Wyborca Platformy Obywatelskiej skarży partię za niezrealizowanie obietnic wyborczych - brak wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu RP (cz. 1) Wysłane czwartek, 3, marca 2011 przez Krzysztof Pawlak |
Pan Dominik Jafra, emeryt ze Szczecina, podpisał podczas przedwyborczej akcji w 2007 roku, zorganizowanej przez Platformę Obywatelską, listę poparcia dla wprowadzenia okręgów jednomandatowych w wyborach do Sejmu RP, które partia zapowiadała wprowadzić po zdobyciu władzy. W sumie podpisało się pod nią ponad 750 tys. obywateli, sama akcja zaś została zainicjowana przez Obywatelski Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.
Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW Zamiast szyneczki - ogórek: JOW w Sądzie kolejny raz - prof. Jerzy Przystawa Wysłane środa, 2, marca 2011 przez Krzysztof Pawlak |
Sprawa p.Dominika Jafry ze Szczecina, który pozwał do sądu Platformę Obywatelską o zapłatę 1 złotówki za straty moralne stała się wydarzeniem dnia i przyciągnęła (we wtorek 1 marca 2011) do Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieście niewiarygodną wprost (jak dla uczestnika Ruchu JOW!) liczbę dziennikarzy wszelkich mediów. Kiedy nie bez trudu przecisnąłem się na salę rozpraw, to ściana operatorów mikrofonów i kamer telewizyjnych zupełnie zasłoniła Wysoki Sąd, który, całkiem słusznie, uznał, że w tych warunkach rozprawy prowadzić się nie da. Przepytał tylko, do protokołu, jakie media reprezentowane są na sali oraz z kogo składa się zgromadzona publiczność i poprosił, żeby te straszne narzędzia medialnej manipulacji zechciały opuścić pomieszczenie.
Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW "Biłgorajsko nuta" rządzi teraz Polską mimo "obywatelskiej zmowy" tropicieli klasowych wrogów z dawnych stalinowskich, młodzieńczych lat - Stanisław Michalkiewicz o kuluarach i blasku pełnych scen teatru aktorskiego "polskiego regionu UE" Wysłane wtorek, 1, marca 2011 przez Krzysztof Pawlak |
Proszę Państwa, ponieważ Władysław Bartoszewski w Izraelu wystawił Polsce recenzję, że jest najbardziej filosemickim krajem z wszystkich krajów członkowskich Unii Europejskiej - i to bez względu na barwy polityczne - bo wszystkie ugrupowania zasiadające w parlamencie są »tak samo życzliwe, a nawet prześcigają się w życzliwości« dla »bezcennego Izraela« - to i potępieńcze swary musiały ucichnąć, w związku z czym zaktywizowali się pojedynczy parlamentarzyści i wydarzeniem tygodnia stał się wyczyn posła Błaszczaka, który bez zezwolenia opuścił studia Radia ZET, zanim pani redaktor Monika Olejnik zakończyła przesłuchanie. Sama pani redaktor skomentowała to w ten sposób, że pan poseł specjalnie ją sprowokował, żeby stworzyć sobie pretekst do wyjścia... Mamy więc prawie idyllę, ale zbliża się 10 kwietnia, kiedy to będziemy mieli rocznicę katastrofy pod Smoleńskiem i ów termin powoduje jaskółczy niepokój wśród obywateli uczestniczących w tak zwanej obywatelskiej zmowie..." - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik naszego serwisu ASME, komentuje doniosłe wydarzenia z kuluarów i pełnych blasku reflektorów scen teatru politykierskiego "polskiego regionu UE".| "Biłgorajsko nuta" rządzi teraz Polską mimo "obywatelskiej zmowy" tropicieli klasowych wrogów z dawnych stalinowskich, młodzieńczych lat - Stanisław Michalkiewicz o kuluarach i blasku pełnych scen teatru aktorskiego "polskiego regionu UE" Wysłane wtorek, 1, marca 2011 przez Krzysztof Pawlak |
| Pobierz | JOW w Sądzie RP (2) - prof. Jerzy Przystawa Wysłane wtorek, 12, lutego 1974 przez Krzysztof Pawlak |
Dzisiaj, tj. 28 lutego 2011 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy - Śródmieście, II Wydział Karny, odbyła się rozprawa w związku z zażaleniem Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "Jednomandatowe Okręgi Wyborcze" na postanowienie Prokuratury odmawiającej wszczęcia śledztwa w sprawie zniszczenia podpisów pod wnioskiem obywatelskim o referendum "4 razy TAK", w którym jedno z pytać brzmieć miało: "Czy jesteś za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu?". Film Tomasza Sekielskiego "Władcy marionetek", wyemitowany rok temu w TVN, przedstawił jak niszczono ponad 750 tysięcy podpisów, zanim jeszcze Sejm zdążył rozpatrzyć wniosek referendalny.
Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagujšcym ideę JOW| JOW w Sądzie RP (2) - prof. Jerzy Przystawa Wysłane wtorek, 1, marca 2011 przez Krzysztof Pawlak |
| Pobierz || Stowarzyszenie Wolnego Słowa: wieczór po�więcony przyja�ni polsko-węgierskiej, wydarzeniom i osobom łšczšcym oba narody - cz. 1, Janosz Esterházy, polsko-węgierski przyjaciel Polaków Wysłane poniedziałek, 28, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak |
| Pobierz | Stowarzyszenie Wolnego Słowa: wieczór poświęcony przyjaźni polsko-węgierskiej, wydarzeniom i osobom łączącym oba narody - cz. 1, Janosz Esterházy, polsko-węgierski przyjaciel Polaków Wysłane niedziela, 27, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak |
Nagrania TVASME o antypolskich działaniach: Artykuły na temat antypolskich akcji w światowych mediach: - Skrzywdzone miasteczko - Antoni Zambrowski - ANTYPOLSKI SPISEK W MEDIACH - Antoni Zambrowski - ADAM MICHNIK ŁŻE JAK GROSS - ANTONI ZAMBROWSKI - ANTYSEMITYZM CZY LUDOBÓJSTWO - artykuł Antoniego Zambrowskiego - Geszefty wokół Jedwabnego - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego - Jak Hollywood zakłamuje polską historię: "Opór" przeciw Polakom - Tadeusz M. Płużański |
Stowarzyszenie Wolnego Słowa oraz Ambasada Republiki Węgierskiej w Polsce 15 lutego w siedzibie SWS w Warszawie zorganizowały wieczór poświęcony przyjaźni polsko-węgierskiej, wydarzeniom i osobom łączącym oba narody. W spotkaniu wzięli udział zaproszeni goście: Ákos Engelmayer, były ambasador Republiki Węgierskiej w Polsce w latach 1900 - 1995, Attila Szalai, radca Ambasady Węgier, dyrektor Instytutu Węgierskiego w Warszawie do roku 1995, Imre Molnár, radca polityczny Ambasady Węgierskiej w Polsce, Mirosław Chojecki, honorowy prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa oraz o. Paweł Cebula, franciszkanin przez kilkanaście lat posługujący na Wegrzech. W trakcie spotkania odbyła się prezentacja książek Józsefa Antalla "Schronienie uchodźców", "Ułaskawiony na śmierć" (Rzecz o Jánosu Esterházym) Marii z Esterhazych Mycielskiej, "Węgierski łącznik" (o opozycji polsko-węgierskiej) Pawła Cebuli i Grzegorza Górnego. Jaka przyszłość czeka Polskę? - dyskusja Stanisława Michalkiewicza z Jerzym Robertem Nowakiem i Rafałem Ziemkiewiczem pod patronatem posła na sejm RP z ramienia PiS Artura Górskiego (część 2.) Wysłane piątek, 25, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak |
21 lutego br. w auli Biblioteki Wojskowej na warszawskiej Pradze miała odbyć się dyskusja panelowa pt. "Jaka przyszłość czeka Polskę?" pod patronatem posła na Sejm RP z ramienia Prawa i Sprawiedliwości Artura Górskiego. Niestety, na kilka dni przed terminem poseł został poinformowany przez dyrekcję Biblioteki Wojskowej, że umawiając z Nim termin spotkania, zapomnieli poinformować Go o spodziewanym remoncie i z tego powodu wynajęcie auli bibliotecznej nie może dojść do skutku. Poseł Górski wynajął więc "w trybie awaryjnym" salę gimnastyczną pobliskiej szkoły, by jednak dyskusja tak znamienitych osobistości życia publicystyczno-politycznego mogła się odbyć. W ten sposób umówiony patronat medialny naszej TV ASME też mógł się odbyć i prezentujemy Państwu II część nagrania z tej dyskusji... Jednomandatowe Okręgi Wyborcze w Sądzie! Wysłane piątek, 25, lutego 2011 przez Krzysztof Pawlak |
| Pobierz |
21 lutego br. w auli Biblioteki Wojskowej na warszawskiej Pradze miała odbyć się dyskusja panelowa pt. "Jaka przyszłość czeka Polskę?" pod patronatem posła na Sejm RP z ramienia Prawa i Sprawiedliwości Artura Górskiego. Niestety, na kilka dni przed terminem poseł został poinformowany przez dyrekcję Biblioteki Wojskowej, że umawiając z Nim termin spotkania, zapomnieli poinformować Go o spodziewanym remoncie i z tego powodu wynajęcie auli bibliotecznej nie może dojść do skutku. Poseł Górski wynajął więc "w trybie awaryjnym" salę gimnastyczną pobliskiej szkoły, by jednak dyskusja tak znamienitych osobistości życia publicystyczno-politycznego mogła się odbyć. W ten sposób umówiony patronat medialny naszej TV ASME też mógł się odbyć i prezentujemy Państwu I część nagrania z tej dyskusji...Nagranie trwa ponad 44 minuty. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości. Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME
| Pobierz |
| Pobierz |
Proszę Państwa, nie dobrze jest! Przyjaciel generała Jaruzelskiego znalazł się w ogromnych opałach! Po "jaśminowej rewolucji" w Tunezji, która »się przerzuciła« do Egiptu, zamieszkami gwałtownymi ogarnięta została Libia. Pułkownik Muammar Kadafi, który też przejął władzę po zamachu stanu w 1969 roku, kiedy obalił króla Idrysa, zaczyna być w opałach, bo część wojska przeszła już na stronę przeciwników. Wygląda na to, że libijska Zamahirija zaczyna się sypać, więc generałowi Jaruzelskiemu pewnie jest przykro, bo to był jeden z niewielu przyjaciół, jacy mu zostali. Ponoć część Libii znalazła się już »w rękach ludu«. Ważna jest jednak odpowiedź na pytanie: w czyich rękach znalazł się lud?" - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik witryny ASME, pochyla się nad doniosłymi wydarzeniami z ostatnich dni mającymi miejsce i czas nie tylko na dworach północnej Afryki oraz Europy.A poza basenem Morza Śródziemnego, czyli na przykład w "nieszczęśliwym kraju nad Wisłą" - lud wcale nie zachowuje się tak, jak w Tunezji, Egipcie czy Libii: wcale się nie buntuje, nie demonstruje, przeciwnie - coraz większym zaufaniem - właśnie się to okazało we wtorek 22 lutego z badań tzw. sondażowni CBOS - obdarza swoich "umiłowanych przywódców, a szczególnie - towarzysza Grzegorza Napieralskiego. Że obdarza takim zaufaniem prezydenta Bronisława Komorowskiego - to jasne! Ale żeby tow. Napieralskiego obdarzał większym zaufaniem niż samego premiera Donalda Tuska? Sam pan premier w końcu to zauważył i zwierzył się swoim ministrom, że "ktoś przełożył wajchę"... Zdaje się - tę samą, którą ta sama ręka Siły Wyższej przestawiła w położenie przeciwne w 2005 roku, kiedy Platforma Obywatelska osiągnęła swój pierwszy sukces wyborczy. Tymczasem jednak w czwartek cały rząd premiera Tuska (nie wiadomo, czy ktoś zostanie, kto będzie gasić światło!) odbędzie pielgrzymkę "ad limina" do Izraela. Ta pielgrzymka całego polskiego rządu odbywa się w trzy tygodnie po pielgrzymce połowy rządu niemieckiego do Izraela, kiedy to "nasza złota pani Aniela" poczyniła pewne ustalenia z premierem Netanjahu. Jakie ustalenia? Pewne światło rzuca na ich treść publikacja izraelskiej gazety "Haaretz" z 18 lutego, gdzie ujawnione zostało uruchomienie programu rewindykacji mienia pożydowskiego w Europie Środkowej, który będzie prowadzony przez ogólnoświatową Agencją Żydowską wraz z rządem izraelskim. Dyrektorem wykonawczym tego interesu został pan Brown, Żyd z Nowego Jorku, a koordynatorką techniczną została pani Ania Wierchowskaja, osławiona już z czasów operacji "szlamowania banków szwajcarskich" przedsięwziętej przez organizacje Przemysłu Holokaustu. Rozumiem, że przed polskimi wyborami parlamentarnymi o całej sprawie nie będzie głośno w mediach, ale zacznie się natychmiast po wyborach - uśmeicha się Stanisław Michalkiewicz. Warto odnotować też wstępną deklarację pana Jarosława Kaczyńskiego, że na razie nie dopuszcza do siebie myśli o koalicji z Platformą Obywatelską, ale - tylko z tego powodu - że PO kontynuuje program "anihilacji Prawa i Sprawiedliwości". Ale gdyby PO poszła do Canossy? - zastanawia się publicysta. Nagranie trwa ponad 8 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości. Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME
Na popularnym portalu internetowym "Salon24", którego właścicielem jest znany dziennikarz Igor Janke, kilka dni temu założył swój blog Jarosław Kaczyński i w pierwszym wpisie przedstawił swoją wizję dla Polski. Fakt ten stał się sensacją dnia, a może nawet wielu dni, bo tekst "odświeżono" od razu kilkaset tysięcy razy i i pojawiła się istna lawina komentarzy, co samo w sobie jest wynikiem wyjątkowym i rekordowym. Doniosłe to wydarzenie polityczne zostało zauważone przez chyba wszystkie media i może nawet zepchnęło w cień Afrykę Północną, a dziennikarze wszelkich opcji zaczęli przepytywać różnych polityków o ich opinię na ten temat. Zastanawiano się też, czy Jarosław Kaczyński zechce ustosunkować się do pytań i uwag komentujących blogerów, tym bardziej, że miał on do tej pory opinię człowieka unikającego komputerów i internetu? Ale Prezes PiS i tu sprawił niespodziankę, i, w odróżnieniu od wielu innych politycznych blogerów, którzy traktują swoje blogi jako sui generis tablice reklamowe, już 21 lutego, ustosunkował się do szeregu komentarzy.W zalewie komentarzy padły też pytania o ordynację wyborczą i jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do Sejmu. I tak na przykład, bloger "Kungalu" napisał: "Ja powiadam trzeba dokonać fundamentalnej zmiany systemu. A pierwszym krokiem tej zmiany powinna być zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu, na ordynację JOW jak brytyjska. Dlaczego PiS tak się boi takiej zmiany? Przecież to jest początek naprawdę patriotycznych przemian". I Jarosław Kaczyński odpowiada: "Stawianie tak sprawy jest, obawiam się, niezrozumieniem systemu brytyjskiego, gdzie posłowie są w istocie mianowani przez kierownictwo partii. I to w końcu Polacy powinni przyjąć do wiadomości - nie można żyć w świecie zupełnie oderwanym od rzeczywistości. W brytyjskiej praktyce politycznej jest tak: jakiś młody polityk zasługuje się odpowiednio kierownictwu partii i dostaje na próbę »zły« okręg - taki, w którym jego partia zwykle przegrywa. Tam ma się sprawdzić, czy potrafi pracować, czy potrafi być twardy, czy potrafi zrobić duży wysiłek, mimo że wie, że ma minimalne czy prawie żadne szanse na zwycięstwo. Jeżeli się sprawdzi, to w kolejnych wyborach dostaje już taki okręg, gdzie są one znaczne. Przy czym jego związek z tym okręgiem jest w ogromnej większości praktycznie zerowy, jest to bardzo często okręg, w którym on wcześniej nigdy w życiu nie był - nie tylko tam nie mieszka, nie tylko się nie urodził, ale w ogóle nie był. I tak to wygląda, tak wygląda system jednomandatowy i on wtedy może funkcjonować. U nas natomiast jest naiwne przeświadczenie, że można stworzyć taki mechanizm oddolnie wybieranych posłów, którzy jednocześnie będą co później robili? Każdy będzie oddzielnie. I w jaki sposób taki parlament będzie funkcjonował? Efekt będzie taki, jak ostatnio widzieliśmy w Pile, będzie mnóstwo ludzi, którzy po prostu dlatego, że mają finansowo mocną pozycję, chociaż żadnych kwalifikacji moralnych i intelektualnych, zostaną posłami. Podobnie też było na Ukrainie, gdzie częściowo wprowadzono takie okręgi. Taki będzie jedyny skutek. I trzeba naprawdę bezmiaru naiwności albo złej woli, żeby coś takiego proponować". Jarosław Kaczyński jest dzisiaj najbardziej popularnym politykiem polskim, jego słowa mają więc "wielką siłę rażenia" i kiedy przekazuje Polakom jakieś zdecydowane opinie na najważniejsze sprawy państwowe, a taką niewątpliwie jest sprawa procedury wyborczej, to wypada uważnie im się przyjrzeć. Tym razem każe on nam wierzyć, że "posłowie brytyjscy są mianowani przez kierownictwo partii", a więc, że to nie obywatele Wielkiej Brytanii decydują o tym kto ich reprezentuje w Izbie Gmin, lecz partyjni baronowie. Dlatego warto by poprosić Jarosława Kaczyńskiego, żeby podał nam nazwisko brytyjskiego posła, który dostał mandat pomimo, że zagłosował na niego zaledwie jakiś 1 promil czy choćby tylko 1% wyborców? Statystyki wyborcze, po każdych brytyjskich wyborach pokazują, że aby uzyskać tam mandat trzeba koniecznie mieć poparcie nie mniejsze niż 30% głosujących. Porównajmy to z polskim Sejmem, w którym ok. 2/3 posłów nie zdobyło więcej niż 1 głos na 100 wyborców z ich okręgów. Np. z posłanką Moniką Ryniak z PiS, która w wyborach uzyskała poparcie 1494 głosów, co stanowi 0,16% wyborców krakowskich, a 0,26% tych, którzy pofatygowali się do urn. Albo z posłem PiS Kazimierzem Smolińskim z Gdańska, na którego głosowało 2774 wyborców, co stanowi 0,33% wszystkich wyborców, a zaledwie pół procenta głosujących. Kto ich posłał do Sejmu? Gdzie szukać wyborców, którzy poparli te kandydatury? I może Jarosław Kaczyński wskaże nam posła brytyjskiego z poparciem 2 tysięcy głosów, przy tym w okręgach dziesięciokrotnie mniejszych niż te, z których pochodzą posłowie z jego nadania? Jako argument przeciwko JOW Jarosław Kaczyński opowiada nam los jakiegoś - jak rozumiem typowego - młodego kandydata na mandat poselski w Wielkiej Brytanii, którego szef partii wysyła do "złego" okręgu, żeby się tam sprawdził, a dopiero gdy się tam wykaże energią i zdolnościami, wtedy, ewentualnie, pozwoli mu kandydować w "dobrym" okręgu, czyli w takim, w którym partia z reguły wygrywa. Ciekawy jest ten zarzut i staram się pojąć, co jest w tym nagannego? Co to znaczy "dobry okręg" i dlaczego partia w tym okręgu z reguły wygrywa? Wydawałoby się, że w tym okręgu partia ma już kandydata, który jest na tyle znany i popularny, że ma zwycięstwo w kieszeni. Po cóż więc doświadczony szef partii miałby tam wysyłać człowieka nieznanego i nieopierzonego? Żeby przegrać tam wybory? To chyba normalne i naturalne, że kieruje zdolnego i ambitnego kandydata na posła tam, gdzie partia nie potrafiła do tej pory wygrać? Chciałbym natomiast zobaczyć takiego posła brytyjskiego, który wygrał wybory w okręgu, w którym nikt go nie zna, o którym nie ma on pojęcia i w którym nawet nigdy nie był? Jakiś przykład, choćby tylko jeden? Byłoby też pożyteczne, gdyby Jarosław Kaczyński opowiedział nam o kraju, w którym w wyniku wyborów takich, jak w W. Brytanii, powstał parlament złożony z posłów "od Sasa do Lasa", czyli, jak to ujmuje szef PiS, występujących oddzielnie. Naiwni politolodzy, zaczynając od Maurycego Duvergera, twierdzą, że system brytyjski tworzy dwubiegunową scenę polityczną i jakoś ta hipoteza potwierdzona została w praktyce wszystkich znanych krajów, dlaczego więc Jarosław Kaczyński uważa, ze Polska będzie pierwszym wyjątkiem? Co jest takiego niezwykłego w psychice i mentalności Polaków, że uzasadnia takie przewidywania? Przykład z Piłą i niedawnym wyborem Henryka Stokłosy na senatora jest rzeczywiście nieprzyjemny. Został on senatorem, bijąc w wyborach kandydatów PO, SLD i PSL. Kandydata PiS zabrakło i może szkoda, że Jarosław Kaczyński nie znalazł - jak brytyjscy szefowie partii - żadnego młodego i ambitnego kandydata, aby wysłać go do Piły, żeby przeszkodzić Stokłosie? Stokłosa wygrał nie tylko wbrew wszystkim partiom, ale i wbrew mediom, które nie pozostawiły na nim suchej nitki. Okropna sytuacja! Tak, to jest poważny powód, żeby nie lubić JOW: może się okazać, że ani partyjne autorytety, ani złotouści agitatorzy medialni mogą nie wystarczyć, aby posłami zostawali nie ci, których chcą obywatele, tylko ci, których mianują szefowie partii politycznych. Zmusiłoby to szefów partii do wysuwania na kandydatów do Sejmu nie swoich zaufanych, ale ludzi, którzy cieszą się zaufaniem wyborców, a to jest całkiem nie to samo. Jerzy Przystawa Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME. Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW
To bardzo aktywny internauta. Prowadzi własnego bloga, wpisuje się też na innych blogach - tych szczególnej proweniencji: Millera, czy Szyszkowskiej. Pisze też artykuły do prasy, jeśli za taką można uznać Urbanowe "NIE". W jednym w numerów tego komunistycznego szmatławca wystąpił jako publicysta-moralizator w sprawie prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego. Ten bloger i filozof to wieloletni, "zasłużony" esbek, były szef bezpieczeństwa w Olsztynie.O karierze Małkowskiego płk Wiesław Poczmański - bo o jego przypadek tu chodzi - wypowiadał się też na łamach "Rzeczpospolitej": "Gdy chcieliśmy rozpracować środowisko dziennikarskie, szedłem do Małkowskiego i pytałem o konkretne osoby" - zwierzał się esbek. Wtedy, pod koniec lat 80. późniejszy, "bezpartyjny" prezydent Olsztyna awansował na szefa cenzury w mieście. Akta Instytutu Pamięci Narodowej nic nie mówią o współpracy Małkowskiego z bezpieką. W jego teczce osobowej jest tylko krótka informacja: "w razie wojny przeznaczony na zarządcę cywilnego dla województwa olsztyńskiego". "Opiekun" Moczulskiego i Wajdy Przywilejów emerytalnych byłych funkcjonariuszy służb PRL od lat broni lewica, wspierana w tym dziele przez "Gazetę Wyborczą" i Lecha Wałęsę (choćby głośna ostatnio sprawa wystawienia przez byłego prezydenta certyfikatu moralności esbekowi Stanisławowi Rybińskiemu). Czyli nic nowego, ale czasem w swoim uwielbieniu demokracji i praw człowieka (bo "nawet ubek też jest brat i człowiek" - jak śpiewał przed laty z przekąsem Jan Krzysztof Kelus), postępowcy owi przekroczą wszelkie granice. Tak było w lutym 2009 r., kiedy mieli czelność zaprosić do Sejmu właśnie pułkownika SB Wiesława Poczmańskiego. Ten z kolei miał czelność - w świetle fleszy - powiedzieć, by "do cholery pokazać mu tego, któremu wyrywano paznokcie". Bo przecież bezpieka niczego nie wyrywała, tylko siała, czuwając potem nad bezpieczeństwem zbiorów. No, chyba że wyrywała "chwasty". Bezpieczeństwa i światowego pokoju Poczmański bronił przez, bagatela, 38 lat. Jak trafił do SB? "Studiowałem prawo na UW. Wylądowałem jako referent w stołecznych pralniach i farbiarniach. I referentowi nagle ktoś zaproponował pracę w kontrwywiadzie" - opowiadał w 2005 r., w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". - "Poczułem się uczestnikiem misji wywiadowczej w Bonn. Był początek lat sześćdziesiątych, o rewizjonizmie zachodnioniemieckim radio trąbiło od rana do wieczora. Znalazłem się w komendzie stołecznej, w drugim wydziale SB. Przez jakiś czas zajmowałem się uciekinierami z Polski na Zachód". No bo - jak to tak? Rejterować? - myślał zapewne Poczmański. - Zamiast jedyny sprawiedliwy społecznie ustrój utrwalać, umacniać? Prócz "opieki" nad wrogim, antysocjalistycznym elementem, któremu nie wiedzieć czemu przyszło do głowy uciekać z Polski, służył "na odcinku handlu zagranicznego". W 1968 r. wylądował w Departamencie III MSW, który tropił opozycję, wywrotowych studentów i wszystkich, którzy w oczach bezpieki zagrażali linii partii. Inni niepokorni - Kościół i chłopi mieli "swój" Departament IV. Poczmański rozpracowywał m.in. lidera KPN Leszka Moczulskiego. W latach siedemdziesiątych Wiesław Poczmański zmienił obiekt zainteresowań. Tym razem "opiekował się" środowiskiem filmowców, ze szczególnym uwzględnieniem Andrzeja Wajdy. Agentów pozyskiwał głównie dzięki szantażowi - ktoś jeździł po pijanemu, ktoś był rozwiązły w małżeństwie. Dbał o to - jak sam mówi - aby w kinematografii nie zrodziły się koncepcje niezgodne z pomysłami PZPR na film polski. Przynajmniej w przypadku Wajdy - co widać po jego koncesjonowanej karierze - poskutkowało. W 1981 r. Poczmańskiego wybrano - podobno wbrew kierownictwu resortu - na I sekretarza PZPR w MSW. W 1982 r. został szefem SB w Olsztynie. W 1990 r. nie poddał się weryfikacji i przeszedł na emeryturę. Wzorem Jaruzelskiego Gębę Poczmańskiego dobrze znali koledzy esbecy. Polacy po raz pierwszy mogli ją zobaczyć w czerwcu 2007 r., na zorganizowanej przez IPN wystawie "Twarze olsztyńskiej bezpieki". Opinie o niej - nie Polaków, ale esbeka Poczmańskiego - cytowała nie kto inny jak "Gazeta Wyborcza", specjalistka od relatywizowania postaw, zacierania różnic między dobrem i złem oraz porozumień ponad podziałami: "Ta wystawa to ordynarne, chamskie szczucie. Efekt będzie taki, że teraz pewnie ktoś mnie na ulicy rozpozna, podejdzie i da mi w mordę".Dziennikowi Michnika w cytowaniu Poczmańskiego wtórowała "Gazeta Olsztyńska": "Na takie wystawy reaguję z absolutną pogardą. Z pogardą odnoszę się do skurduplałej dyktatury, której rządy mamy teraz w Polsce". "Odważnym wszystkim pokłon niski, pogarda dla kanalii" - śpiewał znów Jan Krzysztof Kelus i bynajmniej nie było to o działaczach ówczesnej opozycji - "chwastach", które Poczmański musiał, ale i chciał wyrywać. W imię narodowego pojednania "GO" przeprowadziła nawet wywiad z esbekiem. Poczmański mówił oczywiście, że niczego się nie wstydzi. Że w pracy kierował się zasadami, a dzisiejsza Polska i jej służby (IPN) są mniej etyczne od PRL i SB. "Moja działalność przypadła na bardzo trudne lata 80. To, co wyprawiała »Solidarność«, było straszne". Takie same rewelacje równie bezkarnie powtarza do dziś główny przełożony Poczmańskiego - towarzysz Wojciech Jaruzelski - doradca obecnego prezydenta RP. "Ale chyba nie powie Pan, że bezpieka nie zniszczyła życia ludziom?" - pyta Poczmańskiego dociekliwy dziennikarz gazety, nie "Wyborczej", ale "Olsztyńskiej". "Mamy przypadki spektakularne jak zabójstwo księdza Popiełuszki" - odpowiada esbek. - "Ale ile było takich przypadków? Zaledwie kilka, no zgoda - kilkadziesiąt". Kilku czy kilkudziesięciu zamordowanych - jakie to ma znaczenie? Przecież to tylko "chwasty". Nawet jedna ofiara jaruzelskiej "demokracji" nie jest godna szacunku esbeka. Dalej o agentach. Według Poczmańskiego sami są sobie winni - przecież mogli nie zgadzać się na współpracę. A przymus? "Dziś wszyscy tak mówią, ale to też były sporadyczne przypadki". I teraz prawdziwa bomba. Poczmański bez przymusu, szczerze wyznał, że... niszczył akta. Dlaczego to robił? Aby chronić swoich agentów "od skrajnie tendencyjnych i nieuprawnionych sądów". To samo robił Wałęsowy esbek. Do tej ostatniej sprawy - certyfikatu Wałęsy dla Rybińskiego - odniósł się dr Piotr Gontarczyk, historyk, zastępca dyrektora Biura Lustracyjnego IPN: "Ze strony byłego prezydenta jest to nagroda za tuszowanie spraw związanych z działalnością współpracownika SB o kryptonimie »Bolek«. Rybiński to jeden z najbardziej »zasłużonych« w akcji znikania dokumentów odziedziczonych po SB przez UOP w latach 90. Jeżeli wspomniany człowiek twierdzi, że wspierał »Solidarność« w latach 80., to przekracza wszelkie granice tupetu i bezczelności. Zwróćmy uwagę, że sprawa pojawia się 20 lat po 1989 r., kiedy wspomniany esbek zagrożony jest odebraniem mu specjalnych praw emerytalnych". Ostatecznie wymiar sprawiedliwości III RP zachował odrobinę zdrowego rozsądku i nie uznał certyfikatu Wałęsę. Palacz akt Rybiński stracił prawo do wyższej emerytury. "Wyczyszczono wszystko" Ale wracając do Poczmańskiego. Artykuł w "Gazecie Olsztyńskiej" nie pozostał jednak bez echa. Zawiadomienie o "popełnieniu zbrodni komunistycznej polegającej na niszczeniu dokumentów..." złożył do IPN przeciwko Poczmańskiemu prokurator Stefan Śnieżko. Dołączył wypis z materiałów ewidencyjnych dotyczących własnej osoby potwierdzający duże luki w dokumentach. Bezkarny, pewny siebie Poczmański od razu zareagował: "Spodziewałem się czegoś takiego. Ci ludzie żyją tylko rozliczeniami, a ja lubię się z nimi pobawić". Wystawa "Twarze olsztyńskiej bezpieki" z gębą Poczmańskiego stała się podstawą książki o tym samym tytule. Esbek znów nie mógł puścić tego płazem. Na jednej z lewackich stron można było przeczytać jego oświadczenie: "[Książka] stanowi jedyny w swoim rodzaju przejaw warsztatowego cofnięcia się autorów - ludzi z tytułami naukowymi - o całą epokę, tzn. do czasów, które z taką zaciekłością potępiają. Mam na myśli zideologizowany bełkot tak charakterystyczny dla większości politycznych tekstów głównie z lat 50. ub. stulecia, który jednak stopniowo zanikał w kolejnych dekadach istnienia PRL, by bujnie się odrodzić w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. w tzw. IV RP w szczególności". Wiwat PRL! Wiwat Jaruzelski i Kiszczak! Precz z Kaczyńskimi! Poczmański tłumaczy: to "drastyczne zaczernianie obrazu rzeczywistości, brutalne flekowanie ludzi z nią związanych, a nawet posługiwanie się zwykłym kłamstwem". Niżej podaje przykłady "kłamstw". Np. to, że nie był anonimowy: "O mojej nominacji w maju 1982 r. na szefa olsztyńskiej SB zawiadomiła PT Olsztyńską Publiczność miejscowa prasa", nie mówiąc o sąsiadach, ekspedientkach czy kelnerach w knajpach. A polską rację stanu obraża nie on, ale pseudohistorycy IPN. Podpisane: Wiesław Poczmański, b. z-ca ds. b. Służby Bezpieczeństwa, b. szef b. Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Olsztynie, Warszawa, styczeń 2008 r. Podobnie otwarty, podszyty bezkarnością był płk Poczmański w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", pod znamiennym tytułem "Łapałem ptaszki do statystyki". Na pytania dziennikarza, czy jego agenci mogą czuć się zagrożeni, znowu błysnął bezkarną szczerością: "Mogą spać spokojnie. Na początku 1990 roku akta ze swojej szafy pancernej wyniosłem do kotłowni komendy wojewódzkiej milicji i spaliłem w piecu". Kolejne pytanie: "Sporo tego było?". Odpowiedź: "Nieduży stosik". Poczmański jeszcze bardziej otworzył się w kwestii palenia akt SB, stwierdzając bez ogródek: "Wyczyszczono wszystko, łącznie z dokumentacją finansową". Czy pion śledczy IPN zbadał już sprawę palenia akt przez płk SB Wiesława Poczmańskiego? A co dzieje się z podobną sprawą Stanisława Rybińskiego? Prócz owego palenia Poczmański miał też w pracy inne problemy: "Każdy pozyskiwany to nowe problemy. Ciągły stan napięcia emocjonalnego, jak zachowa się wytypowany na tajnego współpracownika. Jak go do tego skłonić, czy wystarczą pieniądze itd. Sam to przeżywałem. W końcu delikwent podpisywał zobowiązanie. Stawałem się w pewnym sensie dla pozyskanego bliską osobą. Wytwarzał się między nami stan pewnej intymności. Na przykład tajny współpracownik dzwonił do mnie o północy, że chce się natychmiast spotkać. Musiałem coś powiedzieć rodzinie, żonie, dlaczego wychodzę w nocy z mieszkania. Spotykam się, a moja agentka wypłakuje mi się w klapy, bo coś jej w życiu osobistym zgrzytnęło". Prawda o tamtych czasach Blog Poczmańskiego cieszy się dużym zainteresowaniem. Budzi też "kontrowersje". Na jednej ze stron internetowych można znaleźć wpis, kwestionujący m.in., że Poczmański jest nazywany "ostatnim olsztyńskim SB-ekiem": "żyje ich jeszcze wielu, choćby ja, dowodem jest ten komentarz". I dalej: "Czy pisanie blogów czy jakichkolwiek innych tekstów dla esbeków jest zabronione? Nie tylko nie jest zabronione ale bardzo ważne, gdyż jest to okazja do pisania prawdy o tamtych czasach, o tych podobno tak strasznych ludziach. Niestety, nasze wypowiedzi w większości giną w gąszczu kłamstw rozpowszechnianych przez pseudo historyków IPN-u, niespełnionych opozycjonistów, którzy nie załapali się na żadne »fuchy« czy innych małych nie tylko wzrostem". "Przy okazji" kolejny olsztyński SB-ek zaprosił na swojego bloga. Czy też był tak zasłużony, jak płk Wiesław Poczmański? Szantażował, niszczył ludziom życie? Czy u progu wolnej Polski też palił akta, a dziś ma czelność wychwalać PRL-owską dyktaturę i jej morderstwa? Bo podobno szerzenie komunistycznej ideologii - tak jak nazistowskiej - jest w Polsce zakazane, a łamanie tego zakazu ścigane mocą prawa demokratycznego państwa? Ale oczywiście, esbecy i ich ochroniarze (czyli np. "Gazeta Wyborcza" i Wałęsa) woleliby sami pisać swoją historię. Tylko w ten sposób poznamy "prawdę o tamtych czasach", a nie dzięki żmudnej pracy naukowców, bo to przecież "pseudohistorycy", działający na zlecenie "skurduplałej dyktatury". Tadeusz M. Płużański Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.
Proszę Państwa, kontynuacja jest większa niż moglibyśmy się spodziewać! Zgodnie z formułą księcia Saliny w powieści »Lampart«, że »trzeba wiele zmienić, by wszystko zostało po staremu« - oto »Gazeta Wyborcza« donosi o porozumieniu, jaki zawarło stowarzyszenie Kampania Przeciwko Homofobii - z Policją. Odtąd Policja ma już bardzo skrupulatnie traktować wszelkie doniesienia o przestępstwach »na tle homofobicznym«, a w rewanżu KPH i całe »te« środowisko - co? Czym może się zrewanżować ktoś, kto chce się przypodobać policjantowi? Wiadomo - dostarczaniem poufnych informacji. Dobrze wiedzieć, że kontakty ze środowiskiem sodomitów i gomorytek nie tylko mogą zagrozić niespodziankami natury... dewiacyjnej, ale także donosami do Policji. W PRL, »za głębokiej komuny« Służba Bezpieczeństwa też lubiła rekrutować informatorów ze środowiska sodomitów i gomorytek, nazywając całą akcję kryptonimem »Hiacynt«, tyle że nie było w gazetach tak ostentacyjnych ogłoszeń o tym..." - Stanisław Michalkiewicz, stały współpracownik witryny ASME, komentuje najnowsze wydarzenia ze scen teatrów politykierskich oraz "ałtorytełesowych" "polskiego regionu UE.Zjawisko kontynuacji występuje również - w sposób podwójny - w Krakowie. Pierwszy objaw to promocja "światowej sławy historyka" przez wydawnictwo "Znak". Pani Danuta Skóra z tego wydawnictwa wprawdzie przeprosiła, że ktoś mógł się poczuć urażony książką "Złote żniwa", ale z drugiej strony zapowiedziała, że spodziewa się zysków, które zostaną przeznaczone na działalność społeczną. Jak widać - obłuda w tym środowisku już "zeszła", myślą, że "czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty", że jak ktoś raz uzyskał tytuł "ałtoryteta moralnego in odore sanctitatis", to niezależnie co zrobi - poniżej tego diapazonu zejść nie może. Tymczasem pan redaktor Roman Graczyk tylko patrzeć, jak wyda książkę "Cena przetrwania", która przedstawia infiltrację i inwigilację środowiska "Tygodnika Powszechnego" przez PRL-owską Służbę Bezpieczeństwa. Redaktor Graczyk twierdzi, żer "dotarł do takich dokumentów, których istnienia nawet nikt nie podejrzewał", a tym bardziej - nie podejrzewały ich istnienia "ałtorytełesy" z "Tygodnika Powszechnego". Teczki pracy agentów SB w "TP" oczywiście się nie zachowały, dziś możemy tylko domyślać się, że być może na skutek działań redaktora z "Tygodnika Powszechnego" Krzysztofa Kozłowskiego, który był ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, albo buszowania w archiwach MSW PRL osławionej "komisji Michnika", albo w końcu - że to "poczciwy generał Kiszczak" poradził swoim podwładnym, by te teczki w charakterze polisy UB-ezpieczeniowej sobie zachowali. Dzięki tym dokumentom, których "istnienia nikt nie podejrzewał", wiemy, że pani Halina Bortnowska była Kontaktem Operacyjnym SB PRL, panowie Mieczysław Pszon, Woźniakowski, Marek Skwarnicki - byli już pełnymi Tajnymi Współpracownikami Służby Bezpieczeństwa PRL - ale oczywiście! - "bez swojej wiedzy i zgody"... - uśmiecha się Stanisław Michalkiewicz. Książka pana Graczyka może więc być Pierwszym Poważnym Sygnałem ze strony Pana Boga, że Jego cierpliwość - na widok tego łajdactwa - zaczyna się wyczerpywać. Środowisko "świętych rodzin krakowskich" nie dość, że się łajdaczyło, ale jeszcze chce, by te łajdaczenie uznane zostało "in odore sanctitatis"! Inne Pierwsze Poważne Ostrzeżenie zostało wystosowane - już bez Boskiej pomocy - także do Platformy Obywatelskiej, bo oto coraz więcej Młodych, Wykształconych z Dużych Miast wyraża rozczarowanie samym panem premierem Tuskiem, rządem PO i PO samą jako taką. Nieomylny to znak, że razwiedka powoli zwija parasol ochronny nad Platformą, a zaszczyty, profity i pieniądze zostają przerzucone na Sojusz Lewicy Demokratycznej, który - pozostając tą jej pierwszą miłością - może i w obecnym roku wyborczym zwycięzcą nie będzie, ale wysforuje się do roli "jedynego możliwego koalicjanta"... - snuje rozważania na przyszłość publicysta. Nagranie trwa prawie 11 minut. W Klubie TV ASME - jest dostępna pełna wersja w najlepszej jakości. Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME
| Pobierz |
| Pobierz | |