Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

Polecane serwisy

 

 

Hercklekoty i zimne poty - Stanisław Michalkiewicz Wysłane poniedziałek, 20, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

"Praca posła ciężka, szczera. Z rana poseł się ubiera; fagas listy mu otwiera, on tymczasem się wybiera... do Puchera". Na samą myśl, że tak dobrze zapowiadająca się "ciężka i szczera" praca dla Polski może gwałtownie się zakończyć, wielu posłów dostawało tzw. hercklekotów i budziło się w środku nocy w kałuży zimnego potu. Z tego punktu widzenia nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że rozwiązanie Sejmu nie byłoby zgodne z interesem ukochanej ojczyzny. Z drugiej jednak strony każdy objaw stabilizacji politycznego zaplecza rządu przyprawiał o takie same hercklekoty wszystkich pieszczochów układu "okrągłego stołu", a już specjalnie - razwiedkę i jej konfidentów, uplasowanych w bezpiecznych, ekologicznych niszach, wydrążonych w tym celu w organizmie państwowym. Toteż kiedy podpisany został Pakt Stabilizacyjny między rządzącym PiS-em, Samoobroną i LPR, nie tylko zatwardziałe w swojej twardej opozycyjności Platforma Obywatelska i SLD, ale również Salon i autorytety moralne ze wszystkich stajni zawyły jednym głosem, jakby już gilotyna obcinała im ogony. W ostatniej chwili uruchomiona została drażliwość sędziowska, a nawet profesorowie prawa w specjalnym oświadczeniu zarzucili ministrowi Ziobro nawrót do czasów PRL. Do końca nie wiadomo, czy była to krytyka, czy pochwała, bo wielu sygnatariuszów protestu za pierwszej komuny miało niepowtarzalny okres dobrego fartu. Np. prof. Wiesław Skrzydło, jako ofiara komunistycznego reżimu, w okresie stanu wojennego został nawet zmuszony do zostania I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Lublinie! Któż lepiej od takiego specjalisty może wiedzieć, co przypomina czasy PRL, a co nie?
Pakt Stabilizacyjny w punkcie 4. stwierdzał, że "umawiające się strony postanawiają, że bez uzgodnienia polegającego na wyrażeniu zgody przez wszystkie umawiające się strony nie będą składać w Sejmie projektów ustaw nie wymienionych w załączniku, ani też nie będą popierać w żadnej formie (tzn. także w formie wstrzymywania się od głosu lub też nie uczestniczenia w głosowaniu przez posłów należących do klubów parlamentarnych umawiających się stron), takich ustaw zgłoszonych przez inne podmioty". Pakt został podpisany 2 lutego, a już w tydzień później przewodniczący LPR Roman Giertych oświadczył, że posłowie LPR poprą projekty ustaw podatkowych, których zgłoszenie zapowiedział w imieniu Platformy Obywatelskiej poseł Jan Rokita. Intencją tych projektów była destabilizacja finansów publicznych, już i tak naprężonych wskutek "becikowego" i innych form rozdawnictwa pieniędzy uprzednio skonfiskowanych podatnikom. Nawiasem mówiąc, takie inicjatywy uważam za dowód wyjątkowej i wołającej do nieba hipokryzji, bo nawet wypłata jednorazowo 1000 zł tytułem "becikowego", jest nędznym ochłapem rzuconym rodzinom, które przez kilkanaście lat muszą w związku z tym płacić 22-procentową stawkę VAT na artykuły dla dzieci. Niestety, większość ludzi w Polsce tych związków przyczynowych nie dostrzega, dzięki czemu partie polityczne mogą nie tylko żerować na ich naiwności, ale jeszcze zaskarbiać sobie wdzięczność oszukanych i ich głosy. Więc mimo, iż intencja inicjatyw ustawodawczych Platformy Obywatelskiej była oczywista, lider LPR zapowiedział jej poparcie.
Wyobrażam sobie, jak ta deklaracja ucieszyła razwiedczyków i wszystkich agentów razwiedki, ulokowanych we wspomnianych ekologicznych niszach. Wyjaśniło się, że ten cały Pakt Stabilizacyjny nie wart jest funta kłaków, bo jego sygnatariuszom przyświecają zupełnie odmienne cele i w związku z tym nie traktują się jak sojusznicy, niechby i tymczasowi, ale jak śmiertelni wrogowie. Potwierdziło się też, że polityczne przywództwo PiS jest bardzo podobne do sytuacji, kiedy to Kozak złapał Tatarzyna. Skoro bowiem ustawy muszą być uzgodnione przez wszystkich sygnatariuszów, to wystarczy trochę wpłynąć, dajmy na to, na Samoobronę, żeby wszystkie groźnie brzmiące inicjatywy albo skutecznie zablokować, albo pozbawić wszelkiej ostrości. Okazuje się, że ze zła wiele dobra zrobić się nie da, a przy okazji degrengolada podszytej razwiedką demokracji politycznej, a zwłaszcza systemu parlamentarno-gabinetowego odsłoniła się w całej okazałości. Żeby trochę zatrzeć to nieprzyjemne wrażenie, Jarosław Kaczyński postanowił, z udziałem wszystkich obywateli w charakterze statystów, odegrać komedię ratowania Rzeczypospolitej. Niczym w niepoprawnej z punktu widzenia postępowej teologii pobożnej pieśni ("lecz kiedy ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy kto się do matki uciecze!"), zaprezentował się w scenicznej postaci Jarosława od Nieustającej Pomocy, za którego wstawiennictwem Prezydent powstrzymał karzącą rękę nieubłaganej sprawiedliwości. Pretekstem do wstawiennictwa był aneks do punktu czwartego, ale czyż aneksu nie można zlekceważyć tak samo, jak i punktu? Jasne, że można, więc nie ulega wątpliwości, że zaplecze polityczne rządu premiera Marcinkiewicza będzie teraz brnęło od kryzysu do kryzysu z częstotliwością co najmniej tygodniową, a może nawet większą, bo przecież prezydent Kaczyński będzie miał okazję skrócenia kadencji Sejmu dopiero za rok, a przez ten czas i posłowie, i razwiedka zapomną o hercklekotach i zimnych potach. "Praca posła ciężka, szczera; z rana poseł się ubiera, fagas listy mu otwiera, on tymczasem się wybiera... do Puchera"!

Stanisław Michalkiewicz

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


UWAGA: System komentatorski tylko dla zarejestrowanych użytkowników!

Chcesz się zarejestrować? Tutaj

Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME