Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Prezydent rzyga łaskawością - Stanisław Michalkiewicz Wysłane wtorek, 13, grudnia 2005 przez Krzysztof Pawlak

"Kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku" - zauważył Franciszek Maria Arouet, zwany inaczej Wolterem. I rzeczywiście - kiedy trzeba wyciągać z opresji towarzysza tak zasłużonego dla PZPR (a niektórzy powiadają, że i dla STASI), a więc szeroko pojętej lewicy, jak b. wiceminister spraw wewnętrznych Zbigniew Sobotka, to trzeba przejść do porządku dziennego nad wątpliwościami co do względów przyzwoitości. Właściwie, to na początku nie było żadnych wątpliwości ani w sumieniu prezydenta Kwaśniewskiego, ani u innych polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Żeby takie wątpliwości pojawiły się w sumieniu, to po pierwsze - trzeba w ogóle mieć sumienie, po drugie - umieć rozróżnić, co jest przyzwoite, a co nie, a po trzecie - nie mieć nawyku działań stadnych. Tymczasem wypowiedzi prezydenta i wszystkich innych polityków SLD dowodzą braku każdego z tych trzech czynników. Niby wszyscy to wiemy, a przecież za każdym razem nie możemy powstrzymać zdziwienia.
Dopiero kiedy podniosła się fala krytyki nawet ze strony zaprzyjaźnionej Platformy Obywatelskiej ("Bo taka głupia to ja już nie jestem, no, może głupia, ale taka to już nie"), prezydent Kwaśniewski podjął próbę zachowania pozorów, nie tyle, jak sądzę, na użytek krajowy, co przez wzgląd na zagranicę. Jeździ przecież z "wizytami pożegnalnymi", licząc na jakąś międzynarodową posadę, więc zdaje się, że dopiero te krytyczne głosy uświadomiły mu ryzyko kompromitacji. Wprawdzie zagraniczni koledzy prezydenta Kwaśniewskiego specjalnie nie odbiegają od niego poziomem etycznym, ale właśnie dlatego żarliwie praktykują hipokryzję. Jak zauważył Franciszek ks. De La Rochefoucauld, "hipokryzja jest hołdem, jaki występek składa cnocie". Zatem zagraniczni koledzy prezydenta Kwaśniewskiego, jeśli nawet nurzają się w występkach, to jak ognia unikają ostentacji. Ostentacyjnie udają cnotliwych. Tymczasem sukurs, z jakim prezydent Kwaśniewski śpieszy z pomocą panu Sobotce, jest aż nazbyt ostentacyjny. W tej sytuacji głowa naszego państwa uciekła się do sposobu, o jakim wspomina Chesterton w opowiadaniu "Złamana szabla": "Gdzie mądry człowiek ukryje liść? W lesie. A jeśli nie ma lasu? To mądry człowiek zasadzi las, by ukryć w nim liść". Czy jednak źle zapamiętał cytat, czy już było za późno, dość, że najpierw wszystkim pokazał liść, a dopiero potem przystąpił do sadzenia lasu, tj. do ułaskawiania Sławomira Sikory, który obciął łeb szantażyście i bandycie. No, ale Chesterton mówił o "mądrym", a nie np. cwanym człowieku. Cwany człowiek może nauczyć się manier, noszenia garniturów, a nawet języków obcych, ale czy od tego będzie mądrzejszy? "Jesteś pan gównem w jedwabnej pończosze" - powiedział Napoleon do księcia Benewentu.
Kiedy tak prezydent Kwaśniewski wprost rzyga łaskawością, dziennikarze śledczy spenetrowali, że w 1999 roku prezydent Kwaśniewski ułaskawił niejakiego Petera Vogla, czyli Piotra Filipkowskiego, który za morderstwo popełnione w roku 1971 skazany został na 25 lat więzienia. W 1979 r. ktoś udzielił mu "przerwy" w odbywaniu kary, a tak naprawdę - wyciągnął go z więzienia, bo Filipowski w 1983 roku, kiedy obowiązują jeszcze "surowe prawa stanu wojennego", a przez granicę nawet myszka nie może się przecisnąć, jak gdyby nigdy nic wyjeżdża do Szwajcarii. Tam przepoczwarza się w Vogla i ni z tego, ni z owego "robi karierę" w finansach. Akurat w finansach. W 1998 roku Polska wszczyna starania o jego ekstradycję; Vogel zostaje aresztowany, ale w 1999 roku prezydent Kwaśniewski z punktu go ułaskawia, dzięki czemu kariera "finansisty" rozwija się już bez przeszkód.
Odkrycie dziennikarzy śledczych świadczy, że w związku z nadchodzącą zmianą na urzędzie prezydenta, konflikt między bezpieczniakami wchodzi w nową fazę. Warto w związku z tym przypomnieć, że na początku 1996 roku, podczas apogeum sprawy "Olina", tygodnik "Wprost" ogłosił artykuł, jak to PZPR transferowała do szwajcarskich banków ogromne sumy w dewizach, przejmowane z Peweksu. Informatorem "Wprost" był prawdopodobnie gen. Zacharski, który po wymienieniu go na amerykańskich agentów dostał na otarcie łez posadę dyrektora Peweksu od 1988 roku do końca. Z tych ostatnich lat "Wprost" miał informacje precyzyjne, a z lat wcześniejszych - ogólnikowe. Np. w latach 1988-89 PZPR uzyskała 800 zezwoleń dewizowych, czyli więcej niż jedno dziennie. 31 sierpnia 1989 r. transferowała 750 tys dolarów i 22 mln franków szwajcarskich. Tylko jednego dnia, a przecież takie transfery odbywały się dzień w dzień od 1972 r. (wtedy właśnie utworzono Pewex) do 1990. Kto pilnuje tych pieniędzy, komu je wypłaca, jaki użytek jest z nich robiony - takie pytania nigdy nie zostały nikomu postawione. Kiedy bowiem w na początku 1996 r. ukazał się ten artykuł, prezydent Kwaśniewski oświadczył, że jeśli na ten temat ukaże się jeszcze choćby jedno słowo, to on w odwecie zarządzi "lustrację totalną". W odpowiedzi Jacek Kuroń i prof. Karol Modzelewski napisali mu list, że już się nie kłóćmy, niech tylko Józef Oleksy poda się do dymisji ze stanowiska premiera i "mociumpanie - z nami zgoda". Oleksy do dymisji się podał, premierem został ulubieniec prezydenta Kwaśniewskiego i Adama Michnika, Włodzimierz Cimoszewicz, a o forsie PZPR w Szwajcarii od tamtej pory nikt, poza niżej podpisanym, nawet się nie zająknął. Teraz jednak, kiedy już wiemy, że prawdopodobnie pilnuje jej (to ta "kariera w finansach"?) odcięty ze stryczka przez prezydenta Kwaśniewskiego w 1999 roku morderca i prawdopodobnie agent PRL-owskiego wywiadu Peter Vogel alias Piotr Filipowski, chyba będzie można to ujawnić? Być może będzie można też wreszcie ujawnić agenturę, chociaż możliwość "lustracji totalnej" wzbudzała, jak widzimy, lęk nawet samego Jacka Kuronia i prof. Modzelewskiego, a dzisiaj nie przestaje zasmucać zarówno red. Michnika, jak i JE abpa Józefa Źycińskiego.

Stanisław Michalkiewicz

Publicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME


# 1
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: N/A
Data: wtorek, 13, grudnia 2005
ip: 172.155.52.174
Komentarz
Właśnie.Biorąc pod uwagę powyższe,prezio w godzinę po zaprzysiężeniu nowego,udaje się z przyjacielską wizytą do Szwajcarii.Ja na jego miejscu uczyniłbym to samo.Nawet może nie powrócić.Niby to dobrze dla nas tu pozostających,ale jednak będzie pewien niedosyt.


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME