Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Profesor z przeszłością - Tadeusz M. Płużański Wysłane czwartek, 3, stycznia 2008 przez Krzysztof Pawlak |
W zeszłym roku zmarł wybitny, zasłużony profesor, prawy człowiek w latach próby. Mniej więcej takiej treści nekrologi mogliśmy przeczytać w prasie. Pamięci Włodzimierza Brusa tekst pod znamiennym tytułem: "Ucieczka od końca świata" napisał w "Gazecie Wyborczej" sam Adam Michnik.Dwustronicowy artykuł Michnika nie był biografią Brusa, ale kolejnym politycznym manifestem: "To, co obserwuję w polskiej polityce, nie przypomina końca świata. To raczej sceny z filmu amerykańskiego - najpierw jest pożar w burdelu, a potem akcja nabiera tempa. Nie mam umiejętności strażaka, by gasić ten pożar. Chciałbym spojrzeć nań z pewnej perspektywy - ileż to już było takich pożarów...". Tą perspektywą jest książka Jacka Bocheńskiego "Pożegnania z panną Syngilu", opowiadającą o podróży pisarza po Afryce, spętanej dyktaturami. Bocheński - analizuje dalej Michnik - ucieka od tego złego świata: "Panna Syngilu, kolorowa stewardesa, stała się fascynacją erotyczną narratora, co dzisiejszego czytelnika przekonuje, że nasze życie nie sprowadza się do walk z »układem«, »wykształciuchami«, »partią białej flagi« i innymi tego rodzaju fantomami". Co z tym wszystkim miał wspólnego profesor Brus? Michnik - za Bocheńskim - chce najpewniej powiedzieć, że też miał zdrowy stosunek do rzeczywistości, wolny od fantomów. A może nawet gasił pożary?
W tej samej "GW" sylwetkę zmarłego ("Profesor Brus - mój mistrz") przedstawił Waldemar Kuczyński, magistrant Brusa z 1965 r. na Wydziale Ekonomii Politycznej Uniwersytetu Warszawskiego (w wolnej Polsce doradca premierów Mazowieckiego i Buzka): "Największy popłoch budził profesor Włodzimierz Brus. Egzamin u niego uważano za kataraktę śmierci, kto ją przebył, miał magisterkę w kieszeni". Ja mam inne, oczywiście nieprawomyślne skojarzenie. Jeśli już o śmierci mowa, to może tak: podpis Heleny Wolińskiej nie był kataraktą śmierci, tylko jej przedsionkiem. Wymieniona pani to stalinowska prokuratorka, żona Brusa, budząca nie mniejszy popłoch, ale nie studentów, tylko Bogu ducha winnych ludzi, których pod dyktando bezpieki kazała aresztować. Jej podpis to nie zaliczenie w indeksie, ale przepustka na tamten świat.
PO PROSTU NIEKilka lat temu uczczono - oczywiście w "Gazecie Wyborczej" - 80-lecie Włodzimierza Brusa, wybitnego przedstawiciela środowiska rewizjonistów i "odważnego ekonomisty". Prezes Fundacji Batorego Aleksander Smolar, wymieniając zasługi profesora, napisał wówczas: "jaka szkoda, że nie ma go tutaj". Przede wszystkim szkoda, że do Polski nie wróciła przed oblicze Temidy jego żona. Kiedy wybuchła sprawa działalności Wolińskiej w stalinowskim aparacie represji, zadzwoniłem do oksfordzkiego mieszkania państwa Brusów. Był 11 października 1999 r. W słuchawce odezwał się męski głos:
- Czy rozmawiam z panem profesorem Brusem?
- Tak, a o co chodzi?
- O pana żonę, Helenę Wolińską-Brus. Do 15 października powinna się stawić na przesłuchanie w warszawskiej prokuraturze w sprawie bezprawnego aresztowania generała Fieldorfa.
- Żona nie będzie rozmawiała z prasą. Ja też nie.
- Dlaczego?
- Po prostu nie.
Gdzie się podziała tak wychwalana odwaga pana profesora?
CIEMNA PRZESZŁOŚĆ
JASNE JUTROW 1921 r. w Płocku w rodzinie Abrama Zylberberga i Heleny z domu Askanas urodził się syn Beniamin. "Chociaż sytuacja mojej własnej rodziny była relatywnie dobra (mój ojciec - pracownik umysłowy ochotniczej organizacji żydowskiej - zachował pracę w całym okresie międzywojennym), zestawienie nieczynnych fabryk i marnowanych produktów obok armii ludzi desperacko poszukujących pracy i walczących o swe przetrwanie rodziło pytania, których nie można było zlekceważyć" - tak młody Zylberberg zdawał się tłumaczyć swoją drogę do komunizmu (strona Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, rozdział "Ekonomiści polscy w świecie", tekst: "Zmora reformowania socjalistycznego systemu ekonomicznego", bez daty,
podstrona witryny PTE - ASME).
Potem przyszły książki - wedle określenia samego Brusa (wówczas jeszcze Zylberberga) - "ojców założycieli": "Ekonomia polityczna" Bogdanowa, "Nauki ekonomiczne" i "Manifest komunistyczny" Marksa: "Wszystko to wywarło na mnie wielkie wrażenie, jako przekonujące wyjaśnienie procesu historycznego wskazujące obecnie na socjalizm z jego planową gospodarką jako jedyne realistyczne lekarstwo na ewidentnie nieuleczalne choroby kapitalizmu".
Waldemar Kuczyński we wspomnieniu: "Niski, metaliczny baryton, sylwetka energiczna, wojskowa, służył chyba u Berlinga". Rzeczywiście, po ukończeniu studiów w Saratowie (ZSRR) w 1944 r. Włodzimierz Brus rozpoczął służbę w aparacie polityczno-wychowawczym LWP. Sam tak to wspominał: "Moim przydziałem w armii stał się wkrótce wydział publikacji Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego, gdzie byłem głównie zaangażowany w pisanie i publikację materiałów wykładowych na tematy socjoekonomiczne dla oficerów politycznych, zajmując się zarówno przedwojenną przeszłością (ciemną), jak i perspektywami powojennej odbudowy oraz przyszłym rozwojem Polski w jej nowych - znacznie przesuniętych na zachód - granicach i w warunkach radykalnie zreformowanego systemu ekonomicznego (jasnego)".
W maju 1945 r. por. Włodzimierz Brus (jeszcze jako Beniamin Zylberberg) alarmował centralę o sytuacji na Opolszczyźnie: "Milicja jest b. słaba, źle uzbrojona i na niesłychanie niskim poziomie moralnym. (...) Milicjanci biorą udział w rabunkach, są często w cichej zmowie z »szabrownikami«. (...) Kierownictwo MO i UB odnoszą się z największym pobłażaniem do rabunków i gwałtów".
Brus: "W kampaniach wyborczych roku 1946 (najpierw referendum, później wybory do parlamentu) wojsko jako całość, a w szczególności jego zarząd polityczno-wychowawczy, były silnie zaangażowane po stronie kierowanej przez komunistów koalicji przeciw siłom opozycji. Na początku 1947 roku zostałem zwolniony z wojska, aby zostać młodszym redaktorem teoretycznego dwumiesięcznika Polskiej Partii Robotniczej - polskiego odpowiednika partii komunistycznej (zostałem członkiem partii jeszcze w wojsku)".
"OKRUCIEŃSTWA
BEZPODSTAWNYCH PRZEŚLADOWAŃ"Włodzimierz Brus podjął pracę naukową w Instytucie Nauk Społecznych przy KC PZPR, SGPiS i na Wydziale Ekonomii Politycznej UW. Miał przyczynić się do "umocnienia pionu ideologicznego i wziąć udział w obalaniu nauki burżuazyjnej". Robił to z powodzeniem. Wtedy z uczelni musiały odejść takie tuzy przedwojennej profesury jak Kotarbiński, Tatarkiewicz, Ossowscy.
W swoich publikacjach wychwalał "demokrację" w Związku Sowieckim, a w Polsce ekonomię marksistowsko-leninowską (przeciwną kapitalistyczno-obszarniczej) oraz jej mentorów - Bieruta i Minca, równocześnie atakując niepodległą Polskę - zgniłą i umierającą pod rządami "bezwzględnej faszystowskiej dyktatury sanacji".
W połowie lat 50. Brus zmienił front: ortodoksyjny marksista - jak wielu jemu podobnych - został rewizjonistą. O 1956 r. pisał: "Wkrótce zaczęło się zwalnianie z więzień i obozów koncentracyjnych, początkowo powoli, a następnie szybciej i szerzej, milionów rzekomych »wrogów ludu«, odsłaniając prawdziwą skalę i okrucieństwa bezpodstawnych prześladowań. Wszystko to obnażyło fałsz nie tylko mistyczno-absolutystycznych roszczeń do uniwersalnej ważności tego, co było przedstawiane jako fundamenty teorii marksizmu-leninizmu, lecz również wersji racjonalno-relatywistycznej ("konieczne w swoim czasie")". Jakoś zapomniał prof. Brus, że już wówczas żył pod jednym dachem z osobą odpowiedzialną za "okrucieństwa bezpodstawnych prześladowań".
W 1957 r. tak chciał zmieniać socjalizm: "program zmian w modelu gospodarczym powinien zawierać - jako jeden z zasadniczych punktów - zadanie pogłębienia planowania centralnego". Należał m.in. do Klubu Krzywego Koła, razem z Władysławem Bartoszewskim, którego Helena Wolińska przetrzymywała bezprawnie w więzieniu przez 18 miesięcy bez przedstawienia aktu oskarżenia.
CZEREZWYCZAJKA
I SAMOOKREŚLENIEDla Włodzimierza Brusa marzec 1968 r. zaczął się w styczniu. W akcie protestu przeciwko zdjęciu "Dziadów" Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym wystąpił z PZPR. Skupiła się na nim antysemicka nagonka. 19 marca, na spotkaniu aktywu partyjnego w Sali Kongresowej Gomułka (towarzysza "Wiesława" przed "odwilżą" Wolińska chciała wsadzić do więzienia, tak jak to zrobiła z jego najbliższym współpracownikiem - Zenonem Kliszką) zaatakował literatów, m in. Stefana Kisielewskiego i Pawła Jasienicę, i naukowców - obok Brusa także Bronisława Baczkę, Zygmunta Baumana i Leszka Kołakowskiego: "zwalczając od lat politykę naszej partii z pozycji rewizjonistycznych - świadomie i z premedytacją sączyli wrogie poglądy polityczne w umysły powierzonej ich pieczy młodzieży".
Rozpowszechniano ulotki:
"Bauman z Brusem i Baczką ta podstępna szajka
Pastwiła się nad Polską jak czerezwyczajka".
I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego w Lublinie, niejaki Kozdra, na wiecu 21 marca 1968 r. przemawiał: "Mamy prawo żądać wyraźnego samookreślenia się tych Żydów, obywateli naszego państwa, którzy jeszcze się nie samookreślili". Na łamach "Walki Młodych" Brus został postawiony w jednym rzędzie z Bermanem, Różańskim i Światłą. Prowokacja wobec profesora zawierała jednak źdźbło prawdy - komunistyczny politruk Brus przybył razem z nimi z ZSRR, żeby instalować w Polsce nową władzę, a rewizjoniście Brusowi jakoś nigdy nie przeszkadzało, że prywatnie związał się ze stalinowską inkwizytorką.
Jego koledzy-naukowcy - Leszek Kołakowski, Bronisław Baczko i Zygmunt Bauman - marksistowscy ortodoksi i walczący ideologowie stalinizmu - też zostali rewizjonistami. Najbardziej "zasłużony" jest ostatni z nich - od 1944 r. służył w moskiewskiej milicji, potem oficer polityczno-wychowawczy LWP i KBW (zwalczał szabrowników, ale także antykomunistyczne podziemie), jako agent "Semjon" przez lata współpracował ze zbrodniczą Informacją Wojskową.
CHWILOWY ODPOCZYNEKWłodzimierz Brus został wyrzucony z UW 25 marca 1968 r. To najbardziej znany fakt z jego biografii, często przytaczany w rewizjonistycznych i politycznie poprawnych publikatorach. Ta sama decyzja, którą podpisał minister oświaty i szkolnictwa wyższego Henryk Jabłoński dotyczyła również innych, wspomnianych już akademików, m.in.: Baczki, Baumana, Kołakowskiego. Przez kolejne lata PRL-u na Brusa istniały "zapisy cenzorskie".
Brus o marcu 1968 r.: "Pomimo wysoce niepomyślnych perspektyw, podjąłem decyzję nic opuszczania kraju i przyjąłem jedyną dostępną mi pracę (żadna instytucja nie ośmieliłaby się zatrudnić mnie bez bezpośredniego polecenia z Komitetu Centralnego Partii) w Instytucie Ekonomiki Budownictwa Mieszkaniowego. Panująca tam atmosfera była bardzo pobudzająca intelektualnie, prawdopodobnie również z uwagi na to, że wśród personelu były ofiary wcześniejszych (i często ostrzejszych) fal prześladowań. Pracowałem tam prawie cztery lata". Znów ani słowa o Wolińskiej i jej ofiarach.
Ponieważ jednak - kontynuuje Brus - "nie było żadnych widocznych perspektyw dla podjęcia jakiejkolwiek otwartej pracy akademickiej w Polsce (...), gdy nadeszło zaproszenie na jednoroczny pobyt na University of Glasgow, zbiegające się z pilną potrzebą rozwiązania za granicą rodzinnych problemów zdrowotnych, wybraliśmy wyjazd na chwilowy odpoczynek. Nie tak rzadki przypadek najdłuższego żywota rzeczy tymczasowych potwierdził się w naszym przypadku: po owocnym roku w Glasgow nadarzyła się sposobność kontynuowania pracy w mojej dziedzinie na długoterminowych zasadach w Oksfordzie".
Państwo Brusowie, zachowując polskie obywatelstwo, zamieszkali w spokojnej, willowej dzielnicy tego uniwersyteckiego miasteczka. Profesor wykładał ekonomię, ale też filologię rosyjską i środkowoeuropejską w Wolfson i Saint Anthony's College. Jego żona uczestniczyła w sympozjach naukowych, udzielała się towarzysko, ostentacyjnie manifestując swoje poparcie dla "Solidarności" i potępiając stan wojenny...
RENTGENOWSKIE PRZEŚWIETLENIA
I WSPÓŁPRACA ZE STASINie za sprawą Włodzimierza Brusa Helena Wolińska była w latach 1945 - 1955 jedną z bardziej wpływowych osób na szczytach komunistycznej władzy. Wysokie miejsce w aparacie partyjnym i państwowym zawdzięczała zażyłej znajomości z Franciszkiem Jóźwiakiem, przedwojennym działaczem WKP(b) i KPP. Jako "Lena" pracowała najpierw w jego sztabie GL i AL, potem w Milicji (Jóźwiak był twórcą i pierwszym komendantem MO), a następnie w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej (od marca 1945 do marca 1949 Jóźwiak był wiceministrem bezpieki).
Z Brusem, z którym wzięła ślub jeszcze w 1940 r., zeszła się ponownie w 1956 r., dając kosza Jóźwiakowi. Kiedy trzy lata wcześniej Wolińska aresztowała AK-owca Juliusza Sobolewskiego, jego żona Krystyna wywalczyła u Jóźwiaka złagodzenie wyroku śmierci.
Janusz Kozłowski, podkomendny Sobolewskiego: - Nie była to łaskawość czy obudzenie się sumienia Jóźwiaka. Po prostu chciał zrobić na złość kobiecie, która zrobiła dzięki niemu karierę, a w końcu go zostawiła.
Wkrótce po wyjściu na wolność Sobolewski zmarł. Rentgenowskie prześwietlenia płuc, jakim go poddano na Rakowieckiej, były w praktyce wielokrotnymi naświetleniami.
Już w wolnej Polsce, kiedy organa sprawiedliwości zaczęły ścigać Helenę Wolińską - wydały nakaz jej tymczasowego aresztowania, a do władz Wielkiej Brytanii skierowały wniosek o jej ekstradycję, Krystyna Sobolewska powiedziała mi: - Dziś nie życzę Wolińskiej więzienia, kary śmierci, szubienicy. Marzę tylko o jednym - żeby została uznana za inkwizytorkę, człowieka podłego i przestała żyć w chwale żony profesora Oksfordu.
Franciszek Jóźwiak zmarł w 1966 r., porzucony przez Wolińską i odsunięty od stanowisk, kończąc swoją karierę 10 lat wcześniej jako prezes NIK i wicepremier. W połowie lat 70. Włodzimierz Brus został przyłapany z kochanką w hotelu. Aby ukryć ten fakt przed zaborczą żoną, podjął tajną współpracę ze wschodnioniemiecką Stasi. Jako pierwszy dokumenty na ten temat ujawnił kilka lat temu dwumiesięcznik "Arcana".
W czerwcu ub. r., po ośmiu latach (!!!) od rozpoczęcia przez Polskę procedury ekstradycyjnej, Brytyjczycy odmówili nam wydania Heleny Wolińskiej-Brus. Teraz IPN chce zastosować wobec tej stalinowskiej inkwizytorki ENA (europejski nakaz aresztowania).
Waldemar Kuczyński kończy wspomnienie o swoim mistrzu: "Potem spotykałem się z nim rzadko, ostatni raz w Polsce na początku lat 90. Nie był Brus, jak wielu reformatorów socjalizmu, entuzjastą polskiej transformacji. Uważał ją za zbyt kapitalistyczną".
TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKIPublicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.