Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Stefan Michnik aresztowany - Tadeusz M. Płużański Wysłane wtorek, 9, marca 2010 przez Krzysztof Pawlak |
Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie wydał nakaz aresztowania brata naczelnego "Gazety Wyborczej". Umożliwi to IPN - na którego wniosek takie postanowienie zostało wydane - rozpoczęcie ekstradycji ze Szwecji tego komunistycznego zbrodniarza. Czyli po 10 latach ścigania Stefana Michnika polski wymiar sprawiedliwości tryumfuje. To niestety tylko część prawdy. Zarzuty, choć grozi za nie do 10 lat więzienia, dotyczą spraw pobocznych. Nie obejmują największych "zasług" krwawego sędziego w stalinowskim systemie bezprawia.80-letniemu Michnikowi zarzuca się, że nie dopełnił obowiązków przy przedłużaniu aresztu wobec więźniów UB. W praktyce oznaczało to, że sankcjonował ich bezprawne aresztowania, pozostawiając w rękach katów z bezpieki. Przypomnijmy, że dokładnie o ten sam czyn była podejrzana prokuratorka Helena Wolińska. Jaki był efekt ścigania inkwizytorki - dobrze wiemy. Stalinowska prokuratorka zmarła dwa lata temu w Oksfordzie. Najpierw polscy śledczy nie potrafili prawidłowo sformułować wniosku ekstradycyjnego, później wypięły się na nas władze Wielkiej Brytanii.
A Michnik? Jego sumienie obciążają przede wszystkim wyroki na niewinnych ludzi, których jedyną przewiną była niezgoda na nową okupację - wyroki wieloletniego więzienia, a nawet śmierci (w tym wykonane). Swego czasu policzyliśmy, że tych ostatnich było co najmniej dziewięć. Wszystkie procesy polityczne, w których orzekał Michnik, zostały sfingowane przez UB. Część z nich wolna Polska zakwalifikowała jako przestępstwa najcięższe, czyli morderstwa sądowe. O prawomocności wyroków Michnika niech świadczy fakt, że po 1956 r. wszyscy skazani zostali zrehabilitowani (w tym również pośmiertnie).
Co zatem stoi na przeszkodzie, aby pociągnąć Michnika do odpowiedzialności za jego zbrodnie? Prokurator Marek Klimczak z warszawskiego IPN tłumaczy: - Wiemy, że Stefan M. wydawał wyroki śmierci, ale brakuje nam materiału dowodowego.
MAŁE SZANSE
NA EKSTRADYCJĘAle to nie jedyne kłopoty z Michnikiem. W sierpniu ub.r. 2009 r. ten sam sąd wojskowy wydał kuriozalny wyrok - stwierdził, że aby cokolwiek zarzucać Michnikowi, trzeba mu najpierw uchylić immunitet. IPN-owi udało się przekonać sędziów wyższej instancji, że taki immunitet mógł obowiązywać jedynie w latach 50. Rok temu nie mógł go nawet chronić immunitet bibliotekarski (gdyby takowy w ogóle istniał), gdyż od połowy lat 90. jest na emeryturze. Gwoli ścisłości - formalnie Michnik sędzią nigdy nie był, a jedynie asesorem sądowym, bo studiów prawniczych nie miał czasu - ze względu na natłok pracy dla "ludowej" Ojczyzny - skończyć. Zawodu przyuczył się na przyspieszonych, dwuletnich kursach w Oficerskiej Szkole Prawniczej. To wystarczyło, aby w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie prowadzić sprawy najcięższego politycznego kalibru (nawet przewodniczyć rozprawom), potem awansować do Najwyższego Sądu Wojskowego i uczyć prawa innych w Akademii Wojskowo-Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego. Ważniejsza od kwalifikacji była "chęć szczera", którą tak wyraził: "do OSP chcę wstąpić dlatego, że szkoła ta kształci tych, którzy będą realizować dyktaturę proletariatu w praktyce". Tę dyktaturę realizował dwutorowo - w krwawym orzecznictwie i donosach na kolegów jako TW Kazimierczak - informator, a następnie rezydent Informacji Wojskowej.
No dobrze - spyta ktoś - ale jakie są szanse na sprowadzenie Stefana Michnika do Polski i osądzenie go? Biorąc pod uwagę słabość obecnego zarzutu, niewielkie. Dodatkowo, w Szwecji ściganie zbrodni komunizmu jest jeszcze trudniejsze niż w Polsce (rzadko uznaje się je za zbrodnie przeciwko ludzkości, a warunkiem ekstradycji jest podobna kwalifikacja i karalność danego czynu w obu państwach); Szwecja nie wydaje swoich obywateli innym krajom (ta reguła dotyczy zresztą większości tzw. cywilizowanych państw na świecie, wyjątkiem jest solidarność w tej kwestii Skandynawów). W tej sytuacji nawet skuteczniejszy Europejski Nakaz Aresztowania może nie pomóc. Pozostaje mieć nadzieję, że IPN odnajdzie brakujące dokumenty.
OD ELEKTRYKA
DO ZBRODNIARZAKim jest Stefan Michnik, prócz tego, że przyrodnim, starszym o 16 lat bratem Adama? Urodził się 28 września 1929 r. w Drohobyczu. Jego miastem, jak deklaruje, do dziś pozostał Lwów - tu do 1939 r. uczęszczał do szkoły powszechnej (której zresztą też nie ukończył). Ważniejszy od Lwowa był dla niego jednak komunizm, który wyssał z mlekiem matki. Helena Michnik - aktywistka Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej "Życie" - po 1945 r. uczyła kadetów KBW i pisała zakłamane podręczniki do historii. Ojciec - też komunista, zginął w stalinowskich czystkach lat 30. Przyrodni ojciec - Ozjasz Szechter został przed wojną skazany za antypolską działalność w nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Po "wyzwoleniu" kierował m.in. Wydziałem Prasowym Centralnej Rady Związków Zawodowych.
Stefan Michnik też zapragnął służyć komunistycznej ojczyźnie. Nie bez znaczenia był zapewne również fakt, że razem z braćmi: Jerzym (późniejszy elektryk) i Adamem (późniejszy naczelny "GW") mieszkał przy Alei Przyjaciół 9/13, obok kierownictwa PZPR i MBP.
Karierę rozpoczął w Związku Walki Młodych, potem był Związek Młodzieży Polskiej, PPR i w końcu upragniona PZPR. To partia umożliwiła mu karierę zawodową: od elektryka (był laborantem w elektrowni warszawskiej) do zbrodniarza.
POGRZEBANY
NA ŚMIETNIKUStefan Michnik pracę w warszawskim sądzie wojskowym rozpoczął 27 marca 1951 r. Już dwa tygodnie później skazał na dożywocie żołnierza Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Stanisława Bronarskiego, ps. Mirek. Jego ofiarami byli również żołnierze AK, NSZ, WiN, działacze niepodległościowi. Zarzuty: szpiegostwo, próba obalenia przemocą ustroju, spisek w wojsku.
22-letni Edward Staniewski, AK-owiec, po wojnie zaangażowany w antykomunistyczne harcerstwo, w lutym 1952 r. dostał siedem lat: - Przewodniczący sądu był obwieszony medalami jak choinka, do tego dwóch bardzo młodych asesorów ze stopniami podporucznika. Potem dowiedziałem się, że jednym z nich był Stefan Michnik, mój równolatek. Staniewski na wolność wyszedł w 1954 r. Związał się z organizacją RUCH (znów aresztowany i osadzony w szpitalu psychiatrycznym), a potem ROPCIO, internowany w stanie wojennym, w 1986 r. musiał emigrować do Szwecji.
Lipiec 1951 r. Michnik skazuje Karola Sęka, przed wojną szefa kontrwywiadu RP w Wilnie i Siedlcach, żołnierza NSZ, po wojnie komendanta Okręgu Podlaskiego NZW, na karę śmierci. - Aby złamać ojca, UB aresztowało też mamę. Pisałem do Bieruta, aby wypuścił rodziców. Dostała dwa lata, ale wyszła po pół roku, na skutek amnestii - mówi Jan Sęk, który w chwili stracenia ojca miał 12 lat (jego siostra 10), a w wolnej Polsce uzyskał sądowe anulowanie komunistycznego wyroku. - Nie jestem żądny krwi, ale Michnik powinien trafić do więzienia. Ojciec nie ma nawet grobu, tylko tablicę na "Łączce". Kiedy go grzebali, był tam śmietnik.
NIE MOGŁA UWIERZYĆ
W ŚMIERĆ MĘŻAStyczeń 1953 r. Sąd pod przewodnictwem Michnika skazuje Huberta Cieślaka, szefa poakowskiej organizacji "Kraj" w Lublinie na KS. - Rada Państwa zmieniła mężowi wyrok na dożywocie. Potem przez długie lata nie mógł znaleźć pracy - wspomina żona Cieślaka.
Stefan Michnik dostąpił nawet zaszczytu orzekania w sprawie, którą prowadziła Helena Wolińska. Tadeuszowi Jędrzejkiewiczowi (oskarżonemu o działalność kontrrewolucyjną w Szkole Morskiej w Gdyni) udało się jednak ujść z życiem - mimo dwukrotnej kary śmierci wyrok złagodzono mu do 10 lat więzienia.
Był "święcie przekonany o winie oskarżonego na podstawie przeprowadzonych na rozprawie dowodów" - tak o roli Michnika w procesie redaktora naczelnego "Przeglądu Kwatermistrzowskiego", płk. Romualda Sidorskiego mówił inny krwawy sędzia - płk Mieczysław Widaj. Michnik zignorował fakt, że Sidorski nie przyznał się do rzekomej działalności szpiegowskiej.
Listopad 1951 r. - proces mjr. Zefiryna Machali, przedwojennego oficera, żołnierza Września, wywiezionego następnie do ZSRR, potem w PSZ na Zachodzie, od 1947 r. w Sztabie Generalnym WP. Michnik znów nie chciał słyszeć, że w śledztwie bezpieka wymusiła na nim zeznania i nie dopuścił do procesu obrońcy. Wyrok: kara śmierci. Zofia Machalla długo nie mogła uwierzyć w śmierć męża. Przez następne lata walczyła o jego dobre imię i zapewnienie minimum egzystencji dwójce dzieci.
ZASZKODZIĆ ADAMOWIStefan Michnik nigdy nie przyznał się do winy, nigdy nie przeprosił swoich ofiar i ich rodzin. Dziś ma czelność twierdzić, że przeszłość jest jego prywatną sprawą. Wydawał wyroki, bo takie były rozkazy przełożonych (to ograna śpiewka większości zbrodniarzy). Szwedzkiemu dziennikowi "Dagens Nyheter" powiedział kiedyś: "Wierzyłem, że służę swojemu krajowi. Dziś widzę, że zostałem oszukany". Czy syn - jakby nie patrzeć - inteligentów - mógł być aż tak nieświadomy?
W 1956 r., podczas narady partyjnej, Michnik mówił trochę inaczej: "Nam wtedy imponowało powiedzenie o zaostrzającej się walce klasowej i nieprawdę powie ten, kto by twierdził, że wtedy z niechęcią rozpatrywał te sprawy. (...) Muszę przyznać, że kiedy dostałem pierwszy raz poważną sprawę, to nosiłem ją przy sobie i starałem się, żeby mi tej sprawy nie odebrano".
Istnieje jedna rzecz, której jest pewien - jego ściganie ma zaszkodzić naczelnemu "Wyborczej". To oczywiście przekonało szwedzkie media. I drugi "argument" - o polskim antysemityzmie - dlatego Polska przyczepiła się też do Heleny Wolińskiej i Salomona Morela.
Michnika broni oczywiście drugi Michnik. "GW" napisała: "Zaliczono go [Stefana - TMP] do sędziów, których należy ukarać jedynie służbowo (...) i nie wszczynać przeciw nim postępowania karnego". Chodzi o raport tzw. komisji Mariana Mazura, powołanej w 1956 r. do "zbadania przejawów łamania socjalistycznej praworządności". Wszystko fajnie, ale Adam zapomniał wyjaśnić, że komuniści z rzeczonej komisji nie chcieli wsadzać innych komunistów do więzień. Taka była gomułkowska "odwilż". A ponadto: raport Mazura stworzono na podstawie ubeckich papierów, a podobno Adam Michnik nigdy ich nie uznawał. Ale, gdy chodzi o brata...
OPOZYCJONISTAW 1957 r. po przeniesieniu do rezerwy (to jedyna kara, jaką poniósł w związku z raportem komisji Mazura) Stefan Michnik na krótko zatrudnił się w adwokaturze warszawskiej. Potem płynnie przeszedł do wydawnictw MON, gdzie został redaktorem. Tak było aż do 1968 r., kiedy narodowi komuniści wyrzucili go z pracy i z PZPR.
Chciał uciec do USA (w Nowym Jorku od 1956 r. mieszkał jego brat Jerzy), ale ze względu na swoją komunistyczną przeszłość nie dostał wizy. Michnika i 2500 innych Żydów przygarnęła w latach 1969 - 1971 Szwecja. Prócz pracy bibliotekarza na uniwersytecie w Uppsali szybko zyskał uznanie polskiej emigracji: współpracował z "Wolną Europą", publikował - pod pseudonimem Karol Szwedowicz - w paryskiej "Kulturze". Tak jak Helena Wolińska popierał "Solidarność". I jak tu dziś ścigać takiego opozycjonistę, który dodatkowo jest wielbicielem książek i muzyki poważnej?
Tadeusz M. PłużanskiPublicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.Zapraszamy do podbijania naszego materiału na witrynie Wykop.pl: