lutego 6, 2010 - lutego 22, 2010

Dwa światy, czy dwie Polski? - prof. Jerzy Przystawa Wysłane poniedziałek, 22, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Jednomandatowe okręgi wyborcze: ja to przerabiałem, kiedy mieszkałem w Anglii i wiem, jak to znakomicie funkcjonuje - publicysta wysoko nakładowych dzienników ogólnopolskich Maciej Rybiński

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

W czwartek, 18 lutego 2010, wybraliśmy się we dwójkę, z Wojtkiem Kaźmierczakiem z odczytami do Suchej Beskidzkiej, Rzeszowa i Nowej Dęby. Pan Andrzej Pająk, starosta suski, zorganizował nam spotkanie w Wyższej Szkole Turystyki i Ekologii, w której za dwa tygodnie odbędzie się konferencja "Poseł z każdego powiatu".

Miło nam donieść, że na spotkanie stawiło się około 50 samorządowców nie tylko z powiatu suskiego, lecz z całego "Podbabiogórza", gdyż poznaliśmy wiele osób z powiatu żywieckiego i okolic. Była też obecna kanclerz szkoły p. Maria Grzechunka.
Spotkanie trwało około dwu godzin, dyskusja była ożywiona i interesująca. Znamienne jest to, że - jak się okazało - sala była pełna sojuszników naszego Ruchu i tej konstatacji nie da się podważyć. Jedyne pytanie, które nurtowało zebranych, to jest pytanie o to - JAK? Jak wprowadzić w czyn zmianę, której wszyscy pragniemy?
Wieczór i noc spędziliśmy w Zawoji, w gościnnym domu Państwa Pająków. Była to gościnność pod każdym względem wzruszająca i serdeczna. Starosta Suski jest ojcem ośmiorga dzieci, z których czwórkę mieliśmy okazję poznać. Była to niezapomniana wizyta w pięknym, gościnnym, polskim, patriotycznym domu. Pan Andrzej Pająk był wójtem gminy Zawoja przez dwie kadencje, po czym został wybrany starostą powiatu. Na każdym kroku widzieliśmy, że jest to osoba ciesząca się poważaniem, uznaniem i szacunkiem.
W piątek rano udaliśmy się z Zawoji do Rzeszowa, gdzie o godzinie 14.00 mieliśmy zapowiedziane spotkanie w Auli Uniwersytetu Rzeszowskiego przy ul. Reytana. U wejścia powitał nas student politologii Marek Ostapko, organizator tego spotkania. Powitał nas z rzadką miną: pomimo ogłoszeń i plakatów, jakie widzieliśmy w budynku uniwersyteckim, pomimo przekazania informacji prasie (przyszedł dziennikarz "Nowin Rzeszowskich", red. Jacek Kwiatkowski, który przeprowadził ze mną wywiad) na spotkanie praktycznie NIKT nie przyszedł! Zdeprymowany Marek przeniósł więc spotkanie z auli do jakiejś sali, w której nie mogłem przedstawić mojej pracowicie przygotowanej prezentacji w systemie multimedialnym, nie było zresztą specjalnie dla kogo. Pojawił się stary znajomy - legenda rzeszowskiej "Solidarności" Antoni Kopaczewski, pojawił się nasz stary woJOWnik, p. Anatol Wołoszyn, który w przeszłości szereg razy już organizował moje spotkania w Rzeszowie i Czudcu, ale w sumie było zaledwie kilka osób i temat spotkania nie przyciągnął nikogo z tego wielkiego Uniwersytetu Podkarpacia.
Nasze, nieco zwarzone humory poprawiła wizyta w Nowej Dębie, dokąd zaprowadził nas Marek Ostapko. Najpierw w domu pp. Luberów podjęto nas obiadem, po którym udaliśmy się do Domu Kultury. W przeciwieństwie do wielkiego Rzeszowa z małej Nowej Dęby stawiła się grupa ok. 50 uczestników spotkania i tu znowu, jak w Suchej Beskidzkiej, dyskusja była gorąca i ożywiona. I znowu się okazało, że na sali byli prawie bez wyjątku oddani zwolennicy JOW! Z wielką satysfakcją zobaczyłem p. Grzegorza Osowskiego z Wielogóry w powiecie tarnobrzeskim, tego samego p. Osowskiego, który przyjechał na Walne Zgromadzenie do Wrocławia ze skrzynią jabłek i gruszek, które cieszyły się takim uznaniem uczestników Zgromadzenia, i który z wielką ofiarnością od lat towarzyszy nam w naszej walce. Tym razem przywiózł ze sobą swojego brata, Roberta.
Spotkanie w Nowej Dębie zawdzięczamy młodym ludziom, studentom i licealistom, zrzeszonym w dwu organizacjach: w Towarzystwie Kultury Powszechnej "Ratusz" i Bractwie Rycerskim Miasta Nowa Dęba. Po długiej dyskusji zostaliśmy zaproszeni do siedziby Bractwa, przy ul. Leśnej, gdzie do niemal białego rana, w towarzystwie licznie zgromadzonych Rycerzy i Dam, prowadziliśmy dyskusję nad tym, co i jak należy robić. Przy okazji zapoznaliśmy się z historią i działalnością "Bractwa" i "Ratusza" (http://www.brmnd.pl/ oraz http://nowadeba.com.pl/index.php/pl/left/informacje/ratusz_zaprasza_na_wyklad). Unosił się nad nami duch założyciela, śp. inż. Jerzego Lubery, a wielkość tego ducha poświadczali osobiście jego spadkobiercy: p. Janina Luberowa, dyrektor nowodębskiego liceum i synowie, Robert i Jacek, pomysłowi i utalentowani przywódcy lokalnej społeczności. Było to niesłychanie budujące i krzepiące. Wyjeżdżaliśmy z nadzieją, że w VI Marszu na Warszawę, we wrześniu tego roku, do naszych woJOWniczych BTR-ów dodamy halabardy, kusze i muszkiety Bractwa!
Te trzy spotkania, ten kontrast między Suchą Beskidzką, Nową Dębą i Uniwersytetem Rzeszowskim nasuwa wiele smutnych refleksji i niepokojących pytań. Bo to nie tylko Uniwersytet Rzeszowski jest zamknięty i głuchy na sprawy, z którymi jeździmy po Polsce, od Szczecina do Rzeszowa, od Ostrołęki do Kłodzka. Tak samo zamknięte i głuche są inne uniwersytety, łącznie z tymi największymi i najbardziej prestiżowymi, a może nawet przede wszystkim z nimi. Podczas każdego Marszu na Warszawę przechodzimy obok zatrzaśniętego, odwróconego do nas plecami Uniwersytetu Warszawskiego, którego młodzież studencka i kadra nauczycielska zajęte są innymi sprawami.
O czym świadczą te zamknięte uszy kwiatu naszej inteligencji na postulat, który tacy Polacy, jak Jerzy Giedroyc, Gustaw Herling-Grudziński, Jan Nowak-Jeziorański uważali za Numer Jeden? Na sprawę, którą Jose Ortega y Gasset, w "Buncie mas", opisał jako najważniejszą dla zdrowia każdej demokracji? Czy ten "kwiat" wie coś, czego my, prowincjonalne kmiotki, nie widzimy i nie dostrzegamy? Na czym polega ich wiedza tajemna? A skoro taką wiedzę posiedli, to czy nie byłoby raczej ich obowiązkiem podjąć wysiłek wyprowadzenia nas z błędu, ukazania dobrodziejstw systemu list partyjnych? Bo na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że mamy dzisiaj dwie Polski: jedną Polskę młodych ludzi z Nowej Dęby, samorządowców z Suchej Beskidzkiej, Kościerzyny, Słubic, Łochowa i setek wielkich i małych gmin, wsi, miasteczek i miast, która uważa, że trzeba system wyborczy zmienić, żeby był "poseł z każdego powiatu" - i drugą Polskę, Polskę wielkich uniwersytetów i central partyjnych, która zachowuje się tak, jakby miała zupełnie odmienne interesy, potrzeby i plany?

Już wiele lat temu zrodziła się propozycja, żeby Warszawie przyznać niepodległość, odgrodzić ją od reszty Polski zasiekami, postawić straże, niech żyje sama, ze swoją snobistyczną, butną i zarozumiałą inteligencją biurokratyczno-akademicką. Ma już wszystko, niczego więc specjalnie nie potrzebuje, może jej to wystarczy? Od lat Druga Polska wyciąga do niej rękę i proponuje unię, ale może to rzeczywiście trud jałowy, a interesy tych dwu Polsk nie dadzą się pogodzić?

Contra spem spero. Wierzmy, że te dwie Polski można jeszcze pogodzić. Wierzy w to nieliczna agentura Ruchu JOW w Warszawie. Nie traćmy nadziei.

Wrocław, 21 lutego 2010

Jerzy Przystawa


Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Janusz Korwin-Mikke - kandydatem do urzędu prezydenta RP z poparcia partii Wolność i Praworządność oraz Unii Polityki Realnej - konferencja prasowa partii WiP Wysłane piątek, 19, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME związane z partią WiP:

- Wolność internetu zagrożona? Blackout Europe Polska, Partia Piratów oraz Wolność i Praworządność nie chcą rządowej cenzury Sieci

- Nowe metody walki z Globalnym Ocipieniem: tylko CO2 nas uratuje! Obywatelu, używaj samochodu! - apelują działacze Komitetu Obrony Środowiska WiP

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Konferencja prasowa partii Wolność i Praworządność - Warszawa 30.11.2009

Inne tematy związane z globalnym ociepleniem:

- Globalne ocieplenie: mit czy groźna przyszłość? Część II - scenariusze dla świata i Polski

- Globalne ocieplenie: mit czy groźna przyszłość? Część I - naukowcy i definicje

- Pilot cyklu "Ekologia w praktyce: zwolennicy antropologicznego globalnego ocieplenia kontra sceptycy" Żarówki kontra świetlówki - Unia Europejska zakazuje produkcji żarówek wolframowych

 

18.02.2010 r. w centrum prasowym Bagatela odbyła się publiczna prezentacja kandydata środowisk konserwatywno-liberalnych do urzędu Prezydenta RP w tegorocznych, AD 2010 wyborach prezydenckich, p. Janusza Korwin-Mikkego. Kandydat uzyskał poparcie partii Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność.

Rada partii Wolność i Praworządność podjęła decyzję o desygnowaniu na kandydata na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w tegorocznych wyborach prezydenckich naszego prezesa, pana Janusza Korwin-Mikkego. W zeszłym roku zrobiła to samo partia Unia Polityki Realnej - mówił Grzegorz Burchardt z partii WiP.
Długo prezesem nie jestem ponieważ zostałem nim wybrany poprzedniego dnia, natomiast potwierdzam, ponieważ wcześniej byłem wiceprezesem UPR, że 17 października 2009 roku odbył się Konwent Unii Polityki Realnej, gdzie uchwalono, że pan Janusz Korwin-Mikke uzyskał poparcie UPR, by być naszym reprezentantem w wyborach prezydenckich w tym roku. Nie był jeszcze wtedy prezesem WiP-u... - mówił nowy prezes Unii Polityki Realnej, p. Stanisław Żółtek.
Chcę powiedzieć, jaka jest idea naszej kampanii wyborczej. Otóż głos na Janusza Korwin-Mikkego jest głosem przeciwko temu, co się dzieje w Polsce. Innymi słowy: jeżeli ktoś chce,by było tak samo jak do tej pory, tak samo głupio i złodziejsko - niech głosuje na "bandę czworga": SLD, PiS, PO i PSL. Jeżeli ktoś chce, by coś się zmieniło - no to jest kandydat, który od lat mówi to samo... Myślę, że ludzie, którzy myśleli, że na przykład jak PiS dojdzie do władzy, to zrobi porządek - to się już głęboko rozczarowali, a ci, którzy myśleli, że jak przyjdzie PO, to zrobi wolny rynek, to też się rozczarowali - więc jest szansa do wyrażenia sprzeciwu - zaczął swoje wystąpienie kandydat do urzędu Prezydenta RP Janusz Korwin-Mikke.

Nagranie trwa ponad 18 minut.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Janusz Korwin-Mikke - kandydatem do urzędu prezydenta RP z poparcia partii Wolność i Praworządność oraz Unii Polityki Realnej - konferencja prasowa partii WiP Wysłane piątek, 19, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Kandydat UPR oraz WiP na Prezydenta RP Janusz Korwin-Mikke oraz nowy prezes UPR - Stanisław Żółtek Wysłane czwartek, 18, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME z imprez UPR:

- Ostatni Konwent UPR we Wrocławiu: w wyniku jego postanowień Stanisław Michalkiewicz oraz Janusz Korwin-Mikke opuszczają założoną przez siebie partię! - ostatnie nagranie TVASME dla WOLNA.TV (cz. 1)

- Konwent UPR we Wrocławiu: Janusz Korwin-Mikke opuszcza założoną przez siebie partię! - pilot TV-relacji

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- Dzieci są NASZE, nie PAŃSTWOWE! - demonstracje UPR w wielu miastach!

- "Niesiemy Europie wolność" - relacja z konwencji wyborczej Unii Polityki Realnej w wyborach do parlamentu unijnego

- Dzień bez samochodu - samorządowcy do autobusów! - pikieta UPR podczas Europejskiego Dnia Bez Samochodu

- Pikieta Sekcji Młodzieżowej Unii Polityki Realnej przed Pałacem Prezydenckim w dzień po referendum w Irlandii nad Traktatem Lizbońskim

18.02.2010 r. w centrum prasowym Bagatela odbyła się publiczna prezentacja kandydata środowisk konserwatywno-liberalnych do urzędu Prezydenta RP w tegorocznych, AD 2010 wyborach prezydenckich, p. Janusza Korwin-Mikkego. Kandydat uzyskał poparcie partii Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność.

Głównym motywem kampanii prezydenckiej prezesa partii Wolność i Praworządność będzie zawołanie Józefa Piłsudskiego: "Bić k... i złodziei!". Tym określeniem były wieloletni prezes i założyciel partii Unia Polityki Realnej obdarza osoby, które pasożytują na niesprawnym w Rzeczypospolitej systemie gospodarczym i politycznym. Chodzi o wpływ polityków na gospodarkę który wykorzystują do "kręcenia konfitur". Nie chodzi o walkę z aferzystami, ale o zmienienie systemy aferogennego, co wcale nie jest takie trudne - mówi kandydat do urzędu Prezydenta RP Janusz Korwin-Mikke.
- W czasie kampanii prezydenckiej Unia Polityki Realnej poprze Korwina-Mikke, tak jak planowała od samego początku, tak jaka była uchwała Konwentu UPR z dnia 17 października 2009 roku! Poprze go dwojako: po pierwsze w zbiórce podpisów, a potem - w trakcie kampanii organizacyjnie - mówi nowy (powołany przez Konwentykl UPR wczoraj, tj. 17.02.2010) prezes UPR, p. Stanisław Żółtek.

Zapraszamy do zapoznania się z najnowszym nagraniem TVASME. Wersja w najlepszej jakości jest dostępna w Klubie TV ASME!



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl

Kandydat UPR oraz WiP na Prezydenta RP Janusz Korwin-Mikke oraz nowy prezes UPR - Stanisław Żółtek Wysłane czwartek, 18, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Towarzysz generał ze skazami - Tadeusz M. Płużański Wysłane czwartek, 18, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Zamach na ucieleśnioną niewinność - prof. Jerzy Przystawa

- I poszli chłopcy w bój bez broni - prof. Jerzy Przystawa

- Rocznica stanu wojennego Pamięć o represjach ZACZĘŁO SIĘ W 1957 ROKU - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

- Skazano trzeciego milicjanta pacyfikującego manifestację "Solidarności" w stanie wojennym
Zabójstwo w Lubinie (symbolicznie) osądzone - Tadeusz M. Płużański

- Matka Boża stanu wojennego - Antoni Zambrowski

- Dwie grudniowe rocznice - artykuł Antoniego Zambrowskiego

O Wojciechu Jaruzelskim mówi się najczęściej w kontekście "zasług", czyli uratowania Polski (PRL) przed Sowietami, zwanego też jako stan wojenny, oraz koncesjonowanej umowy komuny z częścią opozycji, czyli "okrągłego stołu". Rzadziej kojarzony jest z masakrą robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r., inwazją na Czechosłowację, antysemickimi czystkami w wojsku, zwalczaniem polskiego podziemia niepodległościowego zaraz po wojnie i pracą agenturalną jako TW "Wolski" dla zbrodniczej Informacji Wojskowej.

Od początku swojego dorosłego żywota wyróżniał się zaangażowaniem politycznym, czyli służalczością wobec komunistów, co pozwoliło mu piąć się po szczeblach kariery wojskowo-partyjnej. Takiego nie wybielonego Jaruzelskiego oglądamy w filmie "Towarzysz generał" Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka. A także takiego, który umożliwił zakotwiczenie komunistycznego establishmentu w nowym demokratycznym systemie, czego skutki odczuwamy do dziś.

ZDRAJCA, SPRZEDAWCZYK I KŁAMCA

Władimir Bukowski (rosyjski pisarz i dysydent) mówi w filmie: Jaruzelski był sowieckim lokajem. Do tego Gontarczyk i Cenckiewicz - gdy widzi ich postępowiec, od razu przełącza na inny kanał.
Po emisji filmu rozpętała się histeria. Że dokument pokazuje Jaruzelskiego w zbyt negatywnym świetle. Że dobrano niewłaściwych historyków, że niektórzy byli wcześniej w PZPR (zmarły niedawno prof. Wieczorkiewicz i płk dr Lech Kowalski; w ustach postępowca taki zarzut brzmi to komicznie), a ci centrowi, uznawani przez lewicę, jak Andrzej Paczkowski, też wypowiadają się jakoś dziwnie, nie po linii. Prof. Paczkowski nie ma bowiem wątpliwości: - Jaruzelski należał do grona ludzi decydujących o antysemickich czystkach w wojsku czy hańbiącej inwazji na Czechosłowację.
Czyli film jest jednostronny. A czemu? Bo prawicowy, bo emitowany w PiS-owskiej telewizji ("argument" postępowego Wojciecha Mazowieckiego). W dzisiejszej Polsce tylko to, co lewicowe jest obiektywne, np. gdy Jaruzelski przedstawia swoją zakłamaną wersję wydarzeń. A w filmie towarzysz generał się nie wypowiada. Nie ma też jego popleczników. Gdzie zatem druga strona? Przecież można było zaprosić obrońców IW, donosicielstwa, apologetów stłumienia "Praskiej Wiosny", strzelania na robotników, antysemityzmu. Postępowiec powinien przerazić się tym ostatnim, ale w przypadku generała Jaruzelskiego - lepiej uciec od tematu.
Mówi Grzegorz Braun: - Przez 20 lat w mediach dominował głos generała Jaruzelskiego i usłużnych klakierów - często będących jego nominatami. Cieszę się, że dzięki inicjatywie i determinacji kolegi Roberta Kaczmarka choć raz mogli zabrać głos ludzie, dla których Jaruzelski nie jest "człowiekiem honoru". To, że Wojciech Jaruzelski - zdrajca, sprzedawczyk i notoryczny kłamca - publicznie przejawia niezadowolenie z naszej pracy, jest dla mnie najwyższym honorem. Dla mnie jest nie tylko sowieckim patriotą i sowieckim generałem w PRL, ale też człowiekiem, którego zdrada, zaprzaństwo i oportunizm posunięty do zbrodni zaważyły na życiu moim i milionów Polaków.

POSTĘP I CIEMNOGRÓD

Najzabawniejsze jest to, że w filmie nie ma żadnych nowych informacji na temat Jaruzelskiego. Znane fakty zostały tylko zebrane i pokazane szerszej publiczności. Podstawą jest wydana kilka lat temu książka wspomnianego dr. Lecha Kowalskiego "Generał ze skazą". Zresztą "Towarzysz generał" był pokazywany już w grudniu ub. r. Wtedy histerii nie było, bo emitowała go niszowa TVP Historia (na zamówienie tego kanału film powstał). Film został przemilczany, podobnie zresztą jak wcześniejsza książka Kowalskiego. A teraz był program pierwszy telewizji publicznej - trzy miliony widzów. O, to już trzeba uważać. A jeszcze po "Wiadomościach" - w najlepszym czasie antenowym.
Obrońcy generała w prasie mogli liczyć oczywiście na wsparcie "Gazety Wyborczej", z niezastąpionym Pawłem Wrońskim, który napisał: "Generał odmówił udziału w dyskusji po filmie. Uznał, że jest nierzetelny. 43-letni Grzegorz Braun zasłynął przed kilkoma laty filmem »Plusy dodatnie, plusy ujemne« lustrującym Lecha Wałęsę. Filmowiec lustrował również m.in. hrabiego Wojciecha Dzieduszyckiego oraz Jana Miodka, z którym przegrał później proces o naruszenie dóbr. Teraz wziął na warsztat Wojciecha Jaruzelskiego". Na koniec Wroński zacytował w list Jaruzelskiego do dyrektora "Jedynki" TVP Wojciecha Hoflika: "Należy się spodziewać swoistego spektaklu, w którym wszyscy, a na pewno większość jego uczestników - w tym oczywiście osoba prowadząca debatę [Rafał Ziemkiewicz - TMP]- zademonstrują »mecz do jednej bramki«. W tej sytuacji wolę nie zabierać głosu".
Czyli mamy "złego lustratora" (bo przecież lustrator nie może być dobry) Brauna (jest on także filmowcem, bo przecież na tytuł reżysera z krwi i kości trzeba zasłużyć), i dobrego, "człowieka honoru" Jaruzelskiego.
Wbrew obaw Jaruzelskiego w studio po filmie dyskutowali: Wojciech Mazowiecki i Jacek Żakowski (siły postępu), oraz Łukasz Warzecha i Piotr Zaremba (ciemnogród).

WALKA Z "BANDAMI"

A teraz czas wreszcie na fakty, o których Mazowiecki i Żakowski woleli nie dyskutować. Zacznijmy od 1943 r., kiedy Jaruzelski - wychowany w patriotycznej, inteligenckiej rodzinie polskich zesłańców - trafił do utworzonej przez komunistyczny Związek Patriotów Polskich pod egidą Sowietów Szkoły Oficerskiej w Riazaniu, gdzie był przeciętnym uczniem. Prymusem był kolega Jaruzelskiego, Florian Siwicki, późniejszy PRL-owski szef MON. Obu absolwentów Riazania połączyło potem wprowadzanie stanu wojennego.
Już po skierowaniu na front Jaruzelski, jako dowódca plutonu zwiadu 5. pułku piechoty braki sukcesów na polu walki zaczął nadrabiać zaangażowaniem politycznym, szybko i łatwo dostosowując się do nowych (komunistycznych) realiów.
Wojna z faszyzmem się kończy, ale Jaruzelski nadal walczy - jego szlak bojowy znaczą walki z bandami UPA, ale też innymi "bandami" - dużo groźniejszymi - tymi spod znaku NSZ i WiN. Przełożonym meldował o tych ostatnich: "Zadaniem bojówek terrorystycznych miała być bezkompromisowa walka z obecnym ustrojem demokratycznym oraz terroryzowanie i zabójstwa działaczy partii demokratycznych oraz UB i MO, rabowanie pieniędzy w instytucjach państwowych i spółdzielczych, rabowanie broni oraz prowadzenie wszelkimi możliwymi środkami walki i propagandy przeciw demokratycznej Państwowości Polskiej z jej przedstawicielami".
Jaruzelski walczy skutecznie. Nagrodą jest "zabezpieczanie" kampanii wyborczej do Sejmu w 1947 r. w garnizonie Piotrków Trybunalski. Znowu sukces. Komuniści wybory sfałszowali i Jaruzelski mógł informować centralę: "Same wybory przeszły zupełnie spokojnie, nie będąc zakłóconymi przez napady i ekscesy bandyckie. (...) Wszystkich schwytanych bandytów i zwolenników reakcyjnego podziemia, przekazano wraz z zdobytą bronią do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa. (...) Organizacjom i bandytom została odebrana ostatnia możliwość wywołania poważniejszego chaosu i zamieszania w kraju". Znów nie chodziło o bandy ukraińskich nacjonalistów.

WZOREM DZIERŻYŃSKIEGO

W marcu 1947 r. Jaruzelskiego, znów za "zasługi", skierowano do Centrum Wyszkolenia Piechoty (CWP) w Rembertowie, gdzie wyróżniał się przede wszystkim "pracą społeczną".
Cztery miesiące później wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej, gdyż - jak później tłumaczył - był "wstrząśnięty niesprawiedliwością społeczną Polski okresu przedwrześniowego".
W 1948 r. Jaruzelski został (też za "zasługi") wykładowcą Wyższej Szkoły Piechoty, a rok później, jako szef wydziału w Oddziale Szkół i Kursów Sztabu Wojsk Lądowych, szkolił oficerów rezerwy. Swojemu przełożonemu, gen. Popławskiemu, meldował: "Mimo czujności, jaką wykazała Komisja Kwalifikacyjna przy naborze kandydatów do szkoły, kilku uczniów wykazuje wrogi stosunek do obecnej rzeczywistości w Polsce i Związku Radzieckiego. Zanotowano wrogie wypowiedzi ze strony niektórych uczniów pochodzących przeważnie ze środowiska inteligenckiego i drobnomieszczańskiego". Warto wspomnieć, że z takiego środowiska sam pochodził.
W 1950 r. znowu awansował - w Głównym Zarządzie Wyszkolenia Bojowego został szefem Wydziału Szkół i Kursów Oficerów Zawodowych. Z wyszkolenia politycznego zadawał podchorążym takie oto pytania:
"1. Dlaczego wychowując nowe kadry winniśmy wzorować się na doświadczeniach WKP(b),
2. Dlaczego żołnierze Odrodzonego Wojska Polskiego winni naśladować w służbie i życiu cywilnym takich bohaterów, jak: gen. Świerczewski, Buczek, Marchlewski, Dzierżyński, J. Dąbrowski,
3. Co wiecie o powstaniu Gwardii Ludowej,
4. Jak należy pracować na odcinku wysuwania i wychowywania kadr, jak nas uczy Generalissimus Stalin,
5. Omówić rolę Generalissimusa Stalina w organizowaniu zwycięstw Armii Czerwonej w II wojnie światowej,
6. Opisać wrogą działalność Caritas na tle wykrycia nadużyć we Wrocławiu,
7. Co wiecie o odchyleniu prawicowym Gomułki, Kliszki i Spychalskiego ujawnionym na III Plenum KC PZPR".

MIŁOŚĆ DO STALINA

Po inspekcji w Oficerskiej Szkole Łączności Przewodowej w Sieradzu w marcu 1953 r. Jaruzelski był dumny z wyników swojej pracy: "Kadra oddana jest sprawie budownictwa socjalizmu i przyjaźni dla potężnej twierdzy pokoju ZSRR. W szkole w widoczny sposób wśród całego stanu osobowego wzrosło przywiązanie i zrozumienie roli PZPR oraz umocnienie miłości do WKP(b) i wodza postępowej ludzkości Generalissimusa Stalina".
A oto uwagi krytyczne, mające świadczyć o braku czujności ideologicznej wśród miejscowych towarzyszy, a z drugiej strony o czujności przyszłego prezydenta Polski.
Spostrzeżenie pierwsze: "Lista członków partii przepisana przez maszynistkę Komendanta Poligonu leżała porzucona na oknie. Ppor. Oświęcimski wychodząc pozostawił otwarte drzwi do swego pokoju, pozostawiając tym samym całą ewidencję partyjną niezabezpieczoną. Jeden z oficerów znalazł na ulicy miasta plan szkolenia partyjnego".
Spostrzeżenie drugie: "Drobnomieszczańskie klerykalne otoczenie Sieradza wywiera nacisk na oficerów i podchorążych Szkoły. Wyrazem tego nacisku jest wzięcie ślubu w kościele przez członka partii ppor. Utechta o czym przez dłuższy czas nikt w szkole nie wiedział. Praca w klubie w rzeczywistości nie istnieje. Urządza się w nim zabawy, sprzedaje się wódkę w dużych ilościach, wódkę sprzedaje się na co dzień, a często zdarza się, że oficerowie i to na poważnych stanowiskach grają w bilard o wódkę. Jak oświadczyła bufetowa, bywają tygodnie, podczas których sprzedaje się w bufecie kasyna ponad 40 litrów wódki".
Spostrzeżenie trzecie, najcelniejsze, ciekawe również ze względu na rodzinną przeszłość Jaruzelskiego: "Do egzekutywy POP Kursu Doskonalenia Podoficerów Zawodowych wybrano na zastępcę sekretarza kułaka Kozaka Franciszka. Okłamał partię referując swój życiorys, zamiast podanych 14 ha ma 16.80 ha i 15 świń. Został usunięty z szeregów partyjnych".
Swoje spostrzeżenia Jaruzelskie przekazywał nie tylko przełożonym, ale także Informacji Wojskowej.

CENIONY W MOSKWIE

Po październiku 1956 r., gdy inni popadali w niełaskę, Jaruzelski piął się po szczeblach kariery. Najpierw został dowódcą 12. Dywizji Piechoty, co - w porównaniu z wcześniejszą funkcją wojskową dowódcy plutonu zwiadu - było nie lada awansem.
Lech Kowalski pisze: "Niszcząc innych i umiejętnie zawiązując koalicje, Jaruzelski szybko i stosunkowo sprawnie budował własny kadrowy układ".
Najważniejsze było to, że Jaruzelski był coraz bardziej ceniony w Moskwie. Poparcie Kremla uczyniło zeń wkrótce pierwszą osobę na szczytach komunistycznej władzy.
W 1960 r. Jaruzelski został szefem Głównego Zarządu Politycznego WP. Miał 37 lat i stopień generała dywizji. Funkcję pełnił do 1965 r., będąc jednocześnie posłem PRL-owskiego Sejmu.
W wytycznych dla podwładnych pisał: "Udział i rezultaty pracy oficerów nad kształtowaniem materialistycznego światopoglądu wśród podwładnych, a także wśród najbliższej rodziny (żona, dzieci) winny być uwzględniane również w opiniach służbowych. Wyjaśnić oficerom bezpartyjnym, że aktywne, uporczywe uprawianie praktyk religijnych [druga, po wódce, obsesja Jaruzelskiego - red.] jest sprzeczne z wymaganiami, jakie stawiamy oficerom Ludowego Wojska...".
W styczniu 1965 r. został szefem Sztabu Generalnego WP. Kowalski pisze, że był to precedens, gdyż Jaruzelski przeskoczył kilka szczebli w pionie operacyjnym wojska, a ponadto w GZP zajmował się zupełnie czymś innym, dlatego "należy domniemywać, iż była to typowo polityczna decyzja, która musiała wcześniej zostać zaaprobowana przez Moskwę".

JARUZELSKI W MARCU

Jaruzelski brał udział w przygotowaniach do marca 1968 r. i inwazji na Czechosłowację. Występował otwarcie przeciwko syjonistom, jako rzekomym sprawcom wydarzeń. O pałowaniu studentów mówił: "Nasza kadra występowała z pałkami jako aktyw partyjny - dobrze, że nie z bronią, czego wróg bardzo pragnął".
Szef ochrony Jaruzelskiego, płk Artur Gotówko, w rozmowie z Henrykiem Piecuchem w książce "Byłem gorylem Jaruzelskiego": "Jaruzelski miał niepodważalne zasługi w odżydzaniu armii". Czystek dokonywał wspólnie z głównym ich organizatorem, gen. Mieczysławem Moczarem, który razem z gen. Grzegorzem Korczyńskim wprowadzał go na partyjno-rządowe »salony« PRL, a których potem odsunął, podobnie jak innych, zagrażających mu dygnitarzy. Dotknęło to również I sekretarzy kom-partii - Jaruzelski, nie mając żadnych skrupułów, walnie przyczynił się potem do odsunięcia - po kolei - Gomułki, Gierka i Kani.
Gdy był już silny, najbardziej obawiał się ludzi, którzy mieli większe od niego poparcie w Moskwie. Otaczał się sługusami, ignorował niewiele znaczących.
Inwazję na Czechosłowację Jaruzelski uważał za wojskowy i polityczny sukces: "Doświadczenie wykazało, że pomoc ta była konieczna i przyszła w porę". Dziwnym trafem tych wszystkich faktów nie dostrzega od dawna Adam Michnik.
Za marcowe "zasługi" dla komunistycznej władzy (nie pierwsze w jego życiorysie), już w kwietniu 1968 r., został ministrem obrony narodowej. Kowalski: "Już jako I sekretarz KC PZPR spowodował usunięcie z wojska (...) 1400 oficerów LWP pochodzenia żydowskiego. Proces ten trwał aż do początków lat osiemdziesiątych".
Autor "Generała ze skazą" pisze dalej, że "postawienie na Jaruzelskiego było strzałem w przysłowiową dziesiątkę - wybór ten zadowalał Moskwę, pozyskiwał Gomułce czołowych antysemitów w obozie władzy, gwarantował dobre przyjęcie kandydata w środowisku wojska".

DWA GRUDNIE

Dysponujący przeszło czterystutysięczną armią szef MON, szczególnie przy oparciu systemu na resortach siłowych, miał ogromną władzę. W grudniu 1970 r. to właśnie Jaruzelski i szef MSW Kiszczak, oczywiście zgodnie z wytycznymi kierownictwa partyjno-rządowego, ustalali warunki użycia broni. Bez ich wiedzy i zgody nic w tej kwestii nie mogło się stać. Po masakrze Jaruzelski wydał rozkaz zabraniający dalszego używania broni palnej. Kowalski: "jak chciał, to potrafił i mógł przerwać rzeź - i nie były mu do tego potrzebne polecenia Gomułki ani Cyrankiewicza".
Stan wojenny to na ogół znane fakty. Lech Kowalski - cytując dokumenty - potwierdza, że Jaruzelski zabiegał o pomoc ZSRR, ale mimo próśb jej nie otrzymał. Gdy już uczynił to własnymi rękami, towarzysze radzieccy byli zachwyceni, a ich opinia była dla niego najważniejsza. Przedstawiciele KGB, nie wspominając o BP KPZR i samym Breżniewie, ocenili, że "wprowadzenie stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 roku zostało znakomicie zaplanowane i przeprowadzone. W Centrali (KGB) zapanowała powszechna ulga i nie szczędzono pochwał dla umiejętności Jaruzelskiego, dowództwa polskiej armii i SB". Czy można mieć jeszcze wątpliwości, w czyim interesie generał wypowiedział wojnę narodowi?

"MĄŻ STANU" W SĄDZIE

Jeszcze kilkanaście dni przed czerwcowymi wyborami na forum KOK Jaruzelski zachęcał do walki z opozycją: "Ukazywać społeczeństwu powiązania opozycji z Zachodem w takim kontekście, by jasno z tego wynikało, że godzą w polską rację stanu".
Teraz znów znane fakty - dzięki kontraktowi z lewicową częścią opozycji towarzysze z PZPR dostali się do parlamentu, a Jaruzelski został prezydentem. Władzy miał cały czas najwięcej - był I sekretarzem KC PZPR, przewodniczącym Rady Państwa, Komitetu Obrony Kraju i Naczelnym Wodzem na czas wojny.
Jednym z pomysłów Jaruzelskiego było utworzenie koalicji rządowej z własnych szeregów (PZPR, ZSL, SD). Opozycja miała być dekoracją. To się jednak nie udało, choć dzięki szefom MSW (Kiszczak) i MON (Siwicki) w rządzie Mazowieckiego (tym razem nie Wojciecha, ale Tadeusza) generał nadal trzymał najważniejsze sznurki w państwie.
Dziś Wojciech Jaruzelski nadal jest "mężem stanu". Jako stary, schorowany człowiek z trudem przychodzi do sądu, oskarżony o sprawstwo kierownicze masakry grudnia 1970 r. na Wybrzeżu. Nie przeszkadza mu to jednak żyć w chwale zbawcy narodu, pobierać wysoką emeryturę i mieszać z błotem każdego, kto ośmieli się powiedzieć o nim prawdę.

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


"Wojna polsko-białoruska" terapią odreagowania naszych mężyków stanu na "współdecydowanie" o polskich sprawach w ramach UE- Stanisław Michalkiewicz o najnowszych wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE" Wysłane środa, 17, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, jak to zauważył kiedyś wybitny reżyder filmowy Alfred Hitchcock - konstrukcja filmu sensacyjnego polega na tym, że najpierw wybucha bomba atomowa, a potem napięcie rośnie... I właśnie według takiego scenariusza rozwija się nasz konflikt z Białorusią, a właściwie - ze »znienawidzonym prezydentem Łukaszenką«. Wypada więc przypomnieć, od czego się to zaczęło. A zaczęło się od tego, że wiosną 2005 Kondoliza Rice przyjechała do Wilna już po zwycięstwie "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie... Wcześniej była »rewolucja róż« w Gruzji, gdzie wymieniono starego komucha, prezydenta Edwarda Szewardnadzego na amerykańskiego protegowanego Michała Saakaszwiliego. Podobnie było na Ukrainie, a USA zakładały, że na Białorusi wybuchnie »rewolucja błękitna« (nawet kolor już znano!) i tego wileńskiego rozkazu Kondolizy wysłuchał ówczesny minister zagraniczny RP Adam Rotfeld i wykonał go jak potrafił - to znaczy poderwał do boju Związek Polaków na Białorusi" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik naszej witryny Antysocjalistycznego Mazowsza, komentuje wydarzenia ze scen teatru politycznego w Polsce i za granicą.

Owa i ówczesna europejska polityka Stanów Zjednoczonych torpedowania "strategicznego partnerstwa" pomiędzy Niemcami a Rosją w zasadzie była zgodna z naszym interesem państwowym, ale problem polegał na tym, że na Białorusi właściwie nie było żadnej opozycji, bo Łukaszenka trzymał wszystko mocno w garści. Związek Polaków na Białorusi musiał więc pełnić rolę jedynej opozycji przeciw "znienawidzonemu Łukaszence, co było błędem potrójnym. Ułatwiło Łukaszence przedstawienie wszelkiej "opozycji" jako zagranicznej agentury, po drugie Polska została zmuszona do zwalczania powołanego przez "Znienawidzonego prezydenta Łukaszenkę" drugiego Związku Polaków Na Białorusi, co zaczęło na arenie międzynarodowej przekraczać granice śmieszności. Następstwem tych dwóch błędów było zniwelowanie polskich wpływów na Białorusi do gołej ziemi. A to wychodziło na przeciw oczekiwaniom "strategicznych partnerów", którym "Polska wpływowa" jest niepotrzebna i to właśnie się udało panu ministrowi Rotfeldowi zrobić.
Tę sytuację odziedziczył minister zagraniczny Radosław Sikorski, który teraz chce koniecznie zostać prezydentem RP, choć nawet "ałtorytet" Jacek Żakowski mu to odradzał. W dodatku pan Jarosław Kaczyński ujawnił, że przydarzył mu się jakiś "casus paskudeus", ale jaki - tego nie może ujawnić do końca, bo to "tajemnica państwowa". W obliczu takich "zastawek" musiał udowodnić, że nie gorzej dba o polskie interesy państwowe niż prezydent Lech Kaczyński, który znany jest z tego, że z "dbałości o polski interes narodowy" ratyfikował Traktat Lizboński czy bezmyślnie żyrował wszystkie posunięcia ukraińskiego prezydenta Juszczenki, co się skończyło "puszczeniem wiatru" Mu w nos i uznaniem banderowców za kombatantów Ukrainy. Skończyło się to zaaresztowaniem na pięć dni kilkudziesięciu działaczy ZPB i wymierzeniem grzywny miliona białoruskich rubli (około 400 dolarów) pani Andżelice Borys, przewodniczącej Związku. Jak widać - te represje nie były szczególnie dotkliwe, przypuszczam, że pani Andżelika dostaje znacznie większą subwencję z polskiego MSZ, ale są uciążliwe i podobne do tych, jakie stosowała PRL-owska Służba Bezpieczeństwa w latach 70. ub. wieku w stosunku do działaczy opozycyjnych - mówi Stanisław Michalkiewicz.
Ale o to właśnie Polska traci moralne prawo do potępiania takich działań na Białorusi, bo w naszym kraju reżyser Grzegorz Braun, twórca filmu "Towarzysz Generał" o generale LWP, tow. Wojciechu Jaruzelskim, został pociągnięty przed sąd za "czynną napaść na policjantów", co jest znaną z czasów komuny w Polsce szykaną. Widać więc, że "wraca nowe" w Polsce i traci ona moralne prawo do krytykowania "znienawidzonego prezydenta Łukaszenki". "Wojna" polsko-białoruska przestała - po 17 września ub. roku, kiedy to prezydent Obama dał do zrozumienia, że USA mają swoje interesy gdzie indziej, np. w Iranie - służyć jakiemukolwiek celowi politycznemu. Ma walor jedynie terapeutyczny. Służy polepszeniu samopoczucia naszych mężyków stanu, którzy już wiedzą, że nic nie znaczą na świecie i kiedy np. spotykają się z prezydentem Sarkozym czy "naszą złotą panią Anielą" - muszą się czołgać przed nimi. Muszą więc to jakoś odreagowywać. Byłoby to i może zabawne, gdyby nie to, że skrupia się na Bogu ducha winnych Polakach na Białorusi, którym jedyne co można przypisać to to, że tam mieszkają. A "Znienawidzony prezydent Łuakszenka" doskonale wie, że Polacy mogą co najwyżej groźnie kiwać palcem w bucie, bo i tak ważne decyzje zapadają w ustaleniach między czekistą Putinem a "naszą złotą panią Anielą"... - sarkastycznie podsumowuje całą sytuację komentator.
Tak właśnie wygląda zapowiedziane przez doktora Olechowskiego na pamiętnej konferencji Forum Dialogu w Pałacu imienia Józefa Stalina w Warszawie, kiedy to nam stręczył Unię Europejską, "współdecydowanie" o naszych losach w ramach UE, ponoć lepsze niż pełne samostanowienie - kończy TV-felieton Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa ponad 18 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


"Wojna polsko-białoruska" terapią odreagowania naszych mężyków stanu na "współdecydowanie" o polskich sprawach w ramach UE- Stanisław Michalkiewicz o najnowszych wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE" Wysłane środa, 17, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Skandale wokół minionej 65. rocznicy "wyzwolenia" obozu
Auschwitz znowu podzielił - Tadeusz M. Płużański
Wysłane poniedziałek, 15, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne artykuły o niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz:

- Mord sądowy na rotmistrzu Witoldzie Pileckim Dobrowolny więzień Auschwitz zgładzony przez komunistów - TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

- 60. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz - Czy były "polskie obozy koncentracyjne"? Uratowany z obozu śmierci - artykuł Tadeusza M. Plużańskiego

- 60. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz - Czy były "polskie obozy koncentracyjne"? KL Stutthof - Gigantyczna cela śmierci - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

- 60. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz - Czy były "polskie obozy koncentracyjne"? Dobrowolnie do Auschwitz, Rotmistrz Witold Pilecki - więzień nr 4859 - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

Szoah to żydowski wymysł. Pamięć o Holokauście wykorzystywana jest jako broń propagandowa i to w celu osiągnięcia nieuzasadnionych często korzyści. Te słowa bp Tadeusza Pieronka dla włoskiego portalu Pontifex.roma obiegły cały świat w wigilię 65. rocznicy "wyzwolenia" Auschwitz.

Z historycznego punktu widzenia nie jest prawdą, że w obozach zginęli wyłącznie Żydzi, prawda ta jednak jest dziś niemal ignorowana. Niewątpliwie w obozach koncentracyjnych umierali w większości Żydzi, ale na liście są też Polacy, Cyganie, Włosi i katolicy - zwierzał się "pontifexowi" polski biskup, nieświadom najwyraźniej, jakie gromy na siebie ściągnie. - Nie wolno więc zawłaszczać tej tragedii, by uprawiać propagandę.

Kwestia nazewnictwa

Dlaczego jednak dzieje się odwrotnie i tragedia Auschwitz jest zawłaszczana? Tadeusz Pieronek nie ma wątpliwości: - Żydzi mają dobrą prasę, ponieważ dysponują potężnymi środkami finansowymi, ogromną władzą i bezwarunkowym poparciem Stanów Zjednoczonych i to sprzyja swego rodzaju arogancji, arogancji, którą uważam za nie do zniesienia.
A czy biskup zastanowił się, jak słowa te przyjąć mogą środowiska żydowskie? Toż to obraza, najczystszej wody antysemityzm w wykonaniu polskiej, czarnej, zaściankowej sotni. Ale biskup spod Wawelu brnął dalej. Na pytanie, czy sądzi, że pamięć o Holokauście jest instrumentalnie wykorzystywana, odpowiedział bez ogródek: - Oczywiście, że tak. Wykorzystywana jest jako broń propagandowa i to w celu osiągnięcia nieuzasadnionych często korzyści.
A więc jednak. Przedsiębiorstwo Holokaust istnieje. I potwierdza to polski duchowny. Oj, nieładnie, księże biskupie. Trzeba natychmiast przeprosić!
I Tadeusz Pieronek już nazajutrz przeprosił: - To nie są moje poglądy, dziennikarz dopowiedział sobie kilka rzeczy - twierdził w wywiadach dla polskich mediów. A tak w ogóle to wywiad nie był autoryzowany - ten argument miał przesądzić o niewinności biskupa.
No tak, autoryzacja. Gdzieś ostatnio to słyszałem. A, na komisji śledczej. Taki sam argument podnosił "Zbychu" Chlebowski. Autoryzacja. Obca cywilizacji śródziemnomorskiej, przyjechała do nas ze Wschodu. A ostatnio najwyraźniej bardzo spodobała się polskim autorytetom. Zarówno świeckim, jak i tym w sutannach.
Biskup odciął się od swoich słów, ale nie do końca. Potwierdził bowiem, że Szoah i Holokaust to żydowski wymysł, ale w sensie nazewnictwa - termin wymyślił Elie Wiesel, węgierski Żyd, urodzony w Rumunii, w czasie wojny więzień Auschwitz (dodajmy: znany z niewyparzonego języka i obarczania Polaków winą za Holokaust właśnie). Natomiast jako ludobójstwo, jako zamiar zgładzenia narodu żydowskiego, jest to autorskie dzieło Niemców hitlerowskich. Tadeusz Pieronek powtórzył również, że Szoah jest ideą, która ma integrować społeczność żydowską na świecie i można ją uznać za propagandę na rzecz narodu izraelskiego.

"Dabru emet"

Słowa hierarchy wywołały burzę w... "Gazecie Wyborczej". Nawet te, bardziej uładzone, wypowiedzi uznała za język, który nie przystoi biskupowi. W domyśle: "język nienawiści", określenie jakże popularne, mające na celu wykluczenie wszystkich oponentów, w tym tych, którzy ośmielają się negować istnienie Przedsiębiorstwa Holokaust.
Całe szczęście, "Wyborcza" nie jest monopolistą, jeśli chodzi o prawdę, również tą o Holokauście. Bolesław Szenicer, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Starozakonnych w RP, były wieloletni dyrektor Cmentarza Żydowskiego w Warszawie, tak skomentował całą aferę w jednej z gazet: "Sprawa jest bardzo prosta. W materiale włoskich dziennikarzy powiedziane jest to, co powszechnie wiadomo. Wcześniej zostało to dokładnie wytłumaczone w książce księdza profesora Waldemara Chrostowskiego »Kościół, Żydzi, Polska«. Prawdą jest, że dziś lobby żydowskie na świecie wykorzystuje Holokaust dla swoich interesów. Żydzi chcą budować Przedsiębiorstwo Holokaust, wykorzystując tę straszliwą tragedię. Żadne uroczystości - w getcie, w Auschwitz - nie mogą zakazywać nam mówienia prawdy. Niezależnie od okoliczności musimy iść drogą wyznaczoną przez Biblię - »dabru emet«, czyli »mówcie prawdę«. Tego właśnie domagali się Żydzi od chrześcijan we wspólnym dialogu. Tylko że oni inaczej rozumieją tę prawdę".

Sowieci wkroczyli
do opuszczonego obozu


A teraz jeszcze o "wyzwoleniu" Auschwitz, które mieli przynieść żołnierze Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 r. Ostatnie apele odbyły się w obozie dziesięć dni wcześniej - 17 stycznia. Następnego dnia rozpoczęła się ewakuacja więźniów pod eskortą załogi SS.
Oddajmy głos Teresie Kuczyńskiej, więźniarce Auschwitz, a po latach dziennikarce: "18 stycznia 1945 r. Niemcy w pośpiechu wyprowadzili z Auschwitz-Birkenau (Oświęcimia-Brzezinki) ostatnie piesze kolumny ewakuacyjne więźniów, którzy przeżyli. Właściwie więźniarek, bo ich najwięcej pozostało w obozie. Większość mężczyzn ewakuowano do obozów w głębi Niemiec wcześniej, głównie pociągami. Dzień był piękny, słoneczny, ale bardzo mroźny, dochodziło do minus 20 stopni. Głęboki śnieg łagodził obozowy pejzaż. Przed blokami administracji obozowej drugi już dzień płonęły ogniska z dokumentów, list zmarłych, sprawozdań. Dopalało się ostatnie z pięciu krematoriów. Coraz głośniejszy stawał się huk armat nadchodzącej Armii Czerwonej".
Wieczorem w obozie pozostały już tylko nieliczne ludzkie szkielety. One były wolne. Zanim do Auschwitz wkroczyły pierwsze oddziały Armii Czerwonej, minęło... dziewięć dni. SS-mani nie bronili się, bo po prostu ich już nie było. Sowieci wkroczyli do prawie pustego (z wyjątkiem tych nielicznych więźniów) obozu. Czy było to zatem wyzwolenie? Takie powtarzane od lat twierdzenia to trwała pozostałość po komunistycznej propagandzie. Podobnie, jak "wyzwolenie" Warszawy 17 stycznia, również przez Sowietów. Jeśli w ogóle używać tego zafałszowanego terminu - wyzwolili ruiny i zgliszcza.

"Oswobodzenie obozu,
ale nie jego więźniów"


Oddajmy jeszcze raz głos Teresie Kuczyńskiej: "Po parogodzinnym wyczekiwaniu na mrozie więźniarki Auschwitz-Birkenau otrzymują po bochenku gliniastego chleba i puszce konserwy mięsnej, i pada rozkaz wymarszu. W nieznane. Jestem wśród nich. W grupie kilkudziesięciu dziewczynek z Warszawy, przywiezionych w sierpniu do Auschwitz z Powstania Warszawskiego z rodzicami i rodzeństwem. Niemcy przywieźli tu wówczas kilkanaście tysięcy warszawiaków. (...) W ciągu całej tej drogi po ziemi górnośląskiej nie napotkaliśmy człowieka ani pojazdu. Wyizolowano nas. Trudno się dziwić, stanowiliśmy pochód szkieletów, powłóczących nogami, odzianych w łachmany, z czerwonym wielkim krzyżem, wymalowanym na plecach olejną farbą, to gdybyśmy chciały uciec, ogolone głowy miałyśmy okutane szmatami. Szkoda, że nikt tych marszów nie sfotografował wówczas, byłyby ciekawym uzupełnieniem planowanego Centrum Wypędzonych. (...) Po dwóch dniach jazdy jesteśmy u celu. To Ravensbrück, obóz koncentracyjny za Berlinem. Wysiadamy w niepełnym już składzie osobowym, z głodu i zimna. Ten nowy obóz nie był jednak dla nas ostatnim, w marcu wywieziono nas dalej, na północ Niemiec, do kolejnego obozu Rechlin. A stamtąd, kiedy liczyłyśmy na wyzwolenie, tym razem przez Amerykanów, pognali nas Niemcy pieszo jeszcze dalej, i tak wędrowałyśmy po drogach niemieckich, dzieci i kobiety z Auschwitz, dokładnie do ostatniego dnia wojny. I nawet nie wiemy, kto nas w końcu wyzwolił, bo w ostatnim naszym obozie spotkały się wreszcie wojska radzieckie z wojskami amerykańskimi. (...) Okrutne przeprowadzenie tej operacji w mroźne dni stycznia 1945 roku sprawiło, że przeszła ona do historii jako »marsze śmierci«. Uczestniczyło w nich 58 tysięcy więźniów - kobiet, mężczyzn i dzieci, głównie Polaków i Żydów. Żołnierze radzieccy, wkraczający do Auschwitz 27 stycznia, zastali tam już tylko 4 tysiące ciężko chorych więźniów i 180 małych dzieci. (...) To było tylko oswobodzenie obozu, ale nie jego więźniów".
I jeszcze o "wyzwoleniu" przez Sowietów innych niemieckich obozów: "Według prof. Normana Finkelsteina ("Gorliwi kaci Hitlera"), z około 750 tysięcy więźniów, jacy przeżyli do stycznia 1945 roku i brali udział w tych przemieszczeniach, zginęła ich jedna trzecia. Z fizycznego wyniszczenia, chorób, zimna lub zastrzelonych".

Bez Pileckiego

Podczas tegorocznych uroczystości rocznicowych w byłym niemieckim, nazistowskim obozie Auschwitz-Birkenau wszyscy oficjele mówili jednak o sowieckich wyzwoleniu. Prezydent Lech Kaczyński, premier Donald Tusk, premier Izraela Benjamin Netanjahu i szef PE Jerzy Buzek. Tak samo byli więźniowie: August Kowalczyk (aktor), Władysław Bartoszewski (profesor), Marian Turski (szef działu historia w tygodniku "Polityka"). Nad cierpieniem lat wojny i radością oswobodzenia pochylił się papież Benedykt XVI w przesłaniu i prezydent USA Barack Obama w liście.
Była mowa o więźniach Polakach, więźniach innych narodowości, przede wszystkim o Żydach. Przypomniano piękną postać Jana Karskiego, który informował świat o tragedii obozów, ale ten świat pozostał obojętny, bo nie uwierzył.
Ale o Auschwitz raportował także rotmistrz Witold Pilecki. A o nim nie było podczas uroczystości ani słowa. Czyżby dlatego, że potem stał się więźniem, a w końcu ofiarą komunistów, a o tym świat do dziś słyszeć nie chce? A o Pileckim w Auschwitz powinno być szczególnie głośno i to w pierwszej kolejności. To on dobrowolnie poszedł do obozu, aby organizować tam konspirację zbrojną, która miała odbić Auschwitz z rąk Niemców przy pomocy z zewnątrz. I mimo, że plan został uznany przez dowództwo Armii Krajowej za nierealny, to bohaterskiemu rotmistrzowi właśnie, dzięki świetnie zorganizowanemu systemowi pomocy, wielu więźniów - towarzyszy niedoli - zawdzięcza lepsze traktowanie, a nawet życie.
To Pilecki chciał wyzwolić obóz, Armia Czerwona tylko do niego wkroczyła. A dziś wszyscy mówią o Sowietach, a o Pileckim nic. Nic również dziwnego, że taki nieistotny i nieznany człowiek przepadł w głosowaniu Parlamentu Europejskiego na bohatera Europy.
Córka rotmistrza, Zofia Pilecka-Optułowicz: - Kilka dni temu słowo Auschwitz było na ustach całego świata. Jednak w oficjalnych przemówieniach nazwisko taty nie padło ani razu. Jest mi bardzo przykro z tego powodu. Ale już wcześniej Europa wyrzekła się go, w tym głosami polskich posłów.

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Niszczyciele - przewodniczący Rady Sygnatariuszów UPR Michał Marusik o sytuacji w tej partii Wysłane poniedziałek, 15, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne artykuły związane z Konwentyklem UPR z dn. 09.01.2010:

- Nieprawdziwe oświadczenie tzw. Biura Prasowego UPR w sprawie zmiany Prezesa UPR

- Próba operetkowego puczu w Unii Polityki Realnej

Inne nagrania TV ASME z imprez UPR:

- Próba operetkowego puczu w Unii Polityki Realnej

- Ostatni Konwent UPR we Wrocławiu: w wyniku jego postanowień Stanisław Michalkiewicz oraz Janusz Korwin-Mikke opuszczają założoną przez siebie partię! - ostatnie nagranie TVASME dla WOLNA.TV (cz. 1)

- Konwent UPR we Wrocławiu: Janusz Korwin-Mikke opuszcza założoną przez siebie partię! - pilot TV-relacji

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- Dzieci są NASZE, nie PAŃSTWOWE! - demonstracje UPR w wielu miastach!

- "Niesiemy Europie wolność" - relacja z konwencji wyborczej Unii Polityki Realnej w wyborach do parlamentu unijnego

- Dzień bez samochodu - samorządowcy do autobusów! - pikieta UPR podczas Europejskiego Dnia Bez Samochodu

- Pikieta Sekcji Młodzieżowej Unii Polityki Realnej przed Pałacem Prezydenckim w dzień po referendum w Irlandii nad Traktatem Lizbońskim

Trudno było pojąć zawiłości astronomii, dopóki Kopernik nie postawił hipotezy, że to ziemia i inne planety krążą wokół słońca. Stawiam więc swoją hipotezę dotyczącą zawirowań w UPR.

Wspominałem na kilku kolejnych Konwentach, że UPR nikt nie będzie atakował z zewnątrz. Ta partia atakowana będzie od środka. I bywała w ten sposób atakowana wielokrotnie z całkiem poważnymi skutkami. Choroba jednak pozostawała wciąż lekceważona. Tym razem okaże się pewnie śmiertelna.

Do czasu wrocławskiego Konwentu dało się tylko zauważyć raptem dwa poważne i wymowne objawy: tworzenie partii w partii - jakiejś koterii zwolenników wspaniałego lidera, Bolesława Witczaka oraz bezczelne wyszabrowanie wszystkich funduszy - przez tegoż lidera i Jego zwolenników. Brak oceny zasadności poczynionych wydatków przez Radę Główną i odmowa oceny tej zasadności ze strony Przewodniczącego CKR, p. Ireneusza Kaszy powinna już wystarczyć do oceny stanu rzeczy. "Witczakowcy" jednak postanowili radować się liczebną przewagą na Konwencie i z bezczelnymi uśmiechami liczbą swoich głosów pokonali wszystkich zaniepokojonych dostrzeżoną katastrofą.

Czynione przed Konwentem próby zmiany Prezesa zostały zablokowane przez kwartet: Jędrzejewski, Sławski, Kasza i Przybył. Zza tej blokady rozmiarów zniszczeń jeszcze nie było widać. Zbliżał się jednak Konwent i dalsza destrukcja mogłaby zostać poskromiona; cztery osoby mogły nie wystarczyć do utrzymania prezesury Bolesława Witczaka. "Witczakowska" Rada Główna więc umorzyła zaległe składki p.p. Bagińskiemu i Paprockiemu, gwarantując, że destrukcja pozostanie nietknięta. Na Konwentyklu przedkonwentowym pojawił się p. Bagiński. Wystarczyło. Witczaka zmienić się nie dało, a wiedza o poczynaniach całego towarzystwa pozostała prawie całkowicie ukryta.

Pojawił się jednak problem: wyniszczenie partyjnych funduszy wykonane zostało w sposób zbyt łatwy do zakwestionowania, bo po prostu wprost w kieszenie towarzyskiej sitwy. Niszczyciele więc postanowili wymienić swego lidera na kogoś, kto potrafi to robić inteligentniej. Najlepiej manifestując własną ofiarność. Zmianę na kogoś kto by poczynania tego towarzystwa powstrzymał oczywiście z łatwością blokowali ilością sześciu ludzi. Była to jednak tylko teza, która wymagała weryfikacji. I weryfikacja została dokonana na listopadowym Konwentyklu: zablokowali kandydaturę Jacka Boronia, zablokowali kandydaturę Roberta Maurera, zablokowali kandydaturę Bogdana Grobelnego... Im potrzebny był po prostu jakiś lepszy parawan ochronny dla procederu niszczenia wszystkiego, co możliwe. Tak też oceniłem sytuację na zakończenie owego Konwentyklu.

Czas - niestety - dzień po dniu dowodził poprawności tej oceny. Rada Główna mająca statutowy obowiązek kontroli działań Prezesa żadnej kontroli nie podjęła. A przecież z samych operacji na bankowych kontach, których ukryć się całkiem nie dało już było widać skalę destrukcji. A do tego zaczęły spływać różne dziwne faktury i nakazy komornicze. Oczywiście dokumenty te na ogół trafiały w ręce towarzystwa niszczycieli, którzy je przeważnie skrzętnie ukrywali.

Jednocześnie okazało się, że z biura Centrali UPR "poznikały" wszelkie dokumenty finansowe (a po chwili okazało się, że inne również). Niszczyciele po prostu przyjęli, że te zniknięcia będą się nazywały "Grocki". Zniknął więc jeden z Nich - świetny Skarbnik świetnego lidera - Grzegorz Grocki. Od tego czasu przeszłość staje się czarną dziurą. Każde pytanie o dokumenty czy też jakąś rzetelną wiedzę o zobowiązaniach trafia na odpowiedź: "Grocki". Proceder niszczenia trwa więc spokojnie w najlepsze.

Nie mając jeszcze pełnej wiedzy o sytuacji Konwentykl zrobił wszystko co mógł, tzn. wszystko czego destruktorzy nie mogli zablokować: obniżył składki dla kilku grup Członków by uchronić choć trochę bieżącą ofiarność Członków przed roztrwonieniem i zobowiązał zarząd Partii do złożenia w prokuraturze zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. (Prokuratura w drugiej połowie stycznia rozpoczęła przesłuchania). Oczywiście miało to raczej charakter symboliczny, bo w międzyczasie okazało się, że długów narosło do kwoty prawie 100.000 zł. Sygnatariusze (za wyjątkiem tych paru niszczycieli, oczywiście) uznali też, że ukrywanie prowadzonego procederu jest rzeczą moralnie i pragmatycznie niedopuszczalną.

Odpowiedzią ze strony destruktorów było (i jest) nasilenie propagandowej i formalnej nagonki na każdego uczciwego UPR-owca. Pozamaterialną katastrofą stała się tym samym wojna ze wszystkimi uczciwymi Członkami, bez liczenia się z jakimikolwiek zasadami przyzwoitości. Każdy pretekst stał się świetną okazją do obrzucania błotem każdego uczciwego Członka UPR.

Po usunięciu z UPR Grzegorza Grockiego rolę parawanu pełnił już tylko Bolesław Witczak. On jednak był kandydatem do tej roli najgorszym, bo tak się akurat złożyło, że to Jego właśnie bezpośrednio obciążają niektóre z tak sprawnie czynionych "wydatków". Postanowili więc ten parawan zmienić. Prób ku temu poczynili wiele, ale - póki co - nieskuteczne.

Najbardziej chyba obrzydliwą próbą był "operetkowy zamach stanu". Otóż w czasie kiedy Witczak pozostawał zawieszonym zastępowała Go p. Magdalena Kocik. Ona też zwołała posiedzenie Rady Głównej dla oceny dokonanych malwersacji finansowych. To de jure. Czyli - jak to u nich w zwyczaju - na niby. Bo de facto Witczak przywiózł gromadkę Swoich kumpli, którzy odczekali w biurze chwil kilka i przed otwartym przez Niego posiedzeniem zostali mianowani przez Niego Prezesami Okręgów z jednoczesną decyzją, że RG będzie obradowała z udziałem Prezesów Okręgów. Tak dobrane towarzystwo "zawiesiło" każdego kto mu się nie podobał. Następnie postanowili zmienić parawan na, zasłużoną już dla nich, panią Magdalenę Kocik, pasującą do tej roli całkiem nieźle, bo przecież żadnych malwersacji nie dokonała. I na tym Rada Główna - zwołana przez panią Kocik dla rozliczenia finansowych malwersacji - zakończyła swoje obrady.

W stosunku do mnie wysunięto wniosek o pozbawienie członkostwa. Wniosek nie przeszedł. Do dziś tego wniosku nie otrzymałem. Nie przeszedł zapewne głosem Henryka Stawiarskiego, bo na następne posiedzenie Straży, gdzie mieli mnie wyrzucać ponownie, przywieźli wniosek o wykluczenie też Henryka Stawiarskiego. O wniosku przeciwko p. H.S. nie zostałem nawet powiadomiony. Wniosku o wykluczenie mojej osoby też do dziś dnia nie otrzymałem. Natomiast z całkowitą bezczelnością p. Andrzej Jędrzejewski - naczelny dżentelmen tego towarzystwa - przedłożył do rozpatrzenia o wykluczenie p. H.S. wniosek, który nie miał wymaganej liczby podpisów. Tym aktem dżentelmeństwa p. Andrzej zasłużył sobie przynajmniej na obietnicę walnięcia w pysk ze strony JKM.

W pamiętną sobotę któryś z warszawskich działaczy nazwał tych ludzi sk****synami. I głos oburzenia nie milknie po dziś dzień. Kto to słyszał, żeby w porządnym towarzystwie sk****synów nazywać po imieniu!? Czynić sk****syństwo - to owszem, ale żeby je nazywać po imieniu!?

Pan Henryk Stawiarski przedstawia się w komunikatorze Skype sentencją: "Nie ten ptak kala gniazdo co je kala, lecz ten co mówić o tym nie pozwala". Przynajmniej wiadomo dlaczego chcą Go z UPRu wyrzucić. Na mnie i tak wszystkie wyroki wydali już dawno, bo nie potrafię być bezstronnym. Wiec przynajmniej nie muszę uważać, by nie powiedzieć o nich paru słów prawdy. A bezstronnym rzeczywiście być nie potrafię. Staram się stawać zawsze po stronie przyzwoitości i ludzi przyzwoitych. Mam więc u nich przechlapane do końca świata i jeden dzień dłużej.

Pominąwszy dziesiątki osobliwych wydarzeń drobniejszego kalibru moją tezę potwierdził wprost jeden z nich fatygując się w tym celu kilkaset kilometrów; najwyraźniej chciał mi to oznajmić osobiście. Acz niepotrzebnie, bo ja to akurat i bez Jego oznajmienia dokładnie to wiem. Otóż fakt, że zniszczenie UPR było i jest ich zasadniczym celem oznajmił mi w rozmowie "w szczerej, partyjnej atmosferze" choćby takim oświadczeniem (cytuję z pamięci):
"Na Konwencie zagłosowałem za udzieleniem absolutorium Witczakowi, kiedy się dowiedziałem, jakich malwersacji dokonał, bo to w zasadzie gwarantowało rozbicie UPR".

Dyskutując długo i otwarcie zdążyliśmy sobie powiedzieć jeszcze wiele ciekawych rzeczy, ale dla losów UPR to stwierdzenie miało znaczenie zasadnicze. Z przykrością wielką stwierdzam, że dokładnie potwierdzało moją tezę, którą wypowiedziałem wprost na listopadowym Konwentyklu.

Zobaczymy, co zrobią na Konwentyklu 17.02. Szkoda, że nie został on zwołany w Józefowie, bo przynajmniej p. Jędrzejewski nie musiałby długo czekać na sprawiedliwy gest z Korwinowej ręki.

Za "blogiem" przewodniczącego Rady Sygnatariuszów Michała Marusika


Kanon literatury podziemnej - literatura piękna tzw. II obiegu w PRL - projekt oficyny Volumen i wydawnictwa Bellona Wysłane poniedziałek, 15, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

4 lutego 2010 r. w warszawskim Domu Literatury odbył się panel dyskusyjny "Kultura wysoka w drugim obiegu" inaugurujący projekt wydawniczy Kanon Literatury Podziemnej, przygotowany wspólnie przez wydawnictwo Bellona SA oraz Oficynę Wydawniczą Volumen.

"W 20. rocznicę historycznej daty 1989 Oficyna Wydawnicza Volumen i wydawnictwo Bellona we współpracy z Europejskim Centrum Solidarności, Narodowym Centrum Kultury, Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Stowarzyszeniem Pokolenie przedstawiają kolekcję książek nazwaną Kanonem Literatury Podziemnej. Celem przedsięwzięcia jest pokazanie wielkiego wkładu podziemnego ruchu wydawniczego w polską kulturę - utrwalenie w świadomości współczesnego pokolenia obrazu tzw. drugiego obiegu wydawniczego lat 1976 - 1989 jako przestrzeni, w której działali najlepsi z najlepszych pisarze, poeci, dziennikarze. Lista książek jest tak dobrana, aby obraz ten był obrazem wolnej wspólnoty poszukiwań i sporów, swobodnej umysłowo i zróżnicowanej estetycznie, aby zawierał i reprezentował wszystkie lub prawie wszystkie główne gatunki literackie, aby pokazywał wielkie bogactwo duchowe pozaoficjalnego życia tamtej epoki. Za kryterium formalne wydawcy przyjęli fakt pierwszego wydania dzieła w drugim obiegu; czyli na Kanon składają się książki wybrane spośród tych, które w drugim obiegu miały swoją premierę, które nieprędko ujrzałyby światło dzienne albo i wcale, a być może nie zostałyby napisane, gdyby nie powstała fenomenalna przestrzeń wolnego słowa, jaką stworzył niezależny ruch wydawniczy - zjawisko niespotykane na skalę światową. Komunistyczna reglamentacja obowiązywała nie tylko w sklepach spożywczych, ale i w księgarniach. Niektóre produkty literackie były po prostu nie do kupienia.

Do 1990 roku, czyli do chwili likwidacji cenzury, w drugim obiegu ukazało się ok. 5000 książek i broszur, z czego przynajmniej 1000 to utwory literackie, które osiągnęły łączny nakład kilku milionów egzemplarzy.

Projekt przewiduje wydanie 23 książek z dziedziny literatury pięknej - jeszcze nie tak dawno zakazanych! - które będą się ukazywały co dwa tygodnie (...)".

Za witryną Kanonu Literatury Podziemnej wydawnictwa Bellona i Oficyny Volumen

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z kolejnym materiałem TV ASME.

Nagranie trwa ponad 1 godz. 23 minuty. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Zamach na ucieleśnioną niewinność - prof. Jerzy Przystawa Wysłane sobota, 13, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- I Debata Ustrojowa - dyskusja pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich, p. Janusza Kochanowskiego o wprowadzeniu ordynacji JOW w wyborach parlamentarnych w Polsce - część III z udziałem publicystów największych tytułów prasowych Polski

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

W piątkowym (12 lutego 2010) wydaniu "Rzeczpospolitej" ukazał się list gen. Wojciecha Jaruzelskiego, którego autor podejmuje polemikę z artykułem Rafała Ziemkiewicza ("Rz" z 3 lutego 2010) i filmem "Towarzysz generał" pokazanym w TVP1 w dniu 1 lutego br. Pełna wersja tego listu opublikowana została na internetowej stronie gazety.

Generał zapewnia nas, że "nie pozuje na uciśnioną niewinność", ale w męskich, żołnierskich słowach, spokojnie ukazuje nam swoją udrękę, setki godzin spędzonych przed różnymi sądami na podstawie fałszywych oskarżeń. Fałszywość ich nie może ulegać wątpliwości, skoro pomimo przesłuchania ponad 1000 świadków (a ponad 2000 złożyło oświadczenia na piśmie) żaden sąd nie wydał wyroku skazującego. Mściwi i niegodziwi ludzie, nie zważając na jego podeszły wiek i zasługi dla kraju, ciągają go po sądach za rzekome krzywdy, jakie wyrządził Polakom, wprowadzając stan wojenny, za przypadkowe zabijanie stoczniowców Wybrzeża, za pozorne czystki antysemickie roku 1968 i temu podobne niby-winy. Natomiast krzywdy, jakie jemu się wyrządza, pomijając już upokarzające wezwania na rozprawy sądowe, są niewątpliwe: rok temu Sejm przyjął ustawę, która odebrała mu przywileje emerytalne, jakie przysługują wszystkim byłym żołnierzom zawodowym, pod jego domem co roku zbierają się grupy wyrostków, wykrzykujących obelgi i wygrażających jemu i jego rodzinie. Był nawet zamach na jego życie, o którym tak pisze:
"Wreszcie zamach, którego obiektem stałem się w październiku 1994 roku we Wrocławiu. Działacz »Solidarności« RI »wymierzył w ten sposób sprawiedliwość« na mojej osobie z powodu rzekomej niesprawiedliwości, która w latach 80. spotkała go ze strony naczelnika gminy. Zostałem poważnie ranny, było zagrożenie życia. Operacja trwała cztery godziny. W zeznaniu przed prokuratorem z Wrocławia, podejmującym śledztwo z urzędu, prosiłem o niewszczynanie sprawy, oświadczyłem, iż pretensji nie wnoszę, sprawcy wybaczam. Powtórzyłem to przed Prokuraturą w Warszawie. Wreszcie, o uniewinnienie apelowałem w sądzie. W rezultacie wyrok był symboliczny - w zawieszeniu".

Stan wojenny, masakra na Wybrzeżu, fala odgórnie zarządzonego antysemityzmu roku 1968, to są wielkie tematy historyczne i na ich temat powstały już, i nadal powstają, wielotomowe monografie naukowe, liczne dzieła artystyczne i dokumentalne. Inaczej przedstawia się sprawa "zamachu": jego sprawca już dawno nie żyje, zbrodniczy kamień został wyrokiem sądu zniszczony, a esbeckie archiwa gruntownie wyczyszczone. Robert Helski, badając akta IPN, dotarł do nazwiska funkcjonariusza SB w Ząbkowicach Śląskich, który jeszcze w roku 1995 (!) dostał polecenie spalenia akt jego ojca.

Przypomnijmy najważniejsze fakty:

17 maja 1982, na podstawie decyzji naczelnika gminy Ciepłowody, na pola Helskiego, w eskorcie milicyjnej, wjeżdża kilkanaście traktorów z pobliskiej Spółdzielni Produkcyjnej i obsiewa je jęczmieniem. Jest to wydarzenie wyjątkowe w historii PRL, pomijając już jego bezprawność. Ma charakter wyłącznie represyjny, ponieważ jest pozbawione jakiegokolwiek sensu ekonomicznego: jęczmień w drugiej połowie maja zasiany, po wszystkich terminach agrotechnicznych, plonu nie przyniesie.
Dwa tygodnie później Stanisław Helski wyjeżdża na pole kultywatorem. Natychmiast pojawia się milicja, Helski zostaje aresztowany, obciążony kosztami tego "zagospodarowania", maszyny zajmuje komornik i licytuje.
W więzieniu Stanisław Helski od pierwszego dnia podejmuje głodówkę protestacyjną. W owym czasie głodówki w więzieniach internowanych były bardzo modne i władze więzienne się nimi specjalnie nie przejmowały, bo nie powodowały one większych szkód. Inaczej z Helskim: to jest prawdziwa głodówka. Kiedy po 17 dniach władze więzienne zorientowały się, że to naprawdę, postanawiają upartego chłopa karmić przymusowo, jak jego pole. Ale z Helskim trudna sprawa: broniąc się przed gwałtem, rozwalił im całą izolatkę! Czterech oficerów SW bije go pałkami do utraty przytomności, przy okazji wybijając zęby. "A niech go naczelnik sam karmi!". Stanisława odwożą do szpitala więziennego.
Sprawa stała się głośna, piszą o niej gazety stanu wojennego, interweniuje Kuria Biskupia. Helski zostaje zwolniony z aresztu, ale postawiony przed sądem karnym, prokurator domaga się sześciu lat więzienia. Sprawa ciągnie się latami, zapadają wyroki, Sąd Najwyższy uwalnia Helskiego od kary na mocy amnestii. Stanisław Helski zostaje sam z żoną i dziećmi, ze zrujnowanym gospodarstwem, pozbawiony środków jego restauracji, bez środków do życia. Nie wyciąga do nikogo ręki po pomoc: "na kawę i papierosy mi starczy" - podejmuje beznadziejną walkę prawno-sądową ze "sprawiedliwością Generała Jaruzelskiego". Jeszcze dwa lata przed "zamachem" osobiście wręcza swoje pismo Jaruzelskiemu. Ta walka kończy się niczym. Generał ma zawsze rację.
Generał Jaruzelski trochę przesadza w opisie dramatyzmu zdarzenia w dniu 11 października 1994: Generałowi aż okulary spadły i się potłukły! Tam nie było możliwości do zamachu kamieniem: Generał był otoczony BOR-owcami, Helski stał w kolejce po autografy, zza pleców osoby przed nim stojącej wyjął z torebki na dokumenty kamień zawinięty w gazetę i pchnął spod pachy w twarz Generała. To nie było ani zagrożenie życia, ani powód do czterogodzinnej ciężkiej operacji. Był to gest prawdziwie symboliczny i symboliczne były, i są nadal, jego skutki.
Ale nie spierajmy się o grozę zamachu, Stanisław Helski zwykł był mawiać "kogo nie boli, temu powoli" - to Generała ugodzono, to jego bolało i on ma prawo odczuwać to mocniej niż inni. Jednak ta napaść specjalnie nie odbiła się na jego zdrowiu, skoro po 17 latach nadal widzimy go pełnego sił i wigoru. Przestał tylko jeździć po Polsce na wieczory autorskie i rozdawać autografy. Pisze za to książkę za książką i tworzy historię tamtych lat. Nie przerażają go młodzi chłopcy, którzy pod jego oknami, w rocznicę Stanu Wojennego wykrzykują "Kryj się Jaruzelski, idzie pluton Helskich".

Co innego w tym ostatnim liście Generała wymaga sprostowania. Chodzi o to, że on dzisiaj, tak jak wtedy, "wybacza" i pisze o "rzekomej niesprawiedliwości" wyrządzonej chłopu. Oznacza to bowiem, że Generał, jak długo żyje, ma zamiar fałszować i przeinaczać historię, z ofiar czynić przestępców, a z przestępców ofiary. Główną ofiarą jest, naturalnie, on sam.
Ciekawe jest także, że w tym swoim liście Wojciech Jaruzelski wskazuje, jako na sprawcę "rzekomej krzywdy" Helskiego naczelnika gminy Ciepłowody! Ciemny i durny chłop, po prostu nie zrozumiał, że to nie on, szef WRON i dyktator państwa, w tej sprawie decydował, tylko urzędnik gminny!!
Tak się składa, że jeszcze przed "kamieniem" byłem świadkiem spotkania owego naczelnika ze Stanisławem Helskim. Przyjechał on do Wrocławia z butelką koniaku, aby przeprosić Stanisława za swój udział w tamtych wydarzeniach. Prawie ze łzami w oczach tłumaczył, że nie mógł nic zrobić, że miał rozkaz wojewody itd., itp. Stanisław usiadł z nim przy stoliku, nie pobił, ani nie zrzucił ze schodów, napił się koniaku, porozmawiał spokojnie i uprzejmie. Jakoś w umyśle ciemnego chłopa skorumpowany gminny urzędas nie wyrósł na postać odpowiedzialną za krzywdy wyrządzone jemu i jego rodzinie. A generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu już sam odpowiedzieć nie jest w stanie.

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Kanon literatury podziemnej - literaura piękna tzw. II obiegu w PRL - projekt oficyn Volumen i wydawnictwa Bellona Wysłane sobota, 13, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Wysyp kandydatów na prezydenta w Platformie ratunkowej dla Obywateli, po stronie PiS - próżnia doskonała, a Ukrainę czeka rozbiór? - Stanisław Michalkiewicz o najnowszych wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE" Wysłane środa, 10, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"W ubiegłą niedzielę odbyła się druga tura wyborów prezydenckich na Ukrainie, w rezultacie której zwycięzcą tych wyborów został rekomendowany przez tamtejszą partię Regionów Wiktor Janukowycz. Pokonana nieznaczną liczbą głosów Julia Tymoszenko powiedziała, że nie uznaje tych wyników i będzie starała się je podważyć w drodze sądowej, choć może nie tylko drogą sądową. Zapowiedź ta wprowadza Ukrainę w stan zamętu, a jeśliby doszło do »kryterium ulicznego« - zamęt ten jeszcze się pogłębi. W rezultacie tego zamętu nie można wykluczyć NAWET scenariusza rozbiorowego, bo okręgi wyborcze, w których zwyciężyła Julia Tymoszenko, tworzą zwarty obszar, bez żadnych enklaw, obejmujący zachodnią część Ukrainy. Dużo więc do powiedzenia będą miały państwa trzecie, zwłaszcza te, które mają swoje wpływy na Ukrainie: Rosja, Niemcy oraz Stany Zjednoczone. Rosja wolałaby oczywiście wcielić całą Ukrainę do strefy swoich wpływów, ale jeśli jej się to nie uda, to wcieli tylko wschodnią jej część z Krymem, na którym specjalnie jej zależy. Wprawdzie prezydent Obama dał już do zrozumienia, że nie będzie robił dywersji przeciw Rosji, ale w takim przypadku może przecież zmienić zdanie! A pamiętajmy o jeszcze jednym: Julia Tymoszenko może stać się »obrotowym przedmurzem demokracji«, bo pierwsze duże pieniądze zobaczyła wtedy, gdy Gazprom udzielił jej firmie koncesji na obrót rosyjskim gazem..." - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik naszej witryny ASME - Antysocjalistycznego Mazowsza, komentuje najnowsze wydarzenia na deskach scen teatrów politycznych za granicą i na naszych, "wojewódzkich w UE"...

Z tego punktu widzenia możemy więc ocenić przygotowania do naszych, tubylczych wyborów prezydenckich. Po rezygnacji premiera Tuska z kandydowania, w Platformie Obywatelskiej nastąpił prawdziwy wysyp kandydatów. Na czoło tego peletonu wybija się marszałek Komorowski, "hrabia" zresztą, więc byłaby taka prezydentura pod hasłem "Arystokracja - Demokracja - Porządek". Drugim kandydatem jest pan Radosław Sikorski, który zapowiedział już, że "będzie się słuchał premiera Tuska" i samodzielnie nie kiwnie nawet palcem w bucie! Co ciekawe - niedawno pan Sikorski, razem z byłym premierem Szwecji Carlem Bildtem, wystąpił z projektem (przypominającym dawny tzw. plan Rapackiego, niegdysiejszego figuranta Sowietów na stanowisku ministra zagranicznego PRL w latach 60. ub. wieku), żeby z terenu Unii Europejskiej i pobliża jej granic - usunąć broń jądrową. Nietrudno się domyślić, że chodzi o amerykańską broń jądrową w Niemczech, bo przecież nie francuskie Force de Frappe czy brytyjską broń jądrową, nie mówiąc już o izraelskiej, o której przecież wiemy, że jej nie ma... Wychodzi ta inicjatywa naprzeciw niemieckim i francuskim planom "europeizacji Europy", czyli stopniowego wypychania USA z Europy, a ze strony rosyjskiej oznacza to tylko tyle, że powstrzyma się ona od pogróżek zainstalowania w Okręgu Królewieckim jakichś rakiet, bo też wiadomo, że tam żadnej broni jądrowej też przecież nie ma... A więc pan minister zagraniczny Radek Sikorski podlizuje się po prostu "naszej złotej pani Anieli", pokazując, że nie jest gorszy od pana premiera Tuska - uśmiecha się nasz publicysta.
Ja mam trzech faworytów z PO, których mógłbym z czystym sumieniem zarekomendować: po pierwsze - panią minister Julię Piterę. Sytuacja pani Pitery w PO trochę przypomina tę z piosenki o tym, jak Murzyni złapali na pustyni grubasa... Nie bardzo wiadomo, co z Nią zrobić - więc bardzo dobrze nadawałaby się na te stanowisko. Podobnie jak pan senator Krzysztof Piesiewicz! Już ochłonął z "traumatycznego przeżycia", wystąpił w TV Religia w stacji TVN, gdzie nawet szlochał w odpowiednim momencie, więc świetnie nadawały się na prezydenta RP, bo "haki" są już gotowe... Nie mówiąc już o "posłu Palikotu"! W Jego przypadku sama kampania bardzo by nas podniosła moralne, a w dodatku na pewno obfitowałaby we wzruszające dowody ofiarności - nie tylko już ze strony ubogich studentów czy emerytów i rencistów, lecz nawet ze strony nieboszczyków, co z pewnością wywołałoby zainteresowanie Polską całego świata i dlatego takiego prezydenta nam potrzeba... - przekonuje Stanisław Michalkiewicz.
Natomiast ze strony "drugiego obozu prezydenckiego" - Prawa i Sprawiedliwości - próżnia doskonała! Usiłuje ją wypełnić pan Prezydent Lech Kaczyński. Widzimy tutaj rezultaty "piekielnej wirtuozerii" intryganckiej Jego brata, pana prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który "wymanewrował" z orbity PiS-u wszystkich innych potencjalnych Jego kandydatów. Będzie zapewne z tej strony kampania "wyboru mniejszego zła", podobnie jak to jest w przypadku "generała LWP" Wojciecha Jaruzelskiego, który przeżywa obecnie festiwal merdialny. Cały Salon się zmobilizował, podobnie jak "przodujący w pracy operacyjnej oraz w wyszkoleniu bojowym oraz politycznym" redaktorzy Monika Olejnik oraz Tomasz Lis. Ten "fołksfront" broniący "generała LWP" i jednocześnie - mitu założycielskiego III RP i swojej w niej pozycji - jest o tyle ciekawy, że razem z nim współdziała środowisko tzw. narodowców. Trudno zrozumieć, dlaczego "narodowcy" są w "fołksfroncie" razem z Żydami z "Gazety Wyborczej", ale być może ta "narodowość" to tylko taki pseudonim? - zastanawia się znakomity komentator życia politycznego.
Sąd na Śląsku stwierdził, że "żadnej mafii węglowej nie było". Wracamy zatem do zasady konstytucyjnej III RP: "wy nie ruszacie naszych, my - nie ruszamy waszych". W związku z tym pani Barbara Blida jest czysta, niewinna, a nawet - wzorcem pierwotnej niewinności! Pozostaje jednak pytanie, dlaczego "się wzięła i zastrzeliła na widok ekipy ABW"? Z pomocą przychodzi nam uniwersalna formuła, z której korzystają Ałtorytety Moralne: "bez swojej wiedzy i zgody". Pani Barbara Blida była niewinna - ale... bez swojej wiedzy i zgody! - wywodzi logicznie Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa ponad 17 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Wysyp kandydatów na prezydenta w Platformie ratunkowej dla Obywateli, po stronie PiS - próżnia doskonała, a Ukrainę czeka rozbiór? - Stanisław Michalkiewicz o najnowszych wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE" Wysłane środa, 10, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Jasnowidz z Góry Kalwarii - Antoni Zambrowski Wysłane poniedziałek, 8, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Przed II Wojną Światową podwarszawskie miasteczko Góra Kalwaria słynęło z cadyka, czczonego przed tysiące warszawskich starozakonnych. W dzisiejszej Rosji Góra Kalwaria jest znana jako miejsce urodzenia Wolfa Messinga - słynnego hipnotyzera i jasnowidza, który przepowiadał przyszłość Hitlerowi oraz Stalinowi.

Wyobraźcie państwo taką scenę w gabinecie tow. Berii na Łubiance. Lawrenti Beria poleca ubranemu w cywilny garnitur Wolfowi Messingowi, by ten bez przepustki wyszedł z jego gabinetu i omijając wszystkie posterunki na poszczególnych piętrach siedziby NKWD wyszedł na zewnątrz na plac Dzierżyńskiego. Messing wychodzi i mijając posterunkowych NKWD-zistów, patrzy im uważnie w oczy. Na wyjściu z budynku okazuje trzem posterunkowym jakiś papier wyjęty z kieszeni marynarki i opuszcza gmach. Na ulicy z ulgą zapala papierosa. Wysłany w ślad za nim przez Berię major NKWD kontroluje poszczególne posterunki, ominięte przez Messinga. Wszyscy, nie zmawiając się, meldują, że nikogo nie widzieli. Trzyosobowy posterunek przy wyjściu z kolei melduje, że wychodzący okazał legitymację służbową majora NKWD. Gdy Messing wraca do gabinetu Berii, ten nie kryje swego zdumienia.
Innym razem powiadomiony przez Berię Stalin przyjmuje Messinga w swym gabinecie na Kremlu i tam w ramach kontroli jego uzdolnień hipnotycznych proponuje mu, by podjął bez żadnych dokumentów 100 tys. rubli w najbliższym oddziale PKO na ul. Gorkiego. Co też Messing czyni.

Urodzony w Górze Kalwarii

Wolf Messing urodził się w Górze Kalwarii koło Warszawy w 1899 roku w rodzinie żydowskiego ogrodnika. Jako mały chłopiec był lunatykiem, więc matka zostawiała koło okna miskę z wodą, by zapobiec lunatycznym wycieczkom przez okno. W roku 1909 mały Wolf ucieka z domu i podmiejską kolejką jedzie na gapę do Warszawy, po uprzednim zahipnotyzowaniu konduktora w wagonie. W Warszawie mdleje z głodu i wskutek błędnej diagnozy trafia do kostnicy. Na trzeci dzień odzyskuje tam przytomność i jako pacjent trafia w ręce neurologa, doktora Abla, który odkrywa jego wyjątkowe zdolności w dziedzinie telepatii oraz hipnozy. Po powrocie do domu rodzinnego Wolf powiadomił rodziców o swej zdolności do przepowiadania przyszłości i ci, przerażeni, zaprowadzili go do miejscowego rabina. Ten zmusza małego Wolfa do złożenia uroczystej przysięgi, że nigdy nie użyje swego daru przeciwko ludziom.
Dr Abel zdaje sobie sprawę, że na wyjątkowych uzdolnieniach małego Messinga można dorobić się majątku i wraz z asystentem Lwem Kobakiem organizuje mu występy publiczne. Gdy te istotnie przynoszą krocie, organizuje w roku 1913 wyjazd do Berlina. Tam występy małego Wolfa wywołują furorę. Uzdolnieniami chłopca zainteresowali się prof. Albert Einstein oraz prof. Zygmunt Freud. Prof. Einstein zaprosił nawet chłopca do swego domu, by podjąć badania naukowe nad jego fenomenem. Pewien berliński arystokrata usiłuje zmusić chłopca do asystowania mu przy hazardzie, by zapewnić sobie sukcesy finansowe. Wobec tego dr Abel zarządza ucieczkę do Wiednia. Ale baron-awanturnik ściga ich i tam. Ostatecznie Wolf pomaga baronowi uzyskać w kasynie fortunę i ten zostawia go w spokoju.
Dr Abel postanawia wrócić do Warszawy, zaś Wolf z nowym impresario Peterem Zelmeisterem oraz z dawnym asystentem Lwem Kobakiem wyjeżdża na występy do Argentyny.

Obywatel niepodległej Polski

Do niepodległej Polski Wolf Messing wraca w roku 1921. Powołany do służby wojskowej, zostaje żołnierzem Wojska Polskiego. Po odbyciu służby wraca do swych występów na estradzie. W 1927 roku podczas swych podróży zagranicznych spotkał się z coraz sławniejszym indyjskim działaczem niepodległościowym Mahatmą Ghandim.
W 1936 roku podczas występów Messinga w Marsylii do niego przyjeżdża na polecenie ministra Rzeszy doktora J. Goebbelsa osobisty jasnowidz kanclerza III Rzeszy Adolfa Hitlera Hanussen i zaprasza go do Berlina. Na przynętę obiecuje mu stworzenie laboratorium naukowego badającego fenomen jasnowidzenia i telepatii. Hitler udziela audiencji Messingowi i chce, by ten przewidział przyszłość Europy. Messing prorokuje, że wkrótce będzie wielka wojna, w wyniku której Niemcy zapanują w Europie. Hitler jest zachwycony tą perspektywą. Na wspólnym pokazie Hanussena i Messinga ten drugi ostrzega jednak Fürera, że jeśli Niemcy pomaszerują się w kierunku wschodnim, osiągną upadek III Rzeszy. Rozwścieczony Hitler poleca zamordować Messinga za taką przepowiednię. Ratuje Messinga Hanussen, który ofiaruje mu i jego towarzyszom swój samochód wraz z przepustką dla policji. Ci salwują się ucieczką do Polski. Hanussen po latach współpracy z Hitlerem jest święcie przekonany o swej nietykalności, pozostaje dobrowolnie w Berlinie i srogo się zawodzi. Hitler nie zna litości. Messing wyczuwa zgon Hanussena na odległość.
Po powrocie do kraju Messing rezygnuje z występów na estradzie, opuszcza swych partnerów i odwiedza rodzinę w Górze Kalwarii. Wkrótce przybywa do niego Zelmeister z propozycją od hrabiego Czartoryskiego: zaginął cenny klejnot familijny i Messing może otrzymać za ujawnienie złodzieja olbrzymie wynagrodzenie. Messing przyjmuje zaproszenie i udając malarza portrecistę, nawiedza siedzibę Czartoryskich. Demaskuje złodzieja, ale otrzymanie nagrody uniemożliwia wybuch II wojny światowej i najazd niemiecki na Polskę.

Władze okupacyjne ogłaszają nagrodę za głowę Wolfa Messinga w wysokości 250 tys. reichsmarek. Zatrzymani przez Niemców Zalmeister oraz Kobak giną podczas próby ucieczki. Wolf Messing hipnotyzuje swych strażników w siedzibie Gestapo w Warszawie i ucieka do Brześcia.

Ucieczka na wschód

Zatrzymany jako domniemany szpieg przez sowiecką straż graniczną, Messing demonstruje im swe magiczne sztuczki. Dzięki meldunkom straży granicznej trafia na Łubiankę przed oblicze narkoma (ministra) Berii. Tu demonstruje mu swe uzdolnienia, wychodząc bez przepustki z jego gabinetu. Lawrenti Beria decyduje o zatrudnieniu Messinga na estradzie w stolicy sowieckiej Białorusi Mińsku. Tam podczas jednego z występów Messing przepowiada Związkowi Rad w najbliższym czasie krwawą wojnę i w związku z tym zostaje ponownie wezwany do Moskwy - tym razem na Kreml. Przed obliczem Stalina potwierdza swą przepowiednię co do rychłej wojny i otrzymuje od sowieckiego wodza polecenie podjęcia 100 tys. rubli w najbliższym oddziale PKO przy ul. Gorkiego. Próba wypada pomyślnie.
Po powrocie do Mińska Messing dowiaduje się, że całe jego otoczenie zostało przesłuchane przez NKWD na okoliczność jego lojalności wobec władzy radzieckiej. Niektórzy wciąż piszą na niego donosy.
Po agresji Hitlera na Związek Rad zespół estradowy wraz z Wolfem Messingiem zostaje ewakuowany za Ural do Nowosybirska. Tam w zimie 1942 roku podczas publicznego występu przepowiada rychłe zwycięstwo nad Niemcami pod Stalingradem i kapitulację armii feldmarszałka von Paulusa. Przepowiada też, że wojna zakończy się zwycięstwem nad III Rzeszą 9 maja 1945 roku. Powiadomiony o tym, Stalin poleca przeniesienie służbowe Messinga na stałe do Moskwy wraz z jego świeżo poślubioną żoną o operowym imieniu Aida (z domu Rapaport). Nowy rok 1943 Messingowie obchodzą już w Moskwie w drogim hotelu z widokiem na Kreml. Po zwycięstwie pod Stalingradem Stalin proponuje Messingowi funkcję jasnowidza na Kremlu, ale ten odmawia, pamiętając o tragicznym losie Hanussena - jasnowidza na dworze Hitlera. Mimo to Stalin radzi się go w sprawie swego starszego syna Jakowa, który poszedł na ochotnika na front zaraz po wybuchu wojny i trafił do niemieckiej niewoli. Hitlerowcy proponują bowiem Stalinowi zamianę syna na feldmarszałka von Paulusa. Messing ostrzega Stalina, że jego syn nie przetrwa w niewoli do końca wojny. Mimo to Stalin podejmuje decyzje odmowną, motywując to tym, że feldmarszałka nie godzi się oddawać za żołnierza. By bardziej się przyczynić do zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami, Wolf Messing dużą sumę zaoszczędzonych pieniędzy zaofiarował na sfinansowanie bojowego myśliwca, przydzielonego lotnikowi - kapitanowi Kowalowowi. Według relacji pilota samolot zakupiony na pieniądze Messinga był wyjątkowo "fartowny" w starciach powietrznych z niemieckimi samolotami i kapitan Kowalow szczęśliwie dotrwał do bitwy o Berlin. Gorzej było z przetrwaniem po donosach o jego rzekomo nieprawomyślnych wypowiedziach w prywatnych rozmowach. Kapitan Kowalow zaraz po wojnie został skazany za antysowiecką agitację na wiele lat pozbawienia wolności.
Nie wpłynęło to na lojalność Messinga wobec Stalina.

Nie dano mu wrócić do Polski

Już po wojnie zaprzyjaźnił się on z młodszym synem Stalina - Wasilijem. Jako wpływowy generał lotnictwa był on zapalonym kibicem drużyny piłkarskiej i hokejowej lotniczego klubu WWS w Moskwie (WWS oznacza po rosyjsku skrót od wojenno-wozdusznyje siły, czyli lotnictwo wojskowe, ale kibice przekręcili ten skrót na "wataha Wasilija Stalina"). Na jednym z występów zapytany przez Wasilija o przyszły wynik meczu hokejowego na Uralu z udziałem jego drużyny Messing uprzytomnił sobie, że mecz się nie odbędzie wskutek katastrofy lotniczej, w której zginą pupile Wasilija. Messing dzwoni na Kreml do sekretarza Stalina - Poskriobyszewa i uzyskuje natychmiastową audiencję u sowieckiego wodza. Jest przekonany, że dzięki jego proroctwu lot samolotu będzie odwołany. Tymczasem Stalin jedynie zabrania synowi towarzyszenia hokeistom na pokładzie tego samolotu i cała drużyna ginie w tragicznym wypadku podczas lądowania.
W marcu 1953 roku Stalin umiera, żegnany powszechnym płaczem "ludzi radzieckich". Podczas uroczystości przedpogrzebowych ginie w Moskwie kilka tysięcy osób, zadeptanych na śmierć w niewyobrażalnym ścisku. Po kilku latach pałacowych gier ster państwa i partii obejmuje Nikita Chruszczow. Na XX zjeździe KPZR wygłasza on tajny referat, w którym demaskuje zbrodnie Stalina. W związku z tym wzywa on na Kreml Messinga i domaga się, by ten przyłączył się do apelu o wydalenie zabalsamowanych zwłok Stalina ze wspólnego z Leninem mauzoleum. Messing odmawia i za karę zostaje pozbawiony dużej części swych dochodów za występy. Chruszczow przywraca go jednak do łask podczas tzw. kryzysu karaibskiego. Chruszczow za zgodą Fidela Castro umieszcza na Kubie sowieckie rakiety dalekiego zasięgu i prezydent Kennedy zarządza blokadę morską Kuby. Światu grozi konfrontacja nuklearna dwóch przeciwstawnych bloków wojskowych i Chruszczow zaprasza Messinga, by przepowiedział czy świat czeka zagłada. Messing namawia Chruszczowa do kompromisu, przepowiadając, że John Kennedy również jest skłonny do kompromisu. Ugoda pomiędzy Chruszczowym a Kennedym ratuje pokój na ziemi i wdzięczny Chruszczow pozwala Messingowi, który właśnie pochował swą żonę Aidę, po raz pierwszy po wojnie odwiedzić PRL, w tym Górę Kalwarię (nb. ten przypadek traktowania polskiego obywatela dobijającego się prawa do odwiedzenia swej ojczyzny najlepiej świadczy o stosunku przywódców sowieckich do Polski). Messing jedzie do Polski i odwiedza grób swojej matki w Górze Kalwarii.
Wolf Messing zmarł w Moskwie już za rządów Leonida Breżniewa, gdyż nie przeżył operacji, którą lekarze określali jako całkowicie bezpieczną. Coraz bardziej dawała mu się we znaki kontuzja nogi, uszkodzonej podczas ucieczki z warszawskiego Gestapo. Był całkowicie świadom tragicznego wyniku zabiegu chirurgicznego, podobnie jak wcześniej zdawał sobie sprawę z nieuchronnej śmierci swej żony i nawet daty jej przyszłego zgonu. Pochowano go w Moskwie we wspólnym z nią grobie.

Przerwane milczenie

Przez długie lata wokół jasnowidza z Góry Kalwarii panowało milczenie zarządzone przez władze sowieckie. Po jego śmierci KGB skonfiskowało wszystkie pozostałe po nim dokumenty. Na szczęście obecnie w Rosji uchylono w tej sprawie rąbka tajemnicy i telewizja moskiewska nakręciła nawet serial o nim według napisanej przez Eduarda Wołodarskiego książki. Reżyserii serialu podjęli się znani twórcy filmowi Władimir Krasnopolski oraz Walerij Uskow, którzy w dzieciństwie zetknęli się osobiście z jasnowidzem. Rolę Wolfa Messinga zagrał w serialu aktor rosyjski Jewgienij Kniaziew, zaś jego żony Aidy - aktorka Tara Amirchanow. Jest to niewątpliwie pozytywne zjawisko w dziedzinie kultury i należałoby temu przyklasnąć, gdyby nie kilka drobnych "ale". Twórca filmu Władimir Krasnopolski mówiąc o znanych ludziach, których poznał Wolf Messing, wymienia m.in. marszałka Józefa Piłsudskiego. W filmie atoli go nie ma, ani najmniejszej wzmianki o nim. Wolfa Messinga gra aktor Rosjanin, który mówi po rosyjsku jak rodowity Rosjanin. Wątpię, by Wolf Messing tak mówił po rosyjsku. Poza tym Wolf Messing był artystą światowej sławy, wiele jeździł za młodu po świecie i władał wieloma językami. Z dzieciństwa mówił w jidysz oraz po polsku, w żydowskiej szkole liznął nieco hebrajskiego, później opanował biegle niemiecki, nieźle hiszpański (był kilka lat w Argentynie), rosyjski był kolejnym językiem, którym swobodnie władał. Natomiast autorzy serialu o nim są najwyraźniej ludźmi jednego języka i jednej kultury narodowej. Nie wyobrażają oni człowieka znającego biegle kilka języków, więc zmuszają go w serialu, by używał tylko jednej mowy. Ani słowa po polsku. Pomijam już zupełny kiks, że aktorzy grający obywateli polskich nie potrafią odśpiewać prawidłowo polskiego hymnu, czyli Mazurka Dąbrowskiego. To świadczy o jakiejś niezrozumiałej awersji autorów filmu do polszczyzny i polskości. Szkoda, bo w sumie autorzy filmu wykonali kawałek dobrej roboty, przybliżając nam postać niepospolitą, a zarazem praktycznie nieznaną - postać jasnowidza z Góry Kalwarii.

Antoni Zambrowski

Artykuł pierwotnie ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska" - w okrojonej wersji.

Zostań donatorem naszych publicystów:
Jeśli satysfakcjonuje Cię publicystyka Antoniego Zambrowskiego - możesz wesprzeć Naszego Autora datkiem.
Konto:
61 1240 1040 1111 0010 0042 5486
Bank PeKaO SA III O. w Warszawie
SWIFT/BIC - PKOPPLPW



Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME


Protest przed Ambasadą Republiki Ukrainy w Warszawie w sprawie decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy i gloryfikowania faszystowskich działaczy ukraińskich Wysłane niedziela, 7, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

Poprawność polityczna jest taka, że Polacy mają cały czas się wstydzić za to, że są Polakami - ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski o ludobójstwie Polaków na Wołyniu cz. 9, ostatnia

Na temat ludobójstwa Polaków na Wołyniu i stosunków polsko-ukraińskich:

- Z kurzem krwi bratniej... - Antoni Zambrowski

- Antyukraińska histeria na łamach "Naszego Dziennika" - Antoni Zambrowski

- Polsko-ukraińska kwadratura koła - Antoni Zambrowski

- Korona i Ukraina: zawiłości naszej wspólnej historii - Antoni Zambrowski

Akcja protestacyjna przed Ambasadą Republiki Ukrainy w Warszawie wobec decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy i nadania praw kombatantów II wojny światowej byłym członkom Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz gloryfikacji faszystowskich przywódców tych formacji - Stefana Bandery i Romana Szuchewycza - sprawców odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i Podolu, a także za akty terroru i morderstw wobec mieszkańców tych ziem czeskiego oraz żydowskiego pochodzenia.

W akcji protestacyjnej wzięli udział przedstawiciele Kresowego Ruchu Patriotycznego z płk. Janem Niewińskim na czele oraz ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kapłan Kościoła katolickiego, znany z bezkompromisowego oczyszczenia KK ze złogów "współpracy" jego niektórych przedstawicieli ze Służbą Bezpieczeństwa PRL.


Zapraszamy Państwa do zapoznania się z kolejnym materiałem TV ASME.

Nagranie trwa ponad 12 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Protest przed Ambasadą Republiki Ukrainy w Warszawie w sprawie decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy i gloryfikowania faszystowskich działaczy ukraińskich``1265497116,18779,TVplatna Wysłane poniedziałek, 6, lutego 2012 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |











Konferencja prasowa Kresowego Ruchu Patriotycznego oraz ks. Tadeusz Isakowicza-Zaleskiego w sprawie decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy Wysłane sobota, 6, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

05.02.2010 w lokalu Stowarzyszenia Wolnego Słowa w Warszawie odbyła się konferencja prasowa Kresowego Ruchu Patriotycznego oraz księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego w sprawie ogólnopolskich akcji protestacyjnych przed Ambasadą Republiki Ukrainy oraz jej konsulatami zorganizowanych w proteście wobec decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy i nadania praw kombatantów II wojny światowej byłym członkom Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz gloryfikacji faszystowskich przywódców tych formacji - Stefana Bandery i Romana Szuchewycza - sprawców odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i Podolu, a także za akty terroru i morderstw wobec mieszkańców tych ziem czeskiego oraz żydowskiego pochodzenia.

Poniżej przedrukowujemy tekst Oświadczenia KRP, kolportowany na tej konferencji:

Warszawa, 5 lutego 2010 r.

Oświadczenie Kresowego Ruchu Patriotycznego


1. Kresowy Ruch Patriotyczny stanowczo protestuje przeciwko decyzji uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy. Bandera stał na czele terrorystycznej i ludobójczej Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich (OUN), która już w latach 30-ych XX wieku mordowała polskich urzędników, policjantów i polityków, a także Ukraińców lojalnych wobec władz polskich i Państwa Polskiego i nie akceptujących ekstremizmu nacjonalistów ukraińskich. OUN, kierująca się zbrodnicza ideologią Dmytro Doncowa, w czasie II Wojny Światowej dokonała rękami utworzonej przez siebie Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA) ludobójstwa na Polakach, Żydach, Czechach, Rosjanach, Ormianach, Cyganach i innych narodowościach zamieszkujących Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej, a także na Ukraińcach, którzy nie wspierali OUN-UPA, bądź pomagali sąsiadom Polakom. Z tych samych względów wyrażamy stanowczy protest przeciw nadaniu praw kombatanckich członkom zbrojnych formacji UPA. Obie te decyzje prezydenta Juszczenki uważamy za haniebne, uwłaczające pamięci ofiar, a także wymierzone w sam naród ukraiński, który był również ofiarą zbrodni OUN-UPA.

2. Biorąc to pod uwagę, nie możemy zrozumieć dotychczasowego milczenia polskich czynników państwowych (głównie Prezydenta RP i Ministerstwa Spraw Zagranicznych) wobec rozwijanego od wielu lat na Ukrainie kultu Bandery, dowódcy UPA - Romana Szuchewycza oraz OUN/UPA. Te same instytucje, które w innych, znacznie mniej ważnych sprawach, takie stanowisko zajmują, dotąd milczały. Prezydent Juszczenko był jednym z najbliższych partnerów politycznych prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dlatego należy się nam wszystkim, szczególnie Kresowianom i rodzinom ofiar - słowo wyjaśnienia, w którym stanowisko prezydenta RP byłoby jasno sprecyzowane. Niestety, wydane 4.02.br. oświadczenie Kancelarii Prezydenta RP, choć stanowi pewien krok we właściwym kierunku, jest wysoce niezadowalające. Oczekujemy bowiem od Prezydenta nazwania zbrodni OUN-UPA ludobójstwem, jak i jednoznacznego ich potępienia. Mamy też nadzieję, że Prezydent Rzeczypospolitej poprze wieloletnie starania środowisk kresowych o godne uczczenie ofiar banderowskich ludobójców w formie pomnika wzniesionego w stolicy Polski.

3. Oświadczamy, że nigdy nie pogodzimy się z faktem, że sąsiadujące z nami państwo za swoich bohaterów uznaje osoby i organizacje splamione ludobójstwem. Dlatego zwrócimy się drogą oficjalną do nowo wybranego prezydenta Ukrainy o anulowanie dekretów ustępującego prezydenta Juszczenki, gdyż leży to w interesie obu naszych narodów, tak ciężko doświadczonych przez historię.
Zwrócimy się do nowego prezydenta Ukrainy także z prośbą o poparcie naszych inicjatyw mających na celu upamiętnienie ofiar OUN-UPA, w tym ofiar ukraińskich, oraz nadanie pośmiertnych odznaczeń tym szlachetnym Ukraińcom, którzy oddali życie ratując polskich sąsiadów od śmierci z rąk zbrodniczej UPA. To są dla nas prawdziwi bohaterowie narodu ukraińskiego!

Przewodniczący
Kresowego Ruchu Patriotycznego
Jan Niewiński

Wiceprzewodniczący
Kresowego Ruchu Patriotycznego
Zbigniew Lipiński


Zapraszamy Państwa do zapoznania się z kolejnym materiałem TV ASME.

Nagranie trwa ponad 52 minuty. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Konferencja prasowa Kresowego Ruchu Patriotycznego oraz ks. Tadeusz Isakowicza-Zaleskiego w sprawie decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki uhonorowania Stepana Bandery tytułem Bohatera Ukrainy Wysłane sobota, 6, lutego 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz | UWAGA! Plik o ciężarze 777 MB!