października 6, 2010 - listopada 5, 2010

Pierwszorzędni fachowcy wzięli się za politykę naszego nieszczęśliwego kraju - Stanisław Michalkiewicz o okolicznościach śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej Wysłane piątek, 5, listopada 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Polowanie na martwe dusze - prof. Jerzy Przystawa Wysłane czwartek, 4, listopada 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Jednomandatowe okręgi wyborcze: ja to przerabiałem, kiedy mieszkałem w Anglii i wiem, jak to znakomicie funkcjonuje - publicysta wysoko nakładowych dzienników ogólnopolskich Maciej Rybiński

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

Ze strony internetowej Radia Opole SA dowiadujemy się, że dziennikarze tej stacji, we współpracy z dziennikarzami TVP Opole, powiadomili Policję, że zbierane są in blanco podpisy poparcia dla Komitetu Wyborczego Wyborców "Kierunek Polski". Na podstawie tej informacji do siedziby KWW 20 października 2010 wkroczyli policjanci, dokonali przeszukania. Jak informują przedstawiciele Komitetu: "Zabrano wszystkie nasze dokumenty: spisy sympatyków, listy poparcia, oświadczenia lustracyjne i wypełnione zgody kandydatów do Sejmiku Wojewódzkiego". 27 października przed Sądem Okręgowym odbyła się rozprawa w trybie wyborczym. Sąd zgodził się wnioskiem PKW w Opolu, która odmówiła rejestracji list Komitetu.

Przedstawiciel Komitetu, Antoni Borelowski, napisał w oświadczeniu: "Na tym sprawa się nie kończy, a wręcz przeciwnie. Trafi teraz do sądów powszechnych, do Sadu Najwyższego w trybie wyborczym oraz gdy sądy krajowe będą nadal chronić przestępców - to do Trybunału Praw Człowieka w Sztrasburgu. Rzeczowo patrząc na rozprawę w Opolu, to paradoksalnie tylko praworządna postawa Sądu mogła uratować rząd polski przed odpowiedzialnością za łamanie elementarnych standardów wolnych wyborów. Nie ma więc tego złego… My bądźmy tylko nadal niezłomni i konsekwentni".
A ponieważ na czele tego Komitetu stoją zahartowani w bojach Przewodniczący Solidarności Walczącej Kornel Morawiecki i były poseł oraz lider KPN Adam Słomka, więc możemy być pewni, że niezłomności i konsekwencji im nie zabraknie.

O co chodzi z tymi podpisami?

Wszystkie ordynacje wyborcze obowiązujące w Polsce wymagają, dla zarejestrowania kandydatów, zebrania odpowiedniej liczby podpisów wyborców danego okręgu. I tak:
Dla kandydatów na Prezydenta RP - 100.000
Dla posłów do PE - 10.000
Dla posłów do Sejmu RP - 5.000
Dla senatorów - 3000
Dla zarejestrowania Komitetu Wyborczego - 1000
Dla kandydatów do sejmików - 300
Dla radnych do powiatu - 200
Dla radnych gmin powyżej 20.000 mieszkańców - 150
Dla radnych mniejszych gmin - 25.

Od podanych wymogów przewiduje się wyjątki, ale nie zajmujmy się nimi. Zastanówmy się nad sensem tych wymogów: komu i do czego potrzebne są te podpisy? Dlaczego, aby zarejestrować kandydata na posła w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (a podobnie jest i w innych krajach, takich jak Kanada czy Australia), wystarczy 10 (słownie: dziesięć!) podpisów wyborców z jego okręgu, a w Polsce w najmniejszej gminie minimalna liczba podpisów wynosi 25? Kandydaci na posłów muszą mieć poparcie 500 razy większe niż kandydaci brytyjscy, a kandydaci na Urząd Prezydenta aż 10 tysięcy razy większe! Do czego to służy i jakie przynosi skutki? Jakie są "plusy dodatnie i ujemne" tej zabawy z podpisami?

Jakie są te "plusy ujemne", pokazuje dobrze wydarzenie opolskie: komitety wyborcze notorycznie dopuszczają się przekroczenia prawa wyborczego, zbierając podpisy albo in blanco - jak to zarzucono KWW "Kierunek Polski" w Opolu, albo przepisując - w ramach sąsiedzkiej pomocy - z jednych list na inne, albo kupując podpisy za pieniądze, albo fałszując je wprost, licząc na to, że w tej ogromnej liczbie podpisów nikt tego nie sprawdzi. Praktyki te stanowią tajemnicę poliszynela od początku pojawienia się "demokracji po polsku".
Podpisy te wcale nie są dowodem, czy nawet oznaką poparcia, jaką cieszą się poszczególni kandydaci czy ich listy. Świadczą one, co najwyżej, o sprycie, przedsiębiorczości i zasobach finansowych kandydatów. Najlepszych dowodów na tę tezę dostarczają wybory prezydenckie, w których wielu kandydatów w samych wyborach uzyskuje jedynie śladowe liczby głosów wyborców, którzy, jakoby, poparli ich kandydatury swoimi podpisami. Zbieranie tych podpisów jest więc klasycznym polowaniem na "martwe dusze", w czysto gogolowskim sensie. Zgodnie z zasadą, że okazja czyni złodzieja, takie rozwiązania ustawowe są elementem demoralizacji polskiej sceny politycznej.
Istnieje jeszcze inny, może nawet gorszy, aspekt tej sprawy: otwarta zostaje droga do wszelkiego rodzaju perfidnych prowokacji politycznych. Wystarczy bowiem przeciwnikowi politycznemu podrzucić kilka, a nawet tylko jedną fałszywą listę z podpisami i już go mamy w garści! Liczne postępowania karne wytoczone przeciwko różnym niemile widzianym ugrupowaniom politycznym pozwalają suponować, że przypuszczenie to nie jest dalekie od prawdy.
Dlaczego w Wielkiej Brytanii wystarczy 10 podpisów, aby zarejestrować kandydata, a w Polsce konieczne są setki i tysiące, a nawet setki tysięcy?
Wybory takie, jak w Wielkiej Brytanii, wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW) są szkołą odpowiedzialności: odpowiedzialności posła przed wyborcami i odpowiedzialności wyborców za posła. Dziesięciu ludzi, którzy podpisują rekomendację kandydatowi na posła, biorąc za niego odpowiedzialność, ręczą za jego postawę obywatelską i jego kwalifikacje publiczne. Setki kartek z tysiącami podpisów, to poparcie de facto anonimowe, to poparcie gogolowskich martwych dusz. Okazja do nadużyć i nieodpowiedzialności.

Parlament podobno debatuje teraz nad zmianami w prawie wyborczym. Czas, czas najwyższy, zerwać z tą fasadą demokracji pod nazwą "wybory proporcjonalne" i wprowadzić do naszego życia publicznego proste, jasne, czytelne reguły zachowań obywatelskich i odpowiedzialności.

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Te same błędy, co z Hitlerem - wywiad Antoniego Zambrowskiego oraz Piotra Ferenca-Chudego z Ahmedem Zakajewem, premierem emigracyjnego rządu Czeczeńskiej Republiki Iczkerii Wysłane czwartek, 28, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

O Czeczenii na ASME:

- Zatrzymanie przez policję w Pułtusku delegatów na Światowy Kongres Narodu Czeczeńskiego 16.09.2010

- Rosja wciąż stoi ponad prawem; Achmed Zakajew o sytuacji na Kaukazie - wywiad Antoniego Zambrowskiego i Jana Matkowskiego

- CZECZENIA: NOWY CUD NAD URNˇ - Antoni Zambrowski

- HANIEBNY TEKST O PREZYDENCIE DUDAJEWIE - Antoni Zambrowski

- TRZECI PREZYDENT ICZKERII - artykuł Antoniego Zambrowskiego

- KORESPONDENT PUTINA? - artykuł Antoniego Zambrowskiego

- TV-felieton Antoniego Zambrowskiego o współpracownikach rosyjskiej propagandy antyczeczeńskiej w Polsce

- POETA I POLITYK ZAMORDOWANY - artykuł Antoniego Zambrowskiego

- ZAPOMNIAŁ WÓŁ ... - artykuł Antoniego Zambrowskiego

- CZECZENIA: MASAKRA JAKO SUKCES PROPAGANOWY

Z Achmedem Zakajewem - premierem emigracyjnego rządu Czeczeńskiej Republiki Iczkerii rozmawiają w Pułtusku Piotr Ferenc-Chudy oraz Antoni Zambrowski

- Panie premierze, jak to się stało, że z choreografa i artysty stał się pan żołnierzem i dowódcą polowym?
- Sądzę, że przyczyną tego się stały wydarzenia historyczne. Moje losy, całe moje życie potoczyły się w kierunku, którego wcześniej nie oczekiwałem. Jestem człowiekiem do cna cywilnym i nawet nie odbyłem służby zasadniczej w Armii Sowieckiej. Nie chciałem tam służyć. Ale kiedy rozpoczęła się nasza wojna obronna w 1994 roku, Czeczeni nie mieli wyboru. Byliśmy zmuszeni bronić naszych domów, swe rodziny, swe ogniska domowe i całą naszą ojczyznę. Byłem w gronie tych, którzy stanęli w obronie swej ziemi.

- Był pan zwyczajnym żołnierzem frontowym, dowódcą zgrupowania. Jakie zarzuty postawili panu Rosjanie, wysyłając za panem list gończy?
- To brzmi paradoksalnie, ale w tych dokumentach, które oni przysłali do Polski, a wcześniej wysłali do Kopenhagi oraz z kolei do Londynu padają ogólniki o nielegalnych formacjach zbrojnych, do których ponoć należałem, a które porywały ludzi, mordowały ich i porywały. Tak to jest tam sformułowane: morderstwa, rabunek i tak dalej. Ani słowa o konkretnych osobach, kto kogo zamordował. Zbiór słów z kroniki kryminalnej, zbiór zdań, które odpowiadają odpowiednim artykułom rosyjskiego kodeksu karnego. Nie ma mowy o okolicznościach, o wydarzeniach politycznych, które to uwarunkowały. Jak gdyby toczyło się zwyczajne życie, zaś ja ni z tego, ni z owego zorganizowałem bandę rzezimieszków i zacząłem rabować zwyczajnych ludzi niczym zbój. Piastowałem stanowisko ministra kultury w rządzie czeczeńskim i pewnego dnia zostałem rozbójnikiem, rabującym ludzi, mordującym ich itp.

- Przecież to regularne wojsko rosyjskie swym zachowaniem w Czeczenii przypominało właśnie bandy zbójów. Ich oni nie ścigają?
- Dokładnie tak było. I to nie są moje oceny. Tak mówili obserwatorzy, którzy znali sytuację w Czeczenii. Międzynarodowe organizacje broniące praw człowieka określały położenie w Czeczenii jako zbrodnie wojenne popełniane przez Rosjan. To co wyprawiało wojsko rosyjskie w Czeczenii, nie miało nic wspólnego z normalnymi działaniami wojskowymi. Oni równali z ziemią całe wsie i miasteczka. Symbolem tego już podczas pierwszej wojny stała się czeczeńska osada Semaszki. Tam mordowano dzieci, nawet niemowlaki, starców, kobiety. Stawiali pod mur i rozstrzeliwali.
Oczywiście w odpowiedzi na to w obronie swoich domów stawali nie tylko choreografowie, aktorzy i pisarze. Za broń chwytali nawet lekarze, również mechanicy, traktorzyści, zwyczajni pasterze trzód. To był cały naród, który zerwał się do samoobrony. Z naszej strony była to prawdziwa wojna narodowa. I nasz naród wówczas tę wojnę wygrał.

- Czy można zachowanie wojska rosyjskiego w Czeczenii porównać do zbrodniczych zachowań niemieckich okupantów podczas tłumienia Powstania Warszawskiego w 1944 roku?
- Jak najbardziej. Obawiam się, że nawet Niemcy nie są w stanie dorównać rosyjskim zbrodniarzom, którzy znęcali się nad ludnością w Semaszkach, Bamucie i innych miejscowościach, w których przeprowadzano tzw. zaczystki, czyli oczyszczanie terenu.

- Czy to prawda, że jeden ze świadków oskarżenia do swych zeznań przeciwko panu był przymuszany przez Rosjan torturami?
- Był taki przypadek. Wczoraj (tj. 17 września - przyp. AZ) na rozprawie sądowej mój obrońca powołał się na ten incydent. Tamten człowiek odgrywał rolę świadka zgłoszonego przez rosyjskich oskarżycieli. To nie był mój świadek, lecz ich, przewidziany do zeznawania przeciwko mnie. I on podczas rozprawy sądowej oświadczył, ze został zmuszony do zeznawania przeciwko mnie, by uniknąć śmierci wskutek tortur. Pokazał ślady tortur na swym ciele. Zeznał to podczas rozprawy w sądzie w Londynie.

- Czy po uzyskaniu azylu politycznego w Wielkiej Brytanii podróżował pan po krajach Unii Europejskiej i po świecie?
- Sądzę, że najlepiej zaświadczy o tym mój paszport (Demonstruje pieczątki z punktów granicznych różnych krajów całego świata). Już jestem zmuszony do wymiany mego paszportu, gdyż nie ma w nim wolnego miejsca na nowe pieczątki zaświadczające o przekroczeniu granicy. Oczywiście jeżdżę po całym świecie, dzięki paszportowi jaki otrzymałem od władz brytyjskich. W Polsce przed ostatnimi wypadkami byłem ze trzy lub cztery razy i nigdy nie było żadnych trudności, chociaż list gończy znajduje się w Interpolu od 2000 roku. Do Polski przyjeżdżam na podstawie wizy. Do innych krajów wizy nie potrzebuję. Do 17 krajów, m.in. do Belgii, Niemiec, Francji nie muszę się starać o wizę. Ponieważ Polska wstąpiła do Unii Europejskiej później niż kraje Europy Zachodniej, sprawy wizowe pomiędzy nią a Wielką Brytanią jeszcze nie są uregulowane na wzór zachodnioeuropejski. Dlatego wystąpiłem o wizę. Otrzymałem ją 10 września, zaś 14 września przyjechałem tu. Praktycznie byłem już w Polsce, gdy zaczęły się rozmowy o zatrzymaniu mnie w razie mego przyjazdu do Polski. Ale ja już tu byłem.
Oczywiście podjąłem decyzję, że nie będę cichcem stąd zmykał. Poprzez Adama Borowskiego znalazłem adwokata i powiedziałem mu, że chcę zgłosić się do prokuratury i wyjaśnić wszystkie kwestie. Co też się stało.

- Czy w trakcie którejś z pańskich podróży doszło do zatrzymania pana przez policję?
- Nie. Poza Polską nikt mnie nie zatrzymywał. I w Polsce zdarzyło się tylko teraz.

- Czy po złamaniu porozumienia przez prokuraturę i po zatrzymaniu pana przez policję nabrał pan obawy, że polskie władze mogą pana wydać Rosjanom?
- Nie. Umówiliśmy się, że o godz. 8 rano stawię się w prokuraturze. Następnie adwokat jeszcze raz do nich zadzwonił i potwierdziliśmy godzinę przybycia na ósmą. O pół do ósmej wyszliśmy z hotelu, by wyruszyć do prokuratury. Gdy wsiadałem do samochodu, nadjechali policjanci. Chcieliśmy jechać wraz z nimi swym samochodem, ale oni po długich rozmowach z kimś przez telefon komórkowy poprosili mnie, bym się przesiadł do ich samochodu. Wytłumaczyłem, że jestem umówiony i jadę do prokuratury. Nie - powiadają - proszę się przesiąść do nas. Spełniłem ich prośbę i przesiadłem się, po czym ruszyliśmy.

- Czy miał pan w tym momencie obawy co do pana losu?
- Nie, żadnych obaw nie miałem. Pracownicy prokuratury byli bardzo uprzejmi, zaproponowali na wstępie kawę lub herbatę. Następnie wspólnie podjęliśmy analizę papierów, jakie przysłali w mojej sprawie Rosjanie. Te papiery były po rosyjsku.

- Rosjanie ogłosili u siebie, że dokumenty zostały uprzednio przetłumaczone na polski.
- Dokumenty, które były w prokuraturze, nie zostały przetłumaczone na polski i myśmy w prokuraturze pospołu mordowaliśmy się, by na ich podstawie sformułować materiał dla sądu polskiego po polsku.

- Prokuratura wystąpiła o zastosowanie wobec pana najostrzejszego środka zapobiegawczego czyli 40-dniowego aresztu. Czy wtedy nie nabrał pan obawy o swój los?
- Dowiedziałem się o tym dopiero podczas rozprawy sądowej, kiedy zażądano mego aresztowania na 40 dni. Nie miałem pewności, że wyjdę wolny z sali sądowej. Pomyślałem, że podjęto decyzję polityczną o podjęciu procesu ekstradycji i że według polskich przepisów to trwa 40 dni. Więc pomyślałem, że owe 40 dni będę musiał spędzić w izolacji. Na szczęście sędzia kategorycznie odrzucił wniosek prokuratury i nakazał uwolnienie mnie. Wtedy zdałem sobie sprawę, że to jest właśnie Polska. I jak by nie krytykowano Polskę dziś, to jestem pewien, że Polska w żadnych okolicznościach nie zrezygnuje z podstawowych wartości demokratycznych, o które walczyła przez tak długie lata. I jakby Rosja nie naciskała, Polska nie zrezygnuje ze swych zasad.
To, co wydarzyło się wczoraj, jest najlepszym tego dowodem: mimo próby polityzacji kwestii prawnej, sąd do tego nie dopuścił.

- Czy nie czuł się pan ofiarą ocieplenia polsko-rosyjskiego?
- Odczułem to, zanim trafiłem do prokuratury. Otrzymałem wizę i powiedziano mi: Welcome to Poland, przybyłem do Polski, zaś prokuratura generalna oświadczyła, iż zostanę aresztowany. Wówczas poczułem się ofiarą spisku Rosji oraz Polski. Inaczej tego nie dało się wytłumaczyć. Jeśli nie życzono sobie mojej obecności tutaj, to po co dano mi wizę?! Bez niej byłbym nie przyjeżdżał.

- Czy nie mogli zatrzymać pana na granicy?
- Przyjechałem samochodem i na granicy nie było kontroli, gdyż przepisy z Schengen zlikwidowały kontrolę graniczną. Ale mogli nie dać mi wizy i wówczas nie przyjechałbym. W tej sytuacji poczułem się jak w pułapce jako ofiara poprawy stosunków rosyjsko-polskich.

- Młody sędzia, który pana uwolnił, uratował honor Polski.
- Sądzę, że dokładnie pan wyraził to, co wydarzyło się wczoraj. Wydaje mi się, że przy innym rozwiązaniu Polska straciła by twarz. Mówię tak nie dlatego, że to dotyczyło mojej osoby, lecz ponieważ to była tak otwarta demonstracja polityczna ze strony Rosji, potraktowana z całą powagą przez władze Polski, przez co dały się one wciągnąć w tę absolutną awanturę. Chodzi wszak o wartości demokratyczne uznawane przez cały świat. Przecież Wielka Brytania udzieliła mi politycznego azylu. I kraj europejski miałby tego nie honorować? Istotnie, polski sąd uratował oblicze Polski.

- Jaki byłby pana los, gdyby, nie daj Boże, wydano pana władzom rosyjskim?
- To nie była by akcja ekstradycji, lecz egzekucji. Gdyby podjęto taką decyzję, to byłoby to jednoznaczne z podpisaniem wyroku śmierci. Dla mnie to oznaczałoby karę śmierci.

- A jak pan ocenia ocieplenie pomiędzy rządami Polski i Rosji?
- Szczerze mówiąc, popieram z całego serca. Rosja - to wielki sąsiad, wielki kraj. Polska przeżywa dziś okres kształtowania się państwa demokratycznego i praworządnego. Potrzebuje normalnych sojuszników, na których można polegać. Ale jestem głęboko przeświadczony, że potakiwanie oraz uleganie panującemu w Rosji reżymowi nie oznacza nawiązania z Rosją stosunków sojuszniczych. Należy dążyć, by Rosja przekształciła się w praworządne państwo. Tylko wówczas Rosja może pozyskać sojuszników takich jak Polska oraz inne państwa wolne i demokratyczne. Wiecie panowie, że jagnię nie może przyjaźnić się z monstrualnym wilkiem. Jagnię w każdej chwili może paść ofiarą owego monstrum. Tego nie wolno zapominać władzom Polski, kiedy podejmują jakąś polityczną grę z Rosją.
Dzisiejsza Rosja w jej obecnym kształcie i obecnym reżymem - to niezmiernie niebezpieczny twór państwowy, zagrażający wszystkim, zarówno Polsce, jak i pozostałym krajom świata. Władze Polski muszą to mieć stale na uwadze, gdy podejmują rokowania z Rosją, kształtują z nią swe stosunki. Monstrum w każdej chwili może połknąć jagnię.

- Czy wierzył pan w to, że Rosjanie mogli realnie liczyć na to, że zostanie im pan wydany przez Polskę?
- Jestem pewien, że oni nie liczyli nawet na me aresztowanie. Moje zatrzymanie było dla nich absolutną niespodzianką. Oni przysłali swe dokumenty w ramach normalnych swoich działań nękających. Nie mogli przypuszczać, że Polska mnie aresztuje, gdyż to byłoby sprzeczne z logiką. Wszak Polska jest członkiem Unii Europejskiej. Wielka Brytania udzieliła mi schronienia przed Rosją. Tego, że Polska mnie zatrzyma na podstawie oskarżeń, które odrzuciła Anglia, udzielając mi azylu, oni nie zakładali. Nawet dokumenty przesłano do Polski, nie zadając sobie trudu tłumaczenia ich na polski, tak na wszelki wypadek. Natomiast kiedy mnie zatrzymano, to była nowa sytuacja dla Rosji i dla Kadyrowa. Jak panowie zapewne wiecie, Kadyrow tryumfował: świetnie, wkrótce otrzymam Zakajewa. I dodał: "Dla niego byłoby lepiej umrzeć, niż trafić do nas". Tak wczoraj powiedział.

- Czy nie sądzi pan, że chodziło im przede wszystkim o to, by przez zatrzymanie pana zakłócić tak ważny dla narodu czeczeńskiego III Kongres w Pułtusku? Co im się doskonale udało.
- Oczywiście. To było ich podstawowe zadanie. Bardziej im zależało na zakłóceniu obrad Kongresu Narodu Czeczeńskiego, niż na pochwyceniu mnie. Podstawowym zadaniem było zakłócenie obrad. Zwyczajne wyłączenie mnie z obrad oznaczało już dla nich 50% sukcesu. Dla nas to było poważne utrudnienie. Natomiast dalszy ciąg wydarzeń był dla nich przyjemną niespodzianką, zakończoną jednak przykrym rozczarowaniem. Z rana zanosiło się, że i w Warszawie funkcjonuje coś na kształt moskiewskiego sądu z rejonu basmannego (słynącego z wyroków na zamówienie władzy - przyp. AZ), natomiast wieczorem zatryumfowała prawdziwa polska sprawiedliwość sądowa.

- Paradoksalnie wbrew ich nadziejom cała ta akcja spowodowała, że światu ponownie przypomniano o tragedii narodu czeczeńskiego.
- Zgoda. Tak się właśnie stało.

- Co pan sądzi o katastrofie w Smoleńsku i o śledztwie prowadzonym przez Rosjan w tej sprawie?
- To była rzeczywiście wielka katastrofa dla narodu polskiego, prawdziwa narodowa tragedia. Zginął prezydent państwa i cały zespół jego współpracowników. Sprawa rzetelności rosyjskiego śledztwa - to bardzo bolesna dla Polaków kwestia. Nie chcę tu wypowiadać swoich komentarzy, ale głęboko wierzę, że prokuratura w Polsce oraz zespół śledczy uczynią wszystko w ich mocy, by ujawnić prawdę. Sądzę, że oni skorzystają ze swych możliwości, by wpływać na tok dochodzenia. Dlatego z całym zaufaniem traktuję te dochodzenia, które prowadzą sami Polacy. Mam nadzieję, że dzięki nim nie będzie dominacji fałszywych ocen przyczyn katastrofy. I że Polacy nie dadzą zatuszować faktów, jeśli zostaną wykryte.

- Jak się w tej chwili przedstawia sytuacja w pana ojczyźnie?
- Dziś Czeczenia przeżywa jeden z najstraszniejszych w swych dziejach okres. Zdawałoby się, że jest poprawa, gdyż nie ma tak intensywnych działań wojennych, nie ma codziennych nalotów lotniczych czy ostrzałów artyleryjskich, jak przed pięciu - sześciu laty temu. Mimo to Czeczenia wciąż krwawi. Rosja w Czeczenii usiłuje ugodzić Czeczenię w samo serce. Oni zwalczają naszą kulturę narodową, nasze tradycje, nasze zwyczaje. Znany pisał kaukaski Aleksander Kazbegi pisał o Czeczenkach, że są one najbardziej wolnymi kobietami na całym Kaukazie, dzięki temu, że chronią ich tradycyjne prawa przodków, czyli dawne zwyczaje. Natomiast teraz następuje bolesny upadek obyczajów: nigdy Czeczeni nie traktowali tak źle kobiety oraz samych siebie. Bandy Kadyrowa, mianowanego przez Putina i przez niego zbrojonego, niszczą Czeczenów moralnie, psychicznie i fizycznie. Jeśli taki stan rzeczy będzie trwał jeszcze czas jakiś, Czeczenom grozi degradacja. Teraz ludzie uciekają ze swej ojczyzny nawet bardziej masowo, niż podczas działań wojennych. Uciekają od pokoju, jaki zaprowadza Kadyrow.

- Jaka jest proporcja liczbowa Czeczenów w Czeczenii oraz w diasporze?
- Większość znajduje się na terenie Czeczenii. Jest to nasz wielki sukces narodowy. Ludzie pozostający mimo wszystko w Czeczenii zachowali nam ojczyznę. W dziejach kaukasko-rosyjskich wojen było wiele przypadków, kiedy całe narody zaginęły, ponieważ pod naciskiem Rosjan opuszczali swe tereny. Losy rozpraszały ich po całym świecie, tracili oni swój język narodowy. Dla przykładu Krasnodarski Kraj nad Morzem Czarnym był siedzibą narodów kaukaskich: Czekiesów, Adygów, Ubyków. Dziś te tereny Putin nazywa starymi ziemiami rosyjskimi.
Kiedy zaczęła się wojna w Czeczenii, Żyrinowski oświadczył, że Czeczenia potrzebna jest Rosji bez Czeczenów. Kto stawia zbrojny opór, zostanie zlikwidowany, zaś resztę trzeba zmusić do ucieczki przez gruzińskie góry do Turcji. Tam niech budują swe niepodległe państwo. Rosjanie planowali uwolnienie Czeczenii od Czeczenów. Naród czeczeński mimo wszystko oparł się tym naciskom, pozostał na swej ziemi i zachował dla nas naszą ojczyznę. To jest nasz największy sukces. A okupacja rosyjska kiedyś - wcześniej czy później - się skończy. Tak czy owak Czeczenia będzie wolna.

- Bardzo dużo Czeczenów musiało jednak opuścić strony ojczyste.
- Masowa emigracja to duża strata dla narodu, ale jest i druga strona tego medalu. Wielu Czeczenów przebywając w krajach Europy, otrzymało możliwości uzyskania tam znakomitego wykształcenia. Co roku rodzi się w Europie 10 - 15 tys. czeczeńskich dzieci. Co roku dziesiątki tysięcy czeczeńskich dzieci korzysta z systemów oświatowych krajów europejskich. Młodzi Czeczeni studiują w najlepszych uczelniach wyższych - Stanów Zjednoczonych, Francji, Niemiec, Anglii. Jest to potencjał, który przejmie na swe barki troskę o państwie czeczeńskim i o narodzie czeczeńskim. To jest nasza przyszłość, głęboko w to wierzę.

- Rosja w imię obrony swej integralności terytorialnej krwawo stłumiła dążenia Czeczenów do niepodległości. Ta sama Rosja napadła na Gruzję, gdy ta chciała obronić całość swego terytorium w Południowej Osetii.
- Mamy tu typowe zastosowanie podwójnych standardów. Rozumiem stanowisko Rosji w tej sprawie. Nie rozumiem natomiast stanowiska w tej sprawie społeczności międzynarodowej. Rzecz w tym, że Rosja czyni to, na co jej pozwalają inni. W swoim czasie pozwolono jej zmiażdżyć Czeczenię. Teraz pozwolono jej odgryźć część Gruzji. I co się stało? Jak zabiegano przyjaźń z Putinem, tak i teraz zabiegają nadal o to samo. Jak przyjaźniono się z Miedwiediewem, tak się z nim i przyjaźnią. Nie zastosowano żadnych sankcji wobec Rosji. Nie było nawet żadnych potępień okupacji rosyjskiej. Dobrze się stało, że pani Hillary Clinton oświadczyła, że Rosja okupuje tereny gruzińskie. I sama Gruzja oraz społeczność międzynarodowa ucieszyły się, że rzeczy zostały nazwane swymi imionami. Jak USA może przyjaźnić się i traktować jako sojusznika agresora, który okupuje część ziem innego sojusznika USA. Przecież to skandal.
Putin dobrze poznał mentalność polityków zachodnich. On wykorzystuje sprzyjającą koniunkturę i czyni to, co czyni. Mam o to żal nie do Putina, lecz polityków zachodnich. W swoim czasie Hitlerowi pozwolono na to, by został Hitlerem. I dziś widzimy, jak te smutne doświadczenia są powtarzane w przypadku Putina oraz Rosji.

- Czy wierzy pan w faktyczną demokratyzację Rosji w obliczu takiej słabości zachodniej demokracji?
- Jestem przekonany, że demokratyczna przyszłość Rosji spoczywa w rękach samych Rosjan. Żadne czynniki zewnętrzne nie zadecydują o wewnętrznej sytuacji Rosji. Dzisiejszy świat pogodzi się z reżymem, który będzie panował w Rosji. Niezależnie od tego jaki tam będzie: totalitarny, autorytarny lub inny. Mamy doświadczenie z rządami Stalina. Wtedy międzynarodowa społeczność zdradziła Polskę i wydała ją Stalinowi jako okupantowi. Ponad 40 mln ludzi Stalin wymordował w Gułagu. Świat patrzył na to zupełnie spokojnie. Nikt nie potępiał Stalina. Dlatego powiadam, że Putin uwzględnia mentalność zachodnich polityków. On rozumie, że wszystkie jego czyny będą tolerowane.
Niemniej Rosja posiada wewnętrzne możliwości wypracowania drogi do demokracji. Wcześniej czy później to musi nastąpi. Bez tego Rosja nie ma atrakcyjnej przyszłości.

Notował Antoni Zambrowski.

Zostań donatorem naszych publicystów:
Jeśli satysfakcjonuje Cię publicystyka Antoniego Zambrowskiego - możesz wesprzeć Naszego Autora datkiem.
Konto:
61 1240 1040 1111 0010 0042 5486
Bank PeKaO SA III O. w Warszawie
SWIFT/BIC - PKOPPLPW



Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME


Na listach wyborczych do samorządów aż się roi od małżonków, dzieci, braci i sióstr Wybitnych Polityków - Stanisław Michalkiewicz o zbliżającym się samorządowym konkursie piękności Wysłane czwartek, 28, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na temat "wojny krzyżowej":

- "Noc polityki krzyżowej" - pilot filmu TVASME o nocy konfrontacji "obrońców pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego" ze zwolennikami przeniesienia "krzyża smoleńskiego" do kościoła pw. św. Anny w Warszawie

- Polityczna awantura wokół "krzyża smoleńskiego" przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie - dzień drugi konfliktu


Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, akurat Państwowa Komisja Wyborcza wylosowała numerki komitetów uczestniczących w wyborach samorządowych, więc prawie 47 tysięcy stanowisk radnych jest do obsadzenia w radach różnego szczebla, nie mówiąc o ponad stu stanowiskach pośród prezydentów miast, około siedmiuset stanowisk biurmistrzów, półtora tysiąca stanowisk wójtów – no, po prostu: wybierać, przebierać! Ze stanowiskiem najskromniejszego radnego w gminie jest związana dieta miesięczna w wysokości co najmniej 1200 złotych, a średnio te diety – nie licząc wynagrodzeń za udział w komisjach – trzeba liczyć średnio 2000 złotych miesięcznie... A więc praca naszych Umiłowanych Przywódców kosztuje Rzeczpospolitą około stu milionów złotych miesięcznie! Ale za to mamy trzystopniowy samorząd... Nikt nie jest tak udelektowany, jak my – TYLU radnych radzi, radzi i obraduje nad naszym dobrem i tak dalej... Nic dziwnego, że prasa pisze, że na listach wyborczych do samorządów aż się roi od małżonków, dzieci, braci i sióstr Wybitnych Polityków. No, nic dziwnego: skoro Wybitny Polityk już opanował sztukę dojenia Rzeczypospolitej – dlaczego nie miałby tej sztuki przekazać najbliższej rodzinie?" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik naszego serwisu ASME, opowiada o wydarzeniach z kuluarów desek teatru politycznego "polskiego regionu UE".

Za to inne sprawy wyglądają gorzej. Chociaż niekoniecznie (dla innych), bo oto pojawiły się dalsze objawy "porządkowania sceny politycznej": Trybunał Konstytucyjny uznał, że dofinansowanie z budżetu państwa KRUS-u jest "niekonstytucyjne". Tempus deliberandi dał na 15 miesięcy – akurat do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, w których od razu widać dzisiaj, że "wygrywa" w nich PO, drugie jest PiS, trzeci jest SLD, a Polskie Stronnictwo Ludowe – już "znajduje się pod kreską"... A co do "Ruchu poparcia posła Palikota" – widać, że jego zamiarem było napędzenie poparcie Sojuszowi Lewicy Demokratycznej w tych środowiskach, w których do tej pory SLD nie miał żadnego przełożenia.
Inne wydarzenia z naszego życia publicznego przybierają charakter groteskowy: mam na myśli to, że tragedia w Łodzi najwyraźniej zakończy się komedią. Rozpoczęła się groteskowa rywalizacja pomiędzy Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską o to, kto był prawdziwym celem "szaleńca pojedynczego" Ryszarda C.! Nad Łodzią będą się unosić gęste opary obłudy, które Najwyższego mogą przyprawić o mdłości. Na szczęście pan wicemarszałek Niesiołowski, "człowiek o zszarganych nerwach", nie ma takich możliwości wykonawczych, jakie miał wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, ponieważ został wzięty do Platformy Obywatelskiej jako wykonawca roli "chłopaka do pyskowania", więc nie jest tak groźny... - mówi Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa prawie 10 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Na listach wyborczych do samorządów aż się roi od małżonków, dzieci, braci i sióstr Wybitnych Polityków - Stanisław Michalkiewicz o zbliżającym się samorządowym konkursie piękności Wysłane czwartek, 28, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Ujawniamy wstrząsającą historię (anty)komunistycznego kapusia
Czy ja komunista, czy Polak, czy Żyd? - Tadeusz M. Płużański
Wysłane wtorek, 26, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Co łączy Józefa Mitzenmachera, Mietka Redyko, Józefa Bogusława Kamińskiego, Jana Alfreda Regułę, Jana Berdycha i Jana Roszkowskiego? Bardzo wiele. Wszyscy byli komunistycznymi bojówkarzami, wysokimi działaczami Kominternu, zwerbowanymi następnie przez polski wywiad, a w czasie wojny przez... Gestapo. Wiele podobnych przypadków - zdziwi się ktoś. Tak, bo tych sześciu panów to jedna osoba.

Józef - Josek Mitzenmacher urodził się 18 kwietnia 1903 r. w Mławie w rodzinie ubogiego powroźnika Szlamy Mycenmachera i Małki. Po ukończeniu dwóch klas żydowskiej szkółki wyznaniowej zaczął uczyć się na tapicera. W 1919 r. wstąpił do komunistycznego Związku Zawodowego Przemysłu Drzewnego. W następnym roku był już członkiem Komunistycznej Partii Robotniczej Polski.
W późniejszym rysopisie czytamy: "Średniego wzrostu, raczej niski. Krępy. Krótko ostrzyżony, brunet z łysiną. Odstające uszy, twarz okrągła, starannie wygolona. Silne brwi. Oczy o charakterystycznych, ostrych, nieprzyjemnych błyskach. (...) Typ zdecydowanie żydowski (mający skłonność do tycia żydowski finansista). Brzydki. Sposób mówienia (akcentowanie, zwroty stylistyczne) znamionuje również pochodzenie żydowskie".

"Rewolucja, dyktatura, komunizm"

Kiedy w czasie wojny polsko-sowieckiej 1920 r. do Mławy weszła Armia Czerwona, został sekretarzem Komitetu Miejskiego KPRP, służąc równocześnie w Czerwonej Milicji Robotniczej. Kiedy Sowieci uciekali po klęsce pod Radzyminem, on uciekał razem z nimi, ale został aresztowany w Ciechanowie. Tu zaliczył pierwszych sześć tygodni więzienia. Po wyjściu znów uciekał - tym razem skutecznie - do Prus Wschodnich, gdzie wstąpił do Związku Komunistycznej Młodzieży Niemieckiej. Za udział w rewolucji 1921 r. aresztowany i osadzony w więzieniu w Królewcu. Te cztery lata wali i cierpień jedynie słuszna partia zaliczyła mu do służby w Armii Czerwonej.
Tym razem - po zwolnieniu - kompartia odesłała Mitzenmachera do ojczyzny proletariatu. W ZSRS zaliczył szkołę partyjną, wojskową, Komsomoł i kurs Komunistycznego Uniwersytetu Mniejszości Narodowych Zachodu. We wrześniu 1924 r. był już w Polsce, przyjmując pseudonim "Mietek Redyko" (od pierwszych sylab: "rewolucja, dyktatura, komunizm"). Robił karierę w kierownictwie ruchu młodzieżowego, oczywiście tego czerwonego: Komunistycznego Związku Młodzieży Zachodniej Białorusi, i Zachodniej Ukrainy. Ponownie aresztowany w 1925 r. - w Czechosłowacji, gdy jechał na konferencję międzynarodowych bojówek komunistycznych w Morawskiej Ostrawie.

Połączyła ich Bela

Po wydaleniu z Czechosłowacji znów był w Polsce, działając w sekretariacie KC Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, a równocześnie w kierownictwie młodzieżówki kominternowskiej. W listopadzie 1926 r. ponownie trafił za kraty - najpierw śledztwo na Pawiaku, a po skazaniu go przez sąd na pięć lat, więzienia we Wronkach i Rawiczu. Tym razem był to pobyt przełomowy - prawdopodobnie już w 1928 r. został zwerbowany do współpracy z polską policją.
Dzięki temu - w lutym 1931 r. - wyszedł przedterminowo na wolność "z powodu choroby serca". Tradycyjnie już ten zasłużony bojowiec i aktywista wrócił na łono partii. Ta - cały czas bezgranicznie ufna - oddelegowała go do kominternowskiej szkoły pod Moskwą. Za kompana miał Józefa Goldberga, późniejszego dyrektora Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, pułkownika Jacka Różańskiego. Obu dżentelmenów połączyła również kobieta. Kochanka Mitzenmachera-Redyki była późniejszą towarzyszką życia Goldberga-Różańskiego. Najpierw nazywała się Bela Frenkiel, potem Izabella Różańska.
Po powrocie z Moskwy partia skierowała go na nowy odcinek - Zagłębie Dąbrowskie. Awansował też w centrali - podczas VI Zjazdu KPP w 1932 r. został wybrany zastępcą członka KC. Kiedy po donosach Mitzenmachera-Redyki władze aresztowały czołowych działaczy komunistycznych - przede wszystkim Alfreda Lampego, a sam donosiciel uniknął aresztowania, mocodawcy sfingowali jego zabójstwo. "Express Poranny" donosił, że w gliniance w Szczęśliwicach pod Warszawą znaleziono "pogrążone w wodzie zwłoki mężczyzny, lat około 40, dobrej tuszy, łysego, odzianego w ciemnobrązowy garnitur, przy czym tylna kieszeń była wyrwana, a w bocznej kieszeni marynarki znaleziono 5 gazet niemieckich i jedno pisemko w języku żydowskim. (...) Twarz denata była zupełnie zmasakrowana i nie do rozpoznania". Prasa sugerowała, że zginął wskutek komuszych walk frakcyjnych. Żona (Anna Redyko, wcześniej Chana Rachela Rozensztajn, ps. Florka, działaczka KPP, po wojnie funkcjonariuszka MBP), rozpoznała ciało męża. Te trzy informacje sprawiły, że kompartia uwierzyła w śmierć swojego funkcjonariusza - ba, uznawanego za jednego z najzdolniejszych i najinteligentniejszych - z rąk polskiej policji. Mitzenmacher został bohaterem, a jego pogrzeb stał się polityczną manifestacją komunistów, pepesowców, bundowców i innych lewaków.

Mitzenmacher jak Fleischfarb

Martwy komunista, ale żywy agent został tymczasem wybitnym ekspertem do spraw ruchu... komunistycznego w Polsce. Ukryty w Bydgoszczy, przyjął nowe nazwisko - "Józef Bogusław Kamiński" i wziął ślub. W 1934 r. wydał - pod kolejnym pseudonimem "Jana Alfreda Reguły" - "Historię Komunistycznej Partii Polski w świetle faktów i dokumentów", która stała się bestsellerem. Ale trudno się dziwić, autor książki świetnie znał temat i bez problemu potrafił udowodnić całkowitą podległość KPP od Moskwy. W środowisku komunistów "Historia KPP" okazała się bombą podobną do późniejszych rewelacji Józefa Światło (Izaaka Fleischfarba) po jego ucieczce na Zachód w 1953 r. W wydanej dwa lata później książce "Za kulisami bezpieki i partii" Światło obszernie opisywał zresztą Mitzenmachera: "Książka Reguły stała się szybko źródłowym i klasycznym niemal materiałem do nauki o komunizmie w Polsce. Do dziś mówi się między towarzyszami, że jest to jedyna prawdziwa książka o Komunistycznej Partii Polski...".
Komuniści wyczuli prowokację, ale do końca II RP nie wpadli na to, że Reguła to Mitzenmacher. Dzięki temu, w latach 1934 - 1939, mógł znacznie rozszerzyć zakres swojej eksperckiej działalności. Pracował Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, oczywiście na odcinku komunistycznym. Żyd-komunista stał się Polakiem-katolikiem (niektórzy twierdzą, że obrzezanym neofitą): współpracował z Katolickim Stowarzyszeniem Mężów, a przede wszystkim antykomunistycznymi pismami, m.in.: "Mały Dziennik", "Rycerz Niepokalanej" i "Bój z Bolszewizmem", gdzie demaskował obcą, czerwoną agenturę. Aby nie zostać rozpoznanym, zapuścił bródkę, ciemne wąsy i zaczął nosić okulary.

Truciciel pomidorami

Mitzenmacher współpracował też z Instytutem Naukowym Badania Komunizmu i niemieckim "Antikomintern'em". Współpraca z Niemcami nabrała nowych rumieńców po 1940 r., kiedy zbiory INKB zostały przez nich przejęte i oddane pod opiekę... Mitzenmachera.
Ale nie tylko on kolaborował z okupantem, tropiąc swoich dawnych towarzyszy. Na polecenie Niemców 16 stycznia 1941 r. został przyjęty do pracy w Bibliotece Publicznej w Warszawie niejaki Jan Berdych. Pracownicy czuli pismo nosem i nie ufali mu, dlatego - aby pozyskać ich przychylność - ożenił się z bibliotekarką Danielą Stopczańską (nie był to zresztą jego pierwszy związek, Berdych był znanym kobieciarzem). Środowisko nie dało się zwieść i w niecały rok po ślubie, na jesieni 1943 r., Daniela Stopczańska najadła się pomidorów i zmarła. Kto mógł być trucicielem, jeśli nie jej mąż Jan Berdych, czyli... Józef Mitzenmacher (nazwisko Berdych przejął po jednej ze swoich żon). Wcześniej z Biblioteki zwolniono ponad połowę personelu... Ale to znowu nie mogło być winą Berdycha-Mitzenmachera. Bo przecież i po niego przyszło do Biblioteki Gestapo. Tym razem po prostu zniknął, bo w okupacyjnych warunkach fingowanie samobójstwa najwyraźniej nie było konieczne.
Jako niemiecki agent Berdych-Mitzenmacher rozpracowywał nie tylko komunistów, ale też polskie podziemie. Prócz pracy w Bibliotece był również zatrudniony - pod pseudonimem "Doktor" - w sekcji antykomunistycznej Delegatury Rządu na Kraj. W dokumencie kontrwywiadu AK, który rozpracowywał go i w końcu rozpracował, czytamy: "Wybitna inteligencja, jak można wnosić wyjątkowy spryt. Najlżejsza aluzja chwytana momentalnie i rozumiana właściwie. Fenomenalna pamięć. Zasób wiadomości olbrzymi. (…) Ma się wrażenie, że nie ma na terenie Polski, Rosji, Niemiec, Anglii, czy Francji człowieka, odgrywającego jakąkolwiek rolę polityczną, o którym Berdych nie posiadałby wyczerpujących wiadomości. Literaturę dotyczącą wszelkich ruchów społecznych, szczególnie radykalnych, zna świetnie. Pozornie fanatyczny wróg komunizmu, którego jedyną namiętnością i celem życia jest walka z tą doktryną (jak twierdzą osoby mające z nim bliższy kontakt - boi się bolszewików). Wrażenie jednak, jakie wywiera, jest tego rodzaju, że większość jego kolegów przyjęłaby bez zdziwienia wiadomość, że B. jest bolszewickim komisarzem. Równie małe zdziwienie wywołałoby odkrycie w nim agenta Gestapo…".
Niektóre relacje mówią o wyroku śmierci wydanym na Berdychu-Mitzenmacherze przez AK-owskie podziemie. Dlatego Niemcy "aresztowali" go i przenieśli do Białegostoku, a potem do Krakowa. Został Janem Roszkowskim (od nazwiska jego ówczesnej żony - Jadwigi), a przykrywką dla agenturalnej roboty stała się praca na kolei.

W PPR i... Izraelu

Tak Józef Mitzenmacher, polski Żyd z pochodzenia, a internacjonał z przekonania, przeżył Holokaust. Mimo że w Polsce nastał ukochany przez niego ustrój, musiał się ukrywać - jako agent Gestapo, a przede wszystkim od wielu lat komunista-trup. Jego koledzy z Kominternu utrwalali ludową władzę, a on biedaczyna uciekł do Wrocławia, gdzie zatrudnił się jako kierownik wydziału personalnego w Dyrekcji Kolei (widać zamiłowanie do kolejnictwa nie opuszczało go). Ale ciągnęło go do komuny, a może bardziej do wygodnego życia? Znowu chciał być z władzą, płynąć z prądem? Wstąpił do PPR, gdzie za aktywną działalność aktyw przyznał mu złoty krzyża zasługi.
Józef Mitzenmacher zmarł w szpitalu w Łodzi 30 grudnia 1947 r. na raka (Światło-Fleischfarb twierdzi, że na gruźlicę). W nekrologu czytamy: "organizacja zawodowa [Związek Zawodowy Kolejarzy - TMP] i przedsiębiorstwo PKP straciły człowieka o nieprzeciętnych wartościach moralnych, a szeregi dolnośląskich kolejarzy straciły w zmarłym jednego z najbardziej oddanych bojowników idei demokracji".
Miał 44 lata, ale życie jakże ciekawe - zdążył zaliczyć wszystkie możliwe tajne służby, może z wyjątkiem bezpieki. Sześć tygodni po jego śmierci Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zakończyło śledztwo, uznając, że Berdych - Kamiński - Reguła to... Mitzenmacher. Jego pierwsza żona (Chana Rachela Rozensztajn - Redyko - Rajska) początkowo nie chciała wierzyć w ponowną śmierć męża, ale w końcu rozpoznała jego zwłoki, po czym... wyrzucono ją z MBP. Szok musiał przeżyć również dawny kolega Józef Goldberg - Różański.
Dwa lata po śmierci Mitzenmachera, Bolesław Bierut na III Plenum KC PZPR powiedział łamaną polszczyzną: "Mamy w dziejach KPP wstrząsające swą istnie zbrodniczą i machiawelską perfidią przykłady prowokatorów, którzy na przestrzeni kilkunastu lat wyrządzali niepowetowane szkody ruchowi rewolucyjnemu. Ostatnio zdołaliśmy odkryć nowe wątki tych prowokacyjnych nici". Nić Mitzenmachera - ze strachu przed kolejnymi prowokatorami - poznało tylko kilku zaufanych Bieruta, co wykorzystali zresztą do oskarżenia Gomułki i innych "krajowych" komunistów o "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne", ale przed podbitym narodem sprawę ukryto. Józef - Josek Mitzenmacher przestał być tematem tabu właściwie dopiero po obaleniu w Polsce komunizmu. A jego samego - po ponownej śmierci - widziano w Izraelu.

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Samobójstwo generała - wywiad Antoniego Zambrowskiego z Wiktorem Suworowem Wysłane poniedziałek, 25, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Rozmowa telefoniczna z mieszkającym w Londynie rosyjskim pisarzem emigracyjnym Wiktorem Suworowem (Władimirem Rezunem) w dniu 6 października 2010 roku.

- Czy pan wie, że w ubiegły poniedziałek popełnił samobójstwo w Moskwie generał Wiktor Ciewrizow?
- Owszem, wiem.

- Czy mógłby pan to skomentować?
- Kierował on wywiadem wojsk wewnętrznych. Rzecz w tym, że w Rosji w chwili obecnej namnożyła się olbrzymia ilość służb specjalnych i każda z nich ma swój wywiad. Istnieje FSB, istnieje SWR, istnieje armia i jej GRU oraz istnieją wojska wewnętrzne Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ten generał kierował wywiadem specjalnego znaczenia na Kaukazie. Jak na generała był wyjątkowo młody. Obecnie Rosja prowadzi na Kaukazie wojnę kolonialną i tam popełniane są zbrodnie. Na ogół są to operacje specjalne, kiedy wojsko wkracza do jakiejś miejscowości, morduje ludzi, bierze zakładników. Ten generał brał w tym udział. Następnie zwolnił się z wojska. Przeszedł do rezerwy. O ile dobrze pamiętam to zwolnił się w 2003 roku.

- Dokładniej w 2002 roku.
- Słusznie, w 2002 roku. Miał około 50-tki. Tak czy owak odszedł z wojska w młodym jak na generała wieku. Następnie pracował w służbach ochroniarskich. W Rosji wszystkie te struktury ochroniarskie kontroluje mafia. To są ludzie, którzy przychodzą do firmy prywatnej i mówią: "będziemy was bronić". Wszyscy byli współpracownicy służb specjalnych są zaangażowani w te sprawy ochroniarskie.

- A dlaczego popełnił samobójstwo?
- Dlaczego popełnił samobójstwo tego oczywiście nikt nie wie. Muszę jedynie stwierdzić, że miał on wiele ciężkich spraw na sumieniu. Poza tym w Rosji toczy się zażarta wojna pomiędzy różnymi klanami w służbach. Armia walczy z FSB, FSB przeciwko MSW, MSW jeszcze przeciwko komuś. Wojna wszystkich przeciwko wszystkim. Dlatego te samobójstwo może świadczyć, że ten człowiek wplątał się w coś niezdrowego. Oczywiście możemy w tej sprawie jedynie wróżyć z fusów.
Natomiast jest to jeden z symptomów ciężkiej choroby państwa rosyjskiego. Jest to państwo, które się rozkłada i umiera. Ostatnio otrzymałem zdjęcia stanowisk rakietowych w lesie pod Moskwą. Porzucone na pastwę losu rakiety S-300 w lesie. Nikomu nie potrzebne.

- I nikt tego nie pilnuje?
- Nikt tego nie pilnuje. Porzucone w lesie mienie wojskowe. Samochody i rakiety. Koszmar. Konające państwo. Państwo rozkładające się za życia. Te wszystkie samobójstwa oraz morderstwa popełniane na generałach - to są symptomy śmiertelnej choroby. Taki byłby mój komentarz, o który pan prosił.

- A czy może to mieć jakiś związek ze śmiercią gen. Jurija Iwanowa, o której rozmawialiśmy ostatnio?
- Nie wiem. Mogę tylko wróżyć z fusów. To są zupełnie różne organizacje służb specjalnych. Są one jednak ze sobą powiązane, albo żrą się ze sobą i toczą walki podjazdowe. Mogą też występować jakieś układy korupcyjne. Tak czy owak nazbyt częste śmierci generałów służb specjalnych nasuwają bardzo smutne wnioski.

- Odnośnie czego?
- O nasuwającej się zagładzie i rozkładzie państwa rosyjskiego. W najbliższym czasie ma być przeprowadzony w Rosji powszechny spis ludności. Wobec tego miliony ludzi w Syberii mają wypełnić w ankiecie rubrykę narodowość. Już teraz wielu z nich deklaruje, że poda nie rosyjską narodowość, lecz syberyjską. Nie chcą mówić o sobie jak dawniej, że są Rosjanami, lecz że są Sybirakami. Wy tam w Moskwie macie swoją działkę, a my tu na Syberii - swoją własną. Ludzie pracujący na Syberii nie chcą podlegać Moskwie. Obserwujemy rozkład narodu rosyjskiego.
Pytam ludzi, o co się toczy wojna na Kaukazie. Po co nam ta wojna? Pewien polityk wyjaśnia mi, że Czeczeni chcą odłączyć się od Rosji. Mówię więc: a niech się odłączają. Na to mi replikują, że za Czeczenami pójdą inne narody. Pan rozumie? Sami przyznają, że wszystko się trzyma na przemocy, na krwi. Żadnej przyciągającej siły Moskwa nie posiada. Jeśli pozwolić, to wszyscy pouciekają. Czeczeni, Tatarzy, nawet Rosjanie nie chcą żyć pod władzą Moskwy. Wszystko się trzyma na strachu przed przemocą, przed śmiercią.

- Tak zawsze było. Rosja - to więzienie narodów.
- Oczywiście. Rosja pozostaje więzieniem narodów i jeśli tylko otworzą bramę, wszyscy z tego więzienia uciekną. Nawet na Syberii, gdzie niegdyś mieszkańcy uważali się za Rosjan najwyższej próby, teraz ludzie nie chcą być Rosjanami, lecz wolą być Sybirakami.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Antoni Zambrowski.


Zostań donatorem naszych publicystów:
Jeśli satysfakcjonuje Cię publicystyka Antoniego Zambrowskiego - możesz wesprzeć Naszego Autora datkiem.
Konto:
61 1240 1040 1111 0010 0042 5486
Bank PeKaO SA III O. w Warszawie
SWIFT/BIC - PKOPPLPW



Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME


Naszym Umiłowanym Przywódcom pozostało sprawiać wrażenie, że kłócą się o poważne sprawy, prawdziwe decyzje zapadają podczas spotkań Naszej Złotej Anieli, prezydenta Sarkozy'ego i prezydenta Miedwiediewa - Stanisław Michalkiewicz o szerszych perspektywach zabójstwa w Łodzi Wysłane czwartek, 21, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na temat "wojny krzyżowej":

- "Noc polityki krzyżowej" - pilot filmu TVASME o nocy konfrontacji "obrońców pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego" ze zwolennikami przeniesienia "krzyża smoleńskiego" do kościoła pw. św. Anny w Warszawie

- Polityczna awantura wokół "krzyża smoleńskiego" przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie - dzień drugi konfliktu


Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, okazało się, że ten 62-letni starowina, który zabił w łódzkim biurze Prawa i Sprawiedliwości jednego asystenta, a drugiego ciężko ranił, był konfidentem milicji i użyty czas w tym przypadku jako »był« jest niewłaściwy, bo Francuzi wymowni mają takie słuszne powiedzenie »Kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat«. Więc prawdopodobnie Ryszard C. nadal jest »w służbie«, tyle tylko, że został »obciążony« innymi zadaniami niż wtedy, gdy był cinkciarzem i taksówkarzem. Fakt, że tej zbrodni dokonał były konfident, przejęty zapewne przez którąś z razwiedek w Polsce, może WSI, może UOP/ABW (nie ma to znaczenia, która, to i tak jedna banda...), rzuca pewne światło na funkcjonowanie naszego UB-ekistanu. Dzięki temu wiemy, dlaczego ta kampania nienawiści, prowadzona od pięciu lat przeciw PiS, jest tak sprawnie koordynowana!" - Stanisław Michalkiewicz, publicysta wielu pism prawicowych i stały współpracownik naszej witryny ASME, analizuje najnowsze wydarzenia z "polskiego regionu UE".

Otóż - bez współdziałania konfidentów w merdiach, bez ich współdziałania w "salonie", bez koordynacji tych konfidentów przez ich oficerów prowadzących, tak znakomita kampania nie byłaby możliwa. Natychmiast pojawiła się zresztą reakcja po stronie ubeckiej. W reakcji na łódzkie zabójstwo pan prezydent Komorowski natychmiast wystąpił z apelem o "obniżenie poziomu agresji w życiu politycznym" i zaprosił wszystkich liderów partyjnych do siebie na naradę o tym obniżaniu agresji... Co prawda najgorsze są porady nieproszone, ale ja w czynie społecznym przypomnę panu prezydentowi, że w czasach Moliera najlepszym środkiem zaradczym na obniżenie agresji i w ogóle na obniżenie wszystkiego było... upuszczanie krwi (z czego zresztą Molier się naśmiewał)! Więc jeśli pan prezydent Komorowski naprawdę chce "obniżyć agresję w życiu politycznym", to powinien uprosić swojego szefa, "generała WSI" Dukaczewskiego, żeby ten jakiemuś swojemu oprawcy zlecił zabójstwo wicemarszałka Niesiołowskiego albo posła Palikota... Wtedy byłaby symetria i obydwie strony byłyby jednakowo pokrzywdzone przez "los"! - prognozuje Stanisław Michalkiewicz.
Podobieństwa do roku 1984 narzucają się same: wtedy też żadnych powiązań mordercy księdza Jerzego Popiełuszki Grzegorza Piotrowskiego z "innymi" nikt nie ośmielił się ujawnić, więc teraz też ów "62-letni starowina, chory na raka" Ryszard C. będzie uważany za samotnego szaleńca, który nie wiedzieć jak zaopatrzył się w pistolet gazowy, przerobił go na ostrą amunicję i tak dalej, i tak dalej... Z drugiej strony - morderstwo łódzkie jest dla Prawa i Sprawiedliwości prawdziwym darem niebios: po Dużym Smoleńsku mamy teraz Mały Smoleńsk! Podnosi to społeczne reakcje i polityczną eksploatację zbrodni na wyższy poziom, co wytworzy "siłę nośną", która wepchnie PiS w przyszłym roku w wyborach do sejmu być może w znacznie rozszerzonym składzie - przewiduje publicysta.

Nagranie trwa prawie 9 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Nasz materiał można promować na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Naszym Umiłowanym Przywódcom pozostało sprawiać wrażenie, że kłócą się o poważne sprawy, prawdziwe decyzje zapadają podczas spotkań Naszej Złotej Anieli, prezydenta Sarkozy'ego i prezydenta Miedwiediewa - Stanisław Michalkiewicz o szerszych perspektywach zabójstwa w Łodzi Wysłane czwartek, 21, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Partie Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność przygotowują się do zjednoczenia! - skrót relacji z konwentów ugrupowań w Krakowie 09.10.2010 Wysłane środa, 20, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME z imprez UPR:

- Auf Wiedersehen! - pożegnanie z UPR pod rządami ekipy prezesa Witczaka

- Ostatni Konwent UPR we Wrocławiu: w wyniku jego postanowień Stanisław Michalkiewicz oraz Janusz Korwin-Mikke opuszczają założoną przez siebie partię! - ostatnie nagranie TVASME dla WOLNA.TV (cz. 1)

- Konwent UPR we Wrocławiu: Janusz Korwin-Mikke opuszcza założoną przez siebie partię! - pilot TV-relacji

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- Dzieci są NASZE, nie PAŃSTWOWE! - demonstracje UPR w wielu miastach!

- "Niesiemy Europie wolność" - relacja z konwencji wyborczej Unii Polityki Realnej w wyborach do parlamentu unijnego

- Dzień bez samochodu - samorządowcy do autobusów! - pikieta UPR podczas Europejskiego Dnia Bez Samochodu

- Pikieta Sekcji Młodzieżowej Unii Polityki Realnej przed Pałacem Prezydenckim w dzień po referendum w Irlandii nad Traktatem Lizbońskim

W Krakowie 9 października 2010 odbyły się konwenty dwóch ugrupowań prawicowych – Unii Polityki Realnej oraz Wolności i Praworządności, w trakcie których najwyższe ich gremia podjęły uchwały o chęci zjednoczenia się w najbliższej przyszłości. Prezes WiP Janusz Korwin-Mikke złożył podziękowanie prezesowi UPR Stanisławowi Żółtkowi za przyjęcie uchwały przez Konwent UPR o podjęciu działań "zmierzających do ścisłej integracji politycznej Unii Polityki Realnej i Wolności i Praworządności, a w konsekwencji do zjednoczenia w ramach wspólnego podmiotu politycznego".

Za witryną partii Unia Polityki Realnej:

"Dziś w Krakowie odbyły się Konwentykl oraz Konwent Unii Polityki Realnej.
 
Podczas ich obrad wybrano władze centralne partii z Radą Główną na czele. W jej skład weszli: Stefan Kramarski (I Wiceprezes), Robert Maurer (II Wiceprezes), Paweł Bogdanowicz, Tomasz Dalecki, Ireneusz Dybalski, Radzisław Franczak, Jarosław Iwaszkiewicz, Paweł Maciąga, Henryk Nowakowski, Krzysztof Pawlak, Tomasz Skóra oraz Jarosław Szatan. Prezesem UPR pozostał Stanisław Żółtek.
 
Konwent głosował także w sprawie udzielenia absolutorium członkom ustępującej Rady Głównej (istniejącej od października 2009 r.). Absolutorium nie otrzymała grupa Bolesława Witczaka (byłego Prezesa) i Magdaleny Kocik (dotychczasowej I Wiceprezes), czyli osoby odpowiedzialne pośrednio lub bezpośrednio za rozbicie partii i tragiczny stan jej finansów.
 
Konwent dokonał również zmian w Statucie (m.in. można będzie, za zgodą Konwentyklu, należeć równocześnie do innej partii politycznej) oraz podjął bardzo ważną uchwałę dla przyszłości polskiej prawicy:
 
"Konwent UPR zaleca Prezesowi UPR, panu Stanisławowi Żółtkowi podjęcie działań zmierzających do ścisłej integracji politycznej Unii Polityki Realnej i Wolności i Praworządności, a w konsekwencji do zjednoczenia w ramach wspólnego podmiotu politycznego«".

Za witryną partii Wolność i Praworządność:

"W Krakowie odbył się Konwent WiP. Konwent wybrał nowe Władze Partii i przyjął uchwałę zalecającą Członkom wstąpienie do nowo tworzonej (nie: "utworzonej"!) partii UPR-WiP. (...)".


Zapraszamy do zapoznania się z najnowszym nagraniem TVASME. Wersja w najlepszej jakości - jest dostępna w Klubie TV ASME!




Partie Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność przygotowują się do zjednoczenia! - skrót relacji z konwentów ugrupowań w Krakowie 09.10.2010 Wysłane środa, 20, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Prostowanie ponownej dezinformacji - Antoni Zambrowski Wysłane sobota, 16, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Zajrzyj także:

- I część wspomnień o latach okupacji sowieckiej w PRL: "Syn czerwonego księcia" - spotkanie autorskie Antoniego Zambrowskiego w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - posłowie Autora

- CHAMY I ŻYDY RAZ JESZCZE - Antoni Zambrowski

- TRZYMAĆ SIĘ PRAWDY I NIE STRZELAĆ DO SWOICH - Antoni Zambrowski

- Dwa sety na korcie z Mijalem - wywiad z Antonim Zambrowskim

- Moje kolejne sprostowanie rodzinne - Antoni Zambrowski

Bohdan Urbankowski napisał znakomity artykuł o Jakubie Bermanie - najbliższym chyba współpracowniku Bolesława Bieruta. Są to obszerne rozważania o PRL w czasach stalinowskich, oparte o wydanej niedawno pracy Anny Sobór-Świderskiej pt. "Jakub Berman. Biografia komunisty". Artykuł swój Bohdan zatytułował Berman i jego "oprycznina".

Przypomnę, że oprycznikami nazywano w Moskwie policję polityczną cara Iwana Groźnego z Malutą Skuratowem na czele. W PRL odpowiednikiem Maluty był tow. Stanisław Radkiewicz - minister bezpieczeństwa publicznego. Specyfiką PRL-owskich układów było to, że minister Radkiewicz podlegał nie swemu bezpośredniemu zwierzchnikowi - premierowi Józefowi Cyrankiewiczowi, lecz partyjnej Komisji Bezpieczeństwa z prezydentem Bierutem na czele. Faktycznym szefem tej komisji, a zatem nadzorcą bezpieki był Jakub Berman. Stąd uzasadniony byłby tytuł artykułu o bermanowskiej opryczninie.
Aliści zasadnicza część artykułu poświęcona jest nie działalności stalinowskiej opryczniny w PRL, czyli zbrodniom bezpieki i informacji wojskowej, lecz skutkom administracyjnej opieki tow. Bermana nad kulturą polską. Był to niewątpliwie najczarniejszy okres w dziejach kultury PRL.
I tu chciałbym zgłosić Bohdanowi pod rozwagę kilka uwag krytycznych. Jak wielu historyków młodszego pokolenia, nie pamiętających dziejów postalinowskiej odwilży oraz rewolucyjnego przełomu 1956 roku w Polsce, określa on jako stalinowców ludzi, którzy owszem brali udział w stalinizacji PRL, ale później wzięli czynny udział w działalności opozycyjnej, najpierw antystalinowskiej, a następnie wręcz antykomunistycznej. Wśród wymienionych przez Bohdana nazwisk byli to Jan Kott, Wiktor Woroszylski, Witold Wirpsza, Jerzy Andrzejewski. Przy bardziej uważnym odczytaniu artykułu można by tę listę jeszcze przedłużyć. Ci ludzie za czasów stalinowskich nie byli ofiarami bierutowo-bermanowskiej opryczniny, ale z pewnością na następnych etapach dziejów PRL mieli do czynienia z Moczarową lub Kiszczakową bezpieką. Opisywanie ich jako stalinowskich opryczników bez słowa o ich dalszej ewolucji ideowej jest zatem nieporozumieniem wyraźnie dla nich krzywdzącym.
Następna uwaga dotyczy powtarzania przez Bohdana bona fide zarzutów sowieckich kontrolerów odnośnie dominacji w PPR i bierutowskim PZPR żydowskich nacjonalistów. Zamiast potraktować te ich zarzuty jako dowód na notoryczny sowiecki antysemityzm oparty na rasizmie (dla Sowietów Żydem był każdy, kto miał żydowskich przodków niezależnie od ojczystego języka, poczucia narodowego, wyznania oraz przywiązania - lub nie - do żydowskich tradycji), Bohdan powtarza owe zarzuty w dobrej wierze nie tylko wobec Bermana, ale i wielu pracowników naukowych. Towarzysze radzieccy byli mentalnie na innym etapie budownictwa socjalistycznego i nie rozumieli, jakie trudności mieli wtedy polscy komuniści w przyciąganiu polskiej inteligencji bojkotującej obcą sobie władzę narzuconą na sowieckich bagnetach. Domagali się więc wysuwania polskich etnicznie kadr, zaś ich brak traktowali nie jako skutki bojkotu władzy przez inteligencję polską, lecz wpływ żydowskiego nacjonalizmu. Mieli w dodatku złe rozeznanie w tym kto naprawdę ma w Polsce żydowskie korzenie (Nikita Chruszczow powiedział kiedyś, że za Bieruta 90% kierownictwa partyjnego stanowiły osoby narodowości żydowskiej i że on wielokrotnie zwracał na to uwagę tow. Bierutowi. W swych wspomnieniach do Żydów zaliczył on m.in. Józefa Cyrankiewicza, który jako Polak z literą P na pasiaku przeżył hitlerowski obóz w Oświęcimiu). W sprawozdaniach towarzyszy radzieckich wiele jest rzeczy wręcz niewiarygodnych. Nie wyobrażam sobie, by Jadwiga Siekierska istotnie mogła się wyrazić, iż "Polacy nie nadają się do pracy naukowej". Przyjaźniłem się na studiach w Moskwie z jej synem Erykiem Bobińskim, więc mam jakieś pojęcie o atmosferze panującej w jej domu. Jadwiga Siekierska była wdową po zamordowanym podczas stalinowskiej czystki lat 30. polskim komunistycznym intelektualiście Stanisławie Leliwie-Bobińskim i nie wierzę, by istotnie mówiła głupoty o niezdolności Polaków do nauki. Wraz ze swym partyjnym mężem padła ona ofiarą antypolskiej czystki Jeżowa w 1937 roku i stąd pewnie oszczerstwa pod jej adresem.
Ostatnie moje uwagi są pro domo sua. Neguję wpływ Romana Zambrowskiego na powstanie "Poematu dla dorosłych" Adama Ważyka, nie dlatego, bym się tego wstydził, lecz w imię prawdy. Gdyby coś byłoby na rzeczy, ojciec sam byłby się pochwalił. "Poemat dla dorosłych" był zwiastunem odwilży postalinowskiej w Polsce, popularnym wśród mego pokolenia jak żaden inny utwór literacki. Ważyk mógł być dumny z napisania tego poematu, zaś prostalinowscy dogmatycy usiłowali dorobić mu gębę, przypisując bermanowskie inspiracje. O jego nieprzemijającej wartości świadczy fakt, że w okresie po stanie wojennym znana aktorka Katarzyna Łaniewska recytowała go w kościele na spotkaniu z sympatykami podziemnej "Solidarności". Z jedną poprawką: usunęła z tekstu słowa o upominaniu się Partią o prawa ludzkie. W czasie przedpaździernikowej odwilży te słowa miały jakiś sens, ale nie miały już żadnego sensu po stanie wojennym.
Ostatnia moja uwaga wynika z niezrozumienia przez Bohdana układów partyjnych w czasach przed podjęciem przez niego działalności opozycyjnej. Pisanie o Romanie Zambrowskim, iż był prawą ręką Bermana jest oczywistą bzdurą nie tylko w kontekście sporu o inspirowanie "Poematu dla dorosłych", ale i w ogóle. Dziw bierze, że dawny działacz KPN powtarza głupoty po moskiewskiej ekspozyturze, czyli ZP "Grunwald". Roman Zambrowski był w Polsce Ludowej najpierw prawą ręką Władysława Gomułki w aparacie KC PPR, następnie prawą ręką "Gospodarza", czyli Bolesława Bieruta, po jego śmierci - prawą ręką Edwarda Ochaba i po zaraz po Październiku 1956 przez pewien czas - ponownie prawą ręką Władysława Gomułki. Roman Zambrowski był przez cały czas od 1945 roku aż do swej dymisji w 1963 roku niezmiennym członkiem Biura Politycznego i w sensie formalnym równorzędnym dygnitarzem partyjnym, co i Jakub Berman. Za Bieruta Berman był niewątpliwie ważniejszy, ale nigdy nie był zwierzchnikiem Romana Zambrowskiego.
Mimo moich uwag krytycznych jestem pełen uznania dla Bohdana Urbankowskiego za przebrnięcie przez tak opasły tom biografii Bermana i krytyczny rozbiór jego dokonań.

Antoni Zambrowski

Zostań donatorem naszych publicystów:
Jeśli satysfakcjonuje Cię publicystyka Antoniego Zambrowskiego - możesz wesprzeć Naszego Autora datkiem.
Konto:
61 1240 1040 1111 0010 0042 5486
Bank PeKaO SA III O. w Warszawie
SWIFT/BIC - PKOPPLPW



Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME


Na następne etapy potrzebne będą nowe "obrzędowości", a biuro ds. obrzędowości świeckiej przy KC PZPR już zlikwidowano! - Stanisław Michalkiewicz o kolejnych etapach "walki z nosicielami nienawiści" Wysłane środa, 13, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na temat "wojny krzyżowej":

- "Noc polityki krzyżowej" - pilot filmu TVASME o nocy konfrontacji "obrońców pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego" ze zwolennikami przeniesienia "krzyża smoleńskiego" do kościoła pw. św. Anny w Warszawie

- Polityczna awantura wokół "krzyża smoleńskiego" przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie - dzień drugi konfliktu


Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, jak wiadomo - »za komuny było lepiej«, a »było lepiej«, bo przy Komitecie Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej istniało biuro ds. »obrzędowości świeckiej«. Szkoda, że już go nie ma (chociaż może dalej istnieje, gdzieś przy razwiedce?), bo w sam raz by się teraz przydało: obrastamy w »nowe, świeckie tradycje«... Właśnie w niedzielę się objawiła najnowsza: byłą nią półrocznica katastrofy w Smoleńsku! W związku z tym odbyły się aż dwie, konkurencyjne »pielgrzymki«. Pierwsza, pod przewodnictwem pani prezydentowej Anny Komorowskiej, grupująca część rodzin ofiar katastrofy, poleciała do Smoleńska. Nie było się oczywiście bez przygód: samolot psuł się nie jeden raz, a aż dwa razy! Druga odbyła się pod Pałac Namiestnikowski, gdzie prezes Kaczyński wygłosił przemówienie, które odbiło się szalonym rezonansem - w merdiach i w »aktywie«. Ten został zmobilizowany »od komuny aż do kleru«, nawet mój faworyt, Jego Ekscelencja się odezwał oczywiście... - Stanisław Michalkiewicz, publicysta i wybitny krytyk teatralno-polityczny, komentuje najnowsze utwory przedstawiane przez trupy polityczno-aktorskie "polskiego regionu UE".

Te psucie się samolotów podważa wiarygodność samego pana prezydenta Komorowskiego, który jeszcze podczas święta 3 Maja zapewniał nas, że państwo nasze jest poważne i "zdaje egzamin"... No to jak: albo zdaje ten egzamin, albo samoloty się psują"? Osławiony profesor filozofologii Marcin Król wezwał nawet (kogo - władze państwowe chyba?), by "likwidować takie wystąpienia środkami administracyjnymi"! Na początek dla prezesa PiS przewidział słaby środek - tylko Trybunał Stanu, ale poczekajmy... Kryzys się rozwija przecież... Wszystko przed nami. Oto w Teatrze Polskim w Warszawie odbyła się impreza teoretycznie poświęcona śmierci pana Marka Edelmana, ale tak naprawdę - "przestrodze przeciw złu, które może urosnąć". Zorganizowało ją stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita. Podstawowym problemem, które było na niej rozważane, było zagadnienie "co należy bardziej respektować: wolność słowa czy dobro ogólne?". Przeważyło te drugie. Teatr Polski różne widział już komedie, ale takiej jeszcze nie! Widać, że zaczyna się nowy etap, którego dewizą jest "nie ma wolności dla wrogów wolności!". Niedługo pewnie zacznie się kolejny etap, w którym "nosiciele nienawiści" będą "likwidowani". Na następne etapy jednakże potrzebne będą nowe "obrzędowości" - stąd żal, że te biuro ds. "obrzędowości świeckiej" przy KC PZPR już nie istnieje... - mówi publicysta i krytyk teatru politykierskiego "polskiego regionu UE" Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa prawie 8 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Na następne etapy potrzebne będą nowe "obrzędowości", a biuro ds. obrzędowości świeckiej przy KC PZPR już zlikwidowano! - Stanisław Michalkiewicz o kolejnych etapach "walki z nosicielami nienawiści" Wysłane środa, 13, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Nieustępliwy bój o samorząd - prof. Jerzy Przystawa Wysłane poniedziałek, 11, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Jednomandatowe okręgi wyborcze: ja to przerabiałem, kiedy mieszkałem w Anglii i wiem, jak to znakomicie funkcjonuje - publicysta wysoko nakładowych dzienników ogólnopolskich Maciej Rybiński

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

Premier ogłosił ostateczny termin wyborów samorządowych, partie zwierają szeregi i przystępują do boju. Na wszelki wypadek wszystkie już ogłosiły swoje zwycięstwo, proporcjonalnie rzecz jasna do siły, jaką reprezentują, ale ze zwyczajową nadwyżką. Największe zwycięstwo odniesie, oczywiście, Platforma Obywatelska, tuż za nią PiS, za PiS-em SLD i na końcu chudziutkie PSL. Pozostałe partie się w mediach nie liczą, więc nawet swoich zwycięstw ogłosić nie mogły. Wybory samorządowe mają być próbą generalną przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi, więc partie robią wszystko, żeby ta próba wypadła jak najlepiej.

Z wyborami samorządowymi jest pewien kłopot, o którym się głośno nie mówi: wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast ("merów") W dwu poprzednich edycjach tych wyborów wszystkie partie polityczne poniosły kompromitującą klęskę: w wyborach roku 2002 zaledwie 25% mandatów trafiło w partyjne łapy, a w roku 2006, to już była prawdziwa katastrofa: tylko niecałe 18% "merów" objęło swoje urzędy pod partyjnym szyldem! W triumfalnie pokazywanych wyborczych statystykach o tej przykrości się nie mówi i tabelek nie pokazuje: może do głupiego pospólstwa nie dotrze świadomość, że wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych to zupełnie inne wybory i prowadzą do innych wyników? Może medialnym hałasem o partyjnych sukcesach da się jakoś sprawę wyciszyć i usunąć z pola widzenia? A może da się jakoś cichcem wprowadzić zapis ustawowy, że mandatu wójta, burmistrza czy prezydenta miasta nie można sprawować dłużej niż dwie kadencje? To by na jakiś czas rozwiązało sprawę: jest cała masa tych bezpartyjnych "merów", którzy swoje funkcje pełnią już drugą, a czasem nawet trzecią i czwartą kadencję. Taka regulacja znakomicie oczyściłaby pole i otworzyła przed partiami politycznymi świetlane perspektywy niebywałych sukcesów!

W walkę o samorząd włączył się aktywnie Prezydent Państwa i zwołał nawet do Pałacu konferencję, która ma się zająć sprawami samorządu. Prezydent jest wielkim zwolennikiem jednomandatowych okręgów wyborczych, podobnie jak Premier i cała Platforma. Niestety, chciałaby dusza do raju, a więc chciałoby się mieć JOW w wyborach do Sejmu, ale to, niestety, nie jest jeszcze możliwe: przeszkadza nie tylko oficjalna opozycja, ale nawet i oficjalny sojusznik PSL. Dlatego Pan Prezydent, jako polityczny pragmatyk i realista, pragnie wprowadzić JOW w wyborach do rad gminnych i innych. To będzie taki poligon doświadczalny: jak wszystko się uda i wyjdzie jak najlepiej, to wtedy będzie można pomyśleć, jak pokonać przeszkody na drodze JOW w wyborach do Sejmu.

Jakieś pięć lat temu miałem okazję wygłosić referat na temat JOW w wyborach samorządowych, na konferencji zorganizowanej przez Mazowiecki Oddział PO, w siedzibie partii przy ul. Nowy Świat. Przewodniczył obradom p. Bronisław Komorowski, jako szef regionalnej struktury. Postawiłem tam wtedy pytanie: a dlaczego to Sejm zajmuje się wyborami do samorządów i uchwala im ordynacje wyborcze? Czy ta sprawa nie powinna pozostawać w gestii samych społeczności samorządowych? Jakież to nadzwyczajne kompetencje posiada Sejm, żeby regulować tryb wybierania radnych gmin i ich burmistrzów? Czy gminy same nie poradziłyby sobie z tym problemem lepiej? Dlaczego nie mogą sobie wybierać swoich zarządców i legislaturę tak, jak im się podoba? Tak, jak to się dzieje w krajach, w których samorządy terytorialne powstały samorzutnie i spontanicznie, w czasach gdy tworzyły się ich państwowe struktury i konstytucje? Czy w USA sprawę ustroju samorządowego miast, gmin i stanów rozstrzyga Kongres Stanów Zjednoczonych? Czy w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej Parlament rozstrzyga sprawę wyborów burmistrza Londynu, Nottingham czy Edynburga? Albo decyduje o liczbie radnych i sposobie ich wyłaniania?

Popatrzmy na tabelkę, w której umieściłem główne miasta USA, liczbę ich mieszkańców i liczbę radnych.

Miasto | Mieszkańców | radnych

Nowy Jork | 8,4 mln | 51
Los Angeles | 3,8 | 15
Chicago | 2,9 | 50
Houston | 2,4 | 14
Phoenix | 1,6 | 8
Filadelfia | 1,5 | 10
San Antonio | 1,4 | 10
San Diego | 1,3 | 8
Dallas | 1,3 | 14
Denver | 0,6 | 13

Pomijając fakt, że Amerykanie, generalnie, dają sobie radę ze znacznie mniejszą liczbą radnych, to widzimy jasno, że nie ma tu żadnej ogólnej reguły, żadnego przepisu regulującego ilu ma być radnych czy jak mają być wybierani. Każde miasto decyduje samo jak wybierać, ilu wybierać, na jak długo, ile ma im płacić itd. Prawie wszędzie radnych wybiera się w jednomandatowych okręgach wyborczych, bo socjalistyczne pomysły "dontów" czy "santlagów" jeszcze, poza uniwersytetami, nie rozpowszechniły się w Ameryce. Np. Denver w stanie Colorado jest podzielone na 11 okręgów wyborczych, z których wybiera się 11 radnych, ale dodatkowo wybiera się jeszcze dwóch radnych z obszaru całego miasta! W jednych miastach burmistrzowie otrzymują wysokie uposażenia, ale np. w San Antonio burmistrz otrzymuje jedynie 4000 $ na cały rok, a członkom rady miejskiej przysługuje jedynie 20 dolarów za każde posiedzenie! Na ogół gminy nie wprowadzają u siebie przepisów o kadencyjności burmistrzów czy radnych, ale na przykład w Filadelfii takie funkcje samorządowe można sprawować tylko przez dwie kadencje. Czy to dobrze, czy źle, o tym nie decyduje Kongres ani żadne inne ciało centralne, lecz społeczność samorządowa.

To samo przydałoby się nam i w Polsce. Panowie! Najukochańsi Nasi Liderzy! Zostawcie samorządy samorządom! Jeśli reforma samorządowa to jedyna z wielkich reform, o których zgodnie mówicie, że jest stosunkowo udana, to dzięki temu, że jest dość szeroka liczba spraw, o których decyzje nie zapadają ani w Sejmie, ani na posiedzeniach waszych biur politycznych, ani nawet w Warszawie! Dajcie żyć gminom i ich własnym strukturom!

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


Odkorkuję Warszawę! - konferencja prasowa Janusza Korwin-Mikkego, kandydata na prezydenta Warszawy, 07.10.2010 Wysłane czwartek, 7, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Najnowsze nagrania TV ASME z Januszem Korwin-Mikkem:

- Cieszę się, że mam swojego człowieka! - Jerzy Iwaszkiewicz, dziennikarz motoryzacyjny o kandydacie na prezydenta Warszawy Januszu Korwin-Mikkem

- Kandydat na prezydenta Warszawy Janusz Korwin-Mikke oddaje hołd moskiewskiej wiktorii Polaków

- "Debaty ¶redniowieczne" - Spotkanie Drugie - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (czę¶ć 2)

- "Debaty ¶redniowieczne" - Spotkanie Drugie - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (czę¶ć 1)

- Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (pilot)

- W Stanach Zjednoczonych nie było żadnych inkubatorów przedsiębiorczo¶ci, bo po prostu nie trzeba było walczyć z systemem - Janusz Korwin-Mikke na konferencji Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczo¶ci na Politechnice Warszawskiej

- Wykład "Co to jest kapitalizm?" Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego na Politechnice Częstochowskiej 10.06.2010

- Wiec wyborczy Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Warszawie 17.06.2010

- Wiec wyborczy Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Krakowie 12.06.2010

- Debata "prezydencka" 8 z 10 kandydatów na Uniwersytecie Warszawskim 09.06.2010, zwycięzca: Janusz Korwin-Mikke!

- Chciałbym, żeby opłacało się być uczciwym człowiekiem! - spotkanie Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego z wyborcami i sympatykami w Rzeszowie 01.06.2010

- Debata prezydencka Kandydatów na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikke oraz Andrzeja "MUSTA" Olechowskiego na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego 02.06.2010

Na czwartkowej konferencji prasowej kandydat na prezydenta Warszawy Janusz Korwin-Mikke upublicznił swoje oświadczenie "Odkorkuję Warszawę!". Poniżej cytujemy je w całości, jednocześnie zapraszamy do zapoznania się z relacją TV ASME z tej konferencji.

OŚWIADCZENIE Janusza Korwin-Mikkego, kandydata na prezydenta miasta stołecznego Warszawy

To, co od lat dzieje się na warszawskich ulicach, wszyscy widzą: p. Hanna Gronkiewicz-Waltzowa wydała wojnę kierowcom i wojnę tę wygrywa. Płacimy za to my wszyscy. Również ci, którzy samochodu nie mają - ale udręczony staniem w korku mechanik za dowóz pralki liczy im nie 10 zł, a 20.

Co należy zrobić?

1. Nie wolno wszczynać prac drogowych w dwudziestu miejscach naraz. Trzeba wykonywać je w jednym miejscu, jak najszybciej.

2. Roboty nawet w jednym miejscu trzeba prowadzić intensywnie: odcinkami, oddawanymi natychmiast do użytku.

3. Prace muszą być prowadzone 24 godziny na dobę. Lepiej mieć jedną noc hałaśliwą niż przez dwa miesiące rozkopaną ulicę przed domem.

4. Terminy oddawania do użytku muszą być dotrzymywane, a kary umowne za niedotrzymanie terminu - bezlitośnie egzekwowane.

5. Ponieważ odpowiednie służby Miasta nie potrafią tego wyegzekwować, rozwiążę te wydziały, i powierzę to prywatnym firmom (zapewne złożonym z tych samych urzędników, którzy przecież potrafią znakomicie dopilnować, by kafelki w nich łazienkach kładziono równo i w terminie), które będą płatne procentem od odzyskanych sum. Będzie znacznie taniej.

6. Jeśli warszawskie firmy nie będą chciały lub umiały się dostosować - bez wahania zatrudnię amerykańskie czy chińskie. Racjonalność trzeba wymusić - i to nie nakazami, lecz przez dobroczynne działanie konkurencji.

7. Za zablokowanie jezdni, a nawet chodnika, przy pracach budowlano-remontowych przedsiębiorstwa będą musiały płacić. Dzięki tej zasadzie budowa Empire State Building odbywała się przy niezatrzymanym ruchu ulicznym.

8. Za jezdnię płacą kierowcy. Jeśli ktoś inny - firmy budowlane czy manifestanci - chcą zająć jezdnię - będą musiały za to zapłacić. Bez żadnych wyjątków. Dzięki temu „Maraton Warszawski” zapewne odbyłby się na Polach Mokotowskich, a nie na ulicach Śródmieścia! Tyczy to również demonstracji politycznych, związkowych i innych.

Doskonale wiem, że koszty tak prowadzonych robot rosną. Jednak ja będę działał jako prezydent obywateli m.st. Warszawy - a nie jak Pani Budżetowa. Bo p. Gronkiewicz-Waltzowa, przy wszystkich zaletach, ma mentalność księgowej, a nie ekonomisty ani polityka.

Czas i pieniądze warszawiaków są tak samo ważne, jak pieniądze w budżecie. Będę optymalizował nie budżet - a budżet miasta ORAZ budżet mieszkańców. Jeśli roboty kosztowałyby milion więcej, a 200.000 kierowców zyska wskutek tego po 10 złotych, wybiorę ten wariant.

Dzięki temu mieszkańcy się wzbogacą, będą żyli lepiej - choć, być może, nie domyślą się nawet dlaczego.

9. Wytoczę również proces PKP - o gigantyczne odszkodowanie za bezprawne zamknięcie przejazdów kolejowych. Np. ul. Targowa jest zablokowana m.in. dlatego, że odcięto komunikację Grochowa i Kamionka z Targówkiem i Elsnerowem przecinając ulice Wiatraczną i Chłopickiego. Te przejazdy MUSZĄ zostać otwarte - bo na takich warunkach kolej otrzymała prawo do budowy torów. I warunki koncesji złamała.


Janusz Korwin-Mikke

Nagranie trwa prawie 10 min. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości.



Nasz materiał w rankingu witryny Wykop.pl:
wykop.pl


Odkorkuję Warszawę! - konferencja prasowa Janusza Korwin-Mikkego, kandydata na prezydenta Warszawy, 07.10.2010 Wysłane czwartek, 7, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |












Donald Tusk Reformator - prof. Jerzy Przystawa Wysłane środa, 6, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Jednomandatowe okręgi wyborcze: ja to przerabiałem, kiedy mieszkałem w Anglii i wiem, jak to znakomicie funkcjonuje - publicysta wysoko nakładowych dzienników ogólnopolskich Maciej Rybiński

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

- Widzę podstawową zaletę JOW: konieczność stałej współpracy posła z wyborcą, który będzie kontrolował, czy jego reprezentant dba o najpierw państwo, potem o drogę przed domem - prezydent Poznania Ryszard Grobelny

- Mamy podstawy i uzasadnienie, żeby domagać się bezpośrednich wyborów i idących za tym uprawnień, marszałków, starostów, prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych wszystkich szczebli wojewódzkich - prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki

- Jednomandatowe okręgi wyborcze - tak powinien wyglądać dobór tych, którzy będą decydować w naszym imieniu o losach samorządowych bądź państwowych - prezydent Torunia Michał Zaleski

Media donoszą, że Donald Tusk zamierza przeprowadzić zmianę Konstytucji, a głównym elementem tej wielkiej reformy ma być zmniejszenie liczby posłów, których, według projektu Platformy Obywatelskiej, ma być teraz 300. Zmiana Konstytucji jest konieczna, ponieważ zapisano w niej, że posłów ma być 460, a liczba ta uświęcona jest już ponad półwieczną tradycją i dobrze służyła nadwiślańskiemu parlamentaryzmowi od czasów niezapomnianego Józefa Wissarionowicza. Ciekawostką jest tylko ta nowa liczba, 300, bo do tej pory Premier optował za 230, a nawet na poparcie takiej liczby zebrał gigantyczną ilość podpisów obywatelskich, w sławnej akcji "4 x TAK". Podpisy te, w uroczystej procesji, zaniósł Sejmowi i tam one utknęły, aż do ich spalenia za rządów Marszałka Marka Jurka.

Skąd ta zmiana, co skłoniło Premiera i jego doradców do działań na rzecz 300 zamiast 230? Jak pamiętam, przed rozpoczęciem owej akcji referendalnej Premier wyjaśniał liczbę 230 tym, że "będzie o połowę mniej zła"! 160 to jedynie 8/23 z 460, czyli teraz zła ma być mniej tylko o jedną trzecią? Czemu tak skromnie? Czemu nie wziąć byka za rogi i dać złu popalić jak należy? Premier, niestety, tego nam nie wyjaśnia. A przecież muszą być jakieś ważne przyczyny, zmiana konstytucji jest sprawą trudną i doniosłą, i nie może być przeprowadzana z byle powodu.
Od czego zależy liczba posłów i jaka ona powinna być? Norma przedstawicielska to liczba określająca liczbę mieszkańców przypadającą na jednego posła. Jeśli podzielimy 38 milionów Polaków przez 460, to wyjdzie nam ok. 84 tysiące na jednego posła. Gdyby posłów było 300, liczba ta wyniosłaby 128 tysięcy. A jak to jest w innych krajach?
Sporządziłem naprędce tabelkę podającą, ilu mieszkańców (w tysiącach) przypada na jednego posła w różnych krajach europejskich i pozaeuropejskich


Państwo | norma

Irlandia | 26,6
Grecja | 37,4
Szwajcaria | 38,6
Austria | 45,7
Czechy | 52,5
Izrael | 63,7
Rumunia | 70,5
Polska | 83,6
W. Brytania | 95,4
Włochy | 95,9
Kanada | 110,7
Francja | 112
Niemcy | 131,6
Hiszpania | 133,3
Australia | 148,9

Jak widzimy, Polska mieści się tu idealnie w samym środku, z normą przedstawicielską nieomal o połowę mniejszą od Australii i ponad trzykrotnie większą od Irlandii, gdyby tę normę powiększyć tak, jak teraz chce Premier, to mielibyśmy prawie dokładnie tak, jak w Niemczech. Czy o to chodzi? A w czym norma niemiecka lepsza jest od francuskiej czy brytyjskiej, nie mówiąc już o izraelskiej czy szwajcarskiej?
Normę 460 wprowadzili do komunistycznego parlamentaryzmu władcy PRL. Skąd im ta liczba przyszła do głowy? Ponieważ ustrój państwa miał imitować ustroje państw demokratycznych, więc 460 było liczbą akurat po środku i do takiej imitacji idealnie się nadawało. Jakie w końcu znaczenie mogło mieć czy posłów było 460 czy 1460? Byli oni figurantami demokracji, a posady poselskie synekurami rozdzielanymi - proporcjonalnie, a jakże! - wszystkim wyrazistym grupom społecznym. Ich przedstawicielska rola była czystą fikcją.
W demokracji, jaka nam zapanowała po roku 1989, pod tym względem nie wiele się zmieniło. Posłowie, zgodnie z zapisem konstytucji, tak jak w PRL "są reprezentantami narodu", ale de facto są funkcjonariuszami partii politycznych. Na stronie internetowej www.jow.pl (oraz na ASME - w dziale JOW: http://www.asme.pl/jow.shtml - przyp. ASME) znajdują się wywiady z kilkudziesięcioma wójtami, burmistrzami i prezydentami miast, którzy zgodnie stwierdzają, że posłowie w ich gminach dają się zauważyć, na ogół, tylko w czasie kampanii wyborczych, a poza tym ich nie ma. Jakie to ma znaczenie czy będzie ich 460, 300, 230 czy choćby tylko 120 - jak w swoim czasie proponował w Sejmie Janusz Korwin-Mikke?
Norma przedstawicielska zaczyna odgrywać rolę dopiero w przypadku wyborów w jednomandatowych okręgach wyborczych i tam jej wielkość ma znaczenie istotne. Musi ona bowiem zapewnić możliwość rzeczywistego kontaktu posła z jego wyborcami, bycia do ich dyspozycji i reagowania na ich potrzeby i dezyderaty. Wtedy już nie jest wszystko jedno, czy jeden poseł przypada na 20, czy na 100 tysięcy wyborców.

Ruch Obywatelski na rzecz JOW domaga się do Sejmu wyborów w 460 jednomandatowych okręgach wyborczych. Liczbę 460 akceptujemy, żeby uniknąć konieczności zmiany konstytucji. Uważamy, że w JOW nie będzie to zła liczba. Jest ona tylko trochę niższa od normy brytyjskiej i państwo polskie finansowo z takim nadmiarem posłów sobie poradzi. Ważne jest nie to, ilu ich dokładnie będzie, tylko jak będą funkcjonować i kogo reprezentować. Dzisiaj, przy wyborach z list partyjnych, hasło zmniejszenia liczby posłów jest wyłącznie tanim chwytem propagandowym. Tanim, ale kiepskim, bo są jeszcze ludzie, którzy pamiętają, iż Donald Tusk dopiero co obiecywał nam co innego.

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


W Pałacu Stalina wykuwa się "alternatywa polityczna", rząd uczestniczy w walkach mafii narkotykowych, a stacja TVN pozywa mnie do sądu - Stanisław Michalkiewicz o kolejnych objawach rozkładu państwa polskiego Wysłane środa, 6, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

Na temat "wojny krzyżowej":

- "Noc polityki krzyżowej" - pilot filmu TVASME o nocy konfrontacji "obrońców pomnika śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego" ze zwolennikami przeniesienia "krzyża smoleńskiego" do kościoła pw. św. Anny w Warszawie

- Polityczna awantura wokół "krzyża smoleńskiego" przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie - dzień drugi konfliktu


Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, nie ma co ukrywać: prawdziwi z nas szczęściarze! Nie tylko mamy ładną pogodę, ale i wydarzeń tyle, że można w nich przebierać jak w ulęgałkach. Nie tylko pan pułkownik Klich narzeka, że Rosjanie nie dostarczają mu dokumentów, ale wiemy, że »nigdy za dużo czujności«! Oto »Moskowskij Komsomolec« opublikował zeznanie smoleńskiego strażaka, który jako pierwszy dotarł na miejsce katastrofy i... ledwo rzucił okiem i już się przekonał, że »wszyscy zginęli«, ale to nie wszystko: zaimponował mi wyrobieniem muzycznym... Od razu rozpoznał melodie, które wygrywały telefony tkwiące w kieszeniach ofiar katastrofy! A to grały Ogińskiego, a to - skocznego krakowiaka... Warszawscy komsomolcy w »Gazecie Wyborczej« od razu te rewelacje z rewerencją powtarzają niczym w »Trybunie Ludu« za Stalina. Widać, że »nowe wraca« - dwadzieścia lat minęło, nafikaliśmy się, no i wystarczy!" - Stanisław Michalkiewicz, uważny recenzent teatru politykierskiego, komentuje najnowsze wydarzenia z jego scen i kuluarów.

Jakby tego było mało - oto rząd premiera Tuska, wydawałoby się - niemrawy i całkowicie nieruchawy, w osobie pani ministerki Ewy Kopacz podjął nieubłaganą walkę z dopalaczami nawet "niemal na granicy prawa". W ciągu doby zlikwidował za pomocą policji i innych organów naszego konstytucyjnego państwa prawnego ponad 800 sklepów z dopalaczami. Wyobrażam sobie, jak się muszą cieszyć producenci amfetaminy i innych narkotyków - bo konkurencja musi się chyba cieszyć? Rząd, wciągnięty w walki mafii pod dywanem, które towarzyszą próbom uporządkowania sceny politycznej, doprowadzi do tego, że za wszystkie te działania zapłacą podatnicy, bo już posłanka Kempa zapowiedziała, że właściciele tych sklepów i interesów z dopalaczami nie są pozbawieni szans na uzyskanie odszkodowania. Wszystko więc zakończy się wesołym oberkiem, zwłaszcza gdy "zostanie pokazana alternatywa polityczna" - mówi Stanisław Michalkiewicz.
Ta właśnie się wykluwa i odbyła pierwszy swój zajazd... w pałacu im. Józefa Stalina w Warszawie, a nie gdzie indziej! Widać ciągłość jak na dłoni... Podczas tego zjazdu wyznawców pana posła Palikota on sam ogłosił piętnastopunktowy plan zbawienia Polski. I w jednym punkcie muszę się zgodzić z posłem Palikotem - w tym, w którym mówi on, że państwa polskiego już nie ma: zgadza się z nim też pan pułkownik Klich, no i ta "walka z dopalaczami" - widać, że Polski już nie ma, jest tylko jakaś "spelunka latrones", gdzie organy naszego "demokratycznego państwa prawa" likwidują wskazanych nieubłaganym palcem przeciwników narkotykowych...
Za to nie zgodzę się ze wskazaną przez posła Palikota przyczyną tego stanu rzeczy: że "państwo jest okupowane przez Kościół" i by "brzuchaci biskupi przestali bywać na uroczystości państwowych". No to w takim razie w ferworze "dobrych chęci" wtórujący posłowi redaktor Stasiński z Gazety Wyborczej" zapomniał o swoich faworytach: Jego Ekscelencjach... A w dodatku - co z nieobecnością na tych państwowych uroczystościach przedstawicieli innych związków wyznaniowych, mówią oczywiście o rabinie Schudrichu? - uśmiecha się publicysta.
Faktycznie - Polska jest okupowana przez kogoś, ale nie jest to Kościół, ale - razwiedka... Oto dzisiaj dostałem "powiestkę" z sądu: stacja telewizyjna TVN pozwała mnie za "naruszenie dóbr tej stacji", ponieważ (według nich) napisałem w jednym swoim felietonie, że "pewna stacja jest medialną, telewizyjną ekspozyturą razwiedki"... Dlaczego akurat stacja TVN wzięła to do siebie, doprawdy nie wiem... - znowu uśmiecha się Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa prawie 10 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl:
wykop.pl


Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


W Pałacu Stalina wykuwa się "alternatywa polityczna", rząd uczestniczy w walkach mafii narkotykowych, a stacja TVN pozywa mnie do sądu - Stanisław Michalkiewicz o kolejnych objawach rozkładu państwa polskiego Wysłane środa, 6, października 2010 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |