Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

"GAZETA WYBORCZA" ZNOWU KŁAMIE - Antoni Zambrowski Wysłane piątek, 25, listopada 2005 przez Krzysztof Pawlak

W poniedziałkowym numerze "GW" z 14 października br. w dodatku "Duży Format" nr 43/656 ukazała się rozmowa red. Mikołaja Lizuta z prof. Stefanem Niesiołowskim - senatorem Platformy Obywatelskiej. W tej rozmowie senator Stefan Niesiołowski zupełnie bezpodstawnie uśmiercił mego sąsiada na osiedlu oraz kuma (ojca chrzestnego mego najmłodszego syna Jarka) Emila Morgiewicza, który żyje i cieszy się dobrym zdrowiem. Emil Morgiewicz - wieloletni działacz opozycji niepodległościowej, skazany za organizację "Ruch" (z Andrzejem Czumą na czele) na wieloletnie więzienie, był później członkiem-założycielem Komitetu Obrony Robotników, następnie bardziej prawicowego Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, internowanym w stanie wojennym w więzieniu w Białołęce. Tam go poznałem i zaprzyjaźniłem się. Dziś pracuje w Senacie, więc senator S. Niesiołowski może łacno się przekonać o swej pomyłce co do jego śmierci. Nie wykluczone, że sprawę zawinił przez swe niechlujstwo przy spisywaniu rozmowy sam red. Mikołaj Lizut. Ale są ludzie, którzy żywią podejrzenia, że Emila uśmiercił sam senator S. Niesiołowski. Emil Morgiewicz jako weteran opozycji antykomunistycznej wie zbyt wiele o sprawach, o których pan senator wolał by zapomnieć.
W następnym "Dużym Formacie" nr 44/657 ("GW" z dnia 21 listopada br.) senator Stefan Niesiołowski zamieścił zaskakujące sprostowanie, z którego wynika, że "Pan Emil Morgiewicz żyje, cieszy się dobrym zdrowiem i jest bardzo aktywny zawodowo". Z tego sprostowania nie wynika wszelako, kto uśmiercił Emila Morgiewicza - red. Mikołaj Lizut, czy sam sen. Stefan Niesiołowski. Nasuwa się też pytanie, dlaczego sen. Niesiołowski, zaprzyjaźniony z Emilem Morgiewiczem od dziesięcioleci, nagle teraz przeszedł z nim na pan?

Antoni Zambrowski

Jest to pełna wersja artykułu, który ze skrótami ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska".

Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME


# 1
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: waldemar-reksc@o2.pl
Data: sobota, 26, listopada 2005
ip: 83.25.233.233
Komentarz
Pana Niesiołowskiego poznałem na Zjeżdzie ZCh-N w roku chyba 1991. Sprawił wtedy pozytywne wrażenie, witany z dużym szacunkiem jako weteran opozycji. Potem ta ocena zaczęła się zmieniać. Pan Niesiołowski blokował wszelkie poczynania, które miały uratować ZCh-N jako poważną partię narodową. Stawał się coraz bardziej arogancki, co jest dosyć łagodnym określeniem. W roku 1997, po wyborach parlamentarnych, na pierwszym posiedzeniu nowej Rady Naczelnej ZCh-N, gdy ważyły się losy nowego podziału terytorialnego Polski, pan Niesiołowski, który siedział za mną, zajęty był tylko telefonowaniem do kogoś z telefonu komórkowego i przechwalaniem się, gdzie i w jakich mediach ostatnio wystąpił. W przerwie dałem jemu kartkę, aby w miarę możliwości nie dopuścił do paranoidalnego odłączenia Elbląga od Pomorza Gdańskiego i podziału Żuław. W korytarzu pan Niesiołowski kartkę tą wyrzucił na śmieci i nigdy się tą sprawą nie zajął. Na kolejnych posiedzeniach Rady tylko ponownie blokował wszelkie poczynania, które miały skłonić ZCh-N do zajęcia się poważnymi programami gospodarczymi.
Ja przynajmniej nigdy nie słyszałem, aby ten człowiek zrobił coś pożytecznego. Jedyne co umiał, to głosić wręcz zoologiczny antykomunizm, który dał ten tylko skutek, że napędzał elektorat SDRP-SLD. Potem, gdy jego gwiazda przybladła, zaczął niespodziewanie brutalnie atakować narodową prawicę i to na łamach dosyć szemranych gazet. Dziś jest razem z ,,różowymi" i dziwić się tylko można, że ktokolwiek na niego zechciał głosować.
Na wspomnianym Zjeżdzie ZCh-N powiedział, że ktoś, kto spędził kilka lat w więzieniu ma trwałe odchyłki od normy i że w związku z tym prosi dla siebie o wyrozumiałość. Może temu panu potrzebna jest nie tyle wyrozumiałość, ile lekarz specjalnej troski.


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME