| UPRzejmy punkt widzenia (3) - Wojciech Popiela Wysłane niedziela, 18, grudnia 2005 przez Krzysztof Pawlak |
"PiS - szczególnie w sprawach gospodarczych - oscyluje na lewo. Dlatego myślę, że wzrośnie zapotrzebowanie na partię centroprawicową, konserwatywno-liberalną. My jesteśmy taką partią: konserwatywną w sferze światopoglądowej i liberalną w gospodarczej". Nie, nie powiedział tego nikt z UPR. Powiedziała to w wywiadzie prasowym pani Gronkiewicz-Waltz z PO. Jak skomentował to jeden z moich znajomych, z nich są tacy konserwatywni liberałowie, jak możliwe jest "oscylowanie na lewo". Pomijając definicję oscylacji, widać, że narożnik konserwatywno-liberalny pozostając bodaj jedynym nie zbrukanym, stanowi nęcący kąsek dla polityków, którzy z niejednego demokratycznego, liberalno-demokratycznego, wolnościowego, centrowego, wałęsowego czy awuesowskiego pieca chleb jedli. To by wyjaśniało, dlaczego nasza konserwatywna-liberalna formacja była skutecznie rugowana z wiadomości państwowej telewizji, zwłaszcza przy podawaniu wyników prawyborów czy nawet podawaniu wyników samych wyborów (sic!). Konkurencję najlepiej wyciąć, w ramach umiłowania wolnego rynku. Zapewne z tej miłości PO w sojuzie z SLD i PSL lało krokodyle łzy nad wyrugowaniem ich z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przez PiS. Gdy łapę na państwowych mediach trzymają konserwatywni-liberałowie z PO do spółki z komuną czerwoną i zieloną, to demokracja ma się dobrze, a rynek jeszcze lepiej, choć i to czasem nie daje gwarancji, że wynik wyborów będzie słuszny. Gdy tego samego chce konkurencja, to mamy skandal i łamanie prawa. Rozumiem, że w tym objawia się konserwatyzm PO - aby w KRRiTV PO miała zaklepane miejsce i wpływy, jak było do tej pory.
Tymczasem PiS pamiętając, że kto ma wpływ na media, ten ma dłużej władzę, postanowiło ten ważny przyczółek kontrolować. KRRiTV będzie więc istniała w okrojonym składzie (PSL, na którym zawsze można polegać, chciało powiększyć skład Rady do 12 miejsc, by każdy najadł się do syta) i nadal będzie udzielała koncesji oraz je przedłużała, albo i nie. Automatycznie przedłużać się będą koncesje "nadawców społecznych", co na jakiś czas pozbawi KRRiTV bata na m.in. Radio Maryja. O zlikwidowaniu koncesjonowania mediów i pozbawieniu polityków SLD, PO, PSL, PiS, LPR, Samoobrony, PD, UPR i kogo tam jeszcze wpływu na media nikt się nie zająknął. Z czegoś trzeba żyć…
To już kolejny bezczelny postępek PiS, które najpierw zajęło konserwatywno-liberalnej Platformie stołek premiera i wszystko co się z tym wiąże, później stołek marszałka sejmu i prezydenta, a teraz jeszcze ma chęć na radio i telewizję. Na słabe nerwy konserwatywnych liberałów z PO to już chyba za wiele, zważywszy na coraz śmielsze poczynania prokuratury i brak gwarancji dla członków PO, o których opowiadał w wywiadach pan Jarosław Kaczyński. W zemście PO obsadziła stołek szefa Zespołu do spraw Organizacji Pozarządowych, by liznąć choć tamte konfitury. A jest ich niemało. Wiadomo bowiem, że pozarządowe organizacje nie chcą mieć nic wspólnego z rządem, ale nie gardzą pieniędzmi, które rząd zabiera nam, a daje im. Liberalizm PO daje o sobie znać po raz kolejny?
W cieniu rozgrywek parlamentarnych, szczęśliwie kończący swoją ostatnią kadencję pan prezydent Kwaśniewski "ze względów humanitarnych" uchronił przed kryminałem swojego czerwonego kolegę z "afery starachowickiej". Może to i słusznie, skoro pan minister Ziobro stwierdził szczerze, że resocjalizacja to lipa. Podatnicy oszczędzą trochę grosza. Skoro w rządzie ujawniła się taka skłonność do szczerości, być może w najbliższych dniach usłyszymy, że ZUS to lipa, państwowy nadzór nad przedsiębiorstwami to lipa, koncesje to lipa, drugi filar to lipa, NFI to lipa, stan naszej armii to lipa, chroniczny deficyt budżetowy i drukowane masowo obligacje to lipa… Choć tego ostatniego możemy nie usłyszeć. Okazuje się, że w przyszłym roku rząd planuje sprzedać obligacje za ponad 7 mld złotych. Głównie dziesięcioletnie. W wyniku procederu, jakiego dopuszczają się opłacani przez nasz urzędnicy, zadłużenie skarbu państwa (czyli nas) wzrosło w tym roku o 5,1%. Ile wynosił wzrost gospodarczy? O ile szybciej zadłużamy się niż "rośniemy"?
Mimo zadłużania się, rządowi nadal nie starcza. W tym celu ogłosił podwyżki ukrytych w towarach podatków. Prąd, gaz, benzyna i papierosy obłożone zostaną wyższą akcyzą, a to wszystko obłożone siłą rzeczy większym VAT-em. Mało kto odważył się pisnąć, że olbrzymia i nie ostatnia podwyżka akcyzy ukrytej w papierosach jest wymuszona na Polsce przez Brukselę, na co rząd polski się oczywiście zgodził, jako że w ograbianiu swoich obywateli ma wprawę i nie czuje do tego odrazy. Tymczasem, rzekomo za wspomnienie o podwyżce akcyzy na gaz samochodowy, stracił posadę wiceminister finansów. Tej podwyżki finansującej bieżące wydatki ma nie być. Bardziej moralne jest obciążanie bieżącymi wydatkami rządu przyszłych pokoleń, które będą musiały wykupywać drukowane przez obecny rząd obligacje?
Ale co tam przyszłe i obecne pokolenia. Z wywiadu dla "Najwyższego CZASU!", jakiego udzielił pan poseł Cymański z PiS, dowiedzieć się możemy, że co prawda obywatele Polscy mają wystarczającą ilość rozumu, by wybrać pana Posła do Sejmu, ale nie starcza im go już na to, by zrobić dobry użytek z własnych pieniędzy. Dlatego rząd, dla naszego dobra, nasze pieniądze nam zabiera. Pracownikom najemnym około 70-80 procent. Skorośmy tacy nierozumni i nieodpowiedzialni, to może zabrać nam wszystko i przekazać do dyspozycji jakimś uczciwym politykom, pełnym rozumu, troski i solidaryzmu?
Na marginesie warto odnotować, że wydawany przez Agorę nowy dziennik zajął się kwestią dawnych (prawdziwych?) nazwisk. Od dziennikarzy śledczych dowiedzieć się można, że poseł Hojarska to w rzeczywistości poseł Hujarska. Kto by pomyślał, że Agora wkroczy na taki, potępiany jeszcze niedawno, grząski grunt. Toż nie brakuje w Polsce ciekawskich, chcących znać, o ile istnieją, poprzednie nazwiska tylu znanych, także z kręgu Agory, osób. A skoro poznamy nazwiska, to może i teczki, także i te które wyparowały? Sikorki i gile ćwierkają, że lustracja dziennikarzy ante portas. A która redakcja jest, rzec można, matką demokratycznych dziennikarzy polskich? Kto pójdzie na pierwszy ogień?
A za granicą same sukcesy. Ledwie tylko ustały komentarze do prywatnego maila ambasadora brytyjskiego, który czystym zbiegiem okoliczności niczym balon próbny wydostał się na języki publiki, już odnotowaliśmy wielki nasz sukces. Może dostaniemy z UE dwa miliardy euro mniej niż proponował Luksemburg. Zjednoczone Królestwo zaproponowało jeszcze mniej, jak to w handlu. A tu w heroicznym boju taki sukces Polski. Radości Francji i Niemiec nie było końca. Prezydent Francji od razu zapragnął spotkania z tymi, którzy po raz kolejny nie wykorzystali okazji, aby siedzieć cicho. Niemcy dołożyły Polsce nawet 100 mln na zakąskę. Trójkąt Weimarski znów w uścisku. Oby nam się tylko nie zrobiło duszno. Tak się bowiem składa, że Niemcy i Francja popierają to, co brytyjski ambasador nazwał "najgłupszą, najbardziej niemoralną polityką dotacji państwowych w dziejach ludzkości, jak nie przymierzając komunizm".
Na co idą "unijne pieniądze"? Zapewne płacące w listopadzie podwójną stawkę podatku polskie firmy chciałyby wiedzieć, na co płacą. Odpowiedź daje wnikliwe czytanie prasy. Z wywiadu udzielonego przez panią będącą zastępcą dyrektora Departamentu Wdrażania Europejskiego Funduszu Społecznego w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej (jest takie coś i płacimy za to) każdy z szefów i pracowników polskich firm może się dowiedzieć, jak trwonione są jego pieniądze i pieniądze innych wspólnotowych podatników. Ot, na przykład milion siedemdziesiąt siedem tysięcy w ciągu 22 miesięcy wydane zostanie w jednej z dzielnic warszawskich na "projekt skierowany do 100 osób". Projekt ma polegać na poradnictwie grupowym i indywidualnym i szkoleniach "pozwalających znaleźć pracę na warszawskim rynku pracy". Predyspozycje zawodowe osób poddających się procesowi leczenia z alkoholizmu i innych chorób, bezrobotnych, zbada zatrudniony w tym celu doradca zawodowy. Każdy z uczestników otrzyma "dodatek szkoleniowy" (ok. 100 zł) oraz bilet komunikacji miejskiej. "W ramach projektu założono, iż 25 osób znajdzie pracę". Niestety, pani nie powiedziała, czy jeśli 25 z tych osób pracy nie znajdzie, "doradca zawodowy" odda pobieraną przez 22 miesiące pensję, a sama pani wicedyrektor wyleci z hukiem z ciepłej posady? W każdym razie wydanie ponad miliona złotych po to, by - optymistycznie zakładając - 25 osób znalazło (na jak długo?) pracę, daje 43 tys. na osobę! To - dodaje pani wicedyrektor - jeden z "bardzo wielu projektów, które w tej chwili są realizowane w całej Polsce". Niestety.
W Polsce jest, dzięki wysiłkom kolejnych rządów, ponad 3 mln bezrobotnych. Działając tak efektywnie i wydając 130 mld złotych, można by założyć, w ramach projektu, że wszyscy znajdą pracę. Albo i nie. Pozostaje jeszcze tylko pytanie, kogo wówczas z tych 130 miliardów złotych okraść, ponieważ nawet Unia E. zanim komuś da, wpierw komuś musi zabrać i rodzi to na rynku określone konsekwencje, o czym w departamentach wdrażania czegokolwiek wiedzieć już nie trzeba, tym bardziej, że czytanie mądrych książek szkodzi zdrowiu. Zdrowy rozsądek ciągle ma przed sobą przyszłość.
Wojciech Popiela
Komentarze
pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.
powrót
do strony głównej ASME