| W poszukiwaniu najlepszego - Stanisław Michalkiewicz Wysłane poniedziałek, 6, marca 2006 przez Krzysztof Pawlak |
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kiedy 17 lutego Sejmowi nie udało się wybrać nowego Rzecznika Praw Dziecka, wielu ludzi było tym szczerze zmartwionych. Nie tyle może z powodu utrzymywania się wakatu na tym urzędzie, bo nie sądzę, żeby ktokolwiek w Polsce w ogóle to zauważył, jeśli oczywiście nie liczyć tych, którzy mają nadzieję na otrzymanie tam posady. Jak dotąd bowiem nie wynaleziono takiego aparatu fotograficznego, który zdołałby utrwalić pracę Rzecznika. Jednocześnie zablokowanie wyboru wielu ludzi ucieszyło. Nie tylko licznych dziennikarzy, którym w ten sposób sygnatariusze Paktu Stabilizacyjnego ułatwili wykonanie zadań stawianych przez oficerów prowadzących, ale również Salon, który z mściwą satysfakcją odnotowuje każde potknięcie rządu, a jeśli akurat żadnego nie ma, to odwołując się do eksperiencji z czasów stalinowskich, chętnie tworzy fakty prasowe. Jak bowiem powszechnie wiadomo, media są niezależne, ale podobnie jak wolnym rynkiem - ktoś przecież musi nimi kierować! Jednolitego kierownictwa potrzebuje zwłaszcza Salon, skupiający głównie ambitnych durniów. Ponieważ głównym problemem ambitnego durnia jest ukrycie głupoty, szuka on towarzystwa podobnych durniów, ponieważ z jednej strony ta masa gwarantuje mu anonimowość, a z drugiej - daje poczucie siły. Ponieważ jednak nie istnieje nic takiego jak "zbiorowa mądrość", to wiadomo, że nawet Legion durniów niczego mądrego nie wymyśli. Na tym też ufundowana jest pozycja red. Adama Michnika i proroków mniejszych, którzy objawiają Salonowi, co akurat się myśli. Zdarzają się niekiedy momenty, gdy red. Michnikowi albo zwichnie się aureola, albo zepsuje telefon i w takich chwilach Salon nie wie, co myśli, dopóki telefon się nie odblokuje.
Ale nie dlatego uważam, że zablokowanie wyboru Rzecznika Praw Dziecka może wyjść Polsce na dobre. W końcu dobre samopoczucie konfidentów, którzy udają publicystów czy salonowych durniów nie jest aż tak ważne. Znacznie ważniejsza jest okoliczność, że urząd ten potrzebny jest Polsce, jak psu piąta noga, tak samo zresztą, jak urząd Pełnomocnika do Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. Obydwa te urzędy, podobnie jak wiele innych, zostały utworzone pod wpływem ideologicznych przesądów panujących w łonie grupy trzymającej władzę w Unii Europejskiej, a konkretnie jednego przesądu: że tradycyjna rodzina jest elementem "kultury burżuazyjnej", należącej do tej przeszłości, której "ślad dłoń nasza zmiata". Wszystko zatem, co prowadzi do rozbicia tej społecznej instytucji, w oczach politycznie poprawnych europejsów uchodzi za pożyteczne. Lansują więc i Rzeczników Praw Dziecka i Pełnomocników Równego Statusu, ponieważ instytucje te wprowadzają do rodziny państwowego urzędnika, którego natrętna obecność prowadzi do rozsadzenia tej społecznej komórki, stwarzając jednocześnie biurokratyczną synekurę i poprzez mnożenie norm i "standardów" umacnia panowanie biurokratycznego internacjonału. Zatem im dłużej będzie trwał wakat na stanowisku Rzecznika Praw Dziecka, tym lepiej, a skoro tak, to najlepiej, gdyby ten urząd nie został obsadzony w ogóle.
Na to jednak nie ma co liczyć, bo po pierwsze - obsadzenie jak największej liczby urzędów i synekur jest wyznacznikiem prestiżu partii politycznych, po drugie - czasy są ciężkie i wielu ludzi aż przebiera nogami za państwową posadą i to im bardziej operetkową, tym lepiej, a po trzecie - biurokratyczny internacjonał naciska, bo przecież nie może dopuścić, by zaprojektowana z takim rozmachem rewolucja socjalistyczna nie udała mu się ze względu na kłótliwość kilku tubylczych partii. Z tych trzech powodów prędzej czy później musi dojść do obsadzenia tego urzędu, a skoro tak, to najlepiej byłoby, gdyby objął go najgorszy łajdak.
Taki postulat może wydać się szokujący, ale zaraz go uzasadnię. Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu, że urzędy tworzone są dla rozwiązania jakichś problemów, jest akurat odwrotnie. Skoro pod jakimś pretekstem został już utworzony urząd i objął go jakiś urzędnik, podstawową jego troską jest utrzymanie się na tym stanowisku jak najdłużej, a najlepiej, gdyby udało się ulokować kiedyś na tym miejscu własne dziecko. W tej sytuacji należy unikać wszystkiego, co prowadzi do rozwiązania problemu, dla którego urząd utworzono. Przeciwnie - urzędnik zainteresowany jest maksymalnym komplikowaniem problemu, żeby ewentualne rozwiązanie nastąpiło jak najpóźniej, a najlepiej - nigdy. W takim razie, z punktu widzenia społecznego najlepiej, gdyby urzędnik po prostu brał pieniądze i nic nie robił, bo dzięki temu nie będzie przynajmniej komplikował życia innym. Łajdak chętnie na taki układ przystanie, natomiast człowiek uczciwy będzie chciał za swoją pensję coś robić i to właśnie jest najgorsze. Polskę byłoby stać na wypłacanie pensji różnym darmozjadom, ale może nie przetrzymać szkód wyrządzonych przez uczciwych urzędników, którzy chcą coś robić w bezsensownych urzędach. Skoro zatem trzeba będzie obsadzić urząd Rzecznika Praw Dziecka, to wszyscy dotychczasowi kandydaci powinni zrezygnować, najlepiej na rzecz jakiegoś kryminalisty. Bo nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Stanisław Michalkiewicz
Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME
UWAGA:
System komentatorski tylko dla zarejestrowanych użytkowników!
Chcesz
się zarejestrować? Tutaj
Komentarze
pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.
powrót
do strony głównej ASME