Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Mord sądowy na rotmistrzu Witoldzie Pileckim
Dobrowolny więzień Auschwitz zgładzony przez komunistów - TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI
Wysłane poniedziałek, 2, lipca 2007 przez Krzysztof Pawlak

14 czerwca 1940 r. do nowo utworzonego obozu koncentracyjnego Auschwitz przybył transport 728 więźniów politycznych z więzienia w Tarnowie. Byli to głównie młodzi ludzie, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, żołnierze kampanii wrześniowej 1939 r., których aresztowano, gdy próbowali przedrzeć się na Węgry, a stamtąd do Francji, by wstąpić do powstającej tam armii polskiej. W jednym z kolejnych transportów do Auschwitz znalazł się rotmistrz Witold Pilecki - żołnierz niepodległości, stracony 25 maja 1948 r. przez komunistycznych siepaczy. Jego dzieci - i rodziny innych ofiar stalinowskiego terroru - do dziś noszą w sobie piętno tamtych czasów.

Aresztowanie "wroga ludu" na ogół pociągało za sobą represje wobec najbliższych. Za kraty, w ramach odpowiedzialności rodzinnej, trafiały często kobiety. Rozpracowanie Witolda Pileckiego spowodowało uwięzienie 23 osób, w tym kilku kobiet - głównie żon i matek zatrzymanych. Część szybko zwolniono, jednak dla innych rozpoczął się koszmar więzienia. Tragiczne wydarzenia sprzed ponad pół wieku przypomniał niedawno spektakl Ryszarda Bugajskiego "Śmierć rotmistrza Pileckiego", na scenie faktu Teatru Telewizji.

PRO PUBLICO BONO

14 czerwca 1998 r., w rocznicę przywiezienia do obozu pierwszego transportu Polaków, z inicjatywy byłych polskich więźniów KL Auschwitz-Birkenau zarejestrowano Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich. Dziś skupia kilkaset osób - prócz więźniów, ich rodziny oraz ludzi zainteresowanych problematyką Auschwitz. Celem Stowarzyszenia jest przechowanie pamięci o wszystkich ofiarach KL Auschwitz - Żydach, których - według ostatnich, wiarygodnych badań - zginęło tu około miliona, i innych narodowościach. Stowarzyszenie czuwa, aby historia obozu nie była fałszowana, aby prawda o tej wielkiej hitlerowskiej fabryce śmierci była przekazywana rzetelnie. Przede wszystkim, aby nie zapomniano, że tereny byłego KL Auschwitz-Birkenau to największe polskie cmentarzysko z czasów II wojny światowej. Oto garść faktów: obóz powstał z myślą o eksterminacji Polaków; pierwsze transporty były wyłącznie polskie; to Polaków zmuszano do budowy baraków; przez długie miesiące Polacy byli jedynymi więźniami - potworny Holokaust Żydów miał miejsce później; do obozu deportowano w sumie około 150 tys. Polaków, a 75 tys. spośród nich zginęło. Zachowaniu pamięci o polskich ofiarach Auschwitz służą między innymi coroczne uroczystości w Oświęcimiu, odbywające się zawsze 14 czerwca.
W ubiegłym roku Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich zostało laureatem VIII edycji konkursu Pro Publico Bono na najlepsze inicjatywy obywatelskie. Kapituła konkursu doceniła inicjatywę proklamowania dnia 14 czerwca Narodowym Dniem Pamięci o Ofiarach.

ROZKAZ WYKONAŁEM

Dziś, nieopodal byłego niemieckiego obozu, a obecnie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau istnieje osiedle im. rotmistrza Witolda Pileckiego. Postawione w czasie wojny budynki miały połączyć KL Auschwitz z Birkenau. Plany spełzły jednak na niczym i Niemcy przeznaczyli je na warsztaty.
Witold Pilecki, na cześć którego osiedle zostało nazwane, to postać znana. Przypomnijmy tylko najważniejsze fakty z jego życia, a przede wszystkim ten - zdaje się najważniejszy - który sprawił, że został uznany za jednego z najodważniejszych ludzi okupowanej przez Niemców Europy, czyli jego dobrowolne pójście do Auschwitz. Po kampanii września 1939 r., w której Pilecki brał udział jako dowódca plutonu kawalerii, został członkiem jednej z pierwszych podziemnych organizacji - Tajnej Armii Polskiej. Kiedy na początku 1940 r. TAP dotknęły aresztowania i część członków przewieziono do Auschwitz, na jednej z narad ustalono, że ktoś z kierownictwa organizacji dostanie się do obozu, aby poznać warunki w nim panujące i możliwości uwolnienia więźniów. O Witoldzie Pileckim pomyślano nieprzypadkowo. Urodzony 13 maja 1901 r. w Ołońcu, w Karelii, dokąd jego rodzina została przesiedlona przez władze rosyjskie w ramach represji za udział w powstaniu styczniowym, miał piękną kartę w służbie Ojczyźnie. Członek POW, obrońca Wilna przed Sowietami w 1920 r., ułan II Rzeczypospolitej.
Po zdobyciu dokumentów na nazwisko Tomasza Serafińskiego - oficera WP, który wedle posiadanych wówczas informacji miał zginąć podczas kampanii wrześniowej, Pilecki czekał dogodnej chwili, aby dać się złapać. Udało się 19 września 1940 r. Jego kuzynka Eleonora Ostrowska, u której wówczas przebywał, tak to wspomina: "Otworzyłam i w drzwiach stanął niemiecki żołnierz - zapytał, kto tu mieszka. Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdyż w tej chwili z pokoju wyszedł Witold. (...) Ubrał się i żegnając się ze mną szepnął: »Zamelduj, gdzie trzeba, że rozkaz wykonałem«".
Po zatrzymaniu Pilecki zachowywał się tak, by przypadkiem nie został zwolniony. Demonstrował zarówno swoją inteligenckość, jak i to, że jest byłym oficerem WP, który nie poddał się zarządzonemu przez okupanta obowiązkowi rejestracji. To gwarantowało przewiezienie do jednego z obozów koncentracyjnych. "Szczęśliwie" trafił do grupy, którą 21 września 1940 r. wywieziono do Auschwitz. Prawdziwego Tomasza Serafińskiego, zastępcę dowódcy placówki AK w Nowym Wiśniczu, Pilecki poznał w trakcie swojej ucieczki z obozu.

NAPIS NA BRAMIE

Witold Pilecki, który z myślą o wyzwoleniu obozu, zorganizował w nim siatkę konspiracyjną, pod nazwą Związku Organizacji Wojskowych, już po ucieczce z Auschwitz, w swoim raporcie napisał: "Około 10 wieczór (godzina 22.00) pociąg się zatrzymał w jakimś miejscu (...) Słychać było krzyki, wrzask, otwieranie wagonów, ujadanie psów. To miejsce we wspomnieniach moich nazwałbym momentem, w którym kończyłem ze wszystkim, co było dotychczas na ziemi i zacząłem coś, co było chyba gdzieś poza nią. (...) Zbliżaliśmy się do bramy, umieszczonej w ogrodzeniu drutów, na której widniał napis »Arbeit macht frei«. Później dopiero nauczyliśmy się go dobrze rozumieć". W tej niemieckiej fabryce śmierci przeżył 2,5 roku, organizując obozową konspirację zbrojną pod nazwą Związku Organizacji Wojskowych. Jego raporty, wysłane z Auschwitz do Londynu, alarmujące, że obóz jest wielkim kombinatem zagłady, zarówno w Anglii jak i Ameryce uważano za grubo przesadzone. Wbrew planom Pileckiego, nie udało się wyzwolić obozu przez siły ZOW przy pomocy z zewnątrz.
W powojennej Polsce komuniści potraktowali go nie jako bohatera, lecz zdrajcę i konfidenta Gestapo. Po powrocie do kraju, jako emisariusz II Korpusu gen. Władysława Andersa, w maju 1947 r. został aresztowany przez UB. Po trwającym niemal rok brutalnym śledztwie, prowadzonym przez Józefa Różańskiego, podczas pokazowego procesu dostał karę śmierci.

DZIECI SZPIEGA

Kilka lat temu przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie toczył się proces stalinowskiego prokuratora Czesława Łapińskiego, oskarżonego przez Instytut Pamięci Narodowej o podżeganie sądu do mordu sądowego na rotmistrzu Witoldzie Pileckim i jego współpracownikach. 15 marca 1948 r., wobec czterech członków "szpiegowskiej grupy" Pileckiego, żądał on kary śmierci, a wobec pozostałych wieloletniego więzienia. Do skazania Łapińskiego nie doszło, gdyż oskarżony w 2004 r. zmarł, ale jego proces ujawnił szereg, nieznanych wcześniej kulis sprawy. Jako świadkowie oskarżenia zeznawali m.in. członkowie rodzin ofiar.
Pierwsza rozprawa przeciwko Łapińskiemu została wyznaczona na 12 maja 2003 r. Proces jednak - wskutek zgłoszonych przez obrońcę Łapińskiego zastrzeżeń proceduralnych - nie rozpoczął się.
"To skandal, typowe odwlekanie sprawy - komentował Andrzej Pilecki, syn rotmistrza. "Gdybym był młodszy, dałbym Łapińskiemu w twarz, ale teraz obaj jesteśmy starzy".
Edward Radwański, siostrzeniec Marii Pileckiej, żony rotmistrza zeznawał: "Gdy w 1945 r. wuj wrócił z włoskiej Ankony do Polski, aby w kraju kontynuować niepodległościową pracę, wiele z nim rozmawiałem, jako najstarszy z mężczyzn w domu w Ostrowi [Pileccy mieszkali w Ostrowi Mazowieckiej - red.]. Miałem 15 lat. Wuj mówił, że przyjechał na rozkaz polskich władz wojskowych na Zachodzie, aby rozładowywać las i patrzeć na to, co robi nowy okupant. Podczas ostatniej rozmowy był przybity. Stwierdził, że warunki są coraz trudniejsze i jeśli sytuacja się nie zmieni, trzeba będzie zakończyć działalność, zwinąć grupę. W marcu 1948 r., tuż przed rozprawą sądową, byłem razem z ciocią u mecenasa Lecha Buszkowskiego, aby ustalić linię obrony. Powiedział, że sprawa jest bardzo trudna i trzeba się liczyć z karą śmierci".
Radwański zapamiętał również, jak Maria Pilecka wracała do domu w Ostrowi z warszawskiego sądu: "Ciocia niewiele mówiła, czuło się, że jest oszołomiona. Powtarzała tylko: »Wujek to nie ten Witold«".
"Mama nie brała udziału we wszystkich rozprawach, nie była w stanie" - pamięta Andrzej Pilecki. "Mówiła mi, że widziała pozrywane paznokcie ojca. Któregoś dnia wróciła z Warszawy roztrzęsiona i powiedziała, że ojca skazali. O szczegółach procesu mama opowiedziała mi dopiero kilka lat później - w 1951 r., kiedy byliśmy na wakacjach w Świdrze".
Syn rotmistrza relacji z procesu słuchał również w radio:
"Ojca i jego współpracowników obrzucano błotem, mówiono, że są szpiegami, że zdradzili swój kraj. Obawiałem się, że wyrok będzie wysoki. Moich kolegów z gimnazjum skazano na pięć lat tylko za to, że mieli powielacz".
"W szkole na ścianach wisiały szczekaczki. Kiedy przedstawiano relację z procesu, nauczycielka spytała mnie w obecności całej klasy: »Czy ty jesteś córką tego szpiega?«. Potwierdziłam. Byłam dumna z ojca, bo wiedziałam, że bardzo nas kocha i że jest wielkim patriotą" - wspomina Zofia Optułowicz, córka rotmistrza.

CYRANKIEWICZ NIE POMÓGŁ

Andrzej Potocki, siostrzeniec innego oskarżonego członka grupy Pileckiego - Witolda Różyckiego: "Powojenne więzienie i proces były bardzo ciężkimi przeżyciami, porównywalnymi z Oświęcimiem, gdzie wuja poddawano pseudomedycznym eksperymentom".
W 1948 r., w przerwie rozprawy sądowej, rotmistrz Pilecki zdołał szepnąć do kuzynki Eleonory Ostrowskiej: "Ja już żyć nie mogę, mnie wykończono. Bo Oświęcim to była igraszka".
"W więzieniu ojciec przebywał w bardzo ciężkich warunkach. Trzymali go w izolatce, zakazali widzeń z rodziną" - opowiada Zofia Obtułowicz. "Boli mnie zaciekłość, jaką kierował się na Sali sądowej prokurator Łapiński wobec mojego ojca. Po rozprawie mama poszła do niego z prośbą o pomoc. Wtedy powiedział jej: »Pani mąż to wrzód na ciele Polski Ludowej, który trzeba wyciąć«".
Przez lata Czesław Łapiński zaprzeczał, żeby kiedykolwiek wypowiedział takie słowa, ale w sądzie nie starał się nawet oponować.
Po wyroku, wydanym 15 marca 1948 r., rodzina robiła wszystko, aby rotmistrzowi złagodzono karę.
Andrzej Pilecki: "Były dwie akcje Oświęcimiaków o pomoc do Cyrankiewicza. U Bieruta interweniowali też państwo Newerly, uratowani przez ojca w czasie wojny z getta".
Wszystko bez skutku. Według obowiązującej wersji to nie Pilecki, ale Józef Cyrankiewicz - też więzień KL Auschwitz - był organizatorem obozowego podziemia. Jeszcze w latach 90. jako taki, były PRL-owski premier wyzierał z muzealnej gabloty. O Pileckim nie było ani słowa. Spór - czy Cyrankiewicz przyłożył rękę do śmierci Pileckiego, trwa do dziś. Jedno można powiedzieć na pewno - towarzyszowi obozowej niedoli nie pomógł. Bohater walki o wolną Polskę przez komunistów został uznany za zdrajcę. Jego dobrowolnie pójście do Auschwitz okazało się argumentem przeciw oskarżonemu. Witold Pilecki został stracony 25 maja 1948 r.

TRUDNA EGZYSTENCJA

Zofia Optułowicz: "Po zamordowaniu ojca, mama, jako nauczycielka nie mogła znaleźć pracy w zawodzie. Mnie, jako córkę zdrajcy Polski Ludowej, nie chcieli przyjąć na studia na politechnice. W końcu udało się, ale robili mi tyle utrudnień, że musiałam z nich zrezygnować".
Andrzej Pilecki też miał problemy z dostaniem się na studia: "Zaczęło się od tego, że chciałem zrobić kurs szybownictwa w ramach stowarzyszenia »Służba Polsce«. Wszystko szło dobrze, dopóki nie dowiedzieli się, że jestem synem Witolda Pileckiego".
Patrząc w sądzie na Czesława Łapińskiego, Andrzej Pilecki powiedział: "Przez to, że zamordowaliście mi ojca żyliśmy w nędzy. Byłem w przytułku dla sierot".
Ryszard Nowakowski, syn innego oskarżonego Jerzego Nowakowskiego: "W czasie wojny ojciec należał do ochrony »Grota« Roweckiego. W momencie aresztowania ojca miałem cztery lata. To było tak silne przeżycie, że dokładnie to pamiętam. Do mieszkania przyszli jacyś panowie, zrobili straszny bałagan, mama płakała. Wyprowadzając ojca, strasznie go pobili. Po aresztowaniu ojca mama nie miała środków do życia. W poszukiwaniu pracy pojechaliśmy do Gdańska. Mama ciężko pracowała, jeździła regularnie do Wronek z paczkami. Opowiedziała mi o procesie i wyroku. Czekałem, aż ojciec wróci po pięciu latach więzienia. Nie czułem wstydu. Wrócił mocno schorowany - gruźlica, cukrzyca, na którą w końcu zmarł".

KWESTIA WYBORU

Sąd, który skazał Pileckiego na KS, był całkowicie podporządkowany bezpiece. Nie krył tego nawet jeden z obrońców - Alicja Pintarowa przyznając, że wykonuje tylko instrukcje MBP i jedynym ratunkiem dla oskarżonych jest pójście na współpracę. Na to jednak nikt z grupy rotmistrza nie zgodził się.
W 2002 r. Pintarowa zeznała prokuratorowi IPN (oczywiście nie przyznając się do winy; procesu Łapińskiego już nie doczekała): "Proces był robiony pod Pileckiego, aby go skazać. Dwa wyroki śmierci [wobec Tadeusza Płużańskiego, mojego ojca i Marii Szelągowskiej; Bierut złagodził im potem kary - Płużańskiemu "ze względu na młody wiek", Szelągowskiej "ze względu na płeć" - red.] miały uzasadnić wyrok na Pileckiego".
Tadeusz Płużański z Wronek wyszedł w 1956 roku na skutek amnestii. Został filozofem, pedagogiem i poetą. W 1990 r. musiał wrócić do spraw więziennych, przez lata głęboko skrywanych, kiedy Naczelna Prokuratura Wojskowa podjęła rewizję procesu grupy Pileckiego. Podstawą był... niewłaściwy skład sądu z 1948 r. - brakowało jednego ławnika. Początkowo sąd III RP uznał, że wystarczy umorzyć sprawę z uwagi na jej przedawnienie, a oskarżonych zrehabilitować, jednak Płużański wywalczył całkowite anulowanie wyroków. "O ułaskawienie i rehabilitację może się zwracać ktoś, kto ma poczucie winy, a ja i moi współtowarzysze nigdy jej nie mieliśmy. Nie byłem żadnym szpiegiem Andersa, działałem w interesie Polski". Ojciec zmarł w sierpniu 2002 r. Procesu "swojego" prokuratora nie dożył.
Czesław Łapiński do końca bronił swojej niewinności (w którą chyba uwierzył) i nie skorzystał z ostatniej szansy, aby publicznie powiedzieć prawdę. Podtrzymywał wersję, że oskarżeni byli patriotami, ale wybrali złą drogę szpiegostwa; że został "wepchnięty do procesu w ostatniej chwili, przez przypadek"; że zwierzchnicy "oszukali go" - zapewniali, że wyroki nie są ostateczne; że sprawa Pileckiego była jedyną tego typu w jego karierze; że obecny proces przeciwko niemu jest dalszym ciągiem politycznej nagonki na niego; że miał rodzinę i musiał się przystosować. Tylko co powiedziałby rotmistrz, który osierocił dwójkę dzieci, a żonę uczynił wdową? Co powiedzieliby oskarżeni, którzy co prawda przeżyli stalinowskie więzienia, ale po 1956 r. z trudem wracali do normalnego życia? Pułkownik Czesław Łapiński nie miał takich dylematów - bez trudu został adwokatem, do końca życia utrzymywał się z wysokiej wojskowej emerytury.
Była to zatem kwestia wyboru. Rotmistrz Witold Pilecki wybrał walkę o niepodległość Polski, pułkownik (wówczas major) Czesław Łapiński i jego kamraci wybrali (z własnej woli, bez przymusu, co potwierdzają dokumenty) służbę komunistom. Konsekwencją pierwszego wyboru było więzienie i śmierć, drugiego - hańba wyroków na polskich patriotów. Rotmistrz Pilecki, maltretowany w ubeckich kazamatach, do końca życia pozostał wierny ideałom: Bóg, Honor, Ojczyzna, idąc - z podniesioną głową - drogą XV-wiecznego ascety Tomasza a Kempis. Za te ideały oddał życie w więzieniu mokotowskim, zamordowany strzałem w tył głowy.
Miejsca pogrzebania Witolda Pileckiego do dziś nie udało się odnaleźć. Prawdopodobnie spoczywa na cmentarzu służewieckim w Warszawie. Symboliczna mogiła znajduje się na cmentarzu w rodzinnej Ostrowi Mazowieckiej.

CHROŃMY PAMIĘĆ

Bohaterska postawa rotmistrza Pileckiego powinna dać do myślenia wszystkim tym, którzy po dziś dzień mają czelność mówić i pisać kłamstwa o "polskich nazistach" oraz "polskich obozach koncentracyjnych". Te skandaliczne wypowiedzi nie tylko przeczą faktom, ale przede wszystkim obrażają pamięć o więźniach. Wpisują się również w od lat powtarzane nieprawdy, że Auschwitz jest wyłącznie miejscem Holokaustu Żydów, a w dalszej kolejności - zagłady Romów. Jeśli w ogóle wspomina się o mordowaniu Polaków, to polskie ofiary są wrzucane do wspólnego kotła, określanego terminem "inne narodowości". Oszczerstwa te powracają ze wzmożoną siłą przy okazji kolejnych rocznic wyzwolenia obozu, które nastąpiło 27 stycznia 1945 r.
Szczęśliwie na takie kalumnie zaczęły reagować - po latach milczenia - polskie władze. Na przełomie roku 2004 i 2005, w okresie przygotowań do 60. rocznicy wyzwolenia Auschwitz, rozpoczęto w Polsce społeczno-rządową akcję przeciwko fałszowaniu historii o sprawcach zbrodni w nazistowskich obozach, a wiosną 2006 r. - kampanię na rzecz zmiany przez UNESCO oficjalnej nazwy obozu na "Były Niemiecki Nazistowski Obóz Koncentracyjny Auschwitz-Birkenau". W odkłamywanie historii włączyły się również polskie media, zastępując używane do tej pory określenie obóz w Oświęcimiu, nazwą KL Auschwitz.
Niestety, prócz pozytywnych działań, ciągle pojawiają się nowe problemy, jak ostatni, niezakończony jeszcze polsko-rosyjski konflikt o wystawę na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Rosyjskie media podniosły larum, że Polacy zamknęli rosyjską ekspozycję (takie narodowe wystawy, przygotowane przez kraje okupowane przez hitlerowców w czasie II wojny światowej, których obywatele byli deportowani do obozu, istnieją w muzeum od 1960 r.). To kolejne kłamstwo oświęcimskie. Muzeum nie zamknęło bowiem wystawy. W 2003 r. dotychczasowa ekspozycja została po prostu zdemontowana, gdyż strona rosyjska postanowiła ją zmienić. Słuszne zastrzeżenia strony polskiej wywołało przedstawianie ludności wschodnich terenów II Rzeczypospolitej oraz państw bałtyckich i części Rumunii, jako obywateli ZSRR.
Po długich latach PRL-u można również pielęgnować pamięć o dobrowolnym więźniu Auschwitz - rotmistrzu Witoldzie Pileckim. W ubiegłym roku Andrzej Pilecki odebrał w imieniu ojca pośmiertny Order Orła Białego, przyznany przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Polacy wypowiadają się przez "policyjnych przedstawicieli" - mówi minister Boni w sprawie ACTA - piątek, 3, lutego 2012

Bestie w Markach - piątek, 20, stycznia 2012

Publicystyka

Sąd skazał krwawego ubeka Jerzego Kędziorę na 4 lata więzienia - Tadeusz M. Płużański - poniedziałek, 6, lutego 2012

Mazowsze

TV-felietony

Demokraci na barykadach internetu - Piotr "Vagla" Waglowski, Jarosław Lipszyc, Mirosław Wróblewski i Katarzyna Szymielewicz - paneliści Improwizowanego Kongresu Wolnego Internetu, Warszawa 04.02.2012 - poniedziałek, 6, lutego 2012

Demokraci na barykadach internetu - impresja na temat Improwizowanego Kongresu Wolnego Internetu, Warszawa 04.02.2012 - poniedziałek, 6, lutego 2012

"...syny" mordują ojców: wersja o katastrofie smoleńskiej coraz mniej prawdziwa - Stanisław Michalkiewicz o wydarzeniach w kuluarach i w świetle rampy "polskiego regionu UE" - wtorek, 31, stycznia 2012

NIE dla ACTA! Demonstracja w dniu otwarcia Stadionu Narodowego - niedziela, 29, stycznia 2012

Fałszywi obrońcy internautów: Kaczyński, Ziobro, Palikot - głosowali za ACTA! - Stanisław Michalkiewicz o najważniejszych ostatnich wydarzeniach na deskach teatrów krajowego i zagranicznego - piątek, 27, stycznia 2012

Ogłaszamy bojkot towarów amerykańskich jeśli USA będą forsowały układ ACTA! - konferencja Kongresu Nowej Prawicy - piątek, 27, stycznia 2012

NIE dla ACTA! Demonstracja protestacyjna internautów w Warszawie 24.01.2012 - wtorek, 24, stycznia 2012

W sprawie układu ACTA występuję jako człowiek środka, ale rządy w ochronie praw autorskich i patentowych poszły za daleko! - prezes UPR/KNP Janusz Korwin-Mikke o układzie Anti-counterfeiting trade agreement - poniedziałek, 23, stycznia 2012

Wybieram Europę Ojczyzn, suwerennych krajów w Unii Europejskiej - poseł Artur Górski z klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości - środa, 18, stycznia 2012

Unią Europejską, czyli Związkiem Socjalistycznym Republik Europejskich rządzą już nie bandyci, jak to było w Związku Sowieckim, ale "tylko" złodzieje! - prezes UPR/KNP Janusz Korwin-Mikke podczas studenckiej "Debaty sejmowej 2012" - środa, 18, stycznia 2012

Krakowscy eksperci na usługach Bonnie i Clyde'a w eksporcie-imporcie polsko-izraelskim - Stanisław Michalkiewicz o najnowszym scenariuszu polityczno-bezpieczniackim - środa, 18, stycznia 2012

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008