Strona Główna

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Witryna Kary Śmierci

 

Mięczy namy prawnykamy czyli Żyrinowski wystawia atest polskości Kwaśniewskiemu Wysłane niedziela, 13, listopada 2005 przez Krzysztof Pawlak

Humor KGB-owców (na potrzeby tego artykułu będzie to pojęcie zbiorcze dla funkcjonariuszów "Smiersza", KGB-FSB, GRU i ich polskawych odpowiedników) najczęściej nie należał do wysokich lotów, niemniej zdarzało się im wzbudzać uśmiech nawet na twarzach katowanych przez ich przedstawicieli ofiar "międzynarodowego ruchu rewolucyjnego". Do takich momentów niewątpliwie można zaliczyć najnowsze wczorajsze wystąpienie tow. Władimira Żyrinowskiego, który - jak doniosły serwisy m.in. WP czy Onet - wypuścił "z siebie" kolejne "międzynarodowe oświadczenie":
"Przedstawiciel Polski, która »miała już papieża«, nie ma prawa kandydować na stanowisko sekretarza generalnego ONZ - powiedział w rozmowie z agencją ITAR-TASS lider rosyjskich liberalnych demokratów, Władimir Żyrinowski. Uważa on, że następcą Kofiego Annana powinien zostać przedstawiciel wschodniej Europy, lecz w żadnym wypadku nie Polak. (...)".


Znany kawalarz, oddelegowany na trudny odcinek frontu rewolucji proletariackiej z ramienia Kominternu, Karol Sobelsohn, pseudo partyjne "Radek", skomentował niegdyś niezwykle trafnie stan osobowy tej niezwykle dla przodków współczesnych post(?)komunistów zasłużonej instytucji. Otóż na kolejnym posiedzeniu międzynarodówki "wybrańców" zjawili się na partyjne wezwanie delegaci wszystkich kontynentów i ras - za wyjątkiem przedstawicieli Afryki subsaharyjskiej. Na pełne oburzenia głosy dla takiej dyskryminacji ludu pracującego wsi i miast Sobelsohn-Radek przytomnie wyjaśniał, że wśród pełnych poświęcenia i uczciwości towarzyszy "nie znalazł się ani jeden Żyd, który dałby sobie przekłuć obrączką nos".
Zapoznany wśród dygnitarstwa Dumy mordobijca i instytucjonalny już warchoł Władimir Żyrinowski został tym razem wydelegowany do ratowania mocno opadłego w Polsce kursu "wymiany" towarzysza Olka "Disko Polo" Kwaśniewskiego, znanego też z ksywy "Wieprz" tudzież nazwy świni męskiego rodzaju, czyli "Knur", zapoznanego szeroko w społecznej pamięci dzięki lalkowemu serialowi politycznemu "Polskie zoo" z czasów dyrektorowania TVP przez prezesa Drawicza. Towarzysz "honorowy prezio" Stowarzyszenia "Ordynacka" jest w tej chwili na wylocie ze stolca ustawionego na poczesnym miejscu w warszawskim Pałacu Namiestnikowskim, do którego przejęcia szykuje się prezydent Warszawy Brat "L.-ewy". Pełniona przez Olka "Disko Polo" wieloletnia funkcja rozciągliwego jak jasna niebieska zwieracza "polskiego regionu UE" dla lawiranckich stosunków pomiędzy Wschodem a Zachodem doznała stosownego zakończenia głównego aktu sztuki granej przez post(?)komunistyczną trupę i wobec zapowiadanej możliwości postawienia go przed Trybunałem Stanu jego niezawodni byli (?) przyjaciele oraz "starsi bracia w wierze (politycznej)" przystąpili do realizacji scenariusza ratowniczego.
Żyrinowski z lubością przyznaje się do pochodzenia "prawniczego", co prawda nie najwyższej próby, bo tylko ze strony ojca, a nie jest to okoliczność poważna nie tylko dla bliskowschodnich znawców tematu, ale w tej samej sytuacji występuje tow. Kwaśniewski, dodatkowo mając w odwodzie poważny argument w rodzaju wiernej służby tatusia dla organów represji antypolskiej z lat drugiej połowy ub. wieku - podobnym, ale czynnym umocowaniem chwali się półgębkiem, dając tu i ówdzie na swój temat do zrozumienia sprawca wielu bójek w moskiewskiej Dumie i podczas publicznych wystąpień, "kagebowski klaun", tow. Zyrinowski.
Nie można przy tej okazji nie oddać pewnego uznania dla swoistego sprytu tow. Żyrinowskiemu i jego mocodawcom - gdyż według scenariusza, że "TAKI »Rusek«" nastawa na »naszego« »prezia«" z pewnością kilka mniej wyrobionych grupek parających się amatorsko komentowaniem życia politykierskiego "naszego regionu UE" może przejąć się w swojej naiwności i stanąć w obronie atestowanego na polskość przez "prawnika Żyrinowskiego" POP Kwaśniewskiego (stara dekrypcja tego skrótu: Pełniący Obowiązki Polaka - z czasów rządów w Polsce bandy Romkowskiego, Fejgina, Światły i Bieruta, a także Stolzmana - nadzorowanych przez tow. generał-majora Sierowa).
Nieustanne drażnienie Polaków starannie dozowanymi erupcjami państwowo zarządzanej niechęci "Rosjan" (bo zdecydowana większość zwyczajnych Rosjan naprawdę niewiele z tego rozumie i często nawet nic o nich nie wie) do Polaków i ich nowej ekipy powoli przejmującej władzę w Rzeczypospolitej, przełamanej cały jeszcze czas PRL-bis, zwraca uwagę na aktywność bieżącą i zapewne przyszłą niedorżniętej politycznie jeszcze pozostałości post-PRL-owskich, rozlokowanych najczęściej w strategicznych działach gospodarki oraz aparatu propagandowego, zwanego uprzejmie mediami. Otrzymują oni nieustanne wsparcie z Kremla - jak choćby wymienić niedawną serię pobić polskiego personelu dyplomatycznego w Moskwie (dlaczego tak oszczędzono tow. Mellera?), brak zaproszenia na uroczystość święta niegdysiejszego miasta lennego Rzeczypospolitej Królewca dla przedstawicieli Polski przy jednoczesnym zaproszeniu "najlepszego sąsiada" tow. cara-KGB-isty Putina dla tow. kanclerza Schrödera, zapowiedź budowy Gazociągu Północnego z niemal jednoczesnym żądaniem podwyżki cen eksportowanego do Polski gazu i najnowszych - zakazów "sanitarnych" dla mięsa, jego przetworów oraz produktów roślinnych importowanych przez Rosję. Ten ciąg "wydarzeń specjalnych" będzie miał zapewne w przyszłości podobnego pokroju następstwa tak długo, jak towarzysze z byłej PZPR-erii będą licytowani nawet jako blotki w grze inżynierów polityki międzynarodowej przy stoliku niedaleko lotniska na Chodynce.
Wysuwanie kandydatury na szefa jednej z najbardziej skorumpowanych instytucji życia międzynarodowego, utworzonej zresztą na wniosek zlewicowanych tuzów międzynarodowego Ałtorytetu już w ostatnich dniach II Wojny Światowej, zagrożonego przez sąd Trybunału Stanu "Disko Olka" jest chichotem historii wartym odnotowania dla samego siebie, gdyby nie był poważnie brany pod uwagę przez ponoć sporą liczbę skądinąd przyjaźnie nastawionych dla interesów polskich ludzi z wielu krajów. Agentura wpływu nie wzięła się jednak z niczego i nie istnieje od niedawna, a wręcz przeciwnie: w jej ustanawianiu i pielęgnowaniu mają słusznie zasłużone sukcesy Rosjanie i "Rosjanie" jeszcze z czasów przedrewolucyjnych. Dla dyplomacji moskiewskiej ulokowanie takiego byłego (?) jej zasłużonego współ-wespół działacza komunistycznej młodzieżówki oraz "honorowego »prezia«" Stowarzyszenia "Ordynacka", skupiającego kilka tysięcy niezawodnych dla ostatnich lat kolaboracji z okupantem sowieckim "wieśmenów" tudzież "chuopaków", obecnie odgrywających znaczące role w działach gospodarki opartych na wciąż przymusowej kooperacji z Rosją już nie "działaczach młodzieżowych", a "byznesmenach" PRL-bis - jest okazją bynajmniej nie wymyśloną na poczekaniu, ale zapewne konsekwentnie realizowanym planem wsparcia kolejnego pokolenia "uczciwie" zaangażowanego w "rozwój harmonijnych stosunków europejsko-rosyjskich" zwolenników konwergencji sojalistyczno-kapitalistycznej.

Jednak wystawienie zaświadczenia o przynależności do polskiej folkslisty przez rosyjskojęzycznego "prawnika" dla O Mało Co (o.m.c) magistra też "prawniczego" biegłego w polskim jaziku" najlepiej się nim posługującemu podczas nieustających przeprosin "w imieniu Polaków" podczas takich uroczystości jak np. w Jedwabnem - jest, przyznacie to chyba Państwo, krotochwilą godną Karola Sobelsohna ksywa partyjna "Radek". Z poczuciem humoru w chodynkowskich budynkach nie jest więc tak źle...

Krzysztof Pawlak


# 1
Użytkownik: Anonymous Unregistered
E-mail: r.wilczur@aesculap.edu.pl
Data: niedziela, 13, listopada 2005
ip: 81.190.27.247
Komentarz
Dobre! Włącznie z parodią wymowy w SPECYFICZNEJ odmianie polszczyzny!

Dziekuje, pozdrawiam

Antoni Kosiba


Użytkownik:
E-mail:
Hasło:

Komentarz:

 

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja ASME nie bierze za nie odpowiedzialności.

powrót do strony głównej ASME