Publicystyka
Antysocjalistycznego Mazowsza
| Awangarda zachodzi od tyłu? - Stanisław Michalkiewicz Wysłane poniedziałek, 28, listopada 2005 przez Krzysztof Pawlak |

Nie da się ukryć, że po wyborach stosunki w Polsce strasznie się skomplikowały. Zauważył to z właściwą sobie przenikliwością pan Waldemar Pawlak, zwracając w przemówieniu podczas dyskusji nad wotum zaufania dla rządu uwagę, że całe zamieszanie wzięło się stąd, iż PiS nie przeprosił Platformy Obywatelskiej za wygranie wyborów i nie przekazał jej władzy. Wszystko byłoby wtedy na swoim miejscu, a zwłaszcza beneficjanci "okrągłego stołu", którzy po 16 latach zaczynali już nabierać przekonania, iż należą do rodowej arystokracji, a poczucie wyższości nad prostym ludem noszącym moherowe berety odziedziczyli po królach, swoich rodzicach. Niestety, stało się inaczej, a powstały wskutek tego zamęt jest tak wielki, że dochodzi do rzeczy wprost niespotykanych, do sensacji, przy których oślica Balaama przemawiająca ludzkim głosem wygląda na rzecz zwyczajną. Oto pan Andrzej Lepper, bicz Boży na liberałów wszelkiej maści, nagle oświadcza, że on też jest liberałem, wprawdzie "socjalistycznym", niemniej jednak. Oczywiście ani przez chwilę nie mam wątpliwości, że ta deklaracja pana Andrzeja jest szczera, podobnie jak i wszystkie pozostałe zwłaszcza, że przy pomocy tego prostego zabiegu w jednej chwili wytrącił z ręki broń wszystkim swoim przeciwnikom. Za cóż go bowiem teraz mają krytykować? Że jest socjalliberałem? Toż oni są tacy sami, a pan prof. Stefan Niesiołowski jest nawet socjalliberałem katolickim. Niewiarygodne, ale nawet Balcerowicz już nie "musi odejść", tylko "może zostać". W tej sytuacji niezależnym mediom nie pozostało nic innego, jak zaprzestać wyrzutów, że rząd skorzystał z parlamentarnego poparcia Samoobrony i podjąć koncert na pudła rezonansowe z zupełnie innego klucza.
Kiedy tylko pojawiły się pogłoski, że premier "rozpoczął procedurę" odwoływania gen. Marka Dukaczewskiego, co ma być wstępem do reorganizacji Wojskowych Służb Informacyjnych, tego "twardego jądra" naszej młodej demokracji, akurat siły postępu uparły się, by w Poznaniu przeprowadzić Paradę Równości. Nazwa tej imprezy jest trochę myląca, bo chodzi tu o propagandę stosunków homoseksualnych. Celem tej natrętnej propagandy jest narzucenie ludziom przekonania, że "wszystko" jest "normalne", czyli poglądu diametralnie sprzecznego z przekonaniem, że istnieje prawda i fałsz, norma i dewiacje. Oczywiście nie chodzi tu o udelektowanie pederastów czy lesbijek; oni są tylko pretekstem, swego rodzaju mięsem armatnim, zastępczym proletariatem, przy pomocy którego lewica jeszcze raz spróbuje przeprowadzić komunistyczną rewolucję, tym razem, w myśl wskazówek Antoniego Gramsciego, zaczynając od kultury. Wskazują na to choćby postacie organizatorów poznańskiej Parady, np. pani dr Izabeli Kowalczyk, która, zdaje się, żadną lesbijką nie jest, bo przykładnie mieszka w Poznaniu z mężem i dwoma synami, więc wygląda na to, że pederaści i lesbijki są jej potrzebni w charakterze trampoliny do politycznej kariery, którą próbowała zrobić, kandydując do Sejmu z listy SDPl. Inna rzecz, że pani Kowalczyk może mieć skłonność do traktowania polityki w kategoriach erotycznych, na co wskazywałby temat jej rozprawy doktorskiej: "Ciało i władza we współczesnej sztuce polskiej". Ano, nie da się ukryć, że odpowiednio posługując się ciałem, można dojść i do władzy. Można się nawet zgodzić, że jest to pewna sztuka, ale dlaczego tylko "współczesna"? Za komuny też tak było, mniejsza o nazwiska, bo
nomina sunt odiosa, ale każdy mógłby pewnie wskazać jakiś przykład kariery, o jakiej wspomina Szpotański: "przez łóżek sto przechodzi szparko / stając się damą i pisarką". To oczywiście nic złego; czasy są ciężkie i każdy orze, jak może, tylko po co zaraz łamać krzesła? Tymczasem pani Kowalczyk strzela z grubej rury, wspominając coś o "nienawiści", a nawet - jakże by inaczej - "antysemityzmie".
Oczywiście mamy tu do czynienia z poszukiwaniem przez lewicę proletariatu zastępczego, o czym już zdaje się na tych łamach wspominałem. Pederaści i lesbijki nadają się na "mniejszość" jak mało kto, więc wystarczy tylko trochę połechtać ich na tle ambicjonalnym, by ochoczo dali się użyć w charakterze awangardy. Sytuacja jest nieco dziwaczna, bo pederaści zazwyczaj zachodzą raczej od tyłu, ale skoro już pan Andrzej został liberałem, to i taka awangarda nie powinna specjalnie nas dziwić. Więc kiedy tylko policja zatrzymała kilkudziesięciu uczestników Parady, w sukurs ruszył b. minister spraw wewnętrznych, pan Ryszard Kalisz, krytykując policjantów za "brutalność". Wszystko wskazuje na to, że pan Kalisz taki delikatny zrobił się stosunkowo niedawno. W stanie wojennym, kiedy milicja i ZOMO zachowywało się znacznie bardziej brutalnie niż policja dzisiaj, grzecznie i w podskokach odbywał aplikację sądową, a zaraz potem - adwokacką, w międzyczasie korzystając ze stypendium w Szwajcarii. Nieubłaganym szermierzem wolności został dopiero teraz, kiedy rozwój wypadków "napawa trwogą, że mu zdobycze zabrać mogą".
Właśnie ten rozwój wypadków sprawił, że Parada Równości najwyraźniej staje się testem na determinację rządu nie tyle wobec pederastów, bo to pretekst zgoła nieistotny i nie o nich tu chodzi, tylko odnośnie
razwiedki, będącej wszak twardym jądrem naszej młodej demokracji. Najwyraźniej w szeregach nastąpiła mobilizacja totalna, bo np. pani red. Monice Olejnik nie wystarczył ks. Adam Boniecki w charakterze świadka oskarżenia rządu, więc na przesłuchanie wezwała samego premiera Marcinkiewicza. Najzabawniejsze, że
razwiedczyki drapują się w szalenie humanitarne szaty i np. zaciekle piętnują "nienawiść". Czy jednak słusznie? Rewolucja
á la Gramsci, której awangardą próbuje się robić pederastów,
naprawdę ma na celu zniszczenie podstaw cywilizacji, będącej przecież naszym duchowym domem. Każdego, kto bez powodu próbuje zburzyć mi dom, najzwyczajniej w świecie
nienawidzę i wcale nie wstydzę się tego uczucia. Niech się raczej wstydzą ci, którzy próbują podpalić dom, żeby korzystając z zamieszania, ukraść portmonetkę, w której zobaczyli pięć złotych.
Stanisław MichalkiewiczPublicystyka Stanisława Michalkiewicza na ASME i nagrania TV ASME
Komentarz (0)