Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Sadysta z Łambinowic - Tadeusz M. Płużański Wysłane środa, 14, czerwca 2006 przez Krzysztof Pawlak

Komendant byłego komunistycznego obozu koncentracyjnego w Łambinowicach - Czesław Gęborski może uniknąć kary za zbrodnie przeciwko ludzkości. Jego proces - prowadzony od kilku lat - został w 2005 r. zawieszony. A może jednak dojdzie do skazania? Ostatnio biegli lekarze stwierdzili, że stan zdrowia oskarżonego poprawił się. Zdaniem prokuratury, Gęborski, razem ze strażnikami, zamordował po wojnie kilkudziesięciu osadzonych w obozie Niemców. Komendant już dwukrotnie miał do czynienia z wymiarem sprawiedliwości, ale obie sprawy były kpiną z prawa.

Jest październik 1945 r. Od kilku miesięcy w byłym niemieckim obozie jenieckim Lamsdorf działa zorganizowany przez komunistów obóz pracy dla Niemców wysiedlanych z Opolszczyzny, ale też Ślązaków i Polaków. 4 października więźniowie wyjątkowo nie zostają wyprowadzeni do pracy w polu. 20-letni komendant obozu - sierżant milicji Czesław Gęborski wydaje swoim podwładnym rozkaz podpalenia jednego z obozowych baraków, w którym mieści się magazyn sienników. Pijani strażnicy nakazują więźniom gaszenie pożaru. Ci nie mają żadnych narzędzi, brakuje wody. Kilku mężczyzn zostaje zapędzonych na palący się dach, skąd muszą zrzucać piach na płomienie. Inni więźniowie (w tym kobiety) są wpychani bagnetami i kolbami do baraku. Kiedy ludzie próbują wydostać się na zewnątrz, strażnicy otwierają ogień. Świadkowie widzą, że strzela sam komendant - na przemian z dwóch pistoletów i karabinu maszynowego. Ranni są dobijani strzałem w tył głowy.

NAPAŚĆ NA STRAŻAKA

Wersja Gęborskiego jest inna: barak podpalają Niemcy, aby ukryć próbę ucieczki. Więźniowie odmawiają gaszenia pożaru, zamiast tego część z nich napada na strażaka (!!!), inni próbują wydostać się z obozu. Aby zapobiec ucieczce i w obronie napadniętego strażaka, Gęborski jest zmuszony wydać rozkaz użycia broni.
Ocalałe ofiary zbrodni do dziś pamiętają tę rzeź: zabijali ludzi pod pretekstem zdławienia buntu.
Wniesiony kilka lat temu do sądu akt oskarżenia przeciwko Gęborskiemu wymienia 48 osób, które zginęły od kul i płomieni w październiku 1945 r. Prawdziwa liczba zamordowanych prawdopodobnie nigdy nie zostanie ustalona. Zdaniem prokuratury, spowodowanie masakry było samowolą komendanta. Dokonał jej z nienawiści do Niemców i Ślązaków, ale również po to, aby ukryć rabunki na więźniach i mieszkańcach okolicznych wsi (dokonywali ich strażnicy obozowi, często pod dowództwem Gęborskiego, przebrani w mundury żołnierzy radzieckich lub Wehrwolfu). Zdaniem Gęborskiego, oskarżenie jest prowokacją Niemców, którzy przez całe życie prześladowali go.

WIĘKSZOŚĆ
WIĘŹNIÓW ZGINĘŁA


Latem 1945 r. lokalne władze, na podstawie zarządzenia wojewody śląskiego gen. Aleksandra Zawadzkiego, nakazały wysiedlanie niemieckich rodzin z ich gospodarstw na Śląsku, aby znaleźć miejsce dla repatriantów ze Wschodu. Nie wywożono ich jednak za nową, ustaloną w Jałcie granicę Polski. Miejscem wysiedlenia były Łambinowice. W prymitywnych barakach umieszczano jednak nie tylko niemieckich wysiedleńców i członków hitlerowskich organizacji. Ponieważ uchodźców z polskich Kresów było wielu, do obozu trafiały całe wsie, włącznie z kobietami (które były w Łambinowicach maltretowane i gwałcone), dziećmi i starcami. Wśród osadzonych znalazły się osoby przyznające się do narodowości polskiej, mieszkańcy Opolszczyzny, którzy oparli się germanizacji. Ludzi zamykano bez żadnego wyroku, wystarczał donos złożony na UB. Szczególnie chętnie przyjmowano do obozu właścicieli dużych majątków, których byli automatycznie pozbawiani.
Według oficjalnych danych, w Łambinowicach osadzono niewiele ponad 2 tys. osób, historycy mówią jednak o kilkakrotnie większej liczbie (przynajmniej 5 tys.). Obóz, który formalnie nazywano przesiedleńczym, w istocie był koncentracyjnym. Większość więźniów zginęła. Ludzie umierali z głodu, z powodu fatalnych warunków higienicznych, epidemii tyfusu, ciężkiej pracy (chorych i wycieńczonych całodniową pracą w polu traktowano jak zwierzęta pociągowe, zaprzęgając do wozów i przyczep), ale nie tylko. 20-letni Gęborski opracował regulamin Łambinowic. To on wydawał rozkazy znęcania się i rozstrzelania więźniów, własnoręcznie zabił kilkanaście osób.

Z BRAKU DOWODÓW

Pierwsze śledztwo przeciw Czesławowi Gęborskiemu podjęto już tydzień po pożarze. Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa w Katowicach zarzucił mu, że w dniu masakry rozkazał strażnikom strzelać do więźniów. Na sporządzonej liście ofiar znalazło się 48 osób. Za przekroczenie obowiązków służbowych komendant trafił nawet na krótko za kratki. Żadnej kary jednak nie poniósł - prokuratura ostatecznie umorzyła sprawę w 1947 r. Gęborski wrócił do pracy w milicji. Wkrótce wstąpił do katowickiego UB.
Rok 1957, po odwilży, zapowiadał się bardziej obiecująco. Były komendant Łambinowic został oskarżony o znęcanie się nad więźniami i zabójstwa. Z tego też nic nie wynikło. W więzieniu Gęborski podjął demonstracyjną, 40-dniową głodówkę. Podczas trwającego ponad rok procesu, który odbywał się przy drzwiach zamkniętych, bez udziału prasy, sędziowie występowali w roli obrońców oskarżonych, a zastraszani świadkowie odwoływali swoje zeznania. Razem z Czesławem Gęborskim sądzony był jego zastępca Ignacy Szypuła (zginął później w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach). W 1959 r. obaj zostali uniewinnieni... z braku przekonujących dowodów. Ministerstwo Sprawiedliwości zakazało oskarżycielowi wnosić rewizję. W części dotyczącej pożaru śledztwo umorzono, z powodu... rzekomego zaginięcia akt sprawy z lat 1945-47 (faktycznie zniszczono je dopiero 10 lat później). Czesław Gęborski był już wówczas kapitanem UB. Rok po procesie zażądał 200 tys. zł odszkodowania za krzywdy, wynikające z jego aresztowania, ale sąd oddalił wniosek.
Na jednej z rozpraw Gęborski przyznał, że w obozie stosował regulamin obozów hitlerowskich, gdyż... innego nie znał. Tego regulaminu miał doświadczyć na własnej skórze w czasie niemieckiej okupacji, jako więzień obozu Kochłowicach na Śląsku (po ucieczce i po ponownym aresztowaniu, z transportu do Oświęcimia odbiła go Armia Ludowa, której był członkiem). Na pewno nie trafił jednak do Lamsdorf, gdyż mieścił się tu jeden z obozów dla jeńców wojennych (z ponad 300 tys. osób zmarło ponad 40 tys.), a on ani nie był polskim żołnierzem, a tym bardziej oficerem ani nie brał udziału w Powstaniu Warszawskim. Oficerskich awansów, a w końcu stopnia pułkownika UB doczekał się dopiero od "ludowej" władzy.

POMOGLI NIEMCY

Na początku lat 90. losom powojennych więźniów Łambinowic zaczęła przyglądać się Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Opolu (akta procesowe Czesława Gęborskiego z 1957 r. znalazły się przypadkowo - ktoś przytomny wyciągnął je z szafy komendy wojewódzkiej, gdzie spoczywały przez 30 lat i przekazał Komisji). Jednak wobec zniszczenia w 1966 r. dokumentów UB dotyczących pożaru w obozie, sprawa wydawała się beznadziejna. Szczęśliwie okazało się, że mord w Łambinowicach bada również prokuratura w niemieckim Hagen, która odszukała 35 świadków masakry z 4 października 1945 r. Polacy dwukrotnie zwracali się o pomoc prawną, za każdym razem bezskutecznie. Trzeba było poczekać, aż sąsiedzi zza zachodniej granicy uznają, że miała miejsce zbrodnia przeciwko ludzkości, która nie podlega przedawnieniu. Dzięki materiałom udostępnionym przez Niemców można było wznowić śledztwo w sprawie pożaru. Zaowocowało ono wniesieniem do sądu aktu oskarżenia przeciwko Gęborskiemu. Za zarzucane mu czyny (pospolite zabójstwo i zbrodnie wojenne), byłemu komendantowi Łambinowic i emerytowanemu pułkownikowi UB (błyskotliwą karierę zakończył w pionie bezpieczeństwa Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach) grozi kara dożywotniego więzienia. Jednak jak do tej pory wymiar sprawiedliwości był wobec Gęborskiego bezradny. Śledztwo objęło jedynie wydarzenia z 4 października 1945 r., gdyż nie były one uwzględnione w akcie oskarżenia z lat 50. W sprawie innych zbrodni Gęborski jest niewinny, zgodnie z zasadą tzw. powagi rzeczy osądzonej.

ODEBRAĆ EMERYTURĘ

Czesław Gęborski nigdy nie przyznał się do winy. Prócz dwóch srebrnych medali "Zasłużonego na Polu Chwały" i Odznaki Grunwaldzkiej, ma 1700 zł resortowej emerytury. MSWiA zbada teraz podstawy tego szczególnego uposażenia. Mimo złego stanu zdrowia, istnieje również cień szansy na osądzenie Gęborskiego.
Inaczej jest z komendantem powojennych obozów w Świętochłowicach i Jaworznie Salomonem Morelem, który - mieszkając w Izraelu - dostaje z Polski jeszcze wyższą emeryturę - co miesiąc 5 tys. zł (płaci podległy Ministerstwu Sprawiedliwości Centralny Zarząd Służby Więziennej). Wbrew szumnym zapowiedziom Morel pieniędzy jednak nie straci, gdyż… przysłał brakujące dane, które pozwolą mu nadal pobierać wysokie świadczenie. Nigdy nie zostanie również za swoje zbrodnie ukarany (Izrael odmówił Polsce jego wydania). Kariera Gęborskiego i Morela była podobna - w czasie wojny obaj należeli do komunistycznej partyzantki, po "wyzwoleniu" wstąpili do UB, a potem, mimo popełnionych przestępstw, wspinali się po szczeblach kariery.

TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME.


Wyszukiwarka ASME


Pole wyszukania:


Wiadomości z kraju

Publicystyka

Mazowsze

TV-felietony

Zagranica

Notki wydawnicze / Recenzje

Ciekawostki o lewicy

PZPR ->SLD/SDPl


UP


Samoobrona


AW"S" -> PO - PiS

Wiadomości z UPR

ARCHIWUM

Stare ARCHIWUM


Najlepszy kandydat Niemiec na "prezia" - Donald Tusk

Witryna Kary Śmierci

 

 


Polecane serwisy

 

strona główna | kontakt | © Krzysztof Pawlak 1998 - 2008