Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

Polecane serwisy

 

 

Kosztowna filozofia kosztów - Krzysztof Mazur Wysłane poniedziałek, 20, lutego 2006 przez Krzysztof Pawlak

Niedawne skokowe wzrosty cen ropy, dyskusje nad wysokością akcyzy na paliwa oraz niezadowolenie Brukseli z powodu jej czasowego obniżenia w naszym kraju, a także zapowiedź kolejnych, wiosennych wzrostów cen benzyny ponownie zwróciły uwagę na te ważne problemy, ważne także dlatego, że podobno trwają wytężone prace nowym urządzeniem naszego systemu fiskalnego, w którym, jak wiadomo podatki odgrywają kluczową rolę.

Z okazji tejże reformy wystąpiła publicznie minister Zyta Gilowska, która zapytana o możliwość obniżenia obciążeń podatkowych, oznajmiła - jak to ma ostatnio w zwyczaju, w stylu pytyjskim - że z reformą podatkową jest jak z reformą służby zdrowia, tj. chodzi o to, by przy okazji tej operacji miał szansę przeżyć również pacjent. Zapewne pacjent-podatnik obniżenie obciążeń fiskalnych przeżyłby całkiem spokojnie, a nawet mógłby się poczuć nieco lepiej, więc zapewne tym pacjentem z kolejnego bon motu pani minister był budżet państwa. Już minister Turgot na okazję opisywanej okoliczności mawiał, że gęsi należy tak skubać, by jak najmniej syczały, niestety współcześni socjal... tfu, specjaliści od finansów publicznych jakby zapominają, że o ile gęsiom pierze odrasta nawet, kiedy śpią, podobnie jak owcom wełna, tak pieniądze na naszych kontach nie chcą się same reprodukować.

Samoobrona podatkowa

Jak w jednym ze swoich studniówkowych programów oznajmił premier Marcinkiewicz, pakt stabilizacyjny został zawarty, gdy "jego rząd mniejszościowy utracił większość w parlamencie", a jak wiadomo - większą większość dla obecnego rządu gwarantuje partia Andrzeja Leppera. Aby nie było, że Samoobrona poleciała do rządu po konfitury, prawie natychmiast nagłośnieniu poddano odnowione pomysły tej partii na "wzrost gospodarczy", takie jak powszechny podatek alimentacyjny, podwyższony podatek od dywidend czy podatek obrotowy mający "załatać dziurę budżetową". O ile pomysł płacenia przez wszystkich podatników alimentów na dzieci bezrobotnych inseminatorów należałoby pominąć litościwym milczeniem, o tyle idea podatku obrotowego jest na tyle ważna, że składanie w tym zakresie inicjatywy w ręce fachowców od Leppera może skutecznie osłabić debatę nad tym rodzajem opodatkowania działalności gospodarczej. Podatek obrotowy jest często niesłusznie traktowany jako relikt dawnego systemu, co jest oczywiście nieprawdą, gdyż podatek obrotowy był i w wielu krajach jest nadal podstawowym rodzajem podatku pośredniego. Podatek ten został zastąpiony podatkiem VAT po raz pierwszy we Francji w 1954 r. a to głównie z powodu śrubowania kolejnych stawek podatku obrotowego, na skutek czego opodatkowanie kilku faz obrotu zwielokrotniało koszt, a tym samym cenę produktu lub towaru. Podatek VAT stanowić ma niejako gwarancję, że opodatkowanie obrotu nie przekroczy pewnej arbitralnie ustalonej granicy, która, jak wiadomo, jest obecnie również przedmiotem przetargów między poszczególnymi krajami członkowskimi UE. W związku z tym, że przy podatkach pośrednich, a szczególnie przy podatku VAT, jego płatnicy są jedynie podatnikami formalnymi, gdyż rzeczywisty koszt tego podatku ponosi konsument, dlatego też osoby prawne, podobnie jak inne podmioty gospodarcze, płacą również podatek dochodowy, który, jak pokazuje historia, był zawsze początkowo ustalany na bardzo wysokim poziomie, po czym w wyniku powszechnej ucieczki od opodatkowania i spadku wpływów budżetowych z tytułu tego typu opodatkowania, i coraz głośniejszego syczenia skubanych, rządy stopniowo obniżały te stawki, co z kolei wywołało niedawno w Europie dyskusje nt. dumpingu podatkowego i konieczności ustalenia minimalnej wysokości tego typu obciążenia. Na szczęście prawo UE nie usztywniło regulacji w tym zakresie w takim stopniu, jak w przypadku VAT, dlatego też i póki jeszcze można, pożądanym byłoby takie ukształtowanie sytemu podatkowego, aby nawet przy zachowaniu priorytetów solidarnego vel budżetowego podejścia do państwa rzeczywiście znacznie uprościć system podatkowy.

Jak nam Le-pp-er ulży

Jaki można było usłyszeć, eksperci Leppera zaproponowali, aby obniżyć podatek dochodowy od osób prawnych z 19 do 10 procent, a w następstwie tej ulgi, pachnącej zdaniem fachowca Kazimierza Zdunowskiego "rajem podatkowym", należałoby wprowadzić 2,5-procentowy podatek obrotowy. Kłopot z większością "cudotwórców gospodarczych" polega na tym, że z powodu własnych ograniczeń intelektualnych nie potrafią zrozumieć uwarunkowań i konsekwencji proponowanego rozwiązania, stąd też celują koncepcjami, stawkami, aby było później z czego się targować. Właśnie posłanka Murias i radna Dzierżak z Ligi Polskich Rodzin wymyśliły, aby do becikowego w wersji PiS i drugiego w wersji LPR and PO dołożyć swoje becikowe obowiązujące na ich terenie łowieckim (mowa oczywiście o łowieniu elektoratu), bo co tam 2 czy 3 miliony dla budżetu miasta... Proponowana wysokość tego lokalnego becikowego będzie oczywiście świadomie zawyżona, aby "było z czego ustępować", gdy się lewica nie będzie chciała zgodzić; naiwne panie nie pomyślały jednakże, co będzie, gdy wrażliwa społecznie lewica przegłosuje ich zawyżone propozycje, tak jak PO przegłosowała propozycje LPR.
A Lepper wymyślił, że nam ulży, gdy obniży podatek dochodowy od osób prawnych z 19 do 10 procent, przy jednoczesnym wprowadzeniu podatku obrotowego w wysokości 2,5 procent. Otóż podatek obrotowy jest funkcyjnie powiązany z podatkiem dochodowym w takim zakresie, w jakim marża dochodu jest związana z obrotem. O tym, że tak jest, świadczą chociażby obecnie obowiązujące przepisy o podatku zryczałtowanym, gdzie stawki wynoszą od 3 proc do 20 proc. przychodów w zależności od rodzaju działalności. Jeżeli dla przykładu uznamy, że w zakresie wolnych zawodów przychód jest praktycznie równy dochodowi, to 20-proc. stawka od przychodów może odpowiadać 20-proc. stawce podatku dochodowego, jeżeli w handlu marża wynosi dajmy na to 15 proc., to 3-procentowy podatek od obrotu oznacza de facto 20-proc. podatek od dochodu itd. Dlatego też dla większości typów działalności, w których niższa marża jest rekompensowana wyższym obrotem, 2,5-proc. podatek obrotowy oznaczałby w rzeczywistości średnio kilkunastoprocentową podwyżkę podatku dochodowego, co oznacza, że podatek dochodowy zostałby obniżony z 19 do 10 procent, a wprowadzony tylnymi drzwiami podatek obrotowy podwyższałby faktycznie te obciążenia o kilkanaście procent. Tak więc stawka górna podatku od osób fizycznych zostałaby podwyższona do 50 procent, podatek od dywidend z 19 do 30 procent, a obniżony z 19 do 10 procent podatek dochodowy od osób prawnych faktycznie zostałby podwyższony do minimum 30 procent.
Tak też wygląda "chiński syndrom" marszałka Leppera made in Poland. Rozwiązaniem jest zastąpienie podatku dochodowego od osób prawnych degresywnym podatkiem obrotowym w wysokości do 1 procenta przychodów i podatku dochodowego od osób fizycznych podatkiem przychodowym. Idea tego pomysłu zasadza się na wyeliminowaniu z prawa podatkowego formuły kosztów uzyskania przychodów, ale wątpliwe czy socjalliberałowie i liberałowie chrześcijańscy dojrzeli do zrozumienia tego problemu. W każdym razie, aby nie było, że nikt nie mówił.

Błogosławione skutki wysokich cen

O tym, że "cudotwórczość gospodarcza" dotyka nie tylko po-pegeerowskich socjalliberałów, świadczy artykuł Macieja Grabowskiego, wiceprezesa Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, zatytułowany "Czy opodatkowanie paliw musi być wysokie?". Pytanie zdawałoby się retoryczne zwłaszcza dla tak wybitnego "badacza gospodarki rynkowej", któż pomyślałby jednakże, że aż tak retoryczne, wszak według autora: "Krótka odpowiedź na postawione w tytule pytanie brzmi: nie tylko muszą, ale i powinny. Przemawiają za tym argumenty ekonomiczne, ekologiczne i związane z bezpieczeństwem energetycznym". Jakie to argumenty ekonomiczne, ekologiczne i energetyczne przemawiają za tym, abyśmy na stacjach benzynowych płacili krocie za litr ropy lub benzyny? Ano takie, że wysokie ceny tych paliw powodują, że więcej myślimy o innych niż niska cena energii przewag konkurencyjnych takich np. jak lepsze zasoby pracy i lepszy kapitał społeczny. No to z pewnością nam ulżyło, teraz kiedykolwiek będziemy spoglądać na szybko obracający się licznik dystrybutora, wystarczy, że pomyślimy, iż dzięki temu polepsza się nasz kapitał społeczny i od razu z większą wyrozumiałością wesprzemy budżet pozostawioną w kasie fiskalnej akcyzą, VAT-em, a może i obrotowym. Oczywiście, im wyższa cena paliw, tym mniej jeździmy, a dzięki temu niższe są "koszty wypadków, a więc szkody powypadkowe oraz koszty rehabilitacji ofiar" a także "koszty budowy i odtworzenia infrastruktury". Problem tylko, że im mniej jeździmy, tym mniejsze wpływy z VAT-u i akcyzy, a może i kapitał społeczny przez to trochę się degraduje, ale jest to problem, który nie zajmuje "badaczy gospodarki rynkowej", którzy nadal dowodzą, że im wyższe ceny paliw, to przede wszystkim mniejsze jest zużycie paliwa; im mniejsze zużycie - tym jesteśmy bardziej niezależni energetycznie. Z tego ktoś mniej doświadczony mógłby wyciągnąć logiczny wniosek, że gdybyśmy w ogóle nie kupowali i nie jeździli, to bylibyśmy krajem o najlepszej infrastrukturze drogowej, a przy okazji doskonale niezależnym energetycznie od Rosji.
Oczywiście doświadczony badacz gospodarki rynkowej takiej skrajnej hipotezy nie postawi, ale nie powie również, gdzie leży ta optymalna granica wyznaczona wysokością ceny za ropę, ilością zakupionego paliwa, jakością infrastruktury i wskaźnikiem niezależności energetycznej kraju. Im mniej kupujemy, tym bardziej jesteśmy, a tym mniej kupujemy - im drożej, taką oto nową doktrynę upowszechniają penetratorzy prawideł gospodarki rynkowej i należy zauważyć, że taka filozofia może całkiem dobrze wkomponowywać się do ogólnej doktryny polskiego systemu personalizmu społecznego.

Krzysztof Mazur

Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


UWAGA: System komentatorski tylko dla zarejestrowanych użytkowników!

Chcesz się zarejestrować? Tutaj

Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME