Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Sensacja dnia: Jan Maria Władysław R. mianował nową "głowę Kościoła" w "polskim regionie UE" Wysłane poniedziałek, 9, stycznia 2006 przez Krzysztof Pawlak

Tego epokowego "newsa" nie przegapi chyba żaden szanujący się pismak, czyli żurnalista na etacie redakcyjnym. Pierwsi donieśli o sensacyjnym wydarzeniu w naszym "regionie europejskim" pp. Wojciech Pelowski, Rafał Romanowski - korespondenci nieocenionej "gazety robionej przez półinteligentów dla ćwierćinteligentów", jak ją określa Stanisław Michalkiewicz, czyli "Gazety Wyborczej". W innych redakcjach szefowie działów krajowych z niecierpliwością i drżeniem zamawiają choćby wzmianki u swych krakowskich współpracowników, z jednoczesną nadzieją na ekskluzywne wywiady z błyszczącą wypolerowanym politycznie blaskiem gwiazdą pierwszej wielkości. Maszyny drukarskie i ekipy współczesnych elektronicznych metrampaży trzymane są w pogotowiu przy ulicach Faradaya, placu Starynkiewicza i na warszawskim Targówku Fabrycznym...
Oto narodził się nowy, świecki obyczaj, proweniencji tym razem PRL-bis (w odróżnieniu od PRL właściwej, w której stalinowscy namiestnicy Kremla usiłowali wyznaczać na stanowiska kościelne swoich mianowańców, czemu przeciwstawił się Prymas Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński w liście pasterskim "Non possumus"), gdzie lokalny watażka partyjny, pardon - potężny WATACHA polityczny, dokonał intronizacji Głowy Kościoła katolickiego, skromnie pomijając choćby fakt obecności na tym stanowisku obecnego Prymasa, nie mówiąc już o posiadaniu przezeń kompetencji do takiego kroku.
W dzisiejszym wydaniu bulwarówki "GW", w artykule pt. "Platforma Obywatelska i Kościół nierydzykowy" można było zapoznać się z niniejszym passusem:
"(...) Jan Rokita po spotkaniu z abp. Dziwiszem cytował jego słowa: - Mimo że nad nami unosi się duch Zyty Gilowskiej, który sprawia nam pewien kłopot, mamy prawo do optymizmu. Bo przyszła głowa Kościoła katolickiego w Polsce - powiedział Rokita o abp. Dziwiszu - mówi do nas: »Nie zostaniecie sami«".

Widząc niepo-chamowany wzrost znaczenia ugrupowania politycznego, które choć zostało na przegranej pozycji w minionych, zeszłorocznych wyborach tak prezydenckich, jak i parlamentarnych, to jednak umie odnaleźć dla siebie niezagospodarowaną niszę aktywności - tym razem w doniosłej dziedzinie stosunków państwo - Kościół, należy z uznaniem i właściwym podziwem dla osiągniętych sukcesów schylić czoła przed człowiekiem, który umiał - jak postulował Rudyard Kipling - "spacerować z królem w sposób naturalny" i wyznaczać interreksa...

Panie, panowie: oto Jan Maria Władysław Rokita Creator regis!

...teraz juz nic nie powinno stać na przeszkodzie do "zlania się" PO-munistów (ukłon dla znanej "szczekającej brzytwy" na jednej z list dyskusyjnych - twórcy tego terminu) oraz post(?)komunistów z byłej PZPR-erii, tym bardziej, że wyśniona w medialnych marzeniach wszystkich kucht i "meneczmętów", karmiących się kolorowymi pismami przyrządzanych dla obojga płci "nowych ełropejsczyków", Para Królewska wzięła przecież w ostatnich dniach swej regencji - ślub kościelny w kaplicy belwederskiej...


# 1
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: kr@belfer.org.pl
Data: środa, 11, stycznia 2006
ip: 81.190.22.227
Komentarz
Widać: "niepo-chamowany" to pisownia
rozmyslna, aby była aluzja do "chamstwa".

Ale skoro: "watażka", to: "wataHa", bo "ż"
wymienia się na "h" ("ważyć" - "wahać"),
zaś "sz" na "ch" ("musze" -"mucha"). W
jęz. esperanto nawet kiedyś (słusznie! --
pewno Zamenhof podsłuchał słowiańskich
mieszkańców Białegostoku...) lansowano
zasadę, w myśl której parami spółgłosek
dźwięcznych i bezdźwiecznych są nie tylko
np.: <b,p>, <d,t>, <g,k>, <v,f>, <z,s>,
ale także m. in. <h,"h z daszkiem">, które
są dwiema RÓŻNYMI spółgłoskami w
czeskim nazwisku Hacha ("h z daszkiem"
czyta się BEZdźwięcznie -- jak łacińskie,
czeskie, słowackie i polskie "ch").

Kąstanty Rzyczliwy


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME