Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Terminarz postępowca - Krzysztof Mazur Wysłane wtorek, 17, stycznia 2006 przez Krzysztof Pawlak

Na początku roku normalnym biegiem rzeczy więcej zainteresowania skupia się na problemie czasu, bo to i każdy o rok starszy i kalendarz nowy należałoby kupić, jakieś plany na nadchodzący rok powziąć, budżet uchwalić i inne takie tam drobiazgi rozważyć. Premier Marcinkiewicz nowy rok rozpoczął od skrócenia roku, ale roku szkolnego, co podobno ucieszyło uczniów i firmy zarabiające na wczasowiczach, ale nie wiadomo, dlaczego zmartwiło nauczycieli, którzy niby będą mieć jakieś problemy z realizacją materiału.

A co to za problem skrócić materiał, w końcu, żeby zaliczyć takie modne i przyszłościowe kierunki studiów jak np.: pisanie wniosków o dotację rolniczą (to dla Akademii Rolniczych) lub skuteczne pozyskiwanie funduszy europejskich, wystarczy program jak w słynnym dowcipie o szkole juhasów, gdzie uczono tylko trzech przedmiotów takich jak: wyganianie owiec, zaganianie owiec i język rosyjski, tzn. tfu... obecnie wiadomo, że nie rosyjski, tylko "amerykański".
Niedawno kościelna hierarchia także skróciła m.in. Święta Bożego Narodzenia, gdyż według nowych przepisów dzień św. Szczepana nie jest już dniem obowiązkowego uczestnictwa we Mszy św., chociaż - paradoksem - jest to nadal dzień święta państwowego. Piszę te zdania w dniu święta Objawienia Pańskiego, zwanego potocznie świętem Trzech Króli, które z kolei nie jest świętem państwowym, ale jest obligatoryjnym świętem kościelnym.
Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, aby solidarna i deklarująca przywiązanie do religii i tradycji władza dostosowała w tym okresie święta państwowe do świąt kościelnych, choć być może dzień Objawienia Pańskiego unaoczniający, jak to Herod i cała Jerozolima wzdrygnęły się na wieść o nowo narodzonym Królu, w przeciwieństwie do pogańskich władców, którzy nawet złota Dziecięciu nie poskąpili - stałby w kolizji do obchodów Dnia Judaizmu i innych ekumenicznych jasełek wypadających - jak wynika z kalendarza postępowca - właśnie w styczniu. Widocznie hierarchii lepiej z władzą nie zadzierać, dlatego woli chrystianizować święta państwowe, np. 1 maja i 11 listopada (daje się zauważyć, że kościelne obchody 11 listopada zaczynają już ceremoniałem przewyższać procesje Bożego Ciała), skutkiem czego mamy już co najmniej cztery oficjalne święta kościelno-państwowe, czyli 1 i 3 maja, 15 sierpnia i 11 listopada. Wniosek z tego, że im państwo bardziej traci na znaczeniu - tym więcej szuka okazji do postrzelania na wiwat.
W związku z tym, że naród wybrał sobie na prezydenta specjalistę z zakresu prawa pracy, warto zapoznać się z pewnym ciekawym paradoksem dotyczącym czasu pracy, a związanym z art. 130. par. 2. tego prawa, który stanowi, że: "Każde święto występujące w okresie rozliczeniowym i przypadające w innym dniu niż niedziela obniża wymiar czasu pracy o 8 godzin. Jeżeli jednak w tygodniu obejmującym siedem dni od poniedziałku do niedzieli, wystąpią dwa święta w inne dni niż niedziela, obniżenie wymiaru czasu pracy o 8 godzin następuje tylko z tytułu jednego z tych świąt". W tym roku dwukrotnie, bo 1 i 3 maja oraz 25 i 26 grudnia wystąpi przypadek, że "wystąpią dwa święta w inne dni niż niedziela" co oznacza, że jeden dzień uznany jako święto państwowe będzie musiał być "odrobiony" lub przepracowany. Z kolei w minionym 2005 r. 1 stycznia, uznany według nowożytnej tradycji państwowej i kościelnej jako święto, wypadł w sobotę, co skutkowało tym, że pomimo, iż sobota w wielu instytucjach i zakładach pracy i tak jest dniem wolnym, to dodatkowo z tego tytułu, że "każde święto występujące w okresie rozliczeniowym i przypadające w innym dniu niż niedziela obniża wymiar czasu pracy o 8 godzin" - można było sobie za ten wolny dzień wziąć jeszcze jeden dzień wolny z puli dni roboczych. Tak jakby nie można było ustalić, że każde święto państwowe jest dniem wolnym od pracy, a za pracę w tego dnia przysługuje inny dzień wolny, pomijając oczywiście fakt, że takie sprawy powinny być ustalane na drodze umowy pomiędzy pracodawcą a pracobiorcą i państwa nie powinno obchodzić, jak strony dobrowolnie sobie te relacje ułożą.
Dwa lata temu weszła w życie ustawa o obowiązkowych ubezpieczeniach, której art. 26. stanowi, iż "umowę ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych zawiera się na okres 12 miesięcy", a art. 29. mówi z kolei, że "Jeżeli posiadacz pojazdu mechanicznego, nie później niż na jeden dzień przed upływem okresu 12 miesięcy, na który umowa ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych została zawarta, nie powiadomi na piśmie zakładu ubezpieczeń o jej wypowiedzeniu, uważa się, że została zawarta następna umowa na kolejne 12 miesięcy". W Polsce obowiązkowemu ubezpieczeniu podlega kilkanaście milionów pojazdów i pewnie tylko lobby ubezpieczeniowe wie, dlaczego nie tylko sam zawierający umowę, ale często inna osoba nabywająca pojazd ma z mocy prawa wchodzić w kontrakt, którego nigdy nie zawierała, nie negocjowała i nie ma zamiaru honorować. W dodatku na tej osobie ciąży obowiązek zaznajomienia się ze skomplikowanymi przepisami prawa (tylko ta jedna ustawa liczy 163 artykuły) i wypowiedzenia umowy, podczas gdy na ubezpieczycielu nie ciąży nawet obowiązek powiadomienia takiego delikwenta o ww. zmianach.
Oczywiście czas biegnie coraz szybciej także obecnym parlamentarzystom, bo to i konstytucyjne terminy uchwalenia budżetu, a i termin wyborów prezydenta stolicy i termin wyborów samorządowych, może i wyborów parlamentarnych, niektórzy przewidują publicznie koniec Marcinkiewicza na przełomie kwietnia i maja - a wszystko tak ze sobą powiązane i poskręcane jak grupa Laokona.
Biorąc powyższe pod uwagę, takie wynalazki, jak ustawowy dualizm czasowy polegający na tym, że "czasem urzędowym na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej jest czas środkowoeuropejski albo czas letni środkowoeuropejski" - wydają się już całkiem niegroźnymi kretynizmami. Na wszelki wypadek patrzymy jednak uważnie w kalendarz i obserwujmy owe zjawiska polityczno-astronomiczne, bo a nuż zignorujemy jakieś nadzwyczajne znaki i przegapimy dzień narodzin IV RP. A chyba nikt nie chciałby wobec IV RP robić za Heroda?

Krzysztof Mazur

Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME