Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Zmarły, nieosądzony - Tadeusz M. Płużański Wysłane środa, 30, stycznia 2008 przez Krzysztof Pawlak

Rodzina chciała pochować go na cmentarzu parafialnym kościoła św. Katarzyny na warszawskim Służewcu. I nie było by w tym nic dziwnego - w końcu pogrzeb należy się każdemu śmiertelnikowi - gdyby nie jeden "drobiazg". Na tej samej nekropolii leżą ofiary denata. Zmarły - Mieczysław Widaj, okazał się krwawym stalinowskim sędzią, który skazał na śmierć przynajmniej 100 żołnierzy i działaczy powojennego podziemia niepodległościowego.

Pogrzeb został wstrzymany dzięki protestowi, jaki na ręce metropolity warszawskiego Kazimierza Nycza złożył wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski. Kuria interweniowała następnie u proboszcza św. Katarzyny, księdza Józefa Maja.
- Zbrodniarz, którzy ma tyle krwi na rękach, nie może być chowany na cmentarzu katolickim. Od tego są cmentarze komunalne - argumentował senator.
Nie miała być to zresztą zwyczajna, kameralna uroczystość. Plan był taki, aby oprawca miał pogrzeb ze specjalną oprawą. Zadbali o to jego towarzysze, skupieni w organizacji komunistycznych weteranów. To była druga sprawa, którą oprotestował Zbigniew Romaszewski, a razem z nim rodziny ofiar Widaja.
Wojskowe honory powinny być należne przecież li tylko bohaterom. Na Służewcu - według wiarygodnych poszlak - został zagrzebany gen. August Emil Fieldorf "Nil", jeden z przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, a także inne ofiary stalinowskiego terroru. W wielu przypadkach ofiary Mieczysława Widaja.

Tu jest Służewiec, to są nasze Termopile

Widaj co prawda bezpośrednio nie sądził gen. Fieldorfa, ale miał udział w jego późniejszej kaźni. W lutym 1951 r. wydał postanowienie o zatrzymaniu "Nila" w więzieniu mokotowskim (o co zresztą wnioskowała prokuratorka Naczelnej Prokuratury Wojskowej, płk Helena Wolińska), co doprowadziło do śledztwa, procesu i skazania generała.
Zamordowanych w katowni na Rakowieckiej komunistyczni siepacze przywozili po cichu na Służewiec. Ciała zasypywano potem śmieciami, ziemią, a całość przykryto grubą warstwą betonu. Ślady zostały zatarte tak skutecznie, że do dziś miejsce pochówku naszych narodowych bohaterów jest nieznane.
"Przechodniu, pochyl czoło, wstrzymaj krok na chwilę
Tu każda grudka ziemi krwią męczeńską broczy
Tu jest Służewiec, to są nasze Termopile
Tu leżą ci, którzy chcieli bój do końca toczyć
Nie odprowadzał nas tu kondukt pogrzebowy
Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńca
W mokotowskim więzieniu krótki strzał w tył głowy
A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca...".
Ten tekst, autorstwa Tadeusza Porayskiego, więźnia Mokotowa, został wyryty na symbolicznym pomniku upamiętniającym ofiary stalinowskiego terroru, stojącym przed kościołem św. Katarzyny. Szacuje się, że po wojnie pogrzebano tu ponad 2 tys. żołnierzy Wolnej Polski.

Wolna Polska upamiętnia i rozlicza

Z tym tragicznym miejscem związana jest relacja, złożona w 1988 r. przez wdowę po jednym z majorów. Wynika z niej, że w latach 50., zaraz po egzekucji męża, udało jej się odkopać jego ciało. Pod spodem rozpoznała zwłoki gen. Fieldorfa, który był przyjacielem rodziny.
Dopiero niedawno Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa rozpoczęła na Służewcu badania geodezyjne. Tylko dlaczego dopiero teraz? I dlaczego w innym, niż wskazane miejsce? Otwieranie przez ROPWiM polskich cmentarzy wojennych na Wschodzie to jedno. Ale przecież generał August Emil Fieldorf też zasłużył na pochówek, o co przez lata - bezskutecznie - stara się jego rodzina. Bohaterowi Polski Podziemnej należy się coś więcej - pogrzeb z wojskowymi honorami, który stałaby się patriotyczną manifestacją przeciw sowieckiemu zniewoleniu Polski przez 50 lat i trwającej niestety do dziś niepamięci o bohaterach walki z komunistycznym terrorem.
Wracając do Mieczysława Widaja. Ostatecznie pogrzeb oprawcy odbył się w parafii św. Zofii Barat w Grabowie na Ursynowie. Nieopodal Toru Wyścigu Konnych, gdzie też mordowano polskich patriotów i ul. Rotmistrza Witolda Pileckiego - innego żołnierza Wolnej Polski, dobrowolnego więźnia Auschwitz, ofiary ubeckich katów (po skazaniu na karę śmierci, podobnie jak Fieldorf został zamordowany na Rakowieckiej; miejsce pogrzebania do dziś nie jest znane).
Przez lata, do końca życia stalinowski sędzia mieszkał w centrum Warszawy, przy ul. Koziej. Zaraz obok budynku prokuratury (byłej siedziby Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu) i dzisiejszej centrali Instytutu Pamięci Narodowej na Placu Krasińskich. Tak wygląda do dziś rozliczanie komunistycznych zbrodniarzy.

Sprawy z dowodami

Czym przez lata zajmował się Mieczysław Widaj? Wielu żołnierzy niepodległościowego podziemia skazał na wielokrotną karę śmierci, m.in., w listopadzie 1950 r., członków "bandy" słynnego majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", dowódcy Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, który wcześniej przez 2,5 roku był maltretowany w śledztwie w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie. Wielokrotnie "sądził" w tzw. procesach kiblowych w więzieniu (nazwa "sądu" wzięta od kibla w rogu celi, na której oskarżony, z braku innego miejsca, musiał siedzieć podczas "rozprawy"). Czasami okazywał łaskawość - podpułkownika Jana Mazurkiewicza "Radosława" skazał 16 listopada 1953 r. "tylko" na karę dożywotniego więzienia.
W 1956 r. w ramach próby rozliczania stalinowskich "błędów i wypaczeń", Widaj mówił: "Taka w tym czasie obowiązywała ocena dowodów, jaka była zastosowana przeze mnie czy przez innych sędziów. Do skazania, jak wiemy, nie wystarczy przekonanie sędziowskie, potrzebna jest odpowiednia ocena dowodów. To nie były sprawy bez dowodów - to były sprawy z dowodami, które należało tylko właściwie ocenić".

Były AK-owiec

Mieczysław Widaj urodził się 12 września 1912 r. w Mościskach (woj. lwowskie). W 1934 r. ukończył wydział prawa na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie, a rok później Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Do 1939 r. był aplikantem sądowym.
W kampanii wrześniowej dowódca plutonu artylerii. Jak większość Polaków, wychowanych w II RP wstąpił do Armii Krajowej, gdzie przyjął pseudo "Pawłowski" i został oficerem łączności Obwodu Mościska, należącym do lwowskiego okręgu AK. Pod koniec wojny awansowany na stopień kapitana. W lutym 1950 r. skazał na 15 lat Jana Władysława Władykę, jednego z kierowników lwowskiego AK i swojego przełożonego. Sądzenie dawnych organizacyjnych kolegów stało się jego specjalnością. Był jednym z najkrwawszych funkcjonariuszy stalinowskiego systemu bezprawia.
Z komunistyczną władzą nawiązał flirt 15 marca 1945 r., kiedy został zmobilizowany do LWP. Po latach zarzekał się, że nie chciał iść do sądownictwa wojskowego (wolał artylerię), ale musiał. Już po miesiącu orzekał w sprawie ppłk. Edwarda Pisuli, ps. Tama - szefa Kedywu Okręgu Tarnopol, który wskutek śledztwa zmarł w więzieniu UB przy ul. 11 Listopada na Pradze w Warszawie.

"Przeniesiony wbrew swojej woli"

Widaj był najpierw sędzią w Łodzi. Stamtąd trafił do Warszawy, gdzie wkrótce miał zostać szefem Wojskowego Sądu Rejonowego, jednego z najkrwawszych wojskowych sądów ówczesnej Polski. W 1956 r. wyjaśniał, że do stołecznego WSR (podobnie, jak do sądownictwa wojskowego w ogóle) "był przeniesiony wbrew swojej woli": "W Łodzi dopiero w styczniu 1949 r. dostałem mieszkanie, męcząc się od 1946 r. po hotelach i cudzych kątach. I właśnie już w maju byłem w Warszawie, by znów zacząć od braku mieszkania, od kwaterowania na sali sądowej, tuż obok celi, do której wprowadzano więźniów aresztantów. A rozprawy odbywały się i po nocach. (...) Mnie i żonę będącą w ciąży budził gwar i tupot dochodzący z zadymionego korytarza, na który prowadziły mieszkalne drzwi. To były warunki pracy i warunki życia, jakie były mi postawione do dyspozycji. (...) Mieszkałem w tak ciężkich warunkach w budynku, w którym szczury wyprawiały harce pod podłogą i po podłodze, gdy groziło, że po przyjściu na świat dziecka pieluszki będą musiały być suszone na sali rozpraw. (...) Gdy inni "po praktyce" w Wojskowym Sądzie Rejonowym odchodzili na szefów innych sądów, ja pozostawałem na czarnej robocie, nie byłem przesuwany do klasy menedżerów. (...) Mnie - a zresztą w ogóle nami - przesuwano jak pionkami po szachownicy, nie pytając nas o zdanie".
W 1948 r. Widaj - jak twierdził - prosił o zwolnienie z wojska, ale jego wniosek odrzucono. Zamiast tego, w tym samym roku - został... zastępcą szefa WSR w Warszawie, a w 1952 r. szefem tegoż sądu. Na słuszność wydawanych przez siebie wyroków lubił przywoływać fakt, że były one zatwierdzane przez sąd II instancji, czyli Najwyższy Sąd Wojskowy. W 1956 r. mówił: "Dla mnie zawsze druga instancja była gwarancją, że jeżeli ja się pomylę, to zostanie to naprawione, że ja nie jestem sędzią ostatecznym".
W 1954 r. Widaj sam trafił do Najwyższego Sądu Wojskowego, awansując na zastępcę szefa. Od 1948 r. należał do partii. W 1955 r. został pułkownikiem.

Proces trwał pół godziny

Nad Stanisławem Skalskim, asem polskiego lotnictwa (w czasie II wojny światowej strącił 22 niemieckie samoloty) znęcało się wielu oprawców: Humer, Kobylec, Midro, Serkowski, Szymański. Zmarły kilka lat temu Skalski wspominał: "I rzeczywiście przekonywali mnie... Pięścią, kopniakami, drutem po nogach, stójkami, karcerem. Na zmianę, przez kilka miesięcy, z przerwami na odzyskanie sił. Ciągle jedno i to samo: mówcie o swojej działalności szpiegowskiej, kto z oficerów dostarczał wam informacje, komu je przekazywaliście... Już nie miałem siły zaprzeczać".
Po dwóch latach takich "badań" podpisał akt samooskarżenia. 7 kwietnia 1950 r. w więzieniu na Mokotowie odbył się proces kiblowy. "(...) Pamiętam, był akurat Wielki Piątek. Jak mnie wywoływali z celi, akurat oddziałowy wydawał obiad. Zdążyłem go wziąć, ale nie zdążyłem zjeść. »Prędzej, prędzej«, ponaglał strażnik. Nawet nie wiedziałem, że idę na swój proces. Wróciłem, to jeszcze zupa była ciepława. Dokończyłem jeść. Ile więc mógł trwać cały proces - pół godziny maksimum. Sądził mnie mjr Widaj. Do niczego w śledztwie, jak i na rozprawie się nie przyznałem. Jedyny świadek, jakiego wezwano - Władysław Śliwiński - też zaprzeczył, abym przekazywał mu jakieś wiadomości lub orientował się w jego szpiegowskiej działalności...".
Mimo to Widaj zawyrokował: "Sąd Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej uznaje Stanisława Skalskiego, byłego majora WP, za winnego działalności szpiegowskiej na rzecz Anglii i St. Zjednoczonych i za to skazuje go na - karę śmierci...". Skalski - w przeciwieństwie do wielu innych więźniów stalinowskich - miał szczęście: został "ułaskawiony" przez Bieruta, ale nikt nie raczył go o tym poinformować. Sześć lat czekał na wykonanie wyroku. Na wolność wyszedł w kwietniu 1956 r. i został całkowicie zrehabilitowany.

Doprowadzony do stanu przedagonalnego

Ordynariusz kielecki Czesław Kaczmarek był poddawany konwejerowi (przesłuchania przeprowadzane dzień i noc przez zmieniających się śledczych). W przypadku księdza trwały one non stop przez 30-40 godzin. Biskup kielecki był notorycznie pozbawiany snu i jedzenia. Odmówiono mu prawa do widzeń, listów i paczek. Ubecy podawali mu środki odurzające. "Przekonywali go", że jest zdrajcą i jako takiego wszyscy się go wyrzekli. Śledztwo, z przerwami, trwało przez dwa lata i osiem miesięcy. W rezultacie bp. Kaczmarek został doprowadzony do stanu przedagonalnego.
Proces bp. Kaczmarka i jego "współpracowników" odbywał się w dniach 14-21 września 1953 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie (nawet w PRL-u sądzenie duchownego przed wojskowym trybunałem było ewenementem). Sądził Mieczysław Widaj. Akt oskarżenia - jak czytamy w stenogramie - dotyczył: "działalności w antypaństwowym ośrodku" w interesie "imperializmu amerykańskiego i Watykanu" w celu "obalenia władzy robotniczo-chłopskiej" drogą "działalności dywersyjnej i szpiegowskiej".
Na sali sądowej przewodniczący Widaj "nie zauważył", że w pewnym momencie ów pokazowy proces został przerwany. Cóż takiego się stało? Otóż bp Kaczmarek przestał czytać przygotowany mu przez "oficerów" śledczych maszynopis. Uwadze Widaja umknęło również, jak czerwony (sic!) ze wściekłości dyrektor departamentu śledczego MBP Jacek Różański (Józef Goldberg) wyszedł nagle z salki obok i upominał Kaczmarka: "Ja już skułem mordy obrońcom [biskupa bronił słynny adwokat Mieczysław Maślanko, który pełnił de facto rolę jednego z oskarżycieli - TMP] i przestrzegam księdza biskupa, aby nie poważył się więcej na podobne postępowanie". Cóż, to właśnie Różański wydał wcześniej wyrok na biskupa, podobnie jak czynił to w przypadku wielu innych "wrogów ludu".
Wobec biskupa Kaczmarka Widaj ogłosił karę 12 lat więzienia. Nawet po wyroku władze PRL-u nie dały spokoju księdzu - w celi śmierci spędził kolejne osiem lat. Wyszedł z więzienia w maju 1956 r. Ubeckie metody sprawiły, że zmarł w sierpniu 1963 r.

Bezkarny w wolnej Polsce

W 1956 r. Mieczysław Widaj został zwolniony z zawodowej służby wojskowej i przeniesiony do rezerwy. Komisja Mazura, badająca "przejawy łamania praworządności" przez stalinowskich funkcjonariuszy, nie pociągnęła go do odpowiedzialności. Stwierdziła jedynie ogólnikowo, że jego "działalność powinna być przedmiotem śledztwa", którego - rzecz jasna - nie było.
Widaj został radcą prawnym Centralnego Laboratorium Chemicznego w Warszawie, potem Centralnego Zarządu Konsumów i w końcu (od 1964 r.) Komendy Garnizonu m. st. Warszawy.
W wolnej Polsce Instytut Pamięci Narodowej chciał go nawet postawić przed sądem, ale okazało się, że Widaj jest chory. Dopiero niedawno Ministerstwo Obrony Narodowej zmniejszyło mu resortową emeryturę. Podstawą była ustawa o wojskowych emeryturach, która mówi, że osobom, które w latach 1944 - 1956 służyły w wojskowej informacji, sądownictwie i prokuraturze - a stosowały represje - nie zalicza się tego okresu do służby.
Widaj przepracował w MON 19 lat, z tego jako wojskowy sędzia - 11 lat. Po odebraniu mu wojskowej emerytury, czyli 4 tys. zł, nadal miał prawo do 5300 zł "cywilnej" emerytury.

TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Polacy wypowiadają się przez "policyjnych przedstawicieli" - mówi minister Boni w sprawie ACTA - piątek, 3, lutego 2012

Bestie w Markach - piątek, 20, stycznia 2012

Publicystyka

Mazowsze

TV-felietony

"...syny" mordują ojców: wersja o katastrofie smoleńskiej coraz mniej prawdziwa - Stanisław Michalkiewicz o wydarzeniach w kuluarach i w świetle rampy "polskiego regionu UE" - wtorek, 31, stycznia 2012

NIE dla ACTA! Demonstracja w dniu otwarcia Stadionu Narodowego - niedziela, 29, stycznia 2012

Fałszywi obrońcy internautów: Kaczyński, Ziobro, Palikot - głosowali za ACTA! - Stanisław Michalkiewicz o najważniejszych ostatnich wydarzeniach na deskach teatrów krajowego i zagranicznego - piątek, 27, stycznia 2012

Ogłaszamy bojkot towarów amerykańskich jeśli USA będą forsowały układ ACTA! - konferencja Kongresu Nowej Prawicy - piątek, 27, stycznia 2012

NIE dla ACTA! Demonstracja protestacyjna internautów w Warszawie 24.01.2012 - wtorek, 24, stycznia 2012

W sprawie układu ACTA występuję jako człowiek środka, ale rządy w ochronie praw autorskich i patentowych poszły za daleko! - prezes UPR/KNP Janusz Korwin-Mikke o układzie Anti-counterfeiting trade agreement - poniedziałek, 23, stycznia 2012

Wybieram Europę Ojczyzn, suwerennych krajów w Unii Europejskiej - poseł Artur Górski z klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości - środa, 18, stycznia 2012

Unią Europejską, czyli Związkiem Socjalistycznym Republik Europejskich rządzą już nie bandyci, jak to było w Związku Sowieckim, ale "tylko" złodzieje! - prezes UPR/KNP Janusz Korwin-Mikke podczas studenckiej "Debaty sejmowej 2012" - środa, 18, stycznia 2012

Krakowscy eksperci na usługach Bonnie i Clyde'a w eksporcie-imporcie polsko-izraelskim - Stanisław Michalkiewicz o najnowszym scenariuszu polityczno-bezpieczniackim - środa, 18, stycznia 2012

"Marycha" na zagrychę od państwa - jeden krzak z VAT-em i akcyzą! - Bartłomiej Bodio, poseł z Ruchu Palikota objaśnia najważniejszy punkt programu wyborczego swojej formacji - poniedziałek, 16, stycznia 2012

Jesteśmy otwarci światopoglądowo, a to do czego dążymy, to jest neutralność światopoglądowa i to są podstawy Europy, a nie "wartości chrześcijańskie"!- Bartłomiej Bodio, poseł z Ruchu Palikota objaśnia ideologię swojej formacji - poniedziałek, 16, stycznia 2012

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008