| Geniusz karpacki według "Wyborczej" - Stanisław Michalkiewicz Wysłane poniedziałek, 27, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak |
Wielu historyków nauki zwracało uwagę, że największe odkrycia dokonywane są przypadkiem. Na przykład dwaj amerykańscy naukowcy Albert Penzias i Robert Wilson zupełnie przypadkowo wpadli na trop największego odkrycia naszych czasów w postaci tzw. promieniowania tła. Odkąd amerykański astronom Edwin Hubble, który nawiasem mówiąc, tak naprawdę był adwokatem, odkrył (w 1929 r.), że Wszechświat się rozszerza, coraz więcej naukowców skłaniało się do poglądu, iż miał on początek w czasie, że powstał z niczego, tj. z punktu matematycznego w postaci gigantycznej eksplozji, zwanej Wielkim Wybuchem. Efekt Dopplera w postaci przesunięcia widma świetlnego galaktyk ku czerwieni, wprawdzie na to wskazywał, ale była to tylko poszlaka, a nie dowód. Dowodem byłoby wykrycie echa Wielkiego Wybuchu w postaci tzw. promieniowania tła, które jest wszędzie, ale nie ma wyraźnego, a właściwie żadnego źródła. Penzias i Wilson, prowadząc obserwacje astronomiczne, nie mogli usunąć uciążliwego szumu ani znaleźć jego przyczyny. Wreszcie olśniła ich myśl, że oto właśnie natrafili na promieniowanie tła - echo Wielkiego Wybuchu, które rozlega się we Wszechświecie od 15, a może nawet 20 miliardów lat, dając o sobie znać również w postaci tzw. śniegu na ekranach naszych telewizorów.
Jak wiadomo, wśród odkryć naukowych są i większe, i mniejsze. O ile odkrycie promieniowania tła słusznie jest uznawane za jedno z największych odkryć XX wieku, o tyle, na początku wieku XXI, mamy do czynienia z odkryciem znacznie mniejszej rangi i w innej dziedzinie. Mówi się trudno; na bezrybiu i rak ryba, ale na pocieszenie możemy sobie powiedzieć, że autorem tego odkrycia jest Polak, zaś uczynił je nie tyle dzięki zamiłowaniu do naukowych dociekań, co z lizusostwa. Mówię oczywiście o rewelacji pana redaktora Jarosława Kurskiego z "Gazety Wyborczej", rodzonego brata pana red. Jacka Kurskiego, posła na Sejm z klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Jak wiadomo, kiedy w obronie nie tyle prezesa Balcerowicza, co w obronie alimentów zagrożonych zapowiedzią powołania "Bankowej" komisji śledczej, nastąpiła totalna mobilizacja nie tylko całego Salonu, ale i wszystkich wyrobników z "niezależnych mediów", pan red. Kurski pociągnął wraz z innymi, by dać tzw. odpór, no i wydzielić z siebie oczekiwaną porcję wazeliny. Nie miałoby to żadnych następstw dla nauki i artykuł "Dlaczego podziwiam Leszka Balcerowicza" byłby jeszcze jednym ze sterty lizusowskich panegiryków, gdyby nie śmiała teza, jaką autor przedstawił na samym wstępie. Teza brzmi następująco: "Siła charakteru Balcerowicza jest siłą polskiej złotówki".
Jak wiadomo, od połowy lat 70., kiedy to ostatecznie załamał się światowy ład monetarny, ukształtowany w 1945 roku na konferencji w Breton Woods, mamy do czynienia z płynnymi kursami pustych walut, to znaczy znaków pieniężnych, które mają wartość tylko dlatego, że ludzie myślą, iż mają one wartość. Może to być interesujące dla moralistów, bo oto wartość pieniądza, czyli uważanej za esencję materializmu "mamony", istnieje dzięki ludzkiej wierze! Z punktu widzenia naukowego jest to jednak trudny problem, wprowadzający zamęt do teorii wartości. Niektórzy ekonomiści twierdzą np., że wartość bierze się z pracy. Ale tzw. życie zdaje się tego nie potwierdzać. Np. złotówka staje się raz "silna", a innym razem "słaba", chociaż ludzie pracują mniej więcej podobnie. Wydawało się tedy, że znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia, aż pan red. Jarosław Kurski jedną porcją wazeliny przyczynił się do rozwiązania tego gordyjskiego węzła. Jeśli siła polskiej złotówki jest pochodną siły charakteru Leszka Balcerowicza, to wszystko staje się jasne. Złotówka rośnie w siłę, gdy Leszkowi Balcerowiczowi wzmacnia się charakter, np., zacina się w uporze albo coś w tym rodzaju. Złotówka słabnie, gdy prezes Balcerowicz ma z jakichś powodów obniżony nastrój. Skoro jednak tak, to niestety pan prezes Balcerowicz musi przyjąć odpowiedzialność za ekonomiczne skutki oscylacji siły własnego charakteru. Wiadomo bowiem, że jeśli złotówka rośnie w siłę, to pogarsza się konkurencyjność polskiego eksportu, a poprawia opłacalność importu i warunki regulacji zagranicznych zobowiązań państwa, nie mówiąc już o wzroście siły nabywczej obywateli. Jeśli złotówka spada, to wprawdzie konkurencyjność eksportu się poprawia, ale za to spada opłacalność importu, siła nabywcza ludności i pogarszają się warunki realizacji zagranicznych zobowiązań państwa. Nie wiem, czy pan red. Jarosław Kurski pomyślał o tych skutkach swego odkrycia, bo są one zupełnie niezgodne z linią programową "Gazety Wyborczej", natomiast wychodzą naprzeciw przeświadczeniu pana Andrzeja Leppera, że wszystkiemu winien jest Leszek Balcerowicz. W świetle mimowolnego odkrycia pana red. Kurskiego okazuje się, że pan Andrzej może mieć rację! A to ci dopiero siurpryza, a to ci dopiero obciach!
Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia kwestia, czy siła charakteru prezesa Balcerowicza oddziałuje tylko na złotówkę, czy również i na inne waluty, czy ma ona charakter uniwersalny, czy tylko lokalny. Mikołaj Ceaucescu zażywał w Rumunii reputacji "geniusza karpackiego". Z pozoru był to tytuł zaszczytny, ale po bliższej analizie można było nabrać wątpliwości. Niby "geniusz", ale przecież tylko "karpacki", więc taki bardziej powiatowy, trącący parafiańszczyzną. Du sublime au ridicule il n`y a, qu`un pas - powiadają Francuzi, co znaczy, że od wzniosłości do śmieszności tylko krok. Obawiam się, że przez zbytek lizusostwa pan red. Jarosław Kurski ten krok prezesowi Balcerowiczowi zrobił.
Stanisław Michalkiewicz
Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME
UWAGA:
System komentatorski tylko dla zarejestrowanych użytkowników!
Chcesz
się zarejestrować? Tutaj
Komentarze
pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.
powrót
do strony głównej ASME