Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Michał Bristiger gardzi Ukraińcami - Antoni Zambrowski Wysłane sobota, 7, lutego 2009 przez Krzysztof Pawlak

W poniedziałkowym dodatku do "Gazety Wyborczej" "Duży Format" z 5 stycznia 2009 roku pod przyciągającym wzrok tytułem "Śmierć spóźnia się o minutę" znana dziennikarka Teresa Torańska zamieszcza swą rozmowę z prof. Michałem Bristigerem o jego przygodach na Ukrainie, okupowanej przez Hitlera. Te mrożące krew w żyłach perypetie, które z konieczności dzieliła polska narzeczona, nadają się jako scenariusz do hollywoodzkiego filmu przygodowego, znacznie bliższego prawdy historycznej niż głośny film o bohaterskich partyzantach żydowskich z Puszczy Nalibockiej.

Nazwisko Bristiger kojarzy się polskiemu czytelnikowi z tow. Luną Bristigerową - szarą eminencją Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w czasach stalinowskich. Pan Michał na wstępie rozmowy z Teresą Torańską zastrzegł, że o swojej matce rozmawiać nie będzie, przez co jego opowieść traci na przejrzystości. Wiele spraw pozostaje nie wyjaśnionych i przez to niezrozumiałych.
Zaznaczę gwoli jasności, że nie jest on dla mnie osobą całkiem obcą, choć nie miałem sposobności do poznania prof. Michała Bristigera. Przebywając atoli w obozie internowania w Białołęce, słyszałem, że odwiedzał on tam Adama Michnika, dzisiejszego redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej". Natomiast za młodu jako student poznałem towarzysko jego mamę, czyli tow. Lunę i w ten sposób mogę konfrontować swoją wiedzę o jego rodzinie z opowieścią samego pana Michała. Teraz mogę westchnąć z ulgą, że moje kłopoty z bezpieką rozpoczęły się na szczęście w czasach, gdy tow. Luna była już na emeryturze. Wcześniejsze czasy poznałem już jako dziennikarz m.in. z opowieści doktora inż. Andrzeja Cieleckiego, którego oprawcy tow. Luny zatłukli w śledztwie prawie na śmierć.
Wróćmy jednak do opowieści pana Michała. Na początku narracji zdumiała mnie jego relacja o rozmowie z kolegą ze studiów, Ukraińcem, który za sowieckich czasów był na uczelni sekretarzem Komsomołu. Rozmowa się odbywa w kilka dni po wkroczeniu Niemców do Lwowa. Wiem, że uciekający przed Niemcami Sowieci zostawili w więzieniu w Brygidkach oraz Zamarstynowie stosy trupów bestialsko pomordowanych więźniów. Całe miasto było pod wrażeniem tej masakry (opowiadał mi znajomy lwowiak - prof. Ignacy Haendel, jak do polskiej rodziny w sąsiedztwie przyszedł syn, który cudem się uratował z owej masakry i zlany swą oraz cudzą krwią dotarł szczęśliwie do domu). Dla młodych AK-owców w całej Polsce trupy więźniów z lwowskich Brygidek i Zamarstynowa były - jeszcze przed polskimi trupami w smoleńskim lesie - symbolem sowieckiego bestialstwa. Podejrzewam, że podobnie na tę sprawę reagowali miejscowi Ukraińcy, również nienawidzący NKWD. Tymczasem pan Michał pozostawia wrażenie, jak gdyby o tej sprawie w ogóle nie słyszał. W przeciwnym razie nasuwa się pytanie: jak można po takich wydarzeniach proponować komukolwiek udział w prosowieckiej konspiracji? Pan Michał zdaje się i dziś nie rozumieć tragikomizmu swoich ówczesnych propozycji. Były sekretarz Komsomołu miał zapewne lepsze rozeznanie w nastrojach miejscowej ludności po ucieczce Sowietów, więc poradził dość cierpko panu Michałowi, by siedział sobie przez kilka dni w domu i broń Boże nie wychodził na ulicę.
I tu mi brakuje relacji pana Michała o swych rozmowach z matką - w owym czasie znaną działaczką komunistyczną. W odróżnieniu od pana Michała z pewnością słyszała ona o terrorze NKWD i nawet usiłowała w pewnym ograniczonym z konieczności zakresie temu przeciwdziałać. Na wiele miesięcy przed tymi wydarzeniami przedarła się ona z wielkim trudem z okupowanego przez Sowiety Lwowa do Moskwy i tam z jeszcze większym trudem trafiła na audiencję do Wilhelma Piecka - wysokiego dygnitarza w aparacie Kominternu, czyli Międzynarodówki Komunistycznej. W swej naiwności przypuszczając, że władze nie wiedzą o tym, co się wyprawia w terenie, opowiadała mu, jak NKWD we Lwowie traktuje zasłużonych polskich komunistów. Wilhelm Pieck odpowiedział jej dobrotliwie: "Meine Kind, (rozmowa toczyła się po niemiecku), zobaczysz tu jeszcze gorsze rzeczy. Ale tylko ten kraj może powstrzymać Hitlera". Jak wiemy, tow. Luna dała się przekonać do tego stopnia, że zrobiła karierę w polskiej ekspozyturze NKWD. Pozostaje bez odpowiedzi pytanie, czy pan Michał słyszał jakiekolwiek rozmowy o bestialstwie NKWD?

Kumoterstwo - ostatnie ludzkie uczucie również w narodowym socjalizmie

Pozytywnymi bohaterami opowieści pana Michała są ludzie, którzy pomogli mu uciec przed Kostuchą. Są to głównie Niemcy, gdyż oni byli na okupowanej przez Hitlera Ukrainie władcami ludzkich losów. Ukraina w owym czasie została podzielona na dwa obszary: Galicję Wschodnią przyłączono do Generalnego Gubernatorstwa pod władzą Hansa Franka zasiadającego na Wawelu, zaś terenami Ukrainy postsowieckiej zarządzał gauleiter Erich Koch, późniejszy więzień Zakładu Karnego w Barczewie koło Olsztyna. Panu Michałowi, który z zamiłowania jest poliglotą i już wtedy biegle znał niemiecki, oczywiście pomagała możliwość osobistego porozumienia z Niemcami, od których zależał jego los. W PRL żartowano, iż kumoterstwo jest ostatnim ludzkim uczuciem w drodze do socjalizmu. Coś mi się widzi, że i w socjalizmie narodowym działała ta sama zasada psychologiczna.
Istotną rolę w przygodach pana Michała odegrali również Polacy. Pan Michał pomoc z ich rąk odbiera jako coś naturalnego, oburzając się jedynie na świństwa ze strony niektórych naszych rodaków. Nie za bardzo zastanawia się nad regułą, że wielu ludzi niezależnie od narodowości popełni świństwo, jeśli ma po temu sposobność. Jak ta Żydówka z jego opowieści, która wsiadła we Lwowie do włoskiego pociągu i wyciągnięta po jakimś czasie na kolejnej stacji przez Niemców zeznała im, że z włoskimi żołnierzami jadą cywile. Przez co życie pana Michała znowu przez chwilę wisiało na włosku.

Dlaczego komuniści byli ukrainofilami

W pewnym miejscu pan Michał sugeruje różnicę zdań ze swą matką w kwestii ukraińskiej. Zapytany przez Teresę Torańską, czy wtedy znał ukraiński, odpowiada, że tak. I wyjaśnia: "Moja mama była bardzo, a to bardzo ukrainofilska. W domu panował kult Vincenza. W swojej bibliotece miała dużo książek ukraińskich. Lubiła ich kulturę, literaturę. Ja nie". Dodajmy gwoli ścisłości, że to nie ma nic wspólnego z kultem Stanisława Vincenza - autora "Na wysokiej połoninie", polskiego piewcy huculszczyzny. Tow. Luna była po prostu działaczką Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, nastawionej - w myśl wytycznych Międzynarodówki Komunistycznej - na oderwanie od II Rzeczypospolitej Kresów Wschodnich. Julian Stryjkowski w swej głośnej powieści o przedwojennym Lwowie "Czarna Róża" opisuje działaczy KPZU (nawet rdzennych Polaków), mówiących programowo po ukraińsku. Nawet w sytuacjach konfliktowych - bo w polskim więzieniu do strażników. Nie sprawdzałem osobiście znajomości ukraińskiego przez Juliana Stryjkowskiego - za młodu działacza KPZU (w swej autobiograficznej powieści "Wielki strach" deklarował znajomość ukraińskiej mowy), ale od Romana Łaby - znajomego działacza ukraińskiego z USA wizytującego PRL w czasie solidarnościowego karnawału wiem, że spotkał się z przybranym ojcem Adama Michnika, panem Ozjaszem Szechterem - prominentnym działaczem KPZU, skazanym za to w procesie łuckim i rozmowa toczyła się po ukraińsku. Po prostu język polski był językiem urzędowym w II Rzeczypospolitej, w tym i na Kresach Wschodnich, natomiast w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy językiem urzędowym był ukraiński.
Pan Michał nie podzielał (i do dziś nie podziela) sympatii ukraińskich tow. Luny. "Uważałem - wyjaśnia - że kulturę mają słabą, a literaturę marną". Moim skromnym zdaniem, jest to ocena niesprawiedliwa, zwłaszcza jeśli się uwzględni potworny drenaż mózgów z Ukrainy do kultury rosyjskiej: od Mikołaja Gogola poczynając i na Annie Achmatowej (prawdziwe nazwisko Horenko) kończąc, z uwzględnieniem niezliczonej ilości różnych wybitnych pisarzy rosyjskich o ukraińskich nazwiskach. Poza tym muzykolog mógłby zauważyć wyjątkowe piękno ukraińskiego folkloru. No i uwzględnić wkład ukraińskich kompozytorów od Dymitra Bortniańskiego poczynając, w cerkiewną muzykę prawosławną.

Przyczyny ukrainofobii pana Michała

Ta ukrainofobia ma oczywiście swoje przyczyny psychologiczne, zupełnie zrozumiałe w przypadku pana Michała. Pierwsze dni wojny niemiecko-sowieckiej - to okres potwornej rzezi ludności żydowskiej. "Gazeta Wyborcza" lansowała w swoim czasie rewelacje Jana Tomasza Grossa o mordzie na Żydach w Jedwabnem, jak gdyby Jedwabne i okolice były wyjątkowym na terenach okupowanych przez Wehrmacht ośrodkiem morderczego antysemityzmu. Koledzy Jana T. Grossa, jak Sergiusz Kowalski, nie chcieli słyszeć słów prawdy, że cały Ostfront od Bałtyku do Morza Czarnego spłynął krwią żydowską. Mordercze pogromy na skalę nieporównywalną z mordem w Jedwabnem odbywały się w tysiącach miejscowościach, od Kowna poczynając i na Mołdawii kończąc.
Opowieść pana Michała jest kolejnym potwierdzeniem tej prawdy. Był on świadkiem masowych pogromów dokonanych we Lwowie i okolicy przez bojówki nacjonalistów ukraińskich, cały czas świadom, że w każdej chwili może przyjść jego kolej. Gdy w Sokalu Niemcy prowadzili spory tłum Żydów na stację kolejową w drodze na zagładę, uczniowie gimnazjum ukraińskiego głośnym rykiem wyrażali swą radość. Takie sceny oczywiście pozostają w pamięci. Jednej rzeczy pan Michał zdaje się nie rozumieć, że Żydzi jako ogół ponieśli karę za radość wyrażaną publicznie przez żydowskich komunistów podczas "wyzwoleńczego" marszu Armii Czerwonej po 17 września 1939 roku. W czerwcu 1941 r. Sowieci uciekli, zaś Żydzi zapłacili w czasie masowych ukraińskich pogromów za sowieckie rządy, w tym za trupy w Brygidkach i Zamarstynowie.
Szansa na ratunek przyszła do pana Michała z rąk Polaków: od polskich urzędników z Urzędu Gminnego w Sokalu otrzymuje za darmo papiery na Polaka Adama Tyborowicza. I sam pan Michał opowiada, że był to tam proceder masowy. Jego wdzięczność ma jednak charakter zdawkowy. A przecież bez tych papierów nie miałby szans na ratunek.

Życie seksualne dzikich

Ostatnia moja uwaga dotyczy opowieści pana Michała o pobycie wraz ze swą dziewczyną w Kijowie. Tam wypadło im nocować w mieszkaniu, gdzie pewna młoda pani wychodziła właśnie za mąż. Pan Michał opisuje jej noc przedślubną, spędzaną (w obecności przyszłego męża) z gronem kochanków. Zszokowanej Teresie Torańskiej pan Michał tłumaczy, że życie seksualne dzikich opisał już Bronisław Malinowski. Można mieć wrażenie, że chodzi o popularne zwyczaje seksualne Ukraińców. Jest to jednak nieprawda. Takich zwyczajów na Ukrainie nie ma. Poza tym Ukraińcy w Kijowie - to naród europejski o tysiącletniej historii. Jeśli nie chodzi tu o obyczaje seksualne jakiejś specyficznej grupy przestępczej, czyli "urków", to jedyne wyjaśnienie tego zjawiska widzę w bolszewizacji obyczajów wdrażanej za władzy radzieckiej przez towarzyszy partyjnych mamy pana Michała. Tak czy owak jego uwagi w tej sprawie świadczą o wyjątkowym wprost nasileniu ukrainofobii.
"Gazeta Wyborcza" jest dziennikiem zwalczającym programowo objawy ksenofobii. Przeciwstawiała się nawet bardziej drastycznym pomysłom upamiętnienia ofiar rzezi Polaków podczas II wojny światowej przez ukraińskich nacjonalistów spod znaku UPA. Zwalczała projekty pomników ofiar UPA. A tu przyjaciel Adama Michnika - naszego czołowego Europejczyka - porównuje Ukraińców i przypisywane im obyczaje seksualne do dzikich plemion z Polinezji. Wyobrażam, co by się działo, gdyby takie słowa padły na łamach jakiejś innej gazety. I co na to ukraińscy przyjaciele "Gazety Wyborczej"? Odnoszę wrażenie, że plują wam w twarz, a przy sposobności i nam - sympatykom wolnej Ukrainy. Tak się przynajmniej czuję. I co wy na to - uszy po sobie?! Nie stać was na żaden protest w tej sprawie?

Antoni Zambrowski

Zostań donatorem naszych publicystów:
Jeśli satysfakcjonuje Cię publicystyka Antoniego Zambrowskiego - możesz wesprzeć Naszego Autora datkiem.
Konto:
61 1240 1040 1111 0010 0042 5486
Bank PeKaO SA III O. w Warszawie
SWIFT/BIC - PKOPPLPW



Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME


Komentarz (0)

Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Mazowsze

TV-felietony

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008