Na "zdrowy rozum" - prof. Jerzy Przystawa Wysłane piątek, 2, grudnia 2005 przez Krzysztof Pawlak |
Laureat Nagrody Nobla i doktor honorowy niezliczonych uniwersytetów, nieśmiertelny Lech Wałęsa, wypowiedział kiedyś złotą myśl: "W polityce logika nie zawsze funkcjonuje, a nawet bardzo rzadko". "Logika", to słowo obce, a nasz wielki rodak, jak wiemy, do nauki nigdy specjalnie się nie przykładał, nie wiadomo więc co, dokładnie, pod nim rozumiał. Zaryzykuję opinię, że chodziło mu o ulubiony instrument analityczny Polaków, czyli tzw. zdrowy rozum. Rzeczywiście, polityka, a już na pewno polityka polska, oglądana z pozycji "zdrowego rozumu", może wywołać tylko ból głowy, bo nic się tu kupy nie trzyma i wydaje się, że zjawiska tu zachodzące mieszczą się wyłącznie w kategorii cudów. Oczywiście, cudem sam w sobie jest Lech Wałęsa i jego światowa, i uniwersytecka kariera, ale czyż za cud porównywalny z jego doktoratami i nagrodami nie można uważać, że on sam, nieomal jednoosobowo, obalił komunizm i cały sajuz nieruszimyj? Czyż nieustającym ciągiem cudów nie jest cała nasza transformacja gospodarcza, nieugięcie twarda złotówka - nieustannie rosnąca w siłę (podczas gdy na przykład taki dolar amerykański słabnie w oczach), zatkane wspaniałymi samochodami miasta i drogi, nowoczesne hotele i restauracje na każdym rogu ulicy itd., itd., itp.?
Wszystko to "na zdrowy rozum" trudne jest do pojęcia, dlatego Polacy, w coraz większej masie, odsuwają się od polityki, od zainteresowania sprawami państwowymi i społecznymi, uciekają w prywatność i we własnym kraju zachowują się tak, jakby byli gdzieś "na saksach" i guzik ich wszystko obchodzi. Wymownie świadczy o tym spadająca, z wyborów na wybory, frekwencja wyborcza i malejące uczestnictwo w życiu publicznym. Zjawisko to najgroźniejsze rozmiary przyjmuje wśród młodzieży, przede wszystkim młodzieży akademickiej. Skoro "logika" nie funkcjonuje, skoro "na zdrowy rozum" nie można tego pojąć, to po co sobie tym zawracać głowę?
Ponieważ za najważniejszą reformę, jakiej nasz kraj potrzebuje, uważam reformę prawa wyborczego i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, zilustruję te uwagi przykładem, jak "zdrowy rozum" podchodzi do tej sprawy.
Jestem przekonany, że większość Polaków uważa, że kraje "prawdziwie demokratyczne", to przede wszystkim USA, Kanada, Wielka Brytania... Są to nasi najwięksi sojusznicy, którzy nieba by nam przychylili i chcieliby, aby Polska była krajem tak samo demokratycznym, jak ich. Dlaczego więc politycy tych krajów nie próbują nas zachęcić do wprowadzenia w Polsce systemu wyborczego, takiego jaki mają u siebie? Dlaczego tak "bezinteresownie" zgadzają się na zupełnie odmienne procedury wyborcze (i nie tylko)? "Zdrowy rozum" podpowie zapewne w tym miejscu, że to dlatego, że w żadnym wypadku nie chcą nam niczego narzucać, że to jest nasza i tylko nasza sprawa! Niestety, okazuje się, że tam, gdzie właśnie jak najbardziej narzucają, to narzucają z reguły coś zupełnie innego. Najnowszym przykładem jest, oczywiście, Irak, ale tak samo było po wojnie z Niemcami, Japonią, Włochami... "Zdrowy rozum" jest bezsilny wobec takiej sytuacji.
Ale co z Polakami w Ameryce, Kanadzie, Wielkiej Brytanii? Wielkie miliony naszych rodaków od pokoleń żyją tam i korzystają z dobrodziejstw rozwiniętej demokracji. Dlaczego, poza jednostkami, do których policzenia wystarczą palce jednej ręki (no, może dwóch), nie starają się oni przybliżyć rodakom w Kraju sposobu, w jaki TAM wyłaniane są elity polityczne? Czy też może i tam, posługując się zasadą "na zdrowy rozum" nie rozumieją działania tamtego systemu wyborczego i jego skutków państwowych, politycznych i społecznych?
No, bo jak "na zdrowy rozum" pojąć taki dziwny fakt: wybory odbywają się w okręgach jednomandatowych, kandydować może każdy, komu się to spodoba, wygrywa ten, kto zdobywa najwięcej głosów. Dlaczego, w takim razie, w wyniku takich wyborów, parlamenty tych krajów nie stają się zbieraniną skłóconych ze sobą partyjek i grup - tylko przeciwnie: powstaje dwubiegunowa scena polityczna, na której Z REGUŁY pojawia się zawsze jedna partia, która zdobywa większość miejsc w parlamencie i sama sprawuje rządy? Piszę "z reguły", ponieważ nie jest to żaden przepis prawny, nie jest to żadna konstytucyjna reguła, tak się po prostu NA OGÓŁ dzieje, a nieliczne odstępstwa jedynie tę regułę potwierdzają! "Na zdrowy rozum" jest to nie do pojęcia. Nawet "na zdrowy rozum" polityka największej klasy.
Mam przed sobą książkę "Odwrotna strona medalu - mówi Jarosław Kaczyński" (Verba, Warszawa 1991). Oto co mówi o ordynacji większościowej w wydaniu anglosaskim (str. 112. i 113.): "Wszystkie mandaty bierze wtedy ten, kto dostał więcej głosów; a nie musi mieć połowy wszystkich głosów, jak to jest na przykład we Francji, gdzie są jeszcze dwie tury. Propozycja angielska jest taka: jeden ma te 40%, drugi 30%, i wszystkie mandaty dostaje ten, kto ma te 40%. Może wygrać nawet taki, kto dostał dwa głosy, pod warunkiem, że jego przeciwnik dostał jeden głos, a tylko trzy osoby poszły na głosowanie".
Jarosław Kaczyński dokonuje "zdroworozsądkowej" analizy zastosowania takiego systemu w Polsce: "Załóżmy, że jest 10 kandydatów i 100 wyborców. Ośmiu uzyskało - czego można się spodziewać w sytuacji polskiej - po 10 głosów, jeden 9 głosów, a jeden 11. Wszystkie mandaty z tego okręgu i tak dostałby ten ostatni, chociaż 90% wyborców głosowało na inne osoby czy partie. W istniejącym wówczas układzie, z mitologią »Solidarności«, Komitetami Obywatelskimi itp., takie rozwiązanie dałoby zwycięskiej grupie cały parlament, 100 procent głosów"...
W roku 2000, na konferencję Ruchu JOW w Tarnowie przybył ówczesny sekretarz generalny SLD Krzysztof Janik. Zapewnił on zebranych, że gdyby wprowadzono JOW w wyborach do Sejmu, to - "na zdrowy rozum" - SLD zdobyłby minimum 420 mandatów! Myślałem wtedy, że może to Janik sam wpadł na taki "argument", dopiero kiedy zajrzałem do wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim, zdałem sobie sprawę, że ten: "zdrowy rozum" to szablon myślowy naszej elity politycznej, niekoniecznie komunistycznej proweniencji.
"Na zdrowy rozum, na logikę" - tak powinno być w Polsce! Ale na świecie tak nie jest, aczkolwiek nie wykluczam, że nasi czołowi politycy - kierując się "zdrowym rozumem", a nie znajomością faktów - wydają się o tym nie wiedzieć. Wkrótce po tym wystąpieniu Janika, "Kwach" przedstawił publicznie opinię, że społeczeństwo polskie "jeszcze nie dojrzało do JOW w wyborach do Sejmu". Nie wiem czy z tą opinią zgadzają się Lech i Jarosław Kaczyńscy, ale wiem, że pod tą opinią podpisują się legiony polskich polityków, naukowców i dziennikarzy, a w szczególności prawie wszyscy dyżurni telewizyjnie "eksperci" i komentatorzy. Gdzie tam porównywać się nam do Anglików czy Amerykanów! Tam demokracja funkcjonuje od ponad 200 lat, a my dopiero zaczynamy. Czy - nawet "na zdrowy rozum" - 200 lat temu, gdy wprowadzono w Ameryce JOW, tamto społeczeństwo było wyżej rozwinięte od społeczeństwa polskiego AD 2005?
Sekretarz generała Kiszczaka, Krzysztof Dubiński, w swojej książce "Magdalenka - transakcja epoki", opisuje spór pomiędzy naszymi dzisiejszymi prezydentami, Aleksandrem Kwaśniewskim i Lechem Kaczyńskim, o ordynację do Senatu: "Kwach" chciał wyborów większościowych, "Kaczor" domagał się proporcjonalnych (tak, tak, to nie pomyłka!). Wolno przyjąć założenie, że każdy z nich działał zgodnie "ze zdrowym rozsądkiem" w interesie strony, którą reprezentował. "Kwach" wygrał, "komuchy" narzuciły swoją propozycję "solidaruchom"! A jaki był wynik wyborów? Dla tych, którzy nie pamiętają, przypomnę, że "solidaruchy" zdobyły 99 mandatów na 100 możliwych! Przez walec "Solidarności" przedarł się tylko jeden kandydat "komuchów" - Henryk Stokłosa, który od tej pory, na "zdrowy rozum", uważany jest za koronny "dowód", że gdyby w Polsce wprowadzono JOW - wygrałyby "same stokłosy"!
Fakty dowodzą genialności bonmotu Lecha Wałęsy: taka "logika" rzeczywiście w polityce rzadko funkcjonuje, a "zdrowy rozum", nie poparty wiedzą i doświadczeniem, nie prowadzi do pozytywnych rozwiązań. Polacy, przede wszystkim inteligenci polscy, muszą poważniej i głębiej przyjrzeć się, jak funkcjonują demokracje na świecie, aby zrozumieć, dlaczego nigdzie się jeszcze nie zdarzyło, żeby mechanizm wyborczy jaki nam zaaplikowano, wyłonił solidną, stabilną scenę polityczną, z politykami i partiami politycznymi rozumiejącymi pojęcie odpowiedzialności przed swoim narodem i swoimi wyborcami. Jest to conditio sine qua non, aby Polska zdobyła w świecie miejsce, jakie odpowiada potencjałowi i aspiracjom Polaków.
Jerzy Przystawa
Jest to przedruk artykułu prof. Jerzego Przystawy, napisanego dla "Nowego Kuriera" (Toronto, Kanada).
Prof. Jerzy Przystawa był w kadencji 1990 - 1998 radnym rady miejskiej Wrocławia, startował w wyborach do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej przeprowadzonych w dniu 21 września 1997 r.
Od kilkunastu lat jest jednym z liderów Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW.
Publicystyka prof. Jerzego Przystawy na ASME.
Witryna ASME Antysocjalistycznego Mazowsza jest najstarszym serwisem w Sieci - oprócz witryny tematycznej JOW - propagującym ideę JOW
Komentarze
pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.
powrót
do strony głównej ASME