sierpnia 2, 2010 - sierpnia 28, 2010

Z front walki o coraz bardziej "nowoczesną Polskę": Palikot z Senyszyn poszukują "punktu G", a by nie poddać się eutanazji, a naukowcy potwierdzają tezy nazistów - Stanisław Michalkiewicz o wydarzeniach z końca letniej kanikuły Wysłane sobota, 28, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na temat "wojny krzyżowej":

- "Noc polityki krzyżowej" - pilot filmu TVASME o nocy konfrontacji "obrońców pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego" ze zwolennikami przeniesienia "krzyża smoleńskiego" do kościoła pw. św. Anny w Warszawie

- Polityczna awantura wokół "krzyża smoleńskiego" przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie - dzień drugi konfliktu


Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, mamy koniec letnich kanikuł, wakacje parlamentarne - więc nic takiego poważne w polityce nie powinno się dziać ale pozory mylą... Ponieważ sytuacja finansowa Państwa jest taka, że wkrótce trzeba będzie poszukać jakiegoś kozła ofiarnego i nie wiadomo jeszcze, na kogo nieubłagany palce wskaże - na wszelki wypadek jest szykowana tratwa ratunkowa i to nie tylko dla członków Platformy Obywatelskiej! Pan poseł Janusz Palikot buduje »Nowoczesną Polskę«, w które chce tresować swoich zwolenników w aborcji i eutanazji... przede wszystkim. Wiadomo, że nic tak bardziej nie wskazuje na nowoczesność, jak właśnie - aborcja i eutanazja. A choć pan poseł Palikot tego nie rozgłasza - wiadomo też, że aby mogła zaistnieć aborcja - musi być poprzedzona innymi warsztatami, taką orgią powszechną. Wiele osób wiele sobie po tym obiecuje, być może nawet znalezienie słynnego »punktu G«, o którym wspominała pani Joanna Senyszyn, która ma chyba na tym punkcie jakąś obsesję, choć to nie powinno dziwić, bo w pewnym wieku poszukiwanie »punktu G«, który ponoć przenosi wyzwolone kobiety »windą do nieba«, staje się właśnie obsesją i jeśli się go nie znajdzie - to rzeczywiście chyba pozostaje już tylko eutanazja!" - Stanisław Michalkiewicz, stały komentator naszej witryny Antysocjalistycznego Mazowsza, analizuje lżejszej proweniencji, letnie zachowania aktorów scen politykierskich z minionego tygodnia.

Wszystko przechodzi już na ręczne starowanie, czego najlepszym dowodem jest to, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji pod przewodnictwem zażądała od Radia Maryja, by te przedstawiło nagrania od 9 do 22 sierpnia "w ramach monitoringu" przed końcem okresu na który została wydana koncesja na nadawanie programu. Widać, że razwiedka "czyści" nie tylko media publiczne - ale wszystkie, bo jak ma nastąpić "jedność moralna i polityczna Narodu", to nie można przecież pozwolić, by toś tam, gdzieś tam - na falach czy jakimś ekranie bruździł Jedynie Słusznej Linii...
Ale to jeszcze nic w porównaniu z odkryciem, jakiego dokonali naukowcy! Otóż zbadali oni 39 krewnych wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera i... stwierdzili, że mają oni chromosom, którego zwyczajni Niemcy właściwie nie mają, za to posiadają go Berberowie oraz Żydzi sefardyjscy oraz aszkenazyjscy. Wygląda na to, że zostało naukowo potwierdzone, iż ów wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler miał "właściwe korzenie"! Noooo, to zmienia postać rzeczy! Po pierwsze: okazuje sie, że ci "naziści", którzy głosili, że "Żydzi mają inną krew" - właściwie mieli rację! A to z kolei stwarza ogromny problem i dysonans poznawczy dla "pozarządowych organizacji walczących z antysemityzmem", które uwodzą ludzkość takim bałamutnym hasłem "Jedna rasa - ludzka rasa". No - jaka jedna, skoro od razu widać, że są dwie - przynajmniej... - uśmiecha się publicysta.
A skoro Adolf Hitler miał "właściwe korzenie", to chyba też nie będzie już tak można bezceremonialnie potępiać narodowego socjalizmu, tak jak już nie można bezceremonialnie potępiać komunizmu, w którym wszyscy "postępowi" ludzie doszukują się jakichś pozytywnych elementów. Pewnie wiec i teraz zacznie się poszukiwanie pozytywnych elementów w narodowym socjalizmie. Wiedziecie Państwo - taki mały element, a jakie wielkie zmiany! "Mały krok człowieka, a wielki krok - Ludzkości!". Rewolucja narodowo-socjalistyczna - przed nami - już mniej się uśmiechając, mówi Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa prawie 9 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Z front walki o coraz bardziej "nowoczesną Polskę": Palikot z Senyszyn poszukują "punktu G", a by nie poddać się eutanazji, a naukowcy potwierdzają tezy nazistów - Stanisław Michalkiewicz o wydarzeniach z końca letniej kanikuły Wysłane sobota, 28, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Konieczne jest nowe otwarcie - prof. Jerzy Przystawa Wysłane czwartek, 26, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Jednomandatowe okręgi wyborcze: ja to przerabiałem, kiedy mieszkałem w Anglii i wiem, jak to znakomicie funkcjonuje - publicysta wysoko nakładowych dzienników ogólnopolskich Maciej Rybiński

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

Mamy niby wolną Polskę - a nie wiedzieć czemu
Rzygać chce się, rzygać chce się - tak jak w PRL-u

Jan Pietrzak

Po hucznych uroczystościach rocznic historycznych wydarzeń, jakimi przepełniony był rok 2009, przyszła kolej na rocznice jeszcze bardziej szacowne, jak 90. rocznica Bitwy Warszawskiej, a teraz już tylko czapki z głów na okoliczność 30. rocznicy Powstania NSZZ "Solidarność". Na z każdym dniem bardziej wpływowym Salonie24, jego właściciel, red. Igor Janke, opublikował płomienny apel, aby było to "najwspanialsze polskie święto" i zadaje blogerom i komentatorom pytanie: "Co Waszym zdaniem możemy zrobić, by dobrze, radośnie i pozytywnie uczcić to jedno z najwspanialszych wydarzeń w polskiej historii?".


Muszę przyznać, że reakcja komentatorów S24 nawet mnie zaskoczyła: na 56 komentarzy prawie nie można znaleźć jednego odpowiednio radosnego i pozytywnego! Oceniając "na oko" ponad 90% tych wpisów, to wpisy gorzkie, surowe w politycznej ocenie, krytyczne w stosunku do tych, którzy dzisiaj chcieli by tę historyczną rocznicę podniośle uczcić. Pisze bloger "Ufka" :
"Gdyby tak już umarła ("S" - dopisek mój), no to jeszcze można by wspominać, położyć kwiaty na grobie. Ale ona jak rozwiedziona żona - jedne dzieci są jej wierne, inne na nią plują, jeszcze inne poszły na swoje i mówią, że jej nigdy nic nie zawdzięczały. No to jak świętować jej urodziny???".

Przytoczyłem tu komentarz stosunkowo oględny i stonowany. Tak piszą komentatorzy na portalu, który uchodzi za prawicowy i konserwatywny, sympatyzujący z tradycją "Solidarności". Nie chcę nawet myśleć, co piszą na ten temat "salony lewicowe".

Z tego punktu widzenia jest historia "Panny S" fenomenem historycznym. Nie znam drugiego takiego przykładu, w którym tak wielki i powszechny ruch społeczny, który w ciągu kilku tygodni objął całą Polskę, wywołał gigantyczny przypływ entuzjazmu i uniesienia, a potem, przez długie lata przeciwstawiał się przemocy w podziemnym oporze, po jakoby tryumfalnie odniesionym zwycięstwie - rozpadł się proch i pył, a ludzie, którzy temu ruchowi poświęcili najlepsze lata swego życia, myśleli o nim z zażenowaniem, a nawet wstydem? W okresie naszej podziemnej walki na murach rysowano na nowo stylizowaną kotwicę - symbol Polski Walczącej - która miała porównywać wysiłek Podziemnej Solidarności do tamtej, z lat okupacji hitlerowskiej. Jak to się mogło stać, że tamten symbol, sprzed 70 lat, zachował swoją wartość i Polacy odnoszą się do niego z dumą i uznaniem, a ten sprzed niecałych lat 30 budzi dzisiaj, u tak wielu ludzi z nim związanych, niechęć i zażenowanie? Dlaczego komuniści, którzy z takim samym zapałem, z jakim usiłowali skompromitować w oczach Polaków Powstanie Warszawskie i NSZZ "Solidarność", w przypadku Powstania ponieśli całkowitą porażkę, a ten sam zabieg, wykonany na "Solidarności" powiódł się znakomicie?

Odpowiedź na to pytanie niosą dwa słowa: agentura i sprzeniewierzenie. W Polskim Państwie Podziemnym, podobnie jak w strukturach emigracyjnych, działali agenci wszelakiego typu, z sowieckimi na czele, a jednak, nawet po tylu latach i otwarciu archiwów, nikt nie oskarża ani przywódców Podziemnego Państwa, ani członków władz emigracyjnych, o zdradę i agenturalne działanie na rzecz wrogów Polski. O najwybitniejszych postaciach tamtego okresu napisano wiele okropnych słów, stawiano im ciężkie zarzuty, oskarżano nawet o zbrodnię zniszczenia Warszawy i setek tysięcy jej mieszkańców, ale argumentu zdrady sobie nie przypominam. Inaczej przedstawia się sprawa z "Solidarnością", wielu z jej założycieli i przywódców, łącznie z Lechem Wałęsą, zostało publicznie oskarżonych o działalność agenturalną na rzecz komunistycznego reżimu, a skala infiltracji struktur NSZZ "Solidarność" przez służby specjalne, zarówno naziemnych jak podziemnych, przechodzi ludzkie wyobrażenie.

W tym kontekście znamienne są słowa samego Lecha Wałęsy, wypowiedziane w roku 1990 w wywiadzie dla włoskiego dziennika "Il Messagero": "Podziały i pluralizm są jedyną gwarancją demokracji. Dlatego podzieliłem »Solidarność«… i będę nadal tworzył podziały, żeby zagwarantować bezpieczeństwo". W książce "Pęknięty dzban", wydanej w 1991 roku przez Uniwersytet Szczeciński, skomentowałem te słowa następująco: "Jeśli tak mówi wódz »Solidarności«, to może to tylko oznaczać, że w jego osobie mamy nowe wcielenia Konrada Wallenroda. Związek, który nie ma świadomości, że na jego czele stoi Konrad Wallenrod, wspomagany dodatkowo jeszcze przez podobnych mu Wallenrodów lokalnych, nie ma szans". Ta wallenrodyczna działalność okazała się skuteczną do tego stopnia, że i sam "Wallenrod" znalazł się wkrótce na aucie i dzisiaj nawet nie wybiera się już na uroczystości rocznicowe 30. rocznicy powstania Związku, którego był, od początku, niekwestionowanym przywódcą.

W sierpniu 1989, w rocznicę strajków sierpniowych, uczestniczyłem we Wrocławiu w uroczystej mszy św., w kościele pod wezwaniem św. Klemensa Dworzaka, który był sui generis Wrocławską Bazyliką "Solidarności". Przewielebny kaznodzieja lapidarnie podsumował historię Związku: "»Solidarność« była nieślubnym dzieckiem Partii, oddanym Kościołowi na wychowanie, które dzisiaj przechodzi do historii". Swoistą "kropką nad i" były wydarzenia na dziedzińcu kościoła, jakie miały miejsce zaraz po nabożeństwie. Naprzeciw wejścia ustawiła się grupka młodych ludzi, z Kornelem Morawieckim i Hanną Łukowską-Karniej na czele, która trzymała transparent z napisem "Solidarność Walcząca". Wychodzące z kościoła nabożne niewiasty, poruszone do żywego tym obraźliwym napisem, rzuciły się, aby natychmiast zlikwidować oburzającą prowokację i poturbowały nieszczęsnych solidarnościowców Morawieckiego.

Na temat przyczyn i źródeł powstania "Solidarności" historycy będą jeszcze długo toczyć spory. Jedno nie ulega wątpliwości: NSZZ "Solidarność" został skutecznie wykorzystany przez komunistów jako parasol ochronny dla reformy systemu, której sens oddaje rosyjskie słowo "pierestrojka". Sposób jej wykorzystania zaproponował pomysłowy dziennikarz, Jerzy Urban, w słynnym "Liście do Stanisława Kani", z początku roku 1981, w którym przedstawił scenariusz przyszłego "okrągłego stołu". Proponował w nim wprowadzenie przedstawicieli NSZZ "Solidarność" do władzy i skierowanie na nich krytyki za nieudolne rządzenie, co spowoduje, że ludzie się od nich odsuną. Aby te działania uwiarygodnić, należało "urządzić Polakom przełom". Te dobre rady zostały skrupulatnie wykorzystane.

Komuniści od dawna poszukiwali sposobu wyjścia z komunizmu, bo co raz więcej z nich zdawało sobie sprawy, że ten nieefektywny system społeczny i gospodarczy jest na dłuższą metę nie do utrzymania. Za przełomowy okres w ich myśleniu można uważać rok 1967, kiedy Nikołaj Podgorny, Przewodniczący Rady Najwyższej ZSRS, złożył w Watykanie wizytę Janowi XXIII. Jednakże przejście do gospodarki kapitalistycznej niosło ze sobą ogromne zagrożenia, a wyhodowana przez nich "klasa robotnicza" nie pozwoliłaby sobie łatwo poddać się likwidacji razem z jej warsztatami pracy: kopalniami, stoczniami, hutami etc., etc. Przeprowadzenie tego bolesnego zabiegu rękami przywódców związkowych, cieszącymi się autentycznym autorytetem w wielomilionowych szeregach robotników, stanowiło ofertę godną rozważenia.

"Pierestrojka" udała się nadzwyczajnie. Najgorzej wyszli na niej dzielni stoczniowcy, którzy poszli po prostu na bruk, ich stocznie na złom, a place pod stoczniami na sprzedaż. Ich przywódcy, a przynajmniej ci, którzy "wyczuli ducha czasu" i poszli na układ z komunistami, zdobyli majątki, władzę, ordery i uznanie. Przywódcy komunistyczni urządzili się także nie najgorzej. A co z Polską?

Codziennie wysłuchuję politycznych i ekonomicznych komentatorów, którzy utyskują nad stanem naszego państwa. Co raz więcej z nich twierdzi głośno, że nasze państwo znajduje się w jakimś dryfie i podąża gdzieś w nieokreślonym kierunku. Pomimo, że rządzący robią dobrą minę i zapewniają nas, że wszystko jest pod kontrolą - podobnie jak komuniści epoki Gierka - nie brak znaków, że sprawy wcale różowo nie wyglądają. Najbardziej alarmujące dane podali niedawno ekonomiści amerykańscy z Instytutu CATO, którzy twierdzą, że długofalowe zobowiązania finansowe państwa polskiego ponad piętnastokrotnie przekraczają PKB. Pod tym względem Polska jest w dwa razy gorszej sytuacji niż Grecja, gdzie ta "niestabilność fiskalna" przekracza PKB "tylko" ok. 8 razy. Pomimo, że dane te "New York Times" opublikował jeszcze w marcu, przedstawiciele rządu i oficjalni komentatorzy ekonomiczni o tej sprawie nic nie mówią. Widać jednak w sferach rządowych pewną nerwowość i gorączkowe poszukiwania sposobu wzmocnienia tej nici, na której zawisł finansowy miecz Damoklesa. Tak odbieram telewizyjne spotkanie premiera z szefami OFE, tak odbieram podwyżki VAT i inne pomysły podatkowe.

W tym piętnastokrotnym przekroczeniu PKB, w publicznych zobowiązaniach państwa, skumulowała się niekompetencja i dezynwoltura wszystkich ekip rządzących Polską od roku 1989. Nie dobierano tych ekip przecież pod kątem ich kwalifikacji intelektualnych i obywatelskich, lecz pod kątem przydatności dla "wielkiego planu wyjścia". Teraz my wszyscy mamy zapłacić cenę tej transformacji. Cena ta jest tak wielka, że nie sprostamy jej nawet, gdybyśmy dzisiaj odebrali i spieniężyli wszystkie majątki, jakie sobie zgromadzili dotychczasowi "transformatorzy" i tabuny pomysłowych przywłaszczycieli. Koniecznie jest wyzwolenie i uruchomienie energii społecznej i talentów ukrytych wśród milionów obywateli, którzy dzisiaj nie partycypują aktywnie w życiu politycznym i społecznym państwa. Konieczne jest NOWE OTWARCIE.

Takim nowym otwarciem, umożliwiającym obudzenie uśpionej i zniechęconej tkanki obywatelskiej, byłaby gruntowna zmiana systemu wyborczego do Sejmu i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych na wzór brytyjski. Takie rozwiązanie byłoby korzystne także dla tych, którzy ponoszą bezpośrednią odpowiedzialność za krytyczny stan naszego państwa. Dzisiaj nie ma już pod ręką jakiejś partii czy związku, jak "Solidarność", z którymi można by się podzielić odpowiedzialnością i ukryć za zasłoną. Jednomandatowe okręgi wyborcze otworzyłyby drzwi do swobodnego działania obywatelskiego, do powstania nowych organizacji i instytucji, które byłyby w stanie unieść ciężar, jaki na ich barki złożyły dwudziestoletnie rządy spadkobierców PRL.

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Niedługo pewnie zamiast "pokaż cycki" Młodzi, Wykształceni z Dużych Miast będą wołać "Pokaż ptaka!" - Stanisław Michalkiewicz o ostatnich wydarzeniach w wojnie "nowoczesności" z "ciemnogrodem" Wysłane sobota, 21, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na temat "wojny krzyżowej":

- "Noc polityki krzyżowej" - pilot filmu TVASME o nocy konfrontacji "obrońców pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego" ze zwolennikami przeniesienia "krzyża smoleńskiego" do kościoła pw. św. Anny w Warszawie

- Polityczna awantura wokół "krzyża smoleńskiego" przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie - dzień drugi konfliktu


Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, dawnośmy się nie widzieli - w międzyczasie wiele rzeczy się wydarzyło. Przede wszystkim: manifestacja »Młodych, Wykształconych z Dużych Miast«, którzy postanowili się zabawić kosztem »ciemnogrodzkich moherów«, jacy się zgromadzili przed krzyżem przy Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie. Warto zwrócić uwagę, kim są te »mohery ciemnogrodzkie«, a kim są »Młodzi Wykształceni z Dużych Miast«, których zabawa tak się spodobała żydowskiej gazecie dla Polaków, że aż kilka entuzjastycznych reportaży zostało na jej łamach zamieszczonych" - Stanisław Michalkiewicz, stały komentator naszej witryny Antysocjalistycznego Mazowsza, opisuje wydarzenia z minionych kilkunastu dni.

Otóż wśród "ciemnogrodzkich moherów" był ksiądz Stanisław Małowski, przyjaciel księdza Jerzego Popiełuszki - też "przeznaczony do odstrzału" przez "czełowieka honoru", towarzysza generała MO Kiszczaka. Drugim przedstawicielem "moherów" jest fizyk atomowy Mirosław Dakowski, który zajmuje się takimi rzeczami, jakich znaczna część "Młodych, Wykształconych..." nie potrafi nawet ogarnąć swoim małym rozumkiem. A wśród "Młodych, Wykształconych z Dużych Miast" dominowali tacy postawni dżentelmeni w tombakowych, grubych łańcuchach na byczastych karczychach, wyglądający na alfonsów... jakieś panienki "wyzwolone z majtek", zabździawieni "pyfkiem" obrońcy "laickości republiki". Bardzo się tam "kulturalnie bawili" - przynajmniej tak to przedstawiał "Głos Cadyka", czyli owa żydowska gazeta dla Polaków. Zabawy te polegały na tym, że co bardziej "zaprawieni" i rozbawieni dżentelmeni podchodzili do modlących się wokół krzyża kobiet i proponowali im, żeby... "pokazały cycki". Rozumiem, że ci, którzy za pomocą tego kucharczyka, pana Dominika Tarasa, zwołali ów wiec - na razie chcą, by "pokazywać cycki". Ale co będzie, jak im się gusta odmienią? Jak "Młodzi, Wykształceni z Dużych Miast" zaproponują, by zacząć "pokazywać ptaka"? Co wtedy redaktor Michnik zrobi? - zastanawia się redaktor Michalkiewicz.
Już kiedyś inni "Młodzi, Wykształceni z Dużych Miast" Niemcy... przepraszam, jacy tam "Niemcy", to przecież - "naziści" - chodzili po miastach Europy i tak sobie dokazywali, i nazywali to "Schwanzparade"! Nie wiem, czy redaktorowi Michnikowi starczyłoby poczucia humoru na taki obrót spraw, ale skoro podobają się mu propozycje "pokazywania cycków"...? Jedna za to udało się Jarosławowi Kaczyńskiemu: mimo swego "zatwardziałego uporu", krytykowanemu nawet przez panią profesor Staniszkis, doprowadził do tego, że siedziba prezydenta Komorowskiego wygląda jak siedziba gestapo w Alei Szucha podczas "nazistowskiej" okupacji, a pani prezydent "Bufetowa" rozważa nawet, czy nie zamknąć w ogóle przejazdu Krakowskim Przedmieściem! O to-to! Zamknąć cały Trakt Królewski aż do Belwederu i będzie to oznaczało zwycięstwo nowoczesności nad ciemnogrodem! - uśmiecha sie publicysta.
Zaś co do wydarzeń związanych z tragedią smoleńską, a raczej z komedią związaną z śledztwem prowadzonym przez tak zwaną niezależną polską prokuraturę, którą uosabia teraz sam Prokurator Generalny, p. Seremet, który jednoczy i prokuraturę wojskową, i cywilną - jednocześnie śledztwo prowadzi "międzynarodowa komisja" pod dyrekcją pani generałki Tatiany Anodiny, w skład której wchodzi pan Edmund Klich - dlatego jest "międzynarodowa"... Rola pana Klicha polega na tym, że śle on supliki o wyjaśnienia do strony rosyjskiej, zaś odpowiedzią mu jest głuche milczenie. Najwidoczniej w Jego przypadku obowiązuje reguła podana bodajże jeszcze 7 lipca przez rosyjskiego wicepremiera, że "Polska już wszystko dostała, co było do dostania", choć oto okazuje się, że Rosjanie są elastyczni, bo oto w stosunku do pana generała Parulskiego, prokuratora wojskowego, obowiązuje wersja inna i w ramach tej drugiej wersji dostał on 11 tomów akt śledztwa "komisji międzynarodowej". Według skąpych przekazów o tych dokumentach - są w nich między innymi opisy przyrody... Czyli - opisy oględzin miejsca katastrofy, które - jak już wiemy - spowite była "smoleńską mgłą w pierwszorzędnym gatunku". Pan premier Tusk, skonfudowany rozwojem tej komedii, na początku sierpnia wydał kategoryczny rozkaz, by "stanowczo zażądać od Rosjan zmiany dotychczasowego sposobu postępowania", ale jednocześnie, jakby przestraszony własną odwagą, jednocześnie wyjaśnił, że może to być trudne, bo Moskwa jest spowita dymem z powodu pożarów... - przypomina fakty Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa ponad 10 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Niedługo pewnie zamiast "pokaż cycki" Młodzi, Wykształceni z Dużych Miast będą wołać "Pokaż ptaka!" - Stanisław Michalkiewicz o ostatnich wydarzeniach w wojnie "nowoczesności" z "ciemnogrodem" Wysłane sobota, 21, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













"Debaty średniowieczne" - Spotkanie Drugie - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (część 2) Wysłane piątek, 20, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz | UWAGA!!! Plik o ciężarze 535 MB!












"Debaty średniowieczne" - Spotkanie Drugie - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (część 2) Wysłane piątek, 20, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Najnowsze nagrania TV ASME z Januszem Korwin-Mikkem:

- "Debaty średniowieczne" - Spotkanie Drugie - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (część 1)

- Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (pilot)

- W Stanach Zjednoczonych nie było żadnych inkubatorów przedsiębiorczości, bo po prostu nie trzeba było walczyć z systemem - Janusz Korwin-Mikke na konferencji Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości na Politechnice Warszawskiej

- Wykład "Co to jest kapitalizm?" Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego na Politechnice Częstochowskiej 10.06.2010

- Wiec wyborczy Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Warszawie 17.06.2010

- Wiec wyborczy Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Krakowie 12.06.2010

- Debata "prezydencka" 8 z 10 kandydatów na Uniwersytecie Warszawskim 09.06.2010, zwycięzca: Janusz Korwin-Mikke!

- Chciałbym, żeby opłacało się być uczciwym człowiekiem! - spotkanie Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego z wyborcami i sympatykami w Rzeszowie 01.06.2010

- Debata prezydencka Kandydatów na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikke oraz Andrzeja "MUSTA" Olechowskiego na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego 02.06.2010

Przedstawiamy Państwu część drugą nagrania drugiego spotkania Janusza Korwin-Mikkego z odwiedzającymi pola Grunwaldu turystami. Specjalnie dla nich zostało utworzone "Miasteczko Janusza Korwin-Mikkego", prowadzone przez przedstawicieli partii Wolność i Praworządność pod hasłem "Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu". Obóz chorągwi polskich konserwatywnych liberałów został rozłożony przy pomniku Bitwy Grunwaldzkiej z okazji tegorocznej, 600. rocznicy zwycięstwa wojsk Korony i Litwy nad Zakonem Krzyżackim.

Nagranie drugiej części trwa ponad 1 godzinę i 10 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Dwie komisje. Pojednanie na rosyjskich warunkach - Antoni Zambrowski Wysłane wtorek, 17, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

25 maja odbyło się w naszym Sejmie wspólne posiedzenie komisji spraw zagranicznych polskiego Sejmu oraz delegacji komitetu do spraw międzynarodowych rosyjskiej Dumy Państwowej. Posiedzeniu przewodniczyli obydwaj szefowie komisji Andrzej Halicki z PO oraz komitetu Konstantin Kosaciow z rządzącej w Rosji partii "Jedinaja Rossija". Był to widomy znak wyraźnej poprawy stosunków pomiędzy Rosją a Polską, a raczej pomiędzy Platformą Obywatelską a tzw. jedinorosami. Punktem przełomu stała się - jak wskazywali deputowani rosyjscy - katastrofa smoleńska 10 kwietnia. Posiedzenie trwało cały dzień i podzielone zostało na pięć sesji tematycznych, obejmujące przeróżne kwestie, m.in. problemy gospodarcze, umacnianie bezpieczeństwa w Europie, zwalczanie piractwa i terroryzmu morskiego, handlu ludźmi oraz narkotykami.

Konstantin Kosaciow koryguje historię Polski


Na początku omawiano sporne problemy historyczne wpływające na pogorszenie dobrosąsiedzkich relacji naszych krajów. W ramach tej dyskusji głos zabrał prof. Adam Daniel Rotfeld - polski współprzewodniczący grupy do spraw trudnych oraz dr Andrzej K. Kunert - nowy sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa (zastępujący tragicznie zmarłego w Smoleńsku Andrzeja Przewoźnika). Ich trud nie na wiele się zdał, gdyż rosyjski współprzewodniczący obrad Konstantin Kosaciow w swym podsumowaniu dyskusji wypowiedział kilka bulwersujących dla Polaków tez. Zarzucił on Polakom, że koncentrują się na polskich krzywdach, jakie nasz kraj zaznał z ręki Rosjan, natomiast zapominają o rosyjskich krzywdach z rąk Polaków. Wszak było tak, że gdy Polska była silniejsza od Rosji, to Polacy krzywdzili Rosjan, a gdy układ sił w ostatnich stuleciach się zmienił na korzyść Rosji, to konsekwencje tego ponosili Polacy. Wynikałoby z tego, że bilans krzywd jest wyrównany i nie ma o co toczyć spory. Pan Konstantin Kosaciow zapewne słuchał swoich rosyjskich ekspertów historycznych i nie słyszał z ich ust o takich rosyjskich ekscesach, jak rzeź Pragi przez rosyjskiego bohatera narodowego Aleksandra Suworowa - przedstawianego w Rosji jako wzór cnót (w Rosji są wciąż szkoły kadetów noszące nazwę suworowskich), nagminne mordowanie rannych powstańców podczas tłumienia Powstania Styczniowego 1863 roku, przymusowa rusyfikacja szkolnictwa i kultury w Priwislińskim Kraju itp. O znajomości historii najnowszej przez pana K. Kosaciowa świadczy fakt, że dla zrównoważenia polskich oskarżeń o haniebny pakt Stalina z Hitlerem w sierpniu 1939 roku zarzuca on Polsce udział w równie haniebnym pakcie monachijskim w 1938 roku. Co więcej, Polska wykorzystała - jego zdaniem - słabość Rosji bolszewickiej, by podczas konferencji pokojowej w Brześciu wymusić ustępstwa korzystne dla siebie. Pan Kosaciow zapomniał, że Polska była wtedy okupowana przez państwa centralne i Rosja bolszewicka jedynie zrezygnowała na ich rzecz ze swych praw do dawnego zaboru rosyjskiego. Wszak Polska stała się podmiotem prawa międzynarodowego, odzyskując niepodległość 11 listopada 1918 roku, zaś pokój brzeski zawarto w marcu 1918 roku. Co się tyczy konferencji monachijskiej, to jak powszechnie wiadomo - Polska nie była jej uczestnikiem i za jej wyniki nie ponosi odpowiedzialności.
Nikt z obecnych na posiedzeniu historyków polskich, ani z lepiej w polskiej historii wyedukowanych posłów nie zabrał głosu, by skorygować wypowiedź rosyjskiego polityka.

Marszałek S. Niesiołowski chyli czoła przed demokracja rosyjską

Dla równowagi zaznaczę równie kompromitującą wpadkę wicemarszałka Sejmu prof. Stefana Niesiołowskiego z PO. W swym przemówieniu podkreślił on, że jest niezmiernie szczęśliwy, mogąc powitać w Warszawie przedstawicieli demokratycznie wybranej Dumy Państwowej. By popisać się swoją znajomością najnowszej historii Rosji, wicemarszałek powiedział, że dotychczas Duma kojarzyła mu się z postacią marynarza Żelezniakowa, który na polecenie bolszewików ową Dumę rozpędził. Pan wicemarszałek jest profesorem biologii i zna się znakomicie na insektach, natomiast ze znajomością historii Rosji jest już gorzej. Duma carska, wybierana w wyniku zdobyczy rewolucji demokratycznej 1905 roku, nie była nigdy pełnoprawnym parlamentem i minister carski zabierając w niej głos, tak się zgodnie z prawdą wyraził: "U nas w Rosji, chwała Bogu, nie ma parlamentu". Epizod wspomniany przez pana wicemarszałka dotyczył Konstytuanty (po rosyjsku Ućrieditielnoje Sobranije) wybranej w głosowaniu demokratycznym już po zdobyciu władzy przez bolszewików w końcu 1917 roku. Ponieważ wybory wygrały wrogie wobec bolszewików demokratyczne stronnictwa socjalistyczne, Lenin i Trocki postanowili Konstytuantę rozpędzić. Zadanie to wykonał dowódca straży Pałacu Taurydzkiego, w którym odbywało się pierwsze i jedyne posiedzenie Konstytuanty, marynarz Anatolij Żelezniakow - zwolennik ruchu anarchistów. Porównywanie dzisiejszej rosyjskiej Dumy Państwowej do demokratycznie wybranej Konstytuanty jest jawnym nadużyciem, gdyż w putinowskiej Rosji nie ma wolnych i nieskrępowanych wyborów do parlamentu. Stwierdził to zresztą nasz kolega Michał Orzechowski na konferencji prasowej Kosaciowa i Halickiego, porównując deputowanych Dumy do odgórnych mianowańców oraz rady bojarskiej przy carze. Zapytał on przy sposobności posła A. Halickiego, dlaczego Rosja nie wpuszcza do siebie obserwatorów z OBWE dla obserwowania uczciwości wyborów? Widocznie ma coś do ukrycia w tej materii.
K. Kosaciow, zapytany na tej konferencji prasowej przez polskich dziennikarzy o list 5 Rosjan do polskich gazet, odparł, iż nie mają oni kompetencji do zabierania głosu, gdyż nie znają wyników śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Tymczasem sygnatariusze listu protestowali przeciwko przemilczaniu w rosyjskich mediach treści orędzia Jarosława Kaczyńskiego do Rosjan i uprzedzali Polaków, że interesy władz rosyjskich oraz narodów sąsiadujących z Rosją nie są zbieżne.
Na inne pytania K. Kosaciow odpowiadał z podobną precyzją.

W Polsce panuje bezbrzeżna rusofobia

Na zakończenie konferencji prasowej wystąpił rosyjski dziennikarz, który po rosyjsku zarzucił polskim dziennikarzom rusofobię, zaś dla zilustrowania dramatycznych skutków antyrosyjskiej kampanii w polskich mediach już po polsku opowiedział historię, jak Rosjance mieszkającej w Polsce jej dzieci powiedziały: "Mamo, wracaj do Moskwy, bo Rosjanie zabili nam naszego prezydenta". Chciałem zapytać go o więcej szczegółów tej historii, jak również o proponowane przez niego środki zaradcze, ale on po zakończeniu konferencji prasowej wybiegł gdzieś w ślad za wychodzącym K. Kosaciowem i ulotnił się.

W odróżnieniu od polskich posłów, którzy w swych wypowiedziach demonstrowali panujący w polskim Sejmie pluralizm, polemizując niejednokrotnie ze sobą, rosyjscy deputowani wobec Polaków demonstrowali jednolitą postawę. Z ich wypowiedzi nie sposób było wywnioskować, czy do Polski wysłano delegację złożoną z przedstawicieli jednej frakcji parlamentarnej - "jedinorosów", czy też również z innych. Biuro prasowe Sejmu niestety nie podało składu partyjnego delegacji Dumy. Dopiero z internetu dowiedziałem się, że pierwszy wiceprzewodniczący komitetu Leonid Kałasznikow jest członkiem KPRF, czyli komunistą. Na charakter wypowiedzi nie miało to wpływu. Wszyscy deputowani zajmowali wobec Polaków jedno, z góry uzgodnione stanowisko (takie przynajmniej odniosłem wrażenie, słuchając ich wypowiedzi). Stanowisko Rosji w każdym punkcie jest ich zdaniem słuszne. Polscy partnerzy jeśli polemizowali z nimi, to bardzo łagodnie, aby nie urazić drażliwych gości. Mówiąc o ostatnim konflikcie rosyjsko-gruzińskim o Południową Osetię, prof. Adam D. Rotfeld przekonywał Rosjan, że gdyby Gruzja była (wbrew opozycji Rosji) członkiem NATO, prezydent Micheil Saakaszwili nie mógłby podejmować swych decyzji o zastosowaniu sił zbrojnych samodzielnie, gdyż musiałby je skonsultować z innymi krajami NATO. Wyobrażam, co by się stało, gdyby ktoś powiedział Rosjanom, że zachowanie Gruzji broniącej przemocą integralności swego terytorium z punktu widzenia międzynarodowego prawa niczym się nie różniło od stanowiska Rosji siłą łamiącej prawo Czeczenii do niepodległości. Taka wypowiedź byłaby - ich zdaniem - skrajnym przypadkiem rusofobii.

Antoni Zambrowski

Zostań donatorem naszych publicystów:
Jeśli satysfakcjonuje Cię publicystyka Antoniego Zambrowskiego - możesz wesprzeć Naszego Autora datkiem.
Konto:
61 1240 1040 1111 0010 0042 5486
Bank PeKaO SA III O. w Warszawie
SWIFT/BIC - PKOPPLPW



Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME


"Debaty średniowieczne" - Spotkanie Drugie - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (część 1) Wysłane sobota, 14, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Najnowsze nagrania TV ASME z Januszem Korwin-Mikkem:

- Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (pilot)

- W Stanach Zjednoczonych nie było żadnych inkubatorów przedsiębiorczości, bo po prostu nie trzeba było walczyć z systemem - Janusz Korwin-Mikke na konferencji Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości na Politechnice Warszawskiej

- Wykład "Co to jest kapitalizm?" Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego na Politechnice Częstochowskiej 10.06.2010

- Wiec wyborczy Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Warszawie 17.06.2010

- Wiec wyborczy Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Krakowie 12.06.2010

- Debata "prezydencka" 8 z 10 kandydatów na Uniwersytecie Warszawskim 09.06.2010, zwycięzca: Janusz Korwin-Mikke!

- Chciałbym, żeby opłacało się być uczciwym człowiekiem! - spotkanie Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego z wyborcami i sympatykami w Rzeszowie 01.06.2010

- Debata prezydencka Kandydatów na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikke oraz Andrzeja "MUSTA" Olechowskiego na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego 02.06.2010

- "Pomoc rodzinie" dzisiaj polega na tym, że zabiera się rodzinie 1000 złotych, 500 daje się urzędnikom, 200 się marnuje, a 300 daje się rodzinie z wielkim wrzaskiem, że "Państwo wam pomogło!" - Kandydat na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikke podczas Marszu Dla Życia i Rodziny 30.05.2010

Przedstawiamy Państwu nagranie drugiego spotkania Janusza Korwin-Mikkego z odwiedzającymi pola Grunwaldu turystami. Specjalnie dla nich zostało utworzone "Miasteczko Janusza Korwin-Mikkego", prowadzone przez przedstawicieli partii Wolność i Praworządność pod hasłem "Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu". Obóz chorągwi polskich konserwatywnych liberałów został rozłożony przy pomniku Bitwy Grunwaldzkiej z okazji tegorocznej, 600. rocznicy zwycięstwa wojsk Korony i Litwy nad Zakonem Krzyżackim.

Nagranie pierwszej części trwa ponad 1 godzinę. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


"Debaty średniowieczne" - Spotkanie Drugie - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (część 1) Wysłane sobota, 14, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz | UWAGA!!! Plik o ciężarze 970 MB!











A jednak szambo - Krzysztof Mazur Wysłane piątek, 13, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Podróże z pewnością kształcą, o czym zawsze przekonuję się, zmuszony do jazdy samochodem, bo jest to praktycznie jedyna okazja, aby posłuchać radia. Ostatnio w Trzecim Programie PR wysłuchałem m.in. dowcipu o starszej pani, która zgłosiła się do pana doktora z pewną nietypową dolegliwością, polegającą na mimowolnym puszczaniu bąków, które według tej pani były nieszkodliwe, bo bezzapachowe, ale jednak nieco krępujące. Pan doktor najpierw poprosił o zaprezentowanie takiego bezzapachowca, a następnie szybko przepisał tabletki i kazał przyjść pacjentce po miesiącu do kontroli. Nie minął jednak miesiąc, jak staruszka przybiegła rozzłoszczona do doktora, krzycząc od progu, że tabletki nie tylko, że nie pomogły, ale na dodatek bąki stały się jeszcze nieznośnie smrodliwe. Wtedy niezrażony medyk oświadczył starszej pani, że tabletki okazały się bardzo skuteczne, o czym świadczy odzyskanie przez pacjentkę powonienia.

Zniesmaczonych ową dawką skatologi z góry odsyłam z pretensjami do zarządu państwowego Polskiego Radia, ale dowcip powyższy wydaje się doskonałą ilustracją pewnych zmian, jakie nastąpiły na linii stosunków pomiędzy niektórymi dziennikarzami a Jarosławem Kaczyńskim i prominentnymi przedstawicielami PiS-u. Zaczęło się, jak wiadomo, od skromnego felietonu redaktora naczelnego "Rz", pana Pawła Lisickiego, który po czterech miesiącach od katastrofy smoleńskiej odważył się skreślić kilka wniosków, które dla niektórych - w tym niżej podpisanego - były oczywiste znacznie wcześniej. Tak samo dla każdego, kto miał oczy i uszy otwarte było oczywiste, że Kaczyński i jego partyjni akolici próbowali, i nadal próbują zbudować wokół smoleńskiej katastrofy legendę mającą służyć za podstawowy argument w ich walce o polityczną władzę. Z niezrozumiałych powodów spora część prawicowych dziennikarzy (w tym nawet tak dotychczas spostrzegawczy jak np. p. Stanisław Michalkiewicz) zaczęła udawać, że tego szaleństwa nie dostrzega, co gorsze - wielu zaczęło Jarosława Kaczyńskiego i jego kapciowych w tym szaleństwie utwierdzać (z oczywistych względów nie odwołuję się do opinii dziennikarzy "GW" i całego lewicowego "salonu"). Ale jak to zwykle bywa, któraś kropelka wypełniła puchar cierpliwości i felieton red. Lisickiego pt. "Dreszcz z 10 kwietnia" okazał się tym samym co okrzyk dziecka z bajki "Nowe szaty króla". Nagle następny, w tym niezłomny dotychczas członek klubu "poszukiwaczy sprzeczności smoleńskich", czyli red. Ziemkiewicz zauważyli, że król jest nagi. Tzn. jeszcze pewnie tego etapu nie osiągnęli, gdyż na razie dziennikarze z kręgu "Rz" zachowują się jak autorzy prac naukowych publikowanych w PRL-u. Jak wiadomo, każdy kto chciał wtedy obronić pracę naukową lub wydać jakąś publikację dotyczącą problemów innych niż ideologia komunizmu, musiał na wstępie obowiązkowo zacytować jakąś "złotą myśl" Lenina lub pochwalić centralizm demokratyczny, by dopiero dalej przejść do właściwego tematu. Tak samo jest obecnie z nowo narodzonymi krytykami Kaczyńskiego, którzy obowiązkowo muszą na początek przywalić Tuskowi, Komorowskiemu i PO, następnie pozżymać się na niegdysiejsze oszczerstwa wobec śp. prezydenta Kaczyńskiego i dopiero dalej przejść do krytyki niektórych poczynań prezesa PiS-u (modelowy przykład takiego stylu w ostatnim artykule Ziemkiewicza pt. "Kaczyński znów czeka na cud" - "Rz" z 13.08.2010).
Pytanie, co pomogło owym publicystom w odzyskaniu powonienia, pozostaje na razie otwarte, tak samo jak otwarte pozostaje pytanie, kiedy owo powonienie odzyska o. Rydzyk i dziennikarze czytający z jego warg, faktem jest, że Kaczyński w swojej małostkowości nie wybaczy już Lisickiemu zarzutu obłudy, chociaż ci przestraszeni swoją odwagą mogą jeszcze próbować prezesa PiS-u udobruchać. Tak jak np. senator Romaszewski, który spostrzegłszy swój błąd sprzed kilku miesięcy, kiedy to przy okazji sprawy Piesiewicza opuścił klub PiS-u, zgrywa teraz na wyprzódki religijnego taliba. Wątpię, aby mu to specjalnie pomogło, tak sami jak zignorowani przez Kaczyńskiego zostali niegdysiejsi rebelianci spod znaku Polski Plus, którzy widząc posuchę takiej opozycji, postanowili udobruchać prezesa PiS swoim poparciem w wyborach prezydenckich.
I przy tej okazji jeszcze jedna refleksja. Otóż było w Polsce w minionych kilku miesiącach kilka osób - w tym niżej podpisany - którzy potrafili formułować uzasadnione wątpliwości co do Kaczyńskiego i PiS-u jako alternatywy obecnego prezydenta i rządu, którzy potrafili prezentować w miarę rzeczowe hipotezy i sądy na temat tego wszystkiego, co wyrabiano w naszym kraju wokół katastrofy smoleńskiej. Okazuje się, że tak jak i przez wszystkie poprzednie lata w Polsce, tak i obecnie można przedstawić nawet najrozumniejszy program czy wyjaśnienie jakiegoś problemu i zawsze wynalazek ten będzie krążył po peryferiach opinii publicznej, jeżeli jego autorem nie będzie ktoś komu salon - obojętnie lewicowy czy prawicowy - nie przyznał wcześniej certyfikatu autorytetu lub "poważnego" dziennikarza vel publicysty. "Poważne" są więc takie publicystyczne miernoty jak redaktorka Lichocka, redaktor Sakiewicz, filozof Sierakowski, doktor socjolog Migalski, redaktor "drętwe pióro" Wildstein czy wreszcie redaktor Pospieszalski. "Poważny" jest też (chociaż już nie dla Kaczyńskiego) redaktor Lisiewicz, dlatego też dopiero kiedy on dosłownie powtórzył (nawet nie musiał się już wysilać na oryginalność, gdyż wszystkie hipotezy, które w banalny sposób streścił w swoim felietonie miał już wcześniej podane na tacy) kilka oczywistych obserwacji, dopiero wtedy to co wcześniej traktowano jako platformerską propagandę lub wymysły "stronnictwa ruskiego" nabyło rangi równoprawnej politycznej hipotezy. Tak jest też ten nasz prawicowy salon oparty na wyłonionych na podstawie bliżej nieznanych kryteriów autorytetach i "poważnych" dziennikarzach.

PS. Wcześniejsze komentarze dotyczące wywiadu abp. Michalika dla "Rz" dotyczącego m.in. tumultów wokół krzyża pominęły co najmniej dwie istotne wypowiedzi, które świadczą, że z klarownym myśleniem i obiektywizmem u naszych hierarchów (i nie tylko) jest nadal cokolwiek na bakier. Po pierwsze, nie bardzo wiadomo, dlaczego ks. abp. potwierdzając na kogo głosował w pierwszej turze, tak zdecydowanie uchylił się od odpowiedzi kogo poparł w drugiej ("Na to pytanie nie odpowiem"), po drugie - na stwierdzenie dziennikarki, że wielu publicystów zarzucało Kościołowi zaangażowanie w kampanie po stronie PiS, przewodniczący episkopatu odparł: "Te zarzuty to nieodpowiedzialne oszczerstwo. Wypowiadał się także w ten sposób rzecznik zwycięskiego ugrupowania, co pokazuje, że partia ta w istocie jest antyklerykalna...". Odpowiedź taka jest nie tylko nieadekwatnie ostra do wagi sprawy, gdyż oszczerstwo jest nie tylko grzechem, ale w świetle prawa także przestępstwem. Tymczasem wcale nie jest wykluczone, że największy odsetek duchowieństwa popierał właśnie Kaczyńskiego (jeżeli nie w pierwszej to w drugiej turze - w końcu Marek Jurek natychmiast po ogłoszeniu wyników pierwszej tury swoje skromne poparcie scedował na Kaczyńskiego), a w potocznych określeniach poparcie jakiejś grupy mierzy się właśnie większością. Tak samo uogólnia się, że "wieś poparła Kaczyńskiego", tak samo wielu niechętnych PO uogólnia, że media są wrogie PiS (chociaż w istocie PiS-owi sprzyjały wszystkie "media toruńskie", wszystkie gazety wymienione w rzeczonym wywiadzie przez abp. Michalika, "Gazeta Polska", "Rz" czy wreszcie zdominowana przez koalicję PiS-SLD telewizja publiczna). Czyż takim samym nadużyciem, by nie rzec oszczerstwem - nie jest aby stwierdzenie, że skoro rzecznik PO wyraził daną opinię, to PO jest partią antyklerykalną. Lub wcześniejsza opinia, że "Platforma nie wykazuje wrażliwości na rytm życia narodu". Tylko Platforma? Oj, bo coś tu zaczyna nie grać.

Krzysztof Mazur

Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


"Noc polityki krzyżowej" - pilot filmu TVASME o nocy konfrontacji "obrońców pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego" ze zwolennikami przeniesienia "krzyża smoleńskiego" do kościoła pw. św. Anny w Warszawie Wysłane środa, 11, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z pilotem filmu "Noc polityki krzyżowej", reportażem z nocy 09/10.08.2010 r. z okolic Pałacu Prezydenckiego (zwanego też Namiestnikowskim), kiedy to odbyła się demonstracja (zwołana przez jej organizatora Dominika Tarasa poprzez jeden z portali społecznościowych) zwolenników wykonania ustaleń między Kurią metropolitarną, fundatorami tzw. krzyża smoleńskiego z ZHR, Kancelarią Prezydenta RP (dysponentem terenu) i władzami miasta stołecznego Warszawy o przeniesieniu upamiętniającego tragiczną śmierć ofiar katastrofy delegacji prezydenckiej do Katynia w dniu 10 kwietnia br. Kontrdemonstrację w tym samym terminie i miejscu przeprowadzili zwolennicy pozostawienia "krzyża smoleńskiego" do czasu otrzymania "państwowych gwarancji na piśmie" w sprawie ufundowania i umieszczenia przez Pałacem Prezydenckim jakiejś formy upamiętniającej ofiary katastrofy".

Warszawska ulica Krakowskie Przedmieście, eksponowany turystycznie trakt - wizytówka stolicy - stała się miejscem konfrontacji dwóch środowisk: przeciwników prowadzenia "polityki krzyżowej", od kilku tygodni rozgrywanej przez partie Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska, oraz jej zwolenników - używania symbolu religii chrześcijańskiej w sporze politycznym. Spowodowało to aktywizację sporych grup społecznych do publicznej, ulicznej emanacji swych emocji oraz chęć uczestnictwa setek "bezstronnych gapiów", traktujących nocne demonstracje polityczne jako uliczne, ludyczne igrzyska. Choć organizator/organizatorzy zalegalizowanej przez władze miejskie demonstracji zapewniali o jej pokojowym przebiegu - przy nielimitowanym i łatwym w okolicy dostępnie do używek doszło do podniesienia atmosfery wiecu politycznego do granic bezpieczeństwa (mimo stałej obecności służb porządkowych), a nawet do groźnych, fizycznych starć jego uczestników. Stopień agresji tłumu był na warszawskich ulicach nie notowany od czasów starć antykomunistycznych manifestantów z oddziałami komunistycznej formacji pacyfikacyjnej ZOMO w latach 80. ubiegłego wieku.

W filmie pokazujemy również opisywany w mediach incydent kierowania gróźb karalnych do osoby znanego dziennikarza telewizyjnego, który podczas demonstracji zbierał materiały do swojego reportażu. "Zarzut kierowania gróźb karalnych usłyszał dzisiaj ostatni z ośmiu mężczyzn zatrzymanych po manifestacji przed Pałacem Prezydenckim, która odbyła się w nocy z poniedziałku na wtorek. Grozi mu do dwóch lat więzienia. Jak poinformował rzecznik komendanta stołecznego policji Maciej Karczyński, pijany mężczyzna wdał się w utarczkę słowną z jednym z dziennikarzy. W pewnym momencie emocje wzięły górę, zaczął mu grozić" - podał serwis witryny Onet.pl

Nagranie trwa ponad 8 min. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


"Noc polityki krzyżowej" - pilot filmu TVASME o nocy konfrontacji "obrońców pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego" ze zwolennikami przeniesienia "krzyża smoleńskiego" do kościoła pw. św. Anny w Warszawie Wysłane środa, 11, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |











Pikieta przed Ambasadą rosyjską w 2. rocznicę wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej Wysłane poniedziałek, 9, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

W 2. rocznicę wybuchu rosyjsko-gruzińskiej wojny o separatystyczną prowincję Osetia Południowa przed Ambasadą rosyjską w Warszawie odbyła się pikieta środowiska "Solidarni z Gruzją".

Przedstawiamy Państwu relację z tego wydarzenia.

Nagranie trwa ponad 6 min. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Pikieta przed Ambasadą rosyjską w 2. rocznicę wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej Wysłane poniedziałek, 9, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Jarosław Kaczyński znowu nieoczekiwanym sojusznikiem tow. Napieralskiego i zapateryzmu - Stanisław Michalkiewicz o drodze do piekła wybrukowanej dobrymi chęciami Wysłane piątek, 6, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na temat "wojny krzyżowej":

- Polityczna awantura wokół "krzyża smoleńskiego" przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie - dzień drugi konfliktu


Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, na pewno pamiętają Państwo takie buńczuczne odgrażania się niektórych kościelnych zwolenników Anszlussu Polski do Unii Europejskiej, że między innymi po to Polska ma się przyłączyć do UE, żeby »ewangelizować zlaicyzowaną Europę Zachodnią«. Wkrótce po tym w 2005 roku nastąpiła seria kompromatów związanych z hierarchami, podejrzewanymi, że »bez swojej wiedzy i zgody« zostali Tajnymi Współpracownikami PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa, co z pewnością musiało zmniejszyć atrakcyjność misji ewangelizacyjnej polskiego Kościoła w oczach zachodniej Europy. A zmierza ona w kierunku swoistego zapateryzmu, to znaczy - zepchnięcia związków wyznaniowych w ogóle, a Kościoła katolickiego w szczególności, do roli organizacji socjalno-charytatywnej. Tę linię polityczną wskazał expressis verbis prezydent Francji Mikołaj Sarkozy, który powiedział, że jeśli Kościół zgodzi się na taką rolę, to nawet będzie mógł być finansowany z budżetu, bo w ten sposób nie będzie już zagrozić laickości Republiki" - Stanisław Michalkiewicz, komentator polityczny witryny ASME - Antysocjalistycznego Mazowsza, analizuje ostatnie wydarzenia sztuki na scenach teatrzyku politycznego, granej nie tylko przez polską trupę objazdową.

Na tym tle dopiero mogę skomentować "wojnę krzyżową", jaka toczy się na chodniku przez Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie. Zaczęła się ona od tego, że prezydent-elekt Bronisław Komorowski wyraził życzenie usunięcia "krzyża smoleńskiego" sprzed Pałacu - być może dlatego, że przeszkadzałby w zwyczajowej już uroczystości zapalania świeczek menorowych w Pałacu Prezydenckim z czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Piłeczkę skwapliwie przyjął Jarosław Kaczyński, oświadczając, że krzyż ma pozostać aż do momentu, kiedy stanie tam pomnik upamiętniający jego brata - prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pozostałe ofiary katastrofy w Smoleńsku. Czyli obecność tego krzyża została ustawiona politycznie jako jeden z warunków kultu prezydenta Kaczyńskiego, jaki forsuje jego brat Jarosław. Jest on potrzebny Prawu i Sprawiedliwości do osiągnięcia sukcesu w wyborach samorządowych i przyszłorocznych - parlamentarnych. Kościół dał się schwytać w pułapkę, przyjmując zaproszenie do rokowań ze strony pana Michałowskiego z Kancelarii Prezydenta RP. Kiedy miała 3 sierpnia dojść do skutku ceremonia "usuwania krzyża", zebrany tłum gawiedzi "przybrał groźną postawę" i szeregowi księża (żaden z hierarchów nie chciał firmować swoją osobą tej "uroczystości") z parafii św. Anny zrejterowali na oczach całej Polski, co raczej nie przyniosło chluby Kościołowi. Przeciąganie tej "wojny krzyżowej" jest na rękę nie tylko tubylczej razwiedce, ale i władzom UE, które są zainteresowane w osłabieniu politycznej siły Kościoła w Polsce. Sojusz Lewicy Demokratycznej zapowiedział już swoje wystąpienia zmierzające w kierunku laicyzacji życia publicznego w Polsce, ale widać, że będzie chciał też doprowadzić do usunięcia kapelanów i symboli katolickich ze szkół i innych instytucji publicznych. A to już miałoby poważne konsekwencje finansowe dla Kościoła. Z tego widać, że dalsze krzewienie kultu prezydenta Lecha Kaczyńskiego może drożej kosztować niż się komukolwiek wydawało. Tego typu środki zastępcze odwracające uwagę publiczności od np. zapowiedzianej przez rząd Platformy Obywatelskiej podwyżki podatków, mogą być dobrym dla niej środkiem odurzającym, a SLD zyskał dogodną pozycję wyjściową dla forsowania zapateryzmu w Polsce. Czyli - znowu Jarosław Kaczyński okazał się nieoczekiwanym sojusznikiem towarzysza Napieralskiego - uśmiecha się publicysta.

Nagranie trwa prawie 11 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Jarosław Kaczyński znowu nieoczekiwanym sojusznikiem tow. Napieralskiego i zapateryzmu - Stanisław Michalkiewicz o drodze do piekła wybrukowanej dobrymi chęciami Wysłane piątek, 6, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Polityczna awantura wokół "krzyża smoleńskiego" przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie - dzień drugi konfliktu Wysłane czwartek, 5, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |











Polityczna awantura wokół "krzyża smoleńskiego" przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie - dzień drugi konfliktu Wysłane czwartek, 5, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Tzw. krzyż smoleński (lub "prezydencki") ustawiony w dniach żałoby po ofiarach katastrofy samolotu prezydenckiego w Smoleńsku przez harcerzy ZHR na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego wzbudza olbrzymie społeczne emocje, podsycane przez propagandystów partyjnych obu dominujących w życiu "polskiego regionu UE" ugrupowań - Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. Swoją kartę antykatolickiej tożsamości usiłuje też ugrać post-PZPR-owskie środowisko skupione w partii Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Na 3 sierpnia została zapowiedziana uroczystość przenosin tzw. krzyża smoleńskiego sprzed Pałacu Prezydenckiego w Warszawie do pobliskiego kościoła pw. św. Anny, skąd miał zostać zabrany przez uczestników warszawskiej pielgrzymki akademickiej do sanktuarium jasnogórskiego. Źle skoordynowana i nadzorowana akcja nie wypaliła - agresywny tłum "obrońców krzyża" uniemożliwił kapłanom przybyłym z tej parafii dostęp do jego okolic, a zgromadzony tłum obrzucał delegację harcerzy z ZHR i ZHP drobnymi monetami, wyzywając ich od zdrajców, atakując jednocześnie ochraniających procesję strażników miejskich i wyzywając ich od "gestapowców" i "zomowców". W skandującym imię prezesa ugrupowania PiS Jarosława Kaczyńskiego tłumie byli obecni posłowie PiS - Stanisław Pięta i Jolanta Szczypińska.

Sposobność do zareklamowania się przy okazji tej awantury wykorzystali reprezentanci środowiska postkomunistycznego - w jednym z kanałów państwowej stacji telewizyjnej, w której współrządzą razem z przedstawicielami lewicowo-"patriotycznej" partii PiS, jako pierwszy oficjalny komentarz partyjny została zaprezentowana konferencja sejmowego klubu SLD, w którym zostało użyte sformułowanie "wojna religijna": "PiS i PO wykorzystywały symbole religijne dla profitów politycznych. To wszystko przerodziło się w wojnę religijną - ocenił (tow.) Jerzy Wenderlich" (relacja serwisu Onet).

"- To nie jest wojna o krzyż, tylko wojna krzyżem. Do tej pory celował w niej PiS, teraz włącza się SLD - komentuje podobnie Jarosław Gowin z PO. (...) - A SLD wykorzystuje po prostu sposobność do pokazania swego światopoglądu - dodaje nasz rozmówca. Przypomnijmy - komitet polityczny PiS w poniedziałek ogłosił, że krzyż powinien pod Pałacem zostać do czasu upamiętnienia ofiar tragedii smoleńskiej" - podaje dzisiaj w swoim serwisie dziennik "Gazeta Wyborcza". Na 10 sierpnia postkomunistyczny SLD zwołuje wiec na warszawskim pl. Konstytucji "w obronie konstytucji" i "za świeckością państwa". Jak widać, od czasu niedawno minionej kampanii prezydenckiej - działania obu partii postsolidarnościowych" prowadzą do wyraźnego wzmocnienia trzeciej parlamentarnej siły politycznej "polskiego regionu UE".

Do dzisiaj nie został zrealizowany postulat zgromadzonych wokół "krzyża prezydenckiego" jego "obrońców"- przekazania przez przedstawicieli administracji państwowej im oficjalnego dokumentu ("z pieczątkami!" - jak sami podkreślają), w którym zostałaby zawarowana data zastąpienia pamiątkowego krzyża "godnym pomnikiem lub tablicą" upamiętniającymi ofiary katastrofy z śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele.

W dzisiejszym wystąpieniu do uczestników akademickiej pielgrzymki, która miała nieść "krzyż smoleński" na Jasną Górę arcybiskup metropolita warszawski Kazimierz Nycz powiedział: "Nie wolno używać krzyża do tego, by dzielić ludzi, (...) by w jakimś sensie wyznaczać przestrzenie i tereny »to jest moje, a to nie jest moje«. Nie wolno wreszcie używać krzyża do tego, by w jakimś sensie swoje ludzkie, nieraz pokrętne cele, osiągać przy pomocy Chrystusowego Krzyża". W natychmiast nagłośnionych relacjach radiowych komentarze "czuwających przy krzyżu" jego obrońców wskazywały, że będą się oni podporządkowywać temu i innym zaleceniom kapłanów katolickich.

Zdroworozsądkową ocenę obecnych wydarzeń zawarł w swojej wypowiedzi dla dziennika "Rzeczpospolita" socjolog z Uniwersytetu Szczecińskiego, p. Maciej Kowalewski: "Obrońcom krzyża zaciąganie warty wydaje się koniecznością. Jest realizacją potrzeby przynależności do grupy i możliwością zamanifestowania inności czy nawet wykluczenia. Mobilizują się w obronie pewnej wizji świata, sprawy, która wymaga poświęceń. Widzowie natomiast chcą uczestniczyć w tworzeniu historii, być świadkiem czegoś, co będzie długo wspominane".

Przedstawiamy Państwu reportaż z wczorajszych wydarzeń sprzed Pałacu Prezydenckiego - okiem kamery TVASME.

Nagranie trwa ponad 16 min. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości bez uciążliwości reklam.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Co ma Polska do Grecji a Grecja do Polski? - prof. Jerzy Przystawa Wysłane poniedziałek, 2, sierpnia 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 4)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 3)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 2)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 1)

- I Debata Ustrojowa - dyskusja pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich, p. Janusza Kochanowskiego o wprowadzeniu ordynacji JOW w wyborach parlamentarnych w Polsce - część III z udziałem publicystów największych tytułów prasowych Polski

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

Katastrofa Smoleńska wywołała erupcję tekstów i komentarzy na temat stanu państwa polskiego i odpowiedzialności polityków. Aczkolwiek kwestia bezpośrednich przyczyn katastrofy podzieliła Polskę na dwa wrogie obozy, organicznie niejako związane z bezwzględnie ze sobą konkurującymi PiS i PO, to po obu stronach nie brak głosów wskazujących, jako na źródło i niejako praprzyczynę tragedii, opłakany stan głównych instytucji państwa. Państwo polskie nie wywiązuje się ze swoich podstawowych obowiązków, a w tym konkretnym przypadku z obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa swemu prezydentowi i najwyższym dostojnikom państwa.

Z przykrością stwierdzam, że ta burzliwa dyskusja, przy całej swojej gwałtowności i kontrowersyjności, spolaryzowała się wzdłuż osi partyjnej PiS-PO, spersonifikowanej przez osoby Janusza Palikota i Antoniego Marciewicza i ani rusz nie jest w stanie od tej osi się oderwać, spojrzeć na sprawy państwa pod innym kątem i z głębszej perspektywy. Dobrze ilustruje to artykuł Igora Jankego w Rzeczpospolitej z dnia 28 lipca pt. "Jeszcze słabsza Polska", przeniesiony potem na portal internetowy Salon24 pod jeszcze bardziej wymownym tytułem "Do następnej katastrofy". Pod tekstem tym od razu pojawiło się 345 komentarzy, co samo w sobie oddaje temperaturę dyskusji. "Państwo źle działa" - woła Janke - "zabrnęliśmy w ślepy zaułek... potrzebujemy zmiany jakości życia publicznego (...) marna, pusta polityka, niekończące się wojny o nic, głupie media, niesprawne urzędy, otępiali urzędnicy, brak zasad i procedur - wszystko to razem wzięte doprowadziło prezydencki samolot do katastrofy". Do tej tonacji i wokół tej osi kręcą się autorzy ponad 300 komentarzy. I dlatego, pomimo, że zgadzam się z taką oceną stanu państwa, uważam, że ten kierunek dyskusji prowadzi donikąd, pomija sprawy daleko ważniejsze niż sama Katastrofa Smoleńska, a w diagnozie sytuacji i postulatach naprawy nie porusza, a nawet nie dotyka spraw najważniejszych. Dużo głębszą i poważniejszą analizę, chyba jako jedyny w tej burzy krytyki, przedstawił socjolog i ekonomista Wojciech Błasiak w tekścieOdpowiedzialność za stan państwa, który jednakże nie przebił się ani do opiniotwórczej "Rzeczpospospolitej", ani do żadnych innych popularnych periodyków, a znaleźć go można tylko na niszowych portalach jak www.jow.pl czy www.prawica.net. W swojej publicystyce Błasiak często powtarza, że "najważniejsze jest to, o czym się milczy" i ta opinia znajduje pełne uzasadnienie w dyskusji o stanie państwa, jaka się toczy po wyborach prezydenckich w Polsce.

Na przykład w mediach wiele miejsca poświęcono wydarzeniom w Grecji, która znalazła się na krawędzi bankructwa państwowego i cała Unia musiała ruszyć z finansową pomocą. Nasi politycy i wynajęci komentatorzy uspokajają Polaków, że "nam Grecja nie grozi", że stan naszych finansów jest dużo lepszy, a nawet jesteśmy czempionem Europy, jako państwo, które jakoby najlepiej poradziło sobie z kryzysem gospodarczym, a nawet ponoć kryzysem tym wcale nie zostało dotknięte. W czerwcowym numerze specjalistycznego periodyku "Pioneer" wypowiada się popularny telewizyjny profesor Witold Orłowski w tekście "Co ma wspólnego Polska z Grecją?" i wywodzi, że wprawdzie, owszem, powinniśmy się niepokoić, ale nie za bardzo, bo jednak od Grecji dzieli nas dużo lepsza - choć ogólnie nie najlepsza! - wielkość długu publicznego w relacji do PKB. I tu Profesor publikuje pocieszającą tabelkę, z której wynika, że nasza kondycja finansowa jest dużo lepsza nie tylko od Grecji, ale i takich potęg jak Japonia, USA, Wielka Brytania czy Niemcy, choć na przykład Czesi już mają się trochę gorzej.

I takie to uspokajające bajeczki opowiadają nam na dobranoc wybitni rządowi profesorowie i komentatorzy. Inaczej sprawy wyglądają w oczach komentatorów i profesorów nie rządowych. Np. "New York Times" opublikował dane opracowane przez profesora J. Gokhale'a z waszyngtońskiego Instytutu Cato, z których wynika obraz nieco mniej różowy! Przedstawiona tam tabela długu publicznego wszystkich państw UE w relacji do ich PKB, pokazuje, że na czele tej procesji zadłużonych państw jest bezapelacyjnie Polska, gdyż jej długofalowy dług publiczny wynosi 1550,4% PKB! Jest to zadłużenie prawie dwukrotnie większe (w relacji do PKB) niż zadłużenie Grecji, dla której odpowiednia wartość wynosi "tylko" 875,2%. Pomiędzy Polską a Grecją jest tylko Słowacja z długiem równym 1149,1% PKB. Do poziomu Grecji zbliża się niebezpiecznie Słowenia, której zadłużenie wynosi 758,5% PKB.

Tak więc, zdaniem wybitnych amerykańskich ekonomistów, dług publiczny państwa polskiego przekracza 15-krotnie wielkość rocznego produktu krajowego brutto. Czy te przerażające dane są wiarygodne? Przecież nasi wybitni ekonomiści nic nam o tym nie mówią? Niewątpliwie Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej, w której pracuje prof. Orłowski, to ważna instytucja naukowa, ale Instytut Cato, to - niestety - najwyższa ranga światowa i z tego Instytutu wywodzą się tacy laureaci Nagrody Nobla z ekonomii jak Friedrich von Hayek, Milton Friedman, James M. Buchanan, czy Vernon L. Smith. Oczywiście, nie można wierzyć we wszystko, co piszą w gazetach, nawet w "New York Times", ale nie widać powodu dla którego profesor Jagadeesh Gokhale miałby dezinformować amerykańskiego czytelnika w sprawie polskiego zadłużenia?

Ten niewyobrażalny dług państwa polskiego sumuje w sobie niejako 20 lat złego rządzenia, niegospodarności, wszystkie afery i przekręty, wszelkie meandry polskich finansów i decyzji gospodarczych i politycznych podejmowanych przez te lata. Jest to kumulacja i zwieńczenie niekompetencji elit nami rządzących.

Dlaczego, za jakie grzechy Pan Bóg pokarał nas takimi elitami? Odpowiedzi na to pytanie udziela w swoim tekście Wojciech Błasiak: to nie Pan Bóg, to nie trzęsienia ziemi i plagi egipskie - to szkodliwa, korupcjogenna selekcja negatywna elit politycznych znana pod nazwą "proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu". To jest mechanizm, który z wyborów na wybory doprowadza do władzy ludzi co raz mniej kompetentnych, mniej odpowiedzialnych, mniej nadających się do rządzenia państwem. Debata nad stanem państwa polskiego bez uwzględnienia tego fundamentalnego tematu będzie zawsze debatą pozorną, z której nic sensownego wyniknąć nie może. Czas najwyższy, żeby ta prawda dotarła wreszcie do polskich inteligentów naprawdę zatroskanych opłakanym stanem naszego państwa.

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW