kwietnia 28, 2010 - maja 16, 2010

Wybory prezydenckie 2010 - Spotkanie Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Łodzi (cz. 2) Wysłane niedziela, 16, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz | UWAGA!!! Plik o ciężarze 415 MB!












Wybory prezydenckie 2010 - Spotkanie Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Łodzi (cz. 1) Wysłane sobota, 15, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME związane z partią WiP:

- "Ty też możesz być bogaty - czyli: wolny rynek na progu XXI wieku" - wykład kandydata na prezydenta RP Janusza Korwin-Mikke na warszawskiej politechnice (cz. 2)

- "Ty też możesz być bogaty - czyli: wolny rynek na progu XXI wieku" - wykład kandydata na prezydenta RP Janusza Korwin-Mikke na warszawskiej politechnice (cz. 1)

- Janusz Korwin-Mikke - kandydatem do urzędu prezydenta RP z poparcia partii Wolność i Praworządność oraz Unii Polityki Realnej - konferencja prasowa partii WiP

- Obywatelu! Grzej się z z nami! Rząd ogrzeje się sam! - zimowa akcja WiP

- Wolność internetu zagrożona? Blackout Europe Polska, Partia Piratów oraz Wolność i Praworządność nie chcą rządowej cenzury Sieci

- Nowe metody walki z Globalnym Ocipieniem: tylko CO2 nas uratuje! Obywatelu, używaj samochodu! - apelują działacze Komitetu Obrony Środowiska WiP

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Konferencja prasowa partii Wolność i Praworządność - Warszawa 30.11.2009

Kandydat na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w wyborach AD 2010 Janusz Korwin-Mikke 12.5.2010 spotkał się w Łodzi ze swoimi sympatykami i mieszkańcami miasta.

Przedstawiamy Państwu część pierwszą nagrania z tego wydarzenia.

Nagranie trwa ponad 35 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Wybory prezydenckie 2010 - Spotkanie Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Łodzi (cz. 1) Wysłane sobota, 15, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Podatników z UE obrabują urzędnicy UE wespół z międzynarodówką lichwiarską, ale już bez mordowania milionów, jak czynił to Józef Stalin, zaś prezes Kaczyński wykonuje gest pojednawczy w kierunku Moskwy - Stanisław Michalkiewicz o najnowszych zdarzeniach nie tylko z "polskiego regionu UE" Wysłane środa, 12, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, Unia Europejska pokazała swoje możliwości! Przed paroma laty pan doktor Olechowski przemawiając na konferencji »Forum Dialogu« wspomniał, że »jak wejdziemy do UE, to będziemy mogli współdecydować o naszych sprawach!«. No to - współdecydujemy: onegdaj ministrowie finansowi krajów EU uradzili, by utworzyć »fundusz pomocowy« dla państw, które zbankrutowały. »Zdolność obsługi swojego długu publicznego« jak na razie utraciła Grecja, ale w kolejce widać już Hiszpanię i Portugalię. Grecja dostała 110 miliardów euro, by mogła wykupić swoje obligacje od lichwiarzy. Na »przyszłe problemy« ministrowie uradzili fundusz w wysokości 750 miliardów euro. Jak wiadomo - »strefa Euro« ma być bezpieczna, więc wszystko w służbie bezpieczeństwa! Nie tylko kraje tej strefy mają się złożyć na ten fundusz, ale i wszystkie pozostałe, należące do UE, a nawet chyba też te, które należą do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Skąd się wezmą pieniądze na ten fundusz? Wiadomo - z rabunku podatników. Europejski Bank Centralny z siedzibą we Frankfurcie nad Menem będzie »wypłukiwał pieniądze z powietrza«, czyli »kreował pieniądz fiducjarny«, a ponieważ jednak pieniądze nie biorą się z powietrza, będą wzięte z kieszeni podatników UE. Żeby dokonać rabunku w tak masowej skali, Józef Stalin kilkadziesiąt lat temu potrzebowałby wymordować z milion ludzi, kilka innych milionów pozbawić paznokci czy innych części ciała, z 5 czy 10 milionów przepuścić przez łagry, a dopiero sterroryzowana reszta wydałaby mu pieniądze. Tymczasem teraz »obywatele UE« pozwolą się obrabować bez żadnego sprzeciwu, a nawet - w podskokach, śpiewając »Wszyscy ludzie będą braćmi...« do muzyczki »Ody do radości«. Owszem, wszyscy ludzie będą braćmi tutaj na zasadzie »brat brata w tyłek harata«. A więc - tak właśnie współdecydujemy w tej Unii Europejskiej" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik witryny Antysocjalistycznego Mazowsza komentuje najważniejsze wydarzenia nie tylko z obszaru "polskiego regionu UE".

To wszystko dzieje się dla dogodzenia "międzynarodówki lichwiarskiej, czyli to jej jesteśmy niewolnikami. Jedynym punktem wyjścia do reformy tego stanu jest przywrócenie ludziom władzy nad bogactwem, jakie wytwarzają.
A przechodząc do tubylczych wyborów prezydenckich, warto wspomnieć o bardzo zabawnej sytuacji, jaka wczoraj i dziś się wytworzyła. Oto Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła kandydaturę towarzysza Andrzeja Leppera pod pretekstem, że został skazany "prawomocnym wyrokiem" za... "obrazę majestatu" tow. Włodzimierza Cimoszewicza. Dzisiaj PKW z ubolewaniem stwierdziła, że się pomyliła. Okazało się, że... żadnego wyroku skazującego tow. Leppera nie było, ponieważ postępowanie w tej sprawie zostało z powodu przedawnienia - umorzone! Taki bałagan już panuje w podstawowych miejscach i resztkach pozorów "polskiej państwowości" - rejestrach "niezawisłych sądów". Więc w pierwszej turze wyborów spotka się 10 kandydatów, zaś w drugiej - jak się już wyfikamy - pewnie tylko dwóch "jakichś faworytów". Jak na razie jednym z nich jest "kandydat obozu zdrady i zaprzaństwa" marszałek sejmowy Bronisław Komorowski, a z drugiej - kandydat obozu "płomiennych obrońców interesu narodowego", prezes PiS Jarosław Kaczyński - opisuje fakty publicysta.
Jak na razie w obozie "zdrady i zaprzaństwa" widać objawy popłochu, bo przeciwnik, prezes Kaczyński, wbrew oczekiwaniom - milczy, nie odzywa się publicznie prawie w ogóle. W takim razie pojawiły się zarzuty (przedstawił je tow. Kalisz), że "ukrywa się za parawanem smoleńskiej tragedii". I tak widać, że reprezentanci tych obydwu obozów wyrywają sobie tę smoleńską tragedię niczym hieny padlinę, co pokazuje na główny nurt kampanii wyborczej, bo przecież żaden z faworyzowanych kandydatów nie zająknie się przecież o takich jakichś przyziemnych sprawach jak np. dług publiczny. Widać też, że oba obozy starają się zachować symetrię: jak tylko pan marszałek Komorowski pogalopował, asystując towarzyszowi "generałowi LWP" Jaruzelskiemu, do Moskwy na defiladę, pan prezes PiS Kaczyński nie chcąc zostawać w tyle, wystąpił z apelem pojednawczym do Rosjan, zapowiadając, że jak to by On wygrał te tubylcze wybory, to pojednanie też może nastąpić. Ta oferta rzeczywiście może zostać zauważona w Moskwie, bo ruscy szachiści i tak wiedzą, co mają wiedzieć z akt o panu marszałku Komorowskim, więc wiedzą, że on się zawsze pojedna, bo zrobi, co mu każe razwiedka. Dobry gracz nie stawia przecież wszystkiego na jedną kartę/figurę, a przecież i "ruscy szachiści", i "nasza złota pani Aniela" są niewątpliwie dobrymi graczami.
A w tym dążeniu do symetrii - po śmierci "złowrogiego" prezesa IPN Janusza Kurtyki być może możemy spodziewać się mianowania do tej funkcji samego redaktora Lesława Maleszki. W końcu to przykład jego przyznania się do współpracy z PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa doprowadził do wypracowania uniwersalnej formuły ujawniania wszystkich Tajnych Współpracowników: "bez swojej wiedzy i zgody", dzięki której tyle "Ałtorytetów Moralnych" nadal cieszy się znakomitą reputacją - zastanawia się Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa ponad 15 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Podatników z UE obrabują urzędnicy UE wespół z międzynarodówką lichwiarską, ale już bez mordowania milionów, jak czynił to Józef Stalin, zaś prezes Kaczyński wykonuje gest pojednawczy w kierunku Moskwy - Stanisław Michalkiewicz o najnowszych zdarzeniach nie tylko z "polskiego regionu UE" Wysłane środa, 12, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Stanisław Michalkiewicz w Małopolsce: Oddział Nowosądecki Unii Polityki Realnej zaprasza! Wysłane niedziela, 9, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak




UK: pomiędzy sprawiedliwością a racjonalnością wyboru - prof. Jerzy Przystawa Wysłane sobota, 8, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- Stowarzyszenie JOW zawiadamia Prokuratora Generalnego o popełnieniu przestępstwa w Sejmie RP

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 4)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 3)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 2)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 1)

- I Debata Ustrojowa - dyskusja pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich, p. Janusza Kochanowskiego o wprowadzeniu ordynacji JOW w wyborach parlamentarnych w Polsce - część III z udziałem publicystów największych tytułów prasowych Polski

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

Jest już sobotni wieczór, 8 maja 2010, mija druga doba od zakończenia wyborów 55. Parlamentu Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, a mieszkanie przy Downing Street 10 nadal zajmuje jegomość, który z kretesem przegrał wybory i nie zamierza się szybko wynosić. Nie mogą się z tym pogodzić Brytyjczycy, przywykli do sytuacji, że przegrany premier pakuje manatki następnego dnia i ustępuje miejsca zwycięzcy, któremu z kolei królowa powierza misję utworzenia nowego rządu. Historia ich rozpuściła, oddzieliła wodą od cywilizacji europejskiej i nie rozumieją, że dla przeciętnego Europejczyka jest to rzecz najbardziej naturalna w świecie. W krajach europejskich, gdzie głosuje się zgodnie z "cywilizacyjnymi" trendami na listy partyjne, na nowego premiera czeka się tygodniami, a nawet miesiącami. Na przykład tam, gdzie bije serce demokracji europejskiej, w Belgii, po ostatnich wyborach parlamentarnych w czerwcu 2007, kryzys gabinetowy (czytaj: niemożliwość wyłonienia koalicji rządzącej) trwał do grudnia 2008!

Ale Angole to naród tępy, który uczy się z trudem, a już od cudzoziemców - obelżywie nazywanymi "foreigners" - w żadnym wypadku. Nie rozumieją, jak to można być bez rządu nie tylko przez półtora roku, ale nawet przez kilka dni i bardzo ich ta nowa sytuacja frustruje. Nowa, ponieważ ostatni podobny przypadek wydarzył się 36 lat temu. Wtedy też mieli "hung Parlament" - "zawieszony", bo Anglicy jakoś nie mają w użytku "koalicji wyborczych", "rządzenia koalicyjnego" i innych temu podobnych figur, które są zwyczajowymi formami na Starym Kontynencie. Co to będzie, co to będzie? - łamią sobie głowy uczeni analitycy przed kamerami BBC i innych mediów.
Gordon Brown, któremu mieszkanie na Downing Street 10 bardzo przypadło do gustu, kombinuje, jakby tu obejść wyrok losu i usiłuje się dogadać z liberałami (demolibami). Kokietuje ich propozycją zmiany prawa wyborczego i wprowadzenia ordynacji proporcjonalnej, co stanowi podstawowy postulat polityczny demolibów. Liberałom wybory szczęścia nie przyniosły. Wbrew optymistycznym prognozom, zamiast zyskać - stracili mandaty. Tym niemniej, ponieważ zwycięzcy konserwatyści nie zdobyli bezwzględnej większości, są dzisiaj języczkiem u wagi. Ale jakoś nie bardzo im wypada łączyć się z partią, która poniosła wręcz historyczną porażkę, tracąc w wyborach ponad 90 mandatów! Buntują się przeciwko temu ich posłowie, którzy - co by nie mówić - zdobyli większość głosów w swoich okręgach wyborczych i woleliby jednak współrządzić z partią, której Brytyjczycy udzielili poparcia, a to tylko konserwatyści zdobyli więcej mandatów niż w poprzednich wyborach i to prawie o 100 więcej! Z drugiej jednak strony, program wyborczy konserwatystów leży jak najdalej od ideologii liberałów! Sytuacja obecna to nowość, partie brytyjskie nie wypracowały jeszcze postaw tak cynicznych, jakich jesteśmy świadkami w polityce polskiej, gdzie aby utrzymać się przy władzy, można śmiało zaprzedać nie tylko program, ale i duszę diabłu!

Zasiadający przed kamerami analitycy i komentatorzy usiłują znaleźć słowny opis kwadratowego koła: jak pogodzić koncepcję stabilnego rządu z koncepcją wyborów proporcjonalnych? Boli ich zły system wyborczy, który dwukrotnie w ciągu ubiegłego stulecia nie wyłonił większości parlamentarnej, ale czy lekarstwem może być ordynacja proporcjonalna, która prawie NIGDY nie wyłania potrzebnej większości? Ten sam dylemat miał w roku 1974 Edward Heath. Wtedy też ordynacja proporcjonalna stanowiła główny temat dywagacji. Skończyło się na mniejszościowym rządzie Harolda Wilsona i na nowych wyborach pół roku później. W roku 1929 mniejszościowy rząd MacDonalda wytrwał trochę dłużej, bo prawie dwa lata, zanim trzeba było przeprowadzić nowe wybory. Jeśli historia jest magistra vitae, to wielu przypuszcza, że i tym razem skończy się podobnie.

Dylemat, przed jakim stoi dzisiaj Wielka Brytania, to dylemat, czy "racjonalny system wyborczy" zastąpić systemem, który lewaccy ideolodzy określają mianem "systemu sprawiedliwego" (na zasadzie: proporcjonalny = sprawiedliwy). Racjonalizm Brytyjczyków polegał na tym, że zasada wyborcza była prosta: wiadomo, kto dostaje mandat - ten, kto zdobywa największą liczbę głosów. Konsekwencją tej racjonalności było najwyższe prawdopodobieństwo uzyskania stabilnego, jednopartyjnego rządu. Teraz proponuje im się system, w którym mandaty otrzymują ludzie mało znani, albo wręcz nieznani, ale za to taki, w którym nie można nigdy uzyskać stabilnego rządu! Rekompensatą za tę nieracjonalność ma być satysfakcja ze "sprawiedliwego podziału mandatów". Ale kto tę satysfakcję ma odczuwać? Czy to wyborcy brytyjscy byliby tak bardzo szczęśliwi, gdyby demoliberałowie zamiast 9% mandatów uzyskali 24%? Na pewno pełni zachwytu i satysfakcji byliby liberałowie, ale czy te uczucia podzielaliby wyborcy w ich okręgach? Dlaczego, w takim razie, nie dali mandatów większej liczbie liberałów?

Brytyjski system wyborczy nie jest "sprawiedliwy", tylko "racjonalny". Razem z wyborami parlamentarnymi odbywały się wybory do rad lokalnych, w tej samej formule JOW. W okręgu Great Yarmouth kandydat torysów otrzymał dokładnie taką samą liczbę głosów jak kandydat laburzystów! Jak można rozstrzygnąć ten dylemat w sposób "sprawiedliwy"? Brytyjczycy postępują racjonalnie: odbyło się losowanie. Wygrywa ten, kto z tali kart wyciągnie starszą! Konserwatysta Bob Peck wyciągnął "3", laburzysta Charlie Marsden wyciągnął "7" i jemu przypadł w udziale mandat! W Polsce, w której obowiązuje zawsze przeciwieństwo zasady racjonalności, w takiej sytuacji należałoby przeprowadzić drugą turę wyborów!

W pięciu okręgach zgłosili się tylko pojedynczy kandydaci. Ludzie irracjonalni, jak Polacy, w takiej sytuacji przeprowadzają głosowanie, a kandydat musi uzyskać minimum 50% poparcia. Jeśli takiego poparcia nie uzyska, wójta czy burmistrza wyznacza się komisarycznie. A jak postępują ludzie racjonalni? Przyznają mandaty tym, którzy się zgłosili BEZ GŁOSOWANIA. I w ten sposób mandaty uzyskało trzech kandydatów Partii Konserwatywnej, jeden laburzysta i jeden niezależny. Jak dodać głosy tych, którzy nie głosowali w tych okręgach, aby uzyskać prawidłowe proporcje? To jest, oczywiście, pytanie dla ideologów sprawiedliwości, a nie dla ludzi racjonalnych i praktycznych.

Patrzmy uważnie na rozwój wypadków na Wyspach Brytyjskich: czy zwycięży socjalistyczna ideologia, czy konserwatywny brytyjski racjonalizm?

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Wspomnienie wyborów parlamentarnych z 1991 roku w krzywym zwierciadle nagrań TVP Wysłane sobota, 8, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Wybory prezydenckie AD 2010 rozpoczęte. Niewątpliwie będą z racji skróconego terminu kampanii znacznie bardziej "esencjonalne" niż poprzednie, dlatego na sam jej początek zapraszamy Państwa do przypomnienia sobie (a niektórym, którzy dopiero weszli w wiek wyborczy - do zapoznania się w ogóle) klipów wyborczych z początku tzw. polskiej transformacji, czyli pierwszych wolnych wyborów parlamentarnych z 1991 roku.

Materiał nakręcony przez ekipy rządowej stacji TVP (innych nie było!) oczywiście przedstawia tamten czas w krzywym zwierciadle, ale dość wiernie i dosadnie oddaje autentyczny brak "profesjonalizacji", po prostu pisząc - nieporadność autoprezentacji przedstawicieli kilkudziesięciu komitetów wyborczych, jakie brały udział w tamtych wyborach. Mimo wszystko trzeba pamiętać - tak rodziły się początki parlamentaryzmu obecnej PRL-bis, którego kolejny akord - wybory prezydenckie - mamy przed sobą.

Nagranie trwa prawie 7 minut.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Kandydatów "nie potentatów" jest kilku, i każdy z nich uzyskał poparcie minimum 100.000 - Stanisław Michalkiewicz o rozpoczynającym się teatrze politykierów Wysłane piątek, 7, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Kandydatów "nie potentatów" jest kliku, i każdy z nich uzyskał poparcie minimum 100.000 - Stanisław Michalkiewicz o rozpoczynającym się teatrze politykierów Wysłane piątek, 7, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, właśnie jesteśmy po terminie do zbierania podpisów na kandydatów na prezydenta Polski, no i w rezultacie mamy aż kilkunastu tych kandydatów. Kilku odpadło - między innymi Gabriel Janowski, ale pozostali będą startować, Sensacją dnia wczorajszego stało się przedstawienie Państwowej Komisji Wyborczej prawie miniona siedmiuset tysięcy podpisów popierających Jarosława Kaczyńskiego, który zdecydowanie przelicytował siedemset tysięcy podpisów Platformy. Pokazuje to, że wahadło sympatii opinii publicznej rzeczywiście mogło się wychylić w stroną Jarosława Kaczyńskiego, co wzbudza niepokój w środowisku »Gazety Wyborczej«, »salonu«, oczywiście - także w Platformie Obywatelskiej. Tak naprawdę batalia rozegra się miedzy dwoma kandydatami: popieranym przez razwiedkę i wszystkich tych, którzy budzą się z krzykiem w nocy przed powrotem »IV Rzeczypospolitej« Bronisławem Komorowskim, a Jarosławem Kaczyński. Są oczywiście inni kandydaci, ze swoimi programami jak na przykład pan doktor Olechowski, Waldemar Pawlak, pan Janusz Korwin-Mikke, no ale bądźmy tu realistami... Są oczywiście »potentaci«, więc przyjrzyjmy się, co ci »potentaci« powiedzieli. Z pobieżnej analizy wypowiedzi tych »potentatów« wynika, że pan Komorowski przemawiając na smutnej uroczystości podczas obchodów 3 Maja, przypominającej ostatnie pożegnanie niepodległości państwowej, powiedział, że »powinniśmy być dumnie z tego, że nam się państwo nie rozleciało«. We wczorajszym wystąpienia pana prezesa PiS Kaczyńskiego z okazji zaprezentowania zbiórki tego miliona ponad podpisów powiedział, że »będziemy mogli MARZYĆ o Polsce silnej, zasobnej i sprawiedliwej«... No, marzyć każdemu - wolno!" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik naszej witryny ASME - Antysocjalistycznego Mazowsza, komentuje najnowsze wydarzenia ze scen teatru politycznego "polskiego regionu UE".

Rzeczywistość jest niestety taka, że ktokolwiek zostanie prezydentem - będzie ROBIŁ, TO CO BĘDZIE MUSIAŁ ROBIĆ... Nie - będzie "marzył", będzie "dumny, że państwo się nie rozleciało" - tylko... będzie "w poczuciu realizmu" robił to, co ustalą między sobą "nasza złota pani Aniela" i "zimny, rosyjski czekista" Putin.
W tym "poczuciu realizmu" przoduje nasz "mistrz z Londynu", pan minister finansowy Jacek Rostowski, który pracuje nad projektem ustawy o "kredycie ze zwróconą hipoteką". Ma ona doprowadzić do starsze osoby powyżej 60 lat do zaciągnięcia pożyczki w banku pod warunkiem przekazania własności nieruchomości - domu, mieszkania czy innych nieruchomości, co bardzo odpowiada postulatom niemieckim "wypędzonym", jak i zarówno - żydowskim organizacjom Przemysłu Holokaustu - w sytuacji bankrutującego systemu emerytalnego w Polsce. Banki będą zainteresowane, by takie starsze osoby umarły jak najszybciej - więc będą hojnie sponsorowały programy eutanazji czy różne inne takie wynalazki. Powstanie przymus ekonomiczny dla wielu emerytów posłużenia się tym kredytem, a banki będą wypłacały niekoniecznie wszystkie raty kredytu i ta ustawa będzie wygodnym narzędziem zmian stosunków własnościowych w Polsce - Stanisław Michalkiewicz kreśli czarny i dość realny scenariusz naszej przyszłości.
W Polsce, w Różańcu są i "tajemnie bolesne", i są "tajemnice radosne". Oto kilkadziesiąt osób podpisało się pod apelem, by 9 maja polskie społeczeństwo zapaliło "świeczkę" (oczywiście - i diabłu ogarek też...) na grobach rosyjskich żołnierzy Armii Czerwonej, które znajdują się w Polsce. "Gazeta Wyborcza" opublikowała nie tylko tekst Apelu, ale i listę sygnatariuszy - przecież oczywiście po to, by Ambasada Federacji Rosyjska mogła od razu przekazać Moskwie, KTO jest w Polsce już uszykowany do deklaracji lojalności. Są tam trzy grupy: Żydzi (podczas ubiegłorocznych, letnich rozmów izraelskiego prezydenta Peresa z rosyjskim prezydentem Miedwiediewem pewnie doszło do odnowienia idei Żydolandu na terenach polskich), notoryczni koniunkturaliści (Wajda, Zanussi i tym podobni...) i przedstawiciel "innej" grupy - JE Arcybiskup Józef Życiński, a więc przygotowania do "żywej cerkwi" są już zaaawansowane.
A tu - w wyniku "katastrofy smoleńskiej" pojawiły się trzy nowe wakaty w Senacie. PiS i PO już sobie uradziły, że nie będą wystawiać kontrkandydatów w tych okręgach: i tak na przykład w okręgu małopolskim po tragicznie zmarłym senatorze Zającu - Jego mandat przejmie Wielce Szacowna pani Zającowa - małżonka! Mandaty stają się już dziedziczne, co sprawia że "nasza młoda demokracja" staje sie coraz bardziej przewidywalna. Po co więc ta cała demokracja? - pyta się z uśmiechem na twarzy Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa prawie 17 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Albion ginie? - prof. Jerzy Przystawa Wysłane czwartek, 6, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 4)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 3)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 2)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 1)

- I Debata Ustrojowa - dyskusja pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich, p. Janusza Kochanowskiego o wprowadzeniu ordynacji JOW w wyborach parlamentarnych w Polsce - część III z udziałem publicystów największych tytułów prasowych Polski

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

Główną wiadomością poranka wyborczego BBC (czwartek, 6 maja 2010) była informacja o katastrofie lotniczej w okręgu wyborczym Buckingham. Na pokładzie były tylko dwie osoby: pilot i eurodeputowany Nigel Farage, który tak bardzo daje się we znaki Jerzemu Buzkowi w Parlamencie Europejskim i spienia wszystkich euroentuzjastów swoimi ostrymi i pełnymi ekspresji wystąpieniami. Tym razem Nigel Farage pojawił się w roli kandydata do Izby Gmin, a samolot leciał nad jego okręgiem wyborczym, powiewając wielkim białym bannerem. Chociaż samolot zarył nosem w ziemię i przewrócił się na plecy, obaj lotnicy uszli z życiem. Nigel Farage prawdopodobnie jeszcze dzisiaj opuści szpital, aczkolwiek z uszkodzeniami żeber i kręgosłupa. Dla nas pikanterii temu wydarzeniu nadaje fakt, że rozbity samolot to polskiej produkcji PZL -104 Wilga 35A.

Nigel Farage, pomimo wszystkich swoich oratorskich talentów, nie ma przed sobą łatwiej przeprawy, ponieważ kandyduje w okręgu, w którym jego głównym przeciwnikiem jest John Bercow, speaker Izby Gmin - odpowiednik naszego marszałka Sejmu, a więc, w tym wypadku, samego Bronisława Komorowskiego. Warto zatem przypomnieć sobie czym różni się speaker od swojego polskiego odpowiednika, bo ta różnica rzuca też światło na różnicę naszych systemów wyborczych.
Wg aktualnej procedury, speakera wybiera Izba w tajnym głosowaniu i kandydat musi uzyskać ponad 50% głosów. Aby kandydować, trzeba być nominowanym przez co najmniej 12 posłów, z których co najmniej trzech musi należeć do innej partii niż partia kandydata. Obecny speaker, John Bercow, sprawuje swój urząd od czerwca 2009, po rezygnacji poprzednika, Michaela Martina. Wybrany speaker musi wystąpić z partii. W trakcie debaty decyduje o tym komu udzielić głosu. Sam jednak nie bierze udziału w głosowaniach, chyba że jest taka sama liczba głosów "za" jak i "przeciw" - wtedy głos speakera rozstrzyga.
W nowych wyborach speaker kandyduje jako "speaker-seeking reelection". Jeśli zostanie wybrany, to w nowym parlamencie z reguły zachowuje swój mandat. Jak to wynika z procedury wyborczej, jest to osoba ciesząca się wysokim poważaniem w Izbie Gmin, a co za tym idzie - trudno sobie wyobrazić, że w dzisiejszych wyborach nie uzyska mandatu. Aby mu ułatwić wybór, w jego okręgu główne partie nie wystawiły kontrkandydatów. Okręg Buckingham zamieszkuje 69.560 wyborców. Kandydatów jest 11, w tym pięciu niezależnych. Kolorytu wyborom dodają pozaparlamentarne partie. Np. jest kandydat partii, która się szumnie nazywa Monster Raving Loony, a więc coś w rodzaju "Potwór Oszalały Wariat", a także partii "Cut the Deficit". Nigel Farage nie będzie miał łatwej przeprawy!
Ale już dzisiaj się to rozstrzygnie. Farage przeżył katastrofę, zatem wybory się odbędą. Gdyby zginął, wybory musiano by przełożyć. Tak się stało w okręgu Thirsk and Matton, gdzie jeden z kandydatów umarł w trakcie kampanii. Dzisiaj więc Brytyjczycy wybiorą posłów z 649 okręgów. W okręgu Thirsk and Matton wybory odbędą się 27 maja.

Patrzmy uważnie. Liberałowie odgrażają się, że to już ostatnie wybory w systemie FPTP, czyli takim, jaki Ruch Obywatelski na rzecz JOW rekomenduje dla Polski. Nie ociągajmy się zatem z podpisaniem Apelu do Kandydatów na Urząd Prezydenta RP http://apel.jow.pl! Jeśli Albion zginie - niech chociaż Rzeczpospolita ocaleje!

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Czy wolna Polska skaże w końcu krwawego prokuratora Kazimierza Graffa? - Tadeusz M. Płużański Wysłane czwartek, 6, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na temat stalinowskiego sędziego-oprawcy Graffa:

- Czy wolna Polska zdobędzie się na skazanie krwawego stalinowskiego prokuratora Kazimierza Graffa? Osąd historii nie wystarczy - Tadeusz M. Płużański

- Sprawa stalinowskiego prokuratora Kazimierza Graffa Nie osądzony nawet za część swoich zbrodni

Kazimierz Graff, zastępca naczelnego prokuratora wojskowego Stanisława Zarakowskiego, winny wielu zbrodni sądowych na żołnierzach AK i działaczach niepodległościowych, w III RP pozostaje bezkarny. Do tej pory jedynym sukcesem niepodległej Polski było odebranie mu 4 tys. zł wojskowej emerytury.

Instytut Pamięci Narodowej postawił Graffa przed sądem za prześladowanie dwóch wysokich oficerów WP – płk. Stefana Biernackiego i kmdr. Wacława Krzywca - komendanta ORP "Błyskawica", wobec których bezprawnie przedłużył areszt w 1951 r. Pogwałcenie stalinowskiego prawa polegało na tym, że pod nakazami podpisał się ex post - kilka dni po upływie terminu aresztowania obu oficerów. Zamiast zostać zwolnieni, byli dalej poddawani UB-owskiej machinie zbrodni.
Ale Graff i bezpieka wiedzieli, co robią. Aresztowanie i przesłuchanie Biernackiego i Krzywca miało związek z przygotowywanym procesem gen. Stanisława Tatara i innych wojskowych, oskarżonych w sfingowanym procesie o szpiegostwo na rzecz obcych wywiadów i tworzenie spisku w wojsku. Pod dyktando UB sądy wydały wyroki śmierci, w najlepszym wypadku dożywotniego więzienia.
Płk Stefan Biernacki i kmdr Wacław Krzywiec mieli szczęście - obaj odzyskali wolność w czasie "odwilży" 1956 r. Pierwszy został redaktorem w PWN, drugi na skutek tortur zmarł wkrótce po zwolnieniu.

Rzeczpospolita
- państwo prawa?


Oskarżenie IPN na nic jednak się zdało. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił Graffa, uzasadniając, że taki wyrok "nie może dziwić, bo Rzeczpospolita jest demokratycznym państwem prawa i tym obecne czasy różnią się od lat 50", a skazanie byłego stalinowskiego prokuratora nie miałoby sensu, gdyż system, w którym służył, "osądziła już historia".
Szczęśliwie innego zdania był Sąd Najwyższy, który uznał, że sąd I instancji zbyt szybko i zbyt pobieżnie przeszedł do porządku nad realiami stalinizmu. Sędzia SN Antoni Kapłon tłumaczył skierowanie sprawy do ponownego rozpoznania: - Kazimierz G. twierdził, że podpisał przedłużenie aresztu, bo przesłuchiwany się przyznał. Ale oskarżony powinien był zauważyć, że przedłużał areszt wobec osoby przesłuchiwanej wielokrotnie, o różnych porach dnia i nocy. Z bogatej praktyki radzieckich służb wojskowych - z której czerpały wtedy także służby polskie - wiadomo, że osoba przesłuchiwana w ten sposób może podpisać każde zeznanie.
Ostatecznie ściganie Graffa zakończyło się jednak fiaskiem. Dwa sądy: Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie, do którego sprawa wróciła, a następnie Sąd Najwyższy, który rozpatrywał zażalenie prokuratorów IPN, nie dopatrzyły się w działalności Graffa przestępstwa. Uznano, że działał zgodnie z ówczesnym prawem. Czyli represje wobec wrogów "ludu" - zamykanie w więzieniach, brutalne śledztwa, wyroki wieloletniego więzienia, w tym śmierci - były czymś normalnym.
Przeciwko Graffowi w wolnej Polsce toczyło się jeszcze jedno postępowanie. IPN-owski akt oskarżenia również dotyczył bezzasadnego aresztowania - tym razem innego niepodległościowca - żołnierza antykomunistycznego podziemia (Ruch Oporu Armii Krajowej i Narodowe Zjednoczenie Wojskowe) Stanisława Figurskiego. Kazimierz Graff usankcjonował przetrzymywanie go w wiezieniu dopiero po miesiącu. W tym czasie śledczy zmusili Figurskiego, aby przyznał się do próby obalenia przemocą ustroju państwa polskiego oraz napadów rabunkowych z bronią w ręku. Ten sam Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie nie dopatrzył się w postępowaniu Graffa "znamion czynu zabronionego", a Sąd Najwyższy ostatecznie zawyrokował: niewinny.

Kula za antysemityzm

Te dwie sprawy sądowe Kazimierza Graffa to kropla w morzu jego zbrodni. Swoje krwawe żniwo późniejszy zastępca Naczelnego Prokuratora Wojskowego rozpoczął na początku 1946 r., kiedy jako wiceprokurator pracował w Wydziale do Spraw Doraźnych Sądu Okręgowego w Siedlcach. Wydziały doraźne były chyba najbardziej krwawymi sądami w powojennej Polsce. Ze względu na ilość zasądzonych i wykonanych wyroków, śmiało można je nazwać komunistycznymi trybunałami śmierci. Skazywały przeciwników politycznych, nawet nie próbując zachować elementarnych zasad stalinowskiego prawa (sprawy prowadzono w trybie przyspieszonym, bez postępowania dowodowego, prawa do obrony i odwołania).
I tak 26 lutego 1946 r. na sesji wyjazdowej siedleckiego wydziału doraźnego w Sokołowie Podlaskim Kazimierz Graff oskarżał 15 żołnierzy AK, żądając dla nich kary śmierci i podżegając skład sędziowski do wydania takich wyroków. W ten sposób 10 AK-owców dostało KS. Żeby tego było mało - już następnego dnia Graff wydał rozkaz ich rozstrzelania tak, aby nie zdążyli przypadkiem złożyć prośby o ułaskawienie.
Skazany wówczas na 10 lat Leonard Gierowski zapamiętał, że Graff był w sądzie agresywny i napastliwy. Nie pozwolił rzecz jasna, by oskarżeni mieli obrońców. Koledze Gierowskiego - Romanowi Bielińskiemu powiedział, że "dostanie kulę w łeb" (co rzeczywiście się stało). Powód? Bieliński przed wybuchem wojny studiował na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie - jak zaznaczył Graff - szerzył się antysemityzm. Co krwawy, stalinowski prokurator mógł wiedzieć o stosunkach panujących na przedwojennej polskiej uczelni? Otóż sam studiował prawo na UW. Już wówczas był zaangażowany politycznie: działał w Komunistycznym Związku Młodzieży "Życie" i z jego ramienia, w latach 1937-38, przewodniczył Warszawskiemu Akademickiemu Komitetowi Antygettowemu.
Siedlecki sąd "na kółkach" (razem z prokuratorem Graffem) zawitał nie tylko do Sokołowa Podlaskiego, ale również do innych okolicznych miejscowości, m.in. Ostrowi Mazowieckiej. Za każdym razem niósł ze sobą obfite żniwo śmierci (w Ostrowi skazał na KS 12 osób). Z dokumentów zachowanych w tzw. archiwum Bieruta wiadomo, że 6 kwietnia 1946 r. Graff uczestniczył w wykonaniu egzekucji na Henryku Dąbrowskim, Włodzimierzu Łukawskim, Tadeuszu Matejkowskim, Władysławie Mizierskim, Janie Adamiaku i Janie Mościborskim.
Sądy doraźne działały od lutego do czerwca 1946 r., orzekając w całej Polsce 364 wyroki śmierci, z tego 334 zostały wykonane.

"Przysłali mi z Warszawy
Kazimierza Graffa"


Kazimierz Graff urodził się rok przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości - 11 listopada 1917 r. w Warszawie. Był najmłodszym z trzech synów kupca Maurycego i nauczycielki Gustawy z Simonbergów. Rodzinie świetnie się powodziło - miała piękne mieszkanie w kamienicy w centrum Warszawy - w Al. Jerozolimskich pod numerem 93. W 1935 r. Kazimierz ukończył elitarne gimnazjum im. Mikołaja Reja, a zaraz przed wybuchem wojny wspomniane prawo na warszawskim uniwersytecie. Tam miał poznać innych bohaterów komunizmu - Hankę Szapiro-Sawicką, Janka Krasickiego i... swoją przyszłą żonę.
We wrześniu 1939 r. zaciągnął się do 44. Pułku Piechoty w Równem. Przed Sowietami uciekł do Lwowa, gdzie imał się różnych zawodów - był m.in. inspektorem domów akademickich Państwowego Instytutu Medycznego i administratorem w Państwowym Instytucie Krajoznawczym. W końcu nastąpił wymarzony dla Graffa dzień - po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej wstąpił do Armii Czerwonej, by później znaleźć się w szeregach LWP. Jako dowódca kompanii samodzielnej rusznic 3. pp. walczył pod Lenino. We wrześniu 1944 r. został ciężko ranny w walkach na warszawskiej Pradze.
W prokuraturze wojskowej rozpoczął pracę w 1945 r. (dobrowolnie; do przełożonych pisał, że znalazł swoje miejsce w życiu). Podobno był inteligentny i dowcipny. Po serii morderstw sądowych w siedleckiem Kazimierz Graff awansował - w czerwcu 1946 r. został majorem. Już w grudniu został głównym oskarżycielem w sprawie poakowskiej organizacji zbrojnej - Konspiracyjnego Wojska Polskiego, dowodzonego przez legendarnego kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca". Dla dowódcy i jego żołnierzy domagał się wielokrotnych kar śmierci, które zostały następnie wykonane. "Warszyca" rozstrzelano 17 lutego 1947 r., na kilka dni przed wejściem w życie amnestii. Nie wiadomo, dlaczego tej sprawy nie dołączono w 2001 r. do aktu oskarżenia przeciwko Graffowi!?
W sprawie "Warszyca" oskarżał również prokurator Czesław Łapiński (wcześniej "ciężko pracował" w innym Wydziale do Spraw Doraźnych - w Białymstoku, a następnie oskarżał "grupę szpiegowską" rotmistrza Witolda Pileckiego). Kilka lat temu dał się namówić na rozmowę o "tamtych tragicznych sprawach":
- Łódź i okolice to był mój teren, jako szefa tamtejszej prokuratury wojskowej. Na tym terenie działał Sojczyński, który po wojnie nie złożył broni, tylko brał udział w bratobójczych walkach, mordował bezbronną ludność, przedstawicieli władzy, pepeerowców. Kiedy aresztowano "Warszyca", ludzie odetchnęli. Do pomocy w procesie przysłali mi z Warszawy Kazimierza Graffa mimo, że wcale o taką pomoc nie prosiłem. Widać chcieli, żeby sprawę poprowadził ktoś zaufany. Grupę Sojczyńskiego podzieliliśmy między siebie na pół. Graff "obsługiwał" tych od góry, ja mniejsze przewinienia i wnosiłem o kary od pięciu do dziesięciu lat więzienia.

"To nie ja mordowałem,
tylko oni"


W wolnej Polsce, poprzedniczka IPN - Główna Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu ustaliła, że skazanie Stanisława Sojczyńskiego było morderstwem sądowym. Konspiracyjne Wojsko Polskie zostało uznane za jednostkę walczącą o niepodległość kraju przeciwko sowieckiemu zniewoleniu.
Kazimierz Graff odmówił rozmowy o procesie "Warszyca.
- Wyjeżdżam na dłużej - oświadczył. - Wszystko znajdzie pan w aktach. Nie mam nic do dodania.
- A zarzut o morderstwo sądowe?
- To tylko sugestia. Kiedyś były inne oceny, teraz są inne.
- Dla Stanisława Sojczyńskiego domagał się pan kilku kar śmierci...
- Może to dużo, a może mało. Sprawę ocenią historycy.
- Niczego pan nie żałuje?
- Udziału w procesie "Warszyca" nie. Żałuję tylko, że w ogóle były takie sprawy, że mordowano ludzi.
- Nie czuje się pan winny morderstwa?
- ...
Po chwili słychać ściszony głos żony. Podpowiada, co Graff ma mówić.
- Morderstwo? Przecież to nie ja mordowałem, tylko oni.
- Kto?
- Przepraszam, ale muszę już kończyć.
- Kiedy przesłuchiwaliśmy Graffa w 1997 r., twierdził, że nie pamięta procesu "Warszyca". Niewiele brakowało, aby zapomniał, że w ogóle pracował w sądownictwie - usłyszeliśmy przed laty w łódzkiej Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, która prowadziła dochodzenie w sprawie zabójstwa Stanisława Sojczyńskiego.
Za "Warszyca" Graff dostaje kolejny awans - we wrześniu 1949 r. zostaje zastępcą Naczelnego Prokuratora Wojskowego Stanisława Zarako-Zarakowskiego.

Bez słowa "przepraszam"

Żona Kazimierza Graffa, Alicja - w czasach stalinowskich wicedyrektor Departamentu III Generalnej Prokuratury, w 1953 r. podpisała się pod pismem do naczelnika więzienia na Rakowieckiej, informującym o terminie wykonania wyroku śmierci na generale Auguście Emilu Fieldorfie "Nilu". Podobnie, jak w przypadku "Warszyca", był to mord sądowy. Kiedy po latach rodzina bohatera Polski Podziemnej napisała do niej list z prośbą o wyjaśnienie okoliczności śmierci gen. Fieldorfa, Graff nie odpisała. Do dziś nie odpowiedziała na pytanie: jak zginął legendarny szef Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej, ani na żadne inne pytanie o swoją przeszłość i rolę w stalinowskim systemie bezprawia. Nie zdobyła się na słowo "przepraszam".
Alicja Graff była zaangażowana nie tylko w morderstwo na gen. Fieldorfie. Nadzorowała również sprawę aresztowanego przez bezpiekę płk. Wacława Kostka-Biernackiego, zaufanego Józefa Piłsudskiego jeszcze z czasów legionowych. W piśmie z 19 listopada 1953 r. Graff wymieniała zarzuty wobec Biernackiego: "Od 1931 r. do 31 sierpnia 1939 r. w związku z wykonywaniem urzędu wojewody nowogródzkiego i poleskiego na terenie tych województw realizował politykę sanacyjnego rządu faszystowskiego dławienia rewolucyjnego ruchu mas pracujących miast i wsi oraz wynaradawiania ludności ukraińskiej i białoruskiej. (...) Nadzorował znajdujący się na podległym mu terenie obóz w Berezie Kartuskiej, będący zorganizowanym ośrodkiem wyniszczania działaczy ruchu robotniczego". Dalej pani prokurator przywołała suche liczby: "Początek kary dnia 9.XI.1945 r., koniec kary 9.XI.1955 r. (...) pozostało do odbycia 2 lata więzienia [10 kwietnia 1953 roku Sąd Wojewódzki w Warszawie skazał Wacława Kostka-Biernackiego na karę śmierci, zamienioną potem na 10 lat więzienia, z zaliczeniem aresztu śledczego - TMP]".
Następnie Graff opisywała zachowanie i stan zdrowia więźnia: "Opinia Naczelnika Więzienia z września 1953 r. - negatywna. Z orzeczenia Komisji Lekarskiej z dnia 1.IX.1953 r. wynika, że skazany cierpi na przewlekły zniekształcający gościec stawowy, miażdżycę uogólnioną, zwyrodnienie miażdżycowe mięśnia sercowego, rozedmę płuc, padaczkę oraz że wskazana jest [przekreślone długopisem słowa: przedterminowe zwolnienie - TMP] przerwa na okres 1 roku z uwagi na chorobę przewlekłą, stale pogarszającą się". Płk Wacław Kostek-Biernacki zmarł w maju 1957 r., niecałe dwa lata po odbyciu całej, 10-letniej kary w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie. Żyłby dłużej, gdyby nie mozolna praca "oficerów" śledczych. Miał tylko to szczęście, że śmierć dosięgła go na wolności.

Polityczne mielizny

Funkcję zastępcy Naczelnego Prokuratora Wojskowego Kazimierz Graff pełnił do listopada 1951 r. Następnie, do 1968 r., kierował Prokuraturą Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Był znany z tego, że nagle, jako wysłannik wyższych czynników, pojawiał się na rozprawach sądowych. W trakcie jednego z takich procesów miejscowy prokurator po konsultacjach z nim oraz "korespondencji" przy użyciu podawanych pod stołem karteczek wniósł o jak najszybsze zakończenie rozprawy. Gdy sąd doszedł do wniosku, że sprawę należy jednak kontynuować, "płk Graff dał otwarcie wyraz niezadowoleniu z tej decyzji sądu, uciekając się nawet do osobistych uszczypliwych uwag".
Kazimierz Graff zasłynął jako współautor aktu oskarżenia w sprawie wspomnianego już generała Tatara i innych oficerów WP, mającej wykryć "imperialistyczny spisek w wojsku". Pismo powstało na polecenie Bieruta. Zmarły kilka lat temu historyk wojskowości Jerzy Poksiński napisał, że akt oskarżenia "był dokumentem politycznym. Stanowił wykładnię merytoryczną i metodologiczną dla niższych szczebli machiny represyjnej państwa. Z tego względu przygotowaniem i zawartymi w nim treściami były zainteresowane najwyższe czynniki w państwie".
Najwyższe czynniki w osobach Bieruta i Bermana nie zaakceptowały jednak tez oskarżycielskich, uznając, że zawierają zbyt wiele "mielizn politycznych", a niektóre fragmenty określono wręcz jako naiwne. Nad następną wersją oskarżenia pracowali już ludzie z departamentu śledczego MBP - Anatol Fejgin i Józef Goldberg-Różański.
Po 1968 r., na fali antysemickich czystek, Kazimierz Graff został usunięty z prokuratury wojskowej i dwa lata później rozpoczął praktykę adwokacką.
W 1997 r., na wniosek rodziny jednego ze straconych, został skreślony z listy adwokatów. Płk Kazimierz Graff od lat mieszka w centrum Warszawy, a ze względu na swoje "zasługi" do niedawna dostawał od państwa 4 tys. emerytury. Niemałe pieniądze za "służbę krajowi" otrzymywała również (prawdopodobnie otrzymuje do dziś) jego żona Alicja.

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Czy to już koniec JOW? - prof. Jerzy Przystawa Wysłane czwartek, 6, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 4)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 3)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 2)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 1)

- I Debata Ustrojowa - dyskusja pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich, p. Janusza Kochanowskiego o wprowadzeniu ordynacji JOW w wyborach parlamentarnych w Polsce - część III z udziałem publicystów największych tytułów prasowych Polski

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

W czwartek 6 maja 2010, brytyjscy wyborcy wyłonią 55. Parlament Zjednoczonego Królestwa, a ściślej 650 członków Izby Gmin. Sondaże wskazują na wzrost popularności Partii Liberalnej, która ma nadzieję złamać brytyjski model dwupartyjnego parlamentu, nie dopuścić do powstania jednopartyjnej większości i wymusić rządy koalicyjne ("hung parliament"). Za takim rozwiązaniem gardłują ostro partyjne gazety liberałów, a i w Partii Pracy nie brakuje zwolenników takiego rozwiązania. W tych gazetach (głównie "The Independent" i "Guardian") zachwala się zalety tzw. reprezentacji proporcjonalnej. Czy to już koniec JOW? Zakręt w historii Europy?

Poci się premier Gordon Bron. Zdarzyła mu się okropna wpadka, o której z zachwytem donosiły polskie media: siedząc już w samochodzie, nie zdając sobie sprawy, że mikrofony są jeszcze włączone, określił p. Gillian Duffy, 65-letnią emerytkę, oponującą przeciwko zalewowi emigrantów ze Wschodniej Europy (ciekawe, kogo miała na myśli?), jako "sort of bigoted woman" - "rodzaj bigotki". Wybuchł straszny skandal! Gordon Brown od razu, w wywiadzie radiowym, sumitując się gorąco przeprosił p. Duffy. Natychmiast też pojechał jeszcze raz do Manchesteru, udał się do domu Gillian Duffy i przez 45 minut kajał się za zamkniętymi drzwiami. Chyba nie całkiem mu się to udało, bo obrażona emerytka odmówiła podania ręki w obecności czatujących pod drzwiami kamer telewizyjnych i zapowiedziała, że tym razem na żadną partię już nie zagłosuje!
Gordon Brown kandyduje w Szkocji, w okręgu Kirkcaldy and Cowdenbeath. Pięć lat temu wygrał śpiewająco, uzyskując 24.278 głosów, czyli 58,1%. Drugi był kandydat Szkockich Nacjonalistów z poparciem zaledwie 14,6%. Miał wtedy ośmiu kontrkandydatów. Teraz konkurentów jest o jednego mniej, wszyscy nowi, w tym aż trzech "independent", a więc niezwiązanych z żadną partią polityczną. Ciężko będzie. Na pewno mu się marzy ordynacja proporcjonalna, która od żadnego premiera nie wymaga takich haniebnych posług, żeby jeździć gdzieś do dalekich miast i całować po rękach jakieś niezbyt urodziwe i posunięte w latach bigotki! Koniec z kłanianiem się w pas ciemnemu elektoratowi! "Hung Parliament", jak w Polsce, oto nadzieja Wielkiej Brytanii!

Wrocław, 5 maja 2010

Jerzy Przystawa


PS: Pomimo tego zapraszam i zachęcam do poparcia swoim podpisem Apelu do Kandydatów na Urząd Prezydenta http:/apel.jow.pl/

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Gomułka współsprawcą kłamstwa katyńskiego - Antoni Zambrowski Wysłane wtorek, 4, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Zajrzyj także:

- I część wspomnień o latach okupacji sowieckiej w PRL: "Syn czerwonego księcia" - spotkanie autorskie Antoniego Zambrowskiego w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- Kijów stolicą prawosławia rosyjskiego? - Jan Matkowski, Antoni Zambrowski

- Oskarżanie Polski o planowanie wspólnej z Niemcami agresji przeciwko Rosji - to świadome kłamstwo putinowskiej propagandy - wywiad z Wiktorem Suworowem (Wołodymyrem Rezunem)

- Rosyjska wersja: łap złodzieja - Antoni Zambrowski

- Adama Michnika monolog o dialogu - Antoni Zambrowski

- Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - posłowie Autora

- CHAMY I ŻYDY RAZ JESZCZE - Antoni Zambrowski

- Dwa sety na korcie z Mijalem - wywiad z Antonim Zambrowskim

- Moje kolejne sprostowanie rodzinne - Antoni Zambrowski

W roku 1967 dowiedziałem się od znajomych mających dojścia do tajemnic partyjnych, że Nikita Chruszczow w czasach sprawowania swej władzy na Kremlu proponował Władysławowi Gomułce wspólne ogłoszenie prawdy o Katyniu. Argumentował, że jest to zbrodnia Stalina i Berii, obydwaj zostali za swe zbrodnie potępieni przez Partię, zaś Lawrenti Beria skazany przez sowiecki sąd na karę śmierci. Po co zapierać się przed całym światem, że to zrobili Niemcy, kiedy można bez żadnych strat propagandowych ogłosić światu prawdę? Gomułka jednak odrzucił tę propozycję Chruszczowa, argumentując, iż i tak w PRL mamy wciąż nastroje antysowieckie, a ogłoszenie prawdy o Katyniu jeszcze bardziej te nastroje zaogni. Wobec tego Chruszczow wycofał się ze swego pomysłu: "Nie - to nie".

W tym czasie byłem już poza szeregami partyjnymi, ponieważ w roku 1966 roku podczas obchodów Milenium chrześcijaństwa w Polsce wydalono mnie z PZPR za krytyczny stosunek wobec kampanii antykościelnej. Mimo to wielu mych partyjnych kolegów miało do mnie przyjazny stosunek i dzieliło się różnymi ploteczkami, gdyż sami uznawali tak ostrą kampanię antykościelną za błąd.
By sprawdzić prawdziwość owej plotki zapytałem o to swego ojca - Romana Zambrowskiego, który przez długie lata jako członek Biura Politycznego i sekretarz KC był współpracownikiem Gomułki aż do dymisji z obydwu stanowisk podjętej z własnej inicjatywy w marcu 1963 roku. Ojciec powiedział, że to jest plotka wyssana z palca, wszak był zbyt blisko Gomułki, by żadna wieść do niego nie dotarła. Brzmiało to przekonywająco, więc uznałem rzecz za wyjaśnioną. Aliści po kilku latach - już po obaleniu Gomułki w wyniku krwawych rozruchów ma Wybrzeżu w grudniu 1970 roku - przy jakiejś sposobności ojciec powiedział mi, że uzyskał potwierdzenie owej plotki o propozycji Chruszczowa od osób, które były obecne przy tej rozmowie. Ojciec wymienił nawet nazwiska tych osób, ale dziś już ich nie pamiętam.
Za rządów Edwarda Gierka warunki bytowania ojca (w 1968 roku oskarżanego o przewodzenie siłom antysocjalistycznym) poprawiły się o tyle, że najpierw w konspiracji nawet przed najbliższą rodziną zaczął prowadzić dziennik, a następnie już na wpół konspiracyjnie zaczął spisywać pamiętniki. Niestety umarł, gdy doprowadził je na przedpola Lenino. Przed śmiercią w lecznicy powiedział mi, że szkoda mu trzeciej części pamiętników, poświęconych PRL, których już nie napisze.
Po jego śmierci na prośbę wielu osób, które prosiły mnie, bym niejako w zastępstwie ojca spisał z pamięci różne jego opowieści, napisałem dla "Zapisu" obszerny artykuł "Chozjain" i "Gospodarz" (tu wyjaśnię, że "Chozjain" mówiono na Kremlu o Stalinie, zaś "Gospodarz" o Bolesławie Bierucie w "Białym Domu", czyli w siedzibie KC PZPR). Tam też dosłownie w kilku zdaniach opisałem sprawę rozmowy Chruszczowa z Gomułką o Katyniu. Artykuł nie ukazał się, ponieważ w myśl wskazówek Jacka Kuronia powiedziano mi, iż tekst nie nadaje się do druku, bo mam "drewniane pióro". Gdy w roku 1982 siedziałem w obozie internowanych w więzieniu w Białołęce, tekst ten ukazał się w piśmie podziemnym "Przegląd", drukowanym przez Wydawnictwo im. Konstytucji 3 maja. Dziś to już brzmi jak bajka o żelaznym wilku.
Wobec tego wracam do owej sprawy, ponieważ nikt ze świadków zdarzenia go nie nagłośnił, zaś protokołu z rozmowy zapewne nie sporządzono. Jestem więc jedynym - choć pośrednim - świadkiem ważnego wydarzenia. Uważam, że powinienem podzielić się z rodakami wiedzą w tej materii, tym bardziej, że i mój wujek Janek - podporucznik WP, w cywilu lekarz ginekolog, spoczywa z kulą w potylicy w lesie katyńskim.

Antoni Zambrowski

Zostań donatorem naszych publicystów:
Jeśli satysfakcjonuje Cię publicystyka Antoniego Zambrowskiego - możesz wesprzeć Naszego Autora datkiem.
Konto:
61 1240 1040 1111 0010 0042 5486
Bank PeKaO SA III O. w Warszawie
SWIFT/BIC - PKOPPLPW



Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME


Kat Rzeszowszczyzny bez kary? - Tadeusz M.Płużański Wysłane poniedziałek, 3, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na temat bandyty komunistycznego Stefana Michnika:

- Stefan Michnik aresztowany - Tadeusz M. Płużański

- To ostatni moment, aby prócz sędziego Stefana Michnika, ścigać innych komunistycznych oprawców - nie tylko w Szwecji, ale także w Polsce
Mordy katowickiej bezpieki - Tadeusz M. Płużański

- Nie będzie ekstradycji Stefana Michnika - Tadeusz M. Płużański

- OCZEKUJEMY KOLEJNYCH EKSTRADYCJI KOMUNISTYCZNYCH ZBRODNIARZY - STEFANA MICHNIKA I JÓZEFA BIKA VEL BUKARA O TYCH, KTÓRZY SCHRONILI SIĘ W SZWECJI - Tadeusz M. Płużański


Inne materiały związane z tematem bandytów komunistycznych:

- Jerzy Kędziora - sadysta z bezpieki - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (10) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (9) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (8) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (7) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (6) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (5) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (4) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (3) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (2) - Tadeusz M. Płużański

- Mordercy narodu polskiego - Tadeusz M. Płużański

- "Generał smród" skazany - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

Po wojnie, jako szef UB w Nisku i Krośnie katował AK-owców i wydawał ich na pewną śmierć w ręce NKWD, którego był agentem. Od 11 lat organa sprawiedliwości wolnej Polski nie mogą (a raczej nie chcą) osądzić Stanisława Supruniuka. Zamiast tego krwawy ubek działa w różnych lewackich stowarzyszeniach, nawołując do obalenia kapitalizmu w Polsce i na świecie oraz zastąpienia go komunistyczną dyktaturą na wzór Kuby. Obwieszony orderami, kpi sobie z sądów i swoich ofiar.

Od 1999 r. kat Rzeszowszczyzny mógł się nawet pochwalić Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, wręczonym mu przez Kwaśniewskiego. "Prezydent wszystkich Polaków" wręczając Supruniukowi (i innym odznaczonym) krzyż w Pałacu Namiestnikowskim, mówił: "Jesteście wzorem odwagi i patriotyzmu, przykładem dla młodego pokolenia". Postkomunistyczna "Trybuna" cytowała słowa głowy państwa: "Ojczyzna, Rzeczpospolita Polska, mówi Wam: dziękuję".
Po ujawnieniu skandalu Kancelaria Prezydenta RP napisała: "Przedłożony wniosek [Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych - spadkobiercy ZBoWiD-u; po 1989 r. Supruniuk odpowiadał w nim za "kontakty międzynarodowe" - TMP] przedstawiał zasługi położone w służbie państwu i społeczeństwu, które uzasadniały przyznanie orderu tej klasy. Możliwość odebrania orderu istnieje wtedy, jeżeli przyznający go został wprowadzony w błąd lub jeśli odznaczony popełnił czyn niegodny orderu lub odznaczenia. Przesądzić o tym może prawomocny wyrok sądu". Kwaśniewski w końcu zreflektował się i odebrał ubekowi krzyż.
Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. O Supruniuku zrobiło się głośno, a ofiary rozpoznały w nim swojego kata (na dźwięk jego nazwiska do dziś dostają białej gorączki). Do Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu wpłynął wniosek o ściganie Supruniuka za zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu. Podobnie było ze śledczym Głównego Zarządu Informacji Mikołajem Kulikiem, którego sprawa wypłynęła na szersze wody po tym, jak oskarżył o kłamstwo historyka, prof. Jerzego Poksińskiego. Proces Kulika nie zakończył się, gdyż ubol przeniósł się na tamten świat.

OPRAWCA Z SLD

Kim jest Stanisław Supruniuk? Pochodzi z Podlasia. Gdy wybuchła wojna, nie miał skończonej szkoły powszechnej (później komunistyczni mocodawcy, doceniając jego służalczość i inteligencję, pomogli mu nadrobić braki). W latach 1942 - 1943 był nauczycielem w sowieckiej szkole (czy wtedy zwerbowało go NKWD?).
Późniejszy okres jego działalności znamy z papierów ZBoWiD-u, który wymieniał "zasługi" Supruniuka:
1) przynależność do partyzantki sowieckiej (gen. Iwana Gregorowicza w okolicach Pińska), a potem Armii Ludowej (nazwane przez ZBoWiD "działalnością w ruchu oporu"), od lipca 1943 do sierpnia 1944,
2) służbę w LWP, październik 1944 - maj 1945,
3) walkę zbrojną o utrwalanie władzy ludowej, maj 1945 - kwiecień 1949.
Doprecyzujmy, kiedy zbliżał się radziecki front, oddział gen. Gregorowicza przeniósł się na Lubelszczyznę. Wyłoniono z niego trzy grupy: Leona Kasmana, do zadań specjalnych i oddział kadrowy, do którego przydzielono Supruniuka.
"Zasługi" te stały się podstawą do przyznania Supruniukowi (w 1976 r.) uprawnień kombatanckich. Podczas uroczystej dekoracji w Pałacu Prezydenckim ubol nie miał już jednak tych uprawnień (czyżby prezydenckie służby nie wiedziały o tym?). W 1993 r. odebrał je, rządzony wówczas przez antykomunistów, Urząd ds. Kombatantów (dwa lata później NSA odrzucił skargę ubeka). Gdy do władzy doszedł SLD, urząd zmienił swój stosunek do utrwalacza. W końcu to "swojak" ze ZboWiD-u... Supruniuk został stałym bywalcem urzędowych korytarzy, opowiadając wszem i wobec historie swoich heroicznych czynów. Celu częstych wizyt nie krył, a nawet się z nim obnosił - chciał owe uprawnienia kombatanckie odzyskać. Tego jednak nie udało mu się załatwić (czasem trudno obejść kwestie formalne; ustawa kombatancka nie przewiduje uprawnień dla utrwalaczy), ale uzyskał więcej - zrozumienie i wsparcie (w końcu swój swego kryje). Jeszcze częściej zaczął się pojawiać w urzędzie, kiedy rządy ponownie objął SLD z ministrem Janem Turskim na czele. Nie tylko Kwaśniewski docenił zasługi oprawcy.

NIENAWIDZIŁ POLAKÓW

O czym Supruniuk oficjalnie nie mówił? Ano o tym, że po wkroczeniu "wyzwolicielskiej" Armii Czerwonej należał do najbardziej gorliwych funkcjonariuszy "ludowej" władzy na Rzeszowszczyźnie. Z ramienia Sowietów organizował w Nisku najpierw MO, a potem Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, którego został szefem (następnie przeniesiono go na to samo stanowisko do Krosna).
Swój krwawy plon rozpoczął już we wrześniu 1944 r., kiedy w ścisłej współpracy z NKWD aresztował kilkudziesięciu żołnierzy AK z oddziału Franciszka Przysiężniaka (ze względu na swój ojcowski stosunek do miejscowej ludności nazywanego "Ojcem Janem"). Następnie 70 z nich przekazał NKWD - zostali wywiezieni w głąb ZSRS. Taki los spotkał m.in. Stefana Sęka. Po przesłuchaniach Supruniuka trafił do obozu w Burowiczi. Co piąty wywieziony tam Polak pozostał na zawsze na "nieludzkiej ziemi". Sęk miał szczęście - wrócił schorowany po półtora roku.
To jedna z wielu "zasług w służbie państwu i społeczeństwu" Supruniuka, tyle tylko, że nie polskiemu, ale sowieckiemu. "Przyszłe pokolenia" na pewno docenią ten "wzór odwagi i patriotyzmu".
Na sumieniu (jeśli takie w ogóle ów utrwalacz posiada), Supruniuk ma również wielu innych "bandytów". Na jego rozkaz aresztowano żonę Przysiężniaka. Kobietę, która była w siódmym miesiącu ciąży, ubecy wywieźli do lasu i zamordowali strzałem w plecy.
29 października 1944 r. aresztował, skatował i też przekazał NKWD Tadeusza Sochę, uczestnika akcji "Burza", szefa Kedywu Armii Krajowej obwodu Nisko - Stalowa Wola. Sochę skazano następnie na osiem lat więzienia, ale dość niski (jak na ówczesne warunki) wyrok i tak nic nie znaczył, gdyż AK-owiec został zamordowany strzałem w tył głowy (razem z nim zginęło czterech członków komendy obwodu AK).
- Supruniuk nienawidził Polaków i Armii Krajowej. To bestia, szatan w ludzkiej skórze. Humer przy nim był aniołem - wspominał pułkownik Skarbmir Socha, brat Tadeusza Sochy, żołnierz AK, który w ubeckiej katowni w Nisku spędził po wojnie pół roku, a po "badaniach" Supruniuka dostał pourazowej padaczki, w III RP autor książki "Czerwona śmierć, czyli narodziny PRL-u" i oskarżyciel posiłkowy w procesie swojego oprawcy.
Tak więc Supruniuk nie tylko wydawał Sowietom ludzi walczących o wolną Polskę, ale przedtem "przygotowywał" ich osobiście do wyjazdu "na białe niedźwiedzie". Jego ofiary pamiętają, że na przesłuchania potrafił wzywać... 50 razy dziennie. Bił pałkami, rzemieniami lub kolbą karabinu. Wzorem i za przyzwoleniem szefa to samo robili jego podwładni.
Na tym nie koniec. Supruniuk nie tylko katował złapanych przez siebie "bandytów", ale naciskał na Sąd Garnizonowy w Przemyślu, żeby wydawał surowsze wyroki (na tych, których nie udało mu się wysłać do Sowietów, choć dodać trzeba, że czasem miał pretensje do Sowietów, że zabierają mu ludzi - chciał mieć wyniki, które idą tylko na jego konto). Władzę posiadał niemal absolutną, był faktycznym panem życia i śmierci na Rzeszowszczyźnie. Nie byłoby to możliwe bez sowieckich "pleców".

Z MORDERCY DYPLOMATA

W listopadzie 1944 r. Supruniuk podjął kolejną dużą akcję przeciw "bandom" - jego ludzie przeprowadzili pacyfikację Ulanowa i Prędzela, aresztując 171 AK-owców i sympatyków rządu RP w Londynie, którzy następnie zostali wywiezieni na Syberię.
Niepodległościowe podziemie w Nisku i Krośnie (niezależnie od siebie) wydało na Supruniuka wyrok śmierci. Podjęte próby zamachów - w ramach akcji o kryptonimie "Morderca" - nie powiodły się jednak (w jednym z nich ubol został ranny w rękę).
Na początku 1947 r. biuro personalne Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, w trosce o bezpieczeństwo Supruniuka, przeniosło go do Gdyni, na stanowisko zastępcy, a potem szefa miejscowej bezpieki. Tam dalej utrwalał władzę ludową, likwidując niepodległościowe organizacje, m.in. Ruch Oporu Armii Krajowej i Polską Armię Podziemną. To kolejne jego "zasługi położone w służbie państwu i społeczeństwu", za które "Ojczyzna mówi: dziękuję".
W latach 50., w uznaniu zasług, został skierowany do Centralnej Szkoły Partyjnej im. Marchlewskiego, którą ukończył w 1954 r. Otworzyło mu to drogę do dalszej kariery, tym razem w komunistycznej dyplomacji. Po rocznej pracy w MSZ Supruniuk wyjechał na zagraniczne placówki. W latach 1955-58 i 1973-75 był kierownikiem wydziału konsularnego ambasady PRL w Berlinie, a w latach 1965-70 na tym samym, strategicznym stanowisku "spółdzielni »ucho«" w Pradze. W drugiej połowie lat 70. wrócił do Berlina, by zostać tam pierwszym sekretarzem Misji Wojskowej PRL. Awansował do stopnia pułkownika.

67 KOMUNISTYCZNYCH ZBRODNI

W czerwcu 2000 r. Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu skierowała akt oskarżenia przeciwko Supruniukowi do Sądu Rejonowego w Nisku. Zebrane akta liczyły ponad tysiąc stron. Wydawało się, że przy tak ogromnej dokumentacji nie będzie kłopotów z pociągnięciem ubeka do odpowiedzialności. Sprawa jednak praktycznie stanęła w miejscu, kiedy prezydent Kwaśniewski (jak widać - czuwał nad Supruniukiem) przydzielił do jej "obserwacji" swojego prawnika Ryszarda Kalisza. W rezultacie sąd w ogóle odmówił rozpatrywania sprawy.
Powstało pytanie: co dalej? Ostatecznie Sąd Najwyższy przekazał papiery do sądu w Warszawie. Uzasadnienie brzmiało: "z uwagi na dobro wymiaru sprawiedliwości". To "dobro" pomogłoby może w przesłuchaniu oskarżonego, który mieszka w Warszawie (ekskluzywny ubecki blok przy ul. Koszykowej), ale już na pewno nie jego ofiar, mieszkających w Nisku, Krośnie, Rudniku i Łodzi. Zabieg był jednak przemyślany. W rzeczonym sądzie rejonowym (Wydział V) na rozpoznanie czekało wówczas kilka tysięcy spraw.
Supruniuk mógł spać spokojnie. Na wszelki wypadek przedłożył jednak papiery, mówiące m.in. o nadciśnieniu tętniczym i zaawansowanej chorobie wieńcowej. Biegły sądowy orzekł, że może on uczestniczyć w rozprawach zaledwie trzy godziny w tygodniu, a po każdej godzinie należy zarządzić 10-minutową przerwę. W każdej chwili proces mógł zostać przerwany, jeśli tylko oskarżony poczułby się gorzej. Zdrowiem jego ofiar, a dziś świadków oskarżenia, oczywiście nikt się nie zainteresował.
Szanse osądzenia emerytowanego pułkownika bezpieki odżyły, gdy śledztwo przejął rzeszowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej (wcześniej prokuratura nie chciała przekazać sprawy IPN-owi). Akt oskarżenia przeciwko Supruniukowi trafił do Sądu Rejonowego dla Miasta Stołecznego Warszawy. W 17 tomach akt udokumentowano, że popełnił 67 komunistycznych zbrodni. Wszystkie dotyczą znęcania się nad aresztowanymi członkami niepodległościowego podziemia. Za popełnione przestępstwa ubolowi grozi do 10 lat więzienia.
W październiku 2004 r. media informowały, że wkrótce rozpocznie się proces kata Rzeszowszczyzny. I choć w końcu rzeczywiście się rozpoczął, trwa bez żadnego rozstrzygnięcia do dziś. Rozprawy, które odbywają się bardzo rzadko, są odraczane z powodu... złego stanu zdrowia oskarżonego.

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Wybory prezydenckie 2010 - Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność zbierają podpisy za kandydaturą Janusza Korwin-Mikkego w Lublinie Wysłane sobota, 1, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME związane z partią WiP:

- "Ty też możesz być bogaty - czyli: wolny rynek na progu XXI wieku" - wykład kandydata na prezydenta RP Janusza Korwin-Mikke na warszawskiej politechnice (cz. 2)

- "Ty też możesz być bogaty - czyli: wolny rynek na progu XXI wieku" - wykład kandydata na prezydenta RP Janusza Korwin-Mikke na warszawskiej politechnice (cz. 1)

- Obywatelu! Grzej się z z nami! Rząd ogrzeje się sam! - zimowa akcja WiP

- Wolność internetu zagrożona? Blackout Europe Polska, Partia Piratów oraz Wolność i Praworządność nie chcą rządowej cenzury Sieci

- Nowe metody walki z Globalnym Ocipieniem: tylko CO2 nas uratuje! Obywatelu, używaj samochodu! - apelują działacze Komitetu Obrony Środowiska WiP

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Konferencja prasowa partii Wolność i Praworządność - Warszawa 30.11.2009

30.04.2010 w Lublinie połączone siły partii Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność przeprowadziły pikietę połączoną ze zbiórką podpisów za kandydaturą Janusza Korwin-Mikkego na stanowisko Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Przedstawiamy Państwu klip TV ASME z tej imprezy.

Nagranie trwa ponad 5 minut.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Wybory prezydenckie 2010 - Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność zbierają podpisy za kandydaturą Janusza Korwin-Mikkego w Lublinie Wysłane sobota, 1, maja 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Ruch JOW zwraca się o podpisywanie Apelu do Kandydatów na Urząd Prezydenta RP o referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Wysłane piątek, 30, kwietnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Podpisz apel do Kandydatów na Urząd Prezydenta RP o referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu.

Katastrofa pod Smoleńskiem pociąga za sobą wiele zmian w składzie, sytuacji i działaniu elity politycznej Polski. Zmiany te, wymuszone przez dramatyczną sytuację, niekoniecznie muszą być korzystne dla kraju. Przyspieszone wybory prezydenckie, dojście do władzy wielu osób mało znanych i nieposiadających poparcia społecznego w szczególny sposób kierują naszą uwagę na sposób wyłaniania elit politycznych, a więc na ordynacje wyborcze. W marcu odbyła się w Suchej Beskidzkiej Ogólnopolska Konferencja Samorządowa "Poseł z każdego powiatu" , której uczestnicy uchwalili Przesłanie do Kandydatów na Urząd Prezydenta RP. W tej nowej, dramatycznej sytuacji to przesłanie - wołanie o nową ordynację wyborczą staje się jeszcze bardziej aktualne.

Zwracamy się z apelem o złożenie swego podpisu pod tym dokumentem. Niech jak najwięcej obywateli wyrazi w ten sposób swoje poparcie dla naszego domagania się referendum w sprawie ordynacji wyborczej do Sejmu. Udowodnijmy naszymi licznymi podpisami, że jest to sprawa, która cieszy się szerokim poparciem społecznym. Zebrane podpisy przekażemy Kandydatom na Urząd Prezydenta RP.

Andrzej Pająk, starosta Suski
Marcin Zamoyski, prezydent Zamościa
Marian Dzięcioł, burmistrz Łochowa
Waldemar Tkaczyk, wójt Kościerzyny
Jerzy Przystawa, prezes Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "JOW".

Przejdź do strony JOW z Apelem



Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW

Lubelska Unia Polityki Realnej zbiera podpisy dla kandydata UPR Janusza Korwin-Mikkego! Wysłane środa, 28, kwietnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Lubelski Oddział Unii Polityki Realnej ogłosił zbiórkę podpisów dla Janusza Korwin-Mikkego, I Prezesa UPR. Miejsce i czas zbiórki: ul. Krakowskie Przedmieście 30 kwietnia w godzinach 14 - 18. W następnych dniach (do 6 maja br.) będzie podane miejsce i czas odbioru list podpisów zbieranych przez miejscowych działaczy i sympatyków UPR dla zgłoszonego przez Konwent Unii Polityki Realnej kandydata UPR do stanowiska Prezydenta RP - Janusza Korwin-Mikkego.

Słowo od Prezesa UPR:

Prezes UPR: prośba o poparcie JKM


Zarejestrowaliśmy Komitet Wyborczy kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikke. Do dnia 6 maja musimy złożyć 100 tys. podpisów popierających jego kandydaturę. Zwracam się z prośbą o pomoc w zebraniu tych podpisów.

Niestety, te wybory są wyjątkowe - przyspieszone po tragicznej śmierci L. Kaczyńskiego. W związku z tym jest nadzwyczaj krótki okres zbierania podpisów. Cztery partie (PO, PiS, SLD i PSL) mają z budżetu państwa po kilkadziesiąt mln zł/rok, więc łatwo im będzie zapłacić za zbieranie podpisów. My polegamy jedynie na wolontariacie. Dlatego uczciwość każe mi poinformować, że nie wiemy, czy zdążymy zebrać te podpisy (oceniam szanse pół na pół). Ale za to jeśli zbierzemy, to JKM będzie nie jednym z 15, ale jednym z np. 7 kandydatów.

Wzór karty na zebranie podpisów w pliku DOC.
Wzór karty na zebranie podpisów w pliku PDF.

Przy wypełnianiu podpisów poparcia proszę zwrócić uwagę na wyraźne wypełnienie oraz na wpisywanie pełnej nazwy miejscowości (np. Kraków, a nie K-ów). Kod pocztowy nie jest potrzebny, ale PESEL tak. Osobę podpisującą można poinformować, że podpisanie poparcia dla Janusza Korwin-Mikkego nie przeszkadza w podpisaniu poparcia dla innych kandydatów (zgodnie z Ordynacją Wyborczą).

Stanisław Żółtek
Prezes UPR


Za: Witryną Główną Unii Polityki Realnej


Obozy "strażników interesów narodowych" i "zaprzaństwa, Targowicy i zdrady" - "kwiatem elity narodu polskiego" w przededniu spotkania z kosmitami - Stanisław Michalkiewicz o powracającej do zwyczajnego życia ekipie teatru politycznego Wysłane środa, 28, kwietnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, widać, że życie wraca w normalne koleiny, a widać to, zwłaszcza gdy zagłębimy się w lekturę prasy, w szczególności w - lekturę »Gazety Wyborczej«, która najszybciej odnalazła »drogę do normalności«, kierując się wskazówkami Wiecznie Żywego Lenina, że nawet jeśli musimy zrobić dwa kroczki w tył, to tylko po to, by później dokonać wielkiego susa naprzód. Uczy »tubylczych Irokezów«, jak mają się zachować, by »nie uronić ani kropelki z tego wielkiego dorobku«, jaki nam pozostał po okresie żałobie narodowej. Poprawne zachowanie ma polegać na »nie jątrzeniu«, »nie agitowaniu« i »nie dzieleniu«. Należy »łączyć się« i »być razem«. Ale - z kim? Noooo... wiadomo: razem z panem redaktorem Michnikiem!" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik witryny Antysocjalistycznego Mazowsza, komentuje najnowsze wydarzenia po okresie żałoby za ofiary katastrofy samolotu prezydenckiego w Smoleńsku.

Rzucona na odcinek religijny frontu ideologicznego pani redaktor Katarzyna Wiśniewska schłostała bezlitośnie hierarchów kościelnych, miała cieplejsze słowa jedynie dla dwóch: oczywiście - mojego faworyta Ekscelencji Józefa arcybiskupa Życińskiego, który "bez swojej wiedzy i zgody" uzyskał w Służbie Bezpieczeństwa PRL zaszczytny tytuł "Filozofa", no i oczywiście też - dla kardynała Dziwisza - nie za to, że dopuścił do "strefienia" Wawelu, ale za to, że się w końcu opamiętał i posłuchał pana profesora Franciszka Ziejki, który w swoim czasie też "bez swojej wiedzy i zgody" został przez SB PRL udekorowany egzotycznym pseudonimem "Zebu"... Nawet dostało się Jego Ekscelencji arcybiskupowi Muszyńskiemu, którego redaktorka Wiśniewska ostrzegawczo zapytała, czy jego wezwanie do kontynuacji "drogi zmarłego prezydenta Kaczyńskiego" ma oznaczać także kontynuację lustracji!? A przecież - o czym może Państwo pamiętacie - także i Jego Ekscelencja Muszyński, oczywiście "bez swojej wiedzy i zgody" był zarejestrowany przez PRL-owską Służbę Bezpieczeństwa w charakterze Tajnego Współpracownika o pseudonimie "Henryk"... Wprawdzie oficer prowadzący z całą otwartością poświadczył absolutną niewinność arcybiskupa, ale skoro redaktorka Wiśniewska zadaje takie pytanie, to być może jedno świadectwo jednego "oficera" SB może nie wystarczyć... - uśmiecha się publicysta.
Przebieg wszystkich dotychczasowych wydarzeń utwierdza nas w przekonaniu, żeby nikomu już nie wierzyć, zwłaszcza politykom. Także - politologom, nie mówiąc już o "niezależnych mediach". Żadnej elity politycznej nie mieliśmy i nie mamy, ci którzy uzurpowali sobie to pojęcie, to przecież byli bandą jakichś łobuzów i koniunkturalistów, którzy dla kariery, miłego grosza, dla sławy... Tymczasem oto okazało się, że to wszystko była nieprawda! Oto w katastrofie samolotu prezydenckiego "zginął kwiat elity polskiej"! A byli to reprezentanci wszystkich stron politycznych w parlamencie, zarówno obozu "strażnicy interesów narodowych", jak i obozu "zaprzaństwa, Targowicy i zdrady".
Tymczasem nasze "niezależne media" mają kolejne zmartwienie, choć do tej pory nikomu nie wydawało się, że takie niebezpieczeństwo mogło nastąpić (ale wypadku w Smoleńsku też nikt przecież nie oczekiwał)! Chodzi oczywiście o... spotkanie z kosmitami. Może Państwu wydaje się to egzotyczną sprawą, ale to dowodzi, że w kraju jest znakomicie, że nie mamy większych zmartwień. Wyobraźmy poza tym sobie, że pan minister zagraniczny Radosław Sikorski (bo to w kompetencjach Jego resortu pozostaje) będzie musiał nawiązać jakiś "dialog z kosmitami". Musiałby najpierw zrobić coś, w czym jest od dawna znany jako fachowiec - czyli zrobić jakąś minę, by kosmici wiedzieli, w jakim geście ich witamy: czy zapraszającym, czy jakimś takim odpychającym... Cały ten problem zajmuje audycje I Programu Polskiego Radia, co pokazuje, że na "niezależne media" nie ma rady i sposobu... - popada w zadumę Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa ponad 12 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME