Kto ma dojścia do "brukselskiego KC", ten żyje"! - Stanisław Michalkiewicz o systemie rozdziału konfiskowanych przez Związek Socjalistycznych Republik Europejskich (UE) pieniędzy w postaci "składek" Wysłane wtorek, 29, listopada 2005 przez Krzysztof Pawlak |
"Wygląda na to, proszę Państwa, że demokracja została uratowana, i to ciekawa rzecz - przy pomocy homosiów, lesbijek i oczywiście - »pokolenia Jana Pawła II«, które zawsze jest chętne do obrony demokracji, zwłaszcza, kiedy impreza jest wesoła. Więc wszystko jest na dobrej drodze, »merdia« natychmiast zwróciły swoje zainteresowania ku stronie finansowej »naszego« udziału w Unii Europejskiej. Nad tym trochę dłużej się zatrzymam, gdyż Unia E. funkcjonuje zupełnie podobnie jak za czasów socjalistycznych, PRL czasu Hilarego Minca, kiedy żył »wielki nauczyciel postępowej ludzkości Józef Stalin«. Władza komunistyczna wtedy przejmowała, konfiskowała wszystkie dochody, później je po uważaniu rozdzielając, także do tych samych miejsc, z których wcześniej je skonfiskowała. Wtedy mało kto był dlatego zainteresowany w pomnażaniu swoich dochodów, natomiast oczywiście był zainteresowany w dostępie do »KC«, czyli Komitetu Centralnego. Jakiś sekretarz był tym więcej szanowany, im szersze miał "dojścia" do KC. Tak tych czynowników wtedy wybierano - pod kątem »dojścia« do KC. Skutki tego odczuwamy do dziś. Tak samo funkcjonuje właśnie Unia Europejska: każde państwo członkowskie wpłaca jakąś składkę, a później otrzymuje jakąś subwencję. No i każde z państw jest zainteresowane, by wpłacić jak najmniejszą składkę - a później - by otrzymać jak największą subwencję. I dlatego liczy się znowu »dojście do brukselskiego KC«. Odmiana jest taka, że wtedy komuniści konfiskowali wszystkie dochody - a UE »zarządza« zaledwie 2% PKB państw członkowskich" - Stanisław Michalkiewicz komentuje szerszy aspekt stosunków z kołchozie Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, jak konserwatywni liberałowie określają obecne Wspólnoty Europejskie (Unia Europejska formalnie nie istnieje!).Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.