Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Bestie (7) - Tadeusz M. Płużański Wysłane wtorek, 10, czerwca 2008 przez Krzysztof Pawlak |
Od 1989 r. środowisko sędziowskie nie dokonało samooczyszczenia. Tylko nielicznych skompromitowanych w PRL-u sędziów wykluczył z zawodu samorząd adwokacki. Podobnie jest z funkcjonariuszami stalinizmu, którzy przeszli w stan spoczynku - niewielu udało się pozbawić przywilejów emerytalnych, a co dopiero osądzić. A to środowisko wyjątkowo ciekawe - ludzie z awansu społecznego, po przyspieszonych kursach, obok przedwojennych prawników i byłych AK-owców.W 1945 r. w Poznaniu mieszkało mieszane małżeństwo - mąż był Ukraińcem, żona Polką. W czasie okupacji mieli status bezpaństwowców i korzystali z praw przysługujących Niemcom. Po zakończeniu wojny kobietę - Stanisławę M. ktoś zadenuncjował na milicję za... posiadanie radia. Przeprowadzona 5 kwietnia 1945 r. rewizja wykazała, że jest to aparat marki Philips, a w komplecie są jeszcze dwa głośniki i jedna para słuchawek. Wszystko znajdowało się w piwnicy, więc nie było używane. Dla funkcjonariuszy był to jednak wystarczający powód, aby aresztować kobietę.
RADIO JAKO PRZYWILEJPrzesłuchana jeszcze tego samego dnia w charakterze... oskarżonej Stanisława M. tłumaczyła, że w chwili wkroczenia do Poznania wojsk sowieckich mąż zabrał sprzęt z domu, ale nie wiedziała, że wyniósł go do piwnicy. "Oficera" śledczego Wojskowej Prokuratury Okręgowej Maksa A. takie wyjaśnienia jednak nie przekonały. Już dwa tygodnie później, 20 kwietnia, skierowano sprawę do Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu. Stanisława M. została oskarżona o to, że "bez prawnego zezwolenia władzy ukrywała u siebie w domu w piwnicy radioodbiornik marki »Philips«, dwa głośniki radiowe i 1 parę słuchawek czym dopuściła się przestępstwa z art. 6 Dekretu PKWN z 30.10.1944 r. o ochronie Państwa". Rozprawa (niejawna) odbyła się już 27 kwietnia, bez udziału oskarżyciela i obrońcy (nie zgodził się na to sąd) i trwała niecałe pół godziny. Oskarżona broniła się, twierdząc, że radio nie należało do niej, gdyż pożycie z mężem nie układało jej się najlepiej (była nawet przez niego bita). Ignorując te zeznania sędziowie, pod przewodnictwem prezesa WSO w Poznaniu Władysława Garnowskiego, skazali Stanisławę M. na karę śmierci. Nie zadali sobie nawet trudu, aby napisać uzasadnienie do wyroku ani nie uznali jej wniosku o ułaskawienie. Garnowski napisał: "W okresie okupacji niemieckiej była wraz z mężem Ukrainką na prawach niemieckich i na tej podstawie od 1941 r. posiadała radioaparat, dwa głośniki i parę słuchawek. (...) Fakt, że w okresie okupacji niemieckiej była na prawach niemieckich i korzystała z tych wszystkich przywilei [pisownia oryginalna - TMP] jakie mieli niemcy [jw. - TMP] i obecnie nie wydała radioaparatu, lecz miała go w ukryciu w piwnicy dowodzi, że jest osobnikiem niebezpiecznym dla Państwa Polskiego. Dlatego na łaskę nie zasługuje".
Potem wypadki potoczyły się równie szybko. 27 kwietnia dowódca Okręgu Wojskowego w Poznaniu zatwierdził wyrok śmierci. 1 maja 1945 r. o godz. 5.30 Stanisława M. została rozstrzelana.
KARA ZA BROŃI jeszcze jedna sprawa z Poznania. Garnowski przewodniczył jej już jako szef tamtejszego Wojskowego Sądu Rejonowego. Oskarżonym był Ignacy Gusławski, ur. w 1905 r., analfabeta, rolnik, ojciec trójki dzieci. Za udział w zdobyciu Warszawy i Berlina otrzymał medale, podczas walk ranny w rękę. Czym zawinił "ludowej" władzy, reprezentowanej przez Garnowskiego? Znaleziono u niego 80 granatów, dubeltówkę, pociski do dubeltówki i sztucera, niezdatny do użytku rewolwer, magazynek do PPSz. Rolnik tłumaczył, że zapalniki i spłonki przywiózł z frontu, skrzynkę granatów znalazł po wywiezieniu słomy ze stodoły, a dubeltówkę przywiózł z Niemiec. Sędzia-przewodniczący Garnowski nie uznał tych argumentów i pod koniec września 1946 r. w trybie doraźnym skazał chłopa na karę śmierci. W przeciwieństwie do Stanisławy M. Gusławski miał jednak szczęście. Wydział Prawny Krajowej Rady Narodowej stwierdził, że postępowanie karne nie ustaliło, by skazany miał zamiar popełnić przy użyciu tej broni jakieś przestępstwo pospolite czy polityczne lub żeby miał kontakt ze środowiskiem przestępczym. We wniosku zwrócono również uwagę na przypadkowe pochodzenie broni - do pistoletu nie było amunicji, a do amunicji nie było PPSz. 3 października 1946 r. Bierut zamienił Gusławskiemu karę śmierci na 15 lat więzienia.
NADCHODZIŁY WYBORY...A teraz sprawa, w której Garnowski bezpośrednio nie uczestniczył, ale zlecił jej przeprowadzenie. Przy stawie w miejscowości Ryki stoi dziś krzyż i tablica z napisem: "15.01.1947 r. w tym miejscu w okresie terroru stalinowskiego zostało zamordowanych 4-ech żołnierzy Armii Krajowej 15 pp »Wilków«: szer. Filipek Jan lat 23, szer. Kamarek Stefan lat 29, szer. Warowny Władysław lat 24, szer. Zdrojewski Adam lat 27 za to, że walczyli o wolną i niepodległą Polskę. Ku czci zamordowanych, potomnym dla pamięci - koledzy i społeczeństwo 23.09.1991 r.".
Sprawę obszernie opisał zmarły kilka lat temu historyk Jerzy Ślaski w książce "Żołnierze wyklęci": "Wydarzyło się to na cztery dni przed wyborami do Sejmu. Mróz znacznie przekraczał 20 stopni. Proces, jeśli te kpiny ze sprawiedliwości można tak nazwać, odbywał się w zbudowanym krótko przed wojną »Domu Strażaka«, do którego przybył - w silnej asyście UB i MO - skład orzekający Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie na czele z sędzią kpt. Biedrzyckim [Jerzy Biedrzycki, wykonawca poleceń Garnowskiego, ma na koncie 12 kar śmierci wydanych na przeciwników politycznych, osobiście niszczył prośby skazanych o ułaskawienie - TMP]. Był to przedwojenny strażnik więzienny, uczyniony sędzią w ramach awansu społecznego. Towarzyszyli mu prokurator (por. Zalewski, aelowiec ćwierćanalfabeta, też z awansu społecznego) i protokolant. Obrońców nie dopuszczono. Na rozkaz prezesa WSR w Warszawie, płk. Władysława Garnowskiego, zastosowany został tryb doraźny. Wyroki śmierci miały być natychmiast wykonywane, bez przedstawiania prezydentowi próśb o ułaskawienie. Dziewięcioro podsądnych (siedmiu młodych mężczyzn, dwie młode kobiety) doprowadzono z aresztu MO w Rykach, dokąd poprzedniego dnia przewieziono ich z PUBP w Garwolinie".
Dalej Ślaski przytacza wspomnienie jednej z ofiar: "Powiązani byliśmy kablem po dwie osoby (pisze w swej relacji jedna z nich, która, co znamienne, jeszcze po tylu latach prosi, by nie ujawniać jej nazwiska) i jednym kablem wszyscy razem jak na smyczy. Tak prowadzili nas z aresztu na proces pokazowy do remizy strażackiej (obecnie sala kina) około 400 metrów". Byli zmaltretowani, ciężko pobici, zmarznięci.
Rozprawa ograniczyła się do odczytania aktu oskarżenia - którego zarzuty potwierdził występujący jako świadek "Wulkan", dawny partyzant "Orlika" [Marian Bernaciak, żołnierz Września 1939 r., ZWZ-AK, Zrzeszenia WiN na Lubelszczyźnie, zginął w czerwcu 1946 r. - TMP], a następnie agent UB - maksymalnie skróconych wypowiedzi podsądnych i ogłoszenia wyroku. Czterech skazano na śmierć, pozostałych na długoletnie więzienie. Dziewczyna, której relację przytoczyłem, dostała dziesięć lat, odsiedziała połowę.
W dwie godziny później, po godz. 17.00, już po zapadnięciu zmierzchu, skazanych na śmierć - tylko w bieliźnie, bo ubrania i obuwie uprzednio z nich zdarto - powiązanych drutem, zaprowadzono nad brzeg zamarzniętego stawu i tam zastrzelono. Zwłoki zakopano w bagnie przy stawie i zasypano cienką warstwą ziemi. Nie dano im ani możliwości odwołania się od wyroku, ani złożenia próśb o ułaskawienie. Nadchodziły wybory, należało więc zastraszyć społeczeństwo".
60 OSÓB W DWA LATAKim był Władysław Garnowski? To AK-owiec w stalinowskim systemie bezprawia, urodzony w 1898 r. w Komarnie (woj. lwowskie). W 1920 r. walczył z Sowietami, potem ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Karierę w sądownictwie rozpoczął w 1927 r. W czasie niemieckiej okupacji pracował w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie. Po "wyzwoleniu" nie ukrył swoich związków z niepodległościowym podziemiem. W ankiecie personalnej napisał, że pracował w "służbie sprawiedliwości ruchu oporu przy AK, od wiosny 1943 r. do lipca 1944 r.".
Już we wrześniu 1944 r. rozpoczął służbę w LWP. Pracował w sądownictwie wojskowym nie tylko w Poznaniu, ale również w Rzeszowie i Warszawie. Błyskawicznie awansując na szczeblach stalinowskiego sądownictwa, w 1946 r. Garnowski został pułkownikiem. Razem z innymi pułkownikami: Zarakowskim, Skulbaszewskim, Karlinerem, Lityńskim, Holderem należał do specjalnego zespołu partyjnego, oceniającego - zgodnie z zasadami leninizmu-stalinizmu - działania wojskowego wymiaru sprawiedliwości i dbającego o właściwą linię polityczną "Wojskowego Przeglądu Partyjnego". Po usunięciu z wojska, od 1950 r. był radcą prawnym w Ministerstwie Górnictwa.
Historyk IPN Krzysztof Szwagrzyk w książce "Zbrodnie w majestacie prawa 1944 - 1955" napisał: "Tylko w latach 1946 - 1947 sądy, którymi kierował Garnowski, skazały na śmierć blisko 60 osób. (...) Szczególna odpowiedzialność spada jednak na płk. Garnowskiego za całą działalność sądownictwa wojskowego w Polsce w latach 1947 - 1949, w tym czasie pełnił on bowiem funkcję prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego". Sam wydał co najmniej 23 wyroki śmierci.
SOWIECKA POKAZÓWKAW styczniu 1947 r. płk Władysław Garnowski przewodniczył procesowi Rzepeckiego - od nazwiska głównego podsądnego - Jana Rzepeckiego, w czasie okupacji szefa Biura Informacji i Propagandy (BIP) Komendy Głównej AK, po wojnie założyciela i I prezesa Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.
Przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie - jednym z najkrwawszych sądów w stalinowskiej Polsce, stanął - prócz Rzepeckiego - "sztab główny WiN". Byli to: Tadeusz Jachimek, Antoni Sanojca, Jan Szczurek-Cergowski, Józef Rybicki, Ludwik Muzyczka, Kazimierz Leski, Emilia Malessa oraz dwaj sztucznie dokooptowani do sprawy: Marian Gołębiewski (inspektor WiN na Zamojszczyźnie, oskarżony o urządzanie napadów na placówki MO i UB) i Henryk Żuk (oficer wywiadu) - mieli być żywym dowodem, że ta poakowska podziemna organizacja antykomunistyczna ma charakter zbrojny i szpiegowski.
3 lutego 1947 r. po miesiącu procesu (co w stalinizmie było rzadkością, ale sprawa miała charakter pokazowy - na wzór sowiecki), ogłoszono wyroki. Prócz Gołębiewskiego, który został skazany na karę śmierci, pozostali otrzymali niższe kary - od kilkunastu do kilku lat więzienia (Rzepecki - osiem lat). Niskie - jak na stalinizm - wyroki - były celowym zabiegiem "ludowej" władzy. Tak jak cały proces - miały być świadectwem dobrotliwości komunistów dla tych, którzy wyznali swoje winy i opowiedzieli się przeciwko dalszemu oporowi, legalizując tym samym nowy ustrój.
Oskarżał dobry znajomy Garnowskiego - Naczelny Prokurator Wojskowy Henryk Holder. Urodzony w 1914 r. w Szczerzcu (lwowskie), syn Mojżesza i Wincentyny, też absolwent prawa na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie.
KRZYŻE ZA BOHATERSTWO
I GENERAŁ "NIL"Prócz płk. Garnowskiego w procesie Rzepeckiego (później nazwanego procesem I Zarządu Głównego WiN) sądzili: płk Jan Hryckowian i kpt. Stanisław Kaczmarek.
Kaczmarek - jako przewodniczący składu i sędzia pomocniczy skazywał byłych żołnierzy AK (w tym III i V Wileńskiej Brygady) oraz działaczy niepodległościowych. Wielu zostało straconych. Podczas jednej z rozpraw, przeciwko Barbarze Orłowskiej, oskarżonej o udzielenie pomocy członkowi nielegalnej organizacji, wobec sprzeciwu ławnika, kwestionującego wysokość kary, stwierdził: "Sąd musi wymierzyć najmniej trzy lata więzienia, ponieważ tak sobie życzy szef WSR".
Na szczególną uwagę zasługuje drugi sędzia - Jan Hryckowian. W służbowej opinii z 1949 r. czytamy: "Wkłada ogromną pracę i wysiłki, by powierzony [mu] sąd stosował właściwą politykę karną w zwalczaniu przestępstw niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa. Często prowadził bardzo ważne procesy polityczne, które wymagały ogromnego wkładu pracy i umiejętności w ich przeprowadzaniu. Przez to położył wybitne zasługi w ugruntowanie demokracji ludowej w Polsce".
Urodził się w 1907 r. w Latrobe, w amerykańskim stanie Pensylwania. Po przeniesieniu rodziny do Polski, w 1931 r. ukończył Wydział Prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim (a więc następny przedwojenny prawnik na służbie komunistów). Dwa lata później, już jako zawodowy wojskowy, rozpoczął pracę w sądownictwie. Do wybuchu wojny orzekał w Wojskowych Sądach Rejonowych w Grodnie i Tarnopolu. W 1938 r. został kapitanem.
W czasie wojny - tak jak Garnowski - działał w ZWZ-AK. Organizował oddziały partyzanckie na Podhalu i w powiecie miechowskim. Od sierpnia 1941 do stycznia 1945 dowodził batalionem, który niszczył niemieckie obiekty telekomunikacyjne w Krakowie. Odznaczony Krzyżem Walecznych i Srebrnym Krzyżem Zasługi. W PRL-u doszły do tego kolejne medale, ale za inne "zasługi"... W jednym z kolejnych procesów pokazowych stalinizmu - rotmistrza Witolda Pileckiego - skazał na osiem lat Ryszarda Jamontt-Krzywickiego, adiutanta gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila".
Jego żona, Stanisława Hryckowian (z domu Kurakiewicz), wcześniej nazywała się Wierzbicka - po pierwszym mężu. Urodziła się w 1913 r. w Mandżurii, gdzie jej ojciec budował kolej Transsyberyjską. Przez trzy lata niemieckiej okupacji - jako "Chinka" i "Tamara" - narażała życie u boku gen. Fieldorfa. "Nil", na lewych papierach kolejarza Walentego Gdanickiego, zamieszkał u niej przy ul. Kazimierzowskiej 81 w Warszawie pod koniec 1942 r. Przez ręce Stanisławy Wierzbickiej przechodziły ważne dokumenty niepodległościowej konspiracji, np. statut i instrukcja dla organizacji "NIE" ("Niepodległość"), którą generał tworzył od połowy 1943 r. przygotowując AK-owców na wejście do Polski Sowietów. Za zasługi dla Państwa Podziemnego została odznaczona Krzyżem Virtuti Militari.
"TRAFNA OCENA POLITYCZNA"Mąż Stanisławy - Władysław Wierzbicki (ślub wzięli w 1937 r. w Wilnie) - przedwojenny porucznik żandarmerii wojskowej - całą wojnę spędził w oflagu Woldenberg. Potem był II Korpus Andersa i doktorat z medycyny na Uniwersytecie w Bolonii. Wierzbicki chciał wrócić do Polski, ale dowiedział się, że jego przyjaciel jeszcze z żandarmerii wkrótce po przyjeździe do kraju trafił w ręce UB. Córka Stanisławy i Władysława Wierzbickich - Barbara, po raz pierwszy odwiedziła ojca dopiero w 1957 r. Obie chciały przedostać się na Zachód jeszcze w 1946 r., ale zostały zawrócone na tzw. zielonej granicy.
Jan Hryckowian poznał Stanisławę Kurakiewicz jeszcze w przedwojennym Wilnie. Pobrali się na początku lat 50., już po zwolnieniu go z wojska. "Nie mógł być wykorzystany w służbie sprawiedliwości Odrodzonego Wojska Polskiego. (...) Związany ze środowiskiem wrogim" - napisał w uzasadnieniu Wydział Personalny Komitetu Warszawskiego PZPR.
Ona pracowała w Administracji Domów Mieszkalnych, on został adwokatem. W 1953 r. bronił m.in. siostry Walerii Niklewskiej ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek w słynnym procesie kieleckiego biskupa Czesława Kaczmarka. Trzy lata później prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej, badający możliwość rehabilitacji skazanych, napisał: "Odnośnie do obrońców w sprawie tej słusznie biskup Kaczmarek powiedział, że oskarżeni bali się bardziej swoich obrońców aniżeli prokuratora i że obrońcy współdziałali z organami B[ezpieczeństwa] P[ublicznego]".
W życiorysie Hryckowian napisał, że na początku 1945 r. zgłosił się "natychmiast i z nieprzymuszonej woli" do Rejonowej Komendy Uzupełnień w Krakowie. Dostał przydział do korpusu oficerów służby sprawiedliwości LWP. Szybko awansował - w grudniu 1945 r. został majorem, w czerwcu 1946 r. podpułkownikiem (w tym czasie pracował już w Najwyższym Sądzie Wojskowym).
W marcu 1947 r. ten przedwojenny prawnik i były AK-owiec objął jedno z kluczowych stanowisk w stalinowskim systemie bezprawia - został szefem Wojskowego Sądu Rejonowego nr 1 w Warszawie (właśnie ten sąd wydał wyrok na Rzepeckiego i towarzyszy). W stołecznym WSR Hryckowian dopuścił się największej liczby zbrodni sądowych. Było ich co najmniej 16, w tym wspomniany proces Pileckiego (o czym niżej).
I jeszcze jedna opinia o Hryckowianie z 1948 r.: "Trafna ocena polityczna w podejściu do rozpoznawanych spraw. (...) Oddany idei władzy ludowej i ustrojowi ludowemu. Stosunek do Związku Radzieckiego i państw demokracji ludowej - pozytywny. Czynny politycznie i klasowo. Posiada ponadprzeciętny zasób wiedzy z zakresu nauk marksistowskich".
Barbara Wierzbicka o działalności swego ojczyma usłyszała dopiero w wolnej Polsce. Do dziś pamięta, jak w czasie wojny siedziała na kolanach u "wujka Walentego". Nie wiedziała wówczas, że to słynny generał "Nil".
STRZAŁ W TYŁ GŁOWYWracając do Władysława Garnowskiego. 7 marca 1949 r. jako prezes Najwyższego Sądu Wojskowego zarządził egzekucję Hieronima Dekutowskiego "Zapory". Powołując się na odrzucenie próśb o łaskę przez Bieruta, wnosił o natychmiastowe rozstrzelanie Dekutowskiego i sześciu jego podkomendnych - żołnierzy WiN (kpt. Stanisław Łukasik, por. Jerzy Miatkowski, por. Roman Groński, por. Edmund Pudruj, por. Tadeusz Pelak, por. Arkadiusz Wasilewski). Zginęli, zamordowani wzorem sowieckim - od strzału w tył głowy w więzieniu mokotowskim w Warszawie z rąk etatowego zabójcy - starszego sierżanta Piotra Śmietańskiego (w ten sposób wykończył wielu żołnierzy niepodległości; sądząc z podpisów na protokołach wykonania KS ledwo piśmienny, potem wyjechał do Izraela).
Tak "ludowa" Polska doceniła Hieronima Dekutowskiego, jednego z najsłynniejszych bohaterów antysowieckiej partyzantki, najbardziej znanego i poszukiwanego przez szwadrony NKWD i UB żołnierza Lubelszczyzny. W czasie niemieckiej okupacji cichociemny, przeprowadził 83 akcje bojowe i dywersyjne. Zasłynął jako obrońca mieszkańców Zamojszczyzny przed represjami. Aresztowany we wrześniu 1947 r., podczas próby przedostania się na Zachód, wskutek zdrady.
Podstawą był wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r.
Władysław Siła-Nowicki (ósmy z oskarżonych, polityczny przełożony "Zaporczyków", inspektor WiN na Lubelszczyźnie, uniknął kary śmierci ze względu na rodzinne koneksje z twórcą "Czeki" Feliksem Dzierżyńskim) wspominał, że na rozprawę ubrano ich w mundury Wehrmachtu: "Ten mundur hańbił katów, nie ofiary".
Przed stołecznym WSR oskarżał Tadeusz Malik. Sądzili: Kazimierz Obiada i Wacław Matusiewicz (ławnicy). Rozprawie przewodniczył Józef Badecki.
BYLIŚMY DLA NIEGO MORITURI...Siła-Nowicki pisał dalej: "Pani Stillerowa [obrońca Nowickiego - TMP] poinformowała mnie, że przewodniczący składu Józef Badecki znany jest z bardzo uprzejmego prowadzenia rozpraw i bardzo surowych wyroków. Istotnie, sędzia Badecki, zimny morderca był cały czas bardzo grzeczny. Od początku zresztą wszyscy byliśmy dla niego
morituri...".
Podpisane przez Badeckiego uzasadnienie wyroku z 15 listopada 1948 r. brzmiało (pisownia oryginalna): "Ośrodki dyspozycyjne reakcji polskiej w postaci tzw. emigracyjnego rządu londyńskiego, czy też korpusu Andersa, będące zresztą powiązane z agenturami imperialistycznych kół kapitalistycznych, wykorzystały dla swych celów specjalne warunki topograficzne woj. lubelskiego, oraz pewną ilość zbałamuconych członków byłych »AK« z czasów okupacji niemieckiej. (...) Ośrodki dyspozycyjne znalazły odpowiednich zwolenników swej ideologii na przywódców. Do nich zaliczają się oskarżeni. Oskarżony Nowicki reprezentuje raczej czynnik inspiracyjny, jak sam nazywa polityczny. (...) Inni oskarżeni z Hieronimem Dekutowskim ps. »Zapora« na czele, są czynnikiem właściwie wykonawczym, o dużym zakresie działania. Tworzą oni ośrodek działalności band terrorystyczno-rabunkowych i dywersyjnych pełniąc tam funkcje przeważnie dowódców band. Bezwzględność i okrucieństwo oskarżonych zostało wyzyskane przez ich wyższe kierownictwo do tworzenia na terenie woj. lubelskiego w okresie od lipca 1944 r. aż do mniej więcej połowy roku 1947 ognisko zamętu i pożogi, które dużym wysiłkiem władz i społeczeństwa musiało być unicestwione".
KAMPANIA WRZEŚNIOWA
I BEZPRAWNE WYROKIJózef Badecki to kolejny przedwojenny prawnik, który zaprzedał się nowej władzy. Urodzony w 1908 r. w Uhnowie (woj. lwowskie), magisterium na Wydziale Prawa Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie uzyskał w 1933 r. W latach 1934-39 pracował jako asesor Sądów Okręgowych w Samborze i Przemyślu. W kampanii wrześniowej dowodził plutonem w batalionie marszowym 5. Pułku Strzelców Podhalańskich. Podczas okupacji nauczyciel i aplikant adwokacki w Lublinie i Przemyślu.
Po wkroczeniu Sowietów zgłosił się do LWP. Jako sędzia wojskowy piął się po szczeblach kariery, pracując najpierw w Wojskowym Sądzie Polowym 5. Dywizji Artylerii i Wojskowym Sądzie Okręgowym nr 1 w Warszawie, potem w Wojskowym Sądzie Garnizonowym w Toruniu, a w końcu w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Kielcach. Od 30 sierpnia 1948 do 26 maja 1949 był zastępcą szefa WSR w Warszawie.
Józef Badecki uczestniczył w wielu sprawach przeciwko "wrogom ludu". Orzekł co najmniej 29 kar śmierci, co plasuje go w czołówce najbardziej krwawych stalinowskich sędziów (przebił Garnowskiego i Hryckowiana). Podobnie jak inni, najpierw ogłaszał wyroki, a dopiero później je pisał.
9 lutego 1949 r., na niejawnym posiedzeniu warszawskiego WSR, jako sędzia-sprawozdawca, przyczynił się do przedłużenia (
ex post) tymczasowego aresztowania płk. Aleksandra Krzyżanowskiego "Wilka", legendarnego dowódcy Okręgu Wileńskiego AK. Wnioskował o to dyrektor Departamentu Śledczego MBP Józef Różański. Wniosek: stalinowskie sądownictwo było całkowicie podporządkowane bezpiece.
W 1956 r. Badecki osiągnął szczyt kariery - został pułkownikiem, a rok później sędzią NSW. Do stycznia 1968 r., kiedy zwolniono go z zawodowej służby wojskowej, pracował w Izbie Wojskowej Sądu Najwyższego.
W "Życiu Warszawy" ukazał się nekrolog: "Dnia 15 lipca 1982 r. zmarł (...) Józef Badecki, płk rezerwy, oficer II Armii WP, odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Virtuti Militari, Srebrnym Medalem Zasłużonym na Polu Chwały, Odznaką Grunwaldzką i innymi odznaczeniami wojskowymi, były sędzia Sądu Najwyższego, wykładowca Oficerskiej Szkoły Prawniczej (...)". Jak można sądzić, żadnych bezprawnych wyroków nie wydał, gdyż w stalinowskim systemie bezprawia w ogóle nie pracował. Tym samym nie mógł również skazać na śmierć Hieronima Dekutowskiego.
NAJCIĘŻSZE ZBRODNIEKpt. Józef Badecki przed Wojskowym Sądem Rejonowym sądził również Witolda Pileckiego (ułana II RP, dobrowolnego więźnia Auschwitz, powstańca warszawskiego, żołnierza II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie; uznanego przez historię za jednego z sześciu najodważniejszych ludzi ruchu oporu podczas II wojny światowej) i jego "grupę szpiegowską" (Tadeusz Płużański, Maria Szelągowska, Makary Sieradzki, Ryszard Jamontt-Krzywicki, Witold Różycki, Maksymilian Kaucki, Jerzy Nowakowski).
Razem z ppłk Janem Hryckowianem - 15 marca 1948 r. - wydał opinię "w sprawie ewentualnego ułaskawienia skazanych": "Z uwagi na popełnione przez Pileckiego i Płużańskiego najcięższych zbrodni zdrady stanu i Narodu, pełną świadomość działania na szkodę Państwa i w interesie obcego imperializmu, któremu całkowicie się zaprzedali, przejawioną przez nich na przestrzeni dłuższego okresu czasu wyjątkową aktywność w pracy szpiegowskiej, wielką szkodę, jaką wyrządzili Państwu w okresie jego odbudowy (...) - skład sądzący uważa, że ci obaj na ułaskawienie nie zasługują".
Tadeusza Płużańskiego, kuriera Witolda do armii Andersa (podczas wojny wieloletniego więźnia KL Stutthof) Bierut ułaskawił na dożywocie "ze względu na młody wiek", a łączniczkę Marię Szelągowską "ze względu na płeć". Pozostałych pięciu "szpiegów" dostało niższe wyroki.
25 maja 1948 r. rotmistrz Pilecki został zabity strzałem w tył głowy w więzieniu mokotowskim w Warszawie (z ręki wspomnianego już oprawcy - sierżanta Śmietańskiego). 7 maja br. Senat RP podjął "uchwałę w sprawie przywrócenia pamięci zbiorowej Polaków bohaterskiej postaci rotmistrza Witolda Pileckiego".
TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKIPublicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.