Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Skazano trzeciego milicjanta pacyfikującego manifestację "Solidarności" w stanie wojennym
Zabójstwo w Lubinie (symbolicznie) osądzone - Tadeusz M. Płużański
Wysłane sobota, 1, września 2007 przez Krzysztof Pawlak

31 sierpnia 1982 r. w Lubinie od zomowskich kul zginęło trzech mężczyzn, a 11 osób zostało rannych. Jednym z dowódców pacyfikujących solidarnościową demonstrację był wiceszef miejscowej komendy Milicji Obywatelskiej, Jan M. Jego proces ciągnął się niemal od początku wolnej Polski. W końcu - w lipcu br. - wrocławski sąd skazał go na siedem lat więzienia. Tyle lat dostał za "sprawstwo kierownicze" zabójstwa. Za to - jak stwierdził oskarżyciel posiłkowy - że "milicjanci strzelali do bezbronnych ludzi jak do kaczek".

Sędzia-sprawozdawca Zbigniew Muszyński tłumaczył, że w przypadku M. sąd skorzystał z nadzwyczajnego złagodzenia kary, gdyż... od wydarzeń upłynęło 25 lat: "Gdyby oskarżony został skazany tuż po wydarzeniach, dawno temu wyszedłby z więzienia". Na korzyść byłego milicjanta świadczył również "pozytywny tryb życia oraz fakt, że nigdy nie był karany". Tak prawo wolnej Polski traktuje komunistycznych oprawców.

PRZYNAJMNIEJ 15 LAT

Wyrok na Janie M. nie jest jeszcze prawomocny, a nawet, gdy się uprawomocni, skazany spędzi za kratami nie więcej niż trzy i pół roku, gdyż... obejmie go amnestia z 1989 r. Tę dodatkową łaskawość dla byłego milicjanta rzecznik prasowy Sądu Okręgowego we Wrocławiu Bogusław Tomicki tłumaczył tym, że była to co prawda ostatnia amnestia w naszym kraju, ale pierwsza wydana przez demokratyczne władze. Zgodnie z tą ustawą, karę można złagodzić o połowę, jeśli jej wymiar nie przekracza 10 lat więzienia. A w przypadku M. można było zastosować amnestię, bo wcześniej sędzia... nadzwyczajnie złagodził karę. Argumentem było również to, że na mocy tej samej amnestii zmniejszono kary dwóm pozostałym milicjantom, którzy za pacyfikację lubińskiej manifestacji zostali skazani we wcześniejszym procesie, (o czym niżej).
Jednym z zabitych w Lubinie był Andrzej Trajkowski. Został śmiertelnie postrzelony w głowę. Miał 32 lata. Jego żona, Stanisława po wyroku sądu powiedziała: - To za niski wyrok za zabicie człowieka. Zabójca męża powinien dostać przynajmniej 15 lat.
Jan M. do winy - rzecz jasna - nie przyznał się. Od początku procesu odpowiedzialnością obarczał przełożonych. Sąd nie miał jednak wątpliwości, że to on jest bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć manifestantów.
Jan M. dostał jeszcze jedną jakże dotkliwą karę - przez pięć lat nie będzie mógł zajmować stanowisk w administracji publicznej. Dodatkowo, wspólnie z dwoma wcześniej skazanymi funkcjonariuszami MO musi zapłacić 18 tys. zł poszkodowanym i oskarżycielom posiłkowym.

JARUZELSKI ZDRAJCA
I MORDERCA NARODU


W uzasadnieniu wyroku sąd powrócił do tragicznego 31 sierpnia 1982 r. My też odtwórzmy przebieg wydarzeń. Trwa kolejny miesiąc stanu wojennego. W centrum Lubina gromadzi się tłum ludzi. Pokojowa manifestacja mieszkańców była odpowiedzią na wezwanie podziemnych władz "Solidarności", aby upamiętnić drugą rocznicę Porozumień Gdańskich. Opis dalszych wypadków znajdujemy w albumie "Solidarność XX lat historii" (wyd. Volumen 2000 r.): "Siły milicyjne składające się z 33 funkcjonariuszy NOMO [dla przypomnienia: Nieetatowe Oddziały Milicji Obywatelskiej - przyp. TMP], 34 żołnierzy ROMO [Rezerwowe Oddziały Milicji Obywatelskiej - TMP] oraz 33 ORMO-wców [Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej - TMP] są przygotowane do zapobieżenia demonstracji. Nomowcy, dowodzeni przez por. Maja, posiadają broń palną. O godz. 14 romowcy rozciągają kordon, który zagradza dostęp do placu Wolności. Ludzie tam zebrani układają z kwiatów krzyż. Skandują m.in.: "Precz z komuną", "Uwolnić Wałęsę", "Jaruzelski zdrajca i morderca narodu". O 15.30 rozpoczyna się wiec. Zebrani odpowiadają gwizdami na apel wzywający do rozejścia się. W wyniku ataku milicji i ostrzału gazowego ludzie z placu uciekają w boczne uliczki. Pojawia się pluton ZOMO z KW MO z Legnicy, który otwiera ogień w kierunku demonstrantów. (...) Zomowcy urządzili regularne polowanie nie tylko na demonstrantów, ale i na przygodnych przechodniów, ścigając ich po całym mieście i strzelając z otwartych drzwi milicyjnych nysek granatami gazowymi i petardami oraz ostrą amunicją. Śmierć ponoszą Andrzej Trajkowski i Mieczysław Poźniak [25 lat - TMP]. Trafiony w tył głowy Michał Adamowicz [28 lat - TMP] umiera trzy dni później. Akcja milicyjna kończy się w późnych godzinach nocnych. Osiem osób ma rany postrzałowe, a trzy osoby inne obrażenia [wielu zostanie kalekami do końca życia - TMP]".

ZMOWA MILCZENIA

Podczas lubińskiej pacyfikacji porucznik Jan M. dowodził oddziałem ZOMO w jednym z trzech rejonów placu i kazał rzucać w tłum granatami z gazem łzawiącym. Po chwili poprosił dyżurnego komendy o wsparcie, otrzymując zgodę na rozproszenie tłumu. Wtedy milicjanci otworzyli ogień. Strzelali do tłumu, na oślep. Pociski uderzały w asfalt, murawę, ściany budynków, szklane gabloty w sklepach. Śmiertelne kule trafiły trzech mężczyzn stojących na przystanku...
- Jan M. wiedział, że zwartym oddziałom NOMO i ZOMO wydano broń długą i amunicję bojową, i tolerował strzelanie do manifestantów, godząc się na ewentualne skutki takiego rozwoju wypadków. Jego podwładni strzelali do bezbronnych ludzi, gdy nie było zagrożenia - mówił sędzia Zbigniew Muszyński. - Jan M. nie podjął żadnych decyzji dotyczących przerwania strzelania, aby ostatecznie opuścić samowolnie stanowisko dowodzenia, godząc się tym samym na samowolę oddziałów zwartych.
Sędzia przypomniał słowa jednego z byłych ZOMO-wców przesłuchiwanych w sprawie, który powiedział, że "M. rozpętał wojnę na ulicach Lubina i uciekł". Zgromadzony materiał dowodowy potwierdził, że w trakcie pacyfikacji Jan M., po wydaniu rozkazu rozproszenia demonstracji, kiedy usłyszał, że są ranni, opuścił miejsce zdarzenia, pojechał na komendę milicji i nie wrócił już na ulice Lubina.
Muszyński powołał się także na milicyjne raporty, z których wynika, iż lubińską pacyfikację określano mianem sukcesu, gratulowano podwładnym dobrej służby i cieszono się z "pokonania przeciwnika".
W czasie śledztwa i procesu nie udało się ustalić nazwisk funkcjonariuszy, którzy strzelali. Ślady zbrodni zaczęto zacierać niemal od razu. Kilka dni po masakrze zastępca komendanta wojewódzkiego MO w Legnicy Bogdan Garus odznaczył milicjantów i polecił zachowanie tajemnicy służbowej. Ta zbrodnicza zmowa milczenia trwa do dziś. Broń, z której strzelano do bezbronnych, przestrzelono, a następnie sprzedano za granicę.
Ale czy rzeczywiście aparat śledczy wolnej Polski jest tak ułomny, aby nie móc odnaleźć sprawców?

CZWARTA ODSŁONA

Proces Jana M. był już czwartą odsłoną procesu lubińskiego. Pierwsza rozprawa odbyła się w 1993 r. Po dwóch latach sąd uniewinnił wspomnianego wyżej Bogdana Garusa z braku wystarczających dowodów. Wobec Jana M. i Tadeusza Jarockiego (dowódcy jednego z plutonów ZOMO) umorzono postępowanie ze względu na... przedawnienie. Było to możliwe dzięki zmianie kwalifikacji czynu milicjantów ze "sprawstwa kierowniczego" (o co oskarżał ich prokurator) na "sprowadzenie powszechnego niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia ludzi" oraz "nieumyślnie spowodowanie śmierci przez niedopełnienie obowiązków służbowych". Sąd stwierdził bowiem, że nie ma dowodów, aby oskarżeni działali w zamiarze zabójstwa i w jakikolwiek sposób namawiali do tego zomowców: "wyposażenie ZOMO w długą broń i ostrą amunicję nie wystarczy, by przypisać oskarżonym zamiar zabójstwa".
Drugi proces, po apelacji, rozpoczął się w 1997 r., ale i tym razem oskarżeni nie ponieśli kary. Tym razem sąd uznał co prawda, że są oni winni śmierci manifestantów, ale kara podlega umorzeniu... ze względu na amnestię z 1984 r. Podczas ogłaszania wyroku zebrani w gmachu sądu koledzy zabitych i ich rodziny krzyczeli: - "Hańba", "Komunistyczny sąd", "Kontynuacja PRL".
Sprawa ponownie trafiła do Sądu Apelacyjnego, który dopatrzył się uchybień proceduralnych: pod uzasadnieniem wyroku podpisali się dwaj sędziowie i czterej ławnicy (czyli o jednego za dużo). Rozstrzygające było orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który zadecydował, że nie ma amnestii dla winnych zbrodni PRL, m.in. dlatego, że ich czyny nie były wtedy ścigane. Dlatego też sąd nie mógł zastosować amnestii z 1984 r.
W końcu wrocławski Sąd Okręgowy skazał trzech milicjantów - Bogdana Garusa i Jana M. na dwa i pół roku pozbawienia wolności (po zastosowaniu amnestii z 1989 r. 15 miesięcy), a Tadeusza Jarockiego na pięć lat (po amnestii dwa i pół roku). Sąd uznał, że Bogdan Garus nie tylko zatwierdził plan działania ZOMO wobec manifestantów, ale doskonale wiedział, że będą wyposażeni w długą broń i ostrą amunicję. Tadeusz Jarocki, były dowódca plutonu ZOMO, rozkazał swym ludziom utworzenie tyraliery i skierowanie broni w kierunku manifestantów. Rozkaz wstrzymania ognia wydał dopiero wtedy, gdy padł pierwszy zabity.
Jan M. - jak już wiemy - wydał rozkaz rozproszenia demonstracji. W przeciwieństwie do kolegów nie poszedł jednak siedzieć. Sąd uznał apelację oskarżycieli, w której domagali się przekazania jego sprawy do ponownego rozpoznania, zamierzając postawić byłemu milicjantowi zarzut "sprawstwa kierowniczego" zabójstwa. Finałem jest wyrok wydany w ubiegłym miesiącu, skazujący Jana M. na siedem lat więzienia.

KTO TU RZĄDZI

W albumie "Solidarność XX lat historii" czytamy dalej: "Zbrodnia ta wywołała następne demonstracje trwające jeszcze kolejne dwa dni, a miasto zostało dosłownie zalane przez oddziały MO. (...) Nie można jednak wykluczyć, że Lubin został wytypowany dla wykazania stopnia determinacji władz gotowych »bronić socjalizmu jak niepodległości«".
Do podobnych wniosków doszedł sąd, skazując Jana M.: "Lubin został wybrany przez partyjny aparat komunistyczny do krwawej i bezwzględnej rozprawy z opozycją. Władze chciały pokazać, kto tu rządzi".
Nawiązując do tych słów, trzeba zadać sobie jeszcze jedno pytanie - dlaczego do żadnej odpowiedzialności nie pociągnięto wspomnianego aparatu kierowniczego, w tym komendanta wojewódzkiego MO w Legnicy (przełożonego Bogdana Garusa) i komendanta miejskiego MO w Lubinie (przełożonego Jana M.)? Podobnie jest niestety z innymi zbrodniami komunistycznymi.

Tadeusz M. Płużański

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Mazowsze

TV-felietony

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008