Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Polityka energetyczna i dietetyczna - Krzysztof Mazur Wysłane wtorek, 17, stycznia 2006 przez Krzysztof Pawlak

Przez kilkanaście dni tematem nr 1 były sprawy związane z tzw. kryzysem gazowym pomiędzy Rosją i Ukrainą. W kontekście wcześniejszych ubolewań polskich polityków związanych z budową rurociągu bałtyckiego, była to dyskusja na temat tzw. bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. Co do kontraktu pomiędzy Niemcami i Rosją, to wydaje się, że większy dyskomfort powinni odczuwać podatnicy niemieccy, gdyż cała otoczka polityczno-ekonomicznych profitów tego państwa z tytułu wspomnianej inwestycji nieco przyblakła na wieść o osobistym zainteresowaniu kanclerza Schrödera w rurociągowym biznesie.

Łatwo sobie wyobrazić, co działoby się obecnie w Polsce, gdyby dajmy na to - prezydent Kwaśniewski podpisał kontrakt z Rosjanami na budowę specjalnego, rosyjsko-polskiego rurociągu, po czym po zakończeniu kadencji okazałoby się, że zasiada on za milionowym wynagrodzeniem w radzie nadzorczej spółki realizującej wspomniany projekt. Zapewne obecny rząd nie pozostawiłby na projektowanym przedsięwzięciu suchej nitki, nie mówiąc już o kolejnej i to supernadzwyczajnej komisji śledczej mającej wyjaśnić kulisy takiego postępowania byłego prezydenta.
Tymczasem inny tym razem gazowy konflikt na osi Moskwa - Kijów zakończył się szybciej niż trwało jego zawiązywanie, co wyraźnie speszyło niektórych "analityków" i spekulantów - zakończył się ponadto wyjątkowo korzystnym rozwiązaniem dla samej Ukrainy, która realnie ma płacić po niespełna 100 dolarów za każde 1000 msześc. tego surowca. Białoruś dysząca pod butem Łukaszenki płaci 47 dolarów za taką samą ilość gazu, a zachodnie kraje UE - po ok. 250 dolarów. No, ale Białorusini cierpią okrutny ucisk, więc niech chociaż sobie dogodzą tym gazem, my - to co innego, wolni ludzie, stać nas na znacznie więcej, a przecież wiadomo, że to co na Białorusi jest łamaniem praw człowieka i zagrożeniem dla wolności, tzn. pardon - społeczeństwa otwartego, to w niektórych krajach UE nazywa się przeciwdziałaniem terroryzmowi i zwalczaniem różnego gatunku fobii.

Upaństwowiony mobbing

Polska płaci cenę podobno zbliżoną do tej, jaką ponoszą inne kraje UE, ale zapewne niższą, a paradoksem naszego demokratycznego rządu jest, że cena gazu kupowanego od Rosjan stanowi naszą największą tajemnicę państwową. Wiemy na ten przykład, ile kosztuje F-16, ile kosztuje konkretny czołg czy nasza szlachetna misja w Iraku, natomiast nie wiemy, ile kosztuje kubik gazu z Rosji, odsprzedawany nam następnie przez kolejnego już, krajowego pośrednika-monopolistę, perełkę naszej gospodarki, przedmiot dumy i troski kolejnych rządów, czyli PGNiG. Właśnie kilka dni temu uregulowałem owemu monopoliście kolejny rachunek, wystawiony za ostatnie dwa jesienne miesiące, kiedy to koszty ogrzewania są jeszcze znacznie niższe niż w okresie zimowym, ale już dość dotkliwe. Z tego rachunku wyszło mi, że każdy metr sześcienny gazu kosztował 1,225 zł, co oznacza, że po przeliczeniu według obowiązującego kursu walutowego każde 1000 msześć gazu kupowanego od PGNiG kosztuje ok. 385 dolarów, a po 1 stycznia br. cena tego paliwa ma dodatkowo wzrosnąć o ok. 7 proc. Zestawiając te informacje, wychodzi, że Białoruś kupuje po 47 dolarów, Ukraina po 97, zachodnia Europa po 255 dolarów, Polska (w imieniu państwa działa oczywiście pośrednik) za mniej więcej tyle co zachodnia Europa, ale pewnie nieco mniej, a niżej podpisany i setki tysiące mu podobnych obywateli IV RP - kupuje od PGNiG za blisko 400 dolarów.
To, że Rosja mogła odgrywać się Ukrainie za pomarańczową rewolucję (chociaż teza ta jest dość wątpliwa, gdyż zapewne chodziło o sprawy bardziej przyziemnej natury), to jeszcze można zrozumieć, ale za co IV RP mobbinguje swoich obywateli, nie tylko tolerując, ale umacniając takie monopole jak PGNiG, koncerny energetyczne, telekomunikację, koleje, kopalnie itd. - to już chyba tylko praktycy państwa solidarnego są w stanie wytłumaczyć. Od nowego roku o 17 proc. wzrosły ceny gazu także w Rumunii, co tamtejszy rząd wytłumaczył koniecznością wywiązania się z zobowiązań dostosowania ich do stawek obowiązujących w Unii, dziwne tylko, że Bruksela nie żąda dostosowania płac do stawek obowiązujących w Unii, tak więc polska administracja musi tłumaczyć się z minimalnie niższej akcyzy na paliwa - ale nikt nie wytłumaczy, dlaczego polscy rolnicy otrzymują jedynie połowę tych dotacji, które przysługują ich europejskim kolegom po fachu?

Gigantyzm i wyrównywanie szans

W najbliższym okresie mają wejść kolejne europejskie przepisy wymagające np. ponownej rejestracji wszystkich substancji chemicznych, co będzie kosztowało polskie przedsiębiorstwa chemiczne ok. 400 mln euro. Oczywiście procesu tego nie za bardzo obawiają się duże koncerny chemiczne, szacujące swój koszt rejestracji na kilka milionów euro, z czego wniosek, że ww. europejskie standardy dotkną najbardziej małe i średnie firmy chemiczne, dotychczas ratujące rynek przed całkowitym dyktatem dużych koncernów.
Rząd myśli o tworzeniu tzw. koncernów narodowych, wzorując się na polityce ekipy Gierka, zapatrzonej w tzw. WOG-i, czyli wielkie organizmy gospodarcze, nb. wiele z tych narodowych "perełek" mających stanowić trzon owych narodowych koncernów gospodarczych to - biorąc poprawki na niezbędną modernizację - spadek po "dziewiątej gospodarce świata". Skutkiem istnienia tych organizmów jest m.in. to, że wydatki polskich gospodarstw na opłacenie rachunków z energię elektryczną są relatywnie największe wśród wszystkich krajów UE, zatrudnienie w polskich grupach energetycznych kilkakrotnie przewyższa zatrudnienie w podobnych koncernach w Europie - przy takiej samej, a nawet niższej w Polsce produkcji tejże energii. Wzrost cen energii w ostatnich kilku latach przewyższa inflację, a posłowie, media i różnego rodzaju grupy nacisku skutecznie przeciwstawiają się prywatyzacji tego sektora, pomimo takich przejawów demoralizacji lobby energetycznego, jak słynne już umowy społeczne, zawierane z pracownikami tych przedsiębiorstw.
Z okazji kolejnej realizacji słynnej historii o King Kongu francuski biolog ewolucyjny Sue Lieberman wyraził przekonanie, że "gigantyzm jest efektem izolacji i braku konkurencji", wiele okoliczności codziennego życia dostarcza dowodów, że teza ta z pewnością pasuje do opisu życia gospodarczego. Problem w tym, że rządzący hodujący takich gigantów naszym kosztem myślą w kategoriach gospodarki wojennej, nie pamiętając starej, żydowskiej przestrogi, ze "zanim gruby schudnie, to chudy umrze". Dochodzi zresztą w tej materii do oczywistych sprzeczności, gdzie z jednej strony mamy do czynienia ze wspieraniem dużych przedsiębiorstw ulokowanych w większości i tak w najbardziej rozwiniętych regionach, a z drugiej - z bohaterską walką o wyrównywanie szans poszczególnych regionów. Z jednej strony przeznaczamy miliardy złotych na dotowanie nierentownych kopalń i regulowanie gazowych rachunków firm chemicznych, z drugiej chodzimy na żebry do Angeli Merkel, ciesząc się jak dzieci z marnych 100 mln euro na pomoc dla ściany wschodniej.
Tymczasem po zatwierdzeniu taryf energetycznych wychodzi, że najdrożej za prąd zapłacą mieszkańcy zamojskiego, lubelskiego i rzeszowskiego, a najtańszy prąd otrzymają mieszkańcy Warszawy i Górnego Śląska. Różnice nie są takie bagatelne, gdyż przy zużyciu ok. 2000 tys. kWh rachunek mieszkańca Zamościa i okolic wyniesie ok. 860 zł, podczas gdy warszawiak zapłaci ok. 750 zł, czyli o ok. 13 proc. mniej, a paradoksem jest, że Warszawę obsługuje STOEN będący pod zarządem znienawidzonego, zachodniego prywaciarza, a ścianę wschodnią - koncerny energetyczne pod pośrednim zarządem solidarnego państwa polskiego.
Oczywiście fachowcy i analitycy fakt owego zróżnicowania natychmiast będą tłumaczyć odległością od producentów energii i źródeł zaopatrzenia w surowce, tymczasem niedawno poczyniono przygotowania do eksploatacji całkiem pokaźnych złóż wysokometanowego gazu, odkrytych w okolicach Rzeszowa, który to gaz mógłby z powodzeniem zaspokoić potrzeby energetyczne regionu, ale nie będzie - gdyż po wydobyciu zostanie wtłoczony do sieci i zmieszany m.in. z gazem rosyjskim, po czym z powrotem przypłynie do kuchenek i piecyków mieszkańców Podkarpacia, po cenie ustalonej przez Karpacką Spółkę Gazownictwa w Tarnowie, nadzorowaną przez PGNiG.

Puchniemy z głodu

Jest to zresztą zrozumiałe, gdyż co by to było, gdyby mieszkańcy sami wyrównywali swoje szanse, korzystając z indywidualnych zdolności, regionalnych bogactw naturalnych i walorów położenia, potencjału demograficznego, kulturowego itp.? Czy wtedy prezydent mógłby spojrzeć na przygotowaną mapę ubóstwa, biedy, wykluczenia i patologii i powiedzieć "O, tu, w tym kierunku należy tak i tak działać" - co tak sugestywnie w wywiadzie dla "GW" przedstawił prezydencki minister Urbański.
"Mamy mocarza - to mocarz okrutny - Na imię mu - głód!". Taką uwagę zapisaną przez komunizującego autora w wydanej 100 lat temu broszurze powtarzają obecnie jak mantrę rządowi i prezydenccy etatyści. Liczba głodujących dzieci urosła do kilku milionów (dziwić się tylko, dlaczego jeszcze nie lądują samoloty ONZ z pomocą żywnościową), a wszystkie kanały telewizyjne i bzdurne pisemka oglądane i przeglądane przez te setki tysięcy rodzin, w których wychowują się owe głodujące dzieci, pełne są reklam podpasek, tamponów, szamponów, telefonów komórkowych, gum do żucia, zabawek dla dzieci i dorosłych etc., które to artykuły raczej nie stanowią uzupełnienia codziennej diety żywnościowej. A przecież taka skala głodu nakazywałaby telewizji publicznej uruchomienie specjalnych kanałów informacyjno-poradniczych, uczących jak przyrządzić zupę z buraka pastewnego lub szczawiu, jak zastąpić cytrynę kiszoną kapustą i herbatę indyjską naparem z pokrzywy. Podobno sami "pracownicy socjalni" nazywają siebie "popsutymi bankomatami", gdyż doskonale zdają sobie sprawę, iż jedynie pośredniczą w wyłudzaniu zasiłków przez dorabiających w ten sposób świadczeniobiorców, stanowiących jedno z ogniw tego łańcucha obywateli wzajemnie mobbingujących się pod patronatem solidarnego państwa.
Mówienie w dzisiejszej Polsce o głodzie, a nawet niedożywieniu jako problemie społecznym jest - jak mawiali starsi ludzie - obrazą Boga i prawdziwie głodujących ludzi na świecie, jak pisał Guy Sorman, a czego pewnie nie wiedzą urzędnicy kancelarii prezydenta, jak i sam prezydent - mapa głodu pokrywa się zazwyczaj z mapą fałszywych ideologii.
A dlaczego panują fałszywe ideologie? Ano dlatego, że są ludzie, którzy mają interes w ich kolportowaniu, wprowadzeniu do praktyki rządzenia państwem i utrzymywaniu przeświadczenia o ich nadrzędności wobec wymogów prawa naturalnego. Ideologie takie nie są wyłącznie dziełem cyników i chciwych dyktatorów, jeszcze częściej ich krzewicielami są socjaliści-patrioci, dobroczyńcy ludzkości, którzy sami nie splamiwszy swoich rąk użytecznym zajęciem, ale i nie doznawszy nigdy głodu - żyją całe życie z dala od tych, którym tak bardzo chcieliby pomóc, mają usta pełne głupot o biedzie i wykluczeniu, co stanowi rodzaj samousprawiedliwienia za swoją niezasłużoną pozycję społeczną. To oni - przeciwnicy nacjonalizmu, jako remedium na wzrost gospodarczy proponują narodowe, kontrolowane przez państwo gospodarcze dinozaury, to oni jako remedium na demograficzną zapaść proponują becikowe (w 1983 r., kiedy królował stan wojenny, a półki wypełniały butelki z octem, kiedy nie było becików i pieluch - urodziło się w Polsce prawie 800 tys. dzieci, najwięcej w naszej powojennej historii, a nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że ów demograficzny boom był zasługą Jaruzelskiego), to wreszcie oni upokarzają nasz kraj w czasie żenujących targów o kilka miliardów euro z brukselskiej kasy. Jak wygląda w praktyce solidarne państwo, opisał jeden z najbardziej znanych obrońców uciśnionych i biednych, sam Karol Dickens, który w opowiadaniu pt. "O sztuce rządzenia państwem" tak scharakteryzował typową instytucję takiego ustroju: "Ministerstwo Przelewania z Pustego w Próżne było (jak to każdemu wiadomo i nie potrzeba tego tłumaczyć) najważniejszym organem w państwie. Nie podobne było nigdy załatwić żadnej sprawy bez zgody M.P.P.P.".

Krzysztof Mazur

Publicystyka Krzysztofa Mazura na ASME


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME