Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Onyszkiewicz za fołksfrontem - Stanisław Michalkiewicz Wysłane poniedziałek, 13, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak |

"On revient toujours a son premiere amour" - mówią wymowni Francuzi, co się wykłada, że zawsze wraca się do pierwszej miłości. Tak się akurat złożyło, że powrót ze Szwajcarii b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego zbiegł się w czasie ze zjazdem Partii Demokratycznej, który na nowego przewodniczącego wybrał Janusza Onyszkiewicza. Zbieżność ta była zapewne przypadkowa, ale nie byłoby niczego dziwnego, gdyby nie jedna rzecz, ponieważ jedną z pierwszych deklaracji nowego przywódcy demokratów był zamiar wzięcia udziału w budowaniu szerokiej politycznej formacji "od PO po SLD", która ma stanąć "w obronie demokracji". Tak uzasadniony historyczny kompromis "Chamów" z " Żydami" mieści się w formule
fołksfrontu, jakie na polecenie Kominternu, czyli Józefa Stalina, powstawały w latach 30.
Stalin akurat przeprowadzał kolektywizację, która pochłonęła co najmniej 11 mln ofiar. Nie przeszkadzało to jednak pożytecznym idiotom upatrywać właśnie w jego osobie obrońcy wolności i demokracji. Trudno to zrozumieć, bez wyjaśnienia roli żydowskiej diaspory, która już wtedy zaczynała nadawać ton "międzynarodowym" mediom. Otóż kolektywizacja, jako element postępowego "poprawiania świata", była ulubionym pomysłem żydokomuny nie tylko na robienie głupim gojom wody z mózgu, ale i receptą na dobry fart w praktyce. Naftali Aronowicz Frenkiel, twórca systemu "kotłów" w "GUŁag-u mawiał, że "z więźnia musimy wycisnąć wszystko w pierwsze trzy miesiące, potem nic nam po nim". Więc jedni "wyciskali", a inni sprzedawali "wyciśnięte" za granicę, korzystając z pomocy sieci obrotnych
compatriotes. Nie było to, ma się rozumieć, bezinteresowne i pewnie była to jedna z przyczyn, dla których GUŁag zawsze był ekonomicznie deficytowy. Anna Applebaum bardzo przekonująco pisze o tym w swej książce "GUŁAG", więc nie wypada zaprzeczać. No to dlaczego "międzynarodowa prasa" nie miała uważać Józefa Stalina za głównego obrońcę wolności i demokracji oraz stręczyć pożytecznym idiotom
fołksfronty? Dzisiaj większość naszych politycznych i innych elit jeszcze nie zdecydowała, czy wysługiwać się Żydom, czy Niemcom i z tego powodu pomysł, żeby kierować się interesem polskim - wydaje się im zagrożeniem samych podstaw demokracji. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, nie wiadomo, czy po
Anschlussie nie są to już marzenia ściętej głowy, bo ramy "polskiego interesu" wyznacza z jednej strony strategiczne partnerstwo rosyjsko-niemieckie, a z drugiej - zobowiązania amerykańskich polityków wobec holokaustowej industrii.
Tymczasem w polityce najważniejsze jest przygotowanie alternatywy. Okazało się, że Platforma Obywatelska, nawet wsparta siłami
razwiedki i przy pełnej mobilizacji całej agentury, taką alternatywą nie jest. Z drugiej strony, również i PiS bardzo prędko natknął się na barierę niemożności. Wygląda na to, że zapanowała sytuacja patowa; Platforma nie może obalić PiS-u, ale i PiS nie bardzo może dokonać zapowiadanego przełomu, nawet przy założeniu, że naprawdę go chciał. Toteż do Szwajcarii wybrał się był z sekretną misją były minister spraw wewnętrznych Ryszard Kalisz. Podobno chodziło to, by Aleksander Kwaśniewski stanął na czele odnowionej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która pod inna oczywiście nazwą, przejmie w Polsce władzę i z ramienia Unii Europejskiej będzie administrowała
prywiślińską marchią, w jaka stopniowo zamieni się Polska w następstwie strategicznego partnerstwa rosyjsko-niemieckiego. Aleksander Kwaśniewski na takiego administratora nadaje się jak najbardziej; "można zeń wszystko zrobić i w każdą formę ulepić", więc i w tę również. Chodzi więc tylko o stworzenie odpowiednio szerokiego politycznego zaplecza i tu formuła
fołksfrontu może okazać się prawdziwym darem Niebios. Trzeba tylko wykazać, że zagrożona jest demokracja, ale to dla
razwiedki, dysponującej agenturą nie tylko w mediach, ale i innych ośrodkach opiniotwórczych, jest już zadaniem łatwym. Pożytecznych idiotów, spośród których sporo jest przecież na pensji z gadzinowego funduszu, długo nie trzeba będzie namawiać, zwłaszcza gdy w odpowiednim momencie głos zabiorą autorytety moralne. Jeśli nawet jakimś cudem dotychczasowe miałyby jakieś wątpliwości, to jest dostatecznie dużo czasu, by ponadymać nowe.
Czyż można wyobrazić sobie większą radość? Oto prof. Geremek, "drogi Bronisław", po 40 latach znowu na łonie Partii Przewodniczki! Doprawdy, większa radość może być już tylko z okazji znalezienia się na łonie Abrahama. Pan przewodniczący Onyszkiewicz podobno rozprowadzał w kuluarach zjazdu Partii Demokratycznej książkę opisującą dzieje swego rodu. "Dziś bardzo u partyjnych w modzie jest pleść koszałki o swym rodzie" - pokpiwał wprawdzie Janusz Szpotański, ale tym razem sprawa wydaje się jak najbardziej poważna. Szlachta polska i jerozolimska wraz z bolszewikami i "prawdziwymi" socjalistami z Unii Pracy, przystąpią do budowania eurokołchozu dla tubylców.
Stanisław MichalkiewiczPublicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME
Komentarz (0)