Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
Po 1948 roku zamordowanych w więzieniu mokotowskim w Warszawie grzebano potajemnie na Powązkach Wiemy, gdzie spoczywa generał Fieldorf - Tadeusz M. Płużański Wysłane czwartek, 23, kwietnia 2009 przez Krzysztof Pawlak |
Informacja o odnalezieniu miejsca pogrzebania przez komunistów zwłok Augusta Emila Fieldorfa zbiegła się z wejściem na ekrany kin filmu pt. "Generał Nil", w reżyserii Ryszarda Bugajskiego (twórca genialnego "Przesłuchania" i poprawnej politycznie "Śmierci rotmistrza Pileckiego" w Teatrze Telewizji). Tu, w napisach końcowych, widz musi jeszcze zadowolić się zdaniem: miejsce pochówku nieznane. Na 50 lat komuniści skutecznie ukryli ślady swojej zbrodni.
Dlaczego musiał zginąćKim był gen. August Emil Fieldorf "Nil"? Dla przypomnienia: to żołnierz I Brygady Legionów, uczestnik wojny 1920 r., podczas niemieckiej okupacji szef "Kedywu" Komendy Głównej Armii Krajowej (to on wydał rozkaz udanej akcji zastrzelenia kata Warszawy Franza Kutschery), zastępca ostatniego dowódcy AK, gen. Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka". Po dwuletnim pobycie w sowieckich łagrach, gdzie nie został rozpoznany (Sowieci uwierzyli w fałszywe dokumenty wystawione na kolejarza Walentego Gdanickiego), w 1947 r. wrócił do kraju. Tu, uważając dalszą walkę za bezcelową, ujawnił się - mimo stalinowskiego terroru próbował żyć jako cywil. Komuniści uznali jednak, że ten najwyższy rangą dowódca AK przebywający w kraju nadal jest niebezpieczny dla narzuconego przez nich siłą ustroju. Próbowali go jeszcze namówić do współpracy, aby firmował ubecką prowokację, jaką był V Zarząd Główny WiN. Na filmie Bugajskiego dwaj oberoprawcy - Józef Goldberg-Różański (dyrektor Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego) i Józef Czaplicki (właściwie Izydor Kurc, dyrektor Departamentu VII MBP; ze względu na swoją nienawiść do AK-owców nazywany "AK-owerem") zwracają się do Fieldorfa: "Panie generale, ma pan karę śmierci, tylko my możemy to zmienić". Generał odparł: "Wy mnie, panowie, nie znacie". Dlatego musiał zginąć.
Nieprawdziwe "drobiazgi"Po sfingowanym procesie, w którym sąd pod dyktando bezpieki uznał go wroga Polski, 24 lutego 1953 r. Emil Fieldorf został zamordowany. Aby jeszcze bardziej go pohańbić, ubecy powiesili go jak zwykłego przestępcę. Opowiadający losy generała, film Bugajskiego niestety stara się relatywizować winę jego oprawców. Do kuriozalnych należy zaliczyć przynajmniej cztery sceny. Pierwsza: towarzysze sowieccy domagają się wyeliminowania Fieldorfa, a człowiek z "polskiej" bezpieki, tytułowany jako Józef Abramowicz, stara się wyperswadować im ten pomysł (dopiero w drugiej części filmu mniej zorientowany widz dowie się, że jest to właśnie Józef Golberg-Różański; nazwisko Abramowicz pochodzi od imienia ojca - Abrahama-Abrama Goldberga, działacza syjonistycznego i redaktora naczelnego gazety "Hajnt"). Druga scena: podobne wątpliwości, co zrobić z Fieldorfem, wyraża przez Sowietami szef bezpieki Stanisław Radkiewicz. Trzecia: wśród rozpatrujących wyrok sędziów Sądu Najwyższego dochodzi do dyskusji. Największe wątpliwości ma jedyny nie-Żyd w tym gronie Igor Andrzejew. W praktyce w SN siedzieli tzw. zatwierdzacze, których jedynym zadaniem było przyklepanie - oczywiście też pod kontrolą UB - wyroków sądów niższej instancji. Andrzejew został potem wybitnym profesorem prawa na Uniwersytecie Warszawskim; spoczął na tym samym cmentarzu powązkowskim, co jego ofiara - Emil Fieldorf. Czwarta: podczas egzekucji prokurator odczytujący wyrok trzęsie się i poci (w filmie nie powiedziano, że jest to żyjący do dziś Witold Gatner). I jeszcze jeden "drobiazg" z kategorii:
who and who? Po wyjściu z kina dwie młode dziewczyny były zdezorientowane: czy sędzia wydająca wyrok to: a) Helena Wolińska (która
nota bene w ogóle nie występuje w filmie; na jednej z konferencji reżyser stwierdził, że w sprawie Fieldorfa nie odegrała ona żadnej istotnej roli?!!; tymczasem to ona kazała bezprawnie aresztować generała, a potem przedłużyła mu areszt); b) Luna Brystygierowa (dyr. Departamentu V MBP, nie związana bezpośrednio ze sprawą). A wystarczyło przytoczyć formułkę: Sąd Wojewódzki dla m.st. Warszawy pod przewodnictwem Marii Gurowskiej skazuje Augusta Emila Fieldorfa... (Gurowskiej, z domu Sand, III RP nie udało osądzić, tak samo jak pozostałych oprawców generała). Usłyszałem też ogólną refleksję o filmie Bugajskiego: "widać, że bezpieka nie była taka zła".
"Generał Nil" nie jest jednak pozbawiony scen wybitnych (chyba najlepsza jest ta, gdy współwięzień z celi, hitlerowski oprawca stwierdza, że w czasie wojny chciał zlikwidować Fieldorfa, Fieldorf odpowiada, że miał go na liście do odstrzału, a teraz obaj mają być powieszeni z tego samego paragrafu jako faszystowscy zbrodniarze; świetny jest też tekst Różańskiego o tym, że Fieldorfa "po prostu" zlikwidować się nie da, ale zrobimy proces, powołamy świadków i wtedy pozbędziemy się go "po prostu"). Bez wątpienia film Bugajskiego jest lepszym obrazem niż "Katyń" Wajdy. Ale pewien niedosyt i niesmak pozostają.
To są nasze TermopileKluczem do odnalezienia miejsca pogrzebania bohatera Polski Podziemnej ma być z kolei odnaleziony w archiwach IPN dokument. To zapis relacji Władysława Turczyńskiego, który w więzieniu przy Rakowieckiej w Warszawie trudnił się grzebaniem zwłok zamordowanych. Wskazuje on jednoznacznie na Powązki, a najprawdopodobniej na tzw. Łączkę - obecną kwaterę "Ł" Cmentarza Wojskowego, która w latach 50. znajdowała się poza terenem ówczesnej nekropolii. Obecnie jest tam symboliczny pomnik więźniów politycznych zamordowanych w latach 1945-56 na warszawskim Mokotowie. Wśród tabliczek można znaleźć nazwisko Emila Fieldorfa. Z przepisów więziennych wynikało właśnie, że grzebanie zwłok powinno się odbywać na miejscowym cmentarzu, często na jego obrzeżach, z dala od innych grobów lub obok cmentarnego muru.
Ustalenia IPN to przełom w poszukiwaniach ciała generała, bowiem przez lata jego rodzinie, mimo wielu starań, prawdy nie udało się odkryć. Dotychczas, obok Łączki, wskazywano także na inne miejsca pogrzebania zwłok gen. "Nila". Była mowa o Lesie Kabackim, Polu Mokotowskim. Kilka lat temu dostałem list, podpisany "ubek-emeryt", w którym - sądząc po charakterze pisma - starszy pan informował mnie, że Fieldorf, podobnie jak rotmistrz Witold Pilecki i inne ofiary komunistycznych morderców, został pogrzebany na Okęciu, przy fosach.
Prócz Łączki, badacze najczęściej wymieniali jednak Dolinkę Służewiecką - teren przy kościele św. Katarzyny, gdzie po latach stanął pomnik ofiar totalitaryzmu. Tak było przez lata. Dzisiejsza wiedza jest bardziej precyzyjna. Otóż na Służewcu polscy patrioci mieli być chowani od 1945 do 1948 r.
Tadeusz Porayski, więzień Mokotowa, napisał:
"Przechodniu, pochyl czoło, wstrzymaj krok na chwilę
Tu każda grudka ziemi krwią męczeńską broczy
Tu jest Służewiec, to są nasze Termopile
Tu leżą ci, którzy chcieli bój do końca toczyć
Nie odprowadzał nas tu kondukt pogrzebowy
Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńca
W mokotowskim więzieniu krótki strzał w tył głowy
A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca...".
Potem, od początku 1948 r. zbrodniczy plan uległ zmianie - miejscem spoczynku doczesnych szczątek bohaterów stały się Powązki.
Wózek z konikiemFinałowa scena filmu Bugajskiego pokazuje, jak po wykonaniu wyroku ciało generała Fieldorfa, zapakowane do worka, zostaje wywiezione poza teren więzienia na wózku ciągniętym przez konia. Ten stukot kopyt, najczęściej późnym wieczorem, zapamiętało wielu więźniów Mokotowa. Następnie grabarze wrzucili worek do głębokiego dołu i posypali wapnem.
Szczegółowo tę praktykę opisał historyk Krzysztof Szwagrzyk (Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej): "W źródłach archiwalnych nie znaleziono żadnych informacji o chowaniu więźniów w trumnach; w najlepszym razie były to drewniane skrzynie, półtrumny, niekiedy, np. w Warszawie, papierowe worki po cemencie. Zwłoki zmarłych i straconych więźniów chowano w samej bieliźnie lub nago, rzadko w pełnym ubraniu (...) W pojedynczych relacjach występują wzmianki o posypywaniu lub polewaniu zwłok - prawdopodobnie wapnem lub żrącym płynem - przed zakopaniem. (...) Zwłoki transportowano na specjalnym drewnianym wózku - przypominającym wózek do transportu pieczywa - obitym blachą i ciągniętym przez konia lub grupę więźniów działu gospodarczego. (...) Na cmentarzu zrzucano je do przygotowanych przez więźniów dołów, w których umieszczano czasem po kilka zwłok. Następnie niwelowano teren, nie pozostawiając najczęściej żadnego śladu umożliwiającego przyszłą identyfikację miejsca pochówku". Teraz, dzięki IPN-owi, taka identyfikacja w przypadku generała Augusta Emila Fieldorfa stała się jednak możliwa.
A inni? Na podstawie wyroków sądowych stracono w czasach stalinowskich ok. 5 tys. osób, kilka tysięcy zmarło i zostało zamordowanych w więzieniach i aresztach, inni zginęli w walce lub w wyniku akcji pacyfikacyjnych UB, KBW, LWP.
Krzysztof Szwagrzyk: "W latach 1944 - 1956 tylko na Mokotowie śmierć poniosło ponad tysiąc osób, w więzieniu we Wronkach - 219, w Rawiczu - kolejnych 211. O kilkuset zmarłych i straconych możemy mówić w przypadku Białegostoku, Gdańska, Katowic, Krakowa, Lublina, Rzeszowa czy Wrocławia. Lista ta wciąż nie jest zamknięta". Miejsca pochówku większości polskich patriotów nie udało się do dziś odnaleźć.
TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKIPublicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.
Komentarz (0)