Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Jan Ptasiński - wiceminister bezpieczeństwa za Oceanem? - Tadeusz M. Płużański Wysłane wtorek, 3, lipca 2007 przez Krzysztof Pawlak |
Jana Ptasińskiego do bezpieki skierowała komunistyczna partia, której zaufanym działaczem był od 1943 r. Zasłużoną funkcję wiceszefa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego pełnił przez dwa lata - od 5 grudnia 1952 do 9 grudnia 1954. Dbał o właściwą świadomość klasową ubeckich szeregów, tropił wrogów - wewnętrznych i zewnętrznych. Do niedawna mieszkał w Warszawie. Gdzie się teraz podziewa?Po rozwiązaniu MBP Jana Ptasińskiego przeniesiono do powstałego na jego miejsce Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego przy Radzie Ministrów. Tam też nadzorował - z ramienia PZPR - ubeckie szeregi. Funkcję wiceprzewodniczącego owego komitetu sprawował również przez dwa lata - od 12 grudnia 1954 do 12 grudnia 1956 r. Znów był zastępcą, ale - tak jak w MBP - jakże wpływowym.
W Alejach UjazdowskichW polskiej "wikipedii", na końcu krótkiego biogramu Ptasińskiego, znalazłem informację: "mieszka w USA". Informację o tyle dziwną, że od lat ten były wiceminister bezpieki mieszkał w Warszawie. Jeszcze niedawno działał aktywnie - jako dawny utrwalacz "ludowej" władzy - w Związku Kombatantów RP, czyli dawnym ZBoWiD-zie (w III RP odebrano mu kombatanckie uprawnienia). Kilka lat temu udało mi się nawet namówić go na spotkanie w warszawskiej centrali owego związku w Alejach Ujazdowskich 6 (
vis a vis Ambasady Amerykańskiej). Pod pretekstem zbierania informacji o ucieczce na Zachód wicedyrektora Departamentu X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, płk. Józefa Światły, chciałem namówić go na ubecką spowiedź. Ptasiński o sobie mówić jednak nie chciał. Na koniec ogólnikowej rozmowy wręczył mi ksero fragmentów swoich niepublikowanych wspomnień (nic ciekawego, głównie opis stanowisk jego kolegów z bezpieczeństwa, co już wówczas można było znaleźć w wielu książkach) i namawiał do czytania "Głosu Kombatanta Armii Ludowej", w którym - z racji swojej partyzanckiej przeszłości - miał pisywać. Podczas niespełna godzinnego spotkania Jan Ptasiński - dobrze trzymający się starszy pan - wyglądał na pewnego siebie - jakby wiedział, że nawet w wolnej Polsce włos mu z głowy nie spadnie. Czy w końcu jednak przestraszył się i uciekł za Ocean?
Spod znaku Sierpa i MłotaPo rozmowie z ubekiem sięgnąłem po "Głos Kombatanta AL" - Biuletyn Rady Krajowej Żołnierzy Armii Ludowej. Artykuły Ptasińskiego były niemal w każdym numerze. W jednym (1998 r.) napisał: "Solidna robota, mawiał mój majster przedwojenny, polega nie tylko na rzetelnym jej wykonaniu, ale także, a może przede wszystkim na wykończeniu. Musi ona przyciągać nie tylko oko. Fuszerka zawsze wyjdzie na wierzch". Tekst, który był polemiką z "kłamstwami prawicowych historyków" - Marka Chodakiewicza, Piotra Gontarczyka i Leszka Żebrowskiego, okraszał również cytatami z Andrzeja Frycza-Modrzewskiego i Cypriana Norwida.
Jan Ptasiński, z zawodu murarz, urodził się 21 kwietnia 1921 r., jako syn Wincentego. Swój trwający do dziś romans z komunizmem rozpoczął w czasie wojny od "ludowej" partyzantki (tak samo jak opisywany w poprzednim numerze "Gazety Polskiej" płk bezpieki Ryszard Nazarewicz).
Po ponad 10 latach, podczas narady kierownictwa MBP w listopadzie 1954 r. (na krótko przed rozwiązaniem resortu, kiedy władze wiedziały już, że Światło - sam obciążony zbrodniami stalinizmu - wybrał wolność w USA) Ptasiński mówił: "Nasz aparat stoczył wiele zwycięskich walk z bandami, jak też na »cichym froncie«. Duży jest wkład aparatu w dzieło utrwalania władzy ludowej. Te osiągnięcia zawdzięczamy mądremu kierownictwu naszej Partii".
To właśnie "Partii" zawdzięczał całą swoją karierę. Podczas niemieckiej okupacji związał się z komunistyczną organizacją "Sierp i Młot" w Płońsku. Na jesieni 1943 r. został, w tym samym Płońsku, powiatowym sekretarzem PPR. Używał pseudonimów "Wiarus", "Ksiądz" i "Śmieszny". Dwa lata później, zdaniem historyków, uczestniczył w porwaniu i zamordowaniu działacza PSL Wacława Milczarczyka. Tę sprawę należałoby do końca wyjaśnić.
"Przypadkowo" w MoskwieZ PPR Ptasiński płynnie przeszedł do PZPR, gdzie pełnił szereg eksponowanych funkcji. Był m.in. sekretarzem KW PZPR - najpierw w Rzeszowie, potem w Łodzi i Bydgoszczy, a na końcu w Gdańsku (tę ostatnią funkcję pełnił w latach 1960 - 1967).
Zaufanemu towarzyszowi i doświadczonemu bezpieczniakowi partia wyznaczała odpowiedzialne zadania, kierując na najtrudniejsze odcinki walki z "kontrrewolucją". Kiedy w czerwcu 1956 r. wybuchło poznańskie powstanie, Ptasiński "przypadkowo" znalazł się w Moskwie. Historycy przypuszczają, że w porozumieniu z Rosjanami, a może nawet z ich polecenia nadzorował przeprowadzanie pacyfikacji w Polsce. Sowiecki wariant "pomocy" dla bratniej partii w przełomowych dla władz PRL-u momentach realizował też później...
Prócz pracy "na odcinku bezpieczeństwa" Ptasiński miał też niemały wpływ na inną siłową "służbę" - Milicję Obywatelską, choć - tradycyjnie - nie był na samym świeczniku. W latach 1956 - 1960 pełnił funkcję zastępcy komendanta głównego MO.
Przyjaciel Moczara, piewca GomułkiW styczniu 1968 r. Ptasiński ponownie pojechał do Moskwy, tym razem na dłużej. W stolicy Kraju Rad objął stanowisko ambasadora PRL. Jerzy Eisler w książce "Marzec 1968" napisał: "W obliczu ostrej walki frakcyjnej w PZPR trudno nie docenić znaczenia tej nominacji dla Moczara i jego grupy". Były wiceminister bezpieki jest bowiem zaliczany do jednego z przywódców antysemickiej frakcji Mieczysława Moczara. Sam przyznawał, że z tow. "Mietkiem" pozostawał "w bliskich stosunkach przyjacielskich aż do dnia jego śmierci". Rola Ptasińskiego w marcu ’68 mogła być podobna do tej, jaką odegrał podczas poznańskiego czerwca ’56. Potwierdzałoby to tezę, że te antysemickie wydarzenia w Polsce też były sterowane z Moskwy. Ambasadorem w Moskwie Ptasiński był do lipca 1971 r. Prócz innych funkcji partyjno-państwowych, w latach 1961 - 1965 zasiadał w sejmowych ławach, jako PRL-owski poseł.
Prócz Mieczysława Moczara, wzorem dla niego był również Władysław Gomułka. Później, gdy Ptasiński zajął się pisarstwem (podobnie jak Ryszard Nazarewicz, to widać częsta praktyka u ubeków), wiele artykułów poświęcił towarzyszowi "Wiesławowi", wychwalając jego "polską drogę do socjalizmu". O swoim idolu napisał nawet książkę: "Pierwszy z trzech zwrotów, czyli rzecz o Władysławie Gomułce" (Warszawa 1983). Peany na jego cześć do niedawna drukował też we wspomnianym "Głosie Kombatanta AL". Oto próbka możliwości tego murarza-literata z 2002 r.: "Aresztowany przez własnych towarzyszy, trzymany w ścisłej izolacji, oskarżany o zdradę interesów partii, którą współtworzył i przez okres 5 lat w okresie jej 7-letniego istnienia i działania stał na jej czele (a był to okres najtrudniejszy w jego działaniu), a zarazem oskarżany o zdradę główną wobec państwa i narodu. Nie dał się jednak złamać, a używając słów Juliana Marchlewskiego, powiedzieć trzeba o nim: »Twardy był człowiek i twardy miał żywot. (...) Proletariuszem był. Z tych robociarzy polskich, których żadna moc nie złamie« (słowami tymi Marchlewski charakteryzował Marcina Kasprzaka). Gomułka mawiał o tym okresie "Sam obroniłem swoją głowę". I to jest święta prawda".
Miłość Ptasińskiego była jednak nieodwzajemniona, gdyż w czasie, kiedy Gomułka siedział w więzieniu, wsadzony przez bezpiekę za "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne", Ptasiński był wiceszefem MBP.
W swoich książkach i artykułach Jan Ptasiński (czasem pod pseudonimem Leszek Sławomirski; czyżby czegoś się jednak obawiał, np. wizyty prokuratora IPN?) opisywał też trudne początki "ludowej" władzy i wychwalał wielkie wyczyny "ludowej" partyzantki.
"Kłamać byle śmiało"Z jednym z tekstów Ptasińskiego, opluwającym Hieronima Dekutowskiego "Zaporę" (dowódcę Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość na Lubelszczyźnie) i jego żołnierzy ("Trybuna Ludu, 8 marca 1989 r.) polemizował na łamach "Przeglądu Tygodniowego" Władysław Siła-Nowicki, inspektor WiN w Lubelskiem (jak łatwo się przekonać, polemika jest bardzo łagodna ze względu na niepewną jeszcze sytuację polityczną): "Janowi Ptasińskiemu jako wiceministrowi Bezpieczeństwa Publicznego chyba jest wiadome, że oddziały urzędu bezpieczeństwa, milicji i wojska bynajmniej nie były bierne w stosunku do działającej w terenie partyzantki, zwalczając ją w sposób bezwzględny. Wiadomości zaś o okrutnym zamordowaniu sióstr Janiny i Sabiny Gajewskich za popieranie władzy ludowej - wyrywaniu włosów, obcinaniu języków i uszu - są po prostu całkowicie nieprawdziwe. (...) Dziś, po 40-tu latach można podawać takie fakty chyba jedynie w myśl maksymy Voltaire’a - »kłamać byle śmiało, zawsze coś zostanie« [wiele kłamstw funkcjonuje niestety do dziś - TMP.]". Siła-Nowicki prowadził z resortem Ptasińskiego rozmowy o ujawnieniu oddziałów "Zapory", które zakończyły się wyłapaniem i zamordowaniem wielu żołnierzy Dekutowskiego, w tym samego "Zapory".
****
Gdzie jest dziś Jan Ptasiński? Czy dawny partyzant, ubek i milicjant, potem poseł i ambasador, w końcu działacz kombatancki, pisarz i publicysta, rzeczywiście - wzorem swojego dawnego kolegi Józefa Światły - uciekł przed odpowiedzialnością do USA?
Tadeusz M. PłużańskiPublicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.