznego.

    Po co więc komukolwiek takie zamiany? Jarosław Kaczyński był człowiekiem "Solidarności", był związany z ruchem opozycji antykomunistycznej, oddając jej swoje usługi jako prawnik, problem w tym, kiedy układano listę internowanych w kręgu generała tzw. LWP Wojciecha Jaruzelskiego w roku 1981 - Jarosława Kaczyńskiego nie uznano za osobę stanowiącą zagrożenie dla komunistycznego ustroju, internowany został jego brat - Lech. Tym bardziej powinien szanować ludzi takich jak Bogdan Borusewicz - skąd więc ten "kapiszon" w stosunku do człowieka, który zainicjował strajk w Stoczni Gdańskiej? - zastanawia się Łukasz Perzyna. Nie "kapiszon" - a raczej więc "detonator". Wygląda na to, że są to emocje związane z rozpoczęciem kampanii wyborczej.
    Przygrywka tej kampanii nie zachęca do pójścia do urny. Wszyscy obserwatorzy zastanawiają się, jaka będzie frekwencja. Trzeba też pamiętać, że niezależnie od tego, kto będzie zwycięzcą tej walki politycznej - stanie on w obliczu wszystkich tych problemów, które są już dzisiaj zmartwieniem np. ministerki Elżbiety Jakubiak i Janusza Wójcika, szefa sejmowej komisji sportu - przygotowaniem Euro 2012. Po wszystkich stronach widać brak wizji przyszłych rozwiązań już istniejących, zasadniczych problemów. Polacy to widzą i można się spodziewać sporej absencji wyborczej. Wyborcy czekają na przeoranie sceny politycznej, a nie na zawężenie wyboru w sytuacji, gdyby do następnego parlamentu dostałyby się tylko trzy "stare" siły politycznej" PO, PiS i po raz kolejny przemalowani post(?)komuniści - LiD. Na razie o kolejnej mutacji koalicji PO-PiS mówi głównie niemieckie imperium prasowe Axel Springera w swych pismach skierowanych na "rynek polski UE", a tego, bo o polskich wyborach decydował niemiecki koncern prasowy, wolałbym uniknąć - deklaruje Łukasz Perzyna.

    Nagranie trwa ponad 16 minut, jest dostępne w Sieci do 5 X 2007 r. W Klubie TV ASME - wersja o dobrej jakości.




    Jak haruje unioposeł Czarnecki - Krzysztof Mazur Wysłane czwartek, 20, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    Ktoś kto myślałby, że życie posła - a szczególnie unioposła - jest łatwym sposobem na życie i wydzieranie pieniędzy od podatników, powinien koniecznie zajrzeć na blog Ryszarda Czarneckiego, który ostatnio wyręcza PiS-owskich spin-doctorów w przypinaniu łatek i wbijaniu szpileczek politycznej konkurencji. Życie posła Czarneckiego to niesamowita harówa, z której poseł zdaje sobie doskonale sprawę i dzieli się swoim bólem życia z czytelnikami wspomnianego dobra ogólnonarodowego, jak sam niegdyś określił swój internetowy pamiętnik.

    Wydaje się, że najbardziej męcząca w pracy posła jest jednak konieczność dzielenia się swoją fizjonomią i fonią z odbiorcami medialnych przekaziorów. Bo ledwo poseł skończy oglądać mecz piłkarskich, co czyni niejako z powodów czysto zawodowych, a nie dla przyjemności, a już upomina się o niego telewizja.
    "Wystąpiłem dziś w szeregu programach w tv i radiu, w różnym składzie politycznym. O 10-ej tradycyjnie sobotnie »Śniadanie w Trójce. Zestaw »śniadaniowy«: Szmajdziński, Zdrojewski, ja (cała 3 z Wrocławia) oraz Bielan, Jakubiak z Kancelarii Prezydenta i Pawłowski...". Dzień poseł ma tak zajęty, że gdyby nie gotowanie na plaży podczas programu TVN-u lub śniadania w Trójce, Czarnecki musiałby umrzeć z głodu, przywalony ciężarem problemów polskiej piłki nożnej. Pisze zresztą o tym sam "Analizując swój rozkład dnia widzę, że coraz więcej spotkań i wydarzeń medialnych ma charakter nie tyle polityczny, co piłkarski. Znak czasu". Stąd też jak nie konferencja prasowa z Jerzym Engelem i Janem Tomaszewskim, to znowu 1,5 godziny na czacie w "Życiu Warszawy", ledwo skończy się czat, a już czeka "rozmowa z prezesem jednej z największych polskich firm o możliwości sponsorowania polskiej piłki", a po rozmowie - oczywiście na kolację - występ w TVN24. Czasami po drodze uda się jeszcze załapać na rozmowę z Szymonem Majewskim organizującym swoje skecze pod budynkiem parlamentu, a potem znowu day by day: pot, krew i łzy. Aby nie być gołosłownym - cytaty ze wspomnień samego posła: "W czasie weekendu obejrzałem »na żywo« 3 mecze Ekstraklasy: w Warszawie, Płocku i Łodzi. W sumie 5 bramek, świetny, finezyjny GKS Bełchatów, solidny, rozsądny w grze Groclin, skuteczny, gdy chodzi o punkty, ale nie gdy chodzi o bramki Kolporter" lub z tej samej beczki "Poranek w Warszawie, potem pociąg do Krakowa (obserwowanie budzącej się mazowieckiej i małopolskiej wiosny za oknami to duża sprawa), a tam m.in. konferencja prasowa na temat sytuacji w PZPN".
    Same bilety na środki lokomocji, którymi posługuje się poseł, muszą podatnika nieźle kosztować, ale co to znaczy przy poświęceniu tak ważnej osoby i ważnych interesach, które wtedy dla nas załatwia? Ot, chociażby fragment tego mandatu drogi: "Bruksela - Warszawa - Szczecin, czyli marszruta na dziś. »Po drodze« dwa spotkania w stolicy. Na Zachodnim Pomorzu konferencja prasowa (piłkarska).W samolotach lektura gazet. Czwartek o świcie jechałem z miejscowości Pobierowo (100 km od Szczecina, 100 km od Koszalina) na lotnisko w podszczecińskim Goleniowie...".
    Cały dramatyzm sytuacji unioposła najlepiej oddaje następujący fragment jego zapisków: "Bruksela - Warszawa - Płock - Warszawa. Samolot, samochód. Spotkania. Dziennikarze. Tematy...". Jakie tematy, niestety poseł nie podaje, ale rozumie się, że muszą to być bardzo, bardzo ważne tematy. W każdym razie poseł jest zawsze najlepiej poinformowany i zna się na ludziach, czego dowodzi fragment wspomnień z wiosny bieżącego roku: "Popieram protestujących policjantów! Nie dlatego, żebym miał coś do ministra Kaczmarka - Boże broń! Spodobała mi się po prostu forma ich protestu...". Do ministra Kaczmarka poseł nie miał nic, nawet gdy ten w szatni piłkarskiego stadionu opowiadał Olejniczakowi o śledztwie w sprawie szwajcarskich kont. W końcu polska piłka jest ważniejsza od jakichś kont i w dodatku szwajcarskich. Najważniejsze, że w końcu zauważył, że było w tej sprawie coś podejrzanego.
    Ale najbardziej wykańczające są prace obserwatorów z ramienia parlamentu europejskiego podczas wyborów lub konferencji w krajach uznawanych za egzotyczne. "8 dni w podróży, z czego 5 na Timorze Leste - to najkrótsze statystyczne podsumowanie tego wyjazdu, drugiego już w tym roku - po Mauretanii - w charakterze obserwatora wyborów z ramienia PE". Jak wykańczające może być jeżdżenie po piskach pustyni, świadczą wspomnienia z Mauretanii: "Fenomenem Mauretanii jest niebo nocą. Można położyć się na pustyni czy gdziekolwiek i godzinami (jeśli przesadzam, to niewiele) patrzeć na gwiazdy, które wydają się być na wyciągnięcie ręki...". Po takim fragmencie aż prosi się, aby to Czarneckiemu przypisać słynne stwierdzenie: "Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie". Tylko wyjątkowo podczas tej poselskiej harówy zdarza się, by poseł oderwał się od swojej misji, przypominając sobie spełniane właśnie marzenia dzieciństwa: "Wyprawa na Przylądek Dobrej Nadziei. Ten słynny, znany z lekcji geografii w szkole, z książek przygodowych, tak daleki w dzieciństwie, że aż nierealny. Dziś staje się rzeczywistością". Ale to tylko chwilowy przerywnik i już trzeba wracać do znoju poselskich obowiązków, jak np. wypełniane na misji w RPA: "To kraj urzekającej przyrody, krajobrazów, klimatu. Ale ja byłem w Kapsztadzie - mieście bardzo europejskim, z dużą ilością białej ludności - więc nie do końca reprezentatywnym".
    Jest jednakże przynajmniej jedna pożyteczna rzecz wiążąca się z tymi egzotycznymi wyjazdami. Poseł wspomina, że "Dzisiaj ostatnia już, trzecia szczepionka przed wyjazdem do Mauretanii (jako obserwator wyborów z ramienia Parlamentu Europejskiego). Ma działać… 25 lat, a więc do emerytury". I teraz już wiemy, pan poseł nie rzuci tej harówy i nie zostawi nas na łasce bezwzględnego świata. Skoro już się zaszczepił i to od razu na 25 lat, to na pewno nie dopuści, aby wytworzone przez jego organizm bezcenne przeciwciała siedziały w nim bezużytecznie. Pan poseł na pewno podejmie na nowo trud budowania nowego, lepszego świata, wolnego od wojen i głodu, a że taka szczepionka może się przydać również prezesowi PZPN-u, to miejmy nadzieję, że i na tym stołku wkrótce zobaczymy osobę odpowiednio uodpornioną. Dobrze, że ktoś taki jest i tak ciężko pracuje, abyśmy my mogli cieszyć się swoją codzienną sielanką.

    Krzysztof Mazur

    Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME



    Jesteśmy tutaj, bo wiemy, czego chcemy - Janusz Korwin-Mikke, I prezes Unii Polityki Realnej i jeden z jej założycieli podczas wystąpienia na Konwencji Ligi Prawicy Rzeczypospolitej w Warszawie
    Wysłane poniedziałek, 17, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    "Panie i Panowie! Zebraliśmy się tutaj, bo my wiemy, czego chcemy. Do tej pory czy to w sejmie, czy poza sejmem mieliśmy do wyboru popieranie dwóch sił: takich, którzy podobno znają się na gospodarce, ale za to kradną, i drugich: którzy się podobno są uczciwi, ale za to nie znają się na gospodarce. Dziś media na siłę forują dwa ugrupowania: jedno, które chce mieć władzę dla samej władzy i poza tym nie wie, co chce zrobić, i drugie, którzy chcą mieć władzę, bo chcą mieć nasze pieniądze" - rozpoczął swoje wystąpienie podczas Konwencji Ligi Prawicy Rzeczypospolitej Janusz Korwin-Mikke.

    "Myśmy na początku niektórym ludziom wierzyli, bo naprawdę warto wierzyć ludziom. Wierzyliśmy, że PiS chce naprawdę walczyć z układami, że chce rozwalić III RP i zbudować IV Rzeczypospolitą. Proszę Państwa, jeśli chce się zmienić Państwo, to zmienia się konstytucję. I zmieniono! Ale tylko jeden punkt: zlikwidowano artykuł 55. Konstytucji, który mówi, że ekstradycja polskiego obywatela jest zakazana. Jeśli to ma być IV Rzeczypospolita, która się różni od II TYLKO TYM - to ja, proszę Państwa - wysiadam! Ale co więcej: rządziło Prawo i Sprawiedliwość: miało być Prawo. Otóż ZANIM zmieniono ten artykuł - to SZEŚCIU obywateli polskich bezprawnie wydano w ręce obce. A siódmego - to sąd kazał wydać - MIMO, ŻE TEN ARTYKUŁ JESZCZE NIE OBOWIĄZYWAŁ!" - mówił Janusz Korwin-Mikke...

    W ustawie o Euro 2012 przemycono punkt o braku potrzeby robienia przetargów. I co się dzieje? - tzw. Stadion Narodowy musi już kosztować MILIARD! Chcą ukraść 400 milionów! - zwracał uwagę JKM.

    Nagranie wystąpienia jednego z założycieli i I Prezesa UPR Janusza Korwin-Mikkego - w relacji TV ASME.

    Nagranie trwa prawie 7 minut, jest dostępne w Sieci do 1 X 2007 r.





    Jeśli nie my - to kto? Jeśli nie teraz - to kiedy? Razem możemy to zrobić i musimy to zrobić... - Wojciech Popiela, prezes Unii Polityki Realnej podczas wystąpienia na Konwencji Ligi Prawicy Rzeczypospolitej w Warszawie
    Wysłane niedziela, 16, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    "Ja nie mam takiego doświadczenia parlamentarnego jak przedmówcy, jestem tut nowy, dlatego moje przemówienie będzie krótsze, ale za to, jak to w UPR - konkretniejsze" - rozpoczął swoje wystąpienie podczas Konwencji Wyborczej Ligi Prawicy Rzeczypospolitej prezes Unii Polityki Realnej Wojciech Popiela.

    "Myśmy zawsze rządzącym, kimkolwiek nim nie był, mówili »Sprawdzam!« i liczyliśmy, bo bardzo to lubimy, stąd będą też padały konkretne liczby. Jestem przedsiębiorcą, tak jak dwa miliony ludzi w tym kraju. Wiem, jak wygląda życie tych, którzy wstają o swicie i kładą się spać późnym wieczorem. Wiem doskonale, co to znaczy ZUS, PIT, COT, VAT, pozwolenia na budowę, koncesje, zezwolenia i cała ta biurokracja... I wie, co czują przedsiębiorcy, kiedy ich pracownicy mówią, że chcieliby więcej zarabiać. A ci przedsiębiorcy - dając im do reki tysiąc złotych, wiedzą, że niemal drugi tysiąc złotych zamiast do tych pracowników, muszą oddać do ZUS-u i skarbówki. Dlaczego przez lata ukrywa się przed Polakami, że około 70% ich wypracowanej każdego miesiąca własności pochłania ZUS, dochodowy, akcyza, VAT i inne podatki? Dlaczego ukrywa się przed Polakami, że z każdych stu złotych - siedemdziesiąt oddają państwu?" - stawiał pytania podczas swego wystąpienia na Konwencji Prawicy Rzeczypospolitej Wojciech Popiela, prezes UPR.

    Nagranie wystąpienia Prezesa UPR Wojciecha Popieli - w relacji TV ASME.

    Nagranie trwa ponad 9 minut, jest dostępne w Sieci do 30 IX 2007 r.







    Optymalny wybór - Krzysztof Mazur Wysłane piątek, 14, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    Kiedy byłem nieco młodszy i robiłem za - jak się okazało niespełnioną - nadzieję polskiej nauki (przez małe "n"), miałem okazję prowadzić ze studentami ekonomii ćwiczenia z przedmiotu "badania operacyjne". Jest to taka dyscyplina niby-naukowa, której przedmiotem jest rozwiązywaniem problemów decyzyjnych przy kryterium optymalizacji. Z kolei optymalizacja polega na poszukiwaniu najlepszego rozwiązania z punktu widzenia jakiegoś celu przy określonych warunkach ograniczających. Jest to zresztą dość oczywiste i większość ludzi (o ile nie jest to założenie zbyt optymistyczne) cały czas: począwszy od zaplanowania dnia, robienia zakupów czy wyboru obiadowego zestawu, poszukuje ekstremum jakiejś funkcji celu.

    Oczywiście piszę te uwagi w kontekście aktualnych wydarzeń politycznych i zawartego przez UPR porozumienia wyborczego, które wśród części środowiska konserwatywnych liberałów spotkało się z krytyką zarzucającą porzucenie ideowych pryncypiów i wspomaganie pobożnych socjalistów z Ligi Polskich Rodzin.
    Otóż tak jak statutowym celem działania przedsiębiorstwa musi być osiąganie zysku tak celem działania każdej partii politycznej jest zdobycie władzy, co może brzydzić niektórych "niedotykalnych", tak jak niektórzy brzydzą się wolnym rynkiem, obficie czerpiąc jednocześnie z jego dobrodziejstw. Jednocześnie tak jak działają organizacje typu non-profit, tak samo mający obrzydzenie na władzę mogą zakładać think-thanki, stowarzyszenia lub kluby dyskusyjne, sączyć drinki i opowiadać, jakby było dobrze, gdyby nie było partii politycznych. Ale partia polityczna ma pewien cel i warunki, które ograniczają możliwości realizacji tego celu. W przypadku takich partii jak UPR istotnych ograniczeń jest bardzo dużo, by wymienić: skąpe zasoby finansowe, nieobecność w mediach, brak wymiernych zachęt dla potencjalnych działaczy, upowszechniona teoria zmarnowanego głosu etc. W przypadku obecnej kampanii wyborczej doszedł jeszcze jeden bardzo istotny czynnik, mianowicie w sytuacji skrócenia kadencji i przyśpieszonych wyborów, terminy wypełnienia pewnych formalnych obowiązków, jakie muszą spełnić komitety wyborcze, ulegają skróceniu o połowę. Już dzisiaj można z dużą dozą pewności stwierdzić, że zarejestrowanych list ogólnopolskich będzie mniej niż chociażby dwa lata temu. Osobiście jestem przekonany, że większość mniej znanych komitetów, które jednak takie listy zarejestruje, będzie podpisy kupowała albo fałszowała, a najczęściej i kupowała, i fałszowała. Zebrać po minimum pięć tysięcy podpisów w 21 okręgach w kilkanaście dni jest naprawdę bardzo trudnym zadaniem i nawet partie o jako tako zorganizowanych strukturach mogą mieć z tym duże kłopoty.
    W takiej sytuacji zawarcie wyborczego porozumienia było jedynym wyjściem z tego czyśćca przedwyborczego, które dla mniejszych ugrupowań zgotowali dzisiejsi mocarze polityczni. Niekiedy krytyka takich porozumień sprowadza się wprost do zarzutu porzucenia ideałów, przy czym bardzo często tacy krytycy abstrahują od samych warunków porozumienia. A przecież krytyce powinny podlegać właśnie przede wszystkim owe warunki, zwłaszcza, że np. LPR czy PR nie są partiami o reputacji SLD czy Samoobrony (chociaż niedawne akcje Giertycha wokół LiS-a i Kaczmarka była rzeczywiście żenujące).
    I właśnie wykorzystując taką zmodyfikowaną do celów politycznej analizy metodę kolejnych przybliżeń, można dojść do wniosku, że innej koalicji niż zawarta być nie mogło. Pozostaje jeszcze argument samodzielnego startu i prawdopodobnego honorowego poparcia na poziomie "podprogowym". Na niekorzyść zadziałał tu czas, gdyż odbudowa podupadłych struktur była zaplanowana na czas do końca pełnej kadencji, czyli do 2009 r. i być może wtedy start samodzielny byłby całkiem realny, ale w obecnej sytuacji samodzielny start skutkowałby w wersji pesymistycznej brakiem rejestracji listy ogólnopolskiej, zaś w wersji optymistycznej startem, dwoma tygodniami skromnej kampanii w ramach wydzielonego czasu antenowego i nie przekroczeniem progu wyborczego. Dopuszczający taką honorowa porażkę podnoszą jednakże, że w obecnej sytuacji nawet głosowanie na UPR-owca podnosi poparcie dla listy LPR i może wypromować jakiegoś posła z tej partii. Jest to zresztą dość oczywiste, ale warto pamiętać, że głosy poparcia udzielone na samodzielny komitet, który nie przekracza progu wyborczego, tak naprawdę również zostają bez woli i zgody głosującego przerzucone na te komitety, które próg wyborczy przekroczyły. Przecież te 460 mandatów poselskich trzeba jednak rozdzielić, a skoro w podziale mogą uczestniczyć jedynie przekraczający wskazane progi - to ich superatą są miejsca, które w ordynacji "bez progów" przypadłyby właśnie tym komitetom, które zostały "pod kreską". Gdyby więc partia Giertycha przekroczyła próg samodzielnie, a UPR progu nie przekroczyła, to i tak LPR znalazłaby się w sejmie, a tzw. głosy stracone przeszłyby na partie zwycięskie. M.in. w ten sposób w dobiegającej końca kadencji sejmu PiS, którego w 2005 r. poparło niespełna 27 proc. Wyborców - otrzymało prawie 34 proc mandatów w sejmie, zaś PO, którą poparło niewiele ponad 24 proc., zdobyła prawie 29 proc. mandatów poselskich. Przy okazji widać, że ci posłowie PiS-u, którzy już nawołują do wyborców, by "nie tracili głosów", tak naprawdę nie martwią się owymi straconymi głosami, które faktycznie zasiliłyby ich konto. Oni frasują się, że nie zamierzamy oddać pola bez walki i możemy poprzez powstałe porozumienie realnie zagrozić zaplanowanemu rozbiorowi sceny politycznej. Mamy szansę nie dopuścić, aby za konserwatywną prawicę "robili" Wrzodak czy pani Sobecka, nawet gdyby miało sprawić to przykrość panu Kurskiemu. Jest to chyba bardziej pociągająca perspektywa niż zachowanie á la pies ogrodnika, który sam nie zje, ale Giertychowi nie da.

    Krzysztof Mazur

    Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


    Zapraszamy wszystkich sympatyków Unii Polityki Realnej na konwencję wyborczą Ligi Prawicy Rzeczypospolitej Wysłane czwartek, 13, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    W sobotę, 15 września 2007 o godz. 12:00 rozpocznie się konwencja wyborcza Ligi Prawicy Rzeczypospolitej, w Warszawie w Centrum Kongresowym przy ul. Bobrowieckiej 9.

    Centrum Kongresowe znajduje się:
    Google Maps MAP 24 Targeo

    Chętni spoza Warszawy proszeni są o wysyłanie zgłoszeń (imię, nazwisko, woj., miasto, telefon) na adres konwencja.2007@upr.org.pl - jeśli z danego miasta będzie więcej zgłoszeń, podstawimy tam autobus. Każdemu przyślemy informację, gdzie będzie najbliższy punkt zborny.

    Wybierzmy się na Konwencję ze znajomymi, rodziną! Każdy, komu hasła Wolności, Własności i Sprawiedliwości oraz utrzymania suwerenności Rzeczypospolitej - są bliskie i chce mieć reprezentację Prawicy - nie zaś Lewicy strojącej się w szaty patriotyzmu i "solidaryzmu", który zastępuje pojęcie socjalizmu - niech stawi się na Konwencji Unii Polityki Realnej i jej partnerów wyborczych - LPR i PR.

    Zapraszamy


    Nowa ankieta ASME – Kim jest przeciwnik jedynego ugrupowania konserwatywno-liberalnego - Unii Polityki Realnej Wysłane czwartek, 13, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    Czas wyborów. Dla Unii Polityki Realnej, której redaktor naczelny ASME jest wieloletnim funkcjonariuszem, obecnie w "randze" wiceprezesa Okręgu Mazowieckiego – to czas znaczący. Dlatego po dwóch latach kończymy "propaństwową" ankietę nt. prezydentury Lecha Kaczyńskiego, która w sposób oczywisty porównywała prezydenturę osobistości wywodzącej się z postsolidarnościowych kręgów opozycji "sierpniowej" z lat 80. ub. wieku do osoby aparatczyka PZPR-owskiego, "Disko-Ola" Kwaśniewskiego, dzierżącego przez 10 lat stanowisko najwyższego rangą przedstawiciela Polaków.

    Wyniki naszej ankiety - oczywiście oddającej nastroje jedynie naszych PT Respondentów - nie odbiegają w rażący sposób od zdroworozsądkowych wyobrażeń przeciętnego przedstawiciela tzw. prawej strony sceny politycznej Rzeczypospolitej:

    Czy chcieliby Państwo drugiej kadencji prezydentury Lecha Kaczyńskiego?
    54.4% | 7998 głosów | TAK
    32.3% | 4757 głosów | NIE
    13.1% | 1931 głosów | JESZCZE NIE WIEM
    14692 oddanych głosów

    Rozpoczynamy nową ankietę wypełnianą przez jakże szerokie gremium odwiedzających (z wielu stron świata, a w dużej części przez przedstawicieli mediów polskich i reprezentantów administracji krajowej wielu szczebli, od państwowej do samorządowej), która ma przybliżyć obraz wyborów politycznych zwolenników Prawicy pisanej przez duże "P" - ich rozpoznanie wrogów Wolności, Własności i Sprawiedliwości...

    Zapraszamy do wspólnej samoidentyfikacji!

    ASME


    Szukajmy WŁAŚCIWYCH sojuszników, niezależnie od tego, czy są blisko, czy daleko - Stanisław Michalkiewicz w ostatnim TV felietonie przed wyjazdem do Ameryki Północnej Wysłane środa, 12, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    | Pobierz |








    Szukajmy WŁAŚCIWYCH sojuszników, niezależnie od tego, czy są blisko, czy daleko - Stanisław Michalkiewicz w ostatnim TV felietonie przed wyjazdem do Ameryki Północnej
    Wysłane środa, 12, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

    "Antoni de Saint Exupéry w »Małym Księciu« powiada, że »najważniejsze jest niewidoczne dla oczu« i rzeczywiście - najważniejsze, czyli tworzenie list wyborczych, odbywa się poza zasięgiem oczu, w zaciszu gabinetów ścisłych kierownictw partyjnych - przede wszystkim ze względów pedagogicznych, żeby wyborcy nie wiedzieli, do jakich poświęceń zdolni są politycy, chcący zostać kandydatami. Muszę powiedzieć z doświadczenia, że - często do wielkich. To wszystko dla dobra Państwa, jakżeżby inaczej. Ale nie tylko ze względów pedagogicznych, ale także dla celów rozpoznawczych. Kierownictwa przeprowadzając takie rozmowy, często chcą dowiedzieć się, do czego taki polityk się nadaje..." - Stanisław Michalkiewicz, wybitny publicysta prawicowy i stały współpracownik naszej witryny ASME, w ostatnim nagraniu przed długim wyjazdem na dłuższy czas do Stanów Zjednoczonych i Kanady, objaśnia kulisy każdej kampanii wyborczej, oczywiście także i tej, dziejącej się właśnie na naszych oczach..

    No i oto dochodzą do nas odgłosy burz i gwałtownych starć, jakie odbywają się w takich gremiach: przeprowadził się do w Toruniu z PiS do Platformy poseł Antoni Mężydło, Jan Maria Władysław "wahał się" czy być nadal w PO, czy wystąpić, podobno został zawarty jakiś kompromis - pewnie w dni parzyste będzie w PO, w dni nieparzyste "będzie się wahał". Tak podobnie dzieje się wśród kamratów z byłej PZPR-erii - "młode hieny" wypychają tow. Leszka Muellera (pisownia europejska nazwiska i Jego określenie swych przeciwników) z list wyborczych, a był to jedyny polityk post(?)komunistyczny, który spędził długi czas w centrali w Langley oraz przysłużył się sprawie płk. Kuklińskiego, co może ukazywać w innym świetle konflikt między "Chamami" a "Żydami" w łonie niegdysiejszej Jedynej Partii...
    Oto w dzienniku "Rzeczpospolita" napisał elaborat pan Paweł Zalewski, typowany w różnych układach na przyszłego ministra zagranicznego, że "sojuszników powinniśmy szukać blisko, nie zaś daleko". Może to oznaczać nowe spojrzenie na polską politykę zagraniczną i jej zwrot w kierunku opcji europejskiej, na niekorzyść amerykańskiej. Czy Stany Zjednoczone mają przestać być "naszą ukochaną duszeńką"? W takim razie zostać pewnie mają ową "duszeńką" - Niemcy, które mają pewne... określone pretensje terytorialne w stosunku do Rzeczypospolitej, na początku - prywatne, a później się zobaczy - rozwija wywód Stanisław Michalkiewicz.
    W ten ciąg znaków na niebie i ziemi wpisuje się wystąpienie tow. Aleksandra Kwaśniewskiego ("Disko"-Olo), który powiedział coś szczerego, z głębi własnej duszy - o potrzebie zmiany niemieckiej polityki zagranicznej w stosunku do Polski w razie ponownych zwycięskich wyborów dla PiS. Niegdysiejszy aparatczyk PZPR-owski, partii, która założona była dla potrzeb imperialnej polityki Sowietów, teraz próbuje wśliznąć się w buty doradcy innego hegemona - europejskiego tym razem. Nie wiedział tylko, że jest na takie wystąpienia jeszcze za wcześnie i dlatego zaczął giąć się w przeprosinach...
    Dlaczego jednak sejm został rozwiązany? Porozumiały się cztery ugrupowania - Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Sojusz Lewicy Demokratycznej i Polskie Stronnictwo Ludowe, tak stanowąc, mimo tego, że niby wszystkie nawzajem utopiłyby się w łyżce wody. Co połączyło te partie? Oczywiście - zamiłowanie do Unii Europejskiej, z przyjęciem tzw. konstytucji europejskiej włącznie. Zostało więc uchwalone swoiste "porozumienie wyborcze" - ugrupowań sprzeciwiających się Anszlusowi Polski przez UE: Unii Polityki Realnej, Ligi Polskich Rodzin i Prawicy Rzeczypospolitej. Tak naprawdę główne starcie rozegra się między tymi obozami.
    Zagrożenie te zostało dostrzeżone przez polityków z SLD - w internecie wyszedł atak jednej z prominentnych przedstawicielek ze ścisłego kierownictwa post(?)komunistów, towarzyszki Senyszyn - na Janusza Korwin-Mikkego...

    Schemat zawarty przy "okrągłym stole", a ułożony przez tzw. generała MO Czesława Kiszczaka, może po raz pierwszy zostać przełamany - w zbliżających się wyborach! Prawica - a nie jej falsyfikat w postaci np. PiS czy PO - ma szansę pojawić się na parlamentarnej scenie politycznej Rzeczypospolitej.

    Stanisław Michalkiewicz udaje się do Stanów Zjednoczonych i Kanady, gdzie - goszczony przez Polonię - będzie prowadził liczne spotkania i wykłady w wielu miastach oraz - starał się doprowadzić do politycznej konsolidacji środowisk polonijnych, by odtworzyło się silne propolskie lobby które wspierałoby politykę zagraniczną RP, zorientowaną na szukanie sojuszników WŁAŚCIWYCH, niezależnie, czy są blisko, czy daleko...

    Nagranie trwa ponad 13 minut, jest dostępne w Sieci do 26 IX 2007 r. W Klubie TV ASME - wersja o dobrej jakości.