stycznia 27, 2011 - lutego 15, 2011

Konferencja prasowa Janusza Korwin-Mikkego na temat możliwości współpracy wyborczej w tegorocznych wyborach parlamentarnych konserwatywnych liberałów z socjalistyczną partią Prawo i Sprawiedliwość Wysłane wtorek, 15, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME z Januszem Korwin-Mikkem oraz Stanisławem Michalkiewiczem:

- Pikieta w obronie oskarżonego o spalenie tzw. flagi Unii Europejskiej wiceprezesa partii Wolność i Praworządność Mieczysława Burcherta

- Pikieta antypodatkowa przed sejmem z udziałem Janusza Korwin-Mikkego oraz Stanisława Michalkiewicza - 25.01.2011

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- Wykład "Wizja Polski" Janusza Korwin-Mikkego podczas Warsztatów Analiz Socjologicznych Instytutu Socjologicznego Uniwersytetu Warszawskiego - 01.12.2010

- Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (pilot)

- Interwencjonizm państwowy: przyczyny i skutki - Janusz Korwin-Mikke jako ekspert w dyskusji Studenckiej Debaty Młodych

- Młody przedsiębiorca ma takie same prawa jak i inni przedsiębiorcy - zaimprowizowany wykład Janusza Korwin-Mikkego w Auli Spadochronowej Szkoły Głównej Handlowej

We wtorek 15.02.2011 r. odbyła się konferencja prasowa prezesa partii Wolność i Praworządność oraz założyciela i wieloletniego prezesa partii Unia Polityki Realnej Janusza Korwin-Mikkego na temat "Czy konserwatywno-liberalna Prawica może współpracować z PiS-em?".

Przedstawiamy Państwu relację z tej konferencji.

Nagranie trwa prawie 9 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna wersja w najlepszej jakości.




Nagrania TV ASME z Januszem Korwin-Mikkem


ANTYPOLONIZM - wykład Stanisława Michalkiewicza w "Klubie Inteligencji Polskiej" przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego 07.02.2011 r. (3) Wysłane sobota, 12, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- ANTYPOLONIZM - wykład Stanisława Michalkiewicza w "Klubie Inteligencji Polskiej" przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego 07.02.2011 r. (1)

- ANTYPOLONIZM - wykład Stanisława Michalkiewicza w "Klubie Inteligencji Polskiej" przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego 07.02.2011 r. (2)

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z trzecim fragmentem wykładu Stanisława Michalkiewicza wygłoszonego podczas zebrania "Klubu Inteligencji Polskiej" afiliowanego przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego w dawnej siedzibie ZBOWiD-u, obecnie - Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. Wykład dotyczył zjawiska szeroko rozumianej antypolskości, we współczesnych kręgach narodowych kojarzonych przez pojęciem "antypolonizmu". Jednak te pojęcie nie oddaje jego skali, naświetlonej przez znanego publicystę w bardzo szerokim ujęciu historycznym oraz społecznym, związanym z wydarzeniami mającymi początek w mrokach czasów Oświecenia europejskiego oraz Odrodzenia naszego społeczeństwa jako podmiotu życia politycznego na kartach współczesnej Europy - jako kontynentalnej siły sprawczej, dokonującej zmian polityczno-społecznych na naszym globie. Tej polskiej sile sprawczej od kilkuset lat starają się przeciwstawić siły innych państw, narodów i społeczeństw, uważających z sobie znanych powodów Polaków za "jakościowo gorszy składnik narodów Europy".

Nagranie trzeciej części trwa ponad 40 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


ANTYPOLONIZM - wykład Stanisława Michalkiewicza w "Klubie Inteligencji Polskiej" przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego 07.02.2011 r. (3) Wysłane sobota, 12, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













ANTYPOLONIZM - wykład Stanisława Michalkiewicza w "Klubie Inteligencji Polskiej" przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego 07.02.2011 r. (2) Wysłane piątek, 11, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z drugim fragmentem wykładu Stanisława Michalkiewicza wygłoszonego podczas zebrania "Klubu Inteligencji Polskiej" afiliowanego przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego w dawnej siedzibie ZBOWiD-u, obecnie - Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. Wykład dotyczył zjawiska szeroko rozumianej antypolskości, we współczesnych kręgach narodowych kojarzonych przez pojęciem "antypolonizmu", co jednak nie oddaje jego skali, naświetlonej przez znanego publicystę w bardzo szerokim ujęciu historycznym oraz społecznym związanym z wydarzeniami mającymi początek w mrokach czasów Oświecenia europejskiego oraz Odrodzenia naszego społeczeństwa jako podmiotu życia politycznego na kartach współczesnej Europy jako kontynentalnej siły sprawczej, dokonującej zmian polityczno-społecznych na naszym globie.

Nagranie drugiej części trwa ponad 38 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME





ANTYPOLONIZM - wykład Stanisława Michalkiewicza w "Klubie Inteligencji Polskiej" przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego 07.02.2011 r. (2) Wysłane piątek, 11, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Kto się boi "czarnego luda"? - prof. Jerzy Przystawa Wysłane czwartek, 10, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Na ten temat:

- Nagrania JOW TV i TV ASME

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 4)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 3)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 2)

- "Poseł z każdego powiatu - propozycje i perspektywy reformy prawa wyborczego" - konferencja Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW w Suchej Beskidzkiej (część 1)

- I Debata Ustrojowa - dyskusja pod patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich, p. Janusza Kochanowskiego o wprowadzeniu ordynacji JOW w wyborach parlamentarnych w Polsce - część III z udziałem publicystów największych tytułów prasowych Polski

- System proporcjonalny prowadzi do zaniku zarówno intelektualnego, jak i demokratycznego ducha organizacji partyjnych - rzecznik praw obywatelskich, dr Janusz Kochanowski

- W partiokracji wyborca nie ma nic do powiedzenia, system JOW tworzy relację między wyborcą a posłem - prezydent Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski

- Obecny system polityczny i metoda wyboru do niego przedstawicieli obywateli Rzeczypospolitej jest systemem fasadowym. Potrzebne są teraz tak duże zmiany, jak te z przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku - wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski

- Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj - IV Marsz woJOWników na Warszawę w relacji JOW TV cz. II

- IV Marsz woJOWników na Warszawę - w relacji JOW TV

- W europejskich państwach, gdzie jest ordynacja proporcjonalna, partie polityczne realizują interes swoich przywódców, a przywódcy są zblatowani z establiszmentem - Rafał Ziemkiewicz, publicysta prawicowy

- W Polsce nadszedł czas, byśmy rządzili się tak, jak wymaga tego demokracja i system gospodarki rynkowej, czyli - jednomandatowe okręgi wyborcze - Prezes Zarządu Business Centre Club Marek Goliszewski

Ta zabawa z dzieciństwa przychodzi mi na myśl, kiedy słyszę wycie płatnych wyjców nad wyborem do Senatu Henryka Stokłosy, który stał się uosobieniem "czarnego luda" w straszeniu Polaków okropnymi konsekwencjami ewentualnego wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) do Sejmu! Chwała, chwała, naszym miłościwie nam panującym, że - na wszelki wypadek - z wielką ostrożnością, wprowadzili JOW tylko w wyborach do Senatu, żeby każdy mógł się naocznie przekonać, co by nas czekało, gdyby, nie daj Boże, przez jakąś pomyłkę czy nieporozumienie, miałby być u nas wprowadzony system wyborczy taki jak w Anglii, Kanadzie czy innej Ameryce (Północnej)! A kysz! Przepadnij! Czyż nie miał racji wspaniały Aleksander Kwaśniewski, który już wiele wiele lat temu mówił nam, że Polacy jeszcze do takiego systemu nie dorośli? No i teraz mamy dowód, czarno na białym: potworny Stokłosa znowu senatorem! Wybrany zwykłą większością głosów w wyborach uzupełniających, pokonując znakomitych kandydatów Platformy Obywatelskiej, SLD i PSL! Nie wiadomo, dlaczego zabrakło w tym zbiorze przegranych reprezentanta PiS-u, ale zdaje się, że nie zdążył zebrać tylu podpisów, ile wymaga do zarejestrowania się ordynacja wyborcza.

Rozdziera szaty popularny telewizyjny komentator, Konrad Piasecki: "jednomandatowe okręgi wyborcze to jeden z największych mitów, o ile nie największy, polskiej polityki. Wiara w to, że polityk, który musi wywalczyć mandat w małej społeczności, będzie politykiem idealnym, jest i śmieszna, i straszna. Śmieszna - bo wielbicielom JOW wydaje się, że prosty zabieg wystarczy, by mieć klasę polityczną taką jak w Wielkiej Brytanii, straszna - bo rodzi potworki typu Henryka Stokłosy". Wszystko to pod wstrząsającym tytułem "JOW, czyli jak wprowadzić konia do Senatu".
Redaktor nie wyjaśnia nam, KTO tego konia do Senatu wprowadził? Owszem, pamiętamy, że kiedyś dokonał tego cesarz Kaligula, ale JOW okazują się gorsze nawet od Kaliguli: w JOW koń sam potrafi się do Senatu wprowadzić! Ciekawe, że sztuka ta nie udała się ani partiom w Polsce rządzącym, jak PO i PSL, ani znakomitej i twardej opozycji, jak PiS i SLD.
Polacy wiedzą, że nie tylko Kaligula, ale partie polityczne w Polsce sztukę wprowadzania koni do Sejmu opanowały perfekcyjnie. Nie tak dawno do Sejmu wszedł dżentelmen o odmiennej orientacji koloru skóry, w Polsce raczej nie spotykanej, na dodatek taki, który składać zdania po polsku nauczył się zaledwie parę lat temu, a głosowało na niego wielokrotnie mniej wyborców niż na Henryka Stokłosę, ale za to w znacznie większym okręgu. Nie przypominam sobie żadnych alarmów o wprowadzaniu kolorowych koni do polskiego parlamentu. Żaden to zresztą wyjątek, jest wielu posłów w Sejmie, którzy w wyborach dostali jeszcze mniej głosów od naszego nowego kompatrioty - Johna Abrahama Godsona. W istocie ok. 2/3 członków Izby Niższej nie uzyskało w wyborach więcej niż 1% głosów wyborców w ich okręgach, czyli na których glosowało nie więcej niż jeden wyborca na stu - a pomimo tego nikt - mam na myśli zawodowych komentatorów i analityków - nie rozdziera z tego powodu szat!
Czym tak strasznie naraził się tym oficjalnym wyjcom Henryk Stokłosa i dlaczego, od przeszło 20 lat, bez przerwy wylewa się na jego głowę kubły pomyj? Otóż wygląda na to, że tym, iż jest on jak gwóźdź w okrągłostołowym bucie: dostał się na scenę publiczną, do parlamentu, WBREW wszystkim uczestnikom historycznego porozumienia, bez pozwolenia, bez pytania nikogo o zgodę. Jest to jedyny tego rodzaju przypadek, a raczej, może należałoby powiedzieć: wypadek. Ja sam początkowo myślałem, że dlatego, iż poparła go umierająca PZPR, która w umowie zrezygnowała z miejsc w Senacie, zapewniając sobie 2/3 miejsc w Sejmie. Otóż wychodzi na to, że nieprawda: Henryk Stoklosa, jak czytam w Wikipedii, został z PZPR usunięty jeszcze w roku 1982! Nie wiem, za co został usunięty, ale pomimo tego jakoś sobie radził i dorobił się majątku na swoim "Farmutilu", który jest firmą najzupełniej wyjątkową, bo utrzymuje się w biznesie od ponad 30 lat i wciąż daje sobie radę. Pomimo nieustających szykan policyjnych, prokuratorskich, skarbowych, dziennikarskich i innych!

Nie mam zamiaru opisywać wszystkich szykan i represji, jakie stosowano wobec Henryka Stokłosy, aczkolwiek wydaje się, że przy nich bledną represje i szykany zastosowane wobec innego słynnego biznesmena Romana Kluski. W końcu Roman Kluska spędził w areszcie tylko 48 godzin, podczas gdy Henryka Stokłosę trzymano w więzieniu, bez sądu i wyroku, cały rok. Był w naszej historii pan Samuel Łaszcz, oboźny koronny, który kazał sobie delię podbić wyrokami sądowymi. Podobnie mógłby postąpić senator Stokłosa, bo pisze się o 21 zarzutach prokuratorskich, jakie na nim ciążą. Tylko do wyroków jakoś wciąż dojść nie może.
W wyborach uzupełniających do Senatu w pilskim był do wzięcia tylko jeden mandat. W wyborach jednomandatowych, aby wygrać, trzeba być człowiekiem znanym wyborcom i jeszcze znanym z dobrej strony. Za konkurentów miał Stokłosa kandydatów rządzących partii politycznych, które maja do dyspozycji wszystkie media i publiczne pieniądze. Te media przez 20 lat nie ustawały w trudzie zniechęcania Polaków do osoby biznesmena z Piły i przedstawiania go od najgorszej strony. I otóż ten pilski "motłoch polski" zagłosował inaczej niż sobie życzą TVP, TVN, Polsat i wszyscy inni! I to jest to straszne, przerażające memento, jakie słychać z Piły: że gdy będą JOW, to wtedy nie będzie KASY dla wspaniałych redaktorów tych wszystkich stacji telewizyjnych, dla tych wszystkich usłużnych pismaków, którzy za pieniądze potrafią każdemu wymalować gębę taką, że rodzona matka nie pozna! W JOW decydować będą wyborcy - rzecz w III RP niesłychana!

Przypadek Henryka Stokłosy potwierdza to, o czym wiemy z wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast: w okręgach jednomandatowych nie liczy się przynależność partyjna kandydata, ale jego obraz w oczach wyborców! To dlatego już trzykrotnie, w latach 2002, 2006 i 2010 ok. 80% wójtów burmistrzów i prezydentów miast wybranych zostało poza kluczem rządzących partii politycznych!

Straszna sprawa, niesłychane rzeczy! Ale o to właśnie chodzi: żeby Polska była wreszcie "pospolitą rzeczą" swoich obywateli, a nie latyfundium zarządzanym przez karbowych nie wiadomo z czyjego nadania

Jerzy Przystawa

Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.

Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW


ANTYPOLONIZM - wykład Stanisława Michalkiewicza w "Klubie Inteligencji Polskiej" przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego 07.02.2011 r. (1) Wysłane czwartek, 10, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













ANTYPOLONIZM - wykład Stanisława Michalkiewicza w "Klubie Inteligencji Polskiej" przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego 07.02.2011 r. (1) Wysłane czwartek, 10, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z początkiem wykładu Stanisława Michalkiewicza wygłoszonego podczas zebrania "Klubu Inteligencji Polskiej" afiliowanego przy Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego w dawnej siedzibie ZBOWiD-u, obecnie - Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. Wykład dotyczył zjawiska szeroko rozumianej antypolskości, we współczesnych kręgach narodowych kojarzonych przez pojęciem "antypolonizmu", co jednak nie oddaje jego skali, naświetlonej przez znanego publicystę w bardzo szerokim ujęciu historycznym oraz społecznym związanym z wydarzeniami mającymi początek w mrokach czasów Oświecenia europejskiego oraz Odrodzenia naszego społeczeństwa jako podmiotu życia politycznego na kartach współczesnej Europy jako kontynentalnej siły sprawczej, dokonującej zmian polityczno-społecznych na naszym globie.

Nagranie trwa ponad 41 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Lekarze bezpieki - Tadeusz M. Płużański Wysłane środa, 9, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Na temat bandyty komunistycznego Stefana Michnika:

- Stefan Michnik aresztowany - Tadeusz M. Płużański

- To ostatni moment, aby prócz sędziego Stefana Michnika, ścigać innych komunistycznych oprawców - nie tylko w Szwecji, ale także w Polsce Mordy katowickiej bezpieki - Tadeusz M. Płużański

- Nie będzie ekstradycji Stefana Michnika - Tadeusz M. Płużański

- OCZEKUJEMY KOLEJNYCH EKSTRADYCJI KOMUNISTYCZNYCH ZBRODNIARZY - STEFANA MICHNIKA I JÓZEFA BIKA VEL BUKARA O TYCH, KTÓRZY SCHRONILI SIĘ W SZWECJI - Tadeusz M. Płużański


Inne materiały związane z tematem bandytów komunistycznych:

- Jerzy Kędziora - sadysta z bezpieki - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (10) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (9) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (8) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (7) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (6) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie, cz. 5 - Tadeusz M. Płużański

- Bestie, cz. 4 - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (3) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (2) - Tadeusz M. Płużański

- Mordercy narodu polskiego - Tadeusz M. Płużański

- "Generał smród" skazany - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

Z ludzi pracujących w więzieniu mokotowskim w czasach stalinowskiej nocy żyje jeszcze Ryszard Mońko - w Hrubieszowie i Stefania Jabłońska - w Warszawie. Przyglądali się śmierci polskich patriotów, często pomagali im odejść... Kazimierza Jezierskiego z Mońką połączył na zawsze mord na rotmistrzu Witoldzie Pileckim. Jabłońska do dziś jest uważana za wybitnego naukowca.

"Mąż Wiery Gran był oficerem bezpieki. Porucznik Kazimierz Jezierski to była postać mająca wpływy, mogące jej pomóc przed stalinowskim sądem i gdyby niszczył ją jakiś muzyk. Brał udział w egzekucji polskich bohaterów, takich jak np. rotmistrz Pilecki, który poszedł na ochotnika do Auschwitz" - powiedział ostatnio w jednym z wywiadów Andrzej Szpilman, syn Władysława "Pianisty" Szpilmana. Szpilman junior odpowiedział w ten sposób na zarzuty Wiery Gran (właściwie Weroniki Grynberg), o to, że Szpilman senior kolaborował czasie wojny z Niemcami. Przez wiele powojennych lat takie samo oskarżenie miotano właśnie wobec Gran. W obu przypadkach wina nie została udowodniona.

Zaufany człowiek władzy

W czasie wojny obojgu przyszło żyć w warszawskim getcie. Ona śpiewała, on jej akompaniował. Oboje przeżyli - głównie dzięki pomocy Polaków. Gdyby Gran nie była polską Żydówką, pewnie prócz kolaboracji wytoczono by jeszcze cięższe działa - że jest antysemitką. A Szpilmana - gdyby po wojnie nie pracował w Polskim Radiu, tylko robił karierę w UB, pobyt w getcie całkowicie by usprawiedliwiał. Ale wróćmy do Kazimierza Jezierskiego.
Gdy sięgnąć do dokumentów, faktycznie okazuje się, że jako porucznik UB uczestniczył w zamordowaniu bohaterskiego rotmistrza Witolda Pileckiego. Jest podpisany - jako por. dr hab. - pod protokołem wykonania wyroku śmierci z 25 maja 1948 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Towarzystwo ma doborowe. Na pierwszej pozycji figuruje naczelnik więzienia - por. Ryszard Mońko. Faktycznie był zastępcą naczelnika - Alojzego Grabickiego. Na trzeciej - ks. Wincenty Martusiewicz. Strzelał Piotr Śmietański - dowódca jednoosobowego plutonu egzekucyjnego. I tu jedna ciekawostka - Pilecki w czasie wojny używał pseudonimu Jezierski. To potworny chichot historii.
Prawie dwa lata później, 1 marca 1951 r., Kazimierz Jezierski, już jako kapitan, był obecny przy egzekucji członków IV Zarządu WiN. Od strzału w tył głowy zginęli: Łukasz Ciepliński, Adam Lazarowicz, Mieczysław Kawalec, Józef Rzepka, Franciszek Błażej, Józef Batory, Karol Chmiel. Tym razem strzelał następca Śmietańskiego, kolejny kat Mokotowa - Aleksander Drej.
Ponad rok później, 7 czerwca 1952 r., także na Rakowieckiej, brał udział w mordzie na Karolu Sęku, komendancie Okręgu Podlaskiego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Na śmierć skazał go sędzia Stefan Michnik, który pod odmowie ekstradycji przez Szwecję, do końca życia będzie sobie spokojnie żył w Uppsali pod Sztokholmem.
Ale kim był Kazimierz Jezierski, skoro komuniści dopuścili go do egzekucji kluczowych wrogów? Na pewno ważną figurą, zaufanym człowiekiem władzy.
"Jan Sęk już dawno usiłować odnaleźć Kazimierza Jezierskiego. Dowiedział się, że lekarz wyemigrował do USA, ma szeroką praktykę w stanie New Jersey" - napisała dziennikarka Małgorzata Szejnert ("Śród żywych trupów", Londyn 1990). A więc Jezierski to lekarz, dodajmy: ubecki lekarz. Co w takim razie robił u boku słynnej piosenkarki Wiery Gran?

Wyciągnął ją z getta

Odpowiedź znajdujemy w tekście Justyny Daniluk "Czy istnieje prawda o Wierze Gran?" w "Dzienniku Polskim": "Z ogarniętej pożogą wojenną Warszawy wywiózł ją Kazimierz Jezierski, syn lekarza jej matki, który niejako "przejął" opiekę nad nią po śmierci ojca. (...) Pojechali. Na wschód, do Lwowa. Kazik zrobił z niej swoją żonę. Żyli jak małżeństwo. Później niejednokrotnie ratował jej życie. Nigdy nie dziękowała, w końcu dostał to, co chciał - ją, na paręnaście ładnych lat. We Lwowie została zaangażowana do Klubu Artystów. Pracowała. Większość aktorów, których wojna zastała na wschodzie, pracowało na chwałę powstającej potęgi Związku Sowieckiego. Były to w dużej mierze tendencyjne występy, prosowieckie".
Ale w warszawskim getcie pozostała jej matka i siostry: "Wiera, szalejąca z rozpaczy i ze zmartwienia, wróciła z Jezierskim do Warszawy - tam zapłaciła, żeby wejść do getta. Była z matką. Powodziło jej się dobrze, była tamtejszą gwiazdą - żydowską, ale gwiazdą". I dalej: "Z getta w ostatniej chwili wyciągnął ją Jezierski, który sam, chociaż też był Żydem (co do końca życia ukrywał), to funkcjonował jako aryjczyk, na legalnych papierach. Wywiózł ją do Babic, gdzie została do końca wojny - osowiała, nie swoja, z przefarbowanymi na blond włosami, odmieniona. Nie mogła nigdzie wychodzić, za dużo ludzi pamiętało piękną Wierę Gran. Matka i siostry zginęły w Treblince".

Szczepionka Fiłatowa

Naczelnik więzienia mokotowskiego Alojzy Grabinki mówił: "Szpital więzienny na Mokotowie był całkowicie w dyspozycji Departamentu Śledczego i Departamentu X. Wstępu tam nie mieliśmy".
Lekarka Kamińska, specjalistka chorób wewnętrznych i anatomii patologicznej, która pracę na Mokotowie rozpoczęła 15 lipca 1945 roku, opowiadała o personelu szpitala. Komendantem był dr Charbicz [płk dr Charbicz, właściwie Marek Heberman - TMP], potem płk dr Maksymilian Kasztelański, następnie płk dr Ludwik Garmada. Wśród lekarzy etatowych wymieniła chirurga Kazimierza Jezierskiego i dermatologa Stefanię Jabłońską.
Oddajmy głos więźniowi Władysławowi Minkiewiczowi ("Mokotów, Wronki, Rawicz. Wspomnienia 1939 - 1954", Warszawa 1988): "Na "ogólniaku", który jako część więzienia śledczego także podlegał Różańskiemu, rządził naczelnik czy może komendant Grabicki. Jego prawą ręką był oficer od specjalnych zadań, zwany przez nas "specem" [wspomniany już Ryszard Mońko - TMP]. Obaj byli niezbyt rozgarnięci, ale niezwykle gorliwie wykonywali powierzone im obowiązki. W szczególnych wypadkach potrafili znęcać się nad więźniami, jak np. po głośnej próbie ucieczki więźniów skazanych na śmierć, kiedy co pewien czas zjawiali się w celi, gdzie osadzono skutych kajdankami i rozebranych do naga Władysława Siłę-Nowickiego, Hieronima Dekutowskiego ("Zaporę"), "Rysia", "Żbika" i chyba jeszcze kilku innych". I dalej: "Grabicki pilnował, żeby podległy mu personel rygorystycznie przestrzegał regulaminu więziennego, a przy tym zawsze dbał o to, by w miarę możności ograniczać wypływające zeń przywileje. (...) W niemal wszystkich przypadkach komendant szpitala, oczywiście ubek, nakazywał stosować uniwersalny w jego mniemaniu lek - oczywiście sowiecki - szczepionkę Fiłatowa. Polegało to na tym, że nacinało się skórę pacjenta, żeby włożyć pod nią wycinek z łożyska rodzącej matki. Mnie stosowano tę szczepionkę dwukrotnie, ale niestety nie przyczyniła się ona do poprawy mego zdrowia w najmniejszym nawet stopniu. (...) Znienawidzona chyba przez wszystkich, którzy mieli z nią do czynienia, ale za to ceniona przez władze więzienne, była doktor Szembergowa".

Podpisywała wyroki

W "Polskim almanachu medycznym" za 1956 rok figuruje kilku lekarzy, pracujących na Mokotowie:
Małgorzata Szemberg (dyplom w Wiedniu, 1938), psychiatra II st.;
Guta Cygielman (dyplom w Warszawie, 1952), psychiatra I st.;
Stefania Jabłońska (dyplom we Frunze, 1942)
Z tą ostatnią rozmawiała Małgorzata Szejnert:
"Lekarze - mówię - musieli jednak stwierdzać zgon. Nie dochodziły do nich wiadomości o tym, co dzieje się potem z ciałami?
Nigdy nie byłam przy egzekucji. Lekarzom kobietom udawało się tego unikać.
Nigdy nie podpisywała pani protokołu wykonania wyroku śmierci?
Raz, może dwa razy... Ale nie byłam przy tym.
Czy ktoś panią zastępował?
Brał to na siebie taki miły ksiądz, kapelan więzienny. Nie pamiętam nazwiska... [prawdopodobnie chodzi o wspomnianego już kpt. Wincentego Martusiewicza - TMP]
Mówi, że starała się trzymać od tego jak najdalej. Zresztą, nie miała w więzieniu etatu. Przychodziła dwa razy w tygodniu do ambulatorium dla więźniów".
Pisaliśmy już, że Stefania Jabłońska "etatowcem" na Mokotowie była. W latach 1947 - 1949 zatrudniał ją VI Departament Więziennictwa MBP. Według innych źródeł należała do najbardziej zaufanych lekarzy bezpieki na Rakowieckiej.
Kazimierza Jezierskiego i innej lekarki z Mokotowa - Estery Steinberg w żadnym spisie lekarzy nie ma.

Na miejsce
prof. Grzybowskiego


Stefania Jabłońska była asystentką prof. Mariana Grzybowskiego, szefa warszawskiej Kliniki Dermatologii, naukowca europejskiej sławy. Kiedy w 1949 r. UB aresztował go w związku ze "szpiegowską" sprawą gen. Stanisława Tatara i wkrótce zmarł w więzieniu mokotowskim (oficjalna wersja - samobójstwo, prawdopodobnie zamordowany) Jabłońska błyskawicznie zajęła jego miejsce.
Marian Grzybowski, syn lekarza, w 1918 r. walczył w szeregach Dowborczyków, potem w Wojsku Polskim. W czasie drugiej wojny światowej kierował Kliniką Dermatologii, pracował w Delegaturze Rządu, organizował tajne nauczanie, ukrywał AK-owców. Walczył w Powstaniu Warszawskim (zginął w nim jego młodszy brat Józef - zastrzelony przez własowców). Po wojnie związany z niepodległościowym podziemiem.
Stefania Jabłońska (właściwie Rachela "Szela" Ginzburg) żyje do dziś. Też pochodziła z rodziny lekarskiej. Medycynę studiowała od 1938 r. w Warszawie, potem w okupowanym przez Sowietów Lwowie, a następnie w Charkowie i we Frunze (Kirgistan). Służyła w Armii Czerwonej, w której również doskonaliła się medycznie. Do Warszawy wróciła w 1946 r. już jako Stefania Jabłońska. Rozpoczęła pracę w Klinice prof. Grzybowskiego, a zarazem w Urzędzie Bezpieczeństwa, wzorem swojej siostry, męża siostry i własnego męża. W przyspieszonym tempie zdobywała stopnie naukowe. 1950 doktorat. 1951 habilitacja. 1952 profesura. W maju 1949 pozwolono jej wyjechać na stypendium do USA. Do PZPR wstąpiła w maju 1950 r., dzięki protekcji rodziny Jakuba Bermana. W 1990 r. Rachela Ginzburg przeszła na emeryturę jako autorka wielu podręczników akademickich, jeden z najczęściej cytowanych polskich naukowców, wychowawczyni kilku pokoleń lekarzy. Do dziś jest honorową przewodniczącą Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego.

"Żeby śladu nie zostało"

Kazimierz Jezierski, ubecki lekarz, mąż Wiery Gran zmarł w 1994 r. w Podkowie Leśnej. 16 lat później to samo spotkało innego specjalistę z Rakowieckiej: "27 stycznia 2010 roku w Warszawie zmarł nasz Tata Ludwik Garmada, Dr nauk medycznych, żołnierz Powstańczych Służb Sanitarnych, pułkownik Wojska Polskiego" - napisała w nekrologu rodzina.
Ubeckie ofiary nie umierały naturalnie: "Wywołanego z tobołkiem w ręku prowadzono do małej celi w suterenie zachodniego skrzydła głównego gmachu, zwanego potocznie »Ogólniakiem«. Stąd około północy co najmniej trzech strażników prowadziło skazańca do starej kotłowni w południowo-zachodniej części podwórza więziennego" - napisał Stanisław Krupa w książce "X Pawilon. Wspomnienia AK-owca ze śledztwa na Rakowieckiej". - "Trzymany pod ręce przez dwóch strażników wchodził do środka. Kiedy przekroczył próg - padał strzał w tył głowy, w potylicę. Na ogół jeden strzał wystarczał. Ci, co zabijali, mieli wprawę, nie chybiali, za pierwszym strzałem rozwalali mózg. Człowiek walił się bezwładnie na przesiąkniętą krwią podłogę. Działano szybko, bez żadnych formalności, po cichu; stare grube mury głuszyły huk strzałów, nikt niepożądany nie wiedział, że tu na Mokotowie przed chwilą wykonano wyrok śmierci, że zabito człowieka".
Uczestniczący często w tym cichym "spektaklu" naczelnik Alojzy Grabicki: "W wypadku śmierci więźnia przebywającego do dyspozycji Departamentu Śledczego lub Departamentu X otrzymywałem każdorazowo dyspozycje od kierownictwa tych departamentów w sprawie pogrzebania zwłok. W niektórych wypadkach zezwalano na wydanie zwłok rodzinie, a w innych wypadkach było polecenie pogrzebania zwłok przez administrację więzienia. Początkowo administracja więzienia grzebała zwłoki zmarłych więźniów na cmentarzu na Służewcu, a od pewnego czasu - daty nie pamiętam - zwłoki więźniów grzebaliśmy na cmentarzu komunalnym na Powązkach".
Stanisław Krupa: "Przed świtem "Ślepy Oleś" krytym konnym furgonem - takim jak do śmieci - wywoził trupa na... Tu szeptana informacja była dwojaka: jedni mówili, że gdzieś na Służewiec; inni, że na Okęcie. Czy tu, czy tam - grzebano jednakowo. Równano grób z ziemią, żeby śladu nie zostało".

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Pikieta w obronie oskarżonego o spalenie tzw. flagi Unii Europejskiej wiceprezesa partii Wolność i Praworządność Mieczysława Burcherta Wysłane środa, 9, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |











Hołotę trzeba uczyć rozumu! - Stanisław Michalkiewicz apeluje o bojkot książek wydawnictwa "Znak" Wysłane środa, 9, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, wydarzenie, któremu chcę poświęcić chwilę uwagi już właściwie trochę się zdezaktualizowało, ale jego skutki trwają nadal! Bardzo ładnie za to pokazują podszewkę naszej młodej demokracji. Mam na myśli przygotowania do głosowania w sejmie nad wotum nieufności wobec ministra obrony Bogdana Klicha. Losy tego głosowania nie były tak wyraźne z uwagi na chwiejne stanowisko Polskiego Stronnictwa Ludowego. W momencie gdy przyszłość pana Klicha wydawała się być zagrożona, pojawił się »przeciek«: jakiś anonimowy oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego miał powiedzieć niektórym mediom, że ABW posiada jakieś kompromaty na wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka z PSL. Szumek się zrobił, burza w szklance wody, na takie dictum klub parlamentarny PSL zarządził dyscyplinę głosowania w tej sprawie. W ten sposób nasza młoda demokracja »zyskała na przewidywalności«, a premier Tusk oświadczył, że on żadnej notatki od ABW w sprawie kompromatów na prezesa PSL Waldemara Pawlaka - nie otrzymał. To pokazuje, w jaki sposób »przecieki niekontrolowane« nie tylko takiej demokracji jak nasza - młodej, ale i starym - sprzyjają ich »przewidywalności«" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik witryny ASME, opisuje jedno z ostatnich doniosłych wydarzeń z kuluarów teatru politykierskiego "polskiego regionu UE".

Następne wydarzenie - to spotkanie przywódców państw Trójkąta Weimarskiego w Wilanowie. Trójkąt czy to Weimarski czy to małżeński - jest figurą kłopotliwą. Przypomina to sytuację, kiedy to na początku wieku XIX różne osobistości polskiego życia politycznego w nadziei, że oto wtedy w oko cesarzowi Napoleonowi wpadła pani Walewska - popychały ją do łóżka cesarza w nadziei, że "z tego seansu" sposób powstanie "Polska od morza do morza". Wtedy oczywiście nic takiego nie powstało poza tym, że kilka osobistości wydoskonaliło się w rzemiośle rajfurskim. Podobna sytuacja zaistniała teraz: pan prezydent francuski Sarkozy bardzo chwalił pana prezydenta Komorowskiego, że ten beż żadnego "wpychania", jednym susem "wskoczył w objęcia premiera Włodzimierza Putina". Francja zawsze miała taką pewną predylekcję do Rosji... Z jednej strony brutalność i chamstwo Rosji Francję przeraża, ale z drugiej - ją pociąga! Jednak może dojść do brutalnego "zgwałcenia" Francji przez Rosję, stąd inklinacja francuskich prezydentów, by do takich "bliskich spotkań trzeciego stopnia" między Francją a Rosją dochodziło za pomocą polskich przedstawicieli. Stad te pochwalne recenzje, jakie zebrał prezydent Komorowski od prezydenta Sarkozy'ego. I dlatego nasz kraj w polityce francusko-niemieckiej jednak pewną rolę ma do wypełnienia, może nie jest to rola specjalnie zaszczytna, ale los nam taki wypadł i nic na to na razie nie możemy poradzić... - uśmiecha się publicysta.
Z ostatniej chwili - warto skupić się na doniesieniach, że "światowej sławy historyk" Jan Tomasz Gross, widocznie jakoś naciskany przez wydawnictwo "Znak", które troszeczkę poczuło się skonfudowane odgłosami protestów, zredukował liczbę ofiar "polskiego antysemityzmu" z 200.000 do "zaledwie kilkudziesięciu tysięcy"... Jak trochę cierpliwości wykażemy, być może zredukuję tę liczbę jeszcze bardziej? Widocznie fusy trochę mu się zamąciły i nie wiedział, jaką liczbę z nich wywróżyć. Ważne jest jedno: pani dyrektor wydawnictwa "Znak" przeprosiła wszystkie osoby, które mogłyby się poczuć dotknięte książką Grossa, ALE przy okazji powiedziała, że "dochód z tej książki będzie przeznaczony na cele społeczne", Czyli - jednak LICZY NA DOCHÓD Z TEJ KSIĄŻKI! Jedyną odpowiedzią, którą można skomentować te nadzieje pani dyrektor wydawnictwa "Znak", jest WEZWANIE "pocałujta... wójta!". Mam nadzieję, że te wydawnictwo żadnych dochodów ze sprzedaży książki "światowej sławy historyka" Grossa - nie uzyska (chyba że cały nakład tej książki na pniu wykupiłaby Ambasada Izraela w Polsce)! Będę wszystko robił i namawiał Państwa, byście namawiali także innych ludzi do bojkotowania nie tylko tej książki, ale także innych książek wydawnictwa "Znak", bo hołotę trzeba uczyć rozumu! - apeluje Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa ponad 10 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Hołotę trzeba uczyć rozumu! - Stanisław Michalkiewicz apeluje o bojkot książek wydawnictwa "Znak" Wysłane środa, 9, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |














Pikieta w obronie oskarżonego o spalenie tzw. flagi Unii Europejskiej wiceprezesa partii Wolność i Praworządność Mieczysława Burcherta Wysłane poniedziałek, 7, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Najnowsze nagrania TV ASME z Januszem Korwin-Mikkem:

- "Debaty średniowieczne" - Spotkanie Drugie - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (część 2)

- "Debaty średniowieczne" - Spotkanie Drugie - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (część 1)

- Walczymy z von Fiskusem - Janusz Korwin-Mikke na polach Grunwaldu 15 - 17.07.2010 r. (pilot)

- W Stanach Zjednoczonych nie było żadnych inkubatorów przedsiębiorczości, bo po prostu nie trzeba było walczyć z systemem - Janusz Korwin-Mikke na konferencji Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości na Politechnice Warszawskiej

- Wykład "Co to jest kapitalizm?" Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego na Politechnice Częstochowskiej 10.06.2010

- Wiec wyborczy Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Warszawie 17.06.2010

- Wiec wyborczy Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego w Krakowie 12.06.2010

- Debata "prezydencka" 8 z 10 kandydatów na Uniwersytecie Warszawskim 09.06.2010, zwycięzca: Janusz Korwin-Mikke!

- Chciałbym, żeby opłacało się być uczciwym człowiekiem! - spotkanie Kandydata na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikkego z wyborcami i sympatykami w Rzeszowie 01.06.2010

- Debata prezydencka Kandydatów na Prezydenta RP Janusza Korwin-Mikke oraz Andrzeja "MUSTA" Olechowskiego na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego 02.06.2010

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

W poniedziałek 07.02.2011 r. przed sądem rejonowym dla Warszawy Śródmieścia odbyła się pikieta byłych organizatorów happeningu "spalenia tzw. flagi Unii Europejskiej" z 30 listopada 2009 r., w wyniku którego odpowiedzialny za ówczesną demonstrację p. Mieczysław Burchert, wiceprezes partii Wolność i Praworządność, został obwiniony przez Policję warszawską o "stworzenie niebezpieczeństwa pożarowego" na ulicy Krakowskie Przedmieście przed bramą Uniwersytetu Warszawskiego. Pikieta z 7 lutego 2011 r. miała uświadomić opinii publicznej niebezpieczeństwo powrotu do praktyk zwalczania opozycji politycznej z czasów pierwszej PRL w dobie obecnej PRL-bis i tworzenia precedensów służących haniebnym praktykom kneblowania wypowiedzi politycznych wymierzonych przeciw Związkowi Socjalistycznych Republik Europejskich, jak środowisko konserwatywno-liberalne określa Unię Europejską.

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z relacją TV ASME z tego wydarzenia. Link do relacji TVASME/WOLNA.TV z "Happeningu partii Wolność i Praworządność - »Ostatniego dnia palenia flagi UE!«" został umieszczony w odnośnikach zbiorczych przy niniejszym artykule.

Nagranie trwa ponad 16 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja relacji w najlepszej jakości.




Przed warszawskim sądem rozpoczął się proces Jerzego Kędziory, ubeckiego sadysty z Mokotowa i Miedzeszyna
Komunistyczny bandyta zostanie skazany? - Tadeusz M. Płużański
Wysłane niedziela, 6, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Inne materiały związane z tematem bandytów komunistycznych:

- Jerzy Kędziora - sadysta z bezpieki - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (10) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (9) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (8) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (7) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (6) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie, cz. 5 - Tadeusz M. Płużański

- Bestie, cz. 4 - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (3) - Tadeusz M. Płużański

- Bestie (2) - Tadeusz M. Płużański

- Mordercy narodu polskiego - Tadeusz M. Płużański

- "Generał smród" skazany - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

Oskarżam Jerzego Kędziorę o prześladowanie Władysława Jedlińskiego i Wacława Sikorskiego. Jako starszy oficer śledczy MBP znęcał się nad nimi, bił gumą, przypalał papierosami, stosował przysiady, kopanie po nerkach, karcer. Oskarżony był funkcjonariuszem państwa totalitarnego, realizował politykę tego państwa i dopuścił się przestępstw z pobudek politycznych. Takiej treści akt oskarżenia przeciwko byłemu oficerowi śledczemu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego odczytała prokurator Instytutu Pamięci Narodowej 20 stycznia br.


Do końca nie było wiadomo, czy w ogóle proces się rozpocznie. Poprzednia, grudniowa rozprawa została przełożona ze względu na chorobę oskarżonego. Tym razem Kędziora przyszedł razem ze swoim obrońcą. Wyglądał na zdrowego, wypoczętego, popijał sobie soczek. Już na początku adwokat złożył wniosek o umorzenie sprawy ze względu na przedawnienie.
Zaoponowała prokurator IPN, argumentując, że prócz zbrodni komunistycznej Kędziora dopuścił się także zbrodni przeciwko ludzkości, która przedawnieniu nie uległa. Podobnie pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego Wacława Sikorskiego, która tłumaczyła, że w tego typu sprawach obowiązująca jest wykładnia Sądu Najwyższego, zastosowana wcześniej wobec Adama Humera. A od tego czasu ustawodawstwo się nie zmieniło.

Sprawa Humera była dawno

- Sprawa Humera była dawno i miała inny charakter. Wówczas oskarżony nie został objęty aktem oskarżenia. O czymś to świadczy - próbował jeszcze atakować adwokat Kędziory. W oryginalny sposób starał się również podważyć kwalifikację prawną: że definicja zbrodni przeciwko ludzkości nie jest w akcie oskarżenia przytoczona w całości.
Prokurator IPN: - Nie było powodu, aby ten wywód przytaczać w całości, gdyż jest znany i dostępny.
Pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego Wacława Sikorskiego, wobec uporczywego stanowiska obrony, zacytowała definicję zbrodni przeciwko ludzkości: Poważne prześladowania skierowane przeciwko określonej grupie społecznej. Oskarżony działał na masową skalę przez kilka lat - był prawą ręką Różańskiego. Prócz Władysława Jedlińskiego i Wacława Sikorskiego prześladował wielu innych działaczy niepodległościowych struktur, np. Hieronima Dekutowskiego "Zaporę" i Władysława Siła-Nowickiego.
Adwokat Kędziory zaczął się wycofywać: - Nie mówiłem, że stan prawny od sprawy Humera się zmienił. Ale uparcie powtarzał, że przywoływanych teraz zarzutów nie ma w akcie oskarżenia.
Na to zareagował Wacław Sikorski: - Znam wiele osób, z którymi siedziałem, a których tłukł Kędziora. Hieronim Dekutowski, Edmund Tudruj, Arkadiusz Wasilewski, Jerzy Jedliński, Włodzimierz Lechowicz, Stanisław Nienałtowski.
Sąd udał się na naradę, co dalej z tą dziwną sprawą począć. Po przerwie zdecydował się jednak ją prowadzić: oddalił wniosek o umorzenie i uznał, że zarzucane Kędziorze czyny nie uległy przedawnieniu.

Sprawa polityczna
z marszałkiem w tle


Sąd oddał głos oskarżonemu. - Nazywam się Jerzy Kędziora, z bieżmowania Stefan. Syn Daniela i Lucyny z domu Gajewskiej, urodzony 5 kwietnia 1925 r. w Ostrowcu Świętokrzyskim. Zamieszkały w Warszawie. Utrzymuję się z emerytury. Nie byłem karany. Wykształcenie wyższe - inżynier technik. W 1949 r. byłem leczony psychiatrycznie. W 1950 r. hospitalizowany z powodu utraty pamięci.
To zainteresowało sąd: - Ale dziś oskarżony nie jest psychicznie chory?
W przypadku odpowiedzi twierdzącej można by szybko przerwać ten "nikomu niepotrzebny proces". Niestety, Kędziora odpowiedział:
- Od tamtego czasu zaburzenia psychiczne ustąpiły. Teraz nigdzie się nie leczę.
Niniejszym Kędziora przyznał, że jest zdrowy i nie ma żadnych przeszkód, aby uczestniczył w procesie. Były ubek opowiadał dalej:
- W 1948 r. studiowałem prawo, ale zostałem wciągnięty [a więc on nie jest winny, tylko przełożeni - TMP] do przestępczej działalności w Miedzeszynie - sprawa o odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne. Nie odpowiadał mi tamten nastrój i rozchorowałem się. Po wycofaniu mnie z grupy specjalnej [tajna komórka bezpieki, powołana latem 1948 r., przekształcona następnie w X Departament, który zajmował się sprawami szczególnymi - "oczyszczaniem" szeregów PZPR z agentów i prowokatorów. Grupa działała we wspomnianym już, równie tajnym więzieniu bezpieki w Miedzeszynie pod Warszawą, kryptonim "Spacer" - TMP], zostałem studentem Centralnej Szkoły Prawniczej im. Duracza, którą przerwałem właśnie z powodu utraty pamięci. Dalsze próby studiów nie powiodły się.
- Czy zrozumiał pan zarzuty? - spytał sąd Kędziorę.
- Tak, nie przyznaje się do popełnienia obu czynów [prześladowania Jedlińskiego i Sikorskiego - TMP]. Będę składał wyjaśnienia.
- Jak pan trafił do tej służby [bezpieki - TMP]? - próbował dociec sąd.
- Obecna sprawa jest polityczna. Trzeba przypomnieć, jak znalazłem się w środowisku, które w 1945 r. przejęło władzę w Polsce? - pytał Kędziora i sam sobie odpowiadał. - Urodziłem się w rodzinie rzemieślniczej - ojciec był szewcem, matka bez zawodu. Jako roczne dziecko byłem bardzo sprawny, biegałem. Potem przechodziłem wiele chorób dziecięcych, m.in. dyfteryt. Na nowo uczyłem się chodzić. Odtąd byłem słabym dzieckiem, jedynym obrońcą przed rówieśnikami była moja starsza siostra - ciągnął swój wyuczony życiorys Kędziora. Sędzia jednak nie oponowała, że nie ma to żadnego związku ze sprawą. - Szkołę podstawową skończyłem w 1939 r. w Ostrowcu. Przed wojną ojciec organizował tam cech szewski, a także obronę pracowników przez pracodawcami. Od 1933 r. był w KPP, jako członek zarządu dzielnicowego i sekretarz Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (MOPR). Widziałem ojca w areszcie, a potem w więzieniu w Sandomierzu w 1935 r., gdzie odbywał karę dwóch lat za działalność komunistyczną.
Tyle Kędziora o ojcu, "zapominając" np., że po wojnie był w PPR. A teraz znów o sobie:
- Ja byłem aktywnym członkiem ZHP, zastępowym, uczestniczyłem w pochodzie pośmiertnym marszałka Piłsudskiego.
Ten cały przydługi wywód zgodnie z planem doprowadził ubeka do konkluzji: - Niezależnie od działalności rodziców moja świadomość polityczna była zerowa, ale byłem zaangażowany patriotycznie. Cieszyłem się z wyzwolenia.
To też zainteresowało sąd: - Czyli mówi pan już o okresie objętym aktem oskarżenia, po 1945 r.?
- Nie, o odzyskanej Polsce w 1918 r. Wychowanie patriotyczne zdobywałem w domu, szkole i Kościele. Ale w związku z aresztowaniem ojca pogorszyły się nasze warunki życiowe, musieliśmy przenieść się do sutereny.
W ten sposób patriota Kędziora został komunistą. Czyli jednak - przynajmniej w przypadku takich typów - byt określa świadomość.

W antyniemieckiej
konspiracji... GL


A tak oskarżony tłumaczył ucieczkę rodziny na wschód w 1939 r.: - Znajomy policjant powiedział ojcu, że komunistyczna dokumentacja została przekazana gestapo. Trafił do Lwowa, gdzie popadł w konflikt z Luną Brystygier z MOPR, która chciała pomagać tylko uchodźcom-komunistom. Zesłano go do gułagu. Znalazł się tam też wujek. Po pakcie Sikorski - Majski ojciec znalazł się w Gruzji, a wujek przeszedł cały szlak bojowy z armią Andersa.
W ten sposób, przy braku sprzeciwu sądu, poznaliśmy wojenną epopeję Kędziorów. Ubek nie mógł też pominąć swoich dokonań: - W lecie 1940 r. przy przekraczaniu zielonej granicy znaleźliśmy się w więzieniu w Rawie Ruskiej. Siostrę wypuszczono z zdaniem powrotu pod okupację niemiecką, aby sprawdzała, co się dzieje na granicy. Ja pojechałem do Lwowa [czyli oboje współpracowali z sowieckimi służbami specjalnymi; Kędziora nie pochwalił się również, że miał wówczas obywatelstwo sowieckie - TMP].
- Jaki związek ma to, co pan mówi, z pańską pracą po wojnie? - zdenerwował się sąd. Rychło w czas, po pół godzinie zeznań. Sędzi najwyraźniej zaczęło się spieszyć.
- Bardzo duży - odpowiedział oskarżony i dalej swoje: - We Lwowie nie znalazłem ojca, ale dzięki jego koledze z przedwojennego procesu - Henrykowi Grochulskemu - zostałem uczniem 23. szkoły polskiej. Po przeniesieniu do Warszawy skończyłem pierwszą klasę szkoły handlowej. Tam musiałem przerwać naukę ze względu na biedę i konspirację. Henryk Grochulski, który w tym czasie został moim szwagrem, mama i siostra mamy działały w Gwardii Ludowej. Brat Henryka, Janusz był oficerem antyniemieckiego [bo przecież nie antypolskiego! - TMP] wywiadu GL. Ja do konspiracji wstąpiłem pod koniec 1942 r. Należałem do grupy specjalnej, którą prowadził Jerzy Fonkowicz. Była w niej m.in. Zofia Strzelecka, Stanisława Sowińska. W moim mieszkaniu przechowywaliśmy archiwum wywiadu.
I kontynuował: - Od kolegów z AK dowiedziałem się o koncentracji i zgłosiłem się do powstania. Zostałem jednak odesłany, bo nie mieli dla mnie broni.

"Otwarte relacje"

W 1945 r. zgłosiłem się do Komitetu Wojewódzkiego PPR w Warszawie, do Zofii Strzeleckiej, która była personalną w Miejskim Urzędzie Bezpieczeństwa. Trafiłem do wydziału gospodarczego, a po pewnym czasie do szkoły oficerskiej w Łodzi, którą skończyłem z wyróżnieniem - chwalił się Kędziora. - W stopniu podporucznika skierowano mnie do Warszawy, najpierw do Wydziału, a potem Departamentu Śledczego Urzędu Bezpieczeństwa, przekształconego następnie w MBP.
- Proszę powtórzyć końcówkę. NBP? - pytał zdziwiony sąd.
- MBP. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Kiedy Rzepecki i Mazurkiewicz podjęli akcję ujawniania, trafiłem do pracy [śledztwa - TMP] z kierownictwem Delegatury Sił Zbrojnych i WiN...
- Przepraszam, proszę powtórzyć - sąd znów niedosłyszał (nie zrozumiał).
- WiN, Wolność i Niepodległość [naprawdę: Niezawisłość - TMP]. Wybrano mnie, ponieważ miałem średnie wykształcenie i byłem znany z kulturalnego zachowania. Pracowałem z ludźmi, którzy byli bardziej zasłużeni ode mnie. Mieli wyższe wykształcenie, wysokie stopnie wojskowe i aktywną przeszłość w czasie okupacji niemieckiej. Dzięki ich patriotycznej postawie po wojnie dziesiątki tysięcy żołnierzy wyszło z konspiracji, wróciło do normalnego życia [znów "zapomniał" dodać, że wielu z nich po amnestii znalazło się ponownie w więzieniach, po ciężkim śledztwie dostali wysokie wyroki, z karą śmierci włącznie - TMP]. Z tych wszystkich powodów odnosiłem się do nich z szacunkiem.
Dalej Kędziora mówił, z kim pracował (czyli kogo przesłuchiwał, nawet powieka mu nie drgnęła): Józef Rybicki (szef sztabu Komendy Głównej WiN), płk Franciszek Niepokólczycki (prezes II Zarządu WiN), Edward Bzymek-Strzałkowki (szef Brygad Wywiadowczych DSZ-WiN), ppłk Wincenty Kwieciński, ppłk Łukasz Ciepliński i Mieczysław Kawalec z IV Zarządu WiN.
- To byli oficerowie o wysokim poczuciu godności osobistej. Przekazywali władzom bezpieczeństwa w otwartych relacjach zeznania - ujawniali struktury, archiwa, pieniądze.
- Ale dlaczego pan, oskarżony czyta z kartki. Przecież widzę, że ma pan kartkę pod stołem - zaniepokoiła się sędzina.
- Mam tu nazwiska i zarys problemowy - odpowiedział nie strapiony Kędziora: - O żadnym stosowaniu przymusu nie mogło być mowy - obraziłbym ich piękną, patriotyczną kartę.
W uładzonym życiorysie Kędziora słowem nie wspomniał o innych przejawach swojego szacunku dla AK-owców, np. gdy w latach 1945 - 1947 walczył "z bandami i reakcyjnym podziemiem".

"Spotkania" z Sikorskim

- Mówią coś panu nazwiska Jedliński i Sikorski?
- Wobec nich też żadnego przymusu nie stosowałem. To PRL-owska propaganda, w 1955 r., przedstawiła mnie jako jednego z najbardziej okrutnych oficerów śledczych. Władysław Sikorski był oficerem WOP...
- Jak to Władysław, wcześniej mówił pan, że Wacław. To który w końcu? - dopytywał czujny sąd.
- Wacław Sikorski został uznany za źródło informacji dla WiN - Władysława Jedlińskiego [oficera wywiadu AK, po wojnie kierownika sieci informacyjnej IV Zarządu Głównego WiN - TMP]. Aresztowany przez Informację Wojskową, potem śledztwo przeniesiono do MBP. Podczas spotkań pytałem go o kontakty z Jedlińskim. Potwierdził, że był z nim związany tylko rodzinnie. Przyjąłem jego zeznania jako prawdziwe.
- Z aktu oskarżenia wynika, że znęcał się pan nad nim fizycznie i psychicznie. Bił go, kopał i ubliżał? - pytała sędzia.
- Niczego takiego nie robiłem. Nie było powodu - stwierdził Kędziora.
Na tym rozprawę zakończono, wyznaczając kolejny terminy na 11 lutego br.

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


W Egipcie powtórka z rewolucji bolszewickiej, a w kraju rośnie dług publiczny, a ksiądz prymas zakazuje polityki podczas obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej - Stanisław Michalkiewicz o wydarzeniach na scenach między i narodowej wielkiego teatru politycznego Wysłane piątek, 4, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, »przed ciosem tyran drży!«. Nie tylko jeden, ale nawet kilku tyranów! Jeden nawet uciekł, a inni tyrani: egipscy, jemeńscy , jordańscy, nawet syryjscy (!) - drżą, ale jeszcze się trzymają. Tyrani jemeński i egipski już zrezygnowali z ubiegania się o prezydenturę na następne kadencje., obawiając się "sądu zagniewanego ludu"... Bo w »rewolucji jaśminowej«, która zaczęła się w Tunezji, a teraz rozprzestrzenia się na Egipt i Jemen, »lud zagniewany dał wyraz swoim sentymentom«. Tak samo było w Rosji w 1917 roku, widać pewne analogie między tamtą rewolucją bolszewicką (bo nie mówię o rewolucji lutowej, chociaż i do tego można by nawiązać...), chodzi o czas pomiędzy abdykacją Mikołaja II, rewolucją lutową a rewolucją bolszewicką. Widać to zwłaszcza w Egipcie, gdzie na pustyni politycznej spowodowanej 30-letnimi rządami Hosni Mubaraka nie ma żadnej zorganizowanej siły politycznej, poza Bractwem Muzułmańskim. Choć te nie chce wychodzić na pierwszą linię, widać, że porusza »ludem muzułmańskim« i wysuwa na nią postać bez żadnego zaplecza politycznego - Mohammeda El Baradei, który jest egipskim odpowiednikiem Aleksandra Kiereńskiego" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik witryny ASME, komentuje wydarzenia kolejnej serii "rewolucji społeczno-technologicznych", dziejących się tym razem na innym teatrze militarnym, w którym jedną z dalszych stron są firmy wywodzące się ze Stanów Zjednoczonych.

Mohammed El Baradei odegra prawdopodobnie podobną rolę do Kiereńskiego: tamten utorował drogę do zwycięstwa bolszewikom, Baradei będzie taranem dla Bractwa Muzułmańskiego. Te będzie pewnie się jak najdłużej konspirowało, nie będzie chciało utracić "kroplówki amerykańskiej": Egipt podobnie jak Izrael dostaje pomoc pieniężną od Amerykanów, co prawda tylko połowę wymiaru "kroplówki dla Izraela" - 1,5 miliarda dolarów rocznie... Zwolennicy Mubaraka zresztą już się otrząsnęli z pierwszego szoku i teraz na głównym placu w Kairze szarżują ponoć nawet na wielbłądach na jego przeciwników. Wojsko na razie w Egipcie zajmuje postawę wyczekującą, dowództwo armii wydało oświadczenie, że nie będzie "używać broni przeciw ludności, jeżeli ta będzie demonstrowała pokojowo". Oznacza to, że dowództwo armii oddało inicjatywę w ręce ulicy, a wśród zwolenników Mubaraka podobno przeważają "policjanci w cywilu". No, dziwiłbym się, gdyby tych "policjantów w cywilu" wśród demonstrantów nie było! Często jest tak, że trzy czwarte z demonstrantów stanowią "policjanci w cywilu", np. w Niemczech, gdzie demokracja jest jeszcze nie tak rozwinięta jak w naszym nieszczęsnym kraju - nawet całą partię opozycyjną tworzyli "policjanci w cywilu"! Jednak gdyby fundamentaliści muzułmańscy przejęli władzę w Tunezji, Egipcie, Jordanii i Jemenie i może jeszcze w innych krajach arabskich, przekształcając je w bardzie fundamentalistyczne reżimy jak w Iranie, to w Izraelu zrobiłoby się bardzo gorąco i być może bardzo wielu Izraelczyków poczułoby "nieodpartą tęsknotę" do "spokojnego kraju nad Wisłą", który wprawdzie zamieszkiwany jest przez "antysemitów", ale - powiedzmy sobie szczerze - takich raczej "antysemitów safandulskich"... Oznaczałoby to, że perspektywa zainstalowania na "polskim terytorium etnograficznym" Żydolandu w ramach scenariusza rozbiorowego jest bliższa niż się nam wydaje - zastanawia się Stanisław Michalkiewicz.
A nasi Umiłowani Przywódcy tego nie zauważają, bo są tak pochłonięci swoimi własnymi sprawami. Z tego też powodu głosowanie w sejmie nad wypracowaniem wspólnego stanowiska w sprawie raportu MAK pod przewodnictwem pani generaliny Tatiany Anodiny spełzło na niczym, co jest kolejnym dowodem, że nasze państwo pogrąża się dalej w stanie paraliżu. Jedyną aktywnością państwa, jaką można dostrzec, jest nasilający się rabunek jego obywateli: właśnie dzisiaj (środa 02.02.2011) pan prezydent Komorowski podpisał ustawę budżetową, która zakłada dziurę budżetową w wysokości 40 miliardów złotych. A więc dług publiczny powiększa się, rośnie około 5000 zł na sekundę... Koszt obsługi tego długu publicznego w tym roku osiągnie wielkość 38 miliardów złotych, czyli na każdego Polaka przypada już 1000 zł rocznie! Przekomarzania między naszymi Umiłowanymi Przywódcami osiągną kulminację w okrągłą rocznicę smoleńskiej katastrofy, w związku czym zabrał głos nawet Jego Ekscelencja Prymas Polski, arcybiskup Kowalczyk, który kategorycznie zapowiedział, że "nie dopuści do upolitycznienia tej rocznicy" i że wszyscy co najwyżej mają się tylko modlić. A przecież jest to właśnie przykład ingerencji duchowieństwa w sprawę polityczną, bo co ma obchodzić księdza prymasa Kowalczyka, kto w jaki sposób będzie czcił rocznicę katastrofy smoleńskiej? Przecież nie wiemy, czy wszyscy będą się modlić w obrządku katolickim! A jeśli którejś z "wdów smoleńskich" przyjdzie do głowy modlić się do Fallusa Uskrzydlonego? Ksiądz prymas jej tego nie zabroni, bo mamy w Polsce wolność wyznania. A jeśli któremuś z uczestników obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej przyjdzie do głowy zaproszenie do Polski Dalajlamy, by to on właśnie (za odpowiednim wynagrodzeniem, ma się rozumieć!) modlitwy autoryzował? Jak wiemy - w październiku tego roku w Asyżu ma się odbyć "modlitewne spotkanie ekumeniczne", gdzie wszyscy uczestnicy - razem z Papieżem Benedyktem XVI - także "wybitni przedstawiciele różnych religii", jacyś szamani, animiści będą wznosili "modły o pokój"... Widać więc, że "ekumenizm" zawiera pewne zasadzki, w które jeśli ksiądz prymas nawet nie wpadł, to "balansuje niebezpiecznie na krawędzi", a w dodatku pamiętamy, że Jego Ekscelencja był zarejestrowany jako TW Służby Bezpieczeństwa PRL - oczywiście "bez swojej wiedzy i zgody", ma się rozumieć, pod pseudonimem "Cappino"... - uśmiecha się publicysta.

Nagranie trwa ponad 16 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.



Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


W Egipcie powtórka z rewolucji bolszewickiej, a w kraju rośnie dług publiczny, a ksiądz prymas zakazuje polityki podczas obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej - Stanisław Michalkiewicz o wydarzeniach na scenach między i narodowej wielkiego teatru politycznego Wysłane czwartek, 3, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |













Tomaszowi Jastrunowi w odpowiedzi
Skąd się biorą różne punkty widzenia - Antoni Zambrowski
Wysłane wtorek, 1, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak

Na temat tow. "generała LWP" Wojciecha Jaruzelskiego w ASME:

- Prezydent Bronisław Komorowski reanimuje komunistycznego zombie, tow. Wojciecha Jaruzelskiego

- Ten Żyd kogo Partia wskaże (rzecz o początkach kariery tow. gen. LWP Wojciecha Jaruzelskiego) - Antoni Zambrowski

- Towarzysz generał ze skazami - Tadeusz M. Płużański

- Jaruzelski - lokajczuk moskiewski - "wiecznie żywym zbawcą narodu polskiego", więc SLD przygotowuje się do zmiany sojuszy i realizacji scenariusza rozbiorowego - Stanisław Michalkiewicz o ostatnich wydarzeniach w nie tylko w "województwie polskim UE"

- Prawdziwa historia autorów polskiej transformacji ustrojowej Kiszczak i Jaruzelski: cenni informatorzy

- Główny Zarząd Okrucieństwa - TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

- MIEDZIANE CZOŁO TOWARZYSZA GENERAŁA - artykuł Antoniego Zambrowskiego

Przypadkiem przeczytałem noworoczny (52/2010) numer "Newsweeka". Nie stać mnie na kupowanie wszystkich pism, które chciałbym przeczytać, ale ten numer żona kupiła w upominku memu synowi, więc skorzystałem ze sposobności i go przejrzałem. Najbardziej poruszył mnie felieton mego dawnego sąsiada na osiedlu Sadyba-Fosy red. Tomasza Jastruna pod długim tytułem "Racja bez racji. Mam żal do tych, którzy pamięcią historii cynicznie grają".

Pan Tomasz komentuje ostatnie obchody rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, zapytując: "jak po hałaśliwej rocznicy stanu wojennego zamilczeć, że generała J. nie nobilituje prezydent Komorowski". Wręcz przeciwnie, zdaniem pana Tomasza, gen. Jaruzelskiego "nobilitują ci, którzy używają go do politycznych nienawiści, też wobec urzędującego prezydenta". Dlaczego krytyczne uwagi pod adresem gen. Jaruzelskiego mają go nobilitować, natomiast zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego w roli doradcy w sprawach rosyjskich - nie, jest tajemnicą logiki pana Tomasza. Sam zresztą dodaje, że na miejscu prezydenta "nie zapraszałbym Jaruzelskiego do Rady. To niezręczność, może nawet błąd moralny". I uzasadnia: "Dawne okropieństwa, antysemicka czystka w armii, krwawy Grudzień 1970, udział polskiej armii w inwazji na Czechosłowację, w końcu stan wojenny".
Nieco dalej dodaje o kłamstwach SB o rzekomych planach solidaruchów znaczenia kredą drzwi towarzyszy partyjnych: "Ile potem na przesłuchaniach moi śledczy gadali o tych krzyżykach na drzwiach, uwierzyli we własne kłamstwo. Są kłamstwa jak morderstwa. Dokonali tego mordu na prawdzie, by przerazić aparat partyjny, i sami nagle się przestraszyli. Wszystko dla racji stanu, która była racją imperium".
Sama prawda, drogi panie Tomaszu, nic ująć i nic dodać. Więc czemu pan broni Jaruzelskiego i prezydenta Komorowskiego wraz z nim?
Pan Tomasz wyjaśnia: "Generał budził kiedyś me gorące emocje, dzisiaj już letnie, jak margrabia Wielopolski czy książę Konstanty...".
I wyjaśnia, że WRON-a była łagodniejsza niż wojskowe reżimy w Chile czy Argentynie. "W czasie wielu przesłuchań ani razu nie użyto wobec mnie przemocy fizycznej". I dodaje: "Dzisiaj za okrutny uważają tamten reżym najczęściej ci, którzy byli wtedy w kołysce".
Drogi panie Tomaszu, jest to ewidentna nieprawda. To, że pan wtedy nie oberwał, gdyż był pan znanym poetą i synem jeszcze bardziej znanego poety partyjnego, nie świadczy bynajmniej, że oszczędzano innych Polaków. Często Bogu ducha winnych. Jak Stanisław Królik ze sklepu fotooptyki na Świętokrzyskiej w Warszawie. W dniu masowych manifestacji "S" w Warszawie zamknął sklep i z dużą sumą utargu udał się pod Uniwersytet na przystanek autobusowy. Ponieważ na Krakowskim Przedmieściu szalały zbiry z ZOMO, wraz z innymi ludźmi schronił się na daszku pobliskiej kawiarni w jednej z okolicznych bram. Gdy w pewnej chwili uznał, że jest już bezpiecznie, zeskoczył z daszku i otrzymał straszliwy cios pałką policyjną w głowę powyżej ucha. Zmarł w szpitalu nie odzyskując przytomności, zaś utargiem sklepu (państwowego) podzielili się ZOMO-wcy. Nikt nie poniósł kary za ten policyjny mord, wręcz przeciwnie - rzecznik rządu min. Jerzy Urban opowiadał ewidentne kłamstwa o okolicznościach tej śmierci. Osierocił żonę i dzieci oraz brata - mego kolegę z pracy, nb. członka partii. Oni wciąż mogą mieć żal do generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka. Podobnie jak rodziny zamordowanych przez ZOMO górników z kopalni "Wujek".
Jeszcze bardziej drastyczna jest historia o zatłuczeniu na śmierć maturzysty Grzegorza Przemyka - syna opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej - współpracownicy Komitetu Prymasowskiego. Zapowiadał się na znakomitego poetę, ale zmarł od łomotu, jaki mu sprawili ZOMO-wcy w komisariacie na Jezuickiej. Zacieraniem śladów zbrodni zajmował się cały aparat państwowy PRL z generałami Jaruzelskim i Kiszczakiem na czele. Ofiary tych przestępczych praktyk, jak kierowca karetki wezwanej na komisariat Michał Wysocki, czy też bohaterski zaiste świadek bicia Grzesia na komisariacie Cezary Filozof, zachowują się bez wątpienia godniej, niż ich oprawcy z generałem Jaruzelskim na czele.
Im się wiedzie znacznie gorzej niż panu Tomaszowi. Nie stać ich rodzinne wakacje "na kamienistym brzegu Madery", na co stać pana Tomasza za pieniądze wydawnictwa "Iskry". Właściciel i redaktor "Iskier" ma swoją politykę personalną, w której warunkiem sine qua non jest zmiana stosunku do ludzi z przeciwnej strony barykady. Stąd ja nie mógłbym drukować swych prac w wydawnictwie "Iskry", tym bardziej Michał Wysocki - autor wspomnień o sprawie Grzesia Przemyka pt. "Osaczony złem". Zaś Cezary Filozof jest nadal zastraszany przez wciąż czynne ubeckie podziemie, te same, które ma na sumieniu skrytobójcze zamachy na księży. Sprawców tych mordów do dziś nie wykryto, zaś jednego spośród ofiar właśnie ostatnio wyniesiono na ołtarze. Czyż można się dziwić, że pozostawiony na pastwę losu Czarek Filozof ma jedyne pragnienie wobec świata, aby zapomniał o jego bohaterstwie?!
A pan prezydent Komorowski - dawny działacz opozycyjny, dziś również zaprzyjaźnił się z prześladowcami Czarka Filozofa, więc na kogo może liczyć nękana przez nich rodzina dawnego bohatera? Stąd moja prośba: niech pan zastanowi się, drogi panie Tomaszu, kto dziś tak cynicznie gra historią? A może rzecz w tym, że kogo nie boli, temu powoli?

Antoni Zambrowski

Zostań donatorem naszych publicystów:
Jeśli satysfakcjonuje Cię publicystyka Antoniego Zambrowskiego - możesz wesprzeć Naszego Autora datkiem.
Konto:
61 1240 1040 1111 0010 0042 5486
Bank PeKaO SA III O. w Warszawie
SWIFT/BIC - PKOPPLPW



Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME


"Wyborcza" nie promuje już Grossa?! - Tadeusz M. Płużański Wysłane piątek, 28, stycznia 2011 przez Krzysztof Pawlak

Inne artykuły na temat antypolskich akcji w światowych mediach:

- Skrzywdzone miasteczko - Antoni Zambrowski

- ANTYPOLSKI SPISEK W MEDIACH - Antoni Zambrowski

- ADAM MICHNIK ŁŻE JAK GROSS - ANTONI ZAMBROWSKI

- ANTYSEMITYZM CZY LUDOBÓJSTWO - artykuł Antoniego Zambrowskiego

- Geszefty wokół Jedwabnego - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego

- Jak Hollywood zakłamuje polską historię: "Opór" przeciw Polakom - Tadeusz M. Płużański

W lutym ma się ukazać nowa książka "profesora" J. T. Grossa "Złote żniwa". Na razie, tuż przed nowym rokiem, temat został jedynie zajawiony, ale mamy jak w banku, że wkrótce antypolska kampania nienawiści rozkręci się na całego. Jak w przypadku jego najgłośniejszej książki - "Sąsiadów". Przypomnijmy, kto wówczas był admiratorem kłamstw Grossa, kto i dlaczego mu kibicował.

Najpierw przypomnijmy, dlaczego kłamstwa uderzyły w Jedwabne - małe miasteczko w łomżyńskiem. Na ziemiach polskich dokonano w czasie ostatniej wojny milionów zbrodni. Wiele z nich - szczególnie te, które miały miejsce na Kresach Wschodnich Rzeczpospolitej (najpierw pod okupacją sowiecką, a potem niemiecką) pozostaje do dziś nie zbadanych. One też stanowiły za komuny temat tabu. Wytłumaczenie, że ten konkretny mord był najstraszniejszy, wyjątkowy, też nie znajduje potwierdzenia w faktach. Po wejściu Niemców na polskie tereny okupowane wcześniej przez Sowietów takie wydarzenia były niestety regułą.
W trakcie trwania kampanii nienawiści prymas Józef Glemp ujawnił, że już rok przed książką Grossa słyszał o planowanym nagłośnieniu zbrodni w Jedwabnem. A gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. W Polsce trwał właśnie bój o kształt ustawy reprywatyzacyjnej. Jedwabne miało być jednym ze środków nacisku na polskich polityków, aby majątki zwracać przede wszystkim Żydom - nie zmarłym właścicielom i ich rodzinom, ale uzurpatorskiemu Przedsiębiorstwu Holokaust.
Glempa zaatakowała "Gazeta Wyborcza". Piotr Stasiński beształ: "Prymas powtarza (...) zdania zawierające fałszywe stereotypy i nietrafne sądy. Powiada: Żydzi też powinni przeprosić. By uzasadnić to stanowisko powtarza złe, stare klisze i wikła się w sprzeczności". Te "złe, stare klisze" to np. fakt współpracy niektórych Żydów z bolszewikami w czasie wojny, a po wojnie ich znaczący udział w kierownictwie UB.

Teraz TVN

Antypolski spektakl trwał w publicznej telewizji. Mimo, iż wcześniej raczej stroniła od historii, tym razem wysłała do małego miasteczka Jedwabne swojego korespondenta i w prawie każdym wydaniu "Wiadomości" podawała rewelacje o mordzie sprzed lat, nawet gdy nic nowego w sprawie się nie działo. Głównym nośnikiem Jedwabnego była jednak "Gazeta Wyborcza". Codziennie bombardowała nas wiadomościami o mordzie, tak jakby był to kluczowy problem polskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej.
Szał Jedwabnego zdominował życie polityczne. Prezydent, przywódcy SLD i rozpadającej się AW"S" też - chcąc nie chcąc - musieli odnosić się do tej kwestii. Każdy historyk, socjolog, publicysta czy tzw. autorytet moralny, który chciał być na topie, poczytywał sobie za obowiązek zabranie głosu w kwestii Jedwabnego.
Najaktywniejsza była oczywiście Unia Wolności. Jej szef Bronisław Geremek podgrzewał atmosferę, proponując, aby liderzy głównych partii politycznych spotkali się pod patronatem prezydenta i uzgodnili wspólne stanowisko polskich parlamentarzystów w sprawie Jedwabnego.
Teraz atak przypuszczono z innej strony. Kampanię promującą "Złote żniwa" rozpoczęła nie "GW", ale TVN. Czyżby panowie Gross i Michnik pokłócili się? A może ten ostatni przestał widzieć w tym geszeft? Albo obraził się, że to nie on wydaje swojego marcowego kolegę, tylko "Znak"? Lub jest to - stosując spiskową teorię dziejów - sprytny zabieg, mający zmylić przeciwnika i wykazać, że za sprawą nie stoi wpływowa mniejszość narodowa. Tak czy owak, w dzienniku Michnika nie ma słowa o nowej książce Grossa. Ktoś dał się nabrać? Przecież to cisza przed burzą.

Kto i kiedy nam przebaczy

Oby "Złote żniwa" nie skończyły się tak jak "Sąsiedzi" - wymuszaniem zbiorowych przeprosin. Bo podatny grunt znów zaistniał. Prezydent Komorowski chętnie - nawet przez nikogo nie przymuszany - jest zdolny powiedzieć, że wszyscy Polacy okradali Żydów, bo są antysemitami.
W kwestii "Sąsiadów" kampania przeprosin trwała kilka miesięcy i zakończyła się kajaniem ówczesnej głowy państwa - Kwaśniewskiego - na miejscu mordu. Ten piękny gest, uczyniony niestety w imieniu nas wszystkich, nie był możliwy bez odpowiedniej podgatowki. Tu też prym wiodła rzecz jasna "Wyborcza". Zaczęło się bodaj od cytowania metropolity lubelskiego, abp. Józefa Życińskiego mówiącego "o konieczności przeproszenia w imieniu Polaków za mord w Jedwabnem". Potem przyszedł czas na prezesa IPN. Podczas podróży po Stanach Zjednoczonych co chwila przepraszał Żydów. W jednym z wywiadów prof. Leon Kieres - wzorem Michnika - stwierdził, że choć sam nie może pamiętać tych wydarzeń, osobiście czuje się odpowiedzialny za Jedwabne.
W jednym z tekstów o Szmulu Wasersztajnie - który nie był naocznym świadkiem wydarzeń, tylko Gross i Michnik traktowali go bezkrytycznie - a jego relacja stała się podstawą "Sąsiadów", Anna Bikont napisała: "To prawda, nie jest najbardziej wiarygodnym świadkiem: miesza to, co sam widział, z tym, co usłyszał od innych, i z tym, co sobie wyobraził", ale "dzięki niemu została ujawniona zbrodnia w Jedwabnem". Tak "się robi" historię.
Mimo, iż śledztwo IPN zaczęło już odkręcać Grossowe kłamstwa, "GW" nie spuszczała z tonu. Szczególny był komentarz na pierwszej stronie, pt. "Rachunek sumienia": "Zdobyliśmy się na uczciwość w ujawnieniu prawdy sprzed 60 lat. Teraz okazuje się, że choć opis Grossa był przesadzony, np. faktyczna liczba ofiar była znacznie mniejsza, to główna teza pozostaje niestety prawdziwa - to grupa Polaków z Jedwabnego na oczach całego miasteczka [nigdy nie dowiedzieliśmy się, skąd ta informacja!? - TMP] dokonała mordu na żydowskich sąsiadach. Tak przejawił się polski antysemityzm. (...) Nie wiem, kto i kiedy nam przebaczy. Naszą odpowiedzią na Jedwabne powinno być - żadnej tolerancji dla antysemityzmu. Wierzę, że jedwabiński rachunek sumienia w tym pomoże". Nie. Nie napisał tego np. premier Izraela Ariel Szaron, ale Piotr Pacewicz.
"Gazecie Wyborczej" wtórował tygodnik "Wprost". W jednym z tekstów J. S. Maca mogliśmy przeczytać: "Polacy ze swą ksenofobią i nigdy nie wyplenionym antysemityzmem pasują do wschodnioeuropejskiego otoczenia", "Kres zbrodniom [Polaków na Żydach - TMP] z reguły kładli Niemcy, jeżeli uznali, że na razie wystarczy".

Długa historia antysemityzmu

W końcu, po paru miesiącach wyniki jedwabnego śledztwa ogłosił IPN. Ponieważ nie pasowały pod tezę - Polacy okazali się przymuszonymi do mordu przez Niemców współsprawcami, rozpętała się nowa fala antypolonizmu - już nie tylko w Polsce, ale także na świecie.
"New York Times" pisał: "Polacy mieli się dotąd wyłącznie za ofiary zbrodni zarówno nazistowskich, jak i sowieckich, nigdy zaś za sprawców. Historia, która zdarzyła się w regionie (Jedwabnego) po wycofaniu się wojsk radzieckich i przed wejściem Niemców zachwiała tymi przekonaniami". "NYT" silił się jednak na obiektywizm i dodawał, że "liczni Żydzi w regionie Białegostoku sprzymierzyli się z Rosjanami, a po wyjściu Armii Czerwonej miejscowi Polacy, zachęcani przez Niemców, wzięli odwet". Nowojorski dziennik cytował Michaela Schudricha, wówczas rabina Warszawy i Łodzi: "W debacie (o mordzie w Jedwabnem) Polska musiała sobie sama poradzić z własną duszą. Zdała ten sprawdzian". Jakże piękne były te słowa otuchy!
Ale nie wszyscy Żydzi byli tak "dialogowi". Najbardziej wpływowa organizacja żydowska - Światowy Kongres Żydów (WJC), zaapelowała do polskiego rządu o kontynuowanie badań nad "polskimi zbrodniami wobec Żydów, aby Polska i cały świat poznały w końcu prawdę". Sekretarz tegoż kongresu, dr Beker jedwabne śledztwo nazwał "testem zbiorowej narodowej pamięci Polski", a jego rezultaty "historycznym krokiem w międzynarodowej misji konfrontowania przeszłości z prawdą". Napisał również: "Ponieważ Auschwitz symbolizuje nazistowskie panowanie w Polsce w okresie Holokaustu, umożliwiło to Polakom tłumienie pamięci i unikanie konfrontacji z rolą odgrywaną przez polskich kolaborantów, a czasami, jak w Jedwabnem, zwykłych morderców". Jak wiadomo "polskich kolaborantów" - a do tego antysemitów - i to nie tylko zwykłych, ale zoologicznych było na pęczki. I dalej: "Jeszcze bardziej pilnym zadaniem jest, by polskie zbrodnie wobec Żydów były badane i rozważane przez polskie społeczeństwo, dostarczając moralnych lekcji i prowadząc do narodowej wiedzy o Holokauście. (...) Studia o stosunkach polsko-żydowskich powinny obejmować wszystkie ich aspekty: setki lat prawdziwego współistnienia, długą historię antysemityzmu, udział Polaków w zniszczeniu polskiego żydostwa oraz odważną rolę sprawiedliwych Polaków (ratujących Żydów w czasie okupacji)". Ciekawe, jakaż to "długa historia antysemityzmu" (czy dłuższa od "setek lat współistnienia"?) i jak należy rozumieć stwierdzenie o "udziale Polaków w zniszczeniu polskiego żydostwa" - czyżby polską współodpowiedzialność za holocaust?
Z kolei wiceprzewodniczący WJC Kalman Sultanik wyraził nadzieję, że sprawcy zbrodni w Jedwabnem zostaną ukarani. Szkoda, że swoich apeli nie zgłosił do władz niemieckich.

Oprotestowany napis

Mimo IPN-owskich ustaleń jerozolimski instytut Yad Vashem pozostawał głuchy na prawdę: "Śledztwo polskiego Instytutu Pamięci Narodowej dowodzi, że masakry w Jedwabnem dopuścili się Polacy. Masakra ta należy do najbardziej przerażających, bowiem chodzi o mord (popełniony przez) sąsiadów, a zamordowani nawet znali ich osobiście po imieniu i nazwisku. To jeden z najbardziej przerażających aktów antysemityzmu w tamtych dniach. (...) Synowie polskiego narodu, aczkolwiek sami ofiary nazistowskiej agresji, w ten sposób stali się wykonawcami zbrodni".
Mimo IPN-owskiego śledztwa "Gazeta Wyborcza" dalej uporczywie lansowała swoją (Grossa) wersję wydarzeń. Pacewicz we wstępniaku - znów na pierwszej stronie - oburzał się, że w proponowanym (podkreślić trzeba, że bardzo kompromisowym napisie, upamiętniającym zbrodnię w Jedwabnem) była mowa o "nazizmie niemieckim, który rozpalił grzech nienawiści, ale sam grzech - antysemityzm Polaków - nie został nazwany. Powstaje wrażenie, że winni są naziści". Prominentny, rodzący zawsze po ludzku, dziennikarz "GW" proponował, abyśmy nadal bezkrytycznie powtarzali - wbrew faktom - że mordu w Jedwabnem winne jest wyłącznie polskie społeczeństwo Jedwabnego. Ten antypolski serial trwał jeszcze długo.
Jeszcze w kwestii jedwabnego napisu. Cały tekst inskrypcji brzmiał: "Pamięci Żydów z Jedwabnego i okolic, mężczyzn, kobiet, dzieci, współgospodarzy tej ziemi, zamordowanych oraz żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 roku. Ku przestrodze potomnym, by rozpalony przez niemiecki nazizm grzech nienawiści już nigdy nie obrócił przeciwko sobie mieszkańców tej ziemi. Jedwabne 10 lipca 2001". Drugą część napisu (od słów "Ku przestrodze...") blokowała (i ostatecznie zablokowała) nie tylko "GW", ale wspomniany już Michael Schudrich i Yad Vashem. Informacji o polskich mordercach domagał się również Europejski Kongres Żydów (CJE), współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów Stanisław Krajewski, oraz kierownik Katedry Ekumenicznej Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, ks. prof. Michał Czajkowski, zdemaskowany potem jako tajny współpracownik bezpieki.
Historyk, prof. Andrzej Paczkowski oceniał: "Nie tylko Polacy są winni mordu w Jedwabnem. Napis, iż to oni dokonali mordu Żydów odbiegałby daleko od rzeczywistości 10 lipca 1941 r. Uznanie, że było to jedno z najstraszniejszych wydarzeń antysemickich w dziejach drugiej wojny światowej jest grubą przesadą, bo Holokaust był niewątpliwie straszniejszym wydarzeniem".

Żałosny Strzembosz
i zbrodnie "Ketmana"


Obecny dziennikarz roku 2010 Artur Domosławski, w paszkwilu na nieżyjącego już historyka prof. Tomasza Strzembosza (19-20 maja 2001), napisał: "Niektóre "dowody" niemieckiej winy podnoszone przez Strzembosza, jak np. łuski w okolicach stodoły wywołują śmiech [Strzembosz sam nie "podniósł" owych łusek, ale znaleziono je podczas ekshumacji w Jedwabnem i stały się one dowodem w śledztwie prowadzonym przez IPN - TMP] - mówimy wszakże o latach wojny - ciągnie wszechwiedzący Domosławski - łuski mogły być czyjekolwiek, skądkolwiek, niekoniecznie z niemieckiej broni palnej [potem przeważyła wersja, że łuski pochodziły z broni należącej do Niemców i to oni strzelali - TMP]".
Aby dowieźć swojej głównej tezy (że Strzembosz jest antysemitą), Domosławski przywołał inny paszkwil - swojego redakcyjnego kolegi: "Gdy więc publicysta »Gazety« Michał Cichy opublikował w 1994 r. poruszający szkic »Polacy-Żydzi: czarne karty powstania«, w którym opisywał przypadki zbrodni powstańców, m.in. z oddziału kpt. »Hala«, na Żydach, Strzembosz zareagował agresywną polemiką. Podważał fakty bądź nadawał im pokrętne sensy [rzetelne badania historyczne zweryfikowały tezy tego "poruszającego szkicu" - TMP]".
Inny "autorytet" - Dominika Wielowieyska, na tych samych łamach niby-atakowała Domosławskiego i niby-broniła Strzembosza: "Strzembosz wypowiada żądania, aby Żydzi nas przepraszali i, co gorsza, przypomina, że zdarzało się, iż Żydzi współpracowali z sowieckim okupantem. To żałosny, niemądry odruch obronny Strzembosza... [ale przed czym profesor niby miał się bronić?; bo na antypolonizm miał jedną receptę - prawdę - TMP]". Wystarczy przypomnieć, że np. w 1944 r. sowiecko-żydowska "partyzantka" dokonała brutalnego mordu na mieszkańcach polskiej wsi Koniuchy w Puszczy Rudnickiej. A za to też nas nie przeprosili. Inaczej było z Jedwabnem: niezależnie od tego, jaka jest prawda, Polacy przeprosić muszą. Przeprosiny obowiązują tylko w jedną stronę.
Żeby tego było mało. Lesław Maleszka ("Ketman" z "Wyborczej") w kolejnej "polemice" na temat Strzembosza do "polskich okrucieństw i zbrodni" zaliczył akcję "Wisła", "polskie obozy koncentracyjne dla Niemców" w Łambinowicach i Świętochłowicach, śmiejąc się z argumentacji, że dokonali tego komuniści, komunistyczne UB. Dla "Ketmana" powojenna Polska była krajem suwerennym, a nie okupowanym przez Sowietów. "Ketman" Maleszka przypomniał również - a jakże - "zbrodnię na Żydach popełnioną przez oddział AK w czasie powstania [warszawskiego - TMP]". Wyciągnął stąd wniosek, że "patriotyzmu czasem trzeba się bać". To przykład tekstu, który miał służyć pojednaniu. A, że kłamliwy, to już nieistotne.
Aby młodzi Polacy nie byli tak antysemiccy, jak ich dziadowie i ojcowie fundacja Jolanty Kwaśniewskiej "Porozumienie bez barier" zorganizowała wyjazd 20 uczniów gimnazjum z Jedwabnego do USA. Po rozmowach z dziećmi pani prezydentowa stwierdziła, że obecnie wstydzą się przedstawić: "jestem z Jedwabnego" a wizyta miała sprawić, że nie będą już żyli "piętnem Jedwabnego". Czy sprawiła, można wątpić? Ta jakże cenna inicjatywa była częścią programu tzw. szkoły tolerancji.

Gdzie się podziała reszta?

Wbrew faktom, J. T. Gross szedł w zaparte: "Niemcy nigdy nikogo nie zmuszali do mordowania Żydów. Pomysł [Gross nazwał tak liczne, zignorowane przez siebie dowody niemieckiego sprawstwa - TMP], że masa ludzi [jak wykazał prof. Strzembosz ok. 23 osób - TMP] została zmuszona przez Niemców do mordowania Żydów nie ma nic wspólnego z rzeczywistością historyczną tej epoki".
A co Gross na to, że większość pogromów na Podlasiu była inspirowana i przeprowadzana przez Niemców?: "Z punktu widzenia wiedzy historycznej byłoby »łatwiej«, gdyby to zrobiło jakieś komando niemieckie przy jakimś udziale Polaków. Bo byłoby to wpisywalne w ogólną historiografię tego okresu".
Rzetelne (a nie wybiórcze) podejście prof. Strzembosza do źródeł Gross nazwał "nowatorskim wglądem". W rzeczywistości to ostatnie określenie należy odnieść do postawy tego ostatniego, który afirmował relacje ofiar, ale tylko tych żydowskich. Zacytujmy: "Inspirująca rola jest ważna i należy ją odnotować [Gross w końcu potwierdził rolę Niemców, choć tylko po to, aby ją "odnotować", a nie badać - TMP], ale mordowaniem zajmują się miejscowi i wiemy nawet kto". Albo: "Oczywiście jakiś Niemiec mógł tam kogoś uderzyć, nawet zastrzelić (...) Ale sprawcą tej potworności była miejscowa ludność".
Na zarzut, że liczba zamordowanych wynosiła ok. 300 Żydów (tyle ofiar ustalono w wyniku śledztwa), a nie 1600 (tyle podał Gross), odpowiedział w sposób wybitnie naukowy: "Można tylko powiedzieć, że im ich mniej zabito, tym lepiej. Ale powstaje pytanie: jeśli zginęło kilkuset, to gdzie się podziała cała reszta?".
Odpowiedź znajdujemy w książce "Jedwabne w oczach świadków" autorstwa księdza Eugeniusza Marciniaka: "Kiedy miał nastąpić ten marsz do stodoły, Niemcy spośród młodych Żydów wybrali kilku najsilniejszych. (…) Chociaż, prawdę mówiąc, nie było ich wielu, bo prawie wszyscy młodzi, którzy wcześniej już należeli do NKWD, uciekli z Sowietami".
Mimo tych faktów Gross oczywiście nie przeprosił oskarżonego przez siebie "społeczeństwa" Jedwabnego. Przynajmniej za to, że nie przedstawił całej prawdy, a tylko jej wycinek.
Kampania przeciwko Polakom jednak nie słabła. Ponieważ z Jedwabnem sprawa się "skomplikowała", "przyjaciele" naszego kraju wyciągnęli przykład sąsiedniej wioski - Radziłowa, gdzie trzy dni przed Jedwabnem doszło do antyżydowskich wydarzeń. Liczyli na to, że może gdzie indziej uda się wykazać polskie sprawstwo zbrodni, a potem... odzyskać utracone w Polsce mienie. Przedsiębiorstwo Holokaust nie śpi.
Reporterka "Wiadomości", chcąc wyprzedzić innych wścibskich, zapytała sekretarza Rady Ochrony Walk Pamięci i Męczeństwa - czy napis na pomniku ("faszyści zamordowali 800 osób narodowości żydowskiej z tych 500 osób spalili żywcem w stodole. Cześć ich pamięci") powinien się zmienić? Andrzej Przewoźnik odparł, że "na razie nie ma takich przesłanek". A prezes Kieres tłumaczył: "Rozważamy możliwość wszczęcia śledztw w tych sprawach, żeby nie spotkała nas taka sytuacja, jak w przypadku Jedwabnego. Nie chcę dopuścić do tego, żeby najpierw ukazała się książka dotycząca Radziłowa i innych miejscowości". To chyba odwrócenie kota ogonem. A może też wynik nacisków?

Wybitny historyk,
wybitny humor


Przypomnijmy jeszcze jedną sprawę, o której też się dziś nie wspomina. Sprawę sądowego pozwu, który przeciwko Grossowi złożył Kazimierz Laudański - za pomówienie swojego ojca - Czesława Laudańskiego o udział w jedwabnym mordzie.
"Po powrocie z sowieckiego więzienia ojciec był ciężko chory i leżał w łóżku. Dodatkowo prof. Gross włożył mu w usta słowa, których nigdy nie wypowiedział" - argumentował Kazimierz Laudański.
W "Sąsiadach" ten "wybitny historyk" (jak wynika z biogramu na końcu książki) napisał: "Wokół stodoły, jak pamiętamy, krążył gęsty tłum naganiaczy, który zmaltretowanych Żydów zapędzał i upychał do środka. »Przygnaliśmy żydów pod stodołę« - miał powiedzieć Czesław Laudański, a potem, że »kazali wchodzić, co i żydzi byli zmuszeni wchodzić«". Ciekawe tylko, kto kazał?
Wcześniej były procesy o rzekome kłamstwo oświęcimskie, teraz doczekaliśmy się spraw o prawdziwe kłamstwo - antypolskie, jedwabne. Bo za popularność też trzeba płacić, niekoniecznie w sensie materialnym (Laudański domagał się jedynie symbolicznego odszkodowania w wysokości 1 zł oraz przeprosin na łamach polskiej i amerykańskiej prasy i usunięcia z "Sąsiadów" nieprawdziwych informacji).
Co na to Gross? Oczywiście nie przyznał się do tego, jak i innych "błędów", twierdząc że Czesław Laudański "owego feralnego 10 lipca najwyraźniej jednak wstał z łoża boleści i pognał pod stodołę". "Wybitny historyk" błysnął wybitnym humorem.
Sąd uznał jednak, że wprawdzie doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda i jego ojca, ale działanie Grossa nie było bezprawne, a jego "Sąsiedzi" to "prawda historyczna". - Powód podnosił, że jego ojciec został uniewinniony w 1949 r., ale strona pozwana słusznie podnosiła, że wyrok uniewinniający nie jest dowodem na to, że osoba nie popełniła danego czynu - mówił sędzia. Zaiste, ciekawe to rozumienie sprawiedliwości, zwłaszcza w wydaniu sędziego. Tak więc Gross nie musiał przepraszać oskarżonych przez siebie Polaków, "społeczeństwa" Jedwabnego, ani rodziny Laudańskich. Czy za chwilę będziemy musieli przepraszać za "Złote żniwa"?

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Wojna na górze trwa - tym razem o pieniądze, a "młodzi, wykształceni" są trenowani skrzykiwaniem na Fejzbuku, by w karnawale czekać na nową książkę "niezależnego historyka" z Nowego Jorku - Stanisław Michalkiewicz o pląsach i kadrylach na scenach politycznych polskiego bantustanu Wysłane czwartek, 27, stycznia 2011 przez Krzysztof Pawlak

Inne nagrania TV ASME ze Stanisławem Michalkiewiczem:

- Interes sitwy oraz wpływów zagranicznych, czy interes nas wszystkich i naszego państwa? - Stanisław Michalkiewicz o powodach kryzysu politycznego oraz ekonomicznego w województwie polskim UE

- Happening partii Wolność i Praworządność - "Ostatni dzień palenia flagi UE!" - Warszawa 30.11.2009

- Stanisław Michalkiewicz opuszcza Unię Polityki Realnej

- "Polska wobec kryzysu gospodarczego" - wykład Stanisława Michalkiewicza w narodowym Klubie Nowogrodzka 44

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 2)

- Prawica po eurowyborach - debata w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa (cz. 1)

- "Okrągły stół" i jego konsekwencja: III RP - dyskusja z udziałem Stanisława Michalkiewicza i historyka IPN, prof. Antoniego Dudka

- - II Debata studencka "Polska a waluta euro" - Warszawa 19.01.2009 z udziałem Stanisława Michalkiewicza

- Cykl "Cesarstwo Niemieckie i Cesarstwo Rosyjskie wracają do gry" - Stanisław Michalkiewicz o pomyśle, powstawaniu, konsekwencjach rozwoju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli Unii Europejskiej

"Proszę Państwa, sytuacja na tak zwanej scenie politycznej naszego bantustanu przypomina sinusoidę: po niedawnym wybuchu wściekłości wzajemnej teraz sytuacja jakby się uspokoiła, ale to tylko pozory, bo trwa oczywiście »nieustająca wojna na górze«... Nie tylko wojna emocjonalna, która w tej chwili przygasła, bo rząd premiera Donalda Tuska »zbiera się do skoku«, ale też dopiero po opublikowaniu »niezależnego raportu« komisji pana ministra Millera. Może uzyska on jakieś ciekawe materiały z razwiedki, może trochę mu dadzą Rosjanie, bo ponoć rozmowy pana ministra Sikorskiego z ministrem Ławrowem były »bardzo owocne«, co zresztą przewidywałem, mówiąc, że jakąś konsolację panu Tuskowi ruscy szachiści wymyślą, bo podsycać ową wojnę polsko-polską tak, jak robiła to niegdyś caryca Katarzyna, biorą »pod swoją opiekę« dysydentów w naszym nieszczęśliwym kraju. Na razie »wojna na górze« trwa, bo trwa ona o.. pieniądze! W tym przypadku chodzi co najmniej o siedem miliardów złotych, bo tyle mniej więcej warta jest różnica między wysokością odprowadzanych pieniędzy z ZUS-u do Otwartych Funduszy Emerytalnych, a tym, co teraz rząd zamierza odprowadzać do OFE. Nie jest to może dużo, ale ja bym tam się po siedem miliardów rocznie schylił. Nic więc dziwnego, że wszystkie firmy, które tworzą owe OFE, też chcą się schylić i ujawniło się całe lobby naszych dobroczyńców - między innymi pan profesor Balcerowicz. Następuje więc teraz napięcie między rządem a panem profesorem Balcerowiczem jako wyrazicielem pewnego lobby" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik witryny ASME, pochyla się nad najnowszymi ruchami środowiska żerującego na "polskim regionie UE".

Rząd wcale nie chciał robić temu lobby na złość, tylko najzwyczajniej zabrakło mu pieniędzy, a jak zauważył to już dawno Aleksy de Tocqueville: "Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niesprawiedliwości,jakiej nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy!". A tym bardziej - rząd ani łagodny, ani liberalny, jakim jest rząd pana premiera Tuska. Rząd wykazuje więc odwagę desperata, Konrad Lorenz nazywa to "atakiem rozpaczy", zadzierając z samym profesorem Balcerowiczem. A Profesor przecież nie jest sam - ma tak wielkie grono wyznawców, że nie można się poruszyć, by gdzieś na któregoś nie nadepnąć. Jednocześnie wykorzystując chwilę słabości tego rządu w klubie gangsterów pojawiły się próby poprawienia sobie pozycji przez poszczególne grupy ten klub tworzące - zwracam uwagę na grupę związaną z generałem Petelickim. Na przełomie kwietnia i maja zeszłego roku on sam zwrócił się w liście otwartym do pana premiera z kategorycznym żądaniem zdymisjonowania ministra Klicha, a w dalszej jego części niemalże podyktował, kogo premier Tusk ma na którym stanowisku obsadzić. Wtedy się to nie udało, ale najwidoczniej ani generał Petelicki, ani inni razwiedczykowie rządzący rzeczywiście naszym nieszczęsnym krajem nie rezygnują i próbują poprawić sobie pozycję polityczną, zwłaszcza że mamy rok wyborczy - zauważa publicysta.
Trwa teraz atmosfera przed burzą, "wojna na górze" rozgorzeje na nowo na początku lutego albo w jego pierwszej dekadzie, rząd stara się na wszelki wypadek zyskać na czasie. Wyrazem tej intencji jest między innymi propozycja korupcyjna, jaką złożył "smoleńskim wdowom", choć te wcale się nią nie udobruchały. 250 tysięcy to ani dużo, ani mało... Niezależnie od tej propozycji korupcyjnej Starsi i Mądrzejsi, inaczej mówiąc - Siły Wyższe tworzące Dyrektoriat postanowiły rządowi przyjść w sukurs i prawdopodobnie to te Siły Wyższe, do których nie zalicza się grupa pana generała Petelickiego. Okazało się oto, że "Polacy mają już dość Smoleńska"! W związku z tym skrzyknęli się na Fejzbuku (ponoć ponad 100.000 ludzi się tam "skrzyknęło") aż swąd w Fejzbuku poszedł od rozgrzanych przewodów i serc gorejących. Jest to dowód, że razwiedka zwiększyła swoje możliwości mobilizacyjne - jak pamiętamy, taki pierwszy trening "skrzykiwania się" "młodych, wykształconych z dużych miast" miał swój czas w okresie żałoby po Janie Pawle II. "Młodzi, wykształceni" skrzykiwali się wtedy na wezwanie pani Justyny Pochanke, która "leninowskie normy organizatorskiej funkcji prasy" wzorowo wykonała. Potem "młodzi, wykształceni" skrzyknęli się na zew pewnego kuchcika, żeby przeciwdziałać "siłom Ciemnogrodu i zacofaństwa" na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, a teraz - "nie chcą Smoleńska"... Nie jestem jednak pewien, czy to rozsądne występować pod takim hasłem, bo już Platon powiadał: "Nieszczęsny, będziesz miał, czegoś chciał", więc może być gorzej niż w Smoleńsku, jak tak ci młodzi będą dokazywali... Inna rzecz, że wśród sygnatariuszy tego apelu, określanego przez popierającą go "Gazetę Wyborczą" jako "zmowa obywatelska", ciągle widać te same osoby, które od lat podpisują takie apele. Nie widzę tylko wśród nich mojego faworyta - Jego Ekscelencji, ale być może w odpowiednim momencie i On go podpisze, kiedy przyjdzie jego kolej. Przecież zrobimy wszystko, by "walczyć z nienawiścią"? - uśmiecha się Stanisław Michalkiewicz.

Nagranie trwa ponad 14 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości.




Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


Wojna na górze trwa - tym razem o pieniądze, a "młodzi, wykształceni" są trenowani skrzykiwaniem na Fejzbuku, by w karnawale czekać na nową książkę "niezależnego historyka" z Nowego Jorku - Stanisław Michalkiewicz o pląsach i kadrylach na scenach politycznych polskiego bantustanu Wysłane czwartek, 27, stycznia 2011 przez Krzysztof Pawlak

| Pobierz |