Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Łagiewnicki - czy ... piskorski? - Stanisław Michalkiewicz Wysłane poniedziałek, 16, stycznia 2006 przez Krzysztof Pawlak

Już Mahatma Gandhi w jednym z przypływów szczerości powiedział, że nic nie jest tak kosztowne, jak stworzenie wrażenia ubóstwa i prostoty. Czyż wypada nam spierać się z takim tęgim autorytetem moralnym? Jasne, że nie wypada. A co wypada? Ano, wypada, byśmy sobie to spostrzeżenie z uwagą rozebrali. Skoro stworzenie stosunkowo prostego w swej jednorodności wrażenia ubóstwa i prostoty okazuje się "kosztowne", to cóż dopiero mówić o tworzeniu wrażenia pełnej spontaniczności? Musi być ono nie tylko "kosztowne", ale i szalenie pracochłonne. Można przyrównać to do koncertu orkiestry; każda sekcja gra inaczej, ale pod batutą dyrygenta te rozmaite tony układają się w jedną symfonię. Na koncercie wygląda to na pełny spontan, ale dyrygent i muzycy wiedzą, ilu żmudnych przygotowań wymagała ta pozorna swoboda.

Stare przysłowie powiada, że "jak trwoga, to do Boga". Prezydent Aleksander Kwaśniewski nigdy nie był specjalnie odważny, o czym świadczy choćby jego życiorys. W jakim stanie ducha znajduje się teraz, kiedy immunitet już się skończył, a "energiczne śledztwa" zarządzone przez ministra Ziobrę w każdej chwili mogą usunąć mu ziemię spod nóg? Ten stan musi być, powiedzmy skomplikowany, skoro pan prezydent, bodaj w ostatnim dniu swej kadencji, zdecydował się na ślub kościelny. Zdecydował się, ale - po swojemu; zapalił, ale się nie zaciągnął. Ceremonia została otoczona taką tajemnicą, że aż red. Rybiński miał wątpliwości, czy w ogóle byli jacyś świadkowie, mogący w razie czego potwierdzić, że to nie kolejna blaga o cudownym nawróceniu.
Takie cudowne nawrócenie byłoby niezwykle użyteczne politycznie, gdyby Aleksander Kwaśniewski rzeczywiście podjął się tworzenia Centrolewu, jak kiedyś się odgrażał. Wprawdzie w SLD nadal żywa jest tradycja walki z religianctwem i "reakcyjnym klerem", ale pamiętają tam również wskazania Lenina o konieczności dostosowywania się do "etapu". Wszystko zaś wskazuje, że na obecnym "etapie" mamy powtórkę z tworzenia zapory przeciwko "faszyzmowi". Do stworzenia takiej zapory nie wystarcza sama awangarda w postaci partii komunistycznej. Konieczni są sojusznicy w ramach fołksfrontu i odpowiedzią na tę naturalną potrzebę byłby właśnie Centrolew. Starzy czekiści i partyjniacy takie rzeczy wysysają z wódką matki, więc wystarczy im jedna odprawa, ale elektorat katolicki trzeba, jak to mówią, bajerować.
Dlatego też i Platforma Obywatelska, kiedy zrobiła szpagat na epatowaniu modernizmem, postanowiła osiąść na dewocji i w tym celu 7 i 8 stycznia urządziła sobie Dni Skupienia w Krakowie. Poseł Rokita zakadził arcybiskupowi Dziwiszowi, że jest "przyszłą głową Kościoła", oczywiście na razie w Polsce, ale przecież na Polsce świat się nie kończy, zwłaszcza, że były "premier z Krakowa" bardzo zaangażował się po stronie "katolicyzmu łagiewnickiego". Ale Platforma, podobnie jak Aleksander Kwaśniewski, nie byłaby sobą, gdyby nawet dewocji nie nadała specyficznego charakteru, rozpoczynając pokazowe nawrócenie od... korumpowania Episkopatu Polski. Jakże inaczej bowiem nazwać ofertę przedstawioną tuż przed Dniami Skupienia, że Platforma przeznaczy w tegorocznym budżecie 20 mln zł na dofinansowanie katolickich uczelni? Czy taki katolicyzm rzeczywiście jest jeszcze "łagiewnicki", czy może już "piskorski"? Poza tym - co ma znaczyć, że tylko 20 milionów? Zgodnie z tradycją srebrników powinno chyba być 30?
Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było - mawiał dobry wojak Szwejk. Jeszcze nie ochłonęliśmy po tych krakowskich aktach strzelistych, a tu już z samego rana w poniedziałek Nuncjatura Apostolska w Polsce wydała szalenie enigmatyczny Komunikat, w którym przypomina duchowieństwu o konieczności przestrzegania prawa kanonicznego i w ogóle. Wprawdzie już wcześniej przyzwyczailiśmy się do pytyjskiego języka różnych eklezjalnych dokumentów, ale ten jest wyjątkowo dyplomatyczny. Zwykły człowiek nie pojmie, o co tu właściwie chodzi i dlatego z wyjaśnieniami pospieszył niezawodny w takich momentach ks. red. Adam Boniecki z "Tygodnika Powszechnego". Wyjaśnił, że "Watykan" upomina w ten sposób Radio Maryja, bo "kościół instytucjonalny bardzo nie lubi, jeśli stwarza się wrażenie, że w jego imieniu przyjmuje się jakieś opcje lub zaangażowania polityczne". Czy tak jest rzeczywiście - tego niepodobna zgadnąć i nawet ks. Boniecki powiada, że jemu tak się tylko "kojarzy". No, ale ks. Boniecki od lat opowiada się za "katolicyzmem otwartym", który w praktyce jest bardzo podobny do "katolicyzmu piskorskiego", więc trudno, żeby kojarzyło mu się inaczej. W końcu to nie kto inny, tylko Rzymianie zauważyli, że "nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem", nawet jeśli w sakwach ma tylko 20, a nie tradycyjne 30 jednostek płatniczych.
Mimo całej niejasności tej sytuacji ma ona pewne zalety. Oto po raz pierwszy Episkopatowi została przedstawiona konkretna oferta: 20 milionów zł za spacyfikowanie Radia Maryja rękoma Kościoła w przededniu trudnej operacji budowania "fołksforontu", który będzie w Polsce "powstrzymywał faszyzm". Oczywiście w tej symfonii Episkopatowi dyrygent wyznaczył tylko odegranie "grande finale furioso", bo poszczególne sekcje czerwonej orkiestry swoje fragmenty już rzępolą. Wskazuje na to choćby artykuł pani Magdaleny Bajer w "Rzeczpospolitej". Przytłaczając czytelników autorytetem przewodniczącej Rady Etyki Mediów, dawna zastępczyni kierownika działu naukowego (1978 - 1981) organu KC PZPR "Polityka", karci Radio Maryja za "jadowitą publicystykę". Ano, nie da się ukryć, że ta publicystyka jest nie na rękę budowniczym fołksfrontu, którzy poubierali się w ornaty i ogonami dzwonią na czarną mszę, ale dla społeczności katolickiej to jeszcze nie jest żaden argument. Dla katolików piskorskich - to co innego.

Stanisław Michalkiewicz

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


# 4
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: dentika@poczta.onet.pl
Data: czwartek, 19, stycznia 2006
ip: 83.6.88.104
Komentarz
Ślub kościelny nie oznacza religijności obydwu małżonków, jedno z nich może być ateistą, stoi w kościele, słucha słów przysięgi i milczy.


# 3
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: N/A
Data: wtorek, 17, stycznia 2006
ip: 62.108.167.97
Komentarz
Dodałbym jeszcze: A Platforma: gilowska czy ... piskorska?


# 2
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: olbrycht@neostrada.pl
Data: wtorek, 17, stycznia 2006
ip: 83.29.33.16
Komentarz
Znakomity felieton. WArto dodać, że niedawno w pismie CHRISTIANITAS ukazały się artykuły na temat rozbijania KOścioła w okresie 1945-1990. Rozbijania rekami takich faryzeuszy jak Mazowiecki, Wielowiejski etc. Kluczowa role odgrywał w tym wwzystkim Obłudnik Powszechny, zwany oficjalnie Tygodnikiem Powszechnym.Był on krytykowany przez prymasa Wyszyńskiego i ówczesnego metropolitę krakowskiego Wojtyłę. Trzeba te karty cynizmu i łajdactwa przypominać.
Panu Michalkiewiczowi życzę w nowym roku wszystkiego najlepszego.
Rowienski


# 1
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: N/A
Data: wtorek, 17, stycznia 2006
ip: 172.138.236.27
Komentarz
co to będzie... co to będzie...
® © Mirosław Krupiński, 15 stycznia 2005

Co to będzie... co to będzie...
Chociaż Święta już za nami,
chodzą Tuski po kolędzie
i śpiewają sznapsbasami...

Lewą ręką się żegnają,
no bo w prawej mają widły...
Pod kościołem się zbierają
- komitety już im zbrzydły...

Aureole mają z druta...
U kościelnych klamek wiszą...
Choć przewodzi im Boruta
- umizgują się Dziwiszom.

Inwokacje mają gładkie,
bo jak trzeba – nie ma rady...
Sprzedaliby własna matkę
by dokończyć Polski zdrady.

* * *

Co się dzieje... co się dzieje...
Kolędników słychać waśnie...
Szaty dzisiaj drą złodzieje
co rozkradli Polskę właśnie...

U Dziwisza stoją progów
i zawodzą głosem grubym...
Chcąc przekupić obcych Bogów
oferują im Kaszuby.
I machając rudym chwostem,
proszą – Niemcy! - Drang nach Osten!

* * *

Coś nadchodzi... coś się zbliża...
zmusza ich by dłonie złożyć...
POpaprańcy pragną krzyża
- by Rydzykom nim przyłożyć.

Dobra Bozia patrzy z Nieba.
Wie – nadzieje wkrótce prysną.
Proszą? – Więc krzyż dać im trzeba...
Niech na krzyżu tym zawisną...

A że Adaś jest w pobliżu,
nawrócony (chytra żmija),
więc ich widząc na tym krzyżu
- pierwszy gwoździe będzie wbijał...


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME