Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
UPR: Koniec pewnego eksperymentu? - Michał Marusik Wysłane wtorek, 5, stycznia 2010 przez Krzysztof Pawlak |
Gdyby Apostołowie w Swych postawach czy też w głoszonych poglądach kierowali się wynikami badań opinii publicznej, gdyby kierowali się popularnością poglądów, jakie głoszą i popularnością postawy, jaką prezentują - z pewnością Chrystus musiałby się raz jeszcze fatygować na ten ziemski padół, bo chrześcijaństwo umarłoby wraz z Apostołami.Wystąpienie z Unii Polityki Realnej Janusza Korwin-Mikke i Stanisława Michalkiewicza stanowi wyraźną cezurę, której istotę warto chyba sobie uzmysłowić. Przywykliśmy już twierdzić, że UPR jest partią "inną niż wszystkie". Unikamy natomiast określenia tej, istotnej przecież, różnicy. Wizje programowe UPR, idee konstytuujące zupełnie inny charakter państwa wyrażane były w całej publicystyce politycznej tych dwóch założycieli UPR. Nie zmienili oni w najmniejszym nawet stopniu treści i wymowy Swoich publicystycznych enuncjacji. Wyrażana przez Nich wizja "innego państwa" pozostaje nadal aktualna. Skoro jednak nie firmują już Swymi nazwiskami szyldu UPR, to z pewnością partia ta wykonała jakiś poważny skręt na swej politycznej drodze.
Gdyby Apostołowie w Swych postawach czy też w głoszonych poglądach kierowali się wynikami badań opinii publicznej, gdyby kierowali się popularnością poglądów, jakie głoszą i popularnością postawy, jaką prezentują - z pewnością Chrystus musiałby się raz jeszcze fatygować na ten ziemski padół, bo chrześcijaństwo umarłoby wraz z Apostołami. Na szczęście nie było jeszcze wówczas pracowni badań społecznych. Zresztą i bez tych badań wiedzieli oni, że głoszą Prawdę wbrew wszystkiemu i wbrew wszystkim. I dzięki temu właśnie dobrem zaczęto pokonywać zło. Nie majątek, zaszczyty i sławę za głoszoną Prawdę Apostołowie od bliźnich otrzymali, ale kamienie... Wchodziłem właśnie w minionym roku w mury starej Jerozolimy tuż obok kościoła Świętego Szczepana... Mógł głosić to, co popularne, mógł mówić to, czego ludzie chcą słuchać, mogliby Go rodacy na rękach nosić, mogliby Mu rodacy pomniki stawiać...
Vox populi, vox Dei... A on trwał i wytrwał w Prawdzie.
Ich była większość, ba! - większość absolutna. On był sam.
Oni mieli kamienie. On miał tylko rację.
Czy świat byłby lepszy, gdyby on stanął po ich stronie? Czy wyrwalibyśmy się z barbarzyństwa, gdyby postawa Apostołów nie znalazła naśladowców?Czy jest szansa poprawić świat dbając o swoją w nim pozycję? Czy słuszność naszych postaw wyznacza
vox populi, czy może wyznaczać powinien
vox Dei...?Cóż wyróżniało wówczas Apostołów Prawdy? Otóż żyli oni i umarli nie wedle tych zasad, które wówczas były powszechne i obowiązujące, ale wedle tych, które powszechnymi i obowiązującymi być powinny.
Jeżeli wiemy, że Unia Polityki Realnej była partią inną niż wszystkie, to jakie są te wszystkie partie? Otóż istotą każdej z tych "wszystkich" partii jest - mówiąc wprost - wykiwanie określonej grupy elektoratu. Jeżeli zamiarem rządzących jest zwiększenie ucisku, a wiadomym jest, że ludzie tego nie chcą, to organizuje się partię oferującą zmniejszenie ucisku i partia ta uzyskuje ogromne poparcie, które pozwala na przejęcie władzy i dokręcanie podatkowej śruby w oparciu o "posiadany mandat społeczny" (cokolwiek miałoby to znaczyć). Jeżeli zamiarem rządzących jest likwidacja własnej państwowości, a wiadomym jest, że ludzie patriotyzm wysoko sobie cenią, to organizuje się partię głoszącą niepodległość i partia ta uzyskuje ogromne poparcie, które służy za usprawiedliwienie zdrady stanu, wszelako władza działa w oparciu o "posiadany mandat społeczny". Dobrą partią jest ta, która potrafi mamić ludzi skutecznie, a najlepszą - która potrafi mamić najskuteczniej. Sensem istnienia ich wszystkich jest natomiast "demokratyczny legitymizm" - przyzwolenie licznych grup elektoratu na sprawowanie rządów.
Unia Polityki Realnej była w tym właśnie sensie partią zupełnie odmienną. Nie pytała "co trzeba mówić", by cieszyć się poparciem jakiejś licznej grupy elektoratu. Ani Stanisław Michalkiewicz, ani wcześniej śp. Stefan Kisielewski, ani tym bardziej Janusz Korwin-Mikke nie szukali sposobu, by się przypodobać komukolwiek. Głosili to, co uważali za słuszne. Głosili to, co znajdowało w Ich sumieniach moralne, a w Ich głowach logiczne, uzasadnienie. Nie dlatego, że jest to popularne, ale właśnie MIMO pewności, że są to prawdy potępiane, zwalczane i pogardzane. "Demokratyczny legitymizm" nie stanowił dla Nich politycznego drogowskazu. Ich drogowskazem był legitymizm moralny: nie to trzeba głosić, co ludzie chcą słyszeć, ale to co słyszeć powinni. I nie dlatego głosić to trzeba, żeby "nam żyło się lepiej", ale żeby ci, którzy nam kamieniem odpowiadają, mogli odnaleźć drogę wyjścia z koszmaru, jaki im doskwiera z ich własnego "społecznego mandatu".
Przywołajmy raz jeszcze tą ewangeliczną analogię. Nie ten jest dobrym pasterzem, kto podąża za owcami swoimi, ale ten, za kim ufnie podążają owce. Dzisiejsi polityczni pasterze wiodą -
nomen omen - owce na manowce. A z tych, którzy po ciernistych i wyboistych politycznych drogach w słusznym kierunku starali się prowadzić pozostał duet: Stanisław Michalkiewicz i Janusz Korwin-Mikke. I ten duet ani na jotę po dziś dzień się nie zmienił. Tylko im się trzoda za nęcącym zapachem siana rozpierzchła. Wrócili czcić złotego cielca; bo’ć przecież znany on, powszechnie lubiany i w końcu tak diabelnie złoty... Rzecz jasna jest pasterzy całkiem dobrych wielu, ale nie prowadzą oni po meandrach politycznych dróg. Po tych politycznych drogach "inaczej niż wszystkie" szła tylko Unia Polityki Realnej. Dziś jej sztandar powiewa gdzieś po manowcach w złudnej nadziei znalezienia tam złotego cielca. "Wola ludu" z mocy konstytucji wpisana w Statut UPR w końcu odniosła zwycięstwo. Jest szansa, by znaczkiem UPR skutecznie omamić kolejną grupę przyzwoitych obywateli.
Każda partia jest dziś "taka jak wszystkie".
Czy jest w ogóle szansa na trwałe istnienie partii INNEJ?!
...?
Wierzę.
Michał Marusik
Przewodniczący Rady Sygnatariuszów Unii Polityki RealnejZa witryną
Oddziału Stołecznego UPR
Komentarz (0)